X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Historia

Kazimierz Wielki – król Youtube

27.02.2009
0 0 0
Słabość ostatniego z Piastów do płci pięknej, była przyczyną wielu skandali. Na szczęście dla króla nie było wtedy tabloidów i internetu.

Choć historia nadała mu przydomek Wielki, osobiste życie króla Kazimierza pełne było upadków, w których sporą rolę odegrały kobiety.

Pierwszy skandal, i to międzynarodowy, Kazimierz wywołał już jako 19 letni młodzieniec. W 1329 roku ojciec Władysław Łokietek wysłał go na Węgry. Tam pod czujnym okiem siostry, Elżbiety Łokietkównej i jej męża króla Karola Roberta Andegaweńskiego miał zdobywać dyplomatyczne szlify. Zamiast tego jednak królewicz zgłębiał tajniki uwodzenia. Zagiął parol na Klarę Zach, dworkę królowej. W intrygę wciągnął królową Elżbietę, która to ze wspomnianą dworką przybyła razu pewnego do komnaty Kazimierza. Po pewnym czasie Elżbieta oddaliła się po angielsku. Młodzi mogli zostać sami. Dalszego ciągu możemy się tylko domyślać.

 Zapewne cała sprawa minęłaby bez echa, gdyby Klara o wszystkim, co się stało nie opowiedziała ojcu. Ten nie mogąc znieść pohańbienia córki, porwał się na majestat królewski. Zamachowca udało się powstrzymać, ale królowa Elżbieta straciła cztery palce u ręki, a król salwował się ucieczką pod stół. Niedoszły królobójca poniósł okrutną karę, jego ciało przywiązane do konia włóczono po całym kraju. Kary dotknęły całą rodzinę Zachów.

„Taką bowiem, pałał gorliwością o podźwignięcie i wzbogacenie swego królestwa, iż zastawszy Polskę glinianą, drewnianą i nieschludną, zostawił ją murowaną ozdobną i wspaniałą. A lubo sam skłonny był do cielesnej rozpusty, duchownych wszelako o których wiedział, że byli skromni, powściągliwi i w powinnościach pilni, albo nauką i zdolnością jaką celowali chociażby byli niskiego rodu i pochodzenia, w wielkiej chował czci i łasce”. […] Skłonny był do biesiad, miłostek i innych rozkoszy, życzliwy ojczyźnie dla poddanych wyrozumiały […] ludziom wszelkiego stanu , płci i wieku dawał łatwy przystęp do siebie. –Jan Długosz o królu

Czym skorupka za młodu…

 Skandal wywołany na dworze w Budzie niczego nie nauczył młodego królewicza. Cóż, czym skorupka za młodu … i choć po przejęciu rządów monarcha energicznie przystąpił do odbudowy kraju wyniszczonego długotrwałym rozbiciem dzielnicowym, to jego życiu osobistemu nad wyraz często towarzyszyła aura skandalu. Jan Długosz pisał że król  „[…] zboczył z drogi umiaru, zgubnym rządzom puścił wodze i takiemu oddał się zepsuciu, że zdrożnością obyczajów wnet przyćmił blask swego panowania”. Trzeba przyznać rację naszemu kronikarzowi. Król bowiem nie tylko w Krakowie, ale i w całej Małopolsce posiadał mnóstwo kochanek. Na domiar złego nie krył się z tym.

Biedny ksiądz Baryczka

Styl życia monarchy wywołał ostrą reakcję ze strony Kościoła. Biskup krakowski Bodzanta wysłał do króla księdza Marcina Baryczkę z dekretem ekskomuniki i przestrogami dotyczącymi prowadzenia się władcy. Na niewiele się to zdało, rozwścieczony Kazimierz kazał uwięzić biednego księdza, a następnie utopić w Wiśle. Cała sprawa wywołała oburzenie w samym Rzymie, ale dzięki pokucie i ufundowaniu kilku kościołów, Kazimierz uniknął grożącej mu ekskomuniki.

Łysa kochanka

W 1356 roku Kazimierz bawił w Pradze, gdzie poznał piękną wdówkę, która tak go zauroczyła, że postanowił zabrać ją do Krakowa. Tutaj według niektórych przekazów poślubił Czeszkę i nie przeszkadzał mu zbytnio fakt, że cały czas żyła jeszcze jego druga żona Adelajda. Wkrótce okazało się, że Krystyna nie jest taka piękna na jaką wyglądała, miała „świerzb i była łysa”. Król szybko związek unieważnił, a kochankę oddalił.

Esterka

 

 

Największą miłością króla była podobno przepiękna Żydówka Estera. Pomimo zakazów religijnych Kazimierz, wręcz oszalał dla pięknej Esterki. Owocem tego szaleństwa było najprawdopodobniej dwóch synów i kilka córek. Jak wieść gminna niosła, właśnie słabość do Esterki była przyczyną licznych przywilejów gospodarczych nadawanych Żydom przez Kazimierza Wielkiego.

Cztery wesela

Wszelkie ekscesy z udziałem króla odbywały się w czasie, gdy przynajmniej formalnie był żonaty. Pierwszą żoną Kazimierza była księżniczka litewska Aldona, córka Giedymina. Związek miał charakter czysto polityczny i był przypieczętowaniem sojuszu polsko – litewskiego. Aldona urodziła królowi dwie córki. Kolejną „wybranką” monarchy była Adelajda Heska, córka Henryka Żelaznego. W tym wypadku trudno nawet mówić o związku, bo król szybko się znudził 18 letnią żoną,  która dodatkowo nie mogła mu zapewnić męskiego potomka. Młodziutka królowa została „osadzona” na zamku w Żarnowcu, a król mógł wieść wesoły żywot. Po 15 latach w 1356 roku Adelajda wróciła do Hesji. Wkrótce Kazimierz zawarł krótkotrwały związek ze wspomnianą już Krystyną. Ostatnią żoną Kazimierza została Jadwiga, córka Piasta Henryka V Żelaznego, z tego związku urodziły się trzy córki. Co ciekawe cały czas żyła jeszcze Adelajda, druga żona monarchy.

Smutny koniec

Kazimierz Wielki zmarł 5 listopada 1370 roku w Krakowie. Pozostawił po sobie pięć córek i zapewne kilkunastu synów, niestety żaden z jego potomków nie mógł zasiąść na tronie. Śmierć króla zakończyła rządy Piastów w Polsce.

(P.D)

 


 

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Śmiać się każdy może

Turek, który zabił się przelatując nad hipodromem rozbawił do łez Bizantyjczyków.

Czy Bizantyńczycy mieli poczucie humoru? A może nie mają go badacze tamtego okresu? Te wątpliwości stara się rozwiać dr Przemysław Marciniak z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Bada on rolę satyry w Bizancjum i bizantyjskie poczucie humoru.

W opinii wielu uczonych, Bizantyńczycy reprezentowali wyjątkową kulturę, w której śmiech traktowany był z rezerwą. - Bizantyński humor, na tyle, na ile można go dziś zrekonstruować, charakteryzuje się przede wszystkim złośliwością i kpiną - ocenia dr Marciniak, który jest adiunktem w Katedrze Filologii Klasycznej Uniwersytetu Śląskiego oraz kierownikiem Pracowni Kultury i Tradycji Antycznej.

Chociaż naukowców zajmujących się okresem Cesarstwa Bizantyjskiego (od IV do XV w.) jest coraz więcej, ta dziedzina badań wciąż jest uważana za raczej marginalną. Najbardziej zaniedbanym polem badawczym pozostaje literatura bizantyńska, którą uważano za wtórną i nieciekawą. Bizantyńskie dzieła bardzo długo nie cieszyły się uznaniem badaczy, były wręcz klasyfikowane jako nie do czytania.

Dopiero niedawno uczeni zaczęli życzliwiej oceniać bizantyńskie teksty. Dla wielu z nich problematyczne pozostaje zastosowanie do nich samej nazwy "literatura". Teksty, które tworzyli bizantyńscy pisarze, zawsze miały bowiem jakiś utylitarny cel.

- Lekceważący stosunek do satyry bizantyńskiej był jednym z powodów, dla których Bizantyńczykom odmówiono posiadania poczucia humoru, co czyniłoby ich niezmiernie nudnym fenomenem w historii cywilizacji - zaznacza Marciniak.

Śmiech to zdrowie?

W opinii wielu uczonych, Bizantyńczycy reprezentowali unikalną kulturę, gdzie śmiech traktowany był z rezerwą, a nawet potępieniem. Jak przypomina Marciniak, wybitna bizantynistka, Margaret Alexiou, zadała kiedyś fundamentalne pytanie: czy to Bizantyńczycy czy bizantyniści są pozbawieni poczucia humoru?

- Bogowie starożytności śmiali się często i głośno. Biblia milczy o tym, czy śmiał się Chrystus. Ewangeliczna przestroga – Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie - pozwala, wedle niektórych badaczy, zrozumieć stosunek Bizantyńczyków do śmiechu - uznał naukowiec.

Pochodzący z V wieku igumen Izajasz pouczał, że w absolutnie koniecznych wypadkach można śmiać się z zaciśniętymi ustami i nie pokazując zębów. Nie oznacza to, że takie przekonanie podzielali wszyscy Bizantyńczycy. Biskup Eustatiusz z Tessalonik w jednym ze swoich dzieł stwierdza, że wybierając pomiędzy zapłakanym Heraklitem i śmiechem Demokryta, wybrałby tego ostatniego, ponieważ zdolność do śmiechu jest szczególną zdolnością cechującą ludzi.

- Bizantyński humor, na tyle, na ile możemy go rekonstruować, charakteryzuje się przede wszystkim złośliwością, kpiną z tego, który jest (...) gorszy. Humor oparty na poczuciu wyższości, jak pisał Thomas Hobbes, na „nagłej chwale”, wynikającej ze spostrzeżenia niższości innej osoby, wydaje się wspólny zarówno dla grecko - rzymskiego antyku, jak i bizantyńskiego średniowiecza - wyjaśnia Marciniak.

Specyficzne poczucie humoru

Bizantyńskie kroniki pełne są opisów wydarzeń, które dobrze ten mechanizm ilustrują. Naukowiec przytacza uwiecznioną przez Niketasa Choniatesa historię pewnego Turka, który postanowił przelecieć nad hipodromem. Tę jedną z pierwszych prób awiacyjnych obserwował cesarz Manuel I i sułtan turecki. Niedoszły lotnik nie przeżył jednak zderzenia z ziemią. Jak zanotował kronikarz, zdarzenie tak rozbawiło Bizantyńczyków, że członkowie świty sułtana byli wyśmiewani wszędzie, gdziekolwiek się pojawili.

- Jest w tej historii nuta bizantyńskiej pogardy dla barbarzyńców, ale stanowi ona też dobry przykład tego, co śmieszyło Bizantyńczyków. Bizantyńskie kroniki i satyry pełne są różnego rodzaju złośliwości ad personam, skierowanych również przeciwko rodzinie cesarskiej - zauważa Marciniak.

Dr Marciniak jest autorem książek "Greek Drama in Byzantine Time" i "Ikona dekadencji. Wybrane problemy europejskiej recepcji Bizancjum od XVII do XX wieku". Jest stypendystą Akademii Brytyjskiej oraz Fundacji Humboldta. W 2009 roku otrzymał stypendium dla wybitnych młodych naukowców, ustanowione przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego.

(PAP)


 

Zobacz więcej na temat: Katowice Konstantynopol
0 0 0

Czytaj także

Polskie Salem

W 1775 roku w Doruchowie spalono 14 kobiet oskarżonych o czary i kontakty z diabłem.

Mieszkała tam wieśniaczka Dobra wraz z mężem. Małżeństwo miało wspaniały sad, a w nim najlepsze w okolicy gruszki. Wielokrotnie miejscowa dziedziczka posyłała po wspaniałe owoce. Pech chciał, że pewnego razu dostała zastrzału w palec, a włosy zaczęły się jej zwijać w kołtun. Można przypuszczać, że był to zwykły brak przestrzegania higieny, ale takie rozwiązanie nie przychodziło wtedy nikomu do głowy.

Znachorka

Posłano po miejscową znachorkę, która orzekła, że za kłopotami dziedziczki stoi Dobra. Według znachorki zamiast gruszek sprzedała dziedziczce myszy, które wywołały chorobę u pani Stokowskiej. Ostatecznie znachorka wytypowała 14 kobiet, które według niej miały parać się czarami. Cioty, bo tak nazywano wtedy czarownice, miały się zbierać obok kamienia zwanego Łysą Górą. Na spotkania przybywały oczywiście tradycyjne, a więc na miotłach. Podczas spotkań z diabłem miały sprowadzać na okolicę wszelkie nieszczęścia – choroby, zarazy, deszcze etc. Na całą okolicę padł blady strach.

Próba wody

Do działania przystąpił mąż chorej dziedziczki. Wskazane przez znachorkę kobiety poddano próbie wody. Związane wieśniaczki wrzucano po kolei do wody. Żadna nie „chciała utonąć”, co ostatecznie przypieczętowało ich los. Do innych ciekawych metod sprawdzania, czy oskarżone były czarownicami należała próba łez – jeśli kobieta nie płakała, to była czarownicą i próba wagi – jeśli ważyła za mało, czyli poniżej 50 kilogramów, znaczyło to, że jest zdolna polecieć na miotle.

Egzekucja

Kobiety na noc zostały umieszczone w specjalnych beczkach, gdzie mogły tylko klęczeć. W ten sposób zabezpieczano się przed ewentualną pomocą diabła dla czarownic. Na beczkach wyryto napis „Jezus + Maryja + Józef” . Następnego dnia  z  pobliskiego Grabowa przybyli sędziowie i kat. Trzy czarownice padły na torturach, ale dla pewności ścięto im głowy. Jednym z elementów tortur było wbijanie grabi w plecy. Pozostałe spalono na stosie w obecności radującej się gawiedzi. Karze chłosty poddano córki oskarżonych, z których jedna tego nie przeżyła.

Rok później sejm zakazał tortur i kary śmierci w sprawach o czary. Nie ma prawdopodobnych danych, ile czarownic spłonęło w Polsce na stosie. Podawane liczby wahają się od tysiąca do dwudziestu tysięcy.

(p.d)

Zobacz więcej na temat: mieszkanie owoce Polska
0 0 0