X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Historia

Nieznane fotografie żony Hitlera

11.03.2011
Ewa Braun miała zwyczaje, których Hitler nie aprobował: malowała się, paliła papierosy i opalała się nago.

W Narodowych Archiwach USA odkryto nieznane dotychczas zdjęcia kochanki i żony Adolfa Hitlera - Ewy Braun (1912-45). Pochodzą ze skonfiskowanego przez Amerykanów w 1945 roku jej prywatnego albumu. Publikuje je w swoim serwisie agencja fotograficzna Getty Images, a przedrukował brytyjski tabloid "Daily Mail".

Zdjęcia odnalazł kolekcjoner i muzealnik Reinhard Schultz poszukujący materiałów o oficjalnym fotografie partii NSDAP i Hitlera, Heinrichu Hoffmanie, który miał w Monachium swoje fotograficzne studio. Hoffman towarzyszył fuehrerowi III Rzeszy m.in. w wyjazdach do okupowanej Polski, fotografował go na Westerplatte, w Warszawie i nad Bugiem, będącym granicą tzw. czwartego rozbioru Polski. Jego fotografie były wydawane w albumach i jako pocztówki.

Hitler poznał 17-letnią Ewę Braun w pracowni Hoffmana, gdzie pracowała jako modelka i asystentka. 56-letni Hitler ożenił się z 33-letnią Braun w 1945 roku - na 40 godzin przed śmiercią. Oboje popełnili samobójstwo w bunkrze w podziemiach kancelarii III Rzeszy w Berlinie.

Hitler i Braun stali się parą z początkiem lat 30. Jej rodzina nie aprobowała związku. Kilka lat później Braun stała się nieodłącznym elementem domu i towarzyskiego kręgu Hitlera w Berghof w pobliżu Berchtesgaden w Alpach. Od 1936 roku Braun uważana była za towarzyski filar najbliższego otoczenia Hitlera. Na oficjalnych spotkaniach z Hitlerem zaczęła się pokazywać jednak dopiero w 1944 roku po tym, gdy jej młodsza siostra Gretl wyszła za mąż za oficera łącznikowego SS pracującego dla Hitlera.

Odnalezione fotografie stanowią kronikę dzieciństwa, młodości i pobytu w Berghof Ewy Braun. Widać ją m.in. w wieku 9 lat w szkole zakonnej w Beilngries 70 km na północ od Monachium, skąd pochodziła jej rodzina. Na zdjęciach są też jej obie siostry, z których starsza, Ilse, była blisko związana z żydowskim chirurgiem dr. Martinem Levy Marxem, zanim nie wyemigrował do USA w 1938 roku.

Ze zdjęć wyłania się postać młodej kobiety, która lubiła pozować do fotografii w komicznych przebraniach, np. czarnego amerykańskiego jazzmana Al Jolsona, i dobrze się bawiła na monachijskim Faschingu (karnawale). Fotografowała też sama i miała własną ciemnię.

Ewa
Ewa Braun przebrana za Ala Jolsona

Braun miała zwyczaje, których Hitler nie aprobował, jak makijaż (fuehrer był wegetarianinem, a kosmetyki produkowano częściowo z produktów zwierzęcych), palenie i opalanie się nago, ale przez dłuższy czas mieszkając sama w Berghof, nie musiała się z nimi kryć. Na jednym ze zdjęć jej nagość skrywa tylko przeciwsłoneczna parasolka.

Braun była też wysportowana. Gustowała w wioślarstwie i uprawiała gimnastykę. Miała usposobienie kontestatorskie. Była oczytana i przywiązana do swoich psów - rasowych szkockich terierów.

Odnalezione zdjęcia dokumentują jej związki z Hitlerem i stopniową akceptację przez generalicję i aparatczyków III Rzeszy.

(pd)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Rewolwer Hitlera

"Kiedy słyszę słowo kultura odbezpieczam rewolwer...".

Fritz Lang wolał emigrację od współpracy z nazistami. Talent Leni Rifestahl rozkwitł pod skrzydłami Hitlera. A co z tymi, którzy każde swoje słowo dedykowali wodzowi?

Byli to artyści, fanatycznie wielbiący Führera. Na szczęście odczytana dziś propagandowa wymowa ich dzieł, ociera się o grafomanię a ich popularność umarła razem z III Rzeszą. Należał do nich Hanns Johst, dramaturg, którego dziś kojarzy się głównie jako autora hasła: „Kiedy słyszę słowo kultura odbezpieczam rewolwer”. Potem te same słowa przypisywano niesłusznie Goebbelsowi i Göringowi, który tylko cytował kolegę literata.

Ekspresyjne początki

 

Wielbili Hitlera.

Wielbili Hitlera.źr. wikipedia

Hanns Johst urodził się w 1890 roku w miejscowości Seehausen koło Drezna. Od małego marzył o tym żeby poświęcić się dla dobra ludzkości. Oczyma wyobraźni widział siebie jako misjonarza w jednym z zapomnianych przez Boga i ludzi krajów Afryki. Właśnie, dlatego w wieku siedemnastu lat zaczął pracować jako pielęgniarz w jednym z zakonów. Potem musiał ulec ojcu i na jego żądanie rozpoczął studia medyczne. Startował w Lipsku, potem było Monachium i Wiedeń, w tym ostatnim zainteresował się też filozofią i historią sztuki. W międzyczasie próbował sił jako aktor. Widać, że zachowywał się jak typowy młody człowiek, nie mogący odnaleźć się w dorosłym życiu. Dawne ambicje przykryte obowiązkiem wobec ojca zaczęły ewoluować w stronę sztuki.

Podobnie jak u wielu innych ludzi, przełomem w jego życiu była I wojna światowa. Do wojska zgłosił się na ochotnika, a zaraz po zakończeniu działań frontowych zajął się literaturą. Osiadł w okolicach Monachium. Bogato się ożenił, co pozwoliło mu swobodnie kontynuować karierę pisarską. W tej sielskiej, alpejskiej atmosferze Hanns Johst starał się „jednoczyć z ziemią na śmierć i życie”. Jego wczesne dzieła miały klimat ekspresjonistyczny. Nie ma się czemu dziwić, przyszły pierwszy dramaturg Hitlera był wyczulony na mody, a w Niemczech lat dwudziestych XX wieku królował właśnie ekspresjonizm.

Naprawdę poczuł się we własnej skórze, kiedy założył mundur SS-Grupenfürera. Po chwilowym romansie z ekspresjonizmem zmienił front mówiąc, że dramaturgię rozumu pragnie zastąpić dramaturgią uczucia. Żądał dramatu monumentalnego i na wskroś niemieckiego.

Nazistowskie zauroczenie

Hanns Johst, 1935.

Hanns Johst, 1935.źr. wikipedia

Jego miłość do nazizmu zaczęła się podczas monachijskiego puczu Hitlera w listopadzie 1923 roku. Hanns Johst po tym wydarzeniu zaczął tworzyć dramaty narodowosocjalistyczne, jego idol siedząc w wiezieniu również pisał. Efekt? „Mein Kampf”. Na Parteitagu w Norymberdze Hanns Johst otrzymał pierwszą nagrodę NSDAP za wybitne osiągnięcia w dziedzinie kultury i nauki.

W lutym 1933 roku doszło do czystki w Pruskiej Akademii Poezji. Usunięto dotychczasowego przewodniczącego, Henryka Manna. Stanowisko przejął Hanns Johst.
20 kwietnia tamtego roku Hitler obchodził czterdzieste czwarte urodziny. Wieczorem, w jednym z Berlińskich teatrów odbyła się uroczysta prapremiera sztuki „Schlageter” w „bezgranicznym uwielbieniu i niezmiennej wierności” dedykowanej przez Johsta (jej autora) Führerowi. To właśnie wtedy pojawiła się kwestia: „Kiedy słyszę słowo kultura odbezpieczam rewolwer”.

W maju 1933 roku Hanns Johst był już członkiem niemieckiej delegacji na posiedzeniu PEN Clubu w Dubrowniku. Niemcy byli przez cały czas zjazdu krytykowani. Głównym problemem intelektualistów była ich polityka wobec narodu Żydowskiego i sprawa palenia książek. Dwa lata później władze niemieckie zakazały działalności niemieckiego oddziału PEN Clubu. Oficjalnym powodem wystąpienia z organizacji była odmowa przyjęcia do niej „komunistycznych członków prowadzących fanatyczną propagandę przeciw III Rzeszy”.

Kariera Hannsa Johsta nabierała tempa. Do zaszczytów, jakie miał na koncie, dołączyło nawet wyróżnienie za twórczość poetycką. Sam przewodniczący Hanns Johst typował poetę Hannsa Johsta do tej nagrody. Wsparli go Hitler, Himmler i Goebbels. Tak Johst został czołowym poetą narodowosocjalistycznych Niemiec.

Kariera nade wszystko

Adolf Hitler.

Adolf Hitler.źr. wikipedia

Hanns Johst był wtedy duszą towarzystwa elity III Rzeszy. Bywał na premierach i wystawach. Przyjaźnił się z ludźmi z najwyższych kręgów władzy. Kiedy objął funkcję Przewodniczącego Izby Pisarstwa III Rzeszy i wiceprzewodniczącego Zjednoczenia Artystycznych Zarządów Scen, stał się człowiekiem rozchwytywanym przez ludzi sztuki. Mógł dużo załatwić, pomóc, doradzić. Potrafił podlizywać się władzy z takim wdziękiem, że spełniano jego liczne prośby i wstawiennictwa. Powszechnie wiedziano, że Johstowi zdarzają się nawet audiencje u samego Führera. Pisarz czuł, że znajduje się na właściwym miejscu. Nareszcie to on rozdawał karty w świecie kultury i sztuki.

Działalność karierowicza takiego jak Johst była tym prostsza, że naprawdę ubóstwiał Hitlera i jego ideologię. W 1938 roku pisał do Henricha Himmlera: „Moja religia nazywa się Niemcy, moja komunia to SS”. A o samym Führerze: „ten człowiek nie wie, co to maska, on nosi zawsze tę samą – swoją twarz (…). Rozmowa z Führerem ma swoją dramaturgię. Od stwierdzenia do stwierdzenia. Od decyzji do decyzji. (…) Swoją fantastyczną wręcz siłą z surowych szkiców, z horyzontalnej geometrii Führer stwarza plastyczną, pełną wyrazu, architekturę”.

Johst w uznaniu zasług został powołany na stanowisko kierownika hitlerowskiego Kampfbundu „Für Deutsche Kultur” (Związku Walki o Kulturę Niemiecką). Spełniał wymagania stawiane przez przełożonych: miał legitymację partyjną z numerem 287, Order Krwi i był posłem do Reichstagu z ramienia NSDAP.

 

Rewolwer Hitlera...

Rewolwer Hitlera...źr. wikipedia

Dla ludzi władzy takich jak Martin Bormann, Goebbels czy Himmler - Johst był autorem listów, w których łączył zachwyt nad narodowosocjalistyczną ideą z wręcz służalczym podlizywaniem się. Spragniony kultury teatralnej „naród III Rzeszy” (a pozbawiony wartościowych pozycji dramaturgów uznanych za niewygodnych), mógł rozkoszować się takimi jego dramatami, jak: „Prorocy”, „Król”, „Thomas Peine” i oczywiście najbardziej znany „Schlageter”.

Johst przeżył wojnę, po której twierdził, że uwiódł go Adolf Hitler i jego idea, a nie władza i pragnienie opływania w zaszczyty. W 1945 roku został internowany i postawiony przed sądem w Monachium. Uznano go winnym i skazano na dziesięcioletni zakaz uprawiania zawodu pisarza, trzy lata obozu i karę finansową.

Człowiek będący żywym dowodem na to, że karierowicz znajdzie swoje miejsce w każdym ustroju, wykorzystując do swoich celów nawet tak szlachetną dziedzinę, jak literatura, zmarł 23 listopada 1978 roku w Ruhpolding. Samarytańskie idee małego Johsta umarły wiele lat wcześniej.

Dziś ludzie pamiętają tylko ten rewolwer.

Piotr Jezierski

Korzystałem z artykułu „Hanns Johst – pisarz w mundurze SS” Wiesławy Czaplińskiej w ARTYŚCI W TRZECIEJ RZESZY, ABC 1997.

Czytaj także

Obrazy zbrodniarza

Kolekcjonerzy coraz chętniej kupują obrazy zbrodniarzy. "Dzieła" tyranów osiagają astronomiczne ceny.

Trzynaście akwareli przypisywanych młodemu Adolfowi Hitlerowi sprzedało się na aukcji w Wielkiej Brytanii za ponad 95 tysiecy funtów – poinformował internetowy serwis BBC.

Sprzedawca namalowanych w latach 1908-1914 obrazów odkupił je od brytyjskiego żołnierza, który w 1945 roku stacjonował w Essen w Niemczech. Od tego czasu obrazy tkwiły w garażu kolekcjonera, aż postanowił wystawić je na sprzedaż w domu aukcyjnym Mullock's w miejscowości Ludlow w zachodniej Anglii.

Cena najdroższej z akwareli, przedstawiającej samotnego mężczyznę siedzącego na kamiennym moście, sięgnęła 10 tysięcy funtów. Niewykluczone, że jest to autoportret późniejszego dyktatora III Rzeszy. Większość z 13 zlicytowanych obrazów to pejzaże.

Przedstawiciel domu aukcyjnego Richard Westwood-Brookes przyznał, że kwota ze sprzedaży domniemanych obrazów Hitlera wielokrotnie przekroczyła jego oczekiwania. Jak powiedział, liczył na sumę 5-6 tysiecy funtów. "Jako dzieła sztuki, nie jest to Picasso" -
skomentował.

W 2006 r. w południowo-zachodniej Anglii pod młotek poszło 21 powstałych w czasie I wojny światowej obrazów dyktatora, które znaleziono na strychu domu w Belgii. Osiągnęły one cenę 118 tysiecy funtów.

Dwie akwarele namalowane przez Hitlera zostaną jeszcze w tym miesiącu zlicytowane w Norymberdze w domu aukcyjnym Wiedler.

W 1907 i 1908 roku Hitler bez powodzenia starał się o przyjęcie na Akademię Sztuk Pięknych w Wiedniu. Utrzymywał się ze sprzedaży malowanych przez siebie pocztówek i akwarel. "Gdyby dostał się do szkoły, dzisiaj znalibyśmy go jako artystę, a nie jako tyrana" spekuluje Westwood-Brookes.


(pap/iar/pd)

Czytaj także

Hitler w różowym mundurze

We włoszech pojawiła się reklama z wodzem III Rzeszy. Jej twórcy tłumaczą, że celem było wyśmianie jednego z największych zbrodniarzy w historii.

Portret Hitlera w różowym mundurze i z czerwonym sercem na opasce na ramieniu oraz hasłem: "zmień styl, nie naśladuj swojego lidera" - tak wyglądają billboardy reklamowe włoskiej firmy odzieżowej ustawione w Palermo. Reklama wywołała liczne protesty.

We wniosku do prokuratury na Sycylii miejscowe stowarzyszenie kombatantów II wojny światowej zażądało natychmiastowego usunięcia reklamy. "Nie rozumiemy, jak władze mogły pozwolić na jej umieszczenie" - napisał szef stowarzyszenia z Palermo Ottavio Terranova, cytowany przez poniedziałkową włoską prasę.

Terranova wyraził opinię, że wizerunek ten "narusza zasady demokratyczne i konstytucyjne" Włoch.

Dziennik "Corriere della Sera" podał, że grupa mieszkańców Palermo wystosowała listy z prośbą o interwencję bezpośrednio do prezydenta Włoch Giorgio Napolitano. Tymczasem twórcy reklamy tłumaczą, że jej celem było wyśmianie przywódcy III Rzeszy

Czytaj także

Zapiski skruszonego nazisty

Były architekt Hitlera i minister uzbrojenia III Rzeszy, przez dwadzieścia lat prowadził tajny więzienny dziennik.
Posłuchaj
18'11 Eryk Lipiński wspomina proces w Norymberdze i zeznania Hansa Franka

W 2010 roku po raz pierwszy pojawił się na rynku polski przekład Dzienników ze Spandau Alberta Speera. Ten były architekt Hitlera i minister uzbrojenia w III Rzeszy został skazany w procesie norymberskim na 20 lat pozbawienia wolności. Wyrok odsiadywał w berlińskim więzieniu Spandau. Prowadził wówczas dziennik, który dziś jest pasjonującą lekturą, nie tylko dla miłośników historii.

Speer pisze o bieżących sprawach, ale i często wraca do przeszłości. Przez lata znajdował się blisko Hitlera i dzięki temu wiemy, jakie ten czytał książki, których artystów cenił, a którymi pogardzał, śledzimy jego fascynację operą, a w szczególności muzyką Richarda Wagnera. Obserwujemy jak wokół Hitlera tworzą się rozmaite koterie, oraz jak dowódcy wojskowi i przywódcy partyjni wchodzą w łaski wodza, bądź tracą swoje wpływy.

Lektura Dzienników może być bardzo ciekawa również z psychologicznego punktu widzenia. Autor miota się między poczuciem winy i odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie, a wyobrażeniami o tym, co mógłby osiągnąć, a przede wszystkim, jakie budowle wznieść, gdyby Niemcy wygrali wojnę. Generalnie jednak Speer, w przeciwieństwie do innych towarzyszy niewoli, uznaje swoją winę i zasadność kary, którą odbywa. Jednocześnie musi przyzwyczaić się do tego, że aktywne życie wpływowego ministra zamienił na więzienną celę. Szuka sposobów, żeby uchronić się od utraty zmysłów. W tym celu wymyśla m. in. wirtualną wędrówkę po Europie i Azji. Tak jak kiedyś cieszył się pięknym autem, w więzieniu cieszy się, mając w miarę czystą koszulę.

Interesująca jest wreszcie sama opowieść o codziennym życiu w więzieniu i to, jak na sytuację więźniów wpływa wielka polityka. Kiedy stosunki między państwami zachodnimi, a ZSRR zaostrzają się, natychmiast pogarsza się jedzenie więźniów w miesiącu, gdy Spandau zarządzają Rosjanie. Zdarzają się również sytuacje zabawne – na przykład, kiedy wielki admirał, który niegdyś dowodził niemiecką marynarką wojenną, teraz decyduje o systemie dystrybucji gazet wśród skazańców. Pewnej tajemniczości nadaje życiu w Spandau obecność nieodgadnionego Rudolfa Hessa. Wydaje się, że największą karą, jaką ponosi Albert Speer, jest nie pozbawienie wolności, ale odizolowanie do jego żony i sześciorga dorastających dzieci.

Paweł Ziemnicki

Czytaj także

Nazista z długim językiem

Hitler zakwalifikował dokument jako "ściśle tajny najwyższej wagi państwowej".

W czasie ofensywy zimowej w Ardenach na przełomie 1944 i 1945 roku Niemcy zdobyli kopię brytyjskiego tajnego rozkazu operacyjnego, oznaczonego kryptonimem Eclipse. Rozkaz zawierał projekt podziału Niemiec, które po wojnie miały się znaleźć pod okupacją zwycięskich mocarstw. W obawie, że materiał ten mógłby doprowadzić do paniki, Hitler zakwalifikował dokument jako "ściśle tajny najwyższej wagi państwowej". W związku z tym mogli go zobaczyć tylko nieliczni, zaufani współpracownicy dyktatora. Jednym z nich był Alfred Jodl, szef sztabu dowodzenia OKW (Oberkommando der Wehrmacht).

Wbrew rozkazom Jodl pokazał kopię Eclipse swojej narzeczonej Luise. Ta obejrzała uważnie mapy załączone do alianckiego rozkazu. Wynikało z nich niezbicie, że Amerykanie będą okupować południową część kraju, Brytyjczycy północno-zachodnią, Rosjanie zajmą natomiast kawałek centrum i całą wschodnią część Rzeszy. Narzeczona Jodla nie miała wątpliwości, że mapy są autentyczne. Z żalem uświadomiła sobie, że dom jej rodziny w Górach Harzu stoi w przyszłej strefie sowieckiej. Luise postanowiła działać. Narażając siebie i Jodla zadzwoniła do żony swojego brata, żeby ostrzec rodzinę przed pozostaniem na obszarze radzieckiej okupacji. Po kilku minutach błahej rozmowy przekazała bratowej zaszyfrowaną wiadomość: "Wiesz, wschodni wiatr jest w tych dniach bardzo silny. Poważnie myślę, że ty i dzieci powinniście pojechać na zachód, za rzekę".

Paweł Ziemnicki

Czytaj także

Niemcy uwierzyli w fałszywe informacje aliantów

Naziści nie zorientowali się, że podwójny agent przekazuje im fałszywe informacje, ponieważ mieli do niego pełne zaufanie.
Posłuchaj
02'50 Nagranie archiwalne z uroczystości w 25. rocznicę bitwy o wzgórze "Maczuga", bitwy o Falaise. Generał Maczek przypomina te wydarzenia i udział 1. Dywizji Pancernej w II wojnie światowej.

Opublikowany po raz pierwszy na portalu BBC dokument, który został znaleziony w brytyjskim ośrodku łamania szyfrów Enigmy - Bletchley Park - potwierdza, że Niemcy zostali zmyleni w sprawie lokalizacji desantu na Normandię.

Dokument, na który natrafiono podczas prac nad stworzeniem cyfrowego archiwum ośrodka w Bletchely Park sugeruje, że Niemcy nie zorientowali się, że podwójny agent przekazuje im fałszywe informacje, ponieważ mieli do niego zaufanie.

Agent ten - Katalończyk nazwiskiem Joan Pujol Garcia - był znany Brytyjczykom jako Garbo, a Niemcom jako Arabel. Odegrał kluczową rolę w operacji Fortitude, mającej na celu przekonanie niemieckiego wywiadu, że główny desant nastąpi w Pas de Calais, a nie w Normandii.

Kierując się fałszywą informacją Niemcy rozmieścili w Pas de Calais duże siły, które zostały wyłączone z najważniejszych walk w Normandii.

Garbo-Arabel został zwerbowany przez Brytyjczyków do operacji Double Cross, mającej na celu dezinformowanie Niemców przy pomocy niemieckich agentów, których przekonano do przejścia na stronę aliantów. Niemiecki zaszyfrowany dokument nadany z pomocą Enigmy i przechwycony w Bletchley Park dowodzi, że Niemcy dali się oszukać i byli przekonani - nawet po rozpoczęciu alianckiej operacji w Normandii - że jest to tylko próba odwrócenia ich uwagi i przykrywka dla głównego ataku na Calais. Dzięki tej dezinformacji, w inwazji na Normandię (D-Day), w której brała między innymi udział 1 Dywizja Pancerna gen. Stanisława Maczka, alianci ponieśli mniejsze straty.

Z dokumentu z Bletchley Park wynika, iż alianccy dowódcy mieli świadomość, że Niemcy zostali zmyleni i dawało im to wiarę w szanse na powodzenie desantu.
Operacja wykorzystywania podwójnych agentów była realizowana przez MI5 wspólnie z oddziałem V wywiadu (MI6). W operacji Double Cross brali też udział Polacy.
Stosunkowo sporo wiadomo o jednym z nich, który miał pseudonim Rover, został zwerbowany przez niemiecki wywiad wojskowy i przeszedł na stronę Brytyjczyków w Gibraltarze. Przekazywał Niemcom fałszywe informacje na temat skuteczności ich ataków rakietami V2 i naprowadzał je na cele mniej istotne strategicznie.

(p.d)

Czytaj także

Jak Polacy z Hitlerem pokonali Sowietów

- Dziś trudno sobie wyobrazić, aby Polska współpracowała z III Rzeszą. Mnie, jako historyka zawsze to interesowało - mówi Piotr Bojarski.

Zabójstwo młodego poznaniaka i śledztwo w tej sprawie jest wiodącym wątkiem książki Piotra Bojarskiego "Kryptonim Posen", której akcja dzieje się w 1944 roku po tym, jak Polska, jako sojusznik III Rzeszy przyczyniła się do pokonania Związku Radzieckiego.

 "Kryptonim Posen" rozpoczyna się od opisu defilady zwycięstwa w Warszawie, po tym jak sojusznicze armie niemiecka i polska pokonały wojska sowieckie. Defilada rozpoczęła się 1 sierpnia o godzinie 17. 00

- Szeroką ulicą maszerowały pułki I Dywizji Kadrowej wsławionej odparciem sowieckiego kontrnatarcia na Kijów. Piechurzy szli mocnym równym krokiem (...) najeżone bagnetami karabiny budziły respekt. Na tych bagnetach roznieśli bolszewików na drugim brzegu Dniepru" - opisuje autor defiladę zwycięstwa.

Według autora wygrana z Rosją Sowiecką była początkiem końca sojuszu polsko-niemieckiego. Autor w jednym z rozdziałów opisuje Hitlera, który wydaje rozkaz wojny z Polakami, a ostatnia część książki mówi o ataku Niemców. Do sztabu Generalnego Wojska Polskiego napływają meldunki z całego kraju: "Bombardują Westerplatte. Zajęli Stanisławów. Lwów otoczony. Pancerne czołówki na warszawskiej Pradze.(...) Marszałek oparł się łokciem o framugę i oddychał ciężko przytłoczony skalą inwazji. A więc wojna pomyślał. To już koniec. Od pięciu lat dzień w dzień męczyło go przeczucie, że flirt z Rzeszą skończy się kiedyś zapaścią".

Autor podczas spotkania powiedział, że chciał się zastanowić jakby to było, gdyby Polska została w 1939 roku sojusznikiem Hitlera. - Dziś trudno sobie wyobrazić sytuacje, aby Polska mogła współpracować z III Rzeszą. Mnie, jako historyka z wykształcenia, to zawsze interesowało. Dlaczego wybraliśmy w 1939 roku konfrontację z III Rzeszą? Chciałem też pokazać, jak mogłaby wyglądać Polska, bez zniszczeń wojennych i eksterminacji - powiedział podczas spotkania z dziennikarzami Piotr Bojarski.

Akcja kryminalna powieści toczy się w Poznaniu. Komisarz Kaczmarek próbuje rozwikłać zagadkę śmierci młodego poznaniaka. - Poznań z lat 30. i 40. ubiegłego wieku jest w naszej literaturze nieobecny i chciałem to zmienić. Opowieść miała być kryminalna, ale wątek ten jest dla mnie tylko pretekst do myślenia nad alternatywną historią - powiedział Bojarski.

Podczas tworzenia postaci Bojarski wzorował się na autentycznych postaciach ówczesnego Poznania, które opisywał jako dziennikarz. Jedną z nich była Niemka Wilhelmina Guenther, która po śmierci swojego ukochanego w obozie koncentracyjnym wstąpiła do Armii Krajowej, za co została zgilotynowana w Berlinie w 1944 roku.

Inną historyczną postacią był słynny poznański drobny handlarz i woźnica Antoni Gąsiorowski, główny wykonawca "Akcji Bollwerk", największej operacji dywersyjnej Okręgu Poznańskiego AK w 1942 roku, kiedy spalono wielkie wojskowe magazyny z odzieżą i żywnością.

(p.d)