Historia

Niemiecki pretekst do napadu na Polskę

Ostatnia aktualizacja: 31.08.2017 06:03
"Stworzę propagandowy powód rozpoczęcia wojny; nieważne, czy będzie on wiarygodny" - zapewniał swoich generałów Führer na posiedzeniu sztabu głównego 22 sierpnia 1939. Takim właśnie powodem była prowokacja gliwicka.
Audio
  • Hitlerowskie prowokacje graniczne organizowane w przeddzień wybuchu II wojny światowej. Program dokumentalny Janusza Jasieńczyka.
Reinhard Heydrich - to on doprowadził do prowokacji gliwickiej.
Reinhard Heydrich - to on doprowadził do prowokacji gliwickiej. Foto: Bundesarchiv/bild/Wikipedia/dp

78 lat temu, 31 sierpnia 1939 do radiostacji w niemieckich wówczas Gliwicach wtargnęło kilku uzbrojonych esesmanów w ubraniach cywilnych. Napastnicy sterroryzowali niemiecką załogę i nadali po polsku komunikat: "Uwaga! Tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach...". Zamordowano wówczas Franciszka Honioka, polskiego Ślązaka, uważanego obecnie za pierwszą ofiarę II wojny światowej.

Prawda o prowokacji gliwickiej wyszła na jaw dopiero na procesie zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze. Świadek Alfred Helmut Naujock - żołnierz SD, SS i Waffen SS - zeznał: "30 sierpnia 1939 roku otrzymałem od szefa SD Reinharda Heydricha rozkaz upozorowania ataku na radiostację pod Gliwicami, w pobliżu granicy polskiej. Miało to być wykonane tak, by wyglądało, że napastnikami są Polacy. Dla prasy zagranicznej i dla niemieckiej propagandy potrzebny był dowód rzeczowy polskiej napaści".

Więźniowie w polskich mundurach

By uwiarygodnić atak, potrzebne były trupy. Świadek Naujok opowiedział o swym spotkaniu z szefem Gestapo: "Heinrich Müller powiedział mi, że ma do rozporządzenia 13 skazanych przestępców, których należy ubrać w polskie mundury, a ich trupy należy pozostawić na placu boju planowanych utarczek, aby pokazać, że zostali zabici w czasie ataku". Ubranym w polskie mundury więźniom obozów koncentracyjnych podano śmiercionośne zastrzyki. Następnie zadano im rany postrzałowe. To ich trupy w polskich mundurach fotografowano i pokazywano dziennikarzom, informując o zuchwałych napaściach na niemieckie terytorium. Także wszyscy żołnierze SD i SS, którzy strzelali podczas napadu na radiostację w powietrze oraz do zatrutych zastrzykami więźniów, zostali później zabici.

Prowokacja gliwicka nie była jedyną tego rodzaju akcją zaplanowaną i wykonaną przez Hitlera oraz Gestapo. Różne niemieckie posterunki graniczne zostały zaatakowane lub przelotnie zdobyte przez rzekomych Polaków. W prasie ukazały się sprawozdania i fotografie korespondentów, którzy na własne oczy widzieli zabitych i mogli potwierdzić, że wszyscy oni nosili polskie mundury oraz byli uzbrojeni w polskie karabiny.

Niemcy muszą się bronić

Następnego dnia, 1 września 1939, Hitler w porannym przemówieniu w Reichstagu oświadczył: "Dziś w nocy Polska po raz pierwszy na naszym terytorium kazała strzelać do nas swym regularnym żołnierzom. Od godziny 5.45 odpowiada się im strzałami, a od tej chwili na bombę odpowie się bombą." Nazistowska propaganda przedstawiła III Rzeszę jako ofiarę polskiej agresji. Hitler podsunął sprzymierzeńcom Rzeczypospolitej pretekst do niewywiązania się z ich zobowiązań sojuszniczych.

mk

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Powszechna mobilizacja - wojna nadchodzi

Ostatnia aktualizacja: 24.08.2015 06:00
Widmo wojny było coraz bardziej wyraźne. 24 sierpnia 1939 w godzinach rannych rozpoczęto tajną mobilizację kartkową, która objęła 75 proc. stanu Wojska Polskiego.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Las w Palmirach - niemy świadek zbrodni Niemców na Polakach

Ostatnia aktualizacja: 20.06.2017 06:01
- Znalazłem się tam w momencie, gdy nadjechały samochody. Z szosy słychać było straszny krzyk. Niemcy odprowadzali ludzi pod dół, tam ustawiali do egzekucji. Widziałem to z odległości niecałych 200 metrów - wspominał jeden z uczestników reportażu o zbrodni w Palmirach
rozwiń zwiń

Czytaj także

Niemcy nie mieli litości podczas pacyfikacji Zamojszczyzny

Ostatnia aktualizacja: 24.06.2017 06:04
- Siostra trzymała mamę za szyję. Niemiec złapał ją za rękę i odrzucił w żyto. Wycelował karabin i strzelił do mamy, drugi strzał oddał do mnie, trzeci do brata. Tatę też zabili - wspominała bohaterka reportażu, która cudem przeżyła pacyfikację wsi Sochy na Zamojszczyźnie.
rozwiń zwiń