X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Historia

Krótka historia polskiej pilki nożnej

18.06.2008
0 0 0
Futbol w Polsce pojawił się na stałe w latach 80 XIX wieku. Pierwszym regionem, gdzie kopano piłkę na poważnie była Galicja.

Piłka nożna to  najpopularniejsza grą zespołową na świecie. Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) zrzesza ponad dwieście federacji. Również w Polsce futbol jest niezwykle popularny A jak się to wszystko zaczęło?

 

 

Futbol w Polsce pojawił się na stałe w latach 80 XIX wieku. Pierwszym regionem, gdzie kopano piłkę na poważnie była Galicja. Z istniejących do tej pory klubów palmę pierwszeństwa posiadają Wisła Kraków i Cracovia. Jednak pierwszym klubem była założona w 1904 roku Pogoń Lwów.

Po I wojnie światowej powstał Polski Związek Piłki Nożnej, który niebawem przystąpił do FIFA założonej w 1904 roku. Po zorganizowaniu PZPN-u rozwój piłki nożnej w Polsce uległ przyśpieszeniu. Pierwsze mistrzostwa kraju, nie rozegrane jeszcze systemem ligowy, lecz pucharowym przyniosły sukces Cracovii. W grudniu 1921 roku odbył się pierwszy mecz międzypaństwowy z Węgrami. Ważnym punktem w historii polskiej piłki nożnej były Igrzyska Olimpijskie w Paryżu. Pierwsze z udziałem polskiej reprezentacji. Niezwykłą decyzję podjął wówczas PZPN, dla lepszego przygotowania piłkarzy do zawodów, zawiesił rozgrywki ligowe. Udział w igrzyskach okazał się jednak kompletną klapą. Po porażce 0 do 5 z „bratankami”, zawodnicy wrócili do kraju.

Pierwsze rozgrywki ligowe zainaugurowano w 1927 roku. Przeciwnikiem utworzenia jednych rozgrywek był PZPN, ale większość czołowych drużyn, oprócz Cracovii, postanowiło wziąć udział we wspólnym przedsięwzięciu. Rozwój ligi wpłynął także na  umiejętności piłkarzy. Na potęgę ligową wyrósł zespół Ruchu Hajduki Wielkie, czyli dzisiejszego Ruchu Chorzów. Zespół z Górnego Śląska zdobył mistrzostwo pięciokrotnie i gdyby nie wybuch II wojny światowej mógłby dopisać szósty tytuł do swojej kolekcji.

Pierwszy udział w eliminacjach do Mistrzostw Świata miał miejsce w 1934 roku O awansie miał zadecydować dwa mecze z Czechosłowacją. Pierwszy pojedynek na stadionie Legii Warszawa Polacy przegrali 1:2, a na rewanż nie pojechali. Czy zdecydowały względy polityczne, czy strach przed dotkliwą porażką nie wiadomo. Jedna z wersji mówi o niechęci władz polskich i czechosłowackich do siebie. Jak było naprawdę chyba się nigdy nie dowiemy. Cztery lata później było już lepiej. Reprezentacja z orzełkiem na piersi wylosowała przeciwników z Belgradu. Jugosławia, choć dość mocna nie mogła przeciwstawić się sile ówczesnej polskiej reprezentacji.

Efekt obu spotkań był taki, że piłkarze pojechali do Francji. Tam spotkali się z już wielką, choć jeszcze nie faworyzowaną Brazylią. Ten mecz stał się jednym z najsłynniejszym w historii polskiej piłki nożnej. Pojedynek z 1938 roku niestety został jednak przegrany przez Ernesta Wilimowskiego i spółkę 5:6.

ZOBACZ MECZ POLSKA - BRAZYLIA NA MŚ 1938

Polska reprezentacja była wymieniana jako jeden z faworytów następnych Mistrzostw Świata (1942). Takie opinie nasiliły się  szczególnie po efektownej wygranej z wicemistrzem świata – Węgrami 4:2, na cztery dni przed wybuchem II wojny światowej.

Po wojnie Polska długo nie mogła doczekać się występu w finałowej fazie zarówno Mistrzostw Świata jak i europejskiego czempionatu. Nie znaczy to jednak, że nie posiadała piłkarzy wybitnych i nie rozgrywała genialnych spotkań. Do historii przeszedł słynny mecz na stadionie Śląskim. Nasza reprezentacja z Gerardem Cieślikiem w składzie „rozłożyła na łopatki” Związek Sowiecki ze słynnym Lwem Jaszynem. Mecz, jak każda wtedy rywalizacja sportowa ze wschodnim „bratem” miał oczywiście podtekst polityczny.

ZOBACZ MECZ POLSKA - ZSRR 1957

Reprezentacje grala coraz lepiej również dzięki sukcesom klubowym. To właśnie Górnik Zabrze zdobywający rok po roku mistrzostwa kraju, i Legia Warszawa stały się wizytówkami polskiego futbolu zagranicą. Na  efekty nie trzeba było długo czekać. Finał Pucharu Zdobywców Pucharów i półfinał Pucharu Europy Mistrzów Krajowych, w latach 90 zmienionego na Ligę Mistrzów. W końcu to co się nie udało pokoleniu Gerarda Cieślika, osiągnęli Kazimierz Deyna, Włodzimierz Lubański i Grzegorz Lato. Najpierw (1972) mistrzostwo olimpijskie w Monachium. A po nim piękne zwycięstwo nad Anglią w Chorzowie, a w październiku 1973 roku słynny remis na Wembley z genialną grą w bramce Jana Tomaszewskiego. Wszystko pod wodzą genialnego trenera jakim był Kazimierz Górski.

ZOBACZ MECZ POLSKA - ANGLIA 1973


Rok później był Mundial w RFN, gdzie „kopciuszek” z Polski pobił Argentynę, Włochów i Brazylię. Drogę do finału zamknęła porażka z gospodarzami. Trzecie miejsce ekipy prowadzonej przez trenera Kazimierza Górskiego stało się prawdziwym początkiem „złotej ery” polskiego futbolu. Jeszcze silniejsza reprezentacja wybrała się do Argentyny w 1978 roku. Oprócz kontuzjowanego cztery lata wcześniej Lubańskiego dołączył Zbigniew Boniek. Polakom jednak nie udało się odnieść oczekiwanego sukcesu.

Sukces przyszedł na następnych mistrzostwach, które odbywały się w cieniu stanu wojennego. Trzecie miejsce nie zostało zdobyte tak efektownie jak w 1974 roku. W półfinale przegraliśmy z późniejszymi mistrzami świata Włochami, a o porażce zadecydował brak w składzie, odsuniętego za żółte kartki Zbigniewa Bońka.

Ostatnie mistrzostwa „złotej ery” to cztery spotkania w Meksyku i słynna klątwa „Zibiego”,czyli Bońka, który przepowiedział, że Polska nie zagra na Mundialu przez 20 lat. Niewiele się pomylił. Po transformacji ustrojowej i upadku polskiej ligi na awans Polaków czekaliśmy 2002. Niestety drużyna Jerzego Engela nie sprostała zadaniu, podobnie jak 4 lata później wybrańcy Pawła Janasa. Teraz polscy fani czekają na powtórzenie sukcesów lat 70. i 80. przez pokolenie Ebiego Smolarka i Kuby Błaszczykowskiego. Już wkrótce eliminacje do kolejnych mistrzostw świata.

Rafał Panasewicz

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

„Lebiega w ząbek czesany".

Podobno po meczu na Wembley w 1973 roku kibice wpadli na pomysł, żeby Kazimierz Dolny przemianować na Kazimierz Górski.

Jak wspomina Lesław Ćmikiewicz szalona radość z pierwszego po 36 latach awansu do Mistrzostw Świata była tak duża, że politycy PZPR zdecydowali się opóźnić powrót reprezentacji o kilka godzin, ponieważ tego dnia odbywał się jakiś ważny zjazd partii.

Mecz na Wembley straszy kolejne pokolenia kibiców i piłkarzy. Jednak dzięki temu „zwycięskiemu remisowi” reprezentacja Polski otrzymała przepustkę na Mistrzostwa Świata w RFN, gdzie odniosła swój historyczny sukces. Polacy nie tylko grali skutecznie, ale i widowiskowo. Wielu ekspertów uważa, że gdyby nie fatalne opady deszczu przed meczem półfinałowym z Niemcami we Frankfurcie, Polacy zagraliby w finale tych mistrzostw. A tak zdobyli „tylko” trzecie miejsce... Ten niedosyt jest czymś niewyobrażalnym dla obecnego pokolenia. W 1976 roku Polacy zdobyli „tylko” srebrny medal olimpijski, co skłoniło Kazimierza Górskiego do złożenia rezygnacji z funkcji trenera. Dwa lata później podczas mistrzostw w Argentynie zajęła „tylko” 5 miejsce, co potraktowano jako kolejną porażkę. Trzeba było doświadczyć chudych lat 90. polskiego futbolu, żeby po latach docenić te „klęski”.

Olbrzymi wkład w sukcesy polskiego piłkarstwa w tamtym czasie miał trener Kazimierz Górski, który stworzył polski zespół od podstaw. W dwa lata udało mu się poukładać drużynę, która wpierw zdobyła złoty medal olimpijski, później trzecie miejsce na mistrzostwach świata i srebro na olimpiadzie w Montrealu. Dziennikarze zachwyceni grą polskiej drużyny próbowali dociekać przepisu pana Kazimierza na sukces. Tak powstało kilkadziesiąt powiedzonek Kazimierza Górskiego, które na stałe weszły do polskiego języka: „Piłka jest okrągła, a bramki są dwie”, „Mecz można, wygrać, przegrać lub zremisować”, „Chodzi o to żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika”, „Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe”, „Tak się gra, jak przeciwnik pozwala”, czy „Mi si wydaji, że gdy się szczęście zaczyna powtarzać, to nie jest już szczęście”. Po zakończeniu kariery równie enigmatycznie tłumaczył zawiłości futbolu widzom. Dziennikarzowi, który w przerwie meczu reprezentacji Polski zapytał go, jak nasza drużyna powinna zagrać po przerwie, żeby ten mecz wygrać?, odpowiedział z charakterystycznym lwowskim akcentem: „Mi si wydaji, że oni powinni strzelić bramkę”. Bo jak lubił podkreślać: „Piłka to gra prosta. Nie potrzeba do niej filozofii”. Dlatego na szczególnie natrętne pytania odpowiadał: „Co do szczegółów to niech się wypowiedzą specjaliści”.

Tymczasem Kazimierz Górski przez wiele lat przechowywał liścik jaki dostał od nerwowego kibica po jednym z pierwszych meczy w roli trenera. Po porażce z RFN 1:3 ktoś napisał do niego: „Ty lebiego w ząbek czesany, zajmij się lepiej trampkarzami”. Jak widać prawda to nie nowa, że na futbolu znają się w Polsce wszyscy.

Janusz Podolski

Zobacz jak grała reprezentacja pod wodzą Kazimierza Górskiego

0 0 0