Wtorek, 04.03.14

Ostatnia aktualizacja: 03.03.2014 21:24
Napięcie na Krymie nie ustępuje. Armia rosyjska pozostaje w stanie gotowości do ewentualnej interwencji zbrojnej i oczekuje na rozkaz prezydenta Władimira Putina: ataku czy powrotu do baz?
Audio
  • 04.03.14 Jastrzębski i Kazimierz Wóycicki
  • 04.02.14 Andrzej Załucki: „Zbliża się moment, gdy sytuacja się wyjaśni (…)”
Zamaskowany i uzbrojony żołnierz pilnujący obiektu wojskowego w Sewastopolu
Zamaskowany i uzbrojony żołnierz pilnujący obiektu wojskowego w SewastopoluFoto: PAP/EPA/MAXIM SHIPENKOV

Kryzys na Krymie pozwolił Rosji na zaprezentowanie po raz kolejny zdolności mobilizacyjnych swojej armii. Wcześniej można było obserwować skuteczność wojsk Federacji Rosyjskiej w wojnach w Czeczenii i Gruzji. Z tych konfliktów Rosjanie wychodzili zwycięsko, dlatego zasadne jest pytanie o scenariusz ewentualnej walki zbrojnej o Krym i gotowość Rosji do regularnej wojny.

Zbliża się moment, gdy sytuacja się wyjaśni

Jeszcze do niedawna opinię publiczną elektryzowała informacja o ataku sił rosyjskich, który miał mieć miejsce 4 marca, około czwartej nad ranem. Jak się okazuje żadne działania nie miały miejsca, dlatego pojawiły się komentarze, że może być to sygnał łagodzenia nastrojów na Krymie. Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada jednak, że nie było żadnego rozkazu ataku.

Andrzej
Andrzej Załucki, foto: PR24/PJ

– Abstrahując od rzekomych planów ataku. Zbliża się moment, gdy sytuacja się wyjaśni. Kilka tygodni temu zakładałem, że włączenie się zachodnich polityków w ten konflikt, a szczególnie strony niemieckiej, stworzy warunki do szukania kompromisu. Włączyła się do rozmów kanclerz Niemiec, ale to także sukces polskiej dyplomacji. W najbliższych godzinach, dniach może znaleźć się już rozwiązanie kryzysu. Trzeba teraz stworzyć możliwości, aby wszystkie strony wyszły z twarzą. Jeśli dojdzie do porozumienia, to nie zdziwiłbym się, gdyby każdy mówił o swoim sukcesie – wyjaśniał w PR24 Andrzej Załucki, były ambasador RP w Rosji.

Kompromis jest możliwy

Przed mieszkańcami Ukrainy jeszcze wiele ważnych wydarzeń: referendum, wybory prezydenckie itd. Przedstawiciele Majdanu zapowiedzieli także wybór nowego prezydenta do 25 maja. Wśród tych wszystkich wydarzeń pojawia się też kwestia kompromisu rosyjsko-ukraińskiego w sprawie Krymu.

– Kompromis jest możliwy. Gdyby zakładać, że nie byłoby takiej możliwości, to diabli biorą wszystkie negocjacje, które stałyby się wówczas bezsensowne. Będzie kilka kart przetargowych, które mogą pojawić się na stole negocjacyjnym. Padło niedawno stwierdzenie, że kartą ze strony Rosji może być zmiana stosunku do reżimu Assada. Z drugiej jednak strony nie sądzę, aby Putin w pełni wycofał się z Krymu – ocenił Gość PR24.

Świat oczekuje na rozwój wypadków w rejonie Krymu. Napięcie sięga zenitu, ale sytuacja zdaje się być w stanie zawieszenia. Trwają zabiegi dyplomatyczne, pojawiają się groźby sankcji.

Giełda podlega wszelkim wahnięciom  wynikającym z niepewności sytuacji politycznej

Kryzys na Krymie odbija się echem na giełdach, w cenach walut, a przede wszystkim ropy naftowej i innych paliw. Eskalacja napięcia może odbić się na makroekonomii Polski, a w szczególności na eksporcie, z którego przychody stanowią  1,2 proc. PKB, co stanowi około 18 miliardów złotych. Kwota dość nieznaczna w porównaniu z 580 miliardami całych przychodów. Tak prezentuje się sytuacja w kontekście makroekonomii. Jednak prawdopodobnie każdego Polaka najbardziej interesuje wpływ całej ukraińskiej zawieruchy na jego własny portfel.

– W pierwszej kolejności mogą tracić ci, którzy angażują swoje oszczędności na Giełdzie Papierów Wartościowych, która podlega wszelkim wahnięciom  wynikającym z niepewności sytuacji politycznej. Druga zmiana dotyczy wzrostu cen surowców energetycznych związanych z rejonem konfliktu. Jeśli tendencja ta utrzymałaby się, to należało by się liczyć ze wzrostem cen, który dotknąłby już przeciętnego obywatela. Należy liczyć się także z opóźnieniami w eksporcie i jego rozliczeniach  – tłumaczył w PR24 Ireneusz Jabłoński, ekonomista Centrum Adama Smitha.

PR24/Grzegorz Maj

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak