10.03.2010
Kobiety potrafią ranić i to wyjątkowoKomentarze (11)
Usiadłem z wrażenia. Zapowietrzyło mnie, zatkało, zdumiało gdy wieczorem dotarła do mnie wiadomość o podejrzeniu stosowania dopingu przez polską biegaczkę narciarską  Kornelię Marek. Po biegu sztafetowym 4x5 km na ZIO w Vancouver u polskiej zawodniczki stwierdzono niedozwolony środek. Pamiętam doskonale ten dzień. Kornelia Marek biegła na I zmianie polskiej sztafety. Polki zajęły 6 miejsce. Zawodniczka długo siedziała w blaszanym kontenerze, w którym poddana został badaniu. Tego samego dnia długo rozmawialiśmy. Kola - bo tak ją wszyscy w narciarskim środowisku nazywamy - była nieco rozżalona, że na zjazdach sporo traciła. Jej zdaniem, gdyby nieco lepiej miała posmarowane narty sztafeta polska mogła nawet walczyć o medal. Była zmęczona, miała obitą kość ogonową, bo na jednym z zakrętów upadła. Utykała. "Ale co tam ból, co tam kość ogonowa - ja muszę wystartować w sobotnim maratonie". Pamiętam doskonale jej słowa. I pobiegła znakomicie. Była 11. Pamiętam jej radosne oczy. Pamiętam wieczorne spotkanie w Whistler. Rozmawialiśmy o jej występie, o sukcesie Justyny. Kola jest pod ogromnym wrażeniem tego, czego od kilku lat dokonuje Justyna. Nie ukrywa, że marzy choćby o mikronie sukcesów koleżanki. Kornelia Marek urocza kobieta. Wesoła sportsmenka. Zawsze uśmiechnięta, dowcipna. Pełna poświęcenia dla tego co robi. Dla ciężkiej pracy. Nie chce mi się wierzyć, by świadomie popełniła aż taki błąd. Taki grzech. Dla sportowca to niemal grzech śmiertelny. O rozgrzeszenie po takim przewinieniu niezwykle trudno. Jestem prawnikiem z wykształcenia. Nie powinienem do momentu zbadania drugiej próbki oskarżać. Popełniam i ja przewinienie, bo ta wiadomość powinna być do piątku tajemnicą. Kola ryczy od kilkunastu godzin w Norwegii. Miała tam startować w zawodach Pucharu Świata. Została wycofana, choć nie jest jeszcze zdyskwalifikowana. Łudzę się, że to jakaś pomyłka. Być może jestem naiwny. Ale w takich chwilach przypominają mi się słowa znanego polskiego sportowca - nie wolno wierzyć zawodnikom. A może jednak warto? Nie wierzę by Kola tak nas oszukała. Tak łatwo nas oszukała...
Więcej »Komentarze (11)
03.03.2010
Kanada złotem pachnącaKomentarze (59)
Trzy kolory - Justyna! Ładnie to brzmi. Ładnie to wygląda. Ładnie to wyglądało. I proszę mi wierzyć to co się tutaj działo jest nadal trudne do ogarnięcia. Złoty medal dla Polski po 38 latach. Długie zimowe wieczory oczekiwania.

Ogromny stres zawodniczki. Napięcie. Kaktusowate napięcie. I kapitalny bieg. Maraton narciarski ze zmiennymi sytuacjami. Akcjami godnymi mistrzyń. Finisz marzeń. Ten bieg na 30 km wrył się nam już na stałe. Tego obrazka nikt nam Back Spacem nie wykasuje. Justyna Kowalczyk i jej trener Aleksander Wierietielny dostarczyli nam przeżyć niezwykłych. Oni zdobyli sportowy Mt.Everest, a my byliśmy dla nich tragarzami, "Szerpami" w tej wyprawie. To było szaleństwo. Na trasie i na mecie. Ale i wokół. Przed biegiem, już na stadionie, przy tabliczce określającej 400 m do mety polscy kibice zakopali w śniegu grosik. Na szczęście. By kibicować Justynie Polacy z Vancouver wstali skoro świt. Nie przeszkadzał deszcz, zimno. Gorąco było nam tego dnia. Emocjonalnie wielu z nas pękło. Ale są takie chwile w życiu, że nawet dorosłe chłopy płaczą. A wieczorem Mazurek Dąbrowskiego. Ja ciągle słyszę nasz hymn.



Szaleństwo ogarnęło Kanadę i w niedzielę. Finałowego meczu turnieju hokejowego chyba nikt nie oglądał w domu. Whistler oszalało. Dla Kanadyjczyków zimowe igrzyska to był właściwie tylko ten mecz. Kanada - USA. Mam wrażenie, że dla nich igrzyska trwały niespełna 3 godziny. a co działo się po meczu. Tańce, hulanki, swawola. Ale bez agresji. Nie gorszył nawet widok biegających na golasa uradowanych kibiców. Popatrzcie uważnie na stok narciarski, widzicie sylwetkę takiego szalonego kibica. Nie był samotny..

Szybko minęły olimpijskie dni. Pora wracać. Pokój 336 w Listel Hotel gotowy do opuszczenia. Jeszcze ostatni spacer. Głównym deptakiem Whistler. I krótka chwila zadumy przy symbolicznym grobie gruzińskiego saneczkarza. Pozostanie na stałe w kanadyjskim ośrodku. I pewnie stale będą tam kwiaty...świeczki...



P.S.
Igrzyska były trudnym okresem dla polskiego dziennikarza Tomasza Kalemby. Tuż przed rozpoczęciem pracy olimpijskiego korespondenta dotarła do niego wiadomość o śmierci ojca. Wspieraliśmy Tomka każdego dnia, jak umieliśmy. Tomku wyrazy współczucia raz jeszcze. Trudne chwile dopiero nadejdą...
Więcej »Komentarze (59)

Polskie Radio SA: reklama| archiwum| studia muzyczne| Chór PR w Krakowie|

Polska Orkiestra Radiowa| Orkiestra Kameralna PR AMADEUS| Redakcja Katolicka| Radiowe Centrum Kultury Ludowej| Radiowa Agencja Fonograficzna| Studio Reportażu i Dokumentu|

zamówienia publiczne|

RSS Podcast Kontakt Forum

Copyright © Nowe Media, Polskie Radio S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone