90 Polskiego Radia
Section04

Byłam przy narodzinach Polskiego Radia

Polskie Radio
Kamila Kolanowska 30.03.2015
Zofia Grudzińska
Zofia Grudzińska, foto: Polskie Radio

Nazywam się Zofia Grudzińska, mam 97 lat. Pamiętam długą salę konferencyjną, stół pokryty zielonym suknem i wielki głośnik przed brązową skrzynką. Sala była wypełniona. Wszyscy stali i wpatrywali się w ten właśnie głośnik, skąd po chwili posłyszeliśmy słowa: „Tu Polskie Radio". Był to głos Tadeusza Bocheńskiego.

Nazywam się Zofia Grudzińska, mam 97 lat. Przed wojną mieszkałam na Kresach Wschodnich, w Słonimie. Ojciec mój był urzędnikiem, głównym księgowym w Nadleśnictwie Państwowym. Mieszkaliśmy przy ulicy Magistrackiej, naprzeciwko magistratu.

Pewnego dnia (był to chyba sierpień 1925) tatuś wrócił z biura i powiedział, że otrzymał imienne zaproszenie na uroczystość prezentacji Polskiego Radia w jutrzejszym dniu. Mamusia od razu powiedziała, że nie pójdzie, bo jest zbyt zapracowana i nieprzygotowana. Tatuś, wychodząc z domu, zobaczył mnie przy drzwiach, gotową do wyjścia: - Co tu robisz? – Ja? Idę z tatusiem.

Poszliśmy więc oboje. Pamiętam długą salę konferencyjną, stół pokryty zielonym suknem i wielki głośnik przed brązową skrzynką. Sala była wypełniona. Wszyscy stali i wpatrywali się w ten właśnie głośnik, skąd po chwili posłyszeliśmy słowa: „Tu Polskie Radio". Był to głos Tadeusza Bocheńskiego, jak się później dowiedziałam.

Ludzie byli bardzo wzruszeni.

Potem jakiś pan z prezydium ogłosił, że jest możliwość zakupienia 3-lampowego aparatu radiowego Marconi, na raty. Tatuś, z wypiekami na twarzy, natychmiast ustawił się w kolejce chętnych i po podpisaniu jakichś papierów wyszedł z radioodbiornikiem. Jednocześnie kupił dwie pary dodatkowych słuchawek (jedna para była w wyposażeniu radia) dla lokatorów. Radio jeszcze nie miało głośników.

Tatuś codziennie, zaraz po obiedzie, zasiadał ze słuchawkami przy radiu. Jeszcze sporo lat musiało upłynąć do słuchania radia na okrągło, ale to były początki, które na zawsze pozostały w pamięci ośmioletniej dziewczynki.

Tak zaczęło się moje uzależnienie od radia.

Pamiętam jak Wojciech Trojanowski, słynny wówczas dziennikarz sportowy, relacjonował zawody lotnicze i krzyczał: „Widzę już złoty ząb Bajona"(słynny lotnik).

Wyszłam za mąż w kwietniu 1939 za oficera Wojska Polskiego. Pod koniec sierpnia likwidowałam kawalerskie mieszkanie męża, był już zmobilizowany. Weszłam, w posiadanie radia Superheterodyna. Niestety, w czasie wojny za posiadanie radia groziła kara śmierci. A my nieszczęśliwie mieliśmy sąsiada policjanta, który mógł nas wydać. Płakałam, jak musiałam odwieźć odbiornik do Urzędu Miasta.

Moje babcia i ciocia, mieszkające na Polesiu, w Sielcu nad Jasiołdą, miały radio kryształkowe. Podczas pobytu (jako żona oficera, często musiałam zmieniać miejsce pobytu) nocami usiłowałam słuchać Londynu (bum, bum, bum).

Po wojnie, gdy mąż wrócił z oflagu, pierwszym poważnym zakupem, w komisie, było radio Koerting, które nam wiele lat służyło.
Dziś jestem niezmiennie wierną słuchaczką Programu 1. Posiadam cyfrowe radio marki Grundig, budzę się i zasypiam słuchając radia. Czy to nie jest przypadkiem uzależnienie?

A teraz - najserdeczniejsze życzenia, Szanowny Jubilacie!

  • Zobacz więcej na temat:
Section19
Section20