Marek Kamiński – człowiek dwóch biegunów

Polskie Radio
Bożena Sarnowska 27.12.2012
Wyprawa Marka Kamińskiego na biegun południowy. PAPCAF
Wyprawa Marka Kamińskiego na biegun południowy. PAP/CAF , foto: Marek Kamiński

- Jak doszliśmy na biegun byliśmy potwornie zmęczeni. Pierwszą naszą myślą było, żeby od razu rozbić namiot i pójść spać. To była taka cicha, wspaniała radość - mówił Marek Kamiński po zdobyciu wspólnie z Wojciechem Moskalem bieguna północnego.

Polarnicy dotarli do celu 23 maja 1995 r. - Przez 72 dni przebyli na nartach prawie 800 km dzielących ich od bieguna. Są zdrowi i szczęśliwi - relacjonowało Polskie Radio w audycji "7 dni w kraju i na świecie". Dziennikarze pytali ich na lotnisku Okęcie, czy warto było wybrać się w taką podróż. - Trzeba było pokazać, że coś można – odpowiedział Wojciech Moskal. - To jest najfajniejsze, że nam się udało, że w tym całym bałaganie, jaki jest w Polsce udowodniliśmy, że zwykli ludzie, tacy jak my, mogą zrobić ważną rzecz. A Marek Kamiński dodał: - Marsz do tego bieguna to była ciągła niepewność. Do końca nie wiedzieliśmy czy dojdziemy, do ostatniego dnia, prawie do ostatniego kilometra. Doszliśmy dlatego, że bardzo tego chcieliśmy.
Kilka miesięcy później Marek Kamiński postawił sobie kolejny cel. Wybrał się, tym razem samotnie, na biegun południowy. Na miejsce dotarł 27 grudnia 1995 r. Jest, jak na razie, jedynym człowiekiem, który zdobył oba bieguny w jednym roku.
Polski polarnik wychował się na Pomorzu. Ukończył II Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Broniewskiego w Koszalinie. Studiował filozofię oraz fizykę na Uniwersytecie Warszawskim. Jest założycielem Instytutu i Fundacji swego imienia. W audycji Agnieszki Kozłowskiej, nadanej w listopadzie 2006 r., zatytułowanej ”Razem na biegun” opowiadał o wspólnej wyprawie z Jasiem Melą.
- Razem z przyjaciółmi zastanawialiśmy się, jak możemy pomóc Jaśkowi Meli po jego wypadku – wspominał Marek Kamiński. – I najpierw, ponieważ jestem podróżnikiem, więc pomyślałem o tym, że może byśmy wspólnie odbyli jakąś podróż. Początkowo przyszło nam do głowy, że może byśmy przepłynęli taką rzekę na Kaszubach – Radunię, potem pomyśleliśmy, żeby wejść na najwyższy szczyt – Wieżycę, który ma ok. 300 m. Później zaczęliśmy dyskutować o wejściu na Rysy, na Mount Blanc, aż w pewnym momencie mój przyjaciel, Wojtek Ostrowski rzucił hasło: ”A może byście poszli razem na biegun północny”.
Ostatecznie wyprawa objęła oba bieguny Ziemi. Jan Mela zdobył je w 2004 r. razem z Markiem Kamińskim, Wojciechem Ostrowskim i Wojciechem Moskalem.
- Ważna jest głębia – stwierdził Kamiński. - To Jan Paweł II mówił, nauczał tego, żeby wypłynąć na głębię. Kiedy dotarliśmy na biegun północny to wysłaliśmy do Ojca św. telegram stamtąd. I kiedy dochodziliśmy parę miesięcy później do bieguna południowego, to w święta Bożego Narodzenia dostaliśmy od Jana Pawła II telegram. Było w nim nawiązanie do mszy dla młodzieży na Westerplatte. Papież pisał o tym, że są obowiązki, od których się nie można uchylić. My podjęliśmy pewne zobowiązanie i chcieliśmy je zrealizować.
Posłuchaj opowieści o stawianiu celów i pokonywaniu nawet największych barier.

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 0
    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
Jan Nowak-Jeziorański
serwis specjalny wrzesień39

Inni słuchali

Józef Franczak "Laluś" - ostatni z wyklętych

Kiedy kończyła się II wojna światowa miał 27 lat. Nie złożył bro...

Powstanie na Węgrzech krwawo stłumione

23 października 1956 wybuchło na Węgrzech powstanie, nazywane dz...

Kryzys kubański - świat na skraju wojny

- Stany Zjednoczone nie mogą tolerować świadomego oszustwa i ato...

Książę Józef Poniatowski – poległy w Bitwie Narodów

– Koło południa otrzymuje postrzał w piersi kulą pruską, odmawia...

Ksiądz Jerzy Popiełuszko - ofiara zbrodniczego systemu

- Zbrodnią jest wymuszanie groźbą i szantażem podpisywania dekla...