X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Historia

Dawne świąteczne obyczaje

24.12.2008
0 0 0
Kutia, pląsy i jasełka, czyli słów kilka o dawnych polskich obyczajach bożonarodzeniowych.

'' 

Bez śniegu, a jednak świątecznie. Warszawa, Krakowskie Przedmieście.
Fot. Michał Bulikowski

Coraz bliżej święta. Krzyczą o tym już od dawna reklamy telewizyjne i bilbordy na ulicach. Tylko śniegu brak. Nie martwmy się jednak, przecież w betlejemskiej stajence też go nie było. Są za to tysiące świateł na warszawskim Krakowskim Przedmieściu i Starym Mieście. Syrenka na Rynku topi się w błękitnej kaskadzie świateł. Rozbłysły też choinki na placach i rynkach wielu polskich miast. Świąteczna iluminacja rozpoczęta! Rzućmy i my trochę światła na historię i tradycje świąt Bożego Narodzenia w Polsce.

Boże Narodzenie opisywane jest dopiero od IV wieku naszej ery. Pierwsza wzmianka o tym święcie znajduje się w rzymskim kalendarzu z połowy IV wieku, tam pojawiają się pierwsze przedstawienia scen z życia Świętej Rodziny oraz okolicznościowe pieśni. Wtedy święta nie miały swojej stałej daty w kalendarzu. Ostatecznie jako dzień Bożego Narodzenia wybrano i zatwierdzono 25 grudnia. Wybór ten nie był przypadkowy, wpisywał się w tradycję kultowych obrzędów zarówno słowiańskich, jak i antycznych, greckich i rzymskich.

'' 

Sztuczne niebo, sztuczne drzewka.
Fot. Michał Bulikowski

W państwie rzymskim 25 grudnia był świętem Dnia Narodzin Niezwyciężonego Słońca (dies natalis Solis invicti). Także w kulturze prasłowiańskiej właśnie w tym okresie świętowano początek nowego cyklu wegetacyjnego, podkreślając związek życia ludzkiego z rytmem życia natury. Sama wieczerza wigilijna wywodzi się z pogańskiego święta dostatku i pomyślności. Na ziemie polskie nowe tradycje bożonarodzeniowe trafiły w średniowieczu wraz z chrześcijaństwem, za pośrednictwem zakonników i misjonarzy przybywających z Europy Zachodniej. Tutaj nowa obyczajowość splotła się z prastarymi obrzędami słowiańskimi, których echa do dziś można znaleźć wśród polskich tradycji bożonarodzeniowych.

Magia świąt

Od dawna święta były okresem magicznym. Towarzyszyły mu liczne zwyczaje, podkreślające fakt, że czas między dniem świętego Marcina a świętem Trzech Króli ma specjalną moc. Dzień świętego Marcina, czyli 11 listopada, wyznaczał zarówno początek adwentu, jak i początek zimy. W adwentowym poście jedynie dni świętej Katarzyny (25 listopada) oraz świętego Andrzeja (30 listopada) były wyraźnie weselsze. Przy pomocy owych patronów małżeństwa w wigilię każdego z tych świąt wróżono, by dowiedzieć się nieco więcej o przyszłych perypetiach miłosnych i matrymonialnych.

'' 

Jakie święta, takie anioły.
Fot. Michał Bulikowski

Najbardziej magicznym dniem spośród wszystkich świątecznych była Wigilia Bożego Narodzenia. Nazwa wigilia pochodzi od łacińskiego słowa vigilia, które oznacza czuwanie, straż nocną, wartę. Tak określano dni poprzedzające najważniejsze święta w kościele, a zwyczajowo już przyjęło się tak nazywać 24 grudnia. W trakcie tego dnia wróżono i odczytywano znaki, a także starano się postępować zgodnie z ustalonymi zasadami, aby zakląć dostatek i powodzenie na przyszły rok. Przebieg dnia i nocy wigilijnej miał bowiem według wierzeń wpływ na kształt całego kolejnego roku. Dlatego też dla całorocznego dobrego samopoczucia i siły należało wcześnie wstać, nikomu nic nie pożyczać i nie kłócić się. Przed zapadnięciem zmroku kończono wszystkie prace. Wierzono, że na ten jeden magiczny dzień i noc, splatają się ze sobą siły ziemskie i pozaziemskie. Co za tym idzie – wierzono, że ziemia nocą odkrywa swe skarby, odnaleźć można kwiat paproci, a zwierzęta przemawiają ludzkim głosem.

Nie każdy jednak mógł doświadczyć tych cudów, a jedynie osoby o kryształowo czystych sumieniach i sercach. Ale nikomu z żywych nie życzono podsłuchania rozmowy zwierząt, ponieważ miało to zwiastować rychłą śmierć. W Wigilię otwiera się też świat pozaziemski. Dusze zmarłych na ten jeden dzień opuszczają krainę ciemności, aby odwiedzić swoich bliskich krewnych i rodzinę. Z szacunkiem zatem dmuchano na krzesła i ławy, wypowiadając przy tym przeprosiny dla ewentualnie odpoczywającej tam zbłąkanej duszy.

„Pójdźże dziadku do obiadku”

'' 

Nawet Murzynek i jego kamienica zyskali odrobinę iluminacji.
Fot. Michał Bulikowski

Tak zwracano się do dusz zmarłych przodków, dla których pozostawiano nie tylko dodatkowy talerz przy stole, lecz także resztki wigilijnych potraw. Wraz z nastaniem zaborów, kiedy wiele rodzin doświadczyło represji ze strony zaborców, puste nakrycie zyskało dodatkowe znaczenie. Z pierwszą gwiazdką na niebie, dzielono się opłatkiem. Opłatek miał zapewnić domowi spokój; podawano go także zwierzętom, dla których przeznaczano opłatki barwne. Następnie zasiadano do stołu. A zasady rządzące wigilijnym menu w dużej mierze pozostało niezmienne od najdawniejszych czasów.
Jak dawniej, zwraca się uwagę na ilość potraw. Może być ich dwanaście to liczba apostołów. Jeśli zaś inna ilość to koniecznie nieparzysta - i im więcej, tym lepiej wróżyło na następny rok. Dla zaklęcia urodzaju wypowiadano życzenia, na przykład do kapusty zwracano się „składaj się kapusto”, a przy ziemniakach „rodźcie się ziemniaki”.

Na stołach w różnych częściach kraju pojawiały się różne, często regionalne potrawy. I tak na przykład na całym wschodnim pograniczu podstawową potrawą była kutia (gotowany pęczak lub pszenica z makiem i miodem). W innych regionach podawano śledzie, kapustę z grzybami czy kluski z makiem, specjalnością były także pierniki i pierniczki. Niektóre produkty powtarzają się w wielu przepisach, nie tylko ze względu na ich stosunkowo łatwą dostępność. Ich użycie jest częściowo odbiciem wierzeń słowiańskich, według których pewne produkty mają ukryte znaczenie. Na przykład mak był rośliną symbolizującą sen i łączność z innym światem (ze względu na właściwości narkotyczne). Grzyby, jako rosnące w lesie, też uchodziły za pożywienie niezwykłe. Po obfitym posiłku można było śpiewać kolędy, a o północy udać się na pasterkę.

Pląsy i kolędy

'' 

Tak świętują w Szklanych Domach.
Fot. Michał Bulikowski

Dawniej słowo kolęda oznaczała dar, jaki otrzymywano za zaśpiewanie pieśni z życzeniami. Jedną z najstarszych polskich kolęd jest XV-wieczna pieśń „Anioł pasterzom mówił”. Do dziś popularne są XVII-wieczna „W żłobie leży” (słowa napisał Piotr Skarga) czy XIX-wieczna monumentalna „Bóg się rodzi” (autorstwa Franciszka Karpińskiego) - obie śpiewane na melodię polonezów koronacyjnych. Podobno autorem pierwszej kolędy był święty Franciszek, jemu też przypisuje się stworzenie pierwszych szopek i jasełek, czyli ustawianych w kościołach scen z historii Bożego Narodzenia.

Nie wszystkie obyczaje bożonarodzeniowe spotkały się z aprobatą kościoła. Chodziło tu przede wszystkim o „chodzenie z turoniem, niedźwiedziem czy kozą”, czyli przebieranie się w zwierzęce kostiumy i maski oraz wykonywanie charakterystycznego tańca. Słowiańskie określenie tańca „pląs” wywodzi się od nazwy klaskania w dłonie, kiedy to prawdopodobnie klaskaniem podkreślano rytm tańca. Takie „pląsy”, jako forma zabawy i rozrywki, możliwe były jedynie w okresie zapustu. Szczególnie ostro potępiano i zakazywano pląsów w okresie adwentu, procesji oraz wigilii świąt.

Zielone drzewko i święty turecki

'' 

Święci Mikołajowie napełniają worki.
Fot. Michał Bulikowski

Niektóre ze zwyczajów, bez których Boże Narodzenie byłoby niewyobrażalne, pojawiły się na ziemiach polskich niedawno. Na przykład choinka znana jest w Polsce dopiero od XIX wieku, kiedy wtedy pierwsze choinki pojawiają się w domach na Pomorzu, Warmii i Mazurach oraz na Śląsku. Zwyczaj ten przywędrował z Niemiec, gdzie znano go już w XV wieku. Wcześniej dekorowano polskie domy snopami zboża, słomą i sianem, rozstawiając je w kątach pomieszczeń czy kładąc pod obrus wigilijny, a słomianymi krzyżami i gwiazdami zdobiono ściany. W domach pojawiała się też zielona gałąź, jako symbol zdrowia i życia. Gałęzie przybijano też do płotów i drzwi pomieszczeń. Były to łatwo dostępne gałęzie świerku, sosny i jodły, a także derenia i bukiety jemioły. W południowej i południowo-zachodniej Polsce znany był zwyczaj umieszczania tych gałęzi na obręczy i ozdabiania jabłkami, orzechami i ozdobami z papieru, który nazywano „podłaźnikiem”.

Unikatowymi, wyłącznie polskimi ozdobami były ozdoby z opłatka, barwionego na różne kolory, z którego wycinano wzory, a następnie sklejano je śliną w przestrzenne kompozycje - gwiazdy, rozety, kule. Jak wszystkie świąteczne elementy dekoracyjne miały one przede wszystkim znaczenie symboliczne -  chroniły dom przed chorobami i nieszczęściami

'' 

Zamarźnięta fontanna na Skwerze Hoovera.
Fot. Michał Bulikowski

Także znany nam z przekazów medialnych wizerunek świętego Mikołaja daleko odbiega od pierwowzoru. Prawdziwy święty był biskupem Myry w Azji Mniejszej (obecnie Demre w Turcji) i jako biskup przedstawiany jest z pastorałem i infułą. Na pamiątkę jego uczynków obdarowywano się drobnymi upominkami w dzień wspomnienia śmierci świętego, to jest 6 grudnia. Zwyczaj ten  rozpowszechnił się w Polsce dopiero w XVIII wieku. Wcześniej obdarowywano się także z okazji Nowego Roku, ale ten zwyczaj z czasem zanikł. Najbardziej znanym stał się jednak wizerunek Mikołaja jako dość tęgiego brodatego mężczyzny w czerwonym stroju z białym futrem. To dzieło XIX-wiecznych nowojorczyków – Clementa Clarka Moore’a, autora poematu „Relacja z wizyty świętego Mikołaja” oraz rysownika, Thomasa Nasta. Ten pierwszy opisał przybycie Mikołaja z prezentami w noc wigilijną, nie zaś jak to było tradycyjnie w Europie – w nocy z 5 na 6 grudnia. Drugi nadał słowu formę plastyczną i święty Mikołaj zyskał czerwone szaty, a jego domem stała się malownicza kraina – Laponia. Pół wieku później, w 1931 roku, koncern Coca Cola zmodyfikował postać wykreowaną przez Nasta.

Tak narodził się czerwononosy, rubaszny woźnica zaprzęgu reniferów jakiego znamy dzisiaj.

Bogactwo tradycji świątecznych w Polsce jest wielkim i na szczęście, w dużej części, wciąż kultywowanym dziedzictwem. I choć niektóre ze zwyczajów bożonarodzeniowych mogą się nam wydać dziwne i na dodatek anachroniczne, to może jednak warto szepnąć w stronę wigilijnych potraw parę ciepłych słów, dmuchnąć na krzesło i wrzucić łuskę karpia do portfela, aby przyszły rok był dla nas obfity i dostatni. W końcu widmo kryzysu jeszcze nas nie opuściło…

Michał Bulikowski

W oparciu o:
1)  Barbara Ogrodowska, Wigilia polska, Warszawa, 2002.
2) Obyczaje w Polsce. Od średniowiecza do czasów współczesnych, red. Andrzej Chwalba, Warszawa, 2005.

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Światła wielkiego miasta

Historia oświetlenia Warszawy sięga czasów, kiedy cała Rzeczpospolita pogrążona była w mroku zaborów.

Jak twierdzi varsavianista Jarosław Zieliński, Warszawa przed końcem XVIII wieku była jednym z najgorzej oświetlonych miast Europy.

Na spacer. Przejść się. Pod górę. Agrykolą, po śniegu, albo bez, raczej o zmierzchu. Nie ma bardziej leniwego miejsca zimą, niż ta warszawska ulica między parkami.

W żadnym z miast na świecie śnieg nie ma tak krańcowych humorów jak w Warszawie; nigdzie nie potrafi tak szybko i tak beznadziejnie zmienić się w brudne, dręczące błoto, ale też nigdzie nie pada z takim wdziękiem jak w tym mieście. Pada wtedy miękko i cicho, pokrywa świat cały puszystą bielą, mieniącą się w nocy granatowymi refleksami na dachach i skwerach, budzi tęsknoty za minionym dzieciństwem., (L. Tyrmand, Zły, Warszawa 1990).

Zatem w drogę. Idol bikiniarzy nas poprowadzi. Na peryferie, hen za Czerniaków, na Sadybę, potem oficerski Żoliborz, robotniczą Wolę. Wszędzie, gdzie latarnie grzeją prawdziwym płomieniem. Wyruszamy na miasto w poszukiwaniu cichego, nienaruszonego śniegu i magii zasypiającej aglomeracji. Zapada zmierzch. Zapalają się światła uliczne. Centrum Warszawy tonie w światłach samochodowych ksenonów, krzyczących jarzeniówek witryn i bilbordów. Chaos, zgiełk. Podobno w Urzędzie Miasta istnieje szczególna jednostka, do której zadań należy formułowanie wytycznych dotyczących estetyki naszego miasta. Wydział Estetyki Przestrzeni Publicznej wydał od zeszłego roku otwartą walkę wielkoformatowym reklamom i informacjom wizualnym… Chyba się nie udało?

W poszukiwaniu światła

Uciekajmy więc ze ścisłego centrum gdzieś dalej, w poszukiwaniu prawdziwego światła dawnej Warszawy. Stara Latarnia. Może być na Orężnej. Jest taka baśń Jana Christiana Andersena, której bohaterką jest właśnie stara latarnia. W mieście dawne latarnie wymieniane były na nowoczesne, a stara latarnia bardzo bała się o swój los. Uratował ją latarnik, który czasem ją zapalał i czyścił... Baśnie z kart Andersena wzniecają w wyobraźni migocący ciepłym światłem obraz dawnego świata. Ale i we współczesnej Warszawie można doznać tego magicznego uczucia przeniesienia w czasie – są takie miejsca, gdzie czas jakby się zatrzymał. Kiedy zapada zmierzch, rozbłyskają światła ostatnich gazowych latarni w Warszawie.

Melancholijnie i listopadowo...

Melancholijnie i listopadowo...Fot. Michał Bulikowski

Z prac Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków wynika, że w 2003 roku w Warszawie w użyciu było 136 gazowych latarni, co stanowiło 75 proc. sumy wszystkich wpisanych do rejestru zabytków. Pozostałe były nieczynne lub już zdewastowane i usunięte, (informacje za: Marek Barszcz, Latarnie gazowe Warszawy, „Ochrona Zabytków”, nr 1/ 2 2003, str. 122-133).

Do dziś ostatnie oryginalne latarnie gazowe możemy zobaczyć, między innymi, na Żoliborzu, Sadybie i na Agrykoli. Agrykola rozświetlona jest dwudziestoma dziewięcioma latarniami. Na Sadybie na ulicach Godebskiego, Jodłowej, Kąkolewskiej i Orężnej znajduje się w sumie prawie czterdzieści latarni. Najwięcej z nich czynnych jest na Żoliborzu, gdzie warto przespacerować się wąziutką, lecz urokliwą uliczką Płatniczą.

Światło przez nie dawane nie jest tak jasne i mocne, jak latarni elektrycznych. Także eksploatacja jest wielokrotnie droższa niźli w przypadku tych ostatnich. Na czym polega zatem urok latarni gazowych? Niewątpliwie pomagają w stworzeniu malowniczego widoku ulicy, nadając jej specyficzny klimat. Jednak – jak zauważają specjaliści – bezcenną wartością każdego zabytku techniki jest technologia, która pozwala na pracę danego urządzenia. Stąd też zabytkowe latarnie gazowe, których „wnętrzności” pozbyto się i przerobiono na latarnie elektryczne, są po prostu oszustwem i działaniem niszczycielskim.

Historia światłem zapisana

Historia oświetlenia Warszawy sięga czasów, kiedy cała Rzeczpospolita pogrążona była w mroku zaborów.  Jak twierdzi varsavianista Jarosław Zieliński, Warszawa przed końcem XVIII wieku była jednym z najgorzej oświetlonych miast Europy. Oświetlenie, dość liche, znajdowało się tylko w najbliższej odległości od Zamku Królewskiego. Oświetlano także najważniejsze place i ulice na gruntach staro- i nowomiejskich oraz centra w niektórych tylko jurydykach. Pierwszymi lampami, stosowanymi jeszcze w XVIII wieku, były lampy olejowe lub łojowe, umieszczane przy wjazdach na posesje i w bramach. W latach 1795 - 1822 na ulicach Warszawy pojawili się pierwsi latarnicy, werbowani spośród młodych chłopców lub weteranów wojennych, którzy za pomocą przenośnych lampek oświetlali nocą drogę przechodniom. Zmieniło się to, choć nie gwałtownie, w wieku XIX - także dzięki rozwojowi technologii.

Latarnie gazowe pomalowane na niedopuszczalny szary kolor bez uroku wtapiają sie w otoczenie...

Latarnie gazowe pomalowane na niedopuszczalny szary kolor bez uroku wtapiają sie w otoczenie...Fot. Michał Bulikowski

W 1798 roku w angielskim Soho po raz pierwszy zastosowano oświetlenie gazowe. W 1813 roku oświetlenie takie otrzymał prawie cały Londyn, niedługo potem inne miasta europejskie. Warszawa czekała w kolejce, ponieważ taką inwestycję uznano za zbyt kosztowną. Próbnie w 1844 roku na ulicach Warszawy pojawiły się pojedyncze latarnie gazowe, zasilane gazem z butli. Do projektu szczęśliwie powrócono w 1856 roku, tak że do 1865 roku oświetleniem gazowym mogły poszczycić się Stare Miasto, Śródmieście i Powiśle. Ówczesne palniki dawały światło zbliżone do płomyka świecy. Latarnie codziennie zapalane były przez latarnika i gaszone około wpół do drugiej w nocy. Mimo to nadal Warszawa pozostawała w tyle – w 1882 roku było tu zaledwie około dwóch tysięcy latarni, podczas gdy w tym samym czasie w Berlinie zliczono prawie trzynaście tysięcy latarni, a w Paryżu było ich ponad czterdzieści tysięcy.

Powiększająca się wciąż liczba latarni pociągała za sobą wzrastające zużycie gazu, i tak powstał pomysł utworzenia na Woli potężnej gazowni (obecnie okolice EXPO 2000, warto obejrzeć, bo niedługo znikną). Najwięcej, prawie osiem i pół tysiąca, latarni gazowych stało w Warszawie w roku 1905. Jednak już w początkach XX wieku pojawiają się latarnie elektryczne, zastosowano lampy łukowe i żarowe. Od lat dwudziestych te technologie zaczęły stopniowo wypierać kosztowniejsze w utrzymaniu latarnie gazowe.

Latarnia zaczarowanej dorożki

W uroku latarni rozsmakował się także Konstanty Ildefons Gałczyński. Pojawia się w jego twórczości nie tylko jako rekwizyt zaczarowanego świata. Jeden ze słynnych utworów, „Zaczarowana dorożka”, poprzedza dedykacja – „Natalii – która jest latarnią zaczarowanej dorożki”. Ni Kraków, ni Pranie, nie mogły się równać z Aleją Róż nr 6 w Warszawie. I tak gdy w 1948 roku, poeta stał się „stałym” mieszkańcem Warszawy, na ulicach stolicy było tylko 896 latarni gazowych. W kolejnych latach, aż do jego śmierci, ta liczba stale się powiększała, już na początku lat pięćdziesiątych przekraczając dwa tysiące. Potem jednak elektryczność zastąpiła ciepły płomień, i już tylko spacer zimową porą o zmierzchu po Sadybie, Agrykoli, Żoliborzu może nam przypomnieć czym jest sycząca cisza prawdziwego światła.

Może więc słusznie rozpaczał nad losem latarni Konstanty Ildefons, pisząc wiersz „Pożegnanie z latarniami” – latarnie gazowe to nie tylko uciążliwy relikt dawnej techniki, ale coś, dzięki czemu można nawet w środku zimy poczuć ciepło.

Wy, które w miastach w noc świecicie
zawsze cierpliwie i jednako,
od których blask w zaułki idzie,
iluminacja dla biedaków;
na które pijak w noc zimową,
pijak, co, dokąd idzie, nie wie,
spojrzy z zadartą w górę głową
i mruknie: — Może jestem w niebie?
ŻEGNAJCIE, KOCHANE LATARNIE

Wy, jakakolwiek okolica,
wasze przychylne światła gości,
czy w tym Paryża, gdzie w księżycu
kochałem się bez wzajemności;
czy w tym Londynie nad Tamizą,
gdzie mgła jest snem, a wiatr histerią,
kędy „latarnie światłem gryzą”,
o czym już pisał T. S. Eliot —
ŻEGNAJCIE, KOCHANE LATARNIE

Wy, co śpiewacie noce całe
dopóki Wenus nie poblednie,
wy, pod którymi przeczytałem
trzykroć Danta Boską komedię;
wy, które nic nie niepokoi,
wieczne i kształtne jak sonety,
co przebaczacie światłem swoim
ludziom i miastu, jak kobiety —
ŻEGNAJCIE, KOCHANE LATARNIE

Michał Bulikowski

Polecamy: Jarosław Zieliński, Latarnie warszawskie. Historia i technika, Warszawa 2007.

0 0 0

Czytaj także

Dom z epoki Jezusa w Nazarecie

W Nazarecie w pobliżu Bazyliki Zwiastowania odkryto dom, który pochodzi z czasów Jezusa.

W Nazarecie w pobliżu Bazyliki Zwiastowania odkryto pierwszy dom, który pochodzi z czasów Jezusa. Poinformowali o tym izraelscy archeolodzy. Jezus na pewno znał odkryty budynek.

Budynek składał się z dwóch niezależnych izb i dziedzińca, na którym znajdował się wykuty w kamieniu zbiornik na deszczówkę. Nie znaleziono tam zbyt wielu zabytków – nieliczne przedmioty, które wykopano na terenie domu to głównie fragmenty ceramiki z I i II w. n.e., używanej przez Żydów galilejskich. To między innymi na ich podstawie dokonano datowania.

- To typowy dom, w którym mieszkali Żydzi, a zatem mógłby tam mieszkać także Jezus - powiedziała agencji EFE Jardena Aleksandre, kierująca wykopaliskami. - Nazaret był maleńką osadą i w okresie wojny z Rzymem w I w. budowla ta mogła służyć ludziom za schronienie – dodała.

Zdaniem archeologów, w czasach Jezusa w Nazarecie znajdowało się około 50 domów, w których mieszkali biedni Żydzi, a zatem Jezus na pewno znał odkryty budynek. Dror Baraszad z Urzędu Zabytków podkreśla, że dom odkryto w pobliżu groty, gdzie, według tradycji, archanioł Gabriel zwiastował Maryi dobrą nowinę. - Grotę mógł łączyć tunel z miejscem, gdzie odkryto dom - mówi.

- To bożonarodzeniowy dar – mówi Mark Hodara ze wspólnoty Nowa Droga, popierającej budowę w Nazarecie Międzynarodowego Centrum Maryjnego w miejscu wykopalisk. - Jezus mógł tu się bawić jako dziecko - spekuluje.

(ew/pap)

0 0 0

Czytaj także

Wigilia Bożego Narodzenia

W Kościele katolickim Święta Bożego Narodzenia poprzedza Wigilia, dzień przed narodzinami Jezusa Chrystusa.

Pierwszy dzień Świąt przypada 25 grudnia. Następny, drugi dzień Świąt jest obchodzony na pamiątkę świętego Szczepana, pierwszego męczennika za wiarę chrześcijańską.

Wieczór wigilijny jest jednym z najbardziej uroczystych świąt w roku. Do wieczerzy zasiadamy, gdy na niebie zabłyśnie pierwsza gwiazda, na pamiątkę gwiazdy prowadzącej Trzech Króli do Betlejem.

Na znak zgody i pojednania dzielimy się opłatkiem. Według zwyczaju, przy stole pozostawiamy jedno wolne miejsce dla przygodnego gościa. Jest to również wyraz pamięci o naszych bliskich, którzy nie mogą spędzić z nami świąt.

Zgodnie z polską tradycją, wieczerza wigilijna powinna być postna. Obecnie, według nowej formuły przykazań kościelnych, post nie jest obowiązkowy, ale jest zalecany zgodnie z tradycją. Jeśli wigilia przypada w piątek, wówczas post jest konieczny.

Liczba potraw wigilijnych dawniej była nieparzysta, ale od XIX wieku podaje się ich dwanaście - jest to liczba apostołów, a także miesięcy w roku. Są to specjalnie przygotowane dania postne. Zgodnie ze zwyczajem, powinno się skosztować każdej z nich, aby nadchodzący rok był udany.

W czasie wigilii pod obrusem powinno się znajdować sianko, które symbolizuje ubóstwo, w jakim narodził się Chrystus. Zebrani przy stole śpiewają kolędy i obdarowują się prezentami. Po uroczystej wieczerzy, o północy udają się na pasterkę. Msza upamiętnia oczekiwanie i modlitwę pasterzy zmierzających do Betlejem.

0 0 0

Czytaj także

Polak świąteczny wędrowniczek

We współczesnej cywilizacji zanikają więzi międzyludzkie. Święta to okres, kiedy rodziny spotykają się razem.
Posłuchaj
43'59

Socjologowie i antropolodzy alarmują, że współczesna cywilizacja informacyjna zmienia radykalnie obyczaje, zanikają więzi międzyludzkie, atomizuje się rodzina. Są jednak takie momenty w roku jak np. Święta Bożego Narodzenia, kiedy wracamy do obyczajów naszych przodków. O fenomenie świątecznego wędrowania i przyszłości tego zwyczaju będą mówili m.in.: prof. Beata Łaciak - socjolog i dr Andrzej Krasnowolski - antropolog kultury.

Ponadto w audycji: opowieść o naukowym wędrowaniu. Prof. Ryszard Ochyra z Instytutu Botaniki im. W.Szafera PAN w Krakowie i doc. Halina Bednarek-Ochyra - autorzy pierwszej w świecie kompletnej publikacji poświęconej mchom półkuli południowej opowiedzą o swoich wędrówkach w dokumentowaniu jednych z najstarszych i licznych (jest ich ponad 12 tysięcy) gatunków roślin. Zaprasza Dorota Truszczak.

Zobacz więcej na temat: Kraków święta
0 0 0