Warszawskie zoo - jego powstanie dyrektor przypłacił życiem

Polskie Radio
Martyna Konopka 14.06.2013
Warszawskie zoo - jego powstanie dyrektor przypłacił życiem
Słonica Kasia z dwuletnią Tuzinką schowaną za matką (1938 rok), foto: Dixi/wikipedia/lic.GNU FDL

Już od 1929 roku warszawskie zoo zakwalifikowane zostało do przodujących ogrodów zoologicznych na świecie.

14 czerwca 1927 roku Warszawski magistrat przyjął uchwałę o utworzeniu na Pradze Miejskiego Ogrodu Zoologicznego.

Za oficjalną datę powstania Warszawskiego Ogrodu Zoologicznego uznaje się dzień w którym bramy ogrodu otworzyły się dla zwiedzających, było to 11 marca 1928 roku.

Początki warszawskiego zoo
Pierwszym dyrektorem ogrodu był zoolog Wenanty Burdziński. Niestety pracował bardzo krótko.

- Był tak zaangażowany w to tworzenie zoo, że pracował dniem i nocą z bardzo wysoka gorączką, a były to czasy, kiedy nie było jeszcze dostępnych antybiotyków. Zachorował na zapalenie płuc i po kilku ciężkich dniach, kiedy trzeba było zimą ocieplać pomieszczenia dla zwierząt, zmarł - opowiadała Ewa Zbonikowska, kierownik działu dydaktyczno-popularyzatorskiego Warszawskiego Ogrodu Zoologicznego.
Po śmierci Burdzińskiego, w 1929 roku dyrektorem ogrodu został Jan Żabiński. Wtedy to warszawskie zoo stanęło na bardzo wysokim poziomie i dorównało innym europejskim ogrodom, które istniały już wiele lat. Sukcesem na skalę światową było przyjście na świat w 1937 roku słoniątka Tuzinki (córki Kasi i Jasia), które było jednym z nielicznych urodzonych w warunkach ogrodu zoologicznego. Słoniątko szybko zyskało olbrzymią sympatię warszawiaków.

Okrutny czas wojny
Niestety, kiedy w 1939 roku wybuchła II wojna światowa, na teren zoo spadły pierwsze bomby hitlerowskie i padło dużo zwierząt. Na polecenie ówczesnego prezydenta miasta Stefana Starzyńskiego wszystkie niebezpieczne zwierzęta musiano odstrzelić. - I wtedy to z bólem serca likwidowało się słynnego słonia Jasia, lwy, pantery, wszystkie drapieżne zwierzęta. Ocalały tylko te łagodne jak żyrafy hipopotamy, żubry - wspominał pracownik zoo Jan Landowski.

Likwidacja ogrodu zoologicznego
Po zajęciu Warszawy Niemcy oświadczyli, że nigdy nie będzie ona stolicą Polski i niepotrzebny jest jej ogród zoologiczny. Dzieła zniszczenia dokonało wywiezienie do Niemiec najcenniejszych okazów, w tym ukochanej przez warszawiaków Tuzinki. Wywózkę zwierząt do III Rzeszy zarządził profesor Lutz Heck, dyrektor Berlińskiego Ogrodu Zoologicznego. Po tym zdarzeniu warszawskie zoo uległo całkowitej likwidacji.
W czasie okupacji Niemcy podzielili część terenu na działki i przydzielili je Polakom. Prawdopodobnie był to rodzaj płacy czy wynagrodzenia za prace w niemieckich instytucjach.

Przeżyli dzięki schronieniu w zoo
W domu dyrektora Jana Żabińskiego, który do tej pory stoi na terenie ogrodu, on i jego żona udzielali pomocy Żydom, przede wszystkim uciekinierom z getta. Często takim, których dyrektor Żabiński sam wyprowadził zza muru.
Za stworzenie azylu izraelski instytut Yad Vashem uhonorował Żabińskich, nadając obojgu w 1965 roku tytuł "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata".

Powojenne losy
Warszawski Ogród Zoologiczny został na nowo otwarty w 1948 roku. Jego dyrektorem został ponownie Jan Żabiński. - Lata 50. to lata rozbudowy, ale też lata bardzo trudne, ze względu na komunistyczną okupację w Polsce. Pan Żabiński ustąpił wkrótce ze stanowiska, ponieważ nie mógł się porozumieć z ówczesnymi władzami - mówiła Ewa Zbonikowska.
W Polskim Radiu zachowało się bardzo dużo audycji autorstwa Jana Żabińskiego. On jako pierwszy zaczął nagrywać ciekawe pogadanki o zwierzętach, których słuchała cała Polska.
- Potem były lata 60. troszkę lepsze, potem 70. znowu dołek finansowy, nie było wsparcia ze strony miasta, nikt się specjalnie ogrodem nie interesował - wspomina Ewa Zbornikowska. Kiedy nastały lata 80. nastąpiła znowu zmiana na stanowisku dyrektora. Przyszedł dyrektor Rembiszewski.
Od 2009 roku Warszawskim Ogrodem Zoologicznym kieruje dr Andrzej G. Kruszewicz. Zapraszając do odwiedzin stwierdza on: “Zoo jest miejscem unikalnym, niezwykłym i pięknym. Jest nie tylko enklawą szczęścia dla zagrożonych gatunków zwierząt, ale także ostoją ciszy i spokoju dla ludzi”.

mk

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 1
  1. szeleszczyciel
    2013-11-04 00:08
    Ach, ta przepiękna lwowska mowa! Dzisiejsi Polacy tak nieładnie mówią, aż przykro tego słuchać.
serwis specjalny o I wojnie światowej

Inni słuchali

Wybraniec Boży - cesarz Haile Selassie I

Jest rok 1941, tłumy wiwatują na ulicach Addis Abeby. Niektórzy ...

Ernest Hemingway – reżyser własnego życia

- Jego prawda polega na tym, że ten mały człowieczek, krętacz, p...

Philippe Pétain - bohater czy zdrajca?

- Dla mnie nie ulega wątpliwości, że gdyby umarł przed wybuchem ...

Wincenty Witos – premier wierny chłopom

– Dość już niewoli i poniżenia, dość nędzy i upokorzenia, dość k...

Władysław III Warneńczyk – legenda legend

Ciała Władysława Warneńczyka po bitwie pod Warną nie znaleziono,...