X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Nauka

Google odbudował Rzym

13.11.2008
0 0 0
Na razie, oczywiście, tylko w internecie.

Koncern Google wskrzesił starożytny Rzym. Teraz każdy będzie mógł przejść się po jego ulicach. Oczywiście, w Internecie.

Nie dysponujemy, rzecz jasna, satelitarnymi zdjęciami starożytnego Rzymu z okresu jego rozkwitu, ale nie przeszkadza to już użytkownikom Google Earth w spacerowaniu po zaułkach Wiecznego Miasta sprzed 2 tysiącleci. Od czego bowiem mamy komputery?

O tym, że powstaje trójwymiarowa rekonstrukcja Rzymu epoki cesarzy, informowaliśmy już ponad rok temu. Teraz aplikacja dostępna jest jako element GoogleEarth, a z jej możliwościami można zapoznać się pod adresem  http://earth.google.com/rome/index.html. Instalując na swoim komputerze GoogleEarth będziemy mogli zobaczyć na własne oczy ponad 6500 budynków, które znajdowały się w stolicy Cesarstwa Rzymskiego w chwili jej największego rozkwitu w czasach cesarza Konstantyna, około 320 r. n.e. Rzym zamieszkiwało wówczas około miliona ludzi.

Każdy element zabudowy dawnego Rzymu został zrekonstruowany w najmniejszych szczegółach. Można je obejrzeć z bliska, a budynkom towarzyszą wyskakujące pod kursorem opisy stworzone przez specjalistów. To jeszcze nie koniec: niektóre z budynków można obejrzeć od środka…! Będziemy zatem w stanie przespacerować się po podcieniach Koloseum czy przejść pod łukiem Konstantyna, a także przyjrzeć się wnętrzu Kurii, czyli miejsca, gdzie zbierał się senat.

Aby uświetnić start nowego projektu, Google ogłosiło w USA konkurs, w którym autorzy najlepszych lekcji opartych na aplikacji będą mogli zdobyć nagrody.

Projekt “Starożytny Rzym 3-D", który zaprezentowano w zeszłym tygodniu, jest efektem wspólnej pracy naukowców z University of Virginia i University of California. To oni, dzięki użyciu skanera, który pomógł zdigitalizować makietę starożytnego Rzymu, zdołali zrekonstruować wygląd Wiecznego Miasta sprzed wieków, tak jak wyglądało wewnątrz swoich 21-kilometrowych murów. Początkowo symulacja miała służyć badaczom i historykom do ustalania np. pojemności starożytnych budynków. Publikacja efektów pracy specjalistów z USA w Internecie sprawi, że obejrzeć Rzym cezarów będzie mógł każdy uczeń na całym świecie.

Bernard Frischer, który przewodził pracom rekonstrukcyjnym, ogłosił, że jego ekipa pracuje teraz nad wyglądem kolonialnego Williamsburga w Wirginii (USA). – Nasza praca nie miałaby sensu, gdyby starożytny Rzym miał być jedynym miastem, którego dawny wygląd można obejrzeć w Internecie – mówi. – Nasz projekt stanowi doskonała bazę wyjściową dla rekonstrukcji innych miejsc, takich jak Giza w czasach Starego Państwa czy Aten epoki Peryklesa.

Eugeniusz Wiśniewski

Obejrzyj prezentację aplikacji "Ancient Rome 3-D":

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Wieczór odkrywców: Megamiasta

Jednym z największych problemów ludzkości jest powstawanie wielomilionowych skupisk ludzi.
Posłuchaj
25'07 Megamiasta

Megamiasta są miejscami wielkich kontrastów, z jednej strony nędza, z drugiej – niewyobrażalne bogactwo. Krzysztof Michalski rozmawia z prof. Piotrem Korcelim na temat przyczyn powstawania megamiast i problemów z tym związanych.

 

 

 

 

 

Posłuchaj: Wieczór Odkrywców, Program I

Zobacz więcej na temat: architektura
0 0 0

Czytaj także

Słońce, Księżyc i igrzyska

Zagadka starożytnego mechanizmu z Antykithiry została wyjaśniona.

Prowadzony od kilku lat projekt badawczy, mający na celu odkrycie sekretów tak zwanego mechanizmu z Antykithiry, przyniósł zaskakujące rezultaty. Liczące sobie około 2100 lat urządzenie było w stanie nie tylko przewidzieć zaćmienia Słońca, ale także wyliczało cykle greckich igrzysk sportowych, w tym słynnych olimpiad. Ten zadziwiający mechanizm jest najbardziej zaawansowanym technicznie urządzeniem spośród wszystkich obiektów, które przetrwały do naszych czasów ze starożytności.

 

Mechanizm został wydobyty w 1901 roku opodal Antykithiry (wyspy znajdującej się na południowy wschód od Peloponezu) przez greckich poławiaczy gąbek z rzymskiego wraku pochodzącego z I wieku p.n.e. Początkowo nierozpoznany, został zabrany do Narodowego Muzeum Archeologicznego w Atenach razem z dużą ilością innych obiektów z wraku. Prawie na pewno został wydobyty w jednym kawałku i nie został początkowo uznany za nic nadzwyczajnego. Po paru miesiącach przebywania w muzeum rozpadł się na części, odkrywając precyzyjnie wykonane koła zębate. Oczom zdumionych archeologów ukazały się pozostałości urządzenia niewiadomego przeznaczenia. Wówczas odkrycie tego mechanizmu spowodowało spory rozgłos. Obecnie uważa się, że pochodzi on z okresu od drugiej połowy II wieku p.n.e. do wczesnego I wieku p.n.e.

Starożytne puzzle

Ostatecznie do 2005 roku posortowano i poznajdowano w muzealnych magazynach wszystkie zachowane części urządzenia, które obecnie składa się z siedmiu większych i siedemdziesięciu pięciu mniejszych fragmentów. Już wcześniejsze badania na temat mechanizmu z Antykithiry ustaliły, że było to niezwykle złożone starożytne greckie urządzenie, którego działanie było oparte na kołach zębatych. Mechanizm pierwotnie składał się ze skrzyni o przybliżonych wymiarach 33 x 18 x 10 cm. Posiadał korbę po jednej ze stron, która była prawdopodobnie napędzana ręcznie i poruszała w ten sposób koła zębate we wnętrzu mechanizmu. Na przedzie i tyle urządzenia znajdowało się kilka tarcz pokrytych inskrypcjami.

Przednie tarcze to dwa duże koncentryczne koła: tarcza zodiakalna z greckimi nazwami znaków zodiaku i tarcza kalendarzowa, oznaczona miesiącami z kalendarza egipskiego zapisanymi po grecku. Znajdował się tam także wskaźnik, który wskazywał pozycję księżyca względem zodiaku, a w centrum umieszczony był osobny mechanizm, który używał posrebrzaną kulę do ukazywania faz księżyca. Być może urządzenie pokazywało niektóre lub wszystkie spośród znanych w starożytności pięciu planet. Tylne tarcze do niedawna były elementem dociekań naukowych.

Obecnie mechanizm z Antykithiry jest obiektem badań Antikythera Mechanism Research Project, programu w który zaangażowane są uniwersytety w Cardiff, Atenach, Thessalonikach, Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach, X-Tek Systems i Hewlett-Packard. Ta ostatnia firma zbudowała specjalne urządzenie w technologii wielomianowego mapowania tekstur (Polynomial Texture Mapping) służące do wykonania zdjęć fragmentów urządzenia, a X-Tek zbudowało specjalny tomograf, dzięki któremu uzyskano trójwymiarowe przekroje tych pozostałości. Już w maju 2006 roku opublikowano pierwsze wyniki badań zespołu. Odczytano dużą część greckich inskrypcji, w tym ponad 3000 liter, których nie sposób było odczytać przy zastosowaniu poprzednich metod. 31 lipca bieżącego roku zespół opublikował w Nature kolejne zaskakujące rezultaty, które tym razem przyczyniły się do wyjaśnienia sekretów tylnich tarcz urządzenia.

Nie tylko kalendarz

Górna tylna tarcza jest 19-letnim kalendarzem opartym na cyklu Metona, ułożonym w formie pięcioobrotowej spirali. Niższa tylna tarcza jest tarczą prognozowania zaćmienia według cyklu Saros, ułożoną jako czteroobrotowa spirala składająca się 223 miesięcy księżycowych, z glifami wskazującymi przewidywane zaćmienia. Cykl Metona jest wyliczonym przez greckiego astronoma Metona z Aten (V w. p.n.e.) cyklem, który daje przybliżoną wspólną wielokrotność roku solarnego i miesiąca księżycowego - po upływie 19 lat cyklu fazy księżyca przypadają w te same dni w roku. Cykl Metona został udoskonalony przez Kallipposa z Kyzikos (IV w. p.n.e.), który zaproponował cykl liczący 76 lat. Cykl Saros to okres liczący ponad 18 lat, który jest stosowany do przewidywania zaćmień Słońca i Księżyca. Po pełnym cyklu Saros Słońce, Ziemia i Księżyc znajdują się w niemal identycznej pozycji wobec siebie i zaćmienia pojawiają się niemal w tym samym czasie. Cykl Saros został odkryty już przez Chaldejczyków, to jest starożytnych babilońskich astronomów, w pierwszym tysiącleciu p.n.e.


Obejrzyj film o mechanizmie z Antykithiry

Nowo zidentyfikowane litery w glifach na tarczy cyklu Saros pokazują, że poprzednie rekonstrukcje muszą zostać zweryfikowane. Zespół odkrył, że cztery obroty tarczy Saros są opisane względem cyklu faz księżyca. Na tarczy Saros znajduje się pomocnicza tarcza cyklu Exeligmos (czyli potrojonego cyklu Saros), której przeznaczenie zostało także odkryte. Dzięki tej tarczy możliwe jest dodanie odpowiedniej liczby godzin do przewidywanego czasu zaćmienia, przez co dokładnie można określić jego czas.

Nazwy miesięcy i ich porządek w lokalnych starożytnych greckich kalendarzach różnią się znacznie. Chociaż nie znano wcześniej nazwy miesięcy w kalendarzu Metona, zespół zidentyfikował wszystkie 12 miesięcy, które niespodziewanie okazały się pochodzenia korynckiego. Miesiące na mechanizmie należą do doryckiej rodziny kalendarzy, zasadniczo całkowicie pasują do Illyrii i Epiru w północno-zachodniej Grecji i do Korkyry (Korfu) – czyli generalnie do kolonii Koryntu. Siedem miesięcy z mechanizmu zgadza się w nazwach i kolejności z kalendarzem z Tauromenion na Sycylii, które zostało założone przez kolonistów z Syrakuz w IV w. p.n.e. Przybliżona data stworzenia mechanizmu wypada po zburzeniu Koryntu przez Rzymian (146 r. p.n.e.) i zniszczeniu Epiru (171-168 p.n.e.), co raczej wyklucza je jako miejsca produkcji tak wyrafinowanego urządzenia.

Jeśli to Syrakuzy były miejscem stworzenia tego obiektu, to możliwe są związki z tradycją mechaniki sięgającej czasów Archimedesa (zmarłego w 212 r. p.n.e.), słynnego greckiego wynalazcy. Cyceron w De re publica, dialogu filozoficznym z I w. p.n.e., wspomina planetarium przewidujące ruchy słońca, księżyca i planet zbudowane przez Archimedesa i przywiezione do Rzymu przez Marka Klaudiusza Marcellusa, rzymskiego wodza, po tym jak twórca urządzenia zmarł podczas rzymskiego oblężenia Syrakuz. Archimedes miał być także autorem zaginionego traktatu na temat mechanizmów astronomicznych. Oczywiście, mechanizm z Antykithiry nie mógł być zrobiony przez samego Archimedesa, ale nie wykluczone, że zbudowali go kontynuatorzy jego nauk z Syrakuz.

 

Górna pomocnicza tarcza mechanizmu nie jest tarczą 76-letniego cyklu Kallipposa, jak wcześniej uważano, ale śledzi czteroletni cykl olimpiad i związanych z nimi ogólnohelleńskich igrzysk. Cztery sektory tarczy są opisane przeciwnie do kierunku wskazówek zegara numerem roku i dwoma igrzyskami ogólnogreckimi - w Istmie, Olimpii, Nemei i Pytii, i dwoma mniejszymi w Naji (w Dodonie) i jednymi wciąż nieodcyfrowanymi. Igrzyska odbywające się co dwa lata w Istmie i Nemei występują dwa razy. Zarówno igrzyska istmijskie jak i nemejskie odbywały się na rok przed i rok po igrzyskach olimpijskich (w drugim i czwartym roku olimpiady), gdy natomiast igrzyska pytyjskie odbywały się w trzecim roku cyklu olimpiady.

Nowe wyniki badań zespołu i odczytane przez nich inskrypcje pokazują, że mechanizm z Antykithiry nie był tylko instrumentem czysto astronomicznym, ale łączył zjawiska astronomiczne z instytucjami starożytnej Grecji, to jest łączył zjawiska niebiańskie z igrzyskami sportowymi. Jest też zaskakujące, że urządzenie wykonano do zastosowania w północno-zachodniej Grecji lub na Sycylii, a nie na Rodos (najważniejszym ośrodkiem astronomii w ówczesnej Grecji), jak dotychczas uważano. Urządzenie to daje świadectwo niespotykanego mistrzostwa, jakie osiągnęli Grecy i zmienia całkowicie dotychczasowe poglądy na rozwój techniczny tamtej epoki. Wydaje się, że pod koniec epoki rzymskiej wiedza ta została zapomniana. Równie złożone mechanizmy pojawiły się dopiero w epoce renesansu.

Tytus Mikołajczak

Wykorzystano informacje z Nature

0 0 0

Czytaj także

Pierwsze skarby z linii C

W Rzymie od kilku lat trwają prace nad kolejną, trzecią linią metra.

W Rzymie od kilku lat trwają prace nad kolejną, trzecią linią metra. Linia C, bo tak się będzie nazywać, przebiega w pobliżu najważniejszych rzymskich zabytków. Było pewne, że podczas budowy światło dzienne ujrzy wiele nieznanych obiektów. Właśnie ogłoszono odkrycie starożytnego audytorium, gdzie antyczni politycy, poeci i filozofowie toczyli dysputy.

Kompleks architektoniczny został odsłonięty tylko częściowo. Znajduje się pod dzisiejszym Pizza Venezia, zaledwie o rzut kamieniem od forów cesarskich, u stóp Kapitolu. Pochodzi z II wieku n.e. i najprawdopodobniej został założony przez cesarza Hadriana w ramach akcji promowania kultury. „Ateneum”, bo tak się nazywało audytorium, swoja nazwę zawdzięczało Atenom, które uchodziły wówczas za światową stolicę kultury. Obiekt mógł pomieścić nawet 200 osób.

- Hadrian był bardzo wykształconym cesarzem i chciał odnowić żywą w klasycznej Grecji tradycję publicznej recytacji, wymiany opinii i agonów poetyckich – wyjaśnia archeolog Roberto Egidi.
Badacze zidentyfikowali Ateneum ze względu na jego niespotykany kształt i lokalizację, którą podają starożytne źródła. Wykopaliska odsłoniły charakterystyczne „tarasy”, na których siadano, korytarz oraz marmurowe posadzki. Budynek musiał być naprawdę imponujący. Jego wyższe partie najprawdopodobniej zawaliły się podczas trzęsienia ziemi.

Konstrukcja linii metra w mieście takim jak Rzym nastręcza wiele kłopotów. Wiadomo przecież, że gdziekolwiek zacznie się kopać, pojawią się zabytki – nie tylko etruskie czy rzymskie, ale także średniowieczne i renesansowe. Chociaż sam pociąg będzie poruszał się na głębokości ok. 30 m, a zatem poniżej poziomu jakichkolwiek zabytków, to jednak  problemem pozostają stacje, które muszą przejść przez poziom dawnej zabudowy. Tuż obok Ateneum odkryto jak na razie fundamenty pałacu z XVI-wieku i rzymską tawernę. Jak zapowiada Francesco Giro z włoskiego Ministerstwa Kultury, wejście do przyszłej stacji metra na Pizza Venezia będzie tuż obok wejścia do antycznego audytorium.

Tymczasem na badaczy czeka jeszcze 29 innych lokalizacji, gdzie mają wkrótce pojawić się stacje nowej linii metra. Linia C jest rzymianom bardzo potrzebna. Istniejące dotąd linie A i B omijając centrum tej niemal 3 milionowej aglomeracji, co utrudnia życie jej mieszkańców – nie mówiąc o milionach turystów i pielgrzymów, którzy co roku przyjeżdżają do Wiecznego Miasta.

(ew)

0 0 0

Czytaj także

Najwyższy wieżowiec świata

Zostanie otwarty dzisiaj - oczywiście w Dubaju.

W Dubaju zostanie dziś otwarty najwyższy wieżowiec świata - "Wieża Dubaju". Jego dokładna wysokość nie została jeszcze ujawniona, ale wiadomo, że przekroczy 817 metrów.

Strzelista budowla zwieńczona iglicą będzie więc 2 razy wyższa od nowojorskiego Empire State Building. Prześcignie też najwyższą konstrukcję wzniesioną przez człowieka - nieistniejący już maszt radiowy w Konstantynowie koło Gąbina, wysokości 646 metrów.

Budowa kosztowała przeszło miliard 100 milionów euro. Wieżowiec konstrukcji stalowej, ze szklanymi ścianami, ma 169 pięter. Wewnątrz znajdzie się 900 luksusowych mieszkań i 144 apartamenty, zaprojektowane przez Giorgio Armaniego. Na 76 piętrze wybudowano basen, a na 158 piętrze - meczet. Ze względu na wysokość, wieżowiec przekroczy kilka stref klimatycznych - temperatura na wierzchołku będzie średnio o 10 stopni niższa, niż na poziomie ziemi.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

0 0 0

Czytaj także

Wilczyca kapitolińska jest młodsza

Jak sugerują najnowsze badania, symbol Rzymu może pochodzic ze średniowiecza.

Jak sugerują najnowsze badania, jeden z symboli Rzymu, brązowy posąg wilczycy kapitolińskiej, jest dużo młodszy niż dotychczas sądzono. Wilczyca, stale obecna w sklepach z pamiątkami, była do tej pory uważana za starożytną rzeźbę liczącą sobie 2500 lat.

 

Rzeźba jest większa niż naturalnych rozmiarów wilk. Jest wysoka na 75 cm i długa na 114 cm. Brązowa wilczyca spogląda bacznie w bok, wyczekując zagrożenia. Pod nią znajdują się posążki legendarnych bliźniaków Romulusa i Remusa spokojnie ssących jej sutki. Według mitologii byli oni dziećmi boga wojny, Marsa i córki króla Numitora, Rei Sylwii. Uzurpator Amulius, który obalił Numitora, kazał zabić matkę i bliźniaki. Dzieci jednak nie zostały zabite, tylko umieszczone w koszyku i wrzucone do Tybru. Koszyk popłynął z prądem i przybił do brzegu. Dzieci miała wtedy ocalić legendarna wilczyca, która je nakarmiła. Później oboje bracia zostali wychowani przez pasterza. Gdy dorośli, założyli miasto Rzym.

Wilczyca z legendy o Romulusie i Remusie była uważana za symbol Rzymu od czasów starożytnych. W XX wieku włoski dyktator Mussolini używał jej wizerunku w faszystowskiej propagandzie, gdy snuł marzenia o odbudowie dawnej rzymskiej potęgi. Obecnie wilczyca stała się jednym z głównych motywów zdobiących liczne pamiątki przywożone z Włoch. Trafiła na pocztówki, T-shirty, kubki itp.


Wiadomo, że posąg przedstawiający wilczycę znajdował się w Rzymie już w czasach starożytnych. Wzmianki o posągach przedstawiających wilczycę karmiącą bliźniaki znajdujemy u kilku autorów antycznych. Pliniusz Starszy wspomina obecność na Forum Romanum posągu wilczycy. Także Cyceron pisze, że posąg wilczycy karmiącej dziecko znajdował się pośród świętych obiektów na wzgórzu, które zostały trafione piorunem w 65 r. p.n.e.

Powszechnie uważano, że brązowy posąg wilczycy kapitolińskiej był rzeźbą opisaną przez Cycerona. Jako dowód na takie twierdzenie pokazywano uszkodzenie rzeźby na łapie, które, jak sądzono, pasowało do uderzenia pioruna z 65 r. p.n.e. Tradycyjne datowanie rzeźby zawdzięczamy XVIII-wiecznemu niemieckiemu historykowi sztuki, Johannowi Joachimowi Winckelmannowi, pionierowi badań nad antykiem. On jako pierwszy opisał posąg jako etruski, wskazując V w. p.n.e. jako okres jego powstania. Swoje wnioskowanie oparł na sposobie, w jakim przedstawiono sierść zwierzęcia. Początkowo przypuszczano, że autorem wilczycy był Wulka z Wejów, sławny rzeźbiarz etruski, który wykonał posąg Jowisza dla świątyni tego boga na Kapitolu w Rzymie. Potem zmieniono atrybucję na nieznanego etruskiego artystę z lat 480-470 p.n.e. Nie ulega wątpliwości, że bliźniaki zostały dodane do wilczycy w okresie renesansu, po roku 1471, być może przez rzeźbiarza Antonia Pollaiuolo.

Lupa, czyli po łacinie i po włosku „wilczyca”, stała się jednym z najbardziej znanych rzymskich dzieł sztuki. Obecnie to jeden z najważniejszych obiektów Muzeum Miejskiego na Wzgórzu Kapitolińskim. Mimo to już od czasów Winckelmanna pojawiały się wątpliwości co do czasu jej powstania. Być może to wcale nie obiekt etruski, lecz o wieki młodszy.

Kiedy powstała?

Już w XIX w. kilku badaczy kwestionowało tradycyjne datowanie wilczycy. Emil Braun, sekretarz Instytutu Archeologicznego w Rzymie, zaproponował w 1854 r., że zniszczenie łapy wilczycy zostało spowodowane przez błąd w czasie odlewu. Wilhelm Fröhner, konserwator z Luwru, stwierdził w 1878 roku, że posąg bardziej pasuje do okresu karolińskiego (VII-IX w. n.e.) niż etruskiego. Podobnie w 1885 Wilhelm Bode także zasugerował, że to praca średniowieczna. Jednak opnie te zostały zapomniane w XX wieku.

Dopiero w 2006 roku włoski historyk sztuki Anna Maria Carruba i etruskolog Adriano La Regina podważyli tradycyjne datowanie wilczycy na podstawie analizy techniki odlewu. Carruba zgadza się z wcześniejszą teorią Brauna, że zniszczenie łapy lwicy to błąd w odlewie. Podobnie La Regina twierdzi, że styl rzeźby jest bardziej karoliński czy romański, niż starożytny.

- Jest ona zdecydowanie średniowieczna - mówi Anna Maria Carruba, badaczka, która studiowała wilczycę, gdy pracowała nad jej restauracją dziesięć lat temu. - Wraz z postępem moich badań, byłam coraz bardziej tego pewna - dodaje. Jeśli Carruba ma rację, posąg może być młodszy o więcej niż tysiąc lat niż poprzednio sądzono. Jednak pracownicy Muzeum Kapitolińskiego na razie powstrzymują się od potwierdzenia tych informacji.

Niedawno na tytułowej stronie La Repubblica, Adriano La Regina, który od lat przewodził Narodowemu Biuru Archeologicznemu w Rzymie, napisał, że Muzeum Kapitolińskie jest niechętne by udostępnić rezultaty testów dowodzących, że brąz jest średniowieczny. - Nowe informacje o datowaniu kapitolińskiego brązu były ukrywane przez około rok przed opinią publiczną i badaczami - pisze La Regina. Carruba dodaje, że jej teoria, że wilczyca nie jest etruska, wcale nie zmniejsza jej aury tajemniczości. - To wspaniała, fascynująca, majestatyczna rzeźba - mówi.
Claudio Parisi Presicce, dyrektor muzeów miejskich w Rzymie, nalega, by jego instytucja nie zatajała danych, które zmieniają datę powstania wilczycy. Dane te, jak mówi, „nie są jeszcze ostateczne, ale mamy nadzieję, że odniesiemy sukces w odkryciu definitywnej daty”. Kolejne testy na datowanie metodą węgla radioaktywnego C14 zostaną wykonane jeszcze w tym roku.

Powinna być lwicą?

Datowanie metodą węgla C14 i termoluminescencyjne zostało przeprowadzone przez Uniwersytet w Salento już w lutym 2007 roku. Profesor Adriano La Regina podał, że w ostatnim roku zostało przeprowadzonych około 20 testów. Ich wyniki dość precyzyjnie wskazują na XIII wiek, jako okres powstania posągu. Ale niektórzy eksperci są sceptyczni.

- Konkluzja Carruby, że rzeźba nie jest starożytna, bazują na pośrednim dowodzie… argumenty za średniowieczem są słabe – tłumaczy Alessandro Naso, etruski ekspert z Uniwersytetu w Molise. Archeolog Nicoletta Pagliardi sądzi, że pochodzenie Lupy jest „naprawdę niepewne”. W przypadku posągu „sponiewieranego” w ciągu wielu wieków, mówi archeolog, datowanie metodą węgla C14 może w rzeczywistości testować substancje, które zanieczyściły brąz długo po jego kreacji. Dodatkową wątpliwość badaczy budzi fakt, że w średniowieczu to lew był uważany za symbol Rzymu, co osłabia argument, że wilczyca została wykonana w tym czasie.
Przekazy ze średniowiecza poświadczają, że posąg wilczycy stał w Pałacu Laterańskim już w X wieku. Jeśli jednak współczesna wilczyca została wykonana w XIII wieku, to musi być średniowiecznym zamiennikiem tamtego starszego posągu, obecnie zaginionego. W 1471 roku papież Sykstus IV nakazał przeniesienie rzeźby do Palazzo dei Conservatori na Wzgórzu Kapitolińskim, obecnie siedziby muzeum, a bliźniaki zostały dodane po tej dacie.
Opublikowane wiadomości o średniowiecznym pochodzeniu wilczycy kapitolińskiej są szokiem dla środowiska naukowego, stąd nie ma się co dziwić, że wielu wciąż patrzy sceptycznie na te rewelacje. Posąg wilczycy jest z reguły jednym z typowych przykładów sztuki etruskiej w podręcznikach historii sztuki. Jeśli wyniki badań się potwierdzą, będzie to oznaczało, że wszystkie te książki należy napisać jeszcze raz. Miejmy nadzieję, że nowe testy ostatecznie określą datę powstania wilczycy i definitywnie zakończą spór.

Tytus Mikołajczak

Wykorzystano informacje z The Star

0 0 0

Czytaj także

525 lat Kaplicy Sykstyńskiej

"Kto nie widział Kaplicy Sykstyńskiej ten nie może mieć pojęcia do czego zdolny jest jeden człowiek"

"Kto nie widział Kaplicy Sykstyńskiej ten nie może mieć pojęcia do czego zdolny jest jeden człowiek" tak swoje wrażenia "ze spotkania" ze znaną na całym świecie papieską kaplicą w Pałacu Watykańskim relacjonował Goethe. Do dnia dzisiejszego miejsce spotkań kolegium kardynalskiego i wyborów papieży, zachwyca w podobny sposób.

Kaplica Sykstyńska budowana była w latach 1475-1483 z fundacji papieża Sykstusa IV. Otwarto ją 525 lat temu. Jest to prostokątne pomieszczenie o długości 40,93 m, szerokości 13,41 i wysokości 20,70 m. Całość przykrywa sklepienie kolebkowe z lunetami. Wewnątrz ściany i sufit Kaplicy zdobią freski. Najstarsze wykonane zostały przez artystów z Toskanii i Umbrii. Określane są często nazwą Stara Sykstyna, dla odróżnienia od fresków zdobiących sufit - namalowanych przez Michała Anioła – nazywanych Nową Sykstyną.
Sam artysta w taki sposób relacjonował swoją pracę: „Jako że maluję cały powykręcany, dorobiłem się wola... Muszę zadzierać głowę, boli mnie kark, w plecy jakbym miał wbity orli pazur... Podczas gdy ociekająca z pędzla farba przepiękną mozaiką pokrywa moją twarz" .
Od początku kaplica była przeznaczona na ważniejsze uroczystości kościelne.

POSŁUCHAJ W audycji z cyklu „Klub Ludzi Ciekawych Wszystkiego" w Programie 2 Polskiego Radia gośćmi Hanny Marii Gizy były prof. Iwona Szmelter i Grażyna Bastek. (46,88 MB)

(mz)

0 0 0

Czytaj także

Brama do Rzymu

Najnowsze odkrycia archeologiczne w Portus ukazują znaczenie rzymskich portów.

Tylko najwyższej klasy znaleziska robią wrażenie na rozpieszczonych archeologach pracujących w Rzymie, jednak najnowsze odkrycia w Portus zaskoczyły nawet stałych bywalców stolicy świata.

Kto posiadał Ostię, posiadał i Rzym. Rzymski port zapewniał dostawy towarów, dzięki którym stolica imperium mogła prosperować. Najważniejszym z nich było zboże, w ogromnych ilościach sprowadzane z Afryki, głównie z Aleksandrii. Zaraz po nim w hierarchii ważności znajdowały się wino i oliwa, a następnie niewolnicy i inne wyroby luksusowe. O ile przerwa w dostawie tych ostatnich byłaby dotkliwa jedynie dla wyższych warstw społeczeństwa, o tyle braki w spichlerzach mogły z łatwością doprowadzić do zamieszek, a w rezultacie nawet do obalenia cesarza.
 
Z tego powodu hegemonię Ostii próbował przełamać Klaudiusz, budując port w położonym bardziej na północ Portus oraz łącząc go ze stolicą za pomocą kanału. Niestety lokalizacja nie należała do najszczęśliwszych – silne południowo-zachodnie wiatry oraz stale zamulający kanał Tybr nie sprzyjały prosperity. Sytuacja zmieniła się za czasów Tyberiusza, gdy cesarz ten wybudował ogromny heksagonalny zbiornik mający służyć za przystań dla statków towarowych oraz całą infrastrukturę umożliwiającą szybki przeładunek i wysyłkę wszelkich dóbr do Rzymu. Wkrótce Portus stał się głównym portem Rzymu, choć swego znaczenia Ostia nigdy do końca nie straciła.


Źr. University of Southampton

Prawdopodobnie właśnie dlatego badaniom w Portus przez długi czas nie udało się  zyskać kategorii priorytetowych. Aż do momentu, kiedy pałeczkę przejął Uniwersytet w Southampton (Wielka Brytania) przy współpracy Uniwersytetu w Cambridge oraz Szkoły Brytyjskiej w Rzymie. Rozpoczęty w 1998 roku „Portus Project” zjednoczył specjalistów z wielu dziedzin i pozwolił nie tylko na pobieżne nakreślenie konturów miasta, ale przede wszystkim zwrócił uwagą badaczy na różnorodność ceramiki, która trafiała do Portus z niemal wszystkich zakątków ówczesnego świata. Prześledzenie ich dróg będzie miało nie lada znaczenie dla naszej wiedzy o kontaktach gospodarczych Rzymu. Mimo tych doniosłych ustaleń, nietrudno jednak zauważyć, że prawdziwe fajerwerki wystrzeliły dopiero w tym roku.

Kilka dni temu profesor Simon Keay, szef projektu, ogłosił odkrycie doskonale zachowanych pozostałości po owalnym amfiteatrze. Jest to odkrycie tym bardziej doniosłe, że struktur w tym rodzaju najczęściej nie spotyka się w niewielkich miastach portowych. Świadczy ono również o roli jaką pełnił Portus w okresie trwania Cesarstwa Rzymskiego – bramy do Rzymu. Dodatkowo w tym roku odkryto głowę marmurowej rzeźby być może przedstawiającej Ulissesa lub jednego z jego żeglarzy.

Dodatkową atrakcją wykopów jest cały zespół archeologów specjalizujących się w wirtualnych rekonstrukcjach przeszłości. Już teraz stworzyli oni trójwymiarową makietę miasta z portem, zespołem, być może o charakterze pałacowym, oraz nowo odkrytym amfiteatrem. Krótką wirtualną wycieczkę po Portus można odbyć na stronie: http://www.soton.ac.uk/mediacentre/news/2009/oct/visualising_portus.html.


Iza Romanowska, Southampton

0 0 0

Czytaj także

Najstarsza broń chemiczna

Brytyjski archeolog znalazł najstarsze świadectwo na zastosowanie broni chemicznej.

Brytyjski archeolog znalazł najstarsze świadectwo na zastosowanie broni chemicznej. Miało to miejsce już w czasach rzymskich.

Według ustaleń badacza obłok trującego gazu rozpylony przez Persów miał spowodować śmierć rzymskich żołnierzy w Dura-Europos w Syrii w III wieku naszej ery.

Na corocznym spotkaniu Archeologicznego Instytutu Ameryki w styczniu 2009 roku dr Simon James z Uniwersytetu w Leicester w Wielkiej Brytanii zaprezentował tezę, że w trakcie wykopywania podkopu w czasie perskiego oblężenia rzymskiego miasta-fortecy Dura-Europos w Syrii w 256 roku naszej ery perscy atakujący zastosowali trujący gaz przeciw rzymskim obrońcom.

Dr Simon James sądzi, że około dwudziestu rzymskich żołnierzy znalezionych w podkopie oblężniczym w Dura-Europos zginęło nie w wyniku walki, ale przez uduszenie. Dura-Europos było miastem, które podbite przez Rzymian stało się siedzibą dużego rzymskiego garnizonu.

Około 256 roku n.e. miasto było oblegane przez  potężną armię perskiego imperium dynastii Sasanidów. Dramatyczna historia tego oblężenia odtworzona jest jedynie dzięki pracom archeologicznym. Wykopaliska prowadzone w latach 20. i 30. XX wieku, a następnie wznowione latach 80. przyniosły zaskakujące wyniki.

Choć o istnieniu Dura-Europos można było przeczytać u pisarzy antycznych, to aż do 1920 roku nie wiedziano, gdzie miasto się znajdowało. Odkrył je przez przypadek brytyjski żołnierz, a o tym fakcie natychmiast zawiadomiono amerykańskiego archeologa Jamesa Henry'ego Breasteda. W latach dwudziestych podjęto pierwsze wykopaliska pod kierunkiem francuskiego uczonego Franza Cumonta. Późniejsze kampanie prowadzili Amerykanie pod kierunkiem Michaela Rostovtzeffa. W latach 80. XX wieku wykopaliska na tym stanowisku podjął zespół syryjsko-francuski pod kierownictwem Pierre'a Leriche'a, który pracuje tam do dnia dzisiejszego.
Badania dr Jamesa stały się możliwe dzięki jego pracy pod auspicjami francusko-syryjskiej misji archeologicznej, a także dzięki przebadaniu obiektów znalezionych w czasie francuskich i amerykańskich wykopalisk 70 lat temu i obecnie znajdujących się na Uniwersytecie w Yale.

Dura-Europos było hellenistycznym miastem założonym w 303 roku p.n.e. przez Seleukosa I Nikatora, władcę Syrii, na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych biegnących wzdłuż Eufratu. Obecnie ruiny miasta znajdują się opodal wioski Salhije w południowo-wschodniej Syrii. Po Seleukidach to ważne miasto przeszło w ręce irańskich Partów, którzy toczyli liczne wojny z Rzymianami o kontrolę nad Syrią i Mezopotamią. Wydaje się, że w 165 roku, w wyniku wyprawy przeciwko Partom podjętej przez cesarza Lucjusza Werusa (130-169 n.e.), Dura-Europos weszło w skład Imperium Rzymskiego. Wskazują na to jedynie dowody archeologiczne. Jest to na przykład inskrypcja na kamiennej kolumnie ze świątyni Artemidy w tym mieście, która jest dedykowana właśnie Lucjuszowi Werusowi. Wykopaliska dowiodły, że Rzymianie podjęli znaczne prace budowlane na terenie miasta, które miały na celu umocnienie twierdzy.

W 256 roku n.e. miasto w końcu padło ofiarą nowych władców Bliskiego Wschodu - Sasanidów. Sasanidzi dwie dekady wcześniej pokonali Partów i przejęli ich imperium, ale także odziedziczyli konflikt z Rzymem. Jeden z sasanidzkich królów, Szapur I (241-272 n.e.), toczył liczne kampanie przeciw Rzymianom. W trakcie drugiej z tych kampanii, toczonej w roku 256/257 n.e., Persowie zdobyli Dura-Europos.

Sasanidzi zastosowali pełen zakres starożytnych technik oblężniczych by wedrzeć się do miasta, w tym stworzyli podkopy, które miały na celu naruszenie fortyfikacji. Rzymscy obrońcy odpowiedzieli “kontr-podkopami” by udaremnić wysiłki atakujących. W jednym z tych wąskich, niskich korytarzy, w latach 30. XX wieku, została znaleziona sterta dwudziestu ciał rzymskich żołnierzy w pełnym rynsztunku. Jako część prac prowadzonych na miejscu, dr James przeprowadził dokładne badania by zrozumieć jak ci Rzymianie zmarli i dlaczego leżeli w miejscu, w którym ich znaleziono.

Francuscy archeolodzy, którzy badali Dura-Europos ponad 70 lat temu, sugerowali, że w trakcie gdy Rzymianie dotarli do podkopu Sasanidów, wejście do rzymskiego tunelu zapadło się. Uwięzieni Rzymianie zostali zabici i ułożeni jeden na drugim. Badania dra Jamesa dowiodły, że nie tylko ciała Rzymian zostały celowo ułożone by zablokować tunel, ale Sasanidzi także zastawili wejście do tunelu kamieniami, zanim ułożyli w nim ciała swoich ofiar. Ciało jednego z sasanidzkich żołnierzy trzymającego w ręku miecz, leżące po perskiej stronie tunelu, świadczy o tym, że jest to zapewne śmiałek, który nie dał rady uciec przed szkodliwymi oparami po tym jak podłożył ogień pod chemikalia, które spowodowały trujący dym.

Dr James, pracujący w Szkole Archeologii i Historii Starożytnej na Uniwersytecie w Leicester, powiedział: „To jasne, że gdy podkop spotkał się z „kontra-podkopem”, Rzymianie przegrali wynikłą z tego walkę. Dokładna analiza rozkładu ciał pokazuje, że zostali ułożeni u wejścia do “kontr-podkopu” przez Persów, którzy użyli swoich ofiar do stworzenia muru ciał i tarcz, powstrzymując rzymski kontratak, gdy tymczasem podłożyli ogień w „kontr-podkopie”, co spowodowało jego zapadnięcie i pozwoliło Persom na ponowne podkopywanie murów. To tłumaczy dlaczego ciała znajdowały się tam, gdzie je znaleziono. Ale jako oni zmarli? Dla Persów zabicie dwudziestu ludzi w przestrzeni mniejszej niż 2 m szerokości i wysokości i długiej na około 11 m, wymagałoby nadludzkich umiejętności walki - albo czegoś bardziej podstępnego”.

Znaleziska z rzymskiego tunelu dowiodły, że Persowie zastosowali kryształy bitumenu i siarki, które następnie podpalono. To dostarczyło istotnej wskazówki. W czasie spalania te materiały powodują gęsty dym dławiących gazów. „Persowie słyszeli kopiących Rzymian”, mówi dr James, „i przygotowali dla nich paskudną niespodziankę. Myślę, że Sasanidzi umieścili koksowniki i miechy w swoim tunelu, i gdy Rzymianie się przebili, dodali chemikaliów i wdmuchali dławiący gaz do rzymskiego podkopu. Rzymska grupa atakujących była nieprzytomna w ciągu kilku sekund, a martwa po kilku minutach. Zastosowanie takich urządzeń do tworzenia dymu w podkopach oblężniczych jest zasadniczo wspomniane w tekstach klasycznych. Jest oczywiste ze świadectw archeologicznych w Dura-Europos, że Sasanidzi równie dobrze znali się na podkopach jak Rzymianie. Na pewno więc znali tę ponurą taktykę”.

O ironio, Persowie nie zdołali naruszyć murów twierdzy, ale jasne jest że Sasanidzi w jakiś sposób wtargnęli do miasta. James niedawno odkopał grupę bełtów katapultowych, przygotowanych do użycia opodal muru rzymskiego obozu, który znajdował się wewnątrz miasta, co było świadectwem ostatniej próby walki rzymskiego garnizonu podczas finałowej walki ulicznej. Obrońcy i mieszkańcy zostali zmasakrowani albo deportowani do Persji. Miasto zostało opuszczone na zawsze, zachowując ponure sekrety aż do czasu, gdy zostały odkryte przez archeologów.

(tm)

Na podstawie: University of Leicester

0 0 0