X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Czwórka

Pusta kartka wrzucona do urny. Czy to ma sens?

14.08.2013
Pusta kartka wrzucona do urny. Czy to ma sens?
Foto: Maksim Bogodvid/Wikimedia Commons/CC
Były działacz opozycji i wieloletni poseł Władysław Frasyniuk zaproponował, by w najbliższych wyborach oddać nieważny głos.
Posłuchaj
28'41 Pusta kartka wrzucona do urny. Czy to ma sens? (4 do 4, Czwórka)

Zdaniem Władysława Frasyniuka takie zachowanie byłoby przejawem obywatelskiego nieposłuszeństwa, które być może wstrząsnęłoby klasą polityczną w Polsce.
W opinii gościa audycji "4 do 4" politologa i dziennikarza "Krytyki Politycznej" Michała Sutowskiego, wezwanie Frasyniuka do wrzucenia pustej kartki do urny wyborczej, to wezwanie do poważnego gestu politycznego. - To zupełnie coś innego niż zachęcanie do nieuczestniczenia w wyborach, które jest tak naprawdę deklarację obojętności. Wrzucając pustą kartkę mówimy: obchodzi mnie to, co się dzieje w Polsce, co się dzieje w polskiej polityce. Co więcej dajemy wyraźny sygnał, że nam się obecna sytuacja nie podoba - tłumaczy gość Krzysztofa Grzybowskiego.
Socjolog dr Marcin Sińczuch z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW zwraca uwagę, że ostatnio młodzież otrzymuje wiele sprzecznych komunikatów - z jednej strony jest zachęcana do udziału w wyborach, z drugiej słyszy apele polityków PO, którzy namawiają do zlekceważenia referendum prezydenckiego w Warszawie, a teraz jeszcze prezentuje się jej trzecią opcję. - Może to być odebrane jako kolejna ściema polityków - ocenia Sińczuch.

Goście radiowej Czwórki zwracają też uwagę, że w sytuacji, gdy w wyborach oddanych zostanie jedynie kilkadziesiąt procent ważnych głosów, politycy mogą nie odebrać tego tak, jak się spodziewają wyborcy. - Bylibyśmy świadkami tworzenia niebywałych konstrukcji, których celem byłoby pokazanie, że zwycięzca mimo wszystko ma mandat do sprawowania władzy - tłumaczy Sińczuch.
Audycję prowadził Krzysztof Grzybowski. Wysłuchaj całej rozmowy!

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Tusk: liczę, że warszawiacy odmówią udziału w referendum

16.07.2013
Donald Tusk
Donald TuskFoto: PAP/Radek Pietruszka
Zdaniem premiera Donalda Tuska prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz jest klasycznym przykładem na to, że "jak ktoś dużo robi, to ma też dużo przeciwników".
Posłuchaj
00'22 Premier Donald Tusk o referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz (IAR)

Do poniedziałku przeciwnicy prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz mają zbierać podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie jej odwołania. Do 22 lipca muszą one trafić do komisarza wyborczego. Żeby referendum było ważne, wziąć udział w głosowaniu będzie musiało prawie 400 tys. osób.
Premier powiedział we wtorek, że liczy na to, że "warszawiacy w swojej przewadze wyrażą wotum zaufania dla prezydent miasta, odmawiając udziału w referendum". - Niepójście na referendum jest też aktem decyzji. Nie jest ucieczką od odpowiedzialności, bo to nie jest głosowanie w wyborach. Nieuczestniczenie w referendum jest aktem akceptacji, tolerancji czy sympatii z aktualnie rządzącym prezydentem, czy burmistrzem, czy wójtem - powiedział Tusk.
Szef rządu dodał, że jako "warszawiak od lat i z wyboru, i urzędu" ma swoją opinię na temat Warszawy. - Muszę powiedzieć, że tak dynamicznie rozwijającej się stolicy w Europie dziś nie ma, jeśli chodzi o działania inwestycyjne. A to zawsze nastręcza też gigantycznych problemów. Pani Gronkiewicz-Waltz jest tego najbardziej klasycznym przykładem - jak ktoś dużo robi, to ma też dużo przeciwników - zaznaczył.
Tusk stwierdził, że złe notowania Gronkiewicz-Waltz mogą wynikać z tego, że nie zajmowała się ona PR-em i autoprezentacją. - Przyszedł taki moment, kiedy pani prezydent powinna jednak skuteczniej tłumaczyć warszawiakom, ile sensownych rzeczy zrobiła, jak potężną robotę wykonała - dodał szef rządu.
Inicjatorem referendum jest Warszawska Wspólnota Samorządowa. Zorganizowanie referendum w sprawie odwołania Gronkiewicz-Waltz popierają też m.in. Prawo i Sprawiedliwość, Ruch Palikota, Solidarna Polska i Stowarzyszenie Republikanie.
Referendum w sprawie odwołania organu jednostki samorządu terytorialnego pochodzącego z wyborów bezpośrednich jest ważne w przypadku, gdy udział w nim wzięło nie mniej niż 3/5 liczby biorących udział w wyborze odwoływanego organu. W wyborach prezydenta Warszawy w 2010 roku, w których zwyciężyła Gronkiewicz-Waltz, wzięło udział 649 049 osób. Oznacza to, że referendum w sprawie jej odwołania będzie ważne, jeśli weźmie w nim udział co najmniej 389 430 osób.

Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH>>>

IAR, kk

Czytaj także

Bronisław Komorowski sugeruje, że nie weźmie udziału w referendum w Warszawie

07.08.2013
Prezydent Bronisław Komorowski
Prezydent Bronisław KomorowskiFoto: prezydent.pl/dla mediów
Referenda to przeniesienie wojny partyjnej na poziom samorządowy - mówił w wywiadzie dla TVP prezydent Bronisław Komorowski. Zasugerował, że nie pójdzie na referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Posłuchaj
00'22 Bronisław Komorowski: chciałbym bardzo powściągnąć pokusę przenoszenia wojny partyjnej na poziom samorządowy (TVP Info/IAR)

Prezydent stwierdził w wywiadzie dla TVP, że referenda stały się przeniesieniem walki partyjnej na poziom lokalny. Bronisław Komorowski wraz ze swoimi współpracownikami przygotowuje projekt ustawy, który zakłada, że do odwołania władz potrzebna będzie przynajmniej taka sama frekwencja jak w czasie ich wyboru.

- Chciałbym bardzo powściągnąć pokusę przenoszenia wojny partyjnej na poziom samorządowy, realizowanej głównie poprzez referenda odwołujących prezydentów podczas ich kadencji - powiedział prezydent we fragmencie wywiadu, wyemitowanym w TVP Info.

Zobacz galerię DZIEŃ NA ZDJĘCIACH >>>

IAR, bk

Czytaj także

Referendum w Warszawie bez Komorowskiego. Palikot: to postawa skrajnie nieobywatelska

08.08.2013
Janusz Palikot krytykuje Bronisława Komorowskiego: ograniczył się do zgolenia wąsów i przypinania medali
Janusz Palikot krytykuje Bronisława Komorowskiego: ograniczył się do zgolenia wąsów i przypinania medaliFoto: Wojciech Kusiński, Polskie Radio
- Taki głos głowy państwa oznacza wezwanie do bojkotowania referendum. Bardzo mnie martwi, że premier i prezydent do tego zachęcają. Strasznie się Platforma boi odejścia Hanny Gronkiewicz-Waltz - powiedział Janusz Palikot w radiowej Jedynce.
Posłuchaj
14'31 Janusz Palikot o referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, pracy rządu i politycznej przyszłości Bronisława Komorowskiego (Sygnały dnia/Jedynka)
Obejrzyj
Janusz Palikot o referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz (Sygnały dnia/Jedynka)

- Prezydent nie ma prawa zniechęcać ludzi do tego, by się organizowali i domagali publicznej dyskusji. Podobnie premier. To najbardziej kuriozalne, co nas spotkało w ostatnich miesiącach ze strony Platformy Obywatelskiej - powiedział w "Sygnałach dnia". Szef Ruchu Palikota ma nadzieję, że dojdzie do referendum w Warszawie, a po odwołaniu Hanny Gronkiewicz-Waltz miastem nie będzie rządził komisarz, a dojdzie do wyborów.

Janusz Palikot uważa prezydent Bronisław Komorowski "płynie z nurtem emocji społecznych, a nie próbuje go modernizować". - Polacy są społeczeństwem o niskim kapitale społecznego zaufania, nie ufamy sobie nawzajem, nie stowarzyszamy się, nie budujemy organizację. Trzeba nas zmieniać,  od polityków oczekujemy nie tylko, by schlebiali, ale też by nas prowadzili. Trochę tego brakuje w prezydenturze Komorowskiego.

Mimo to, zdaniem szefa Ruchu Palikota, prezydentura Komorowskiego cieszy się dużym zaufaniem i w kolejnych wyborach prezydenckich kandydat PO będzie miał wielkie szanse na reelekcję czym przysporzy głosów Platformie. - Myślę, że zrobi wtedy porządek w tej partii i pewnie "zetnie" Donalda Tuska.

Zdaniem Palikota w Polsce ludzi trapi kilka głównych lęków. Jednym z nich jest ogólna niepewność co do swego położenia, innym - różnica między aspiracjami a możliwościami. - Każda ekipa, która będzie chciała zdobyć władzę w Polsce będzie musiała nam wszystkim dać poczucie bezpieczeństwa. To będzie jeden z najważniejszych elementów przyszłej kampanii wyborczej - wyjaśnił.

Jego zdaniem choćby zapewnienie dzieciom miejsc w żłobkach i przedszkolach można by poprawić sytuację. - Jeśli wszystkie obszary są rozregulowane, od przedszkola do emerytury, przez służbę zdrowia, przez funkcjonowanie wobec administracji publicznej to rodzi się frustracja, że nic nam nie daje minimalnego bezpieczeństwa.

Zachęcałby rząd, by w ostatnich dwóch latach kadencji cokolwiek uczynił dla obywateli pewnym.

Rozmawiał Krzysztof Grzesiowski.

"Sygnały dnia" na antenie Jedynki od poniedziałku do soboty między godz. 6.00 a 9.00. Zapraszamy!

(asz)

>>>Zapis całej rozmowy

Czytaj także

Ziobro chce przeprosin od Komorowskiego za słowa o referendum

08.08.2013
Zbigniew Ziobro
Zbigniew ZiobroFoto: PAP/Jakub Kamiński
Sugerowanie przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, że nie weźmie udziału w referendum ws. odwołania prezydent Warszawy, to kwestionowanie porządku prawnego RP - uważa szef Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro.

Polityk w liście do prezydenta domaga się przeprosin.
Szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek - odnosząc się do wypowiedzi Ziobry - podkreśliła, że prezydent ma takie samo prawo jak każdy warszawiak, do podjęcia decyzji w tej konkretnej sprawie.
- Prezydent, podobnie jak każdy z mieszkańców stolicy, podejmie decyzję. Prezydent nie formułował apeli, uczciwie wyraził swoją własną opinię w tej sprawie - zaznaczyła.
Trzaska-Wieczorek powiedziała, że Komorowski "całą swą działalnością daje świadectwo obrony procedur demokratycznych oraz praw i wolności obywatelskich, natomiast jego deklaracja w tej konkretnej sprawie była uczciwym wyrażeniem pewnych wątpliwości i sprzeciwu dotyczącego przenoszenia na grunt decyzji samorządowych ostrej walki partyjnej, często walki koalicja - opozycja".
- Pan prezydent uważa tego typu praktykę za szkodliwą, ale - co pragnę podkreślić i co w jasny i oczywisty sposób wynika z wypowiedzi pana prezydenta - pozostawia decyzję w sumieniu każdego z warszawiaków - podkreśliła szefowa prezydenckiego biura prasowego.
Tymczasem według Ziobry zachowanie prezydenta "nie ma precedensu". Jego zdaniem Komorowski dowiódł, że "bardziej jest prezydentem PO niż RP" i "należy uczynić wszystko", by nie został wybrany po raz kolejny.
Lider SP wytykał też Komorowskiemu, że nie widział nic złego w instytucji referendum, gdy odwoływany był prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki i prezydent Częstochowy Tadeusz Wrona - czyli politycy wywodzący się z innej niż głowa państwa opcji politycznej. - Teraz, gdy odwołanie bardzo realnie grozi jego koleżance partyjnej pani Hani Gronkiewicz-Waltz, nagle skarży się na obowiązujący porządek prawny i pośrednio chce oskarżyć warszawiaków, którzy pójdą do referendum o jakieś niegodziwości - mówił Ziobro.
Komorowski zasugerował w środę w TVP1, że nie weźmie udziału w możliwym referendum ws. odwołania prezydent Warszawy. Ocenił, że samorządy są coraz częściej polem partyjnych batalii toczonych m.in. za pomocą referendów ws. odwołania prezydentów miast.
Zobacz galerię DZIEŃ NA ZDJĘCIACH >>>

to