X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Historia

Jan Gwalbert Pawlikowski

08.01.2009
0 0 0
Prekursor ekologii, działacz endecji, taternik, społecznik i badacz twórczości Juliusza Słowackiego, to tylko ułamek tego, czym zajmował się Jan Gwalbert Pawlikowski.

„Niczego nie odbierając dokonaniom Pawlikowskiego na /.../ różnych polach, można /.../ powiedzieć, że jego największe zasługi wiążą się z ochroną przyrody, i sprawiedliwie należy mu się miano »pioniera« jej ruchu w Polsce” – pisze prof. Jacek Kolbuszewski.

Wielki umysł

Urodził się 18 marca 1860 r. w Medyce w zamożnej rodzinie ziemiańskiej o tradycjach artystycznych i społecznikowskich. Ojciec, Mieczysław, był literatem, politykiem i publicystą. Starszy brat, Tadeusz, to wybitny reformator polskiego teatru; młodszy – Michał, był redaktorem renomowanego pisma kulturalno-literackiego „Lamus”.

Na UJ studiował historię, geografię i historię literatury, tamże oraz w Wiedniu prawo, z którego doktoryzował się w Krakowie w 1885 r. Studia rolnicze odbył w Halle, Wiedniu i Dublanach, w stolicy Austrii zapoznał się także ze statystyką i ekonomią społeczną.

Od roku 1887 zarządzał ze świetnymi skutkami rodzinnym majątkiem – było to 17 folwarków o powierzchni 8600 hektarów. Wprowadzał najnowsze światowe trendy rolne, był cenionym znawcą drzew owocowych, za dokonania botaniczno-ogrodnicze otrzymał najwyższe austriackie odznaczenia branżowe. Szczególnie ważne były jego badania dotyczące technologii i nawożenia upraw, które w znacznej mierze zwiększyły wydajność rolnictwa.

W 1891 r. został profesorem znakomitej Wyższej Szkoły Rolniczej w Dublanach, gdzie szefował katedrze ekonomii społecznej, wykładał także m.in. skarbowość, politykę agrarną, prawo rolne, ekonomikę rolnictwa. Swą wiedzę popularyzował również na łamach licznych czasopism, był m.in. członkiem redakcji „Ekonomisty Polskiego”, sporządził wszystkie hasła związane z rolnictwem dla „Encyklopedii Macierzy Polskiej”. We Lwowie założył w 1902 r. Szkołę Nauk Politycznych, wykładał także na uniwersytecie w tym mieście. A była to zaledwie jedna z wielu form aktywności człowieka, który od początku XX stale tracił wzrok.

Człowiek-instytucja

 

''  

Akademia Rolnicza w Dublanach. Źr. Wikipedia.

Dosłownie dwoił się i troił w działalności społecznej. Udostępnił publicznie wielkie zbiory książek – we Lwowie zbudował pawilon-czytelnię z 26 tysiącami woluminów z rodzinnej kolekcji, nierzadko prawdziwych rarytasów. Później ofiarował je Ossolineum.

Swą emeryturę w całości przekazywał studenckiej Bratniej Pomocy w Dublanach. Społecznie pracował w Galicyjskim Towarzystwie Gospodarskim, gdzie w latach 1897-99 pełnił funkcję wiceprezesa; oprócz niej był także sędzią konkursów rolniczych i organizatorem kształcenia nauczycieli kursów rolniczych. Zasiadał również w zarządzie Towarzystwa Kółek Rolniczych, które propagowało współpracę chłopów i upowszechniało nowoczesną wiedzę rolniczą. W latach 1899-1905 był prezesem rady nadzorczej lwowskiego Banku Parcelacyjnego, który udzielał kredytów na wykup ziemi przez polskie chłopstwo, aby nie przeszła w obce ręce.

Wspierał też amatorski ruch teatralny w Przemyślu i okolicach. Współtworzył wydawnictwo „Wiedza i Życie”, które opublikowało ok. 50 ambitnych tytułów. W 1912 r. uratował od bankructwa renomowane wydawnictwo Altenberga. Organizował liczne odczyty i spotkania dyskusyjne we Lwowie, Przemyślu i Krakowie.

''  

Budynek Akademii Rolniczej w Dublanach. Źr.Wikipedia.

Jego wkład w kulturę narodową najtrwalszy wyraz zyskał w dziele badania dorobku Juliusza Słowackiego. W stuletnią rocznicę urodzin poety opublikował pracę „Mistyka Słowackiego”, która zyskała entuzjastyczne recenzje za odkrywcze stwierdzenia, rozmach analizy i erudycję autora. W 1924 r. wraz z synem Michałem wydał na podstawie rękopisów poemat Słowackiego „Król Duch”, opatrzony 500-stronicowym komentarzem. Jak pisał J. Kuźniar, praca ta „zdobyła sobie słusznie w nauce – i to nie tylko polskiej – miano jednego z najwybitniejszych osiągnięć sztuki edytorskiej”. Za badanie twórczości Słowackiego nadano mu godność członka Polskiej Akademii Umiejętności.

Polityka polska

Już jako student wchodził w skład redakcji akademickiego pisma „Przyszłość”, które propagowało pozytywizm i krytykowało galicyjski konserwatyzm. Pawlikowski był zwolennikiem solidaryzmu, wkrótce związał się z obozem narodowym, który wówczas – o czym się zapomina – zajmował antyzachowawcze stanowisko i propagował nacjonalizm dynamiczny. W 1902 r. został członkiem tajnej trójzaborowej Ligi Narodowej, trzy lata później wszedł w skład jej Komitetu Centralnego. W 1904 r. współtworzył legalny, galicyjski odłam ugrupowania – Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne. W 1907 r. został jego prezesem.

Dał się poznać jako zwolennik jedności obozu narodowego. Politycy endeccy z Królestwa propagowali orientację prorosyjską, zaś w Galicji silne były postawy proaustriackie. On sam podkreślał konieczność jedności na bazie postawy antyniemieckiej. Był pierwszym z liderów endecji, który publicznie stwierdził, że skutkiem wybuchu I wojny światowej musi być odzyskanie niepodległości – głosił to już na początku 1915 r.

Sceptycznie oceniał wiarę w to, że Austria zgodzi się na niepodległość Polski. Po odbiciu Lwowa z rąk Rosjan, władze austriackie oskarżyły go o zdradę, musiał uciekać z Galicji. Zamieszkał w Żytomierzu. Zły stan zdrowia wymusił zmniejszenie aktywności politycznej, ale silnie zaangażował się we wspieranie polskich nielegalnych inicjatyw oświatowych, współtworzył Macierz Szkolną na Wołyniu. O mało nie został przez Rosjan aresztowany i zesłany w głąb kraju.

Po powrocie jesienią 1918 r. do Lwowa otrzymał godność honorowego prezesa SN-D, wkrótce wszedł w skład Rady Naczelnej Związku Ludowo-Narodowego. Coraz większe osłabienie wzroku zmusiło go do rezygnacji z tych funkcji, jednak członkiem endecji pozostał do końca życia. Daleki był jednak od ciasnej partyjnej identyfikacji. Gdy w trakcie wojny przekonywano go, że jedna z decyzji będzie niekorzystna dla popularności SN-D w Galicji, odrzekł: „Nie czas teraz myśleć o Stronnictwie, bo przyszła chwila, w której trzeba myśleć tylko o Polsce”.

W góry, miły bracie!

''  

Adam Asnyk był towarzyszem górskich wypraw Pawlikowskiego. Źr.Wikipedia.

Od wczesnej młodości pasjonował się taternictwem – towarzyszem jego wypraw był m.in. Adam Asnyk, z którym jako 16-latek dokonał drugiego w historii wejścia na Wysoką od przełęczy Wagi. Zasłynął z wielu pionierskich wypraw – jako pierwszy wszedł na Łomnicę północną ścianą i na Durny Szczyt z Doliny Dzikiej, na Szatana i na szczyt Mnicha. Był również prekursorem taternictwa jaskiniowego – odkrył kilkanaście jaskiń, dokładnie przebadał kilkadziesiąt innych.

Rozmiłował się też w góralskim folklorze. Wspierał Stanisława Witkiewicza w promocji architektonicznego „stylu zakopiańskiego”, co zresztą zaowocowało zaprojektowaniem dla Pawlikowskiego „Domu pod Jedlami” na stoku Kozińca – dziś jest to jeden z najcenniejszych zabytków tego typu. Promocja idei Witkiewicza wynikała nie tylko z umiłowania Tatr, lecz miała również silny rys patriotyczny. „»Styl zakopiański«, przez rozwinięcie /.../ rdzennych pierwiastków do wyżyny potrzeb kulturalnych, ma umożliwić klasom wyższym z jednej strony powrót do rodzimości, z drugiej – zespolenie się organiczne z ludem w prawdziwie jednolitą całość narodu” – pisał Pawlikowski.

Był jednym z wybitnych działaczy Towarzystwa Tatrzańskiego, autorem jego wieloletniego programu. W 1913 r. Towarzystwo przyznało mu godność członka honorowego. Doktrynę etosu wspinaczki i ochrony terenów górskich, którą sformułował Pawlikowski, przyjął też Niemiecko-Austriacki Związek Alpejski oraz utworzona w 1930 r. Międzynarodowa Unia Alpinistyczna. Propagował on zasady, które obejmowały rezygnację z nadmiernych ułatwień we wspinaczce, skromne bytowanie turystów w górach, walkę z „rekordomanią”. Założył i w latach 1923-24 redagował prestiżowe czasopismo „Wierchy”. Był także autorem obowiązujących do dzisiaj zasad nazewnictwa obiektów tatrzańskich.

''  

Jaskinia Mylna - Okno Pawlikowskiego. Źr.Wikipedia.

W 1912 r. utworzył w łonie Tow. Tatrzańskiego Sekcję Ochrony Tatr i stanął na jej czele – miała ona na celu walkę z coraz bardziej masową komercyjną turystyką, bezładną zabudową Podhala oraz biznesem nastawionym na obsługę „ceprów”. Był zwolennikiem turystyki jako ważnej metody promowania patriotyzmu i kształtowania charakteru (zalecał ją jako kluczowy element aktywności harcerskiej), jednak miały jej towarzyszyć restrykcyjne zasady i wymogi. Wędrówki powinny być nacechowane trudem i znojem, prowadzone przez ludzi odpowiednio przygotowanych, pozbawione luksusów i ułatwień. Z tego względu zasłynął jako krytyk wielu inwestycji w najwyższych polskich górach. Przegrał batalie o budowę drogi i schroniska nad Morskim Okiem oraz zlokalizowanie krzyży na Giewoncie i Gubałówce, a także przeciwko ułatwieniom technicznym na Orlej Perci. Był natomiast spiritus movens skutecznego oporu wobec budowy schronisk pod Rysami oraz nad Czarnym Stawem Gąsienicowym, storpedował także projekt kolei zębatej na Świnicę.

Jak piszą S. M. Brzozowski i R. Skręt, „Problem zachowania pierwotności Tatr uczynił z Pawlikowskiego pioniera ochrony przyrody w Polsce”.

Natura i kultura

W 1913 r. na łamach „Lamusa” zamieścił rozprawę „Kultura a natura” – pierwszy polski całościowy manifest ochrony przyrody. Choć głosy wzywające do zachowania dziedzictwa natury pojawiały się w naszym kraju już wcześniej, to Pawlikowski nadał im wieloaspektowy, spójny charakter, tworząc zarys swoistej ideologii ekologicznej. Była ona oryginalna również w skali świata. O ile uprzednio wzywano do ochrony przyrody ze względów estetycznych, naukowych czy utylitarnych, o tyle on nadał im silny wymiar etyczny, w którym wartości ogólnoludzkie harmonijnie łączyły się z wątkami patriotycznymi.

 

''  

Widok "Szatana" z Koprowej Przełęczy. Źr.Wikipedia.

Pawlikowski przekonywał, że ochrona dziedzictwa przyrody i krajobrazu stanowi moralny obowiązek wobec przyszłych pokoleń – powinniśmy im przekazać w dobrym stanie to, z czym sami mieliśmy możność obcować. Ta konieczność jest moralnie nadrzędna wobec wielu dążeń ludzkich, a raczej, co demaskował już niemal wiek temu, poczynań niewielkich grup, które pod płaszczykiem troski o dobro wspólne, niszczą przyrodę. Odrzucał argumenty, z których „Jakoby najmocniejszy /.../ nosi miano »żelaznej konieczności praw ekonomicznego rozwoju«. O takich »żelaznych koniecznościach« w sferze spraw ludzkich słyszeliśmy już nieraz, ale zawsze okazały się one tylko obręczami, które stworzyła i dobrowolnie nałożyła na siebie ludzka myśl i wola; są one »żelaznymi« dopóty, dopóki taż myśl i wola nie wynajdą i nie narzucą sobie konieczności jeszcze mocniejszych”.

Ochrona przyrody jest istotna również z punktu widzenia etosu wspólnoty narodowej, gdyż ekosystem i krajobraz wpływają na jej kulturę, estetykę, symbolikę itp. Zubażanie tego dziedzictwa to zamach na patriotyzm. Odrzucał przy tym rozmaite „rozwojowe” argumenty, uważając, że muszą one na najcenniejszych obszarach ustąpić długofalowemu interesowi narodowemu, jakim jest zachowanie ojczystej przyrody. Per analogiam, pisał o ochronie przyrody, którą chciano eksploatować w imię doraźnych zysków: „Nikt nie będzie przecież z płócien Matejki robił worków na mąkę”. 
 
W zielonych bojach

Był nie tylko teoretykiem, ale również czołowym działaczem ruchu obrony przyrody. Oprócz wspomnianych dążeń do zachowania pierwotnego charakteru Tatr, podejmował liczne inicjatywy ogólnopolskie. W latach 1919-25 był wiceprezesem Tymczasowej Komisji Ochrony Przyrody, następnie przez 10 lat pełnił tę samą funkcję w Państwowej Radzie Ochrony Przyrody. Przeszedł do historii jako autor pionierskich programów ochrony przyrody i zasad organizacyjnych ruchu jej miłośników – „O celach i środkach ochrony przyrody” i „Społeczna organizacja ochrony przyrody”. W latach 1920-39 wchodził w skład redakcji pisma „Ochrona Przyrody”, opublikował na łamach prasy kilkaset artykułów propagujących ekologię. W 1928 r. był inicjatorem powołania i autorem statutu Ligi Ochrony Przyrody – pierwszej masowej organizacji tego typu w Polsce. W 1934 r. należał do głównych twórców ustawy o ochronie przyrody oraz autorów szeregu przepisów wykonawczych do niej. Za zasługi w tej dziedzinie otrzymał Order Polonia Restituta. 

'' 

Łomnica od południowej strony. Źr.Wikipedia.

Mimo ogromnego autorytetu, przegrał batalię o budowę kolejki linowej na Gubałówkę, a zwłaszcza na Kasprowy Wierch, tłoczącą tłumy „turystów” w jedno z najcenniejszych i najbardziej wrażliwych miejsc Tatr. Na znak protestu przeciwko tej ostatniej inwestycji podał się wraz z całym składem PROP do dymisji. Mimo jego wielokrotnych apeli, nie udało się w II RP powołać Tatrzańskiego Parku Narodowego. Do końca życia, już prawie niewidomy, apelował, protestował, prosił i propagował ochronę przyrody.

Zmarł 5 marca 1939 r. we Lwowie. Pochowano go na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. Jego imieniem nazwano kilka obiektów tatrzańskich. Plany postawienia pomnika Pawlikowskiego w stolicy Tatr pokrzyżowała II wojna światowa. Gdy zmarł, Jan Alfred Szczepański pisał z goryczą: „Umierając widział Jan Gwalbert ruinę swych ideałów /.../. Miejsce ochrony przyrody zajęło jej brutalne niszczenie pod formą uprzystępniania /.../. /.../ realizacja jego wielkiej idei – Parku Narodowego Tatrzańskiego – jest symbiozą z nowotworem kolejek i infekcją ceprostrad, jest kapitulacją przed niszczycielskim już swą liczebnością tłumem. /.../ Łasi na forsę górale stanęli w pierwszym szeregu niszczycieli Tatr”.

Sam Pawlikowski, przewidując tandetne argumenty, jakimi do dziś posługują się przeciwnicy ochrony przyrody, zarzucający jej obrońcom chęć „powrotu na drzewa”, pisał 95 lat temu: „Hasło powrotu do przyrody, to nie hasło abdykacji kultury – to hasło walki kultury prawdziwej z pseudo-kulturą, to hasło walki o najwyższe kulturalne dobra”.

Remigiusz Okraska

Autor jest socjologiem, publicystą czasopism różnych opcji politycznych oraz redaktorem naczelnym dwumiesięcznika społeczno-politycznego „Obywatel”.

 

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Adam Skwarczyński

Był człowiekiem niezwykle skromnym, nie pragnął posad i zaszczytów, a całe swoje życie podporządkował dobru państwa.

„Był mało znany przed wojną, a dziś /.../ prawie nikt o nim nie pamięta. /.../ [Jednak] jeśli mówić o ruchu umysłowym obozu rządowego po maju 1926, to stworzył go właśnie Adam Skwarczyński” – pisał Andrzej Micewski.

Urodził się 3 grudnia 1886 r. w zubożałej rodzinie ziemiańskiej w Wierzchni Polnej w Małopolsce Wschodniej. Ojciec walczył w powstaniu styczniowym, matka była córką powstańca listopadowego. W tym domu patriotyzm i idea niepodległościowa były czymś tak oczywistym, jak oddychanie. Ojciec zmarł, gdy Adam miał dwa lata. Rodzina przenosi się do Lwowa. W 1898 r. chłopiec wstępuje do gimnazjum, uczy się świetnie, pasjami czyta książki. Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Żeromski, Abramowski – do końca życia pozostanie pod ich wpływem, wzbogaconym o idee Brzozowskiego.Zaczyna działać w tajnych kółkach samokształceniowych, tworzy Polską Młodzież Narodową Bezpartyjną. W zachowawczym środowisku głosi radykalne hasła niepodległościowe i społeczne. W 1903 r. bierze udział w odczycie Józefa Piłsudskiego na temat powstania styczniowego. Jest zafascynowany osobą i poglądami prelegenta – i już nigdy się to nie zmieni.

 

W 1905 r. podejmuje studia polonistyczne na uniwersytecie lwowskim. Chciał zostać nauczycielem, aby kształtować młode pokolenie w duchu walki o niepodległość – starszych uznał za straconych, przeżartych konformizmem, kunktatorstwem, brakiem wiary w sprawę polską.

Naród i lewica

W 1908 r. powstaje we Lwowie Związek Walki Czynnej. Skwarczyński bierze udział w kursach podoficerskim i oficerskim. W tym samym roku wstępuje do lewicowej studenckiej organizacji „Życie”, rok później do PPS-Frakcja Rewolucyjna. W 1910 r. – do Związku Strzeleckiego.
Jest płodnym publicystą „Promienia” i „Przedświtu”, związanych z patriotycznym nurtem lewicy. W jego poglądach sednem jest rola młodzieży i kult czynu zamiast teorii. W 1912 r. pisze: „Zjawienie się prądu postępowo-niepodległościowego wśród /.../ młodzieży polskiej jest jednym z najbardziej pocieszających objawów naszego życia społecznego. Prąd ten /.../ żywym strumieniem /.../ wśród cuchnących bagien reakcji /.../”. Chłoszcze natomiast „teoretyka oderwanego od życia”, któremu grozi „ugrząźnięcie w jałowej frazeologii, prowadzącej niechybnie do sfilistrzenia”.

Propaguje syntezę postulatów patriotycznych i socjalnych. „Postępowe, rewolucyjne, socjalistyczne uzasadnienie patriotyzmu polega na uznaniu narodu za podstawę jedyną dla realizacji wartości ogólnoludzkich /.../ Koniecznym postulatem, wynikającym z takiego poglądu, jest niepodległość /.../”. I dodaje: „Młodzież /.../ socjalistyczna, dążąca do zdobycia Niepodległości kraju dla zapewnienia ludowi pracującemu pełni praw i swobód, to młodzież pragnąca walczyć o Republikę Polską w interesie mas ludu polskiego /.../”.

Do boju!

W 1914 r. pisze:  „Czymże jest /.../ owa ideologia pokojowej, za wszelką cenę, pracy organicznej? Nie jest to nic innego jak propagowanie, z obywatelskim gestem, idei bezpiecznego kącika. Posada, warsztacik, sklepik dla mego gniazdka, mojej »rodziny Połanieckich«. Poza nią może się dziać, co chce. /.../ Pod prawdziwie godny narodu naszego rozwój, pod przyszłą niepodległą kulturę polską, podwaliny muszą być położone przez rewolucyjny orężny czyn”.

''  

W czasie I wojny światowej Skwarczyński walczyl w Legionach polskich. Źr. Wikipedia.

Przełom lat 1913 i 1914 spędził jako komendant sekcji młodzieżowej ZWC oraz organizator i szef oddziału żeńskiego, szkolący kobiety do zadań kurierskich i wywiadowczych. Po wybuchu wojny bierze na Kielecczyźnie udział w walkach I Brygady. Otrzymuje funkcję zastępcy komendanta Biura Wywiadowczego. Później jest przedstawicielem Legionów w Departamencie Wojskowym Naczelnego Komitetu Narodowego, organizuje nabór ochotników. Wiosnę 1916 r. znów spędza na froncie jako dowódca kompanii. Następnie Piłsudski kieruje go do Komendy Głównej Polskiej Organizacji Wojskowej, gdzie zajmuje się propagandą i tworzeniem zaplecza prasowego. Współtworzy i redaguje nielegalny organ piłsudczyków – „Rząd i Wojsko”. Wchodzi też do Tymczasowej Rady Stanu i tajnego Konwentu A.

W czerwcu 1917 r. Niemcy aresztują Skwarczyńskiego po tzw. kryzysie przysięgowym. Ponad rok więzienia m.in. w twierdzy w Modlinie skutkuje odnowieniem się u niego gruźlicy. Wraz z kolegami robią podkop, aby uciec z obozu, ale 12 listopada 1918 r. zostaje zwolniony.
Cztery dni później jest już redaktorem „Nowej Gazety”, przekształconej wkrótce w dziennik „Gazeta Polska”. Wznawia edycję „Rządu i Wojska”. W marcu 1919 r. poślubia Annę Prądzyńską. Miesiąc później zostaje redaktorem naczelnym dziennika „Naród”. Pracę przerywa w obliczu najazdu bolszewickiego, na ochotnika zgłasza się do wojska.

Za udział w wojnie o niepodległość otrzymał Krzyż Virtuti Militari, Krzyż Walecznych i Krzyż Niepodległości.

''  

Adam Skwarczyński był redaktorem "Gazety Polskiej". Źr. Wikipedia.

 

To nie tak miało być

Odrodzona Polska to dlań czas rozczarowań. Przede wszystkim ideowych – brak reform socjalnych, triumfująca prywata, chaos polityczny, duże poparcie społeczne endecji i środowisk zachowawczych. Tymczasem, „Ani sprawy konstytucji, ani reformy agrarnej, ani ochronnego ustawodawstwa robotniczego, ani sprawy waluty, przemysłu /.../, ani wreszcie kwestii pokoju /.../ – nie rozstrzygnie się podniosłym okrzykiem »Bóg i Ojczyzna« lub mniej podniosłymi hasłami antysemickimi”.

Drugie rozczarowanie Skwarczyńskiego ma wymiar personalny. Był człowiekiem niezwykle skromnym, nie pragnął posad i zaszczytów, ale nie mógł znieść tego, że obóz piłsudczykowski został odsunięty na boczny tor.

 Początkowo bliski lewicy, coraz mocniej krytykuje jej uwikłanie w parlamentarne gry, brak wizji polityki państwowej.Początki niepodległości to dlań zaprzeczenie ideału wspólnej pracy, mającej przeobrazić Polskę. 

Praca, za Brzozowskim uznana za wartość najwyższą, nie znajduje gleby do rozkwitu. „Czy dzięki programom partii politycznych, dbających o gwarancje i prawa dla swoich stronników bez narzucania im obowiązku czynu, Polska zyskała choć jedną szkołę, jednego żołnierza czy armatę, jedną maszynę czy fabrykę”. Ci zaś, którzy właśnie czynem wywalczyli niepodległość, są spychani na margines, oblewani kubłami pomyj, przegrywają z demagogami i ich obietnicami.

 Bierze udział w zakończonych fiaskiem próbach powołania reprezentacji politycznej piłsudczyków – poparcia nie zdobywa Unia Narodowo-Państwowa, ani Konfederacja Ludzi Pracy. Im mniejsza rola Komendanta w życiu publicznym, tym gorsza opinia Skwarczyńskiego o realiach Polski. Coraz bardziej niechętny „bezpłodnej” demokracji parlamentarnej, akcentuje znaczenie elity czynu i dokonań. „/.../ kto chce, by naród tworzył, by naród szedł w górę, by naród rósł w potęgę, by spełniał misję, ten musi sięgnąć w serca, zmienić, podnieść dusze, przetworzyć całość życia ludzkiego. A tego nie dokona filozofia, słowo, hasło. Dokonać tego może tylko praca”.

Nowe Państwo

Na początku 1922 r. zakłada pismo „Droga”, w którym kształtują się oryginalne idee. Ich centrum stanowi państwo – jako główny cel zbiorowych wysiłków oraz kluczowy podmiot sprawczy.
W środowisku „Drogi” powstaje wizja polskiego etatyzmu, który aktywną politykę gospodarczą państwa postrzega jako najlepszy sposób rozwoju przemysłu, infrastruktury, podniesienia poziomu życia obywateli i wzmocnienia kraju. „Linia /.../ [naszego] obozu /.../ streszcza się w roli państwa nie tylko jako regulatora życia ekonomicznego, lecz jako czynnika inwestującego i kierującego nim – w imię interesów ogółu, a mimo lub nawet wbrew interesom partykularnym prywatno-kapitalistycznym” – pisał.

Drugi ważny element to elitaryzm. Tylko ludzie od lat sprawdzeni w walce i pracy, nie lękający się czynu i odpowiedzialności, stawiający dobro publiczne na pierwszym miejscu, są godni rządzić. Sprawdzianem była postawa z czasów wojny, gdy czynny udział w „sprawie polskiej” wzięła niewielka część społeczeństwa, „najlepsi z najlepszych”; młodsze pokolenie miało przejść test w organizacjach społecznych. Nie fortuny, nie znajomości, nie schlebianie wyborcom, nawet nie bezideowa fachowość, lecz „krew, pot i łzy” poświęcone Polsce, stanowią legitymizację sprawowania najwyższych stanowisk. Elita, choć wyposażona w instrumenty panowania, powinna jednak bazować głównie na zaufaniu społecznym, jak pozbawione atrybutów siły rządy powstańcze z 1863 roku, czy Legiony – miała to być „władza silna, lecz na dobrej woli oparta”.

  Trzeci filar – dopełnienie poprzedniego – to „uspołecznienie państwa”. Skwarczyński, krytykując demokrację parlamentarną, nie chciał odsunąć społeczeństwa od wpływu na sprawy publiczne. Uważał, że system partyjny jest atrapą zaangażowania społecznego. Jego miejsce powinny zająć organizacje gospodarcze, kulturalne, zawodowe, regionalne itd. Sprawi to, że masy faktycznie wezmą współodpowiedzialność za losy kraju. „Uspołecznienie /.../ to zerwanie z dotychczasowym stanem rzeczy, w którym /.../ obywatel jest wiecznie kontrahentem państwa”.
To wszystko nie jest jednak kwestią wyłącznie pomysłów i ram organizacyjnych. Niezbędna będzie rewolucja moralna. Tak nazywał Skwarczyński konieczną wedle niego do wykonania ogromną pracę ideowo-wychowawczą. Moralna – bo tylko wdrożenie nowego ideału człowieka może zmienić na lepsze bieg rzeczy. Rewolucja – bo rzeczywistość nie jest stwarzana przez beznamiętne, deterministyczne procesy, lecz kształtuje ją ludzki czyn, siła woli, wbrew przeciwnościom.

Jego współpracownik, Jan Hoppe, pisał: „Dla Skwarczyńskiego nade wszystko jasnym było to, że zły człowiek nie zdoła stworzyć rzeczy dobrych i pięknych, że żądni zysków i pragnący dobrych interesów ludzie, nie stworzą tej innej, nowej, tak patetycznie zapowiadanej i idealistycznie pojmowanej przyszłości”.

Sanacja

'' 

Swarczyński poparł przejęcie władzy przez Piłsudskiego. Źr.Wikipedia.

Dlatego entuzjastycznie poparł przewrót majowy. „Otworzył on możliwości nowej formy współpracy społecznej – tej, która gardząc werbalizmem pisanych programów, /.../ tworzy dobro rzeczywiste, materialne i kulturalne”. Tydzień po przejęciu władzy przez Piłsudskiego, zaczyna wydawać pismo „Nakazy Chwili. Sprawie rewolucji moralnej w Polsce”.

Od stycznia 1927 r. obejmuje kierownictwo referatu społecznego w Kancelarii Prezydenta RP. Jego służbowe mieszkanie na Zamku Królewskim staje się centrum ideowo-organizacyjnym „rewolucjonistów”.

Skwarczyński jest „guru” organizacji strzeleckich, Legionu Młodych, prowadzi Powszechny Uniwersytet Korespondencyjny, zakłada tygodnik „Kuźnia Młodych” i szkolną organizację Straż Przednia, inspiruje powstanie Centralnego Komitetu ds. Młodzieży Wiejskiej. Wspiera Organizację Młodzieży Pracującej, Unię Związków Pracowników Umysłowych, Instytut Oświaty i Kultury.

Tej pracy nie przerywa nawet tragedia. Pod koniec 1929 r. choroba o podłożu gruźliczym sprawia, że konieczna jest amputacja obu nóg. Skwarczyński do końca życia będzie poruszał się na wózku inwalidzkim. W niczym nie zmienia to jego zaangażowania. A wszystko to bez pchania się na afisz. „/.../ wyróżniał się /.../ wyjątkową wręcz bezinteresownością /.../. Nie wzbudzały jego pożądania dobra materialne. Nie przejawiał ambicji zrobienia kariery. Nie ciągnęły go wielkie gabinety, lśniące limuzyny /.../ wiódł życie niezwykle skromne, wręcz ascetyczne. Sprawiał wrażenie człowieka, który w pełni oddał się wielkim sprawom ideowym” – pisze Daria Nałęcz. 

Siła ducha nie wystarczyła jednak, aby pokonać chorobę. Zmarł 2 kwietnia 1934 r. Po śmierci odznaczono go Wielką Wstęgą Orderu Polonia Restituta.  


Remigiusz Okraska

Autor jest socjologiem, publicystą czasopism różnych opcji politycznych oraz redaktorem naczelnym dwumiesięcznika społeczno-politycznego „Obywatel”.

0 0 0

Czytaj także

Romuald Mielczarski

„Nie lubił, gdy wychwalano jego zasługi i ofiarność w pracy społecznej. »Tylko bez roztkliwień!« – przerywał mówcy” – głosi anonimowa opinia z epoki.

Romuald Mielczarski urodził się 5 lutego 1871 r. w Bełchatowie, w rodzinie kierownika miejscowej poczty. Najpierw trafił do 3-klasowej szkoły prywatnej w Radomsku, gdzie „trzymano ostro, nie oszczędzając nawet naszej skóry, ale za to /.../ strzeżono bacznie naszej polskości”.

Później było gimnazjum w Częstochowie, które opuścił wskutek nacisków rusyfikatorskich. Naukę kontynuował w Warszawie. Stefan Żeromski, wspominając okres studiów i własną biedę, pisał o Mielczarskim: „Był /.../ człowiek jeszcze biedniejszy: codziennie /.../ do sieni poddasza, w której hulały wiatry /.../, mizerak-uczeń wnosił na plecach siennik, zapalał lampkę naftową, /.../ okrywał się płaszczem i długie godziny kuł lekcje lub czytał książki”.

Uczył się świetnie, miał otrzymać specjalną nagrodę. Jednak tuż przed maturą aresztowała go carska policja. Był sympatykiem tzw. II Proletariatu, który przygotowywał obchody 1 maja. Chłopca zatrzymano z plikiem odezw. Spędził 4 miesiące w Cytadeli i został skazany na rok więzienia w Petersburgu oraz dwuletni zakaz powrotu na ziemie polskie. W celi przymusowo pracował 11 godzin dziennie jako nawijacz przędzy.

Po uwolnieniu wyjechał na studia do Berlina, gdzie współtworzy „Gazetę Robotniczą”. Jak wspominał W. Sikorski, „był najgorliwszym zwolennikiem wprowadzenia do programu socjalistycznego walki o niepodległość Polski”. Usunięty z Berlina przez władze, trafił do Szwajcarii. Współredaguje „Przegląd Socjalistyczny”, a po zjednoczeniu ruchu wchodzi w skład Centralizacji Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich. Nie lubił „bezustannego bajtlowania o programie, ustawach itd.”. Kładł nacisk na konkretną pracę wśród robotników. Pisze kilka broszur propagandowych: „Czego chcą socjaliści”, „Katechizm robotniczy”, „O czym każdy włościanin wiedzieć powinien”.

Z wyróżnieniem kończy studia w Instytucie Handlowym w Antwerpii. Do kraju nie może wrócić, odrzuca intratną posadę w Kongu. Kolejnym przystankiem jest polskie muzeum w Rapperswilu, gdzie obejmuje po Żeromskim stanowisko bibliotekarza. Spędza tam 4 lata, porządkując zbiory i prowadząc prace badawcze.

Rezygnuje z posady w 1900 r. i postanawia wracać do kraju, licząc, że żandarmi już o nim zapomnieli. Aresztowany na granicy, trafia do więzienia w Petersburgu. Przez niemal rok nie daje nikomu znaku życia, gdyż odmawia napisania listu po rosyjsku. Po uwolnieniu bieduje w Białymstoku, by przyjąć propozycję wyjazdu w głąb Rosji – najpierw jest zarządcą kopalni manganu, później w Charkowie kierownikiem agencji handlowej. W tym czasie rezygnuje z czynnej działalności w PPS-ie, pisząc do towarzyszy: „Sądzę, że do najgorszych nie należę i z czasem zapewne tego dowiodę”. 

Kooperacja

Pod koniec XIX w. odszedł od rewolucyjnej wizji socjalizmu. Popiera udział lewicy w parlamencie, gdzie można zdziałać więcej niż „na ulicy”. Głosi, że warstwom posiadającym bardziej nie w smak są podatki progresywne niż slogany o walce klas. Państwo przestaje postrzegać jako instrument panowania burżuazji i głosi, że można je wykorzystać do poprawy doli ludu.

Coraz mocniej podkreśla prymat niepodległości oraz zależność wyzwolenia społecznego od swobód narodowych. „Aby państwo mogło i chciało podjąć się reformy, musi być ono w rękach polskiej klasy robotniczej, musi być Polską Rzeczpospolitą ludową. /.../ PPS jest organizacją proletariatu polskiego, a proletariat polski /.../ ma największy interes w niepodległości kraju, bo niepodległość tylko /.../ zabezpieczy kulturze polskiej, przyszłemu dziedzictwu proletariatu, normalny rozwój” – pisał w 1902 r.

Nie znając jeszcze dorobku Abramowskiego, dochodzi do podobnych wniosków: przeobrażenia społeczno-polityczne musi poprzedzić przemiana światopoglądu i postaw. Gdy po rewolucji 1905 r. może wrócić do kraju, porzuca dobrą posadę i zamieszkuje w Warszawie. Narzędzia zmian  ekonomicznych i moralnych upatruje w spółdzielczości – narzędzia sięgającego głębiej niż rewolucja polityczna lub odgórne reformy w wykonaniu państwowego molocha.

Jest współtwórcą Towarzystwa Kooperatystów. Jego oczkiem w głowie staje się spółdzielczość spożywców – „Społem”. W 1906 r. pisze: „Nie ma jednego środka przeciwko nędzy i wadliwościom ustroju społecznego! /.../ za obowiązek sobie poczytujemy podjąć pracę w kierunku dotąd u nas zaniedbywanym /.../. Gdy pierwszą drogę [polityczną] nazwaliśmy drogą żądań, walki, nieraz połączonej z szerzeniem nienawiści, druga jest drogą zabiegów twórczych /.../. I dlatego właśnie działalność kooperacyjna nazywa się szkołą solidarności i uczuć obywatelskich”.

Społem!

''

Fragment winiety pisma Społem.

Cichy, skromny, typ samotnika, nie pcha się na afisz, ale wykonuje ogromną pracę „na zapleczu”. Gdy inni roztaczają wizje „Rzeczpospolitej Spółdzielczej”, Mielczarski jest do bólu konkretny: opracowuje zasady, udziela fachowych porad, wzywa do oszczędności i jedności działań, kontroluje, ustala spójną politykę zakupów i dystrybucji produktów. Mówi, że spółdzielnia nie może być mirażem lepszej przyszłości – musi dać szybko wymierne korzyści, a jej efektywność to najlepsza propaganda, przewyższająca tysiące haseł i programów.

Jesienią 1908 r. odbywa się zjazd założycielski zjednoczonej spółdzielczości spożywców. Liderami zostają Stanisław Wojciechowski, odpowiedzialny za działania społeczno-wychowawcze, oraz Mielczarski, któremu powierzono sprawy organizacyjne i handlowe. Tworzy od zera polski system księgowości spółdzielczej – jego podręcznik miał do 1945 r. aż 15 wydań. Przełamuje zmowę na rynku soli – „Społem” wprowadza do obrotu produkt z niezależnej kopalni, co skutkuje obniżką cen u wszystkich członków kartelu. Forsuje też zasadę nabywania towarów taniej, bo bez pośredników – zjeździł pół Europy, aby znaleźć producentów niezależnych od wielkich przedstawicielstw handlowych.

Milowym krokiem staje się utworzenie hurtowni spółdzielczej w Warszawie. Powstała w 1912 r. w bardzo skromnych warunkach, a liderzy „Społem” pełnili w niej początkowo wszystkie funkcje – od tragarzy po dyrektorów. „Słyszałem nieraz /.../ narzekania, że plecy bolą od ciężarów, i nowa nazwa: hurtownia to mordownia”. Placówka pozwoliła lepiej konkurować spółdzielniom z prywatnym handlem. Okazała się wielkim sukcesem także traktowana z osobna – wysokość obrotów i zysku zaskoczyła sojuszników i krytyków.

Niepodległość i problemy

U progu niepodległości deklaruje na zjeździe spożywców: „/.../ gdy nadejdzie chwila, w której nas zapytają o nasze aspiracje, powiemy jasno i dobitnie: bardziej od wody i powietrza potrzebna nam jest niezależna Rzeczpospolita Ludowa na ziemiach polskich”.

Mielczarski odbudowuje przerwane wojną więzi ekonomiczne, wytycza nowe kierunki. Na jego wniosek podjęto uchwały o scalaniu małych spółdzielni z danego miasta oraz o utworzeniu Spółdzielczego Instytutu Naukowego i szkoły spółdzielczej w mazowieckim Ołtarzewie. Jest też orędownikiem jedności spożywców. „Kooperatywa /.../ musi stać otworem dla wszystkich, musi być bezpartyjna. Chadecy, endecy, pepesowcy, esdecy, zaraniarze są nam w kooperatywie jednakowo drodzy. Jako obywatele /.../ możemy należeć do wrogich sobie stronnictw /.../, ale jako członkowie kooperatywy musimy, nie pytając o przekonania, zgodnie społem pracować. Kto tę zasadę zwalcza, tym samym nie chce wielkiego ruchu spółdzielczego”.

Idea ta jest atakowana z lewa i prawa. Komuniści i część PPS-u doprowadzają do powołania „klasowego” Związku Robotniczych Stowarzyszeń Spółdzielczych. Z kolei wielkopolska spółdzielczość, z silnymi wpływami endecji i kleru, tworzy Hurtownię Spółek Spożywczych, mającą oprócz kooperatyw wspierać polski handel prywatny. Zaledwie kilka lat później „Społem” uratuje od bankructwa kooperatywy „klasowe”, a wkrótce pomocną dłoń wyciągnie do równie bliskich upadku spółdzielni „narodowych”.

Dba też o ideowy profil kooperatyzmu. Podczas debat ustawodawczych, stanowczo domaga się wyraźnego oddzielenia spółdzielczości, która ma cele nie tylko gospodarcze, lecz także kulturowo-ideowe, od pseudospółdzielczych firm handlowych. Skutecznie zabiega o likwidację luk w prawie – dotychczas prywatni kupcy płacili znacznie niższe podatki niż spółdzielczość. Jednocześnie lider „Społem” krytykuje pomysły wsparcia kooperatyw przez państwo – chce tylko równych praw, żadnych przywilejów.

W latach 1919-1921 kilkakrotnie odmawia objęcia funkcji ministra aprowizacji, w 1924 r. nie przyjmuje teki ministra przemysłu i handlu w rządzie W. Grabskiego. Za to na inaugurację prezydentury S. Wojciechowskiego pisze doń: „Rzeczpospolita musi pamiętać o wszystkich swoich obywatelach i tym z nich, którzy nie z własnej winy utracili możność zarobkowania, powinna zapewnić środki istnienia. Gdy więc waluta będzie stała i skarb pełny, pomyśl o ubezpieczeniach społecznych”.

Ani Marks, ani Kapitał

Niechętny teoretyzowaniu, mimochodem tworzy nowatorską koncepcję, rozwijając myśl Charlesa Gide’a, czołowego ideologa spółdzielczości. Zamiast rewolucji w wykonaniu wytwórców-proletariuszy, jak chcieli marksiści, motorem zmian uczynił spożywców, czyli konsumentów.

„Ustrój kapitalistyczny /.../ wydaje się twierdzą nie do zdobycia. A jednak /.../ słabą stronę kapitalizmu, która pozwoli go obalić, stanowi sprzedaż. Kapitalizm pracuje dla zysku, zysk powstaje przy wytwarzaniu, ale zrealizować zysk można tylko przez sprzedaż. /.../ wynika stąd, że w ustroju kapitalistycznym /.../ panem położenia jest odbiorca towarów /.../. Nie kto inny jak spożywcy decydują o tym, jaki ogólny zysk przypada kapitalistom /.../. Zorganizować spożywców, aby ująć w swe ręce wymianę i produkcję i tym sposobem interes prywatny podporządkować interesom publicznym, stanowi istotny cel i istotne zadania kooperatywy spożywców. »Spożywcy łączcie się, aby stać się własnymi kupcami i fabrykantami!« – oto nasze hasło. Kooperacja nie odkłada przebudowy społecznej do czasów przyszłych i nie uzależnia jej od jakiegoś przewrotu, który ma rozsypać w proch kapitalizm. Kooperatyści /.../ tworzą to nowe życie dziś /.../ Każda dobrze zorganizowana kooperatywa musi dać nadwyżkę. Ta nadwyżka w innych warunkach, jako zysk, przypadłaby prywatnemu kupcowi i zasiliłaby kapitalizm /.../. W ten sposób obok wszechwładnych dawniej przedsiębiorstw kapitalistycznych staje coraz więcej przedsiębiorstw spółdzielczych /.../ Coraz większa część rocznego zysku i /.../ kapitału narodowego z prywatnego przekształca się na kapitał wspólny. Z ustroju kapitalistycznego, opartego na współubieganiu [konkurencji], krok za krokiem przechodzimy do ustroju spółdzielczego, opartego na powszechnej solidarności” – pisał w 1917 r. 

Liczby i człowiek

Wanda Papiewska wspominała: „Mielczarskiego trzeba było zmusić, ażeby pozwolił sobie podwyższyć pensję. Jako dyrektor miał mniej od lustratora”. Otrzymując 900 zł poborów, przekazywał co miesiąc 200 zł darowizny dla PPS. Pracował po kilkanaście godzin dziennie, nie wyłączając świąt. Zmarł nagle na zawał serca, 30 marca 1926 r., prawdopodobnie wskutek stresu i przemęczenia. Jego ciało spoczęło na Powązkach. 

 „Jakże można marzyć przez organizację robotników i włościan, /.../ nie mających pojęcia o handlu, stworzyć w Polsce największą instytucję handlową? A jednak Mielczarski przez 17 lat działalności /.../ tego właśnie dokonał: zostawił po sobie Związek obejmujący 828 spółdzielni z 550 tysiącami członków, centralę handlową w Warszawie z 26 oddziałami na prowincji, 3 ajentury handlowe /.../ oraz zakłady przemysłowe w Kielcach; większość tych instytucji mieści się we własnych gmachach, /.../ obrót przekroczył 50 milionów złotych rocznie, i wszystko to pomimo zniszczeń wojennych i inflacyjnych” – tak podsumował jego działalność prezydent Wojciechowski.


Remigiusz Okraska

Autor jest socjologiem, publicystą czasopism różnych opcji politycznych oraz redaktorem naczelnym dwumiesięcznika społeczno-politycznego „Obywatel”.

 

0 0 0

Czytaj także

Błażej Stolarski

Optując za reformą rolną, wskazywał jej ogólnospołeczny aspekt: „droga ta jest jedyną deską ratunku przed wybuchem rozruchów bolszewickich”.

  „Umieliśmy na ziemi naszej polskiej przetrwać wszystko, co nam los znosić kazał /.../. Nieraz gorycz płynęła do chłopskiego serca. Ale przecież karki nasze są twarde /.../. Toteż zdołamy wydobyć się z nędzy i upodlenia, stanąć na równi innym warstwom”pisał Błażej Stolarski. Wiedział, co mówi.

Z pastwiska rodem

Urodził się 2 lutego 1880 r. w Ciebłowicach (powiat Opoczno). Wkrótce rodzina przeniosła się do sąsiedniej wioski Sługocice. Byli to ubodzy chłopi, z dziesięciorgiem dzieci, z których tylko dwoje dożyło dorosłości, z kilkunastoma morgami kiepskich gruntów. Błażej większość czasu spędzał na pasaniu krów. Szkół w okolicy nie było, jednak jego ojciec, Wojciech, sam półanalfabeta, postanowił nauczyć syna czytać i pisać. Ten, zdawałoby się, drobiazg, zmienił życie całej społeczności lokalnej.
Chłopiec zaczął za drobną opłatą uczyć inne dzieci, a zarobek przeznaczał na lektury. Oprócz wójta i księdza, tylko on we wsi nabywał prasę i książki. Tak poznał nowatorskie metody rolnicze. Po wykupieniu przez wieś gruntów pobliskiego majątku, osiadł z żoną na własnym gospodarstwie. Wkrótce było ono najlepsze w okolicy, właściciel wygrał kilka konkursów na wydajność i jakość plonów. Cieszył się tak znakomitą opinią, że jako 26-latek został wybrany sołtysem – rzecz wówczas niespotykana.


Wspólna praca

 Rok po objęciu urzędu namówił chłopów do założenia kółka rolniczego. Zbiorowo sprowadzano nawozy, zakupiono wspólne maszyny, uczestniczono w wystawach, prowadzono kursy weterynaryjne. Ale nie tylko o gospodarowanie chodziło. Kółko /.../ zakreśliło sobie wyraźny program działalności, odnoszący się do /.../ wychowania obywatelskiego. /.../ uznało, że głównym jego zadaniem – nie handel taki lub inny, ale wychowanie członków /.../ na dobrych obywateli kraju” – wspominał.
Po kilku latach kółko zrzeszało 170 członków z 20 wsi. Wkrótce założono wspólny sklep, którego zyski przeznaczano na zakup sprzętu i wysyłanie rolników na kursy. Stolarski był liderem organizacji, propagował jej działalność w prasie rolniczej. W dowód uznania uczyniono go opiekunem wszystkich kółek w regionie, a w 1915 r. powołano do ogólnopolskiej Rady Wydziału Kółek Rolniczych Centralnego Towarzystwa Rolniczego.
Z jego inicjatywy w kilku okolicznych wioskach utworzono ochotnicze straże pożarne, powstało koło Związku Młodzieży Wiejskiej, przy drogach sadzono drzewa owocowe, dbano o estetykę domów. Wieś wypiękniała, zaktywizowała się i była zamożniejsza niż dawniej. Nic dziwnego, że po 6 latach sołtysowania, Stolarskiego wybrano wójtem gminy Będków oraz członkiem rady powiatu Brzeziny.

Uczmy się

 Jak przystało na samouka, był szczególnie uczulony na punkcie dostępu do oświaty. W 1905 r. zainicjował budowę szkoły w Prażkach, a dzięki jego wsparciu finansowemu założono bibliotekę przy szkole w Będkowie.
„W 1914 r. otrzymałem od rządu rosyjskiego nagrodę /.../ 300 rubli za dobre gospodarowanie. /.../ zdawało mi się, że tych pieniędzy nie wolno mi wziąć, /.../, że gdybym owe pieniądze użył na własny użytek, to Bóg mi odmówi błogosławieństwa w dorobku. Udałem się po radę do sąsiadów i postanowiliśmy założyć szkołę we wsi. /.../ przyszliśmy do przekonania, że będzie najlepiej, gdy ją założymy w formie ochronki, żeby to była szkoła wolna od nacisku łapy polityki moskiewskiej”. Oprócz tych 300 rubli Stolarski przekazywał na placówkę w Sługocicach kolejne kwoty, dwie izby we własnym domu przeznaczył na mieszkanie nauczyciela i salę lekcyjną.
W 1917 r. założył Towarzystwo Uczelni Polskiej im. Kościuszki, mające stworzyć w Będkowie szkołę średnią. Całość finansowano z dobrowolnych wpłat osób prywatnych. Błażej był prezesem Towarzystwa, wyłożył na funkcjonowanie placówki znaczne sumy. Niestety, szkoła przetrwała tylko do roku 1920, lecz 80% jej uczniów kontynuowało naukę gdzie indziej.


Mała i wielka polityka

Wspierając nielegalne polskie struktury oświatowe, związał się z Ligą Narodową. Szybko jednak porzucił endecję. W 1908 r. był współtwórcą Narodowego Związku Chłopskiego, który zarzucał Dmowskiemu prorosyjskość i ugodowość oraz domagał się radykalnych reform społecznych. Po wybuchu wojny wraz z grupą lewicowych ludowców dokonał rozłamu w NZCh, tworząc Związek Ludu Polskiego. Wkrótce ze zjednoczenia podobnych organizacji powstało Polskie Stronnictwo Ludowe, a Stolarski został członkiem redakcji jego tygodnika „Polska Ludowa”. Reprezentował też partię w piłsudczykowskim Centralnym Komitecie Narodowym.
W maju 1917 r. wybrano go prezesem PSL. Walny Zjazd partii w styczniu 1918 r. uczynił to ponownie. Został też współzałożycielem i wiceprezesem Związku Kółek Rolniczych, które zrzeszały wyłącznie drobnych rolników i broniły ich interesów w konkurencji z ziemiaństwem. U progu niepodległości Stolarski stał na czele stronnictwa lewicowych ludowców, domagającego się radykalnych reform społecznych w wolnej Polsce. Z ramienia PSL został ministrem bez teki w tzw. rządzie lubelskim. Zachował to stanowisko w pierwszym rządzie niepodległej Polski, gabinecie Moraczewskiego – po jego rekonstrukcji został ministrem rolnictwa i dóbr państwowych. W ciągu 3 tygodni urzędowania przygotował ustawę o zasobach leśnych, korzystną dla uboższych warstw, stworzył też projekt uchwały o reformie rolnej. Stojąc na czele PSL „Wyzwolenie”, w wyborach 1919 r. uzyskał mandat poselski. Przemawiając jako pierwszy chłopski poseł w Sejmie Ustawodawczym, mówił: „Za podstawę /.../ odbudowy gospodarczej państwa polskiego uważamy /.../ dobre, z interesem narodowym zgodne uregulowanie sprawy rolnej. Ziemia jako warsztat pracy musi być własnością pracującego na roli ludu”. Optując za reformą rolną, wskazywał jej ogólnospołeczny aspekt: „droga ta jest jedyną deską ratunku przed wybuchem rozruchów bolszewickich”.


Reformy przeciw rewolucji

Błażej Stolarski był ochotnikiem w wojnie polsko-sowieckiej. Na łamach partyjnego tygodnika „Wyzwolenie” przekonywał: „Dziś Polska potrzebuje krwi i poświęcenia, i tego nie wolno nam Jej odmówić. Hańba temu, który by dziś uchylał się pójść do wojska. /.../ Nasz dorobek, nasze tradycje, mogą być zagwarantowane tylko w Wolnej i Praworządnej Polsce. /.../ Bolszewicy nie uszanują /.../ tego wszystkiego, co jest najświętszym dla Polaka. /.../ do obrony Państwa Polskiego stańmy, bracie, ramię przy ramieniu. Znam ja zło, które niejednemu dało się we znaki /.../ To zło /.../ naprawimy wtenczas, kiedy będziemy my, a nie horda moskiewska, gospodarzami w naszej Polsce”.   
 Jako poseł i polityk, optował za przeobrażeniami społecznymi, które miały podnieść poziom życia niższych warstw, „uobywatelnić” je i związać z Polską. Był to nie tylko postulat reformy rolnej i rozparcelowania majątków ziemskich między chłopów. Stolarski domagał się także wsparcia państwa dla strukturalnych zmian – głosił hasło „Polski murowanej”, która na wsi dokona elektryfikacji, wdroży nowe technologie, stworzy infrastrukturę przetwórczą itp.
 Jego zdaniem, liberalny kapitalizm znalazł się u kresu swego rozwoju i stał się ustrojem niewydolnym i szkodliwym. Dlatego upowszechnieniu drobnej własności rolnej miał towarzyszyć rozwój spółdzielczości wiejskiej oraz przemysłowo-usługowej w miastach. W 1927 r. pisał: „Wszędzie tam, gdzie spółdzielczość zawitała, przychodzi za nią cywilizacja, światło i wiedza. /.../ Spółdzielczość opiera się /.../ na dogmatach nauki Chrystusa, tj. miłości bliźniego i współpracy dla dobra drugich”.
 Kolejnym filarem przeobrażeń czynił samorząd terytorialny. „Martwota, która jest dotąd u nas, winna /.../ ustąpić miejsca czynom obywatelskim” pisał, apelując o aktywność na poziomie lokalnym. I dodawał: „W rozumieniu mas pracujących samorząd jest najistotniejszą częścią ustroju demokratycznego /.../. Wrogowie ludowładztwa czynią wszystko, żeby był on tak nieznośnym ciężarem dla ludzi /.../, aby lud nabrał wstrętu i odrazy do demokracji”.


Na uboczu

 Funkcję prezesa PSL „Wyzwolenie” sprawował do roku 1922. Kolejne wybory parlamentarne dały mu dwukrotnie mandat poselski, ale z listy krajowej. Po przewrocie majowym jego rola w partii uległa zmniejszeniu wskutek sympatyzowania z Piłsudskim. Nie przeszedł jednak wówczas do obozu sanacji.
 W 1931 r. wybrano go do rady naczelnej Stronnictwa Ludowego (był pomysłodawcą nazwy), powstałego ze zjednoczenia trzech partii chłopskich. Po opanowaniu chłopskich kółek rolniczych przez sanację, zorganizował Związek Zawodowy Rolników, redagował jego organ „Siejba”. Brał czynny udział w strajkach chłopskich w latach 1932-33, miesiąc spędził w areszcie.
 W 1935 r. opuścił jednak SL na znak sprzeciwu wobec decyzji o bojkocie wyborów. Przystał do sanacji – był działaczem BBWR, a później OZN-u. Z jego ramienia został w 1938 r. senatorem i wicemarszałkiem Senatu. Współtworzył program wiejski tego ugrupowania, pisząc w nim: „Nikt nie ma prawa spychać wsi i interesów jej na podrzędne stanowisko i /.../ z obywateli pochodzenia wiejskiego tworzyć obywateli /.../ gorszej klasy. Wieś /.../ już na to nie pozwoli. Natomiast jest nakazem chwili, aby wieś przejawiała dziś swe najżywotniejsze siły, energię i zdrowy rozum, wytwarzając taki stan życia politycznego, gospodarczego i społeczno-kulturalnego, aby przez jej czyny dźwignąć Polskę wzwyż”.
 Przez cały okres udziału w wielkiej polityce osobiście prowadził gospodarstwo rolne, wspierał wiele inicjatyw w swojej okolicy, napisał monografię rodzinnej wioski. Był człowiekiem bardzo skromnym, a w zgodnej ocenie komentatorów – również krystalicznie uczciwym.

Ostatnie dni

 10 września 1939 r. został aresztowany przez hitlerowców. I zaginął bez śladu. Pogłoski mówiły, że zamordowano go w niemieckim więzieniu lub obozie w Auschwitz. Najbardziej makabryczna wersja głosiła, że został żywcem wyrzucony z samolotu nad lesistymi terenami III Rzeszy. Do dziś jego losy nie zostały wyjaśnione.


Remigiusz Okraska

Autor jest socjologiem, publicystą czasopism różnych opcji politycznych oraz redaktorem naczelnym dwumiesięcznika społeczno-politycznego „Obywatel”.

0 0 0