X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Historia

Polskie monety

01.05.2010
Nowa wystawa na Zamku Królewskim - "Od Kalisii do Kalisza".

Pierwsza polska moneta Bolesława Chrobrego z końca X w. oraz monety księcia Zbigniewa, brata Bolesława Krzywoustego z XII w. - to niektóre z eksponatów prezentoeanych na wystawie.  

Na wystawie "Od Kalisii do Kalisza" dostępnej dla zwiedzających od 2 maja znajdą się monety produkowane w Kaliszu bądź odkryte w jego rejonie, ilustrujące bogatą historię tych ziem. Jest ona elementem obchodów jubileuszu 1850 lat miasta.

OKRES CELTYCKI

"Najstarszymi prezentowanymi na ekspozycji obiektami są monety celtyckie, prawdopodobnie pochodzące z mennicy usytuowanej 20 km od Kalisza w miejscowości Janków. Ta mennica była prawdopodobnie ostatnim warsztatem menniczym Celtów na kontynencie europejskim" - opowiadał podczas czwartkowej konferencji prasowej komisarz wystawy Adam Kędzierski.

OKRES RZYMSKI

Sporo ciekawych, znajdujących się na wystawie obiektów pochodzi również z okresu rzymskiego. "To przede wszystkim denary z I i II wieku naszej ery. Ciekawymi zabytkami są także wystawiane solidy, czyli złote monety późnorzymskie ze skarbu odkrytego w latach 20. XX wieku w Zagórzynie oraz monety srebrne i kilka złotych medalionów cesarzy rzymskich" - mówił komisarz wystawy.

ŚREDNIOWIECZE

''  

Kalisz i okolice mapa z 1895 roku. źr. wikipedia.

Najważniejszym prezentowanym akcentem z okresu średniowiecza jest skarb odnaleziony w 1935 roku w Słuszkowie. "To największy skarb wczesnośredniowieczny z ziem polskich, zawierający ponad 120 niezwykle rzadkich denarów Sieciecha, palatyna króla Władysława Hermana. Najpóźniejszym akcentem z tego okresu są monety XIV i XV-wieczne. Z XIV w. pochodzi m.in. wystawiany skarb groszy praskich oraz XV-wieczny skarb monet jagiellońskich, odkryty w latach 50. XX wieku w Kościelnej Wsi, koło Kalisza" - podkreślił Kędzierski.

Wśród prezentowanych eksponatów będzie można zobaczyć również fragment średniowiecznej ozdoby w kształcie głowy byka, zestaw narzędzi kowalskich, miecz z imieniem płatnerza rzymskiego ALLIUS PA oraz kopię pateny, którą król Mieszko III Stary w XII wieku podarował klasztorowi w Lądzie.

Wystawa będzie dostępna dla zwiedzających do 30 maja w Gabinecie Numizmatycznym Zamku Królewskiego w Warszawie.

(PAP)

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Czy istniało plemię Polan?

Istnieje przypuszczenie, że najpierw istniała nazwa „Polska”, a dopiero potem wymyślono Polan.

 W książce „Trudne początki Polski” Przemysław Urbańczyk podejmuje próbę polemiki z dotychczasowymi poglądami dotyczącymi początków polskiej państwowości. Podważa m.in. wiarygodność istnienia plemion Polan i Wiślan oraz pochodzenia nazw „Polska” i „Polacy”.

Nie było czegoś takiego jak plemiona, mające swoje terytorium, strukturę terytorialną, organizacyjną, centralnie zarządzaną.

Jest tylko jedno źródło, na podstawie którego historycy przyjęli nazwy poszczególnych plemion zamieszkujących niegdyś tereny naszego kraju. W liście Geografa Bawarskiego do Ludwika Niemieckiego z połowy IX wieku widnieją łacińskie nazwy, odpowiadające poszczególnym społecznościom: Dziadoszanom, Goplanom, Wolinianom, Wiślanom i innym. Niestety, nie istnieją jakiekolwiek inne źródła, na podstawie których dałoby się coś więcej powiedzieć na temat tych plemion. Jeśli chodzi o Polan, to nie wymienia ich żadne absolutnie źródło historyczne. Ponieważ nazwa pojawiła się po raz pierwszy w kronikach średniowiecznych, istnieje przypuszczenie, że najpierw istniała nazwa „Polska”, a dopiero potem wymyślono Polan.

Jak mówi profesor Przemysław Urbańczyk, antropologia historyczna i kulturowa od pięćdziesięciu lat nic już nie mówią o plemionach. Dzisiaj mówimy o etniczności, jako strukturze dynamicznej i symbolicznej. Ludzie zmieniają przecież swoje przyporządkowanie. Na pograniczach mogą funkcjonować różne identyfikacje. Nie było czegoś takiego jak plemiona, mające swoje terytorium, strukturę terytorialną, organizacyjną, centralnie zarządzaną. W Polsce przez 150 lat twierdzono, że najpierw były małe plemiona, które potem połączyły się w wielkie plemiona. Z wielkiego plemienia Polan Mieszko I zrobił Polskę. Był to czysty ewolucjonizm, częściowo zresztą marksistowski – uważa prof. Przemysław Urbańczyk.

W książce „Trudne początki Polski” odnajdziemy ponadto krytyczną polemikę profesora Urbańczyka z utartymi poglądami na temat początków polskich miast, identyfikacji stolicy państwa wczesnopiastowskiego i jego granic oraz z dotychczasową interpretacją Zjazdu Gnieźnieńskiego.

POSŁUCHAJ audycji z cyklu „Ludzie Nauki” (Program I PR). O początkach państwa polskiego z profesorem Przemysławem Urbańczykiem - autorem ksiązki "Trudne początki Polski", która ukazala się w serii Monografie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej – rozmawia Krzysztof Michalski. (8,9 MB)

(ab)

 

 

Zobacz więcej na temat: Gniezno mieszko Polska

Czytaj także

Na tropie pierwszego kronikarza

„Gallus hanc historiam scripsit, monachus” – „Gall jakiś mnich zapewne, tę historię napisał”.

 W ten sposób Marcin Kromer, który w XVI wieku czytał pierwszą polską kronikę, skwitował pochodzenie jej autora. Paradoksalnie, mimo upływu kilku wieków nasza wiedza na temat pierwszego kronikarza naszych dziejów niewiele się poszerzyła. Dzięki wydanej właśnie książce profesora Tomasza Jasińskiego „O pochodzeniu Galla Anonima” jest szansa, że będziemy wiedzieć coraz więcej. 

Urodził się między 1050 – 1060 rokiem. Swoją Kronikę napisał mniej więcej latach 1113 – 1116. Utwór składa się z trzech części. W pierwszej przedstawione zostały najdawniejsze dzieje Polski, począwszy od czasów „bajecznych”, aż do narodzin Bolesława III Krzywoustego. W drugiej opisana została młodość przyszłego króla, w trzeciej zaś jego panowanie, aż do roku 1113. Gall nie ukrywa sympatii do swojego chlebodawcy Bolesława Krzywoustego, a całe jego dzieło jest tak skonstruowane, aby nikt, kto je czyta nie miał wątpliwości, kogo ma opiewać.


Bez wątpienia do powstania zagadki Anonima tak zwanego Galla, bo w ten sposób jest dzisiaj nazywany przez badaczy, przyczynił się on sam. We wstępie do swojego dzieła zaznaczył, że nie chce być posądzony o brak skromności i dlatego nie będzie ujawniał, kim jest, ani skąd przybył do Polski. Była to skromność zaskakująca nawet jak na czasy średniowieczne, kiedy to wielu twórców, głównie artystów tworzyła anonimowo, w domyśle na chwałę Boga. Co ciekawe, również w innych zachowanych źródłach nie pojawiają się żadne odniesienia pozwalające zidentyfikować autora Kroniki. Nawet korzystający obwicie z pracy Galla, kolejny z naszych kronikarzy Wincenty Kadłubek, nie wspomina o naszym bohaterze.

Polskie pochodzenie, przypisał mu żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku historyk Gotfryd Lengnich, który jako pierwszy wydał Kronikę. Gall nazwany został przez niego Marcinem ( po łacinie Martinus). Ten pogląd został po długim czasie obalony, a jego miejsce zajmowały kolejne teorie. Miał więc, być Francuzem z klasztoru Saint-Gilles, bądź Węgrem z klasztoru świętego Idziego w Somogywar lub też Włochem z klasztoru świętego Mikołaja na Lido w Wenecji. Teoria dotycząca francuskiego pochodzenia kronikarza, oparta została na dosyć kruchych podstawach. Saint-Gilles spoczywały relikwie św. Idziego za którego to wstawiennictwem po wysłaniu tam przez  Władysław Herman poselstwa, urodził się długo oczekiwany potomek, czyli Bolesław Krzywousty. Ponieważ Gall to opisał, część badaczy uznała to za wystarczający dowód na jego prowansalskie korzenie. Podobnie ma się sprawa z tropem węgierskim. Ostatnia z  teorii, wskazująca na Wenecję, opracowana została przez profesora Uniwersytetu Lwowskiego, Tadeusza Wojciechowskiego, i zmodyfikowana przez profesor Danutę Borawską, została rozwinięta przez profesora Tomasza Jasińskiego w książce „O pochodzeniu Galla Anonima”.

''

Bolesław Krzywousty - opisywany był przez Galla Anonima w samych superlatywach. Źr. Wikipedia

Mediewista zauważył, że Gall bardzo dobrze zna rejony południowej Europy, między innymi Dalmacje, Chorwację i Istrię, które to tereny w tym czasie były pod panowaniem Wenecji. Jednocześnie, profesora Jasińskiego zastanowił fakt, dość ograniczonej, by nie stwierdzić, żadnej, znajomości geografii Europy środkowo – wschodniej przez naszego kronikarza. Kolejnym argumentem przemawiającym za weneckim pochodzeniem Galla jest porównanie jego pracy z wenecką „Historią o translacji św. Mikołaja”. Okazuje się, że w obydwu tekstach występuje kilkadziesiąt niezwykle podobnych zwrotów, taki sam jest też sposób zawieszania głównego wątku i powracania do niego. Autorzy ( autor?) tekstów w niemal identyczny sposób tytułują swoich bohaterów, a do tych, których darzą sympatią zwracają się na „ty”. Ostatecznym argumentem za jednym autorem obydwu historii, jest dla prof. Jasińskiego identyczna modlitwa, jaka występuje w tych dwóch źródłach. W Kronice Galla jest to modlitwa o narodziny następcy tronu (będzie nim Bolesław Krzywousty), w „Historii o translacji św. Mikołaja”  jest to prośba o odnalezienie relikwii św. Mikołaja.

Wiemy więc, najprawdopodobniej skąd pochodził nasz kronikarz. Pozostaje ustalenie jego personaliów.

Piotr Dmitrowicz

Czytaj także

Jak za Chrobrego

Klienci niektórych sklepów i restauracji w Chorzowie będą mogli – prócz złotówek – płacić „denarami chorzowskimi”.

Poza względami promocyjnymi, wybito je m.in. by przypomnieć, że monetami o tej nazwie płacono przed wiekami w Polsce, także we wzmiankowanej po raz pierwszy w 1257 r. wsi Chorzów.

Monety zostały wybite według projektu Andrzeja i Roussanki Nowakowskich. Denary nie są pieniędzmi, ponieważ lokalne władze nie mogą ich emitować – to raczej forma bonu towarowego. W obiegu pojawi się 20 tys. takich monet, każda o nominale czterech denarów. Można będzie je kupić za cztery złote w chorzowskim muzeum. Do końca września można nimi będzie płacić w kilkunastu specjalnie oznakowanych sklepach i restauracjach. Po tym czasie chorzowskie denary będą miały walor wyłącznie kolekcjonerski.

Wybite w Mennicy Polskiej mosiężne monety mają 27 mm średnicy. Na ich awersie znajdują się nominał i herb Chorzowa, rewers przedstawia neogotycki budynek chorzowskiej poczty głównej. Miasto rozważa też emisję mniejszych groszy – poświęconych jego kolejnym dzielnicom.

Denary – jako srebrne monety o wadze 1,7 g stanowiące jedną dwustuczterdziestą funta karolińskiego – zostały wprowadzone w drugiej połowie ósmego wieku w państwie Karola Wielkiego. Karoliński system pieniężny stał się później wzorem dla całej Europy łacińskiej, także dla Polski. Bite od czasów Bolesława Chrobrego denary były jedynymi polskimi monety aż do początku czternastego wieku.

Na razie na potrzeby kolekcjonerów zarezerwowano 5 tys. egzemplarzy chorzowskich denarów, pozostałe będą ogólnodostępne. Władze miasta nie martwią się o zainteresowanie monetami, w ub. roku podobny nakład zamówionych przez Rudę Śląską „talarów Goduli” cieszył się dużym zainteresowaniem m.in. mieszkańców tego miasta.

W całym kraju od 2006 r., kiedy pierwsze lokalne monety („merki”) zamówiła Jastarnia, podobne emisje przeprowadziło już kilkadziesiąt samorządów. Największe serie – po 100 tys.– zamówiły Kraków („kraki”) i Lublin („unidukaty”). Koszt wybicia monet zależy m.in. od zastosowanego stopu, np. za serię 20 tys. „rybników” Rybnik zapłacił ok. 40 tys. zł.

(PAP/pepe)

Czytaj także

Lublińskie unidukaty

Emisją kolekcjonerskiej serii monet Lublin świętuje unijne rocznice.

Z okazji 440-lecia podpisania Unii Lubelskiej oraz 5. rocznicy przystąpienia Polski do Unii Europejskiej Lublin wyemitował unidukaty.

Jak twierdzi Bogdan Rzążewski, prezes Fundacji Kultura Europy, która zajmuje się dystrybucją unidukatów, są to moneta typowo kolekcjonerska, które mają przypominać o Lublinie i Lubelszczyźnie.

Organizatorem emisji okolicznościowych unidukatów jest Towarzystwo Muzyczne im. H. Wieniawskiego w Lublinie, które wyemitowano monety w trzech nominałach: 4 unidukaty mosiężne (w cenie 25 zł za sztukę), 40 unidukatów srebrnych (w cenie 300 zł za sztukę) oraz 400 unidukatów złotych (w cenie 3 tys. zł za sztukę).

Na awersie monet, zaprojektowanych przez Zbigniewa Kotyłło, widnieje kopia płaskorzeźby z pomnika Unii Lubelskiej w Lublinie (przedstawiająca dwie kobiety podające sobie dłonie, symbolizujące Koronę i Litwę) oraz napis „440 lat Unii Polsko-Litewskiej” i słowa Jana Pawła II: „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”. Na rewersie unidukatu jest herb Lublina i opis nominału, a całość otoczona 12 gwiazdkami. Unidukaty są dostępne od 1 maja.

Emisja monet jest elementem obchodów 440-lecia Unii Lubelskiej, których kulminacja ma nastąpić w lipcu. Według planów zaproszeni mają być przedstawiciele państw, których obecne terytorium wchodziło niegdyś w obszar Rzeczypospolitej Obojga Narodów - Polski, Litwy, Ukrainy, Łotwy, Estonii, Białorusi.

Wyrazem uhonorowania narodów tworzących niegdyś Rzeczypospolitą Obojga Narodów ma być planowane przez Katolicki Uniwersytet Lubelski nadanie doktoratów honoris causa prezydentom Polski, Litwy, Ukrainy, Łotwy, Estonii oraz byłemu przewodniczący Rady Najwyższej Białorusi Stanisławowi Szuszkiewiczowi.

(PAP/pepe)