Historia

Przekleństwo templariuszy

18.03.2015 06:44
18 marca 1314 w Paryżu spłonęli na stosie przełożeni zakonu templariuszy, w tym jego ostatni wielki mistrz Jakub de Molay. Przekleństwo rzucone przez objętego płomieniami rycerza spełniło się bardzo szybko.
Król Jerozolimy Guy de Lusignan składa broń przed Saladynem po przegranej bitwie pod Hittin w 1187, Wikimedia Commons
Król Jerozolimy Guy de Lusignan składa broń przed Saladynem po przegranej bitwie pod Hittin w 1187, Wikimedia CommonsFoto: Said Tahsine (1904-1985 Syria)
Posłuchaj
29'52 Proces zakonu templariuszy - audycja Agnieszki Steckiej z udziałem historyka prof. Tadeusza Rosłanowskiego (12.01.2001).
więcej
Przekleństwo templariuszy
18 marca 1314 w Paryżu spłonęli na stosie przełożeni zakonu templariuszy, w tym jego ostatni wielki mistrz Jakub de Molay. Przekleństwo rzucone przez objętego płomieniami rycerza spełniło się bardzo szybko.
Kasata zakonu po 200 latach wspaniałej historii wiąże się z legendą o nieziemskich bogactwach zgromadzonych przez Templariuszy. Legenda, która w dużej mierze była prawdą. Główni sprawcy tego dramatu, czyli ówczesny król Francji, Filip IV Piękny i papież Klemens V bez wątpienia zarobili ogromne sumy na likwidacji zakonu.
Wydarzenie bez precedensu
Historia ta ma swój początek 13 października 1307, kiedy to o świcie rozpoczęto we Francji aresztowania Templariuszy. Działano szybko i skutecznie.
- Był to akt zaskakujący całą ówczesną opinię i duchowną i świecką. Objął niesłychane jak na owe czasy liczbę ludzi, kilka tysięcy templariuszy o tej samej godzinie wyciągnięto z posłań i wtrącono do więzień -
Zakon oskarżono o herezję, czary, innowierstwo, świętokradztwo, rozpustę, sodomię, a nawet kult bożka Bafometa. Sam rulon pergaminu, na którym spisane zostały protokoły przesłuchań mierzył 22 metry długości.
Zarzuty próbowano postawić od razu, ale nie do końca legalnie. Jako zakon Templariusze podlegali bezpośrednio papieżowi i procedurom prawa kanonicznego. Tymczasem francuski kanclerz Wilhelm de Nogaret pozwolił sobie na akt niesłychany – wszystkich wybitnych rycerzy próbował postawić przed komisjami świecko-duchownymi, łącząc w ten sposób poza prawem władzę świecką z inkwizycją duchową.
- To dość szybko wywołało opór. Chociaż przyznać trzeba, że na początku wszyscy templariusze przyznali się do stawianych zarzutów –
Wkrótce potem zareagował papież Klemens V. W tym momencie zaczyna się najdziwniejszy moment tej historii. W roku 1308 zaczęto tworzyć kościelne komisje, które przeprowadzały proces. Po czterech latach wydano wyrok.
Kasata
W bulli Vox in excelso 22 marca 1312 papież ogłosił wobec ojców Kościoła zebranych na soborze w Vienne pod Lyonem, że zakon ulega kasacie. Wedle głowy chrześcijaństwa Templariusze stali się przyczyną poważnego zgorszenia, którego nie dałoby się zażegnać, póki by istniał.
Po przyznaniu się do winy wielki mistrz Jakub de Molay i jego najbliżsi zginęli na stosie 18 marca 1314 roku.
- Przypuszcza się, że templariusze sądzili, że przyznanie się do winy przed inkwizycją może im uratować życie - …
Jednak templariusze mieli bardzo wielu wrogów. Od bardzo dawna byli na pieńku z papiestwem, nie mówiąc już o władzy świeckiej.
Tajemnica poliszynela
W rzeczywistości w latach 1311-1312 w Vienne został ubity targ między papieżem, a królem Francji – potężnie zadłużonym u templariuszy.
- Była to transakcja wiązana. Z jednej strony Klemens V rozwiązał zakon templariuszy, ale równocześnie przekazał jego dobra konkurentom templariuszy – Szpitalnikom. W zamian za to zgodził się by król Francji otrzymał miasto Lyon, należące w tym czasie do papiestwa - ……… - zakończono wielki spór między koroną francuską, a papiestwem.
Przekleństwo templariuszy
Legenda głosi, że tuż przed śmiercią Jakub de Molay miał wykrzyczeć: ”Papieżu Klemensie, królu Filipie, rycerzu Wilhelmie! Nim rok minie spotkamy się na sądzie bożym!”.
Przekleństwo spełniło się znacznie szybciej. Papież zmarł miesiąc później z powodu dyzenterii. Kilka miesięcy później w niewyjaśnionych okolicznościach odszedł król Filip Piękny i kanclerz Wilhelm de Nogaret.
Legendarny skarb
Jednym z ulubionych tematów zwolenników teorii spiskowych są rzekomo gdzieś ukryte wielkie skarby templariuszy. Najprawdopodobniejsze jest jednak to, że żadnego skarbu nigdy nie było. Przynajmniej nie wyobrażanej góry złota i kosztowności.
Bogactwo zakonu leżało w posiadanej ziemi i udzielonych królowi pożyczkach. Brzęczące resztki zostały dyskretnie rozgrabione podczas lat procesu, trafiając do króla Filipa i Klemensa V. To co zostało przepisano na zakon joannitów.
Szczytem ironii i absurdu jest proces, w którym niewinni i niezwykle zasłużeni dla chrześcijaństwa templariusze, byli torturowani i zabijani na rozkaz arcypobożnego króla i głowy Kościoła.
mjm

Kasata zakonu, po 200 latach wspaniałej historii, wiąże się z legendą o nieziemskich bogactwach zgromadzonych przez templariuszy. Legenda, która w dużej mierze była prawdą. Główni sprawcy tego dramatu, czyli ówczesny król Francji, Filip IV Piękny i papież Klemens V bez wątpienia zarobili ogromne sumy na likwidacji zakonu.

Filip

Na zdjęciu: Filip IV Piękny fot. Wikimedia Commons.

Wydarzenie bez precedensu

Historia ta ma swój początek 13 października 1307, kiedy to o świcie rozpoczęto we Francji aresztowania templariuszy. Działano szybko i skutecznie.

- Był to akt zaskakujący całą ówczesną opinię i duchowną i świecką. Objął niesłychane jak na owe czasy liczbę ludzi. Kilka tysięcy templariuszy o tej samej godzinie wyciągnięto z posłań i wtrącono do więzień - mówił w audycji Agnieszki Steckiej historyk prof. Tadeusz Rosłanowski.

Zakon oskarżono o herezję, czary, innowierstwo, świętokradztwo, rozpustę, sodomię, a nawet kult bożka Bafometa. Sam rulon pergaminu, na którym spisane zostały protokoły przesłuchań mierzył 22 metry długości.

Zarzuty próbowano postawić od razu, ale nie do końca legalnie. Jako zakon templariusze podlegali bezpośrednio papieżowi i procedurom prawa kanonicznego. Tymczasem francuski kanclerz Wilhelm de Nogaret pozwolił sobie na akt niesłychany – wszystkich wybitnych rycerzy próbował postawić przed komisjami świecko-duchownymi, łącząc w ten sposób poza prawem władzę świecką z inkwizycją duchową.

- To dość szybko wywołało opór. Chociaż przyznać trzeba, że na początku wszyscy templariusze przyznali się do stawianych zarzutów – skomentował historyk.

Wkrótce potem zareagował papież Klemens V, rozpoczynając najdziwniejszy moment tej historii. W roku 1308 zaczęto tworzyć kościelne komisje, które przeprowadzały proces. Po czterech latach wydano wyrok.

Egzekucja

Na zdjęciu: Egzekucja mistrza zakonu Jakuba de Molay przez spalenie na stosie fot. Wikimedia Commons.

Kasata

W bulli Vox in excelso 22 marca 1312 papież ogłosił wobec ojców Kościoła zebranych na soborze w Vienne pod Lyonem, że zakon ulega kasacie. Wedle głowy chrześcijaństwa templariusze stali się przyczyną poważnego zgorszenia, którego nie dałoby się zażegnać, póki by zakon istniał.

Po przyznaniu się do winy wielki mistrz Jakub de Molay i jego najbliżsi zginęli na stosie 18 marca 1314.

- Templariusze sądzili, że przyznanie się do winy przed inkwizycją uratuje im życie - powiedział prof. Rosłanowski.

Jednak zakon miał bardzo wielu wrogów. Od bardzo dawna był na pieńku z papiestwem, nie mówiąc już o władzy świeckiej.

Tajemnica poliszynela

W rzeczywistości w latach 1311-1312 w Vienne został ubity targ między papieżem, a królem Francji – potężnie zadłużonym u templariuszy.

- Była to transakcja wiązana. Z jednej strony Klemens V rozwiązał zakon templariuszy, ale równocześnie przekazał jego dobra konkurentom templariuszy – joannitom. W zamian za to zgodził się by król Francji otrzymał miasto Lyon, należące w tym czasie do papiestwa - tłumaczył na antenie Polskiego Radia prof. Rosłanowski - tym samym zakończono wielki spór między koroną francuską, a papiestwem.

Przekleństwo templariuszy

Legenda głosi, że tuż przed śmiercią Jakub de Molay miał wykrzyczeć: "Papieżu Klemensie, królu Filipie, rycerzu Wilhelmie! Nim rok minie spotkamy się na sądzie bożym!".

Przekleństwo spełniło się znacznie szybciej. Papież zmarł miesiąc później z powodu dyzenterii. Kilka miesięcy później w niewyjaśnionych okolicznościach odeszli król Filip Piękny i kanclerz Wilhelm de Nogaret.

Klemens

Na zdjęciu: Klemens V fot. Wikimedia Commons.

Legendarny skarb

Jednym z ulubionych tematów zwolenników teorii spiskowych są rzekomo głęboko ukryte wielkie skarby templariuszy.

Najprawdopodobniej jednak żadnego skarbu nigdy nie było. Przynajmniej nie wyobrażanej góry złota i kosztowności.

Bogactwo zakonu leżało w posiadanej ziemi i udzielonych królowi pożyczkach. Brzęczące resztki zostały dyskretnie rozgrabione podczas procesu. To co zostało, przepisano na zakon joannitów.

Szczytem ironii i absurdu był proces, w którym niewinni i niezwykle zasłużeni dla chrześcijaństwa templariusze, byli torturowani i zabijani na rozkaz arcypobożnego króla i głowy Kościoła.

mjm

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
Komitet Obrony Robotników

Czytaj także

Kalendarz gregoriański, czyli jak papież Grzegorz XIII ukradł 10 dni

08.10.2015 06:44
– Trudno jest zrobić dobry kalendarz – przyznaje dr Andrzej Sołtan z Centrum Astronomicznego PAN. Z takim wyzwaniem musieli zmierzyć się astronom, jezuita Christopher Clavius oraz astronom i lekarz Luigi Lilio.
Papież Grzegorz XIII - reprod. fot. portretu Lavinii Fontany (wiek XVI). Wikipedia Commonsdp
Papież Grzegorz XIII - reprod. fot. portretu Lavinii Fontany (wiek XVI). Wikipedia Commons/dp
Posłuchaj
06'34 Czas jest pojęciem względnym, zwłaszcza jeśli mierzy się go różnie w zależności od kultury, czy religii. Rozmowa Romana Czejarka z astronomem dr Andrzejem Sołtanem z Polskiej Akademii Nauk o sposobach mierzenia czasu, w tym o kalendarzu gregoriańskim. Fragm. audycji z cyklu "Popołudnie z Jedynką". (PR, 11.02.2013).
więcej

4 października 1582 papież Grzegorz XIII wprowadził kalendarz gregoriański. Zmiany wprowadzono na podstawie bulli papieskiej "Inter gravissimas". Dokument nakazywał pominąć 10 dni z dotychczasowego kalendarza, dlatego też po środzie, 4 października 1582 nastąpił od razu czwartek, 15 października.

– Nasz kalendarz, tzw. gregoriański, jest tak ustalony, żeby pory roku wypadały zawsze dokładnie w tych samych częściach roku kalendarzowego – tłumaczył zasadność wprowadzenia kalendarza gregoriańskiego dr Andrzej Sołtan z Polskiej Akademii Nauk.

Poprzedni kalendarz, juliański, obowiązywał od 46 r. p.n.e w imperium rzymskim, a później w krajach chrześcijańskich. Rok trwał według niego 365,25 dnia, a co 4 lata był dłuższy o dzień. Nie nakładał się jednak na rok słoneczny, co spowodowało, że po 131 latach równonoc przesunęła się o dzień. Tak liczony czas stwarzał problemy: z porami roku, czy ruchomością świąt kościelnych.

– Chciałoby się, aby jednostki czasu miały zawsze taką samą ilość dni oraz żeby rok miał zawsze taką samą ilość dni, ale rok jest czasem obiegu Ziemi wokół Słońca, a dzień obrotu Ziemi wokół Słońca – te dwa okresy nie są współmierne – tak wyjaśniał w "Popołudniu z Jedynką" podstawowy problem z kalendarzami dr Andrzej Sołtan.

Przyjęcie
Na zdjęciu: Przyjęcie kalendarza przez Grzegorza XIII - fot. rzeźby z Bazyliki św. Piotra, Wikipedia/Creative Commons

Kalendarz juliański przewidywał dni przestępne, jednak i tę regułę unowocześniono. Za lata przestępne uznano tylko te podzielne przez 4, z wyjątkiem podzielnych przez 100. Jak podkreślał dr Andrzej Sołtan kalendarz gregoriański niemal odpowiada temu astronomicznemu, dzięki temu nie został zaburzony cykl pór roku w stosunku do dat kalendarzowych. Wprowadzenie kalendarza gregoriańskiego i nowej regulacji lat przestępnych i tak całkowicie nie rozwiązały problemu. Opóźnienie kalendarza względem czasu astronomicznego wynosi 1 dzień na 3000 lat.

Sposoby odmierzania czasu wciąż się różnią, w zależności od kultury. Kalendarz juliański jest nadal używany w krajach prawosławnych jako kalendarz liturgiczny.

– Kalendarz muzułmański to jest tzw. kalendarz księżycowy i tam rok trwa 12 miesięcy księżycowych – wyjaśniał dr Sołtan. – Miesiąc księżycowy trwa od 29,5 dnia (od pełni do pełni, albo od nowiu do nowiu). Gdy przemnoży się 29,5 przez 12 to wyjdzie nie 365 dni, a 354.

Zreformowany kalendarz gregoriański w Polsce wprowadził Stefan Batory natychmiast po wydaniu papieskiej bulli. W 1582 roku kalendarz ten przyjęły także: Hiszpania, Portugalia oraz niemal całe Włochy. Stopniowo jednak wszystkie kraje europejskie zreformowały swoje kalendarze i odmierzają upływający czas według kalendarza gregoriańskiego.

mb

Zobacz więcej na temat: historia kalendarz papież

Czytaj także

Templariusze – zakon pełen tajemnic i legend

13.01.2016 06:00
Zakon został uformowany przez kilku rycerzy, którzy pozostali w Jerozolimie po zdobyciu miasta. Mieli chronić pielgrzymów i strzec dróg prowadzących do Jerozolimy. Przyjęli nazwę Ubogich Rycerzy Chrystusa.
Templariusze, aut. Mnchener Bilderbogen (1870), WIkipediadp
Templariusze, aut. Münchener Bilderbogen (1870), WIkipedia/dp
Posłuchaj
08'34 O historii powstania zakonu Templariuszy mówi prof. Jerzy Prokopiuk, aud. Krzysztofa Adamskiego z cyklu "Bliskie spotkania", cz.1 (PR, 5.08.1984)
08'20 O latach świetności zakonu Templariuszy mówi prof. Jerzy Prokopiuk, aud. Krzysztofa Adamskiego z cyklu "Bliskie spotkania", cz.2 (PR, 5.08.1984)
08'07 O powolnym upadku zakonu Templariuszy mówi prof. Jerzy Prokopiuk, aud. Krzysztofa Adamskiego z cyklu "Bliskie spotkania", cz.3 (PR, 5.08.1984)
54'16 "Drżeli przed nimi najpotężniejsi monarchowie średniowiecznej Europy" - o Templariuszach mówią: historyk dr Maria Starnawska, historyk sztuki Sławomir Majoch oraz archeolog dr Przemysław Kołosowski, aud. Hanny Gizy "Klub ludzi ciekawych wszystkiego” (PR, 16.10.2004)
więcej

13 stycznia 1129 rozpoczął się w Troyes, we Francji, synod, podczas którego została ustanowiona reguła zakonna Templariuszy. Powstanie samego zakonu wiąże się z wieloma niespójnymi datami. Templariusze założyli swe bractwo w 1118 roku, choć część historyków podaje lata 1119 lub 1120. Wiadomo jednak, że na czele francuskich rycerzy stali Hugon de Payens i Gotfryd de Saint – Omer. W ciągu 200 lat stworzyli oni najpotężniejszą organizację chrześcijańskiego świata. Przed Templariuszami drżeli najważniejsi monarchowie średniowiecznej Europy.

Droga do potęgi

Król Jerozolimy Baldwin II podarował Templariuszom w 1120 roku część swojego pałacu oraz kościół na wzgórzu świątynnym. Zakon na początku swej działalności dysponował ograniczonymi środkami. Rycerze sładali śluby ubóstwa. Szybko jednak majątek Templariuszy zaczął się powiększać, do tego stopnia, że stali się oni najbogatszym z zakonów krzyżowych.

– Zakon ten miał się stać papieskim oddziałem elitarnym – mówił prof. Jerzy Prokopiuk w audycji Krzysztofa Adamskiego. – Powodowani tym pragnieniem papieże obsypywali zakon licznymi przywilejami mającymi uniezależnić go od władzy świeckiej i uczynić potężnym instrumentem ich polityki.

Templariusze nie musieli płacić podatków, posiadali własnych kapelanów, u których się spowiadali. Władze Kościoła utraciły wszelką kontrolę nad zakonnikami. Ich ośrodki rozsiane były po całej Europie, nawet w Polsce. Majątek Templariuszy, liczony był w milionach kilogramów srebra.

Elita wśród zakonów

– Kandydaci na Rycerzy Chrystusa musieli przejść długi i ciężki okres prób – mówił prof. Jerzy Prokopiuk. Miały one sprawdzić ich zdolność wyrzeczenia się siebie w służbie rycerskich i religijnych ideałów zakonnych.

Templariusze codziennie na dwie godziny przed wschodem słońca zbierali się w kaplicy, by modlić się psalmami. Potem każdy rycerz sprawdzał stan swojej zbroi i uprzęży. Po mszy jedli skromne śniadanie, po czym zabawiali się rozmowami. W nocy spali w celach bez drzwi, łączył ich wspólny korytarz. W zakonie pełnić mogli jedną z czterech funkcji: braci rycerzy, braci giermków, kapelanów oraz służby i rzemieślników.

– Templariusze w oparciu o regułę św. Augustyna składali się przede wszystkim z ludzi, którzy nie mieli święceń kapłańskich i ich celem nie było duszpasterstwo, tylko działanie na rzecz wspólnoty wiernych dla jakiegoś pożytecznego celu – mówiła historyk dr Maria Starnawska w aud. Hanny Gizy.

Kres działalności

Charakterystycznym dla Templariuszy symbolem był czerwony krzyż. Emblemat zakonnicy nosili na białym płaszczu, na lewym ramieniu, trochę powyżej serca. Jedna z legend mówi, że szkocka masoneria niejako wywodzi się z tradycji zakonu Templariuszy. A część lóż masońskich rzeczywiście posługuje się nawet flagami Rycerzy Chrystusa.

Upadek potęgi Templariuszy rozpoczyna się w momencie kiedy zarzuca się im muzułmańskie praktyki religijne, upadek obyczajów w zakonie, a wręcz zapieranie się Chrystusa.

W 1307 roku król Francji Filip IV Piękny dokonuje masowych aresztowań Templariuszy. Mający długi u zakonników Filip IV buntuje przeciw Templariuszom innych władców europejskich i samego papieża Klemensa V. Ten ulega naciskom władcy i w 1312 roku zawiesza działalność zakonu. Część rycerzy udała się do Portugalii i tam utworzyła nowy zakon, ale czasy świetności były za nimi.

O legendach związanych z zakonem Templariuszy posłuchaj w aud. Hanny Marii Gizy.

mb

Czytaj także

Ludwik XVI – człowiek, którego jedyną winą było to, że został królem

10.05.2016 06:05
10 maja 1774 Ludwik XVI został królem Francji. Władca, który nie sprostał wymaganiom czasów, w których przyszło mu żyć. Rewolucja 1789 roku zmiotła go z tronu i zaprowadziła na gilotynę.
Egzekucja Ludwika XVI fot. Wikimedia Commons.
Egzekucja Ludwika XVI fot. Wikimedia Commons.
Posłuchaj
29'48 Audycja historyczna na temat hipotetycznych losów Francji i Europy w przypadku wcześniejszego zakończenia rewolucji francuskiej 1789 roku - dyskusja historyków Janusza Osicy i Janusza Tazbira moderowana przez redaktora Andrzeja Sowę (26.05.96).
więcej

- Umieram niewinnie. Przebaczam mym wrogom. Pragnę, by moja krew przyniosła pożytek Francuzom i uśmierzyła gniew Boga – miał powiedzieć Ludwik XVI tuż przed wykonaniem wyroku.

Co by było gdyby...

Gdy we wrześniu 1791 roku była ogłaszana we Francji konstytucja, wierzono, że rewolucja została skonsolidowana i zakończona. Jednak szybko okazało się, że przyjęcie nowej konstytucji i porozumienia osiagnięte z królem, nie dają gwarancji na całkowitą transformację ustrojową.

- Na początku to była rewolta szlachecka przeciwko rządom królewskim. Dopiero później ta rewolucja nabrała cech bardziej plebejskich. Gdyby skończyła się na konstytucji, którą podpisał Ludwik XVI, to na pewno losy Francji potoczyłyby się inaczej – mówił prof. Janusz Tazbir w audycji Andrzeja Sowy z cyklu "Historia na opak", nadanej w 1996 roku .

Jedyna wina Ludwika XVI

Hrabia d’Allonville twierdził, że jedyną winą Ludwika XVI było to, że został królem. Wyniósł go wadliwy, anachroniczny system rządzenia, którego nie potrafił zreformować. Zmiażdżył żywioł wydarzeń, których znaczenia nie pojął i do których nie umiał znaleźć politycznego klucza. A przecież miał szansę wpłynąć na ich bieg.

Prof. Jan Baszkiewicz w biografii Ludwika XVI pisał: "Wolno współczuć losowi tego przeciętnego człowieka, dobrego ojca rodziny, władcy pozbawionego demonicznych wad i wybitnych zalet. Prawa sukcesji dynastycznej odebrały mu szansę powodzenia na miarę jego możliwości. Mógł być przecież bardzo dobrym kartografem, zegarmistrzem albo ślusarzem".

- Ten poczciwy i głupawy król po prostu trafił na fatalne czasy. W spokojnych, cichych czasach on by przeżył aż do końca swoich dni bez wielkiego wzburzenia – stwierdził prof. Tazbir.

Katastrofa nie była nieuchronna

Katastrofa Ludwika XVI nie była nieuchronna. Spowodowała ją uparta, ale nieudolna obrona wartości, których w czasie wielkiej społecznej transformacji nie można było ocalić.

- Baszkiewicz w zakończeniu swojej książki stawia bardzo ciekawą tezę - powiedział drugi gość audycji, historyk dr Janusz Osica - że Ludwik XVI podjął się rzeczy niewykonalnej, bo równocześnie walczył o zachowanie przywilejów szlacheckich, jak i o zachowanie monarchii. Powinien był wybrać jedno. Obu nie dało się jednocześnie uratować.

Ludwik XVI miał co najmniej cztery szanse, których wykorzystanie byłoby w stanie zmienić bieg społecznych przemian - nieuchronnych, ale mogących się dopełnić na różne sposoby.

Niewykorzystane szanse

Dwie pierwsze to projekty reform jego ministrów skarbu – Anne-Roberta Turgota i Jacques'a Neckera. Turgot symbolizuje łagodną likwidację absolutyzmu i przywilejów stanowych. Necker to symbol oświeconego absolutyzmu, stopniowo likwidującego stare przywileje, szukającego nowych stanów społecznej równowagi.

Jeszcze w 1789 roku istniała szansa na uratowanie tronu i życia Ludwika XVI. Należało jednak natychmiast i nieodwołalnie zrezygnować z obrony przywilejów i absolutyzmu.

- W Europie końca XVIII wieku widzę tylko jeden kraj, który umiał przeprowadzać reformy na pięć minut przed dwunastą – mówił prof. Janusz Tazbir. - Mianowicie Anglia, która w decydującym momencie potrafiła się zdobywać na kroki reformatorskie.

Ludwik
Ludwik XVI przesłuchiwany przez Konwent Narodowy fot. Wikimedia Commons.

Krwawa rewolucja

Jednak Ludwik XVI nie wykorzystał żadnej z powyższych okazji, a rewolucja nie zakończyła się po ogłoszeniu konstytucji w 1791 roku.

Zamiast tego Francja doświadczyła gilotyny, masakr, rewolucji pożerającej własne dzieci i wojny wypowiedzianej całej Europie. Na scenie politycznej po upadku monarchii pojawiły się takie postacie jak Maximilien Robbespiere, Georges Danton i w końcu Napoleon Bonaparte.

Posłuchaj, jak mogłyby się potoczyć się losy Francji i Europy, gdyby rewolucja francuska zakończyła się wcześniej – w 1791 roku. Dyskutują prof. Janusz Tazbir i dr Janusz Osica.

mjm