Nauka

Satelity na straży Bałtyku

Morze Bałtyckie na bieżąco kontrolował będzie system SatBałtyk.
11.12.2009 18:00
Morze Bałtyckie na bieżąco kontrolował będzie system SatBałtyk.

Tworzenie bieżących map rozkładów temperatury, przezroczystości wód, stężenia chlorofilu, zakwitów trujących alg i zanieczyszczeń, to wszystko umożliwi system satelitarnej kontroli Morza Bałtyckiego - SatBałtyk.

Prace badawcze nad projektem koordynują naukowcy z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk. Projekt został dofinansowany kwotą ponad 38 milionów złotych, w ramach konkursu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego na badania naukowe służące budowaniu gospodarki opartej na wiedzy. - System ma umożliwić stworzenie systemu sprawnej kontroli stanu środowiska Bałtyku – mówił PAP prof. Bogdan Woźniak z Instytutu Oceanologii PAN. - SatBałtyk będzie oparty na teledetekcji satelitarnej. Dzięki temu na podstawie strumienia informacji z różnych satelitów Ziemi, można wnioskować o tym, co się dzieje na powierzchni naszej planety" - wyjaśnił prof. Woźniak. Naukowiec przyznaje, że choć Polska nie ma własnego satelity, to mamy stacje odbioru danych z niektórych satelitów. - Inne są nam udostępniane na podstawie odpowiednich porozumień, niektóre są też wystawiane w internecie, a jeszcze inne trzeba będzie kupić lub w jakiś sposób uzyskać do nich dostęp - dodaje.

Teledetekcja polega m.in. na zdalnych pomiarach optycznych, w szczególności na rejestracjach koloru morza. Część światła słonecznego, które dociera do morza jest pochłaniana przez różne substancje znajdujące się w wodzie, a część "wraca" do atmosfery wskutek procesów wielokrotnego rozpraszania fotonów. Tę wracającą część światła można zmierzyć za pomocą spektrofometru znajdującego się na pokładzie satelity. Właśnie dzięki temu można określić barwę morza, na podstawie której dzięki skomplikowanym algorytmom można wyliczyć, jak szybko energia promieniowania słonecznego gromadzi się w materii organicznej, powstającej w wyniku procesu fotosyntezy w morzu. Możliwe będzie również wyliczenie wielu różnych parametrów morskiego ekosystemu.

Powstały już algorytmy pozwalające na monitoring oceanów. - Stosunkowo łatwo jest monitorować ocean, bo wszystkie procesy w wodach oceanicznych można traktować jako autonomiczne - wyjaśnia prof. Woźniak. Optyczne właściwości wód oceanicznych są mniej skomplikowane niż na szelfach i morzach półzamkniętych. - Morza takie jak Bałtyk są trudniejsze do monitorowania, bo wypełniają je tzw. wody morskie drugiego rodzaju, których właściwości zależą dodatkowo od czynników zewnętrznych (allogenicznych), w tym także podlegają silnym wpływom działalności ludzkiej – zaznacza profesor. Polscy naukowcy, by odpowiednio interpretować zbierane dane, stworzyli nowy algorytm. DESAMBEM - Development of a satellite metod for Balic ekosystem monitoring – będzie głównym elementem odpowiedzialnym za efektywność systemu SatBałtyk.

Powstający system jest zdaniem prof. Woźniaka bardzo atrakcyjny, bo umożliwia zbadanie od razu bardzo dużego obszaru morskiego. Opracowywane procedury teledetekcji satelitarnej umożliwią stałą obserwację całego morza, a nie tylko prowadzenie chwilowych i lokalnych pomiarów ze statków. Z tego powodu jest ona najtańszym sposobem prowadzenia badań środowiska. Oceanolog podkreśla, że Polska musi mieć silną bazę naukową. Unia Europejska narzuca bowiem normy jakości wód i ochrony środowiska, limity emisji dwutlenku węgla, ograniczenia gospodarki zasobami morza w tym limity połowów, ograniczenia transportu.

- W szczególności kraje nadbałtyckie narażone są na spory i zatargi spowodowane zanieczyszczaniem wód czy innymi formami ingerencji krajów sąsiednich w ich wody terytorialne. Posiadanie przez Polskę niezależnej silnej bazy naukowej i systemu dopływu danych źródłowych o środowisku morskim pozwala racjonalnie przeciwstawiać się przypisywaniu winy i nadmiernym ograniczeniom oraz umożliwia kompetentny udział w ustalaniu norm międzynarodowych - przekonuje naukowiec. Co ważne, systematyczny dopływ danych o środowisku morskim pozwalał będzie na racjonalne podejmowanie decyzji o wykorzystaniu jego przestrzeni i zasobów, o ochronie oraz planowaniu i projektowaniu odpowiednich inwestycji.

Badania w ramach systemu SatBałtyk, będzie koordynował Instytut Oceanologii PAN. Obserwacją będzie objęty cały obszar Morza Bałtyckiego. Na uruchomienie systemu naukowcy będą mieli pięć lat.

(Pg/pap)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Rzeki zagrożone

Musimy się nauczyć chronić rzeki – przede wszystkim po to, by lepiej i dłużej służyły człowiekowi.

 

Zmiany klimatyczne mogą w przyszłości doprowadzić do braku wody na Ziemi. Zdaniem ekologów przyczynia się do tego globalne ocieplenie, przekształcenia dolin rzecznych oraz zanieczyszczenie środowiska. Ocieplenie klimatu powoduje topnienie lodowców i powolne ich zanikanie, to z kolei zmniejsza ilość wody w rzekach świata, ograniczając dostęp do wody szczególnie mieszkańcom delt rzecznych.

Z raportu przeprowadzonego przez Międzynarodowa Organizację Ekologiczną WWF wynika, że problem umierających rzek dotyczy wszystkich kontynentów, a zwłaszcza najbardziej zaludnionych obszarów Azji. Zagrożona jest m.in. rzeka Jangcy, stanowiąca podstawę życia dla ponad trzystu sześćdziesięciu milionów ludzi, mieszkających nad jej brzegami. Podobnie jest z Nilem. Przyszłość mieszkańców jego doliny stoi pod dużym znakiem zapytania. Przewiduje się, że jego zasobność w wodę, malejąca wraz z globalnym ociepleniem, zagrozi uprawom rolnym, szczególnie w jej dolnym i środkowym biegu. Uprawy te, ze względu na swoje położenie wśród piasków pustyni, zależą od istnienia rzeki. W samym tylko Egipcie może ucierpieć blisko 78 milionów mieszkańców.

Nie zawsze z dobrym skutkiem
 
Zdaniem ekologów, człowiek wpływa na pogarszanie się stanu rzek, degradując ich doliny, zmieniając je i dostosowując do swoich potrzeb. Budowa Tamy Trzech Przełomów na rzece Jangcy spowodowała wzrost zanieczyszczenia tej rzeki o 73 procent w porównaniu z wynikami badań sprzed 50 lat. Testy włosów ludzi mieszkających nad tą najdłuższą rzeką Azji wykazały, że poziom kadmu (pierwiastka toksycznego) w organizmie pięciokrotnie przekracza dopuszczalne normy. O 50 procent wzrosła też liczba zachorowań na żółtaczkę typu A i dezynterię. Są to, jak przyznaje Paweł Śledziński z WWF Polska, zaledwie niektóre z wymienionych w raporcie, skutków ujarzmiania Jangcy przez człowieka. Rzeka ta, zdaniem ekologów, powinna być przestrogą dla innych krajów.
 
Podobny los może spotkać rzekę Salween. Rządy państw, przez które rzeka ta płynie, zamierzają zrealizować na niej szereg inwestycji, w tym kolejne zapory. Zagrożą one środowisku i ludziom, reprezentującym 13 różnych grup etnicznych, którzy od wieków zamieszkują brzegi tej rzeki. Równie ważną rzeką ze względu na mieszkańców jej okolic jest  Mekong. Dostarcza ona podstawę żywienia w postaci ryb dla 55 milionów osób. Przełowienie jej wód sprawia, że rybacy wyławiają coraz mniej ryb. Z raportu WWF wynika też, że coraz więcej wody traci Ganges. Grozi mu wyschnięcie. Jest to rezultat polityki władz Indii, które chcą nawodnić jak największy obszar tego kraju.

 

''

Jangcy. Fot. J. Gao. Źródło: Wikipedia; zdjęcie na licencji GNU.

Obce gatunki

Problem „umierających” rzek dotyczy w równym stopniu innych rejonów świata, także krajów wysoko rozwiniętych. Rio Grande w Stanach Zjednoczonych znika w rezultacie rosnącego popytu na wodę w rolnictwie i w gospodarstwach domowych. Sytuację pogarsza budowa zapór, spowalniających bieg rzeki i zwiększających poziom parowania, oraz pojawienie się gatunków inwazyjnych, które nigdy wcześniej nie występowały w tej rzece.

Podobna sytuacja ma miejsce w Australii. Rzeki Murray i Darling roją się od obcych gatunków ryb, które wypierają rodzime. Wpuszczenie do wód obcych gatunków, np. karpia, doprowadziło do wyniszczenia roślin rosnących w tych rzekach. W ten sposób gatunki rodzime utraciły pokarm.  „W samej Australii pojawiły się 34 nowe gatunki, które powstały w bardzo różny sposób, gdyż zostały wypuszczone przez akwarystów lub uciekły z różnych gospodarstw rybnych”, powiedział Paweł Śledziński. Wprowadzanie nowego gatunku ryb do rzeki grozi bardzo poważnymi konsekwencjami. Łączenie systemów rzecznych kanałami, może doprowadzić do poważnych zmian, na skutek przemieszczania się gatunków i występowania ich w miejscach innych niż te, do których przywykły od setek milionów lat”.   
 
W przypadku Europy jako zagrożony raport WWF wymienia Dunaj. Ujarzmianie jego doliny - budowa tam i kanałów, prace irygacyjne, pogłębianie rzeki na potrzeby żeglugi śródlądowej i niszczenie obszarów zalewowych - przyczyniło się i przyczyni jeszcze bardziej do degradacji środowiska. Niepokój budzą też plany wykorzystania Dunaju jako korytarza transportowego pomiędzy Morzem Północnym a Morzem Czarnym, ponieważ oznacza to zwiększenie liczby statków pływających po jego wodach, co z kolei może doprowadzić do wyginięcia wielu gatunków roślin i zwierząt.

Ekolodzy twierdzą, że człowiek już dawno powinien zmienić podejście do rzek i wód w nich płynących. „Kiedy zmieniamy rzeki, powodujemy jednocześnie zmianę naszego życia” - powiedział Ireneusz Chojnacki. Brak wody w krajach znajdujących się w dolnym nurcie rzeki spowodowany będzie przez nadmierne pobieranie wody przesz kraje znajdujące się w jej górnym nurcie. To może doprowadzić do konfliktów o wodę pomiędzy poszczególnymi krajami.
 

 

''

Amazonka widziana z kosmosu. Źródło: NASA.

Kontrowersyjne zapory

Budowanie zapór doprowadza, w opinii ekologów, do zwiększenia występowania  powodzi. Do takiego wniosku doszli także biolodzy z  WWF w Niemczech, gdzie nad rzeką Ren, najbardziej uregulowaną rzeką w Europie, wybudowano serię zapór. W skutek tych budowli, występujące tam raz na kilkadziesiąt lat “powodzie stulecia” zwiększyły swoją częstotliwość i obecnie pojawiają się regularnie każdego roku. Obecnie Niemcy nie budują już zapór, przeznaczając ogromne fundusze w inwestycje ratując tereny zalewowe.

Wylewanie wielkich rzek wpływa destrukcyjnie na istniejące w nich życie. Zniszczenie podziemnych rurociągów, przemieszczenie zbiorników retencyjnych, zalania miejsc, gdzie gromadzone są odpady toksyczne, może zanieczyszczać rzeki i formacje wodonośne. Aby zminimalizowanie ryzyko powodziowe, należy, zdaniem ekologów, chronić istniejące tereny zalewowe, nie dopuszczając do powstawania na nich budowli. Kolejnym krokiem, jest tworzenie większej przestrzeni dla rzek poprzez odsuwanie wałów powodziowych nawet o kilkaset metrów. Dzięki temu, woda może rozlewać się w sposób uregulowany. Dodatkowo, jeśli zostanie zbudowany polder zalewowy, czyli drugi wał wraz z wlotem pozwalającym wodzie na przemieszczanie się, ułatwi to „zbijanie” fali powodziowej.

Rzeka prowadzi żwir i piach od gór aż do jej ujścia. Wraz z nim przemieszczają się organizmy żywe. Budowa zapory powoduje zablokowanie tej wędrówki. „Życie rzeki zostaje przerwane” - mówi Ireneusz Chojnacki. Jeśli zostanie źle zbudowana przepławka na zaporze, ryby wędrowne nie mogą przedostać się w górę rzeki. To odcina je od miejsc, w których zakładają swoje tarliska. Np. łosoś nie może przedostać się do rzeki, co blokuje możliwość rozmnażania. „Rzeka niosąc piasek i żwir oczyszcza wodę. Prostowanie rzek powoduje zwiększenie odpływu wody, co przyczynia się do utraty zdolności samooczyszczania. Rzeki zanieczyszczone azotem pochodzącym z nawozów sztucznych oraz fosforem pochodzącym z wielkich miast, wpływają do Bałtyku powodując powolną jego śmierć.

 

''

Nil. Fot. M. Disdero. Zdjęcie na licencji Creative Commons Attribution ShareAlike 2.5.Źródło: Wikipedia.

Co ważniejsze?

„Zagrożenia rzek dotyczą także Polski” – mówi Przemysław Nawrocki, Kierownik Projektu WWF Rzeki dla życia. – „Wciąż dominuje u nas przestarzałe podejście do sprawy ochrony rzek, co prowadzi do ich regulacji i budowy sztucznych zbiorników. Wbrew powszechnemu przekonaniu, ujarzmianie rzek zwiększa ryzyko powodzi i pogarsza jakość wody. Takim przykładem jest zapora na Dunajcu w Czorsztynie”. Z badań przeprowadzonych na zlecenie WWF wynika, że zapora w Czorsztynie obniżyła fale powodziową o 5 centymetrów.
Z opinią tą nie zgadza się jednak Mariusz Gajda – hydrolog, Prezes Krajowego Zarządu Gospodarką Wodną w Warszawie, twierdząc, że redukcja fali powodziowej przez zbiorniki wchodzące w skład zapory w Czorsztynie wyniosła prawie półtora metra. Zdaniem Mariusza Gajdy, budowanie zapór jest konieczne, przede wszystkim do retencjonowania wody i ochrony przeciwpowodziowej, To dzięki nim największe miasta w Polsce, takie jak Kraków, Poznań czy Łódź, korzystają ze zbiorników wodnych wybudowanych przy zaporach. Gdyby zapór nie było, miastom tym zabrakłoby wody.

Nie ulega wątpliwości, że plany, dotyczące ewentualnej regulacji rzek, powinny być uwarunkowane zmianami klimatu, powodującymi ekstremalne zjawiska pogodowe. Dzisiejsza wiedza o pojawieniu się w przyszłości długotrwałych susz czy wielkich powodzi powinna wpływać na politykę zarządzania wodami. Musimy nauczyć się ochraniać rzeki – jednak przede wszystkim po to, by lepiej i dłużej służyły człowiekowi.

Joanna Paszkowska


 

 

Czytaj także

Kłopoty z Bałtykiem

Sinice i ścieki.

 

Z ostatniej diagnozy WWF Polska wynika, że Morze Bałtyckie jest zagrożone. Wymiana wody trwa w nim średnio 30 lat, a człowiek stale powoduje zanieczyszczanie wód tego akwenu.

 Wszystko przez położenie Bałtyku, nasze morze jest bowiem wciśnięte głęboko w kontynent, zatem wymiana w nim wody to utrudniony proces. Człowiekowi łatwo przychodzi zanieczyszczanie wód Bałtyku, doprowadzające do zakwitu toksycznych sinic. 

Głównymi kontrybutorami wody do Bałtyku są Wisła i Odra. W ich dorzeczach mieszka blisko 80 milionów ludzi, a to oznacza stałe zanieczyszczanie. Zdaniem Pawła Średzinskiego z WWF Polska, to konsumenci stosujący środki czystości zawierające fosforany oraz rolnicy stosujący nawozy sztuczne stanowią dziś główne zagrożenie dla wód naszego największego akwenu. Każdego roku rolnicy dostarczają do morza setki tysięcy ton związków azotu i fosforu. Rozwiązaniem, zdaniem ekologa, byłoby w przypadku rolników tworzenie strefy buforowej, czyli specjalnego pasa o szerokości 2 m pomiędzy uprawianym polem a ciekiem wodnym (np. rowem melioracyjnym czy rzeką). Wystarczyłoby pozostawienie niezaoranego pasa zieleni, który zarósłby trawą i krzakami. To wystarczyłoby, aby zatrzymać szkodliwe związki chemiczne, zanim dotrą do wody. Niestety, w Polsce wciąż nie ma obowiązku tworzenia takich stref, zaś polscy rolnicy często zaorują swoje pola aż do samego rowu lub rzeki.

Zielona zupa z sinic

 Dostarczanie do Bałtyku azotanów i fosforanów powoduje zakwit sinic – drobnoustrojów niebezpiecznych dla zdrowia. Mnożące się sinice, obumierając, rozkładają się, a do tego procesu potrzebny im tlen. Wówczas następuje wyczerpanie tlenu, powodując powstawanie przy dnie morza warunków beztlenowych. Przyczynia się to do powolnego wymierania fauny dennej. Same sinice podczas zakwitów są niebezpieczne także dla kąpiących się – mogą powodować wysypkę, halucynacje, a nawet wymioty. Kąpiel w gęstej jak zupa, pełnej sinic wodzie mogłaby, zdaniem Andrzeja Jagodzińskiego, zastępcy Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Gdańsku, spowodować również wystąpienie dolegliwości dróg układu oddechowego.

 

''Sinica. Źr. Wikipedia. Fot. na lic. GNU.

Zagrożeniem dla Bałtyku są także przewozy pasażerskie, a w szczególności pochodzące ze statków ścieki - głównie z kuchni i łazienek oraz fekalia z toalet.  Konwencja MARPOL pozwala statkom pasażerskim na wyrzucanie wszelkich pozostałości z pokładu już w momencie, gdy statek znajduje się w odległości 12 mil od brzegu. Rozwiązaniem, zdaniem Pawła Średzinskiego, mogłoby tu być zostawianie ścieków na lądzie w specjalnie do tego przygotowanych oczyszczalniach. Przewoźnicy nie korzystają z takiej możliwości, zasłaniając się zbyt wysokimi kosztami za tego typu usługę.

Katastrofa ekologiczna

 Problem zanieczyszczania Bałtyku wiąże się także z przewozem niebezpiecznych ładunków. Katastrofy oraz ogromny ruch statków handlowych powodują wycieki ropy naftowej. Usunięcie jej jest z wód Bałtyku jest trudne, ponieważ Bałtyk często bywa wzburzony. Także przełowienie ryb Bałtyku staje się w ostatnich latach coraz większym problemem. Ze wszystkich gatunków żyjących na tym morzu najbardziej zagrożony jest dorsz, na drugim miejscu jest foka, której obecność na polskim wybrzeżu stała się rzadkością.

Długofalowa diagnoza dla Bałtyku nie jest optymistyczna, ocenia prof. Marcin Pliński, kierownik Zakładu Biologii i Ekologii Morza Uniwersytetu Gdańskiego. Jesteśmy w stadium bardzo poważnego kryzysu ekologicznego Morza Bałtyckiego. Proces ten trwa już kilkadziesiąt lat. Zmiany na gorsze zaczęły się na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku, kiedy w środowisku bałtyckim dramatycznie wzrosła ilość azotanów i fosforanów - mówi prof. Pliński. Efekt zmian to wyginięcie niektórych gatunków. Przykładem jest morszczyn, który wyginął na polskim wybrzeżu blisko 20 lat temu. Kiedyś był pamiątką znad morza, dziś już jedynie wspomnieniem.

Zdaniem prof. Plińskiego, stężenie azotanów i fosforanów w wodach Morza Bałtyckiego jest obecnie tak wysokie, że grozi mu katastrofa ekologiczna i bardzo poważne zagrożenia. Ta katastrofa związana jest nie tylko ze zmianą składu gatunkowego, ale również z powstaniem gatunków potencjalnie toksycznych, powodujących zagrożenie dla żyjących w wodzie organizmów, ale także dla człowieka.

 

 

 

''Sinice słodkowodne. Źr. Wikipedia. Fot. na lic. GNU.

Ochrona morza

 Wiosną bieżącego roku w Szwecji zaapelowano do międzynarodowej opinii publicznej o podjęcie konsekwentnych kroków w celu ochrony Bałtyku. WWF natomiast podjęła akcje, związane z kursującymi po Bałtyku promami. Jest to międzynarodowa akcja WWF fińskiego, szwedzkiego, duńskiego, niemieckiego, łotewskiego i polskiego. Wysiłki ze strony ekologów przynoszą jednak wciąż marne efekty, a zagrożenie dla akwenu jest coraz większe.

Polska znajduje się w czołówce dostarczycieli związków azotu i fosforu do Morza Bałtyckiego. Szacuje się, że tylko w 2000 roku najwięcej związków azotu (ponad 226 tys. ton) i fosforu (ponad 12 tys. ton)  wpłynęło z polskich rzek. Nie tylko my mamy jednak powód do wstydu: zaraz za Polakami są tak rozwinięte państwa jak Szwecja, Finlandia i Dania.

Joanna Paszkowska

  

Czytaj także

Polska – kraj kwitnącej jabłoni

Polska na wiosnę zamienia się w sad pełen kwitnących drzew owocowych.

Japończycy zakochali się w kwitnących wiśniach. Również i u nas jest się czym zachwycać. Polska na wiosnę zamienia się w sad pełen kwitnących drzew owocowych.

Zanim jednak drzewa owocowe otulą białoróżowe obłoki delikatnych kwiatów, leśne polany i łąki zamienią się w barwne kobierce. To wymarzony czas na spacery (także z aparatem fotograficznym w dłoni) i pikniki. Warto poznać wiosenny kalendarz kwitnienia roślin.

Przyroda ma swój własny rytm, nie zawsze zgodny z kalendarzowymi porami roku. Początek rozwoju roślin na wiosnę zależy zdecydowanie od ocieplenia, a zwłaszcza ogrzania gleby. Dużą rolę odgrywa także ich stanowisko. I tak w dolinach i na nizinach wiosna jest zawsze wcześniejsza niż w górach i na płaskowyżach.

Kalendarz kwitnienia sporządza się dla danego regionu na podstawie wieloletnich obserwacji fenologicznych. To jeden z elementów fenologii, nauki badającej zależność rozwoju roślin od warunków pogodowych. Taka wiedza przydaje się rolnikom, sadownikom i pszczelarzom, a także alergikom. Może być też przydatna w planowaniu wycieczek z uwzględnieniem czasu kwitnienia roślin.

Daty zakwitania w poszczególnych latach i w różnych miejscowościach są zmienne, jednak zawsze następują w tej samej kolejności. Gdy dzień staje się dłuższy i słońce bardziej przygrzewa, w ogrodach i parkach pojawiają się pierwsze przebiśniegi, a w lesie i zaroślach sypie się pyłek z długich kotków leszczyny. Potem kolejno rozkwitają: podbiał pospolity, dereń właściwy, wierzba iwa, klon zwyczajny, śliwa ałycza, fiołek wonny, wierzby, wiśnia, mniszek pospolity i grusza dzika. Z początkiem maja okrywają się kwiatami wczesne jabłonie, a potem kolejno aż do końca miesiąca idą w ich ślady: klon polny, kasztanowiec zwyczajny, bez, jawor, jarzębina, berberys zwyczajny, głóg jednoszyjkowy, tamaryszek drobnokwiatowy, czeremcha amerykańska, malina, kruszyna pospolita, chaber bławatek, koniczyna biała i robinia akacjowa.

Wraz z nastaniem wiosny zaczynają się pracowite dni dla pszczół. One najlepiej wiedzą, gdzie co kwitnie. Najwcześniej oblatują leszczyny, podbiał, wierzby iwy, miodunki i zawilce. W pełni wiosny przywabiają je kwitnące drzewa i krzewy owocowe, rzepak ozimy, mniszek oraz wiele drzew i krzewów ozdobnych. Natomiast późną wiosną składają obowiązkową wizytę kwiatom kruszyny, malin, borówek, robinii i roślin łąkowych. Efektem pracowitych wiosennych dni są głównie dwie odmiany miodu: rzepakowy i akacjowy.

Pierwsza odsłona wiosny: lasy

To w widnym lesie liściastym i w zaroślach śródpolnych należy szukać pierwszej wiosennej zieleni. Gdy śniegi stopnieją, w lasach liściastych na nizinach oraz na łąkach leśnych na obszarach górskich pojawiają się pierwsze śnieżyce wiosenne. Fioletowa sasanka zwyczajna zakwita od marca, a na podłożu wapiennym spomiędzy starych czerwonawych liści buka wychylają się jasnoniebieskie, gwiazdkowate kwiaty przylaszczki.

W tym czasie korony drzew pozostają jeszcze nagie. W lesie bukowym, na glebach wapiennych, można natomiast spotkać intensywnie pachnący krzew, kwitnący biało lub najczęściej fioletowoczerwono, wawrzynek wilczełyko.
Na brzegach lasów pojawia się żółty akcent kolorystyczny - kotki wierzby iwy i pączki żółtych kwiatów derenia jadalnego. W lasach liściastych rozwijają się też kotki olch i topoli, a ich pyłek szybuje w powietrzu.

Następnie zakwita obficie złoć, której złotożółte, gwiaździste kwiaty wyzierają  spomiędzy wąziutkich liści, a także  miodunka o włochatych liściach i kwiatach, które po zapyleniu zmieniają barwę z czerwonej na fioletowawą. Bywa, że miodunka pojawia się pojedynczo między bielutkimi zawilcami gajowymi. Zawilec zasługuje na miano ikony leśnego przedwiośnia. Tworzy piękne kobierce.

W miejscach zacienionych występują pojedyncze jasnożółte kwiatostany pierwiosnki wyniosłej. Spotkać można także kokorycz pustą o kwiatostanach barwy kości słoniowej lub jasnofioletowych oraz gdzieniegdzie zawilce żółte. Na brzegach lasu, przy drogach i na małych polankach, ponad płasko rozpostartymi liśćmi, na wysokich łodygach, kołyszą się żółte, z daleka widoczne kwiaty ziarnopłonu (z rodziny jaskrowatych).

Wszystkie wymienione dotąd zioła i krzewy kwitną, ale rzadko wydają owoce. Rozmnażają się głównie za pomocą cebulek lub przez wzrost kłączy podziemnych. Magazynowanie substancji pokarmowych w organach podziemnych umożliwia tym wcześnie kwitnącym gatunkom rozprzestrzenianie się i przetrwanie.

Prawdziwa wiosna następuje wraz z kwitnieniem różnych gatunków fiołków (Viola reichenbachiana, V. odorata, V. hirta, V. riviniana). Króluje wśród nich urodziwy fiołek wonny, surowiec do wyrobu perfum i lek ziołowy.

 

W tym czasie na drzewach stopniowo zaczynają rozwijać się liście, a warstwa runa leśnego staje się coraz gęstsza. Zakwita groszek wiosenny o czerwonofioletowych kwiatach. Pod krzewami pojawiają się jasnopurpurowe kwiatostany jasnoty plamistej i jakiś czas później także żółte kwiaty gajowca. Na ziemi, płoży się bluszczyk kurdybenek o fioletowych kwiatach. W tym samym czasie na dużych nieraz połaciach w lesie łęgowym (na terenach okresowo zalewanych, z dębem jako gatunkiem dominującym) kwitnie i roztacza specyficzną woń, czosnek niedźwiedzi. Ma białe, gwiazdkowate kwiaty zebrane w ładne baldaszkowate kwiatostany i szerokie liście w podłużne paski. Podobne liście ma konwalia, występująca w suchszych lasach liściastych. Jej zwarte skupiska wydzielają intensywny zapach, wyczuwalny z dużej odległości.

Wtedy kwitną też kokoryczki, nazywane „konwaliami pod dachem”. To dlatego, że ich pędy kwiatowe uginają się i rosną poziomo, a białe dzwoneczki kwiatów ustawione parami zwisają spod poziomo odstających liści. Na wilgotnych łąkach leśnych oraz na bagnach i brzegach wód kwitnie zaś obficie rzeżucha łąkowa. Jej kwiaty są białe, różowe lub bladoliliowe, z pręcikami o żółtych pylnikach. Teraz już niemal na wszystkich drzewach i krzewach liściastych liście rozwinęły się całkowicie. Rośliny zielne wczesnokwitnące więdną i rozpoczynają długi okres spoczynku letniego, jesiennego i zimowego.

Inaczej pory roku wyglądają w lasach iglastych, zwłaszcza tych gęstych, świerkowych, gdzie rośliny zielne rosną tylko na obrzeżach. Oznaką wiosny na drzewach iglastych jest tworzenie się tzw. pędów majowych czyli jasnozielonych, nowych gałązek o miękkich szpileczkach. Na końcach gałązek znajdują się fioletowe kwiaty żeńskie: szyszki, a u ich podstawy tworzą się żółte, męskie woreczki pyłkowe. Pyłek unosi się w powietrzu z powiewami wiosennego wiatru.

Na brzegach lasu i na polankach zakwitają biało krzewy malin i jeżyny, a pomiędzy trawami pojawiają się kwiaty poziomek.

Druga odsłona wiosny: łąki

Podbiał pospolity rośnie na wilgotnych przydrożach i obrzeżach pól. Kępki tych żółtych kwiatów ukazują się już w marcu, jako pierwszy sygnał wiosny. Gdy niebo jest zachmurzone, kwiatostany zamykają się i odsłaniają łodyżki, pokryte czerwonawymi łuskami.

Na łąkach w górach i na pogórzu wiosna zjawia się znacznie później niż w sąsiadującym z nimi lesie liściastym. Gdy w lesie kwitną już w najlepsze niektóre rośliny zielne, na łąkach pojawia się dopiero pierwsza zieloność. Jedynie nad strumieniem wcześniej rozpościera pierzaste liście rukiew wodna, znakomity surowiec sałatkowy.

Na łąkach zanim jeszcze stopnieje pierwszy śnieg pojawiają się koszyczki kwiatowe stokrotki pospolitej, a nieco później zakwita błękitnie niezapominajka błotna. Na suchszych łąkach pojawiają się zaś żółte kwiatki pierwiosnka. Wiosna ozdabia łąki żółtymi akcentami mniszka lekarskiego i kaczyńcami o ciemnozielonych, błyszczących, nerkowatych liściach i dużych, błyszczących kwiatach. Od kwietnia obficie kwitną też jaskry ostre.

Na zboczach pagórków wyrasta przywrotnik o żółtawozielonych kwiatach i pofałdowane liściach o oryginalnym kształcie. Gdzieniegdzie wychylają się z trawy różowe lub jasnofioletowe, wysokie kwiatostany rdestu wężownika. W tym okresie także szybko śmigają w górę przeróżne trawy łąkowe.

Trzecia odsłona wiosny: sady

Grusze, jabłonie, wiśnie, czereśnie i śliwy kwitną z nastaniem prawdziwie ciepłych dni, zwykle pod koniec kwietnia lub w maju. Ich kwitnienie jest niezbyt długie, ale obfite. Szczególnie piękne są typowo ozdobne pełne i półpełne odmiany.

Początek kwietnia to czas wysypu kwiatów śliwy wiśniowej: białych w przypadku odmiany kaukaskiej i czerwonych odmiany Pissardi. W połowie kwietnia bielą okrywają się czereśnie. Intensywnie kwitnie pod koniec kwietnia także wiśnia pospolita.

 

Kwitnące wiśnie są darzone szczególnym podziwem w Japonii, urosły do rangi jej symbolu. Ozdobne drzewa wiśniowe nazywane są tam Sakura. To bardzo częsty ornament, będący metaforą ulotnej natury życia i piękna.  Za najbardziej urodziwą odmianę wiśni z Japonii uznawana jest stworzona pod koniec XIX w. Somei Yoshino o białych kwiatach, tylko lekko zabarwionych na różowo przy nasadzie. Drzewko wygląda z oddali jak otulone watą cukrową.

Z kolei odmiana Yae-zakura ma duże kwiaty o różowych płatkach, a Shidare-zakura czyli płacząca wiśnia ma gałęzie jak u wierzby płaczącej, pokryte kaskadami różowych kwiatów. Kwitnienie tych kwiatów jest okazją do towarzyskich spotkań i pikników w parkach, które łączą kontemplację piękna przyrody i relaks. Informacje o kwitnieniu wiśni są podawane od lutego do maja wraz z prognozami pogody w programach informacyjnych.

Prawdopodobnie drzewa wiśniowe były znane na obszarze Środkowego Wschodu już w czasach prehistorycznych. Sprowadzili je do Europy starożytni Rzymianie. W Polsce wiśnie pojawiły się około X wieku. Dzisiaj mamy także kilka jej ozdobnych odmian, m.in. wiśnię piłkowaną Amanogawa o bardzo dużych kwiatach, która znakomicie się przyjęła w naszych warunkach.

Polska jednak pozostaje krajem jabłoni. Ich kwiaty są zwykle białe, lekko różowawe. Oprócz klasycznych szlachetnych odmian (Inflancka, Antonówka, Reneta, Landsberska, malinowa, Boskoop, Bankroft, Jonatan), wyhodowano też ozdobne „rajskie” jabłonki m.in. jabłoń purpurową, jagodową, kwiecistą. Ta ostatnia ma oryginalne białe, półpełne kwiaty, wychylające się z dekoracyjnych czerwonych pąków.

Świętowanie kwitnienia

Na świecie moment kwitnienia drzew jest witany entuzjastycznie. Japońskie festiwale hanami dla podziwiania Sakury, waszyngtońskie święto kwitnącej wiśni na brzegach Tidal Basin czy kwitnienie wiśni i czereśni świętowane w Niemczech w Naumburgu nad rzeką Saale... Również i naszej przyrodzie przydałoby się święto kwitnienia w większej skali. Regionalne święta kwitnącej jabłoni odbywają się na początku maja m.in. w małopolskich miejscowościach Łącko i Zagórzyce, w Pęcławiu na Dolnym Śląsku i w Samborcu pod Sandomierzem. Swoje święto kwitnącej wiśni ma miejscowość Lipsko nad Wisłą."

Przydałyby się również powszechnie dostępne komunikaty fenologiczne o rozwoju roślin, podobne do meteorologicznych, które umożliwiałyby planowanie wycieczek ze względu na botaniczne atrakcje. Tak jak to się dzieje w Japonii w czasie Frontu Kwitnącej Wiśni. Krótkie informacje tego typu można usłyszeć jak do tej pory jedynie w Ekoradiu red. Andrzeja Zalewskiego w Radiowej Jedynce.

To z Ekoradia wyszła także w 2002 r. inicjatywa Święta Niezapominajki. Obdarowywania się niezapominajkami 15 maja na znak sympatii, ale też podjęcia przy tej okazji działań na rzecz ochrony przyrody. „Jest też nowe znaczenie małego leśnego kwiatka znad ruczajów - stale ma nam przypominać o ochronie i zachowaniu przebogatej różnorodności biologicznej dziedzictwa narodowego. Wielkim pragnieniem organizatorów święta jest, aby o niezapominajkach pamiętano nie tylko 15 maja.” – wyjaśniał pomysłodawca akcji, red. Andrzej Zalewski. Oby więcej było takich inicjatyw.

Agnieszka Labisko

  

POSŁUCHAJ AUDYCJI- mp3 (4,93 MB)

 


 

Czytaj także

Decyzja w sprawie odłowów wielorybów?

Międzynarodowi negocjatorzy mają nadzieje na kompromis.

Nadzieje na kompromis w sprawie odłowu wielorybów mają międzynarodowi negocjatorzy, którzy rozpoczęli oficjalne rozmowy w tej sprawie. Szczyt Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej odbywa się na portugalskiej wyspie Madera.

Obecne negocjacje to dalszy ciąg wieloletniego sporu pomiędzy blokiem państw opowiadających się za odłowem wielorybów a krajami, które dążą do likwidacji polowań. Ekolodzy domagają się przede wszystkim ograniczenia odłowów wielorybów w celach naukowych. Chodzi głównie o Japonię, która oskarżana jest o nadużycia, w tym ukrytą działalność komercyjną. Po wstępnych rozmowach wygląda na to, że Japonia mogłaby ograniczyć odłowy w rejonie antarktycznym w zamian za zezwolenie na chwytanie wielorybów na wodach przybrzeżnych. Islandia zostanie prawdopodobnie skrytykowana za odłów finwali, które są gatunkiem zagrożonym.

Część ekspertów uważa jednak, że niektóre populacje waleni, na przykład humbaków, są stabilne i obecne odłowy nie są dla nich zagrożeniem.
Szczyt ma potrwać do piątku. W rozmowy zaangażowana jest również Polska, która od dwóch miesięcy jest pełnoprawnym członkiem Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej.

Rafał Motriuk /iar

Czytaj także

Sopocka sztuczna wyspa

Materiał Polskiego Radia Euro.
Posłuchaj
03'44 Marina portowa w Sopocie
więcej

Już za parę lat Sopot wzbogaci się o sztuczną wyspę, architektonicznie podobną do tej znanej z Dubaju.

Marina portowa dla ponad 300 jachtów, możliwość zorganizowania regat żeglarskich, do tego baseny, kina, hotele, restauracje i obiekty edukacyjne. Wszystko to stworzone na Morzu Bałtyckim, a z lądem połączone poprzez 500-metrowe molo. Swoiste miasteczko na morzu. Autorem pomysłu jest Tomasz Bosiacki, sopocki architekt. Dziesięć lat temu, jeszcze w trakcie studiów na Politechnice Gdańskiej, wziął udział w konkursie na projekt sopockiej przystani jachtowej. Jego praca została uznana za najlepszą do tego stopnia, że władze Sopotu poważnie przygotowują się do zrealizowania inwestycji. Z architektem wyspy rozmawiała reporterka Radia Euro Magda Świerczyńska.

Czytaj także

Wtyczka do mózgu

Interfejsy mózg-komputer, czyli jak sterować komputerem za pomocą myśli.
Posłuchaj
00'15 Wyobrażenie ruchu rusza kursorem
00'30 Potencjał wywołany P300
01'08 Wtyczka do mozgu - mówi dr hab. Piotr Durka
00'44 Polskie urządzenie do sterowania komputerem
01'15 Jak dziala interface mozg komputer
01'01 Wykorzystanie różnych częstotliwości
więcej

Matrix to nie science fiction. Dokładniej, nie cały matrix to science fiction. Wtyczka w mózgu, przez którą można podłączyć się do komputera to nie wymysł braci Wachowskich, ale technologia stosowana do bezpośredniej komunikacji mózgu z komputerem.

- Jak dotąd zaledwie cztery osoby zdecydowały się na wszczepienie wtyczki do mózgu – mówił do pełnej sali młodych ludzi dr Piotr Durka. Powód jest dość oczywisty. Żyje się wtedy z dziurą w głowie, przez co mózg narażony jest na śmiertelnie niebezpieczne infekcje. Jednak dla ludzi dotkniętych chorobami uniemożliwiającymi kontakt ze światem zewnętrznym jest to szansa na jakiekolwiek porozumienie się z otoczeniem.

Do odczytywania tego co mózg myśli naukowcy używają znanej od wieku elektroencefalografii, czyli badania elektrycznej aktywności mózgu. Elektrody umieszczone na głowie potrafią mierzyć malutki prąd generowany przez korę mózgową. Wykres powstały z takiego pomiaru, to sinusoida. Niestety sam wykres nie pomoże nam w odczytaniu tego o czym myślimy. Pomocne mogą być tu jednak konkretne bodźce, na których się koncentrujemy. Jeżeli w trakcie badania encefalografem będziemy odtwarzać na przykład dźwięk, to po dokładniejszej analizie okaże się, że na wykresie widać wzrost aktywności mózgu. Po koło 300 milisekundach nastąpi pozytywny skok. Dlatego ten wzrost amplitudy nazywa się właśnie P300.

P300 pojawi się jednak tylko pod warunkiem, że zwrócimy uwagę na dźwięk. Jeśli nie zwracamy uwagi na bodziec, to falka P300 nie pojawia się.

Jak zatem stworzyć interfejs komputer-mózg? Trzeba skłonić mózg do skoncentrowania się na bodźcu i potem zmierzyć potencjał - P300.

Niby proste. Okazuje się jednak, że są jeszcze prostsze sposoby komunikowania się mózgu z komputerem. Nasz mózg reaguje na migające światło. Jeżeli koncentrujemy uwagę na żarówce która mruga z częstotliwością 21 mignięć na sekundę to nasz mózg wytarza falę o częstotliwości 21 Hz. Gdy przypiszemy każdej liczbie odpowiednią częstotliwość, możemy „powiedzieć” komputerowi na jakiej liczbie się koncentrujemy i w ten sposób „pisać” myślą owe liczby.

Polscy naukowcy mają swój udział w dość elitarnym klubie twórców interfejsów mózg komputer. Połączyli obie metody odczytywania sygnałów z mózgu i zbudowali urządzenie, które umożliwia włączanie światła myślą.

Za nim jednak filmowa wizja Matrixa stanie się rzeczywistością minie wiele lat, jeśli w ogóle kiedykolwiek uda się nam wkroczyć do matrixa. Na razie badania nad interfejsem mają znacznie bardziej praktyczne znaczenie. Dzięki nim można będzie umożliwić komunikację z otoczeniem ludziom z nuerodegeneracyjnymi chorobami.

Wiecej o badaniach naukowców z Wydziału Fizyki UW: http://bci.fuw.edu.pl/wiki/BCI_Appliance


Andrzej Szozda

Zobacz więcej na temat: komputerowy komputery Polska

Czytaj także

Dlaczego kompas nie działa w czołgu?

Materiał Polskiego Radia Euro.
Posłuchaj
01'05 Dlaczego kompas nie działa w czołgu?
więcej

Dziś pytanie z pozoru wojskowe. Ale tylko z pozoru. Bo w rzeczywistości związane z fizyką. Dlaczego kompas nie działa w czołgu? Kamil Olak rozmawia z Krzysztofem Meissnerem fizykiem z Uniwersytetu Warszawskiego.

Zobacz więcej na temat: Polska