Historia

Louis Slotin - ofiara "diabelskiego rdzenia"

Ostatnia aktualizacja: 21.05.2017 06:04
21 maja 1946 doszło do incydentu, który nieomal zakończył się katastrofą nuklearną. Gdyby nie szybka reakcja Louisa Slotina, fizyka-inżyniera, być może cały program atomowy Stanów Zjednoczonych wyparowałby wraz z życiem naukowców, którzy przy nim pracowali.
Audio
  • Ujarzmianie atomu. Audycja Ewy Pachowskiej z cyklu "Kalejdoskop nauki". (PR, 18.02.1983)
Louis Slotin (w okularach przeciwsłonecznych) przy Gadżecie, bombie wykorzystanej podczas pierwszego testu eksplozji nuklearnej, źr. Wikimedia Commonsdp
Louis Slotin (w okularach przeciwsłonecznych) przy "Gadżecie", bombie wykorzystanej podczas pierwszego testu eksplozji nuklearnej, źr. Wikimedia Commons/dp

Zespół pracujący nad bombą atomową, kierowany przez Roberta Oppenheimera złożony był z najwybitniejszych fizyków. Jednak praca nad niezwykle kosztownym i niebezpiecznym przedsięwzięciem nie mogła opierać się wyłącznie na ich obliczeniach. Niezbędne były testy praktyczne, które mógł poprowadzić tylko geniusz o sprawnych rękach. Ktoś taki jak Slotin.

Żeby wywołać reakcję łańcuchową, która doprowadziłaby do wybuchu, należało zbliżyć do siebie dwie półkule plutonu pokryte berylem: gdyby znajdowały się za daleko od siebie nie doszłoby do reakcji, gdyby znalazły się za blisko – byłaby ona niekontrolowana. Naukowcy obliczyli, że optymalna jest odległość 3-4 milimetrów, ale żeby potwierdzić tę hipotezę potrzebne były sprawne ręce Slotina. Naukowiec sprawdzał, na jaką odległość można zbliżyć do siebie dwie śmiercionośne półkule umieszczone w skomplikowanym urządzeniu. Jego pracę nazywano "szarpaniem tygrysa za ogon".

W dniu feralnego wypadku w osłoniętym ołowiem laboratorium znajdowało się osiem osób. Prowadzono rutynowe (o ile można powiedzieć tak o "szarpaniu tygrysa za ogon") testy. Tym razem jednak Louis Slotin popełnił błąd: nie umieścił dwóch zabezpieczeń w mechanizmie zbliżającym do siebie półkule śmiercionośnego materiału. By zatrzymać niekontrolowane zmniejszanie odległości między dwoma elementami rdzenia, Slotin w akcie desperacji użył śrubokręta, który wetknął między półkule. Sytuacja wydawała się opanowana, jednak dłoń naukowca – ta sama pewna dłoń, która igrała z tą wielką mocą tyle razy – zadrżała. Półkule znalazły się zbyt blisko siebie. Zjonizowane przez gwałtowny wzrost promieniowania powietrze zaświeciło na niebiesko. Louis Slotin odrzucił jedną z półkul gołą ręką i własnym ciałem zakrył promieniotwórczy materiał. Uratował w ten sposób nie tylko życie siedmiu pozostałych naukowców, ale także wszystkich przebywających w bazie w Los Alamos i prawdopodobnie cały program atomowy USA. Swój czyn przypłacił jednak życiem. Zmarł po 25 dniach spalony żywcem przez chorobę popromienną.

Posłuchaj audycji o ujarzmianiu atomu i zagrożeniach z nim związanych.

Slotin pochodził z rodziny kanadyjskich Żydów. Jego ojciec uciekł z Rosji. Louis nie miał zamiaru iść w jego ślady i zostać hodowcą bydła. Od najmłodszych lat przejawiał zainteresowanie nauką, które zawiodło go wprost na Uniwersytet Manitoba w Kanadzie, a następnie na Uniwersytet Londyński, gdzie uzyskał doktorat z chemii fizycznej.

To wówczas unaocznił się jego niezwykły talent inżynieryjny i duże zdolności manualne. Właśnie te cechy zadecydowały, że Louis Slotin został zaangażowany do jednego z najbardziej brzemiennych w skutkach przedsięwzięć II wojny światowej – Projektu Manhattan, którego celem było zbudowanie bomby atomowej.

Jak niebezpieczna była to praca, Louis Slotin przekonał się 21 sierpnia 1945 (czyli miesiąc po pierwszej i jedynej próbie eksplozji bomby jądrowej i dwa tygodnie po zrzuceniu bomb na Hiroszimę i Nagasaki), kiedy przez nieostrożność zginął jego dwudziestoczteroletni zastępca Harry Daghlian. Niszczycielska moc stworzonej przez zespół Oppenheimera bomby i doświadczenie śmierci oraz cierpienia asystenta z powodu choroby popromiennej spowodowały, że fizyk-inżynier postanowił wycofać się z projektu zaraz po wyszkoleniu następcy. Ten sam rdzeń, który zabił Daghliana, był użyty przez Slotina w ostatnim, feralnym teście. Później te dwie półkule plutonu nazwano "diabelskim rdzeniem". 

Pisząc artykuł korzystałem z książki Erika Durshmieda "Bohaterowie bez sławy".

bm

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Albert Einstein - wielki uczony, ekscentryk, samotnik pogrążony w marzeniach

Ostatnia aktualizacja: 20.03.2017 07:01
- Gdziekolwiek się odwrócę, widzę swoją podobiznę. Czyżby cały świat zamienił się w lustro - dziwił się Albert Einstein.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Atomowe piekło w Hiroszimie miało zmusić Japonię do kapitulacji

Ostatnia aktualizacja: 06.08.2017 06:07
Decyzję o użyciu bomby atomowej w Hiroszimie podjął Harry Truman, 33. prezydent Stanów Zjednoczonych. Tłumaczył, że zrzucenie bomby było jedynym rozwiązaniem, aby zakończyć konflikt z Japonią.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Robert Oppenheimer - ojciec bomby atomowej

Ostatnia aktualizacja: 18.02.2017 06:00
"Stałem się Śmiercią, niszczycielem światów" - to zdanie zaczerpnięte z hinduskiej świętej księgi Bhagawadgita miał wypowiedzieć dyrektor naukowy projektu "Manhattan" po pierwszym udanym wybuchu nowej broni.
rozwiń zwiń