X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Czwórka

Maciej Orłoś i świat widziany oczami dziecka

18.05.2012
0 0 0
Dzisiejsze dzieciństwo pełne jest różnych gadżetów, zajęć, ciekawostek - jednak od wieków nic się nie zmienia - dzieci uwielbiają psocić. Kuba i Mela, dzieci Macieja Orłosia też bywają nieznośne.
Posłuchaj
08'51 Maciej Orłoś opowiada o swojej najnowszej książce "Kuba i Mela. Dodaj do znajomych".
Obejrzyj
Maciej Orłoś opowiada o swojej najnowszej książce "Kuba i Mela. Dodaj do znajomych".

9 maja na półki księgarń trafiła książka Macieja Orłosia z ilustracjami Henryka Sawki "Kuba i Mela. Dodaj do znajomych". To opowieść inspirowana dziećmi Macieja Orłosia, które noszą takie imiona jak bohaterowie książki. Kuba i Mela to inteligentne i niekiedy bardzo złośliwe bestie, które pilnie obserwują zachowania dorosłych.

Maciej Orłoś w czwórkowym studiu przyznał, że jego dzieci ostatnio nic nie przeskrobały, co może wynikać z tego, że Mela miała komunię, a Kuba jest właśnie na zielonej szkole i jego tata nic nie wie na temat poczynań pociechy. Z książki wynika, co sprawdziła Kasia Dydo, że Kuba i Mela są trochę niesforni, niegrzeczni.

- Ze wszystkim dziećmi tak jest, że bywają niesforne, niezbyt grzeczne jest z nimi trochę problemów. Nie wyobrażam sobie dziecka, które by siedziało grzecznie i odrabiało lekcje, nie miało problemów, spraw, pytań, chęci i gotowości robienia czegoś innego, poza lekcjami - wyjaśnia Maciej Orłoś. - Żyjemy w czasach,  gdy dzieci przywalone są cała masa różnych spraw - obowiązków, ciekawostek, gadżetów, atrakcji - to jest trudny świat.
Maciej Orłoś świetnie porusza się w świecie dzieci, wie co to PSP, zuzupetsy i petshopy. - Przy dzieciach tej terminologii nie trzeba się uczyć - serwują ją dorosłym na tacy - przyznaje autor książki. Ta książka to nie jest biografia.
- Nasze życie jest tutaj inspiracją, ja nie pisałem biografii moich dzieci - to nie są wspomnienia to nie jest dziennik - wymienia Maciej Orłoś. Przyznaje, że podczas pisania całą książkę konsultował z dziećmi i z żoną. - Było parę takich sytuacji, gdy musiał coś skorygować, że trzeba coś wyeliminować.
Do współpracy przy książce Maciej Orłoś i jej wydawca zaprosili Henryka Sawkę, rysownika, ilustratora, znanego raczej z rysunków dla dorosłych. Sawka wykonał rysunki do książki, nie ukrywał jednak, że było to dla niego wyzwanie - robić rysunki dla dzieci.

Co łączy najnowszą książkę Macieja Orłosia i Henryka Sawki z przygodami Mikołajka i dlaczego jest to książka i dla dzieci i dla dorosłych, dowiesz się słuchając "Stacji Kultura" lub oglądając załączony plik wideo.

(pj)

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Wojciech Jagielski: Ventersdorp wciąż jest miastem białych

15.05.2012
0 0 0
Kuba Kukla, Wojciech Jagielski i Kasia Dydo w studiu Czwórki
Kuba Kukla, Wojciech Jagielski i Kasia Dydo w studiu CzwórkiFoto: fot. Aurelia Chmiel
To zupełnie inna Afryka niż ta, którą znamy z telewizji. Wojciech Jagielski napisał "Wypalanie traw" o małym miasteczku w RPA, które nadal broni się przed zniesieniem apartheidu.
Posłuchaj
13'54 Wojciech Jagielski o swojej najnowszej książce "Wypalanie traw"

"Wypalanie traw" to książka, która zabiera nas do Południowej Afryki w momencie, w którym kończy się system segregacji rasowej. Biali powoli oddają władzę czarnoskórym. Poza jednym miejscem, o którym właśnie jest ta opowieść

- Ventersdorp to miasteczko niewielkie - 2000 mieszkańców białych plus kilkunastu czarnoskórych. Ventersdorp należy do białych, ludzie mają tam małomiasteczkową mentalność. Nie przepadają za obcymi, nie lubią, jak się o nich mówi i jak się o nich pisze - opowiada Wojciech Jagielski w "Stacji Kultura". - Ventersdorp jest miastem szczególnym ze względu na jednego ze swych mieszkańców, Eugène Terre'Blanche, samozwańczego burskiego przywódcę, który sprzeciwiał się likwidacji apartheidu. Miejscowość stała się jego zakładnikiem. Ludzie bali się opowiadać o swoim życiu i swoim mieście. Nawet po śmierci Terre'Blanche'a. Ja nigdy nie zostałem uznany za kogoś, komu można zaufać...

Praca nad książką odbiegała od dziennikarskiej rutyny Wojciecha Jagielskiego. W Ventersdopie od śmierci Terre'Blanche'a nie wydarzyło się nic, co by zasługiwało na jakąkolwiek wzmiankę w gazecie. Mimo to powstała książka. - Grzebałem się w życiorysach, sięgałem coraz głębiej i głębiej do przeszłości. Miałem czas - wyznaje Jagielski.

To też książka o rozczarowaniu, jakie rewolucja ze sobą przynosi. - Ona często korumpuje przywódców, bo zmierzenie się z władzą zwykle jest dla nich zbyt dużym wyzwaniem. Łatwiej jest burzyć niż budować. Południowa Afryka: tam się odbyły rewolucyjne zmiany, ale rewolucja nie nastąpiła. I to jest kolejne rozczarowanie, bo ludzie oczekiwali właśnie pokojowej rewolucji. Zmiany są więc powolne, a efekty prawie niewidoczne - opowiada gość Kuby Kukli i Kasi Dydo.

Mało wiemy o Afryce i łatwo nas zmanipulować. Ale, jak zauważa Jagielski, coraz więcej ludzi jeździ na Czarny Ląd i poznaje gp. Świadomość Afryki jest dziś znacznie większa wśród czytelników niż wśród dziennikarzy.

Posłuchaj audycji "Stacja Kultura" i dowiedz się jakie cele Wojciech Jagielski postawił sobie pisząc książkę, czy kiedykolwiek w karierze dziennikarskiej opisywał dla gazet historię z happy endem i czy "Wypalanie traw" to powieść czy reportaż.

(pj)

0 0 0

Czytaj także

Grzegorz Rosiński: nowe pokolenie nosi nawet "thorgalowe" imiona

- Dziś dzieci podbierają stare zeszyty"Thorgala" swoim rodzicom - zdradza rysownik komiksów i twórca tego legendarnego bohatera, Grzegorz Rosiński w Czwórce.
Posłuchaj
15'01 Grzegorz Rosiński w Czwórce o swojej twórczości.

Grzegorz Rosiński przyjechał na Warszawskie Targi Książki z Barcelony, gdzie, jak przyznaje, rynek komiksowy jest dużo bardziej rozwinięty. - W Polsce wciąż toczy się walka o miejsce komiksu w świadomości masowej - wyjaśnia autor "Thorgala".

Fani gatunku tłumnie przybyli na spotkanie z Rosińskim; wielu z nich przyniosło komiksy do podpisu, także te sprzed wielu wielu lat. - Pojawiły się nawet jakieś pierwsze moje akcje wizualne, na szarym, brudnym papierze, wygniecione. To bardzo fajne - przyznaje autor. Wiele z tych książek trafiło na trwałe do masowej świadomości. Czytają je wszyscy - od 7- do 77-latków.

- Teraz świat Thorgala się rozwija. Zastanawiamy się nawet, czy te nowe odcinki nie są zbyt ostre - mówi Grzegorz Rosiński. - To ogromna zaleta sagi: dzieci się starzeją, ale wciąż trzymają w prywatnych bibliotekach komiksy, które podbierają im ich potomkowie. Historia się powtarza, pokolenie po pokoleniu - dodaje.

Popularność sagi "Thorgal" jest tak duża, że we Francji, a także w Polsce zaczęto nadawać dzieciom imiona "thorgalowych" bohaterów. A przecież wszystkie one zostały wymyślone, stworzone specjalnie na potrzeby komiksowego świata.

Grzegorz Rosiński sagę rysuje do dziś. Przyznaje, że to jego największe zawodowe wyzwanie. - Robię go tyle lat i trzymam się jednej techniki, choć najbardziej lubię właśnie poszukiwać nowych technik - wyznaje gość Kasi Dydo i Kuby Kukli.

Każdy z obrazków do "Thorgala" malowany jest w dużym formacie. - W ten sposób o wiele szybciej się pracuje. Nie ma tego napięcia, tego stresu, jak u dentysty - śmieje się autor "Thorgala" i  "Żbików".

Wkrótce prace Grzegorza Rosińskiego będziemy mogli oglądać w Stalowej Woli. Najprawdopodobniej wystawa pojedzie później do Krakowa i Warszawy. Na ekspozycji zostaną zaprezentowane znamienite prace Rosińskiego, m.in. komiks, który tworzył na lekcji matematyki, czyli "Salceson i kabanos w drodze do Ameryki". Nie zobaczymy niestety "Bitwy pod Legnicą" z tego samego okresy - Rosiński tworzył ją w... linoleum pod ławką.

Dowodem na to, że popularność "Thorgala" nie słabnie jest nowootwarty park w Stalowej Woli - wioska inspirowana komiksowym klimatem. Jakie atrakcje zostały tam przygotowane, o czym marzy Grzegorz Rosiński i kogo chciałby zobaczyć w filmowej roli Thorgala - dowiesz się słuchając audycji "Stacja Kultura".
(pj)

0 0 0

Czytaj także

Debiuty też jeżdżą na zagraniczne festiwale

9 filmów fabularnych, 4 dokumentalne i 3 animacje znajdziemy na najnowszym DVD Studia Munka. Zestaw DVD już został wyprodukowany, w dodatku z Czwórkowym Znakiem Jakości.
Posłuchaj
08'31 Kalina Pietrucha o "Polskich Debiutach 2012" i Studiu Munka
02'22 Polskie Debiuty 2012

"Polskie Debiuty 2012" to potrójna płyta wydana przez Studio Munka to zestaw najnowszych filmów zrobionych przez polskie młode talenty. Studio Munka to jedno z ważniejszych miejsc dla młodych filmowców w Polsce. Aktualnie Studio świętuje wielki sukces - jeden z filmów tam wyprodukowanych będzie pokazywany w Cannes - "Portret z pamięci" autorstwa Marcina Bortkiewicza. Kalina Pietrucha, gość "Stacji Kultura"opowiadała o działalności Studia.

- Przede wszystkim produkujemy debiuty filmowe. Można u nas zrobić swój pierwszy film - długo czy krótkometrażowy, fabuły, dokumenty i animacje. Przyjmujemy pomysły i wspieramy rozwój projektu jak i produkcje i promocję - wyjaśnia Kalina Pietrucha. - Jeżeli pomysł jest dobry to praktycznie każdy może do nas przyjść. Oczywiście mamy jakieś swoje wytyczne, to musi być pomysł niezrealizowany wcześniej. To musi być debiutant. Głównie chodzi o ludzi po studiach filmowych, ale nie jest to zasada zaporowa - dodaje.

W Studiu Munka swoje filmy zrealizowali m.in. Maria Sadowska, Borys Lankosz, Marcin Bortkiewicz. Najnowsze obrazy zostaną wydane na płytach DVD pt. "Polskie Debiuty 2012". Zestaw 16 filmów jest już gotowy, a wkrótce trafi do sprzedaży.

- Staraliśmy się, żeby na DVD weszły najświeższe filmy, których nie było na poprzednim. Też te najciekawsze, i te które nie miały jeszcze swojej premiery.  Na płytach jest więc "Chomik" Bartka Ignaciuka - to bardzo zabawna historia, "Koleżanki" Sylwestra Jakimowa -  film już doceniony na festiwalach, "Basia z Podlasia" - lekki przewrotny film Aleksandra Dębskiego - wymienia Pietrucha.

W wielu debiutach filmowych zobaczymy znanych aktorów - jak to się dzieje, że ci chcą grać w filmach debitantów dowiesz się słuchając audycji Kasi Dydo i Kuby Kukli "Stacja Kultura".

(pj)

0 0 0