Historia

Marek Edelman: najtrudniej uwierzyć we własną śmierć

Ostatnia aktualizacja: 19.04.2017 06:00
- Mówił, że nie ma nic lepszego niż życie i śmierć. Ostrzegał nas przed śmiercią, której sprawcami jesteśmy ze względu na swoją naturę - wspominał pisarz Jacek Bocheński.
Audio
  • O Marku Edelmanie mówią: Julia Hartwig, Jacek Bocheński, Konstanty Julian Gebert, Joanna Dodziuk, Paula Sawicka, aud. Elżbiety Łukomskiej "Zapiski ze współczesności" (26.10.2009)
  • Marek Edelman nie żyje – fragment audycji "Polska i Świat" (3.10.2009)
Marek Edelman
Marek EdelmanFoto: Mariusz Kubik/ Wikipedia/CC

Był jednym z przywódców powstania w getcie warszawskim.

Walka o życie swoje i innych

Data i miejsce urodzenia Edelmana jest nieznane: przyjmuje się 1 stycznia 1919 (Homel) lub 1 stycznia 1922 (Warszawa). Jego rodzice aktywnie działali w organizacjach politycznych. Matka związana była z Bundem, Powszechnym Żydowskim Związkiem Robotniczym na Litwie, w Polsce i Rosji, a ojciec z socjalistycznymi rewolucjonistami rosyjskimi. W czasie II wojny światowej Edelman również należał do Bundu, a od 1942 roku był członkiem (i współzałożycielem) ŻOB-u - Żydowskiej Organizacji Bojowej.

Po śmierci Mordechaja Anielewicza został ostatnim przywódcą powstania w getcie. Traumatyczne doświadczenia wojenne popchnęły go do podjęcia studiów medycznych w Łodzi. Walka o ludzkie życie stała się dla niego celem nadrzędnym. W 1951 roku ukończył studia na Akademii Medycznej, a następnie rozpoczął specjalizację kardiologiczną.

- Priorytetem dla niego było życie i zdrowie człowieka - każdego - zaznaczała jego przyjaciółka Anna Dodziuk. - Zawsze myślałam, że gdybym miała być śmiertelnie chora, to bardzo chętnie znalazłabym się pod jego opieką - tłumaczyła.

"Zdążyć przed Panem Bogiem"

W latach 70. Hanna Krall, dziennikarka "Polityki", wyjechała do Łodzi, żeby przygotować reportaż o operacjach serca. O konsultację poprosiła kardiochirurga Marka Edelmana. Na pierwszy plan rozmowy wysunął się jednak temat powstania w getcie warszawskim. Edelman przerwał milczenie.

30 lat po tych dramatycznych wydarzeniach, ostatni żyjący członek sztabu powstańczego ŻOB wypowiedział na głos słowa, które oburzyły wielu. Nie bał się uświadomić sobie i innym, że życie w skrajnych warunkach może wyzwolić zupełnie niespodziewane reakcje. Ludzie skupiali się na własnym przetrwaniu, zapominając o zasadach moralnych.

Nie przebierał w słowach

- Miał czujnik na czystość intencji - podkreślała redaktor Anna Dodziuk w 2009 roku. - Ponadto nie lubił, jak ludzie się nad sobą użalają - wyjaśniła.

Edelman znany był ze swojej bezkompromisowości i prostolinijności. Ci, którzy go dobrze znali wiedzieli, że pochwała w jego ustach nie jest codziennością, a największym wyrazem przyjaźni jest krytyczna uwaga.

- Jego ostry sposób mówienia był zasłoną dymną przed tym żeby się nie wzruszyć, nie powiedzieć niczego za ciepło, za dobrze to można tego, który tego potrzebuje zrugać, żeby był dobry, żeby się poczuł lepiej - mówiła Julia Hartwig.

- To Markowi zawdzięczam wgląd w takie ludzkie sprawy, do których sam nie miałem nigdy dostępu i wobec których byłem po prostu bezradny - wspominał przyjaciela Jacek Bocheński.

Na skraju życia i śmierci

W ostatnich latach życia, jak wspominają ci, którzy go znali, Marek Edelman znacznie podupadł na zdrowiu. Wciąż jednak potrafił ostro i stanowczo wyrażać swoje zdanie. - Ogień, który zawsze miał w sobie nie wygasał - podkreślał Jacek Bocheński. - On się dalej zapalał, beształ ludzi, wygłaszał swoje radykalne sądy - tłumaczył.

Przez ostatnie dwa lata życia mieszkał w Warszawie u swojej przyjaciółki, Pauli Sawickiej. 2 października 2009 zmarł z powodu niewydolności oddechowej.

- Był odludkiem - zaznaczała Paula Sawicka. - Mimo że lubił ludzi, lubił się przyjaźnić, miał wielu znajomych, lubił prowadzić bujne życie towarzyskie, to lubił też samotność - dodała.

Zmarł 2 października 2009 roku.

mb

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Słowo "Żegota" oznaczało życie

Ostatnia aktualizacja: 04.12.2014 06:25
Kiedy w 1942 roku zaczęły się masowe wysiedlenia Żydów i stało się jasne, że wszyscy mieszkańcy getta są skazani na zagładę, wyłoniły się nowe zadania – wyprowadzić jak najwięcej Żydów, a przede wszystkim dzieci żydowskich poza mury getta – mówiła Irena Sendlerowa.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Jürgen Stroop - kat warszawskiego getta

Ostatnia aktualizacja: 23.07.2013 07:00
"Wzniecenie pożaru spowodowało, że Żydzi objęci już płomieniami, masowo, całymi rodzinami wyskakiwali z okien. Zatroszczono się o to, by byli natychmiast likwidowani" - pisał Jürgen Stroop w raporcie do Heinricha Himmlera, relacjonując powstanie w warszawskim getcie.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Wybuch powstania w getcie warszawskim

Ostatnia aktualizacja: 18.04.2017 06:01
- 19 kwietnia 1943 wydarzyło się w getcie to, czego Niemcy się spodziewali – mówiła dr Hanna Węgrzynek z Żydowskiego Instytutu Historycznego w audycji z 2011 roku. - Dwa dni wcześniej do władz niemieckich dotarły informacje o tym, że w getcie coś się szykuje.
rozwiń zwiń