Historia

Męczeństwo miasta Bydgoszcz

Ostatnia aktualizacja: 10.10.2017 06:23
10 października 1939 przeprowadzono pierwszą masową egzekucję w bydgoskiej "Dolinie Śmierci". Tak zginęło kilkudziesięciu nauczycieli szkół średnich, których jedyną zbrodnią było wychowanie młodych bydgoszczan na patriotów polskich.
Audio
  • Program Tadeusza Nowakowskiego nadany w 30. rocznicę pierwszej masowej egzekucji Polaków na Starym Rynku w Bydgoszczy podczas okupacji niemieckiej, 5.10.1939 roku. (RWE, 4.09.1969)
Grupa nauczycieli sfotografowana na chwilę przed egzekucją (1939)
Grupa nauczycieli sfotografowana na chwilę przed egzekucją (1939)Foto: Wikipedia/domena publiczna

Masowe aresztowania i egzekucje mieszkańców Bydgoszczy dokonywane przez żołnierzy Wermachtu oraz Einsatzgruppen były zemstą Niemców za wydarzenia tzw. bydgoskiej "krwawej niedzieli" (3 września 1939). Wtedy to wycofujące się oddziały 15. Dywizji Piechoty Armii "Pomorze" zostały ostrzelane przez nieznanych sprawców. Ludność Bydgoszczy samorzutnie przystąpiła do kontrakcji. Kolejarze, młodzież, harcerze i luźne oddziały pomocniczych sił wojskowych rozpoczęły akcję obronną. Akcja ta nie miała jednak bynajmniej charakteru masowej rzezi, jak to hitlerowska propaganda usiłowała później przedstawić opinii zagranicznej. Prowokacja była przygotowana przez Niemców jeszcze przed rozpoczęciem wojny.

Kłamstwo hitlerowskiej propagandy

Oficjalna wersja bydgoskiej "krwawej niedzieli" opracowana i ogłaszana przez hitlerowskie Niemcy mówiła, że: "Polacy polowali na Niemców, że krwawa łaźnia, którą Polacy wyprawili Niemcom w tym mieście przewyższała wszystkie przykłady tego rodzaju znane dotąd narodom cywilizowanym" – tak pisała niemiecka prasa.

Powojenne dochodzenie, prowadzone przez Komisję Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce w latach 1945–1948, wykazało, że "Niemcy w dniu 3 września 1939 w Bydgoszczy podjęli o godzinie 10.15 planową akcję dywersyjną w celu stworzenia paniki wśród cofających się pułków polskich". Grupa prokuratorów kierowana przez Kazimierza Garszyńskiego ustaliła na podstawie zeznań świadków, że w Bydgoszczy było 46 punktów, z których strzelali dywersanci.

Krwawy terror

W zamyśle hitlerowców wszystko miało przemawiać przeciwko Polakom, którzy "dokonali rzezi na niewinnej ludności niemieckiej". Tę wersję wykorzystywały oddziały niemieckie, które dwa dni później (5 września) wkroczyły do Bydgoszczy. Naziści po zajęciu miasta rozpoczęli tzw. akcję bezpośredniego odwetu, rozstrzeliwali mieszkańców Bydgoszczy bez dochodzeń, bez rozprawy sądowej, bez przesłuchania świadków. Dokonywała tego hitlerowska bojówka pod nazwą Selbstschutz z Ludolfem von Alvenslebenem, pierwszym adiutantem Reichsführera SS Heinricha Himmlera na czele.

Hitlerowcy realizowali plan całkowitego zniemczenia Bydgoszczy. Wytyczne dowódców brzmiały: "Nie wysłuchiwać żądnych próśb, nie okazywać cienia litości, przeprowadzić rewizję we wszystkich polskich mieszkaniach […]. Fizycznie zlikwidować wszystkie polskie elementy, które w przeszłości zajmowały kierownicze stanowiska lub też w przyszłości mogą być organizatorami polskiego oporu […] Usunąć polskie napisy, nie pozwolić Polakom na posługiwanie się językiem polskim w miejscach publicznych".

Na przygotowanych przez okupanta czarnych listach znaleźli się księża, nauczyciele, lekarze, urzędnicy państwowi i komunalni, byli powstańcy wielkopolscy, członkowie Sokoła, hallerczycy, oficerowie rezerwy, członkowie Polskiego Związku Zachodniego, działacze harcerscy oraz absolwenci bydgoskich szkół średnich.

Masowe egzekucje

Szczególnie krwawo zaznaczył się dzień 10 września oficjalnie wyznaczony przez władze okupacyjne jako dzień odwetu za "krwawą niedzielę". Mieszkańców miasta rozstrzeliwano na Starym Rynku przed kościołem pojezuickim, przed muzeum miejskim i biblioteką miejską. Wśród ofiar egzekucji przeważała młodzież gimnazjalna i harcerze. Egzekucje odbywały się również w robotniczej dzielnicy na Szwederowie, na stadionie, w lesie gdańskim, na placu ćwiczeń na Jachcicach, w gmachu gestapo na Bielawkach, w piwnicach ratusza miejskiego oraz w miejscowościach podbydgoskich: Tryszczyn, Borzoza, Fordon i Borówno.

Nauczycieli szkół bydgoskich rozstrzelano w tzw. "Dolinie Śmierci" pod Fordonem (obecnie dzielnica Bydgoszczy). Zginęli tam również lekarze, urzędnicy i kapłani, robotnicy i prawnicy, rzemieślnicy i kupcy. Ofiary przywożono ciężarówkami po 50 do 70 osób. Przy świetle reflektorów samochodowych ludzi wpędzano do pozostałych tam rowów strzeleckich albo kazano im kopać nowe rowy, a następnie zabijano strzałami karabinowymi lub rewolwerowymi. Rannych dobijano albo zasypywano żywcem. Akcja eksterminacyjna trwała jeszcze ponad miesiąc. Ofiarą terroru padł również prezydent miasta Leon Barciszewski, aresztowany i po przejściu ciężkich tortur rozstrzelany.

Niewyjaśniona tragedia

Wciąż nie udało się ustalić liczby ofiar polskich i żydowskich, które zostały rozstrzelane w "Dolinie Śmierci". Nie odnaleziono żadnych niemieckich dokumentów na ten temat. W 1947 roku przeprowadzono na tym terenie ekshumacje, odnaleziono szczątki 306 ofiar. Wiadomo jednak, że znajduje się tam jeszcze nawet do 1600 zwłok. Miejsce straceń stało się symbolem męczeństwa bydgoszczan.

W ciągu pierwszych czterech miesięcy okupacji Niemcy zamordowali około 5 tys. mieszkańców Bydgoszczy i powiatu bydgoskiego, z czego prawdopodobnie ponad 1500 ofiar pochodziło z Bydgoszczy. Tysiące bydgoszczan wysiedlono do tzw. generalnej guberni, wywieziono do obozów koncentracyjnych, skierowano na roboty przymusowe w głąb III Rzeszy, a rodziny polskie wyrzucono z mieszkań.

Niemieccy sprawcy bydgoskich mordów w większości uniknęli odpowiedzialności karnej. Przed polskimi sądami stanęło tylko kilku zbrodniarzy. Nadzorujący zbrodniczą akcją z Ludolf von Alvensleben po zakończeniu II wojny światowej zbiegł do Argentyny, gdzie zmarł w 1970 roku.

mk

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Jürgen Stroop - kat warszawskiego getta

Ostatnia aktualizacja: 23.07.2013 07:00
"Wzniecenie pożaru spowodowało, że Żydzi objęci już płomieniami, masowo, całymi rodzinami wyskakiwali z okien. Zatroszczono się o to, by byli natychmiast likwidowani" - pisał Jürgen Stroop w raporcie do Heinricha Himmlera, relacjonując powstanie w warszawskim getcie.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Niemcy zacierali ślady swoich zbrodni

Ostatnia aktualizacja: 08.10.2017 06:00
Rodziny zamordowanych we Lwowie profesorów długo miały nadzieję, że oni żyją gdzieś w obozach, że jest szansa na ich powrót. Wydawało się, że to jest absurd, absolutnie niezgodny z tradycjami kraju europejskiego jak Niemcy, iż coś takiego nie mogło się wydarzyć.
rozwiń zwiń