X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Nauka

Znikają wróble

28.02.2008
0 0 0
Zakończyła się 4. edycja zimowego liczenia ptaków w Polsce – akcji zorganizowanej przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków.

Zakończyła się 4. edycja zimowego liczenia ptaków w Polsce – akcji zorganizowanej przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków.

IV Zimowe Liczenie Ptaków w Parkach i Ogrodach odbywało się pod hasłem „Czy są jeszcze z nami wróble?”, a wszędobylski ptaszek stał się „Ptakiem Zimy 2008”. Okazuje się bowiem, że liczba tych małych, dobrze znanych wszystkim „ćwierkających” ptaków drastycznie zmniejsza się w ostatnich latach. Chociaż wróbel nadal jest jednym z najczęściej występujących ptaków w naszym kraju, to, jak szacują ornitolodzy, w ciągu ostatnich 7 lat populacja tego gatunku zmniejszyła się nad Wisłą o 14%!

Dlaczego szare ptaszki znikają? Przyczyn może być wiele – od wielu dekad warunki, które stwarzamy ptakom w naszych miastach, stają się coraz mniej przyjazne. Znikają krzewy, w których wróble mogą się chronić, owady, z którymi rozprawiamy się za pomocą środków chemicznych, gleba jest zatruta, a liczba potencjalnych miejsc lęgowych jest coraz mniejsza. Jak zanotowali ornitolodzy z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN, w ciągu ostatnich 30 lat w samej Warszawie ubył co trzeci mieszkający tu wcześniej wróbel.

Tymczasem jest o kogo walczyć. Wróbel, czyli Passer domesticus, jest wyjątkowo związany z człowiekiem. Najprawdopodobniej przybył do nas z południowo-zachodniej Azji, podobnie jak uprawa podstawowych zbóż - żyta, pszenicy i jęczmienia. Zasięg występowania wróbli rozszerzał się właśnie razem z wprowadzaniem tych upraw na nowe tereny. Dodatkową rolę odegrał człowiek, który wprowadzał wróbla na kolonizowane przez siebie tereny. „Ćwirki” trafiły z Europejczykami do Stanów Zjednoczonych (gdzie sprowadzono je z myślą o walce z owadzimi szkodnikami oraz z przyczyn sentymentalnych), Australii, Ameryki Południowej i południowej Afryki. Wróble rzadko występują poza ludzkimi osiedlami, a opuszczenie jakiegoś miejsca przez ludzi często pociąga za sobą również zniknięcie tych charakterystycznych ptaszków.

Jak można pomóc wróblom? Możemy na przykład pomóc im w znajdowaniu miejsc lęgowych. Jak informują ornitolodzy, w miastach wróble nauczyły się korzystać z tzw. stropodachów (pustych przestrzeni pomiędzy dachem budynku i stropem górnej kondygnacji. „Warto zwrócić uwagę, czy administracje budynków z takimi miejscami nie mają w planach zamykania do nich dostępu – w takim przypadku wróble stracą dogodne miejsca lęgowe” – tłumaczy na swoich stronach OTOP. Można również pomyśleć o skonstruowaniu skrzynki lęgowej dla wróbli (wymiary: dno 13 x 13 cm, głębokość 20 cm, średnica otworu 4 cm). Skrzynkę należy umieścić na budynku, ale daleko od okiem – aby nie płoszyć skrzydlatych sąsiadów. Warto również zapewnić wróblom miejsca schronienia w postaci gęstych i wysokich krzewów, gdzie wróble będą mogły ukryć się przed drapieżnikami czy spędzić noc. Innym sposobem jest pomoc w zdobyciu pokarmu – wróbel chętnie poczęstuje się nasionami słonecznika, kaszą jęczmienną, gryczaną, pęczakiem, pszenicą, owsem i płatkami owsianymi.

W dniach 26-27 stycznia ptaki liczyli wolontariusze. Na wzór brytyjskiego "Big Garden Birdwatch" liczenie odbywa się zawsze w ostatni weekend stycznia. Wstępne wyniki już poznaliśmy, a ostateczne będą dostępne na stronie OTOP pod koniec marca.

Tym, którzy chcieliby wziąć udział w kolejnych edycjach liczenia, podpowiadamy, jak liczyć. „Należy poświęcić na liczenie przynajmniej godzinę – tłumaczą na swoich stronach internetowych organizatorzy akcji. - W przypadku notowania ptaków odwiedzających karmnik do specjalnie przygotowanego formularza należy nanieść maksymalną liczbę osobników widzianych w jednym momencie, co pozwoli uniknąć kilkakrotnego rejestrowania tej samej bogatki czy tego samego dzwońca. Podczas spaceru, np. po parku, należy wybrać taką trasę, która nie będzie prowadziła dwa razy przez to samo miejsce, co także zmniejszy ryzyko powtórnego policzenia tych samych ptaków (choć zawsze będzie ono istniało). W sytuacji spotkania dużego stada, należy starać się je oszacować”. Następna akcja juz za rok, ale do obserwacji ptaków dobra jest w zasadzie każda pora roku. Warto wyruszyć na bezkrwawe łowy i przekonać się, jak wiele wspaniałych zwierząt żyje obok nas.

Eugeniusz Wiśniewski

Na podstawie: OTOP

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Odtworzymy mamuta?

Badaczom udało się zsekwencjonować genom wymarłego gatunku.

Badaczom udało się zsekwencjonować genom wymarłego gatunku, a tym samym są blisko urzeczywistnienia marzenia twórców Parku Jurajskiego. Jednak w tym przypadku chodzi o odtworzenie mamuta.

- To jest wykonalne – mówi Stephan Shuster z Penn State University. – Pozostaje jednak pytanie, czy, jeśli będziemy mieli możliwość rekonstrukcji mamuta, powinniśmy to zrobić – zastanawia się.

To, czym naukowcy dysponują w tej chwili to zaledwie ogólny szkic genomu mamuta. Stworzenie go kosztowało około miliona dolarów. Gotowe jest 80 proc. genomu, ale nawet ten fragment wystarczy, aby naukowcy dowiedzieli się więcej na temat tego, dlaczego mamuty wyginęły i jak przebiegała ich ewolucja.

DNA odtworzono nie na podstawie kości, lecz na podstawie włosów mamuta, które znaleziono w Syberyjskiej wiecznej zmarzlinie. To nowatorska metoda, jednak, jak się okazuje, niebywale skuteczna. – To prawie jak „CSI – Kryminalne zagadki Syberii” – żartuje Shuster.

Do tej pory badania nad genomem dawnych „owłosionych słoni” hamowały bakterie, wirusy i inne drobnoustroje, których DNA przez wieki przemieszało się z DNA ich pierwotnego nosiciela – mamuta. Podobne problemy napotykają próby zsekwencjonowania DNA neandertalczyka – tylko 6 proc. tego, co udało nam się uzyskać z próbek, rzeczywiście należało do naszych prehistorycznych kuzynów. – Pewnego dnia będziemy w stanie odtworzyć każde wymarłe stworzenie, jakie żyło w ciągu ostatnich 100 tys. lat, jeżeli tylko jakikolwiek fragment jego sierści zachował się dla nas w wiecznej zmarzlinie – mówi Szuster. Cała nasza nadzieja leży zatem w lodach Syberii, jednak granica 100 tys. lat zdecydowanie wyrzuca poza nawias zainteresowań genetyków diznozaury. A zatem przyszłość nauki to raczek “Epoka Lodowcowa 3” niż „Park Jurajski IV”.

Nawet jeśli naukowcy poważnie zabiorą się za rekonstrukcję mamuta, nigdy nie będziemy mieli pewności, czy efekt ich pracy to kopia stworzenia, jakie żyło na Syberii tysiące lat temu. Badacze będą w stanie porównać genomy słoni i mamutów, a potem stworzyć coś, co będzie hybrydą tych dwóch gatunków. Owłosione słonie – bo taki zapewne będzie wynik – stałyby się z pewnością atrakcją ogrodów zoologicznych.

Słonie i mamuty genetycznie rozeszły się 6 milionów lat temu, dokładnie w tym samym momencie, kiedy odrębnymi drogami poszły linie człowieka i szympansa. Mimo to pomiędzy słoniami i mamutami jest dwa razy mniej różnic genetycznych niż między ludźmi i szympansami; w tym cała nadzieja naukowców. – Naczelne ewoluowały dwa razy szybciej niż słonie – wyjaśnia Shuster. Pozostaje jednak jeszcze jedna zagadka: znamy już genomy około 50 gatunków zwierząt. Są w nich rejony, gdzie ich kod genetyczny jest dokładnie taki sam. Mamuty właśnie w tych miejscach się różnią. Naukowcy nie wiedzą jeszcze, dlaczego.

Badania nad mamutami dają jednak nadzieję innym gatunkom. Ostatnią hipotezą naukowców jest to, że mamuty wyginęły, bo istniała wśród nich zbyt mała różnorodność genetyczna. Dzisiaj z podobnym problemem zmagają się diabły tasmańskie. Może zatem naukowcom uda się sprawić, że małe stworzenia z Australii nie powielą losu prehistorycznych słoni.

(fw)

Zobacz więcej na temat: Australia DNA
0 0 0

Czytaj także

Ryż nadziei

Nowa odmiana ryżu może uratować przed głodem miliony ludzi.

Nowa odmiana ryżu wyhodowana przez japońskich naukowców może uratować przed głodem miliony ludzi. Genetycznie zmodyfikowany gatunek jest odporny na zalanie wodą i może przetrwać w najtrudniejszych warunkach. Autorzy badań publikują swą pracę w prestiżowym tygodniku "Nature".

Japońscy eksperci zmieszali geny ryżu zapewniające roślinie małą wrażliwość na zbyt wysoką wodę z odmianą charakteryzującą się szybkim wzrostem. W efekcie nowy gatunek, gdy nagle zostaje zalany wodą powodziową zaczyna szybko rosnąć - nawet do 25 centymetrów na dobę - po czym część rośliny wydostaje się na powierzchnię. Dzięki temu ryż może przetrwać w najtrudniejszych warunkach wywołanych gwałtownymi opadami deszczu. Jest to szczególnie ważne w rejonie Afryki i Azji, gdzie około 40 procent upraw narażonych jest na okresowe powodzie. Zdaniem niezależnych ekspertów odkrycie może pomóc w wyżywieniu wielu społeczności w krajach rozwijających się, gdzie panuje bieda, a liczba ludności szybko rośnie.

Jest to kolejna odporna odmiana ryżu wyhodowana w ostatnich latach - wcześniej genetyczne modyfikacje pozwoliły uzyskać gatunki odporne na susze, niskie temperatury czy wysokie zasolenie gleby.

Rafał Motriuk / iar

Zobacz wideo: http://news.bbc.co.uk/2/hi/science/nature/8210482.stm

Zobacz więcej na temat: Afryka Azja ryż
0 0 0