X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Historia

Uwieść Jasienicę

05.11.2008
0 0 0
Zofia O'Bretenny zakradła się niezwykle blisko jednego z najważniejszych przedstawicieli opozycji.

Ona była córką wysokiego rangą przedwojennego oficera, który popełnił mezalians i ożenił się z kasjerką. On, zdaniem towarzysza Wiesława, „bandytą, mordercą i podpalaczem białoruskich wsi”…

Leon Lech Beynar.

Leon Lech Beynar.

„(…) 26.03.1968. W dalszym ciągu mieszka u mnie Jasienica. Nie wychodzi, czyta kryminalne powieści, wszystkie gazety, denerwuje się mniej i ma nawet zamiar pisać, tzn. kończyć trzeci tom „Rzeczpospolitej”. (…) Obecnie jest pod moją zupełną kuratelą, dzięki czemu wiem, z kim się kontaktuje i kto do niego dzwoni i przychodzi”.

Część powyższego tekstu, mogłaby być listem do przyjaciółki, w którym koleżanka chwali się znajomej bardzo bliską znajomością ze znanym pisarzem. Przebija przez tę notatkę nuta troski o samopoczucie intelektualisty. Niestety jej adresatką nie była przyjaciółka lecz bezpieka. Natomiast osobą roztaczającą opiekę nad Pawłem Jasienicą była kobieta zawodowo zajmująca się pogłębianiem przyjaźni.

Zawodowa przyjaciółka i płodna pisarka donosów

Zofia O’Bretenny zakradła się tak blisko do jednego z czołowych przedstawicieli opozycji pisarskiej - Leona Lecha Beynara (bo tak w rzeczywistości nazywał się Paweł Jasienica), że jego zachwyty na jej temat docierały do bezpieki z innych źródeł operacyjnych. TW „Wojciech” donosił 1 IX 1969: „(…) Jest to jego przyjaciółka, z którą jest osobiście silnie związany. Twierdzi, że jest ona zdolną pisarką, tylko nikt nie chce z innych powodów drukować jej prac. Określał ją jako osobę o dużym zmyśle artystycznym”.
Jako autorka, płodna była jedynie w donosach, a jej pseudonim artystyczny ograniczał się do imienia „Ewa”, TW „Ewa”.

Zofia O’Bretenny była córką wysokiego rangą, przedwojennego oficera, który popełnił mezalians i ożenił się z kasjerką. Jej matka szybko odnalazła się w towarzystwie, o czym świadczyć mogły zdjęcia rodziców na rautach u Mościckiego. Te zdjęcia Zofia pokazywała przyszłemu mężowi.

Przyjaźniący się z Jasienicą pułkownik Jan Rzepecki potwierdzał przynależność konfidentki do AK. Według niego, wtedy jeszcze Zofia Darowska, brała udział w Powstaniu Warszawskim, a potem została wywieziona do obozu pracy w Niemczech. Tam poznała Irlandczyka, za którego wyszła za mąż. Urodziła mu syna i zaczęła życie w Irlandii. Po krótkim czasie małżeństwo rozpadło się, a Zofia z dzieckiem wróciła do Polski.
To tutaj, jak niektórzy przypuszczają, rozpoczęła się jej tajna współpraca z władzami. Wśród domysłów przeważają dwie okoliczności jej werbunku: współpraca w zamian za powrót do kraju lub za wymazanie z jej konta działalności w AK.

Paweł Jasienica.

Paweł Jasienica.

Na początku życie w kraju nie różniło się od losów tysięcy innych samotnych matek. Były mąż nie płacił alimentów, a kobieta bez matury nie mogła zdobyć satysfakcjonującej pracy. Wyrabiała chałupniczo serwetki dla Cepelii. Później przyjęła posadę w sklepie z radioodbiornikami, gdzie zaznajomiła się z poetą i krytykiem Januszem Szpotańskim (autorem słynnych „Cichych i gęgaczy”).

Liczba jej przyjaciół rosła. Na swój sposób atrakcyjna i rozrywkowa kobieta potrafiła jednać sobie mężczyzn, dzięki czemu bardzo szybko stała się cennym kontaktem operacyjnym. Zdecydowano się poszerzyć jej znajomości w środowisku intelektualistów, awansując na dziekanicę jednej z wyższych uczelni.

O’Bretenny pieczołowicie wypełniała swoje obowiązki. Donosiła zarówno na studentów jak i kolegów z pracy. Doceniono jej aktywność i znowu pchnięto na stanowisko obfitujące w nowe kontakty (tym razem również zagraniczne). Została recepcjonistką w Grand Hotelu. Następnym etapem kariery ambitnej TW „Ewy” było środowisko literatów.

Obiekt łapie przynętę

W materiałach operacyjnych dotyczących Pawła Jasienicy, jako jedną z jego słabości wymieniano kobiety. Była połowa lat 60., kiedy Zofia O’Bretenny zaczęła polować na znanego kobieciarza. Chodziła na wieczory autorskie pisarza. Starała się zwracać jego uwagę nie tylko siadając w pierwszych rzędach, ale również zadając intrygujące pytania, opracowywane przez konsultantów SB. Niestety nawiązanie kontaktu utrudniały tłumy, okupujące stolik rozdającego autografy autora.

Nadszedł kluczowy dla tej znajomości moment. Po wieczorze spędzonym w Klubie Księgarza Jasienica wyszedł na ulicę i z ust zaczepiającej go atrakcyjnej kobiety usłyszał: „Ja w sprawie romansu”. Po tych słowach pisarz nie miał już szans. Zofia zaintrygowała go jeszcze bardziej, kiedy poprosiła o pomoc w zbieraniu materiałów do książki o XVII wiecznym romansie Halszki Ostrogskiej. Spotkanie skończyło się na kawie, w domu TW „Ewy”.

Akcja była szczegółowo zaplanowana. Lekko snobizujący Jasienica bez problemu dał się złowić na sygnet rodowy noszony przez Zofię. Podkreślała, że jest z domu Werycho-Darowska. Opowiadała o swoim ojcu i elitarnym środowisku, w jakim obracał się razem z matką. Kolejną zaletą nowej znajomości było obycie towarzyskie TW „Ewy” i jej wielce rozrywkowy charakter. Uważano ją za wspaniałego kompana do zabawy. TW „Ewa” pędziła ponoć ceniony w towarzystwie bimber.

Z początku ich spotkania miały charakter cichej znajomości. Kiedy w 1965 roku, zmarła żona pisarza, romans 40-letniej współpracownicy SB ze starszym o szesnaście lat twórcą mógł swobodnie rozkwitać. On oszalał z miłości, ona poszerzała swoją listę kontaktów i pogłębiała wiedzę bezpieki o środowisku. Swobodne podejście do ludzi, zjednywało jej takich znajomych Jasienicy jak: Marta i Jan Olszewscy czy Stanisław Stomma. Nawet pod wpływem alkoholu trzymała się mocno i nie wzbudzała wątpliwości, co do szczerości swojego stosunku do przyjaciół. Była doskonałym konfidentem.

W marcu 1968 roku sprawa Jasienicy znalazła się w centrum zainteresowania władz. Od teraz pisarz był figurantem SOR-u (Sprawy Operacyjnego Rozpoznania) o kryptonimie „Kołodziej”. „Awans” Jasienicy związany był z jego gestem poparcia dla wydarzeń marcowych. Powróciły też sprawy z jego przeszłości, między innymi służba w Piątej Wileńskiej Brygadzie AK pod dowództwem Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

Władysław Gomułka.

Władysław Gomułka.

Pisarza zaatakował sam Gomułka. 19 marca w przemówieniu transmitowanym przez radio i telewizję nazwał Jasienicę „bandytą, mordercą i podpalaczem białoruskich wsi”. Zaraz po ataku najwyższych władz, przyszedł czas na zakaz druku. Pisarz przygotował swój obalający oskarżenia życiorys i wysłał go do członków Zarządu Głównego PEN Clubu oraz osób prywatnych. Pierwszym czytelnikiem tego tekstu była oczywiście bezpieka. TW „Ewa” dostarczyła jego egzemplarz razem z listą osób, które miały go otrzymać.

Właśnie wtedy zaszczuty Jasienica zdecydował się przyjąć propozycję ukochanej i przeprowadził się do jej mieszkania na ulicy Wilczej. Pisarz ograniczył swoją działalność opozycyjną i oddał się pracy. Od teraz TW „Ewa” podkreślała w raportach swoje zasługi w uspokajaniu wroga ustroju. Sama mogła zająć się inwigilowaniem jego przyjaciół i współpracowników. Wtedy nastąpił precedensowy zwrot w sprawie „Kołodzieja”.

Zawężenie kontaktów

Ośmielony bliskością ukochanej oraz jej częstymi namowami Jasienica zaproponował O’Bretenny małżeństwo. Nigdy wcześniej nie doszło do ślubu agentki z inwigilowanym.

Inspektor Wydziału III donosił: „T.W. „Ewa” poinformowała mnie także o swoim małżeństwie z P. Jasienicą (…). Stwierdziła przy tym, że kilka starszych kobiet będzie patrzyło na jej małżeństwo z zawiścią, ponieważ jako żona Jasienicy będzie miała prawo do jego książek nawet do 20 lat po jego śmierci”.
Zapewniała, że wejście w stosunek małżeński nie zmieni jej lojalnej postawy.
Pseudonim Zofii przemianowano na „Max”. Jednak bezpieka straciła zaufanie do agentki. W jej mieszkaniu zainstalowano podsłuch.

Kobieta faktycznie prowadziła własną grę. Świadoma utraconego zaufania SB namawiała Jasienicę do emigracji. W odwecie bezpieka zaczęła odtajniać jej dane używając panieńskiego nazwiska w raportach i rozsiewając pogłoski o jej współpracy. Mimo to ślub odbył się w grudniu 1969 roku. Relację z wesela zlecono nie pannie młodej, ale kontaktowi obywatelskiemu o pseudonimie „Andrzej”.

Pogrzeb Pawła Jasienicy.

Pogrzeb Pawła Jasienicy.

1 sierpnia 1970 roku wyczerpany Paweł Jasienica umarł na raka płuc. Mimo, że pogrzeb pisarza został przemilczany przez media, spotkała się na nim opozycyjna i intelektualna elita Warszawy. SB doliczyło się prawie tysiąca osób. Ze względu na tak duże zagęszczenie wrogów ustroju, bezpieka analizowała to wydarzenie jeszcze przez długie miesiące.

Zszargane imię Jasienicy oficjalnie oczyszczono dopiero jedenaście lat po jego śmierci. Na XXI Zjeździe Literatów potępiono insynuacje dawnego sekretarza KC i żądano naprawy krzywd wyrządzonych nieżyjącemu pisarzowi.

Wdowę wysłano do Francji, gdzie miała inwigilować środowiska emigracyjne. Wróciła do kraju po sześciu latach, aby odebrać pieniądze za wznowienia dzieł zmarłego męża.

Wdowa wierna służbie

Dopiero na początku lat 90. pojawiły się publikacje opisujące jej współpracę z bezpieką. Kobieta wyparła się wszystkiego tłumacząc, że te dokumenty w akcie zemsty sfabrykował jej były kochanek i oficer SB. Zmarła w 1997 roku.

Kiedy w 2002 IPN ujawnił współpracę Zofii, córka pisarza, Ewa Beynar-Czeczott odmówiła zgody na kolejne wydania książek ojca, dopóki synowi jej macochy nie zostaną odebrane prawa spadkowe. 28 grudnia 2006 uzyskała wyłączność na prawa autorskie do książek ojca.

Piotr Jezierski

Korzystałem z książki Joanny Siedleckiej „Obława – losy pisarzy represjonowanych”, rozdział „Ja w sprawie romansu”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2005.

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Marmur na cenzurowanym

Są dzieła filmowe, które poza ich estetycznymi walorami, stały się ważnymi społecznie wydarzeniami.

W przypadku Polski większość z tego typu filmów powstała w czasach PRL-u. Nie dziwi więc fakt, że towarzyszyło im duże zamieszanie w sferach władzy i liczne potyczki z cenzurą. Autor poniżej omawianego filmu, wzbudza dziś kontrowersje jako twórca starej szkoły, który nie zauważył zmian formalnych i tematycznych w kinie. Wszak Andrzej Wajda w roku 1976 był twórcą zaangażowanym w niepewne dla władzy tematy.

„Człowiek z marmuru” w pierwszej wersji, miał odmienną postać. Aleksander Ścibor-Rylski pisał scenariusz na początku lat 60. Realia tamtych czasów były zupełnie inne. Inaczej odczytywano epokę, w której poruszał się bohater, Mateusz Birkut i zupełnie odmienne były realia współczesności, czyli drugi motyw fabularny filmu. Przypomnijmy, że „Człowiek z marmuru” opowiada równolegle historię reporterki robiącej film o Birkucie i opowieść o przodowniku pracy z lat 50. Pierwsza wersja scenariusza za „oskarżanie komunistycznego świata” nie została przyjęta do realizacji przez Komisję Ocen Scenariuszy (KOS).

Zamiana podejścia

Nadeszły lata siedemdziesiąte, zmieniła się sytuacja na górze i scenariusz „Człowieka z marmuru” uznano za wartościowy. Pozornie spełniał on większość założeń dotyczących kinematografii, uchwalonych przez Biuro Polityczne w 1973 roku. Ustalono wtedy, że kino ma zajmować się: „problemami budownictwa socjalistycznego, życiem ludzi pracy w mieście i na wsi, sprawami młodego pokolenia (dojrzewania postaw ideologicznych), sprawami socjalistycznej wspólnoty w Europie oraz politycznymi, społecznymi i moralnymi problemami współczesnego świata”. Scenariusz Ścibora-Rylskiego do tego stopnia przypadł władzy do gustu, że pojawiła się o nim wzmianka w notatce z III Plenum KC w 1976 roku. Film został wówczas uznany za szczególnie ważny, ze względu na wartości ideowo-artystyczne.

Andrzej Wajda przystąpił do realizacji. Kiedy decydenci ujrzeli gotowy już film przekonali się, że wymowa dzieła jest odwrotna od ich oczekiwań. Produkcją osobiście zainteresował się ówczesny minister kultury i sztuki, Józef Tejchma. To on zdecydował, że film nie wyląduje na półce i wejdzie do dystrybucji. Warunkiem było wprowadzenie kilku poprawek, o których członek rady ministrów pisał tak: „Potrzebne są pewne zmiany. Główna: usunąć z zakończenia cmentarz w Gdańsku, który stanowi nawiązanie do grudnia 1970 roku. Stonować to, co dotyczy działania władz policyjnych w latach 50.; usunąć zdanie – „jakaż to koszmarna architektura” (dotyczy Nowej Huty, ale kojarzy się z pomnikiem Lenina). Usunąć scenę wybijania szyb w Urzędzie Bezpieczeństwa”. W przypadku pomnika ministrowi chodziło o słynny zamach i niechęć mieszkańców Nowej Huty do podobizny Lenina.

Do dyskusji na szczeblach władzy dołączył się nawet ówczesny premier Piotr Jaroszewicz mówiąc, że „film Wajdy jest zły politycznie, ale atrakcyjny artystycznie i będą go masowo oglądać”. Dlaczego, mimo takich opinii film przeszedł przez sito cenzury? Możemy się tylko domyślać. Rozpowszechnianie wstrzymano tylko na jakiś czas i premiera odbyła się 25 stycznia 1977 roku. Jednak cenzura wkroczyła na drogę dziennikarzy wstrzymując notatki prasowe dotyczące filmu i dystrybucji.

Odzew władzy, reakcja widzów

Na początku „Człowieka z marmuru” wyświetlano tylko w czterech warszawskich kinach. Władze uważnie obserwowały reakcje widzów. W Wydziale Kultury KC pojawiła się informacja: „W pierwszych dniach, kiedy film był wyświetlany w kinie Wars – występowała nerwowa atmosfera przed kasami i na widowni (organizowanie się widzów w kolejkach, spisywanie list, oklaski, śmiechy na widowni). W tej grupie przeważali studenci”.

Kiedy już zdjęto zakaz pisania o filmie stworzono specjalną listę krytyków, którzy mogą o nim mówić. „Partyjnych” dziennikarzy poinstruowano, że mają negatywnie opisywać wymowę ideologiczną dzieła. W maju KC zganiło reżysera za nie znalezienie w swoim dziele „właściwej i pełnej oceny historycznej faktów”.

„Człowiek z marmuru” jeszcze przez trzy lata miał problemy z dystrybucją. Mimo, że podlegał tak dużej kontroli stał się obrazem ważnym nie tylko ze względu na oddźwięk społeczny. Andrzej Wajda połączył w nim zdjęcia archiwalne i paradokumentalne z opowieścią, która równolegle toczy się w dwóch oddalonych od siebie dekadach. To posunięcie uznano za oryginalny zabieg. Nawet zachodnia prasa dostrzegła szczególny klimat, jaki unosił się nad kinem polskim tamtych lat.

„Nie można sobie nawet wyobrazić polskich „Gwiezdnych wojen” i to nie dlatego, że brak na to pieniędzy, ale właśnie z tego powodu, że istnieją o wiele pilniejsze ludzkie sprawy, którym należy oddać głos”. Niezaprzeczalnie „Człowiek z żelaza” dotyczy tych właśnie spraw…

Piotr Jezierski

Korzystałem z wydania specjalnego miesięcznika kino „Wybranych lat historii kina”, Warszawa 1998 i „Kinematograf kontrolowany” Anny Misiak, Universitas, Kraków 2006.

Fot. Muzeum Kinematografii w Łodzi i Wikipedia.

0 0 0

Czytaj także

Paweł Jasienica

Po wojnie Leon Beynar trafił do Krakowa, gdzie przybrał pseudonim – Paweł Jasienica. Wokół tego pseudonimu narosły legendy.

W lipcu 1945 roku Leon Beynar - zastępca „Łupaszki”, został ciężko ranny w nogę. Opiekę i schronienie znalazł we wsi Jasienica, gdzie ukrywał go proboszcz Stanisław Falkowski. Czy przybrane nazwisko znanego pisarza wzięło się właśnie od nazwy wsi?

Paweł Jasienica to pseudonim Leona Lecha Beynara, który urodził się 10 listopada 1909 roku w Symbirsku na terenie carskiego Imperium Rosyjskiego. Wywodził się z rodziny o tradycjach patriotycznych. Jego dziadkowie i pradziadkowie brali udział w powstaniach narodowych. Matką pisarza była Helena Maliszewska. Jego ojciec – Mikołaj, z zawodu był agronomem.

Leon Beynar dzieciństwo spędził na terenie Rosji, u boku starszego brata i młodszej siostry. W domu dbano polską tradycję, czytano polską literaturę. Jak wspominał sam Jasienica: W domu mówiło się tylko po polsku, książek […] było zawsze sporo, zwłaszcza powieści historycznych.

Podróż do Polski

Na początku 1914 roku rodzina wyruszyła w długą podróż do Polski, gdzie dotarła dopiero w 1920 roku. Daleka droga wiodła, między innymi, przez Białą Cerkiew, Humań i Kijów.  Po powrocie do ojczyzny rodzina pisarza zamieszkała w Grodnie. Później przeniosła się do Wilna. Doskonałe opisy wydarzeń z tamtych lat znajdują się w „Pamiętniku” Pawła Jasienicy.

W 1928 roku rozpoczął studia historyczne na wydziale humanistycznym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Najbliżsi nie byli zdziwieni wybranym przez niego kierunkiem studiów. Młody Beynar wstąpił „do takiej organizacji, która w ogóle nie miała sztandaru, bo go zastępował olbrzymi dwumetrowej chyba długości kij pielgrzymi, ozdobiony u góry pękiem czerwonych i żółtych sznurów. […] Był to Akademicki Klub Włóczęgów Wileńskich, przez jednych uważany za tonącą w najdzikszej rozpuście odmianę masonerii, przez innych zaś wyszydzany jako zgromadzenie cnotliwych harcerzyków. […] my kochaliśmy przyrodę, przestrzeń, plener. Spędzenie niedzieli w mieście hańbiło”.

W czasie studiów Leon Beynar poznał swoją przyszłą żonę – Władysławę Adamowicz.
Dyplom uzyskał w 1932 roku. Napisał pracę magisterską na temat polityki obozu „białych” w powstaniu styczniowym. Ukończył Dywizyjny Kurs chorążych i przez rok służył w 1. Pułku Piechoty Legionów w Wilnie. Po ukończeniu studiów był bezrobotny, żył z udzielenia korepetycji.

Młode lata w Grodnie

1 listopada 1934 roku ożenił się. Zmiana sytuacji i potrzeba utrzymania rodziny sprawiły, że w 1935 roku podjął pracę nauczyciela historii w grodzieńskim gimnazjum. Wtedy też ukazały się jego pierwsze książki: „Zygmunt August na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa” oraz „Ziemie północno-wschodnie Rzeczypospolitej Polskiej za Sasów”. Obie pozycje wydano jako pomoc dla nauczycieli.

Praca nauczyciela nie satysfakcjonowała młodego historyka. Lech Beynar wziął udział w konkursie na spikera Polskiego Radia w Wilnie. Okazało się, że ma świetny głos, bardzo dobrą dykcję i dobrze się czuje za mikrofonem. Oprócz obowiązków spikera prowadził też krótkie audycje historyczne. Pracował w „Słowie Wileńskim” razem ze Stanisławem Catem-Mackiewiczem. W 1938 roku na świat przyszła jego jedyna córka – Ewa.

Okres II wojny światowej

We wrześniu 1939 roku został zmobilizowany i powołany do 134. Pułku Piechoty. Był dowódcą plutonu, brał udział w walkach nad Narwią i Bugiem. Po podpisaniu aktu kapitulacji Beynar trafił do niewoli, z której szczęśliwie udało mu się uciec.

W 1940 roku wstąpił do Związku Walki Zbrojnej. Przyjął pseudonimy „Wacław” i „Nowina”. Zajął się redagowaniem biuletynu radiowego. Brał udział w tajnym nauczaniu. Jesienią 1942 roku ze Stanisławem Stommą współtworzył tajny uniwersytet powszechny, który działał do 1944 roku.

W czasie okupacji zajmował się także pracą fizyczną, pracował m.in. na budowach i w tartaku, gdzie zdarzył mu się wypadek i stracił palec u ręki.

W lipcu 1944 roku brał udział w prowadzonych w ramach akcji „Burza”  walkach o Wilno. W bitwie z Armią Czerwoną stoczonej w sierpniu 1944 roku jego oddział został rozbity, a Beynar dostał się do niewoli. Po przesłuchaniach został wcielony do Ludowego Wojska Polskiego, skąd zdezerterował. Służył w 5. Wileńskiej Brygadzie AK. Początkowo był  adiutantem Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Z czasem stał się jego zastępcą odpowiedzialnym za wywiad i kontrwywiad oraz za kasę oddziału.

W trakcie potyczki w lipcu 1945 roku Lech Beynar został ciężko ranny w nogę. Opiekę i schronienie znalazł we wsi Jasienica, gdzie ukrywał go proboszcz – Stanisław Falkowski.

Okres powojenny

Leon Lech Beynar.

Leon Lech Beynar.

Po wojnie Beynar trafił do Krakowa, gdzie przybrał pseudonim – Paweł Jasienica.
Wokół tego pseudonimu narosły legendy. Nazwisko automatycznie kojarzone jest z nazwą wsi, w której ukrywał się Beynar, natomiast Kazimierz Koźniewski twierdził, iż przybrane nazwisko to początek zdania „JA SIĘ NIC A nic nie boję”. Przybrane imię przypisywano ołtarzowi św. Pawła, za którym miał się ukrywać Beynar. Z kolei córka Jasienicy w napisanej przez siebie książce przekonywała, że imię Paweł podobało się ojcu i to ostatecznie zaważyło na takim wyborze.

Beynar musiał przyjąć pseudonim, by nie narażać rodziny, która pozostała w Wilnie. Żona formalnie miała status wdowy. Rodzina przyjechała do Polski dopiero 1 lipca 1946 roku. Żona i córka zamieszkały w Zakopanem, potem w Szczekocinach i w końcu w 1955 roku przeniosły się do Warszawy.

W Krakowie Paweł Jasienica podjął pracę w redakcji Tygodnika Powszechnego. 2 lipca 1948 roku „wpadł w kocioł” i został aresztowany w trakcie wizyty u wileńskich znajomych z czasów konspiracji.

Jak sam wspominał: „27 sierpnia 1948 roku zostałem uwolniony przez Dyrektora Politycznego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Nie spodziewałem się tego wcale. Powiedziano mi: „Wyjdzie Pan na wolność, zobaczymy, czy się to Ojczyźnie opłaci”. Nie podpisywałam żadnych zobowiązań. Nawet zobowiązania do milczenia. Usłyszałem tylko: „Jest pan człowiekiem inteligentnym i sam wie, że nie wolno zdradzać tajemnic śledztwa”.

O uwolnienie Jasienicy starał się Bolesław Piasecki. Po wyjściu z więzienia Beynar przeprowadził się do Warszawy. Od 1950 roku współpracował krótko ze stowarzyszeniem „Pax”. Z tego okresu pochodzi zbiór reportaży z Kielecczyzny; „Wisła pożegna zaścianek (1951), „Reportaże z wykopalisk -Świt słowiańskiego jutra” (1952).

W maju 1952 roku Jasienica jako wysłannik „Nowej Kultury” pojechał do Wrocławia. Miał napisać artykuł o pracach naukowych prowadzonych we wrocławskim Zakładzie Mikrobiologii profesora Ludwika Hirszfelda. Zafascynowanie tematem doprowadziło do powstania książki „Opowieści o żywej materii”. W 1955 roku powstała książka „Zakotwiczeni”  traktująca o osiągnięciach w dziedzinie budownictwa wodnego naukowców z Politechniki Gdańskiej.

W 1955 roku Paweł Jasienica otrzymał w Warszawie dwupokojowe mieszkanie na ul. Jarosława Dąbrowskiego. Wtedy właśnie rodzina zamieszkała razem. Córka Beynara wspominała niesamowitą dyscyplinę pracy ojca: „Ojciec potrafił sobie narzucić bardzo regularny tryb życia. Po śniadaniu i obowiązkowym telefonie do babci, który zawsze rozpoczynał słowami: „Dzień dobry, mamo, jak się mama czuje”, około ósmej zasiadał do maszyny i do godziny czternastej, czyli do obiadu, pisał, robiąc krótkie przerwy na kawę. Wtedy do dużego pokoju się nie wchodziło”.

Na rok 1960 przypadł czas publikacji „Polski Piastów”, trzy lata później „Polski Jagiellonów”, która zajęła pierwsze miejsce w plebiscycie „Kuriera Warszawskiego”. Wydanie tych książek to szczególny moment, który w liście do córki wspominała żona Jasienicy:

„Stała nagonka na Leszka, tym razem przez Celinę Bobińską. A takie akcje nic dobrego nie wróżą. Coś mi się zdaje, że w końcu ojca wykończą, bo gdzież można dopuścić do powodzenia nie-marksisty. Ojciec jest tym wszystkim bardzo zmęczony i zdenerwowany, co też odbija się również na mnie”.

W konfrontacji z cenzurą

Paweł Jasienica.

Paweł Jasienica.

Celina Bobińska była jednym z historyków, którzy atakowali Jasienicę za mało marksistowskie podejście do podejmowanych tematów. Walkę z cenzurą Jasienica opisał w „Pamiętniku”:

„W wypadku Polski Jagiellonów zagrożony był cały tekst. Recenzenci wewnętrzni wydawnictwa Ossolineum, wychodząc oczywiście z marksistowskiego punktu widzenia, zdyskwalifikowali ten elaborat zupełnie. […] odpowiedziałem recenzentom jedenastostronicowym traktatem skierowanym do wydawnictwa. Wyraziłem wdzięczność za wszelkie rzeczowe sprostowania. […] Lecz co do poglądów, sposobu ujmowania dziejów, poprosiłem, aby mnie pozostawiono przy moim świętym prawie własności prywatnej. Oświadczyłem ponadto, że nie zamierzam się przyczyniać do smarowania dziegciem historii własnego kraju. […] Pod presją swej rady naukowej Ossolineum zrzekło się wydawania książki. Chętnie wziął ją Państwowy Instytut Wydawniczy i dopiero z jego rąk trafiła ona do władzy, noszącej enigmatyczne miano Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Sprawa się wlokła, mijał już trzeci rok sporów, debat i szarpania nerwów”.

Ostatecznie cenzura puściła „Polskę Jagiellonów” nie zmieniając w tekście nawet przecinka.
Paweł Jasienica należał do Klubu Krzywego Koła, a w roku 1961 roku został jego prezesem. Wygłosił w nim m.in. takie prelekcje „Polski początek II wojny światowej”, „O polskiej anarchii”. Środowisko Klubu skupiało różnych intelektualistów i podlegało stałej inwigilacji przez SB.

Problematyka wzrostu znaczenia cenzury i niskich nakładów książek, była poruszona przez literatów na zebraniu Zarządu Literatów Polskich w styczniu 1964 roku. Jasienica w liście do córki pisał:

„Odbyło się dwudniowe Plenum Zarządu Związku Literatów, w którym może uczestniczyć każdy członek Związku. Uczestniczyłem więc i ja […] Złamany został statut Związku[…] od tego się zaczęło, że fakt złamania statutu zaniepokoił grono osób dobrej woli, do których zaliczał się Twój Ojciec. Trochę się naradziliśmy przed plenum, no i ruszyliśmy do natarcia. […] Po zakończeniu [referatu profesora Jakubowskiego – red.] od razu ruszył do ataku Słonimski, potem ja, potem Stefan Kisielewski. Nie chodziło nam o referat, ale o sprawy zasadnicze, o katastrofę w kulturze, brak papieru na książki, cenzurę, no i znowu statut, czyli poszanowanie prawa. Powiedziałem, przestańmy dużo gadać o honorariach, stypendiach, paszportach zagranicznych, itp, bo powołanie nasze dotyczy spraw ważniejszych”.

Obserwacja operacyjna

Efektem tego wystąpienia był słynny List 34 wystosowany do premiera Cyrankiewicza, podpisany również przez Pawła Jasienicę. Rozpoczęły się aresztowania i represje. W lutym 1959 roku założono sprawę „obserwacji operacyjnej na Beynara Lecha vel Jasienicę Pawła”. W listopadzie 1960 roku odstąpiono od sprawy, gdyż „figurant” zaniechał wrogich działań.  Paweł Jasienica stał się ponownie obiektem zainteresowania SB w 1968 roku.

Żona Jasienicy wspierała go, przeżywała każdy sukces i każde niepowodzenie. Władysława chorowała na serce. 29 marca 1965 rano gorzej się poczuła, konieczna była operacja. Po podaniu środka znieczulającego, na który chora była uczulona nastąpił zgon. Jasienica bardzo przeżył odejście małżonki. Pierwsze dni po jej śmierci spędził razem z córką w Bieszczadach.

W połowie lat 60. pisarz poznał Zofię O’Bretenny. Ta znajomość okazała się dla niego okrutna w skutkach…

29 lutego 1968 roku odbyło się nadzwyczajne zebranie Związku Literatów Polskich w związku ze zdjęciem „Dziadów” z afisza. Paweł Jasienica wyraził swój negatywny stosunek do tego wydarzenia i skrytykował brak obiektywizmu prasy oraz wystąpienia antysemickie. Podpisał także list do rektora UW w obronie represjonowanych studentów. Konsekwencją tych działań było słynne przemówienie Gomułki na zjeździe PZPR 19 marca 1968 roku, w którym Jasienicy zarzucono popełnienie wielu zbrodni w okresie powojennym, przynależność do „bandy Łupaszki” oraz zdradę - przez co tak szybko udało mu się opuścić więzienie w 1948 roku.

W prasie zaroiło się od publikacji krytykujących „wrogów Polski Ludowej”. Pisano:

„Paweł Jasienica nadużył wielkoduszności władzy ludowej [...] i do dziś pozostał na wrogich pozycjach,  (Trybuna Ludu)”.

„To właśnie Beynar -”Nowina” zagrzewa bandytów Łupaszki do mordowania białostockich chłopów, palenia wsi i grabieży [...] W ciągu ostatnich lat Jasienica zbliża się do tych grup, które [...] rozpoczęły krecią robotę. Paweł Jasienica zaczął uporczywie dążyć do rozlewu krwi i utopienia w niej Polski wpychanej na drogę wewnętrznej anarchii. Nie udało się specjalistom od „mokrej roboty” zrealizować snu o trupach [...] To nie Polska Ludowa grzebie dobre imię Pawła Jasienicy. To on własnoręcznie je pogrzebał, (Słowo Polskie)”.

Czyny „bandyty” potępiała młodzież robotnicza, studencka, i uczniowska Białostocczyzny. Prasa postulowała usunięcie Jasienicy z szeregów ZLP. Środowiska literackie poszczególnych miast odcinały się od reakcyjnych poczynań i wichrzycielskich zapędów, solidaryzowały się z myślą partii.

Córka wspominała z tego okresu setki telefonów z pogróżkami. Na szczęście były też liczne głosy poparcia. Paweł Jasienica w końcu jednak wyprowadził się z domu i zamieszkał u Zofii O’Bretenny.

10 grudnia 1969 roku Paweł Jasienica ożenił się powtórnie ze wspominaną O’Bretenny. Wiosną 1970 roku okazało się, że pisarz ma raka płuc w końcowym stadium.  Nie zdążył już ukończyć „Pamiętnika”. Zmarł 19 sierpnia 1970 roku.

W 2002 roku córka pisarza - Ewa Beynar-Czeczott - po ujawnieniu informacji o współpracy drugiej żony ojca z bezpieką, nie wyraziła zgody na kolejne wznowienia prac Jasienicy.
W grudniu 2006 roku sąd przyznał jej wyłączność praw autorskich.

Gabriela Sierocińska - Dec

 

Na podstawie:

- Paweł Jasienica, Pamiętnik.
- Ewa Beynar-Czeczott, Mój ojciec Paweł Jasienica.
- Anna Dąbrowska, Językowy obraz przeciwnika politycznego (na podstawie tekstów prasowych z marca 1968 roku).

0 0 0