Historia

50 lat temu czarna ospa zaatakowała Wrocław

19.09.2013 07:00
- Ubrani byliśmy w stroje ochronne, podwójne fartuchy, rękawiczki gumowe, maski, czepki, specjalne buty - wspominał jeden z lekarzy. Latem 1963 roku wybuchła we Wrocławiu epidemia czarnej ospy. Miasto zostało na kilka tygodni odcięte od reszty kraju.
Epidemia czarnej ospy we Wrocławiu, dezynfekcja w jednym z szpitali, PAPCAF
Epidemia czarnej ospy we Wrocławiu, dezynfekcja w jednym z szpitali, PAP/CAFFoto: Eugeniusz Wołoszczuk
Posłuchaj
17'22 "Alarm dla miasta odwołany" - arch. rep. Heleny Małachowskiej i Jadwigi Skotnickiej (28.11.1963)
02'54 Przypadek czarnej ospy - fragm. arch. aud. z cyklu "Muzyka i Aktualności" (30.10.1963)

Początkowo lekarze nie byli w stanie właściwie zdiagnozować choroby. Wysypkę, która pojawiała się na ciele osób zarażonych, przypisywano ospie wietrznej. Tymczasem okazało się, że była to czarna ospa. Przywlókł ją do Polski nasz rodak powracający z Indii. W sumie zachorowało 99 osób, z czego 7 zmarło.

Złe rozpoznanie

Pierwszą śmiertelną ofiarą epidemii we Wrocławiu była pielęgniarka, córka salowej, która sprąatała  izolatkę chorego z Indii. Kobieta miała lekką odmianę ospy prawdziwej. Początkowo stwierdzono u niej ospę wietrzną. Dość szybko wyzdrowiała. Natomiast poważne objawy wystąpiły u jej córki. Lekarze sądzili, że zapadła ona na białaczkę o niespotykanie gwałtownym przebiegu. Następnym chorym był syn salowej. Zachorował też lekarz, u którego salowa szukała porady. Mijały dni, wirus się rozprzestrzeniał, a wciąż brakowało właściwej diagnozy.

Dopiero półtora miesiąca po pierwszych zachorowaniach, 15 lipca 1963 r., we Wrocławiu ogłoszono stan pogotowia przeciwepidemiologicznego.

Wybuch epidemii

- Najwięcej zgłoszeń było pod koniec pierwszego tygodnia od ujawnienia epidemii: około 60 przypadków na dobę. Konsultantów było trzech, nie spaliśmy praktycznie w ogóle przez 12 dni - mówił dr Andrzej Ochlewski, bohater archiwalnego reportażu "Alarm dla miasta odwołany" nadanego w Polskim Radiu 28 listopada 1963 r. Jego autorkami były Helena Małachowska i Jadwiga Skotnicka.

Autorki audycji dotarły też do dr Alicji Surowiec. - 17 lipca zgłosiłam się normalnie do szpitala na swój 24-godzinny dyżur - wspominała dr Alicja Surowiec. - Początkowo  nic nie wskazywało na dalszy rozwój wypadków. W godzinach popołudniowych zawiadomiono mnie, że mam pojechać do pałacyku w Szczodrem, gdzie organizowano szpital dla chorych, u których stwierdzono ospę. Wieczorem wyjechaliśmy. Tam zastałam tylko jedną pielęgniarkę i jedną salową. Ze sobą zabrałam dwie pielęgniarki i dwie salowe. Dr Alicja Surowiec spędziła z chorymi 95 dni.

Pozostałości
Pozostałości pałacu w Szczodrem, woj. dolnośląskie. Wikimedia Commons/cc. Fot.: Bandurr

Blokada Wrocławia

Walka z epidemią zaczęła się od zamknięcia trzech szpitali, które stały się ogniskami choroby. Władze Wrocławia wspólnie z ministerstwem zdrowia podjęły decyzję o wprowadzeniu szczególnych rygorów w mieście: przymusowej kwarantannie, przymusowej izolacji osób podejrzanych o kontakty z zarażonym, leczeniu w zamkniętych szpitalach ospowych, obowiązkowych szczepieniach pod groźbą odpowiedzialności karnej. Tym, którzy nie chcieli podporządkować się wprowadzonym przepisom groziły wysokie grzywny, a nawet więzienie. Stworzono też karne izolatki dla awanturników i buntowników.

- Musieliśmy zabezpieczyć dojście kogokolwiek do szpitala, więc zostały zamknięte wszystkie bramy, później została zorganizowana obstawa milicyjna - opowiadała dr Alicja Surowiec. - W miarę, jak przybywało pacjentów, zaczęło nam brakować miejsc. Wtedy wpadłam na pomysł, żeby w ogrodzie rozstawić wojskowe namioty.

Odwołanie alarmu

Blokada Wrocławia trwała 95 dni. Została odwołana 19 września 1963 roku. Był to ostatni przypadek czarnej ospy, jaki odnotowano w Polsce. Na kanwie ówczesnych wydarzeń powstały m.in. książka "Żołnierze grzechu" Andrzeja Ziemiańskiego oraz film fabularny Romana Załuskiego pt. "Zaraza".

Jak przebiegała dramatyczna walka z czarną ospą we Wrocławiu 50 lat temu? - posłuchaj archiwalnego reportażu Heleny Małachowskiej i Jadwigi Skotnickiej.

 

bs

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Szczepić czy nie szczepić? Pediatrzy alarmują

13.08.2012 09:01
W Polsce pojawiła się moda na "ekorodzicielstwo", które zakłada m.in. odstawienie szczepionek dla dzieci. Czy to groźne i jaka jest prawda o szczepionkach, w Sygnałach Dnia mówił pediatra Piotr Albrecht.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: sxc.hu/public domain
Posłuchaj
06'11 Szczepić, czy nie szczepić słuchaj rozmowy w Sygnałach Dnia

W USA rośnie liczba zachorowań na krztusiec. Oznacza to, że bakteria się uodparnia czy, że działa lobby antyszczepionkowe? Zdaniem gościa radiowej Jedynki, lekarza pediatry Piotra Albrechta, trudno jednoznacznie powiedzieć.
- Ale zdecydowanie, ja też spotykam się z rodzicami, którzy odmawiają szczepień, bo twierdzą, że to szkodliwe, wbrew naturze. Odpowiadam na to, że skoro działamy "ekologicznie", to rezygnujemy też z telewizji, radia, światła, czy telefonów. I skoro nie szczepimy dzieci, to następstwa choroby przypisujemy sobie, a nie społeczności i nie obciążamy społeczności kosztami leczenia – mówi Piotr Albrecht.
Jak tłumaczył ekspert, jeżeli zaszczepionych jest ponad 95 proc. dzieci, to ryzyko zachorowania dla pozostałych jest mała. - Natomiast jeśli zejdziemy poniżej tej granicy, będziemy widzieć znowu polio, czy koklusz – alarmuje pediatra.
Na pytanie: szczepić, czy nie szczepić ekspert odpowiada: zdecydowanie szczepić. - Ja zaszczepiłem wnuki na wszystko co możliwe i mają się dobrze – dodaje lekarz.
Jak duże jest ryzyko powikłań po szczepieniach i czy w Polsce rzeczywiście poważnym problemem w przypadku szczepień są pieniądze – słuchaj w nagraniu rozmowy z gościem Jedynki.
Rozmawiali Daniel Wydrych i Krzysztof Grzesiowski.

ei

Czytaj także

Koklusz wcale nie przestał być groźny

29.01.2013 09:33
Jeszcze w latach 40. ubiegłego wieku choroba ta była częstą przyczyną śmierci niemowląt. Problem udało się wyeliminować dzięki szczepionkom. Nadal jednak zdarzają się nowe przypadki zachorowań, a w Polsce liczba ta wręcz rośnie.
Prof. Andrzej Radzikowski
Prof. Andrzej RadzikowskiFoto: Wojciech Kusiński/PR
Posłuchaj
12'21 Prof. Andrzej Radzikowski w "Sygnałach dnia"
Obejrzyj
Prof. Andrzej Radzikowski w "Sygnałach dnia"

- Teraz jest to choroba nastolatków, młodych dorosłych i w ogóle dorosłych. Jest tym bardziej podstępna, że nie ma takich wyraźnych objawów jak koklusz u małych dzieci, czyli charakterystyczny duszący, piejący kaszel. To może być zwyczajne, trochę cięższe albo trochę dłuższe zapalenie oskrzeli - mówił w "Sygnałach dnia" prof. Andrzej Radzikowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Gość Jedynki uczulał, by szczepić się przeciwko krztuścowi (koklusz to nazwa potoczna - przyp. red.). - Noworodki do szóstego tygodnia życia są zupełnie na tę chorobę nieodporne i mogą nawet umrzeć z jej powodu. Każda przyszła mama, ojciec, babcia i dziadek, którzy spodziewają się przyjścia na świat dziecka, powinni się więc zaszczepić. Ta szczepionka ma nawet w swojej nazwie słowo "przypomnienie" w języku lekarskim, czyli "booster". Jedno szczepienie i zabezpieczone będą i te starsze osoby, ale przede wszystkim maleństwo - podkreślał.

Według statystyk przytaczanych przez Narodowy Instytut Zdrowia w 2011 roku zanotowano w Polsce niespełna 1,7 tys. przypadków krztuśca, a w 2012 – prawie 4,7 tys. Zdaniem prof. Andrzeja Radzikowskiego świadczy to o tym, że zwiększył się stopień wykrywalności tej choroby.

Rozmawiali Krzysztof Grzesiowski i Mariusz Syta.

Więcej w nagraniu audycji!

pg