X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Nauka

Kosmiczne ogrodnictwo przynosi efekty

22.06.2011
Pierwsza kosmiczna szklarnia sprawuje się bardzo dobrze. Takiego zdania są astronauci, którzy hodują orbitalne rośliny na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Ludzie na pokładzie Stacji to eksperci w dziedzinie aeronautyki, kosmologii czy inżynierii. Teraz, jak się okazuje, także w zakresie orgodnictwa.

- Posadziliśmy rośliny w czternastu miejscach. W dwóch zaobsrewowaliśmy, że sadzonki wykiełkowały i teraz rosną przepięknie - mówi przebywający na Stacji włoski astronauta Paolo Nespoli. 

Naukowcy przygotowali kosmiczną mini-szklarnię bardzo precyzyjnie, trzeba było wziąć pod uwagę brak grawitacji oraz zapewnić specjalne światło, glebę i wilgotność.

Naukowcy chcą, by w przyszłości dużych rozmiarów orbitalne szklarnie zapewniały astronautom cały niezbędny tlen i wodę oraz połowę potrzebnych kalorii (więcej o obecnej kosmicznej diecie astronautów >>>)

Takie uprawy - twierdzą eksperci - mogłyby podtrzymywać życie ludzi nie tylko na Stacji Kosmicznej, ale także na Księżycu. Prototyp dużej kosmicznej szklarni stoi już w Arizonie, z budowali go naukowcy ze stanowego Uniwersytetu. 

(iar)

Zobacz więcej na temat: diety NASA
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Smacznego? Nie na ISS

Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej nie ma mowy o soczystych stekach i wykwintnych sosach. Jak bardzo niedobre jest kosmiczne jedzenie? Ocenia krytyk kulinarny.

Pierwsi amerykańscy astronauci posługiwali się tubkami. To z nich wyciskali sobie mazie, które stanowiły ich pokarm. Potem NASA postawiła na suszenie pokarmów, które miały być uwadniane dopiero w przestrzeni kosmicznej. Był z tym jednak problem, ponieważ gorąca woda, która skutecznie zmienia susz w jedzenie, pojawiła się w kosmosie dopiero wraz z programem Apollo

SkyLab rozpoczął rewolucję w astronautycznym menu. Na pokałdzie stacji można było „zasiąść” przy stole (w stanie nieważkości) i posłużyć się nożem i widelcem. Ponieważ ludzie mieli teraz przebywać w kosmosie dłużej i, wraz z rozwojem lotów pramami kosmicznymi, latać tam częściej, trzeba było zainwestować w lepsze jedzenie.

180 dań do wyboru

Obecnie, jak dumnie podkreśla NASA na swojej stronie, astronauci  na pokładach wahadłowców mają do wyboru 180 rodzajów pożywienia i napojów. Mogą sami wybrać sobie to, co będą jedli na orbicie, zgodnie ze swoimi przyzwyczajeniami.

Jedzenie podzielone jest na kilka kategorii. Są tam mrożonki i rzeczy, które trzeba trzymać w chłodni – to głównie owoce i warzywa. Dania dostarczane na ISS to te, które znamy ze sklepu – ale w wersji pozbawionej wody.

Oczywiście, są to posiłki, które zaakceptowali dietetycy – mają odpowiednią ilość kalorii i wartości odżywczych. Ale nie wypowiedzieli się na ich temat, rzecz jasna, kulinarni krytycy. Jeden z nich postanowił to zrobić. Bill Daley, amerykański znawca kulinarny, postanowił zakosztować kosmicznych rozkoszy podniebienia.

Jak gotują astronauci? Umieszczaja wysuszoną na kość paczuszkę na stanowisku uwadniającym, gdzie zawartości przywracana jest wilgotność i zwiększa sie jej temperatura. Specjalne nożyczki otwierają paczkę, której zawartość ląduje na talerzu. Bill Daley nie miał w domu owego oprzyrządowania, zalał więc zawartość spacjalną strzykawką (dostarczoną przez NASA), a następnie podgrzał w rondelku. Instrukcje po angielsku i rosyjsku informowały, jakiej ilości wody trzeba użyć.

Opakowanie jedzenia jest podwójne, dzieki czemu mozna wlać wody do środka, ale zawartość nie wydostanie sie na zewnątrz. W ziemskich warunkach znacząco utrudniło to Daleyowi dobranie sie do zawartości. W końcu jednak zwyciężył i otworzył paczkę z koktajlem z krewetek, który długo był ulubionym daniem astronautów. Z ubolewniem stwierdził, że krewetki po 10 minutach kontaktu z wodą z trudem dały się przeżuć. Co więcej, danie pachniało chrzanem i zawierało zbyt dużo soli. Aromatu nie oczekiwał i się nie doczekał. Nastepnie sprawdził mleczny napój o samku mango. Również z proszku. – Aromat mango był bardzo wyraźny. To było pyszne – stwierdził.

Fajitas i kurczak nie do pogryzienia

Na ISS mozna zjeść dania z całego świata – bo z całego świata są naukowcy, którzy tam trafiają. Daley postanowił zatem spróbować czegoś egzotycznego. Na pierwszy ogień poszły wołowe fajitas, fasola i tortilla. Fasolka dość szybko stała się miękka i zdołała nawet zmiekszyc nieco tortille. – Ale żadna ilość fasoli nie była w stanie uratować fajitas, dwóch mięsnych kwadratów, identycznych w kształcie, jakby wykonala je maszyna – żalił się kulinarny spec. - Mięso miało delikatną konsystencję, ale żadnego smaku.

Po posiłu zjadł suszone brzoskwinie. – Były bardziej miękkie niż mięso, posiadały intensywny aromat i zjadliwą konstystenccję – ocenia Daley.

Posiłek
Posiłek w kosmosie, źr. NASA.

 

Coś azjatyckiego? Bardzo proszę: oto kurczak.- To entrée wydawało się obiecujące – mówi znawca. - Ale po rozcięciu mięso miało dziwny beżowy kolor. I było równie miękkie jak wołowe fajitas. Największym problemem był jednak brak smaku.

Zalał mięso sosem z orzeszków ziemnych (tylko płyny trzymaja się jedzenia w nieważkości), przełknął kilka kęsów. – Mimo dużej ilości czarnego pieprzu sos był nudny i przekombinowany – ocenił.

Ratunkiem był amerykański deser – ciastko z nadzieniem jabłkowo-truskawkowym i sporą ilością migdałów. Dla niego warto może poleciec w kosmos.

Jajka jak guziczki

Bill Daley przetestował także zestaw śniadaniowy. Wysuszone jajka po meksykańsku i kiełbaski. Jajka pozbawione wody wyglądały jak malutkie, żółte guziczki. Po nawodnieniu wciąż jednak potrzebowały ketchupu.

Na orbicie nie dostaniemy alkoholu. Daley spróbował się pocieszyć proponowaną przez NASA herbatą z cytryną. – Miała dobry, cytrynowy aromat, podobny do sproszkowanych herbat z supermarketu.

Nic dziwnego zatem, że astronauci, po powrocie do domu, zwykle bardzo chcą ugotować coś normalnego. Bill Daley zapragnął tego jeszcze szybciej. Zaledwie po kilku daniach z orbity.

(ew/Nasa/DiscoverMagazine.com)

Czytaj także

Robot astronauta z ISS wyszedł z kontenera i twittuje

Astronauci uruchomili na pokładzie Stacji Kosmicznej (ISS) pierwszego robota humanoidalnego o nazwie Robonaut-2 - poinformował o tym sam robot na swoim mikroblogu na Twiterze.

- Jak wspaniale wydostać się z kontenera. Nie mogę doczekać się, kiedy przystąpię do jakiegoś zadania - napisał robot, który spędził w zamknięciu ostatnie siedem miesięcy.

Robonaut-2 jest dzieckiem amerykańskiej agencji kosmicznej NASA i koncernu motoryzacyjnego General Motors. Na orbitę przyleciał 26 lutego na pokładzie promu Discovery. Ma pomagać załodze w pracach przy obsłudze i konserwacji urządzeń stacji.

Okazuje się jednak, że prawdopodobnie na pierwsze zadanie R2 będzie musiał jeszcze poczekać. Po sprawdzeniu stanu technicznego astronauci spakują robota z powrotem do kontenera, gdyż plan jego pracy nie jest jeszcze ustalony.

Robot waży 136 kilogramów, ma zaopatrzoną w sensory głowę, tors, ręce i palce, dzięki którym może używać tych samych narzędzi, co kosmonauci. Jego skonstruowanie kosztowało 2,5 mln dolarów.

Wpisy R2 na Twitterze cieszą się bardzo dużą popularnością, śledzi je już ponad 33 tys. użytkowników, którzy zasypują robota pytaniami. Internauci byli ciekawi m.in., jaka jest płeć robota (odpowiedział, że nie ma żadnej), jakimi językami włada (jedynie kodem komputerowym i językiem angielskim), czy gra w szachy (tak, ale tylko wtedy, gdy pomaga mu człowiek), a także czy ma psa (odpowiedź na to pytanie okazała się zbyt skomplikowana).

aj

Czytaj także

Głowonóg na ISS

Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej pojawi się kałamarnica. Przyleci na pokładzie promu Endeavour. Niestety, nie przeżyje tej podróży.

Wysyłając w kosmos kałamarnicę, amerykańscy naukowcy chcą się dowiedzieć, jak zachowają się "dobre" bakterie w jej organizmie w warunkach obniżonej grawitacji - informuje "New Scientist".  Prowadzący eksperyment Jamie Foster z University of Florida w Gainesville chce sprawdzić, czy przy braku grawitacji pożyteczne dla organizmu bakterie staną się dla niego szkodliwe.

Naukowcy wiedzą już, że na pokładach statków kosmicznych chorobotwórcze drobnoustroje rosną szybciej i stają bardziej zjadliwe. W roku 2006 okazało się, że bakterie Salmonella po powrocie z misji promu kosmicznego powodowały śmierć zarażonych myszy niemal trzykrotnie częściej niż normalne szczepy tej samej bakterii. Także bakterie Escherichia coli zmieniły swoje właściwości na bardziej agresywne.

Obecne badania mają po raz pierwszy skupić się na bakteriach normalnie nieszkodliwych. Dlatego właśnie pasażerem promu kosmicznego została kałamarnica Euprymna scolopes, przedstawiciel głowonogów, najinteligentniejszych bezkręgowców. Żyjąca w Pacyfiku Euprymna scolopes ma w swoim organizmie mnóstwo "zaprzyjaźnionych" bakterii z gatunku Vibrio fischeri. Kolonizują one młodą kałamarnicę wkrótce po wykluciu się z jaja i osiedlają w jej narządach świetlnych.

Na pokładzie promu, który wystartował w poniedziałek, w kosmos poleciała nowo wykluta, pozbawiona jeszcze bakterii kałamarnica. 14 godzin po starcie astronauci mieli dodać do jej akwarium bakterii Vibrio fischeri. Kałamarniczka nie przeżyje eksperymentu - po kolejnych 28 godzinach zostanie zabita i utrwalona, a po wylądowaniu na Ziemi - poddana badaniom.

Jeśli okaże się, że proces zasiedlania przez bakterie został zakłócony, może to sugerować, iż problemy z bakteriami (na przykład jelitowymi) pojawiają się także u ludzi - astronautów, w przypadku których badanie różnorodnych gatunków "dobrych" bakterii byłoby znacznie bardziej skomplikowane.

(ew/pap)