Historia

Chaim Rumkowski

„Tylko niebiosa wiedzą na jaką karę zasłużył Rumkowski... ponieważ to on pokazał Niemcom drogę”.
17.12.2008 19:00
„Tylko niebiosa wiedzą na jaką karę zasłużył Rumkowski... ponieważ to on pokazał Niemcom drogę”.

Kiedy Niemcy mordowali jego naród, Chaim Rumkowski z ich woli był Panem łódzkiego getta, a swoimi decyzjami i działaniami pomagał w sprawnym działaniu nazistowskiej machiny śmierci.

 

Organizację „Litzmannstadt Ghetto” rozpoczęto niedługo po kapitulacji Polski. Koncentracja Żydów w gettach była krokiem na drodze do Ostatecznego Rozwiązania. Zgromadzenie ofiar w jednym miejscu było olbrzymim ułatwieniem dla katów.

Jednak nie jedynym. Jeszcze większym ułatwieniem było to, że ofiary rządziły się same, a ich „rząd” bez sprzeciwu realizował każde żądanie oprawców.

Tak było w getcie łódzkim, które było drugim największym gettem na terenach okupowanych przez Niemców. Na początku liczyło około 160 tys. osób. Przed ostatnimi wywózkami pomimo licznych transportów do getta  – niecałe 70 tys.

Ta olbrzymia masa ludzi była ścieśniona na niecałych 4 km2 przestrzeni (powierzchnia „mieszkalna” liczyła zaledwie 2,41 km2). W jednym pokoju mieszkały średnio 3 - 4 osoby. W getcie panowały głód i choroby. Oficjalnie tygodniowe racje żywnościowe miały tylko 1000 - 1400 kalorii. O dodatkowe, bardzo drogie, jedzenie było niezwykle trudno. Śmiertelność sięgała przerażających 50 proc. w okresie pół roku.

 

 

Chaim Mordechaj Rumkowski

''Rumkowski, źr. Wikipedia

Ta masa nieszczęśliwych ludzi miała jednak swojego Pana. Człowieka, który twierdził, że wie co robi, by przeprowadzić swój lud przez ciężkie czasy i uratować przynajmniej to, co da się uratować. Tym człowiekiem był agent ubezpieczeniowy Chaim Mordechaj Rumkowski, którego później nazwano Chaimem I.

Rumkowski władzę w getcie objął 13 października 1939 roku. Został przez Niemców mianowany „Przełożonym Żydów w mieście Łodzi. Otrzymał mandat do wprowadzania wszystkich postanowień i kroków jakie uzna za stosowne niemiecka administracja w stosunku do wszystkich osób pochodzenia żydowskiego”.

„Król łódzkich Żydów” urodził się w 1877 roku w Rosji, w Ilinie. Najprawdopodobniej skończył zaledwie kilka klas szkoły podstawowej. Biegle mówił jedynie w jidisz.

Do Łodzi przywędrował na przełomie wieków. Początkowo był handlowcem, później zaangażował się w budowę sierocińca w Helenówku i został jego dyrektorem. Przed samą wojną był agentem ubezpieczeniowym. Z okresem jego pracy w Helenówku wiąże się oskarżenie o wykorzystywanie nastoletnich podopiecznych. Nie rozpoczęto jednak policyjnego dochodzenia. Oskarżenie miał bowiem rzucić zwolniony przez Rumkowskiego nauczyciel i uznano je za bezpodstawne.

 

Gdyby nie okupacja, Rumkowski nie zapisałby się w historii. Stworzenie getta dało mu szansę stać się panem życia i śmierci tysięcy rodaków. Skorzystał na tym, jak żaden inny Judenältester. Stał się „królem getta”, który bezwzględnie wprowadzał swój plan rządzenia i iście bizantyjskie formy. Mordechaj Rumkowski po getcie poruszał się powozem, nazywanym niekiedy karocą. Na nabożeństwa w synagodze ubierał „królewskie” szaty, a na szyi zawieszał wielki srebrny łańcuch z gwiazdą Dawida. Dość często zdarzało mu się bić ludzi, którzy czegoś od niego chcieli albo nie chcieli korzystać z jego „łaski”. Gdy odwiedzał warszawskie getto, żydowscy kolaboranci wystawili przed hotelem „wartę honorową”.

Tak o Rumkowskim mówiła Sarah Zyskind, jedna z ocalonych:

 

„Chaim Rumkowskim był monarchą absolutnym. Mógł wyrzucić każdego z getta. Mógł przenosić ludzi z pracy do pracy. Mógł zamykać ludzi w więzieniu. Mógł wszystko. Jednak, gdy przychodziło do Niemców nie mógł nic. [...] Jednak między nami mógł wszystko. Nazywaliśmy go wszystkimi rodzajami tytułów: »Jego ekscelencja prezydent«, »Starszy Żydów« i nazywaliśmy go też »Królem«. Były znaczki z jego podobizną i pieniądze na których była jego twarz”.

 

 

Oficjalną walutą getta były tzw. „chaimki” lub „rumki”. Nie ma pewności, czy to Rumkowski podpowiedział Niemcom takie rozwiązanie. Pewnym jest za to, że niezwykle utrudniło to przeżycie w getcie. „Chaimki” były bowiem bezwartościowe za jego murami i niezwykle utrudniały jakikolwiek szmugiel.

O tym ile zależało od Rumkowskiego, a także jak wielki budził postrach opowiadał B., były mieszkaniec getta, który nie chce podawać swojego nazwiska. B. przybył do getta w jednym z transportów. Potrzebował mieszkania. Poszedł do Rumkowskiego, którego znał jeszcze przed wojną. Ten odesłał go do człowieka, odpowiedzialnego za przyznawanie mieszkań. Ów człowiek odmówił.

Dalej było tak: „Wróciłem do Rumkowskiego i powiedziałem mu, że nie dostałem mieszkania. Rzucił wszystko zapakował mnie do powozu i pojechaliśmy do dyrektora wydziału mieszkań. I dostałem mieszkanie. Następnego dnia nie było Żyda w Łodzi, który by mi się nie ukłonił. Tylko dlatego, że jechałem z Rumkowskim. Że On jechał ze mną”. Sam Chaim I zwykł mawiać: „Moi Żydzi, moje domy, moje fabryki... mój chleb”.

 

Jednak nie w formie sprawowania władzy przez niego tkwił największy problem. Choć ta jest anegdotyczna i ośmiesza samozwańczego „mesjasza” łódzkich Żydów. Znacznie większym problemem była treść tej władzy i sprawność, z jaką ją zorganizował.

Program Rumkowskiego opierał się na trzech założeniach. Po pierwsze uznał, że tak długo jak praca getta jest potrzebna Niemcom, tak długo będzie mogło ono trwać. Po drugie był on przekonany o konieczności poświęcenia słabszych dla przeżycia silniejszych. Trzecim filarem „doktryny Rumkowskiego” było założenie o szkodliwości jakiegokolwiek oporu. Wszystkie te przekonania okazały się błędne.

Wielokrotnie dawał wyraz takim właśnie przekonaniom. „Litzmannstadt Ghetto” zwykł nazywać „miastem pracy”. Jednocześnie nie tolerował jakiejkolwiek aktywności podziemnej oraz politycznej młodych Żydów. Jak wspominał dr Nathan Eck, Chaim I podczas wizyty w Warszawie namawiał go, by ten objął zarząd nad – niedużo później zlikwidowanym - gimnazjum w łódzkim getcie. Tak tłumaczył mu „winy” poprzedniego dyrektora: „On nie wie jak kontrolować nauczycieli i młodzież. Tam jest za dużo ruchów politycznych. Syjoniści, Bund, Komuniści... Dziś nie mogę tolerować takich rzeczy. Dziś musimy uczyć się i pracować”.


Oddajcie mi wasze dzieci!

Wszystkich, którzy byli niezdolni do pracy traktował jak zbędny balast, który utrudnia przetrwanie jego „królestwa”. Jednocześnie jednym z mott, które często powtarzał było: „Trzeba być 10 minut przed wszystkim zarządzeniami Niemców”. Realizował je z pełnym zaangażowaniem.

Najbardziej znamienne dla Rumkowskiego są trzy momenty w historii łódzkiego getta. Pierwszy, kiedy Niemcy postanowili wywieźć na śmierć niezdolnych do pracy, którzy leżeli w szpitalach. Część chorych uciekła. W ich wyłapywaniu z całą bezwzględnością pomagała policja żydowska. Na pewien czas uratowało się jedynie 200, których postanowił ocalić Rumkowski, bo byli dla niego z różnych względów istotni.

Jednak - by Niemcom zgadzał się rachunek - zamiast 200 uciekinierów wysłał na śmierć 200 ludzi, którzy... kiedyś byli chorzy.

 

Później nie było lepiej. We wrześniu 1942 roku Niemcy zażądali 20 tys. żydowskich dzieci, które nie skończyły jeszcze 10 lat. Dzieci miał dostarczyć Rumkowski. Miał i dostarczył, zresztą razem z innymi niezdolnymi do pracy – starymi, chorymi, słabymi. W tym okresie „Król getta” wygłosił swoją najbardziej znaną przemowę.

Mówił: „Ciężki cios spadł na getto. Pytają o to co mamy najlepszego – dzieci i starców. [...] Nigdy nie wyobrażałem sobie, że moje własne ręce zaniosą ofiarę do ołtarza. W moich starych latach, muszę wyciągnąć moje ręce i błagać: »Bracia i siostry, dajcie mi je! Ojcowie i matki dajcie mi wasze dzieci...«”. Oczywiście rodzice nie chcieli oddać dzieci. Odpowiedzią na jego przemówienie, były okrzyki złości. Rumkowski – choć nie wiadomo, czy tak naprawdę było - miał odpowiedzieć:  „Dzieci należą do mnie. Starcy należą do mnie. Wy należycie do mnie. Wiem, co muszę dać. Tak wygląda sprawa. I nie chce słyszeć niczyich opinii”.

Przez kolejne dni w getcie dochodziło do potwornych scen. Na śmierć wysłano najbardziej bezbronnych – żydowskie sieroty z Marysina, które przygotowane przez wychowawców spokojnie poszły tam, gdzie im kazano.

Inaczej było tam, gdzie odbierano dzieci rodzicom. Żydowska policja, której członkowie nie byli zmuszeni do oddania swojego potomstwa - siłą odbierała dzieci matkom. Te krzyczały: „Oddajcie swoje dzieci, my nie oddamy własnych”. Ojcowie nierzadko rzucali się na policjantów z nożami i siekierami. Jednak ani matki, ani ojcowie nie mieli szans. Niemcy żądali krwi. Rumkowski musiał jej dostarczyć i pozostał niewzruszony. Uparcie twierdził, że trzeba coś poświęcić, by uratować „coś”…

Likwidacja getta trwała, z krótką przerwą, przez lipiec i sierpień 1944 roku. Front wschodni stał wtedy na Wiśle. Można było spodziewać się szybkiego zakończenia wojny. Można było próbować ratować to, co jeszcze zostało.

Ludzie w getcie wiedząc, co oznaczały „wywózki do pracy w Oświęcimiu” próbowali się ukrywać. Chcieli przeczekać do nadejścia Rosjan. Jednak Rumkowski ze zdwojoną energią rzucił się do realizacji swojego planu. Przez sierpień wydał 26 apeli i odezw do Żydów getta. Wszystkie dotyczyły „dobrowolnego” stawienia się do wywózek. W jednym z nich datowanym na 15 sierpnia napisał: „Yidn fun geto bazint zikh!” (Żydzi z getta znajdźcie swój rozum!). Liczył, że po spełnieniu „ostatnich żądań” Niemców wywózki ustaną.

 

Niestety to „ostatnie” żądanie dotyczyło właściwie wszystkich, którzy w getcie zostali.

Przez łódzkie getto przeszło kilkaset tysięcy ludzi. Większość z nich zginęła w Chełmnie nad Nerem lub w getcie. Ostatnie transporty kierowano do Oświęcimia. Jednym z nich pojechał Rumkowski.

Relacje wskazują, iż po przyjechaniu na miejsce, pokazał SS-manom „na rampie” list polecający od niemieckich władz Łodzi. Ci gdzieś go zabrali. Podobno został żywcem spalony w krematorium w Birkenau. Nie przeżył jednak nikt, kto mógłby to potwierdzić.

  

Historia go rozliczyła

Rumkowski jest postacią kontrowersyjną. Jego obrońcy twierdzą, że działał w dobrej wierze i próbował ratować, co tylko się dało. Niekiedy winę za jego błędy zrzucają na zbyt wolną ofensywę Armii Czerwonej, które nie zdążyła wyzwolić getta przed jego ostateczną likwidacją. Wskazują, że gdyby tak się stało, mógłby uchodzić za bohatera.

 

Działanie w dobrej wierze, która zresztą w tym wypadku jest wielce wątpliwa, może stanowić wymówkę dla kogoś, kto nie bierze na siebie dobrowolnie odpowiedzialności za los innych. Kogoś, kto z własnej inicjatywy chce zostać „mężem stanu” i często powtarza – a Rumkowski miał to w zwyczaju – że rozliczy go historia, nie można tak usprawiedliwiać.

"Mniejsze zło" Rumkowskiego było w istocie większym złem. Wojnę przeżyło zaledwie 5 do 12 tys. ludzi, którzy przeszli przez getto.

Jednocześnie działania „Króla getta” niesamowicie ułatwiły Niemcom realizację ich celów, a w sytuacji wojny na dwa fronty nie było to bez znaczenia. Mosze Merin, Judenältester Sosnowca, który sam stosował podobne metody, jeszcze w czasie wojny mówił:

„Tylko niebiosa wiedzą na jaką karę zasłużył Rumkowski... ponieważ to on pokazał Niemcom drogę”.

Dziś nie sposób powiedzieć, czy ofiar byłoby mniej, gdyby Rumkowski zamiast gorliwej współpracy, wspierał choćby bierny opór. Z całą pewnością można za to powiedzieć, że nie byłoby ich więcej. Z rąk Niemców zginęli wszak prawie wszyscy, którzy zginąć mogli. Polityki Rumkowskiego nie da się obronić.

Tomasz Borejza

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Pierwsze getto

Słowo „getto” jednoznacznie kojarzy się z nazizmem i Holocaustem. Jednak to nie Niemcy stworzyli pierwsze nowożytne getto.

O ponad 400 lat uprzedzili ich Wenecjanie, którzy murem oddzielili Żydów od chrześcijan już w 1516 roku. Żydzi byli na terytorium Włoch znaczącą mniejszością już w czasach Imperium Rzymskiego. Ich pozycja bywała lepsza i gorsza, jednak niezmiennie wywierali duży wpływ na handel i – niedostępne dla chrześcijan – „świadczenie usług finansowych”.

Już pod koniec XIV wieku ograniczano możliwość funkcjonowania Żydów w Wenecji. Ich pobyty w tym mieście limitowano do 15 dni. Wiek XV przyniósł nasilenie antysemickich nastrojów na Lagunie. Powody były oczywiście różne, jednak nie sposób pominąć wpływu objeżdżających Italię kaznodziejów – m. in. Bernardyna ze Sieny, który głosił potępienie lichwy oraz Bernardyna z Feltre, który nauczał: „Och, jaka to febra trzęsie Żydów! Chłód niewierności i żar chciwości”. Na skutek kazań tych i im podobnych zakonników, ale także – co niemniej ważne – dla obrony doraźnych interesów weneckiego patrycjatu wprowadzano coraz to nowe ograniczenia.

W 1402 roku nie tylko potwierdzono ograniczenie czasu dozwolonego pobytu Żydów w Wenecji do 15 dni, ale także uzupełniono go o nakaz, by między pobytami następowała przynajmniej czteromiesięczna przerwa. Nakaz ten później bywał ograniczany – np. na podstawie umów między Signiorią, a przedstawicielami Żydów nadawano im prawo stałego zamieszkania - i znowu powracał. W każdym razie przez niemal cały XV wiek Żydzi, przynajmniej formalnie, byli wypędzeni z Wenecji. Jednak to nie wszystko.

W 1424 roku zakazano – pod karą grzywny lub więzienia – stosunków seksualnych Żydów z chrześcijankami. Nakazywano im także nosić znak wyróżniający. Pierwotnie było to przypięte do ubrania żółte kółko. Koniec XV wieku przyniósł jednak nakaz – także pod karą grzywny - noszenia przez Żydów wyróżniającego żółtego kapelusza. Przy czym warto wspomnieć, że była to nielicha – bo wynosząca 50 dukatów – grzywna.

Pewien przełom w stosunkach Republiki z Żydami dokonał się po 1503 roku. Pod sam koniec XV wieku zbankrutowało kilku weneckich bankierów i miasto szybko potrzebowało nowych kapitałów. Sięgnięto po pieniądze Żydów, którym dzięki temu udało się wytargować wiele ustępstw. Na mocy nowej condotty bankierzy mogli starać się w Wenecji o mieszkania dla siebie i swoich rodzin. Mogli też wracać do miasta: „tyle razy, ile im się spodoba, a ponadto w obawie przed wojną mogą tu schronić się i mieszkać bez żadnej przeszkody”.

W 1508 roku wybuchła wojna Republiki z Ligą z Cambrai. Żydzi schronili się w Wenecji, gdzie początkowo zostali dobrze przywitani. Jednak, gdy Rzeczpospolita ponosiła kolejne porażki i miasto było coraz bardziej zagrożone ludność miasta zwróciła się w stronę religii. Kaznodzieje dość łatwo znaleźli winowajców. Między innymi szeroko znany brat Rufino Lavato głosił, że: „słusznym byłoby odebrać Żydom wszystkie pieniądze i pozbawić ich środków do życia”.

Do tego jednak nie doszło. Wprawdzie jeszcze w 1511 roku jeden ze znaczniejszych szlachciców weneckich zgłosił wniosek o ponowne wygnanie Żydów z miasta, jednak byli oni Republice potrzebni i nie przegrał głosowanie. W tym okresie dochodziło do wielu sporów – głównie finansowych – między gminą żydowską i miastem. Doszło nawet do tego, że odmawiający daniny starsi tej gminy zostali – dla przemyślenia sprawy - wrzuceni do lochu.

''

Wejście Francuzów do Wenecji 6. maja 1797 roku. Źr. Wikipedia

Przyszedł wreszcie rok 1516. Zaccaria Dolfin – wenecki szlachcic – ostro zaatakował Żydów i zażądał by zamknąć ich w getcie w parafii San Gerolamo. Doża poparł jego pomysł. Zdobył on także uznanie Senatu. 29 marca ogłoszono taki oto dekret: „Żydzi powinni wszyscy razem mieszkać w czworoboku domów, jaki jest w getcie w pobliżu San Gerolamo; i żeby w nocy nie chodzili dookoła, od strony Starego Getta, gdzie jest mały mosteczek, oraz z przeciwległej strony zbudowane będą dwie bramy, czyli po jednej dla każdego z tych miejsc, które to bramy mają otwierać rano z uderzeniem Marangony, a zamykać wieczorem o godzinie 24 czterej strażnicy chrześcijańscy w tym celu wyznaczeni i wynagradzani przez Żydów według płacy, jaką nasze Kolegium uzna za odpowiednią”.

Był to początek pierwszego nowożytnego getta. Paradoksalnie – mimo licznych niedogodności i pewnej niepewności w stosunkach z Republiką – zdobyło sobie ono całkiem niezłą sławę. Niepewność w relacjach z Wenecją była i tak dla Żydów znacznie mniejsza niż w wielu innych miejscach ówczesnej Europy. Byli też tam w miarę bezpieczni i mieli możliwość tworzenia własnego samorządu. Jednocześnie byli oni Rzeczpospolitej potrzebni, mogli się więc skutecznie targować o konieczne do prowadzenia interesów prawa. Wkrótce po pierwszym getcie – zdominowanym przez bankierów i lichwiarzy powstało drugie getto skupiające handlowców.
A już w XVII wieku tzw. Getto Najnowsze.

Bramy getta weneckiego runęły w 1797 roku. Odbyło się to za sprawą wojsk rewolucyjnej Francji. Sama idea miała wrócić w okresie Trzeciej Rzeszy, jej znaczenie i cele miały być już jednak inne.

Tomasz Borejza

Czytaj także

Heinrich Himmler

Heinrich Himmler to twarz nazistowskiego zła, niezwykle okrutnego i banalnego.

Heinrich Himmler, dla wielu wcielenie zła, to jedna z najbardziej mrocznych postaci w historii, odpowiedzialna za stworzenie systemu nazistowskich obozów śmierci. Przez szesnaście lat kierował SS - organizacją, która wymordowała kilkanaście milionów ofiar.

Trudno byłoby jednak znaleźć u niego jakieś wyjątkowo diaboliczne cechy. Był raczek doskonałą ilustracja postawionej przez Hannah Arendt tezy o „banalności zła”. Był raczej bezbarwnym urzędnikiem i cudakiem.

Drugi z trzech

Młody Heinrich Himmler.

Młody Heinrich Himmler.źr. wikipedia

Urodził się w 1900 roku w Landshut. Był drugim z trojga braci lokalnego germanisty. Ojciec przyszłego Reichsführera SS wychowywał synów w duchu ortodoksyjnego katolicyzmu, miłości do starogermańskiej tradycji i umiłowania służby wojskowej. Wszystko to odcisnęło na nich swoje piętno. Najmocniej na młodym Heinrichu.

Nim spotkał na swojej drodze Adolfa Hitlera i obdarzył go bezwarunkową „wiarą”, Himmler był ortodoksyjnym katolikiem. W dzieciństwie codziennie modlił się przed stojącą w domu figurą Jezusa. W dzienniku pisał o jednej ze swych dziecinnych miłości, że największą radość sprawiła mu, gdy powiedziała, że każdego dnia przyjmuje komunię świętą. Później stał się równie zagorzałym wrogiem katolicyzmu. Jego wiara znalazła ujście w starogermańskich mitach, fascynacji okultyzmem i miłości do Führera.

Gdy wybuchła I wojna światowa Himmler miał 14 lat. Mimo to od razu zaczął myśleć o wojsku. Już we wrześniu 1914 roku notował: „Francuzi przebili się przez nasze prawe skrzydło. Codziennie ćwiczę teraz ciężarkami, aby stać się silniejszym”. Trzy lata później, dzięki protekcji ojca chrzestnego, którym był Książe Heinrich Wittelsbach – niespełna 17-letni młodzieniec trafił do szkoły oficerskiej. Po półrocznym kursie i „doskonale” zdanym egzaminie był gotowy do służby. Było to już na jesieni 1918 roku. Nim oddał pierwsze strzały Niemcy skapitulowały.

Student i rolnik

 

Heinrich Himmler.

Heinrich Himmler.źr. wikipedia

Po wojnie Himmler trafił do jednego z Freikorpsów. Ojciec szybko skończył tę „zabawę w żołnierzy”, zmuszając syna do ustatkowania się i znalezienia porządnego zawodu. Młodzieniec, którego cechowało posłuszeństwo, bez wahania zdecydował się zostać rolnikiem. Za decyzją stała miłość do starogermańskich mitów oraz przeczucie tego, co później stało się obowiązującą w SS mitologią „krwi i ziemi”.

Himmler zapisał się na studia rolnicze w Monachium. Nie odnajdywał się jednak na nich, ani też w życiu studenckim i w stowarzyszeniach. Nie miał zapału do nauki. Bardziej niż rolnictwo interesowały go historie o posłannictwie germańskich chłopów.

W okresie studiów szczególnym problemem dla Himmlera były wspólne pijatyki i pojedynki szermiercze. Pić nie mógł przez wzgląd na słaby żołądek. Załatwił sobie nawet usprawiedliwienie lekarskie, które przedstawił władzom swojego stowarzyszenia. Drugim z problemów były obowiązkowe pojedynki, których stanowczo zakazywał Kościół. Himmler na studiach wciąż był ortodoksyjnym katolikiem. Ze względu na kościelny zakaz starał się unikać pojedynków. To jednak nie przysparzało mu popularności. Dlatego wystosował list do władz kościelnych i próbował wpłynąć na Kościół, by ten zniósł zakaz. W odpowiedzi otrzymał napomnienie, co nie przeszkodziło mu po raz pierwszy złamać kościelny zakaz i wziąć udział w pojedynku. Również to nie wychodziło mu najlepiej. 

„Za spiskiem stoi Żyd”

Himmler jako szef SS, 1934.

Himmler jako szef SS, 1934.źr. wikipedia

Nie znajdując uznania w towarzystwie Himmler poświęcał się lekturze oraz moralizowaniu. Wtrącał się też w życie swoich braci. Jego starszy brat Gerhard zaręczył się z Paulą Stölzl, córką bankiera, która nie miała zbyt dobrej reputacji. To bardzo zirytowało Himmlera.
Napisał do Pauli list: „... Aby wasze małżeństwo było szczęśliwe dla was obojga, aby w jego wyniku powstała zdrowa i moralnie czysta rodzina, to Ty musisz być trzymana za uzdę z barbarzyńską surowością”.

Lektury, po które sięgał i towarzystwo, w którym przebywał, wpłynęły na kształtowanie światopoglądu przyszłego szefa SS. Na przełomie lat 1919 i 1920 daleki był od nazistowskich przekonań. Po przeczytaniu antysemickiego „Die Sünde wider das Blut” Arthura Dintera zanotował, że autor wydaje się: „jakby zaślepiony nienawiścią do Żydów”.

Później sam uległ zaślepieniu. W 1921 roku spotkał Ernsta Röhma, przez niego poznał nazistów i wstąpił do partii nazistowskiej przed puczem monachijskim. Zaczął czytać sporo rozpraw antysemickich, niezwykle popularnych w Niemczech. Sięgnął także po „Rasę i naród” Chamberlaina.
W 1922 roku zanotował w swym dzienniku: „Najgorszym wrogiem ludzi wiejskich jest międzynarodowy kapitał żydowski, ponieważ podjudza mieszczan przeciw mieszkańcom wsi. Poprzez spekulacje na giełdzie zabiega (międzynarodowy kapitał żydowski) o niskie ceny produkcji i wysokie ceny sprzedaży. Rolnik mało zarabia, a mieszkańcy miasta płacą dużo. Różnicę zgarnia żydostwo i powiązane z nim kręgi”.

Weimarska rzeczywistość pchała go w ramiona Hitlera i partii nazistowskiej. W 1923 roku wziął udział w „puczu monachijskim”. Dostał pierwszą etatową pracę w biurze Gregora Strassera. Na dobre i na złe związał się z ruchem nazistowskim i zerwał z katolicyzmem.
 
Henryk II Himmler

Na szczytach władzy III Rzeszy.

Na szczytach władzy III Rzeszy.źr. wikipedia

Himmler długo pozostawał w cieniu. Dopiero w 1929 roku przebił się do nazistowskiej czołówki. Został szefem SS, wówczas zaledwie drugorzędnej i nielicznej bojówki, którą szybko przekształcił w najważniejsze centrum nazistowskiej ideologii.

Bezwarunkowe posłuszeństwo Himmlera zaowocowało rozwojem SS. Hitler potrzebował narzędzia do politycznej walki wewnątrz ruchu nazistowskiego. Pierwotnie taką rolę spełniało SA, jednak w miarę rozwoju sytuacji szef tej organizacji, wspomniany Ernst Röhm tracił zaufanie wodza. Rolę SA miało przejąć SS. Już w 1934 roku, w trakcie „nocy długich noży” to właśnie SS-mani rozstrzeliwali liderów SA. Nie zawahali się strzelać do dawnych towarzyszy. Zdobyli tym zaufanie i uznanie w oczach Führera.

Posłuszeństwo nie było wszystkim. Równie ważny był światopogląd Himmlera, który łączył przekonanie o germańskiej misji osadniczej na wschodzie z głęboką wiarą w rasistowskie dogmaty. Jednocześnie z SS chciał stworzyć elitarny zakon. By to osiągnąć odwoływał się do tradycji Krzyżaków oraz schematów organizacyjnych pierwszego zakonu Jezuitów. Uważał się za niemieckiego Ignacego Loyolę.

Himmler przez lupę oglądał zdjęcia wszystkich kandydatów do SS. Mówił: „Dlaczego to robiłem? Chciałbym wam przypomnieć znane doświadczenie. Przypomnijcie sobie typy żołnierzy z rewolucji rad 1917-1918. Każdy z was, kto już wtedy był oficerem, zna wielu takich ludzi z własnego doświadczenia. I może potwierdzić, że byli to wszystko ludzie, którzy naszym niemieckim oczom wydawali się jacyś komiczni, którzy mieli jakąś komiczną cechę spowodowaną obcą krwią”.

Bezwzględny kat.

Bezwzględny kat.ź. wikipedia

SS-man musiał dowieść, że nie miał żydowskich przodków. Jednocześnie kandydatki na żony członków tej formacji musiały przed ślubem przedstawić zdjęcia w kostiumach kąpielowych i udokumentować aryjskie pochodzenie. Pierwotnie oczekiwano (co praktykowano np. wobec Czeszek wychodzących za mąż za Niemców), by kobiety na zdjęciach były nagie. Temu jednak zdecydowanie sprzeciwił się Himmler, który nie wyobrażał sobie, by można było zmuszać niemieckie kobiety do tak bezwstydnych zachowań. Próbował też w SS wprowadzić kodeks rycerski.

Swoje zamiłowanie do starogermańskich mitów zrealizował na zamku Wawelberg, który miał dla SS być tym, czym Malbork dla Krzyżaków. Wzorem legendarnego władcy z zamku Camelot Himmler nakazał w Wawelbergu przygotować olbrzymią salę a w jej środku ustawić dębowy stół, przy którym było miejsce dla niego i 12 najwierniejszych rycerzy, którymi byli SS-Grüppenführerzy, dla których kazał przygotować rycerskie herby.

„W sklepieniu pod północną wieżą zamkową (bo nie wypadało wybierać kaplicy) kazał zrobić grobowiec z naturalnego marmuru[...]. Pośrodku, na wzniesieniu, było miejsce na płomień wiecznego ognia, w którym miały być palone herby zmarłych. Dookoła dwanaście grobowców dla dwunastu najdzielniejszych „rycerzy”, a w środku główny grobowiec generała zakonu, czyli »króla« (Artura), tzn. dla Himmlera”.

Rok 1945...

Rok 1945...źr. wikipedia

Himmler nie uważał się za potomka króla Artura. Gdy SS zaczęła odnosić „sukcesy” i przypominać wymarzony germański zakon, zaczął wierzyć, że jest reinkarnacją Henryka I. Mawiał często: „Jeżeli w półśnie, jeszcze przed zaśnięciem myślę intensywnie o królu Henryku I, to zjawia mi się jego duch i radzi, co i jak mam robić”.

Bezmyślny pedant

Te cudaczne pomysły Himmlera – bezwzględnego urzędnika śmierci - dotyczyły kilku milionów członków zbrodniczej organizacji, która przelała krew milionów niewinnych ludzi.
Reichsführer SS miał niezwykle pedantyczną, lecz bezbarwną naturę. Cechował go ponadto brak zdolności do jakiejkolwiek refleksji.

Doskonale zobrazował to jeden z incydentów, który miał miejsce podczas inspekcji Einsatzgruppen. Szef SS nadzorował jedną z licznych masowych egzekucji. Podczas niej dwie – spośród setek - ofiar nie zostały zabite pierwszym strzałem. Wywołało to oburzenie Himmlera, który nie mógł zrozumieć jak jego doskonała organizacja może popełniać tak „karygodne” błędy. Szybko nakazał usprawnić proces zabijania. Niedługo potem uruchomiono pierwsze komory gazowe. Nie zastanawiał się co robi.
Jedyną jego troską była dobra realizacja zadań.

Martwy Himmler.

Martwy Himmler.źr. wikipedia

Walter Dornberg tak wspominał Himmlera: „Zrobił na mnie raczej wrażenie inteligentnego nauczyciela szkoły powszechnej, a z pewnością nie człowieka władzy czy przemocy. Nie zauważyłem w nim niczego szczególnego czy wyróżniającego”.

Albert Sperr, mówił o nim, że robił wrażenie: „trochę pedantycznego nauczyciela i trochę trzepniętego marzyciela”.

Pod koniec wojny Himmler próbował podjąć negocjacje z aliantami. Wśród ludzi, z którymi rozmawiał znalazł się przedstawiciel Światowego Kongresu Żydów - Norbert Masur.

Na spotkaniu kat narodu żydowskiego powiedział: „Witamy w Niemczech, panie Masur. Nadszedł czas, abyśmy my, narodowi socjaliści, i wy, Żydzi, zakopali topór wojenny”.

Heinrich Himmler to cyniczna twarz nazistowskiego zła, niezwykle okrutnego i banalnego.

Tomasz Borejza

Czytaj także

Odważne serce

Amerykańska telewizja CBS pokazała film fabularny o Irenie Sendlerowej.

W najlepszym czasie oglądalności amerykańska telewizja CBS pokazała film fabularny o Irenie Sendlerowej - Polce, która w czasie II Wojny Światowej uratowała z Holocaustu 2500 żydowskich dzieci.

"Odważne serce Ireny Sendlerowej" wyreżyserował John Kent Harrison. Autorem zdjęć jest Jerzy Zieliński a muzyki Jan Kaczmarek. Tytułową rolę, w sposób przekonujący, choć bardzo oszczędny zagrała Anna Paquin, zdobywczyni Oscara za występ w filmie "Fortepian".

Film Johna Kenta Harrisona nie jest dziełem na miarę "Listy Schindlera". Odkrywa jednak przed Amerykanami, mało znaną część prawdy historycznej o czasach Holocaustu. Film pokazuje nie tylko odwagę i bezinteresowność Ireny Sendlerowej, lecz także poświęcenie innych Polaków, którzy pomagając żydowskim dzieciom, sami ryzykowali życiem.

Wyemitowanie przez jedną z głównych amerykańskich stacji telewizyjnych filmu o Irenie Sendlerowej ma też ogromne znaczenie dla mieszkającej w USA Polonii, która wciąż znajduje w tutejszej prasie sformułowania "polskie obozy koncentracyjne".

W Stanach Zjednoczonych ukazało się kilkanaście recenzji i artykułów na temat filmu „Odważne serce Ireny Sendlerowej". Podkreślano w nich niezwykłe poświęcenie, determinację i bezinteresowność tytułowej bohaterki.

 

 

Recenzent „The Hollywood Reporter" Daniel Carlton narzekał jednak, że filmowi brakuje dramaturgii. „To dobra historia ale powinna być lepiej opowiedziana" - napisał Carlton.

Sam film krytycznie oceniła też Ginia Bellafante w dzienniku "New York Times". Jej zdaniem zabrakło w nim pasji i polotu.
 
Zupełnie inaczej o obrazie Harrisona napisał magazyn „Variety" określając go mianem emocjonującego i przykuwającego uwagę.

 Film „Odważne serce Ireny Sendlerowej" spodobał się też Doroty Rabinowitz z Wall Street Journal. Recenzentka uznała go za "porażający w swej sile i braku fałszywych tonów". Irenę Sendlerową określiła mianem nieustraszonej kobiety.

Zarówno Rabinowitz jak i wielu innych krytyków chwaliło Annę Paquin, która zagrała główną rolę. Powszechnie zwracano też uwagę na walory edukacyjne filmu.

Marek Wałkuski/ IAR

Czytaj także

Litzmannstadt Ghetto

IPN przygotował album poświecony Litzmannstadt Ghetto. Historycy oceniają, że łódzkie getto zostało utrwalone na ponad 12 tysiącach fotografii.

 Oprócz fotografii, w albumie jest też obszerny opis wydarzeń z lat 1940-44.

Publikacja została przygotowana przez pracowników łódzkiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Sławomir Nowinowski z łódzkiego IPN-u podkreśla, że album jest o tyle oryginalny, że podpisy do zdjęć zostały umieszczone na ostatnich stronach.


Historycy oceniają, że łódzkie getto zostało utrwalone na ponad 12 tysiącach fotografii. Do albumu wybrano te, które zostały zrobione przez mieszkańców getta pracujących w żydowskiej administracji, są też zdjęcia autorstwa niemieckich żołnierzy. Dzięki temu życie w gettcie pokazane jest z dwóch stron - mówi Paweł Spodenkiewicz z IPN.


Album został wydany w związku z 65. rocznicą likwidacji Litzmannstadt Ghetto.

 Łódź,K.Babij/dabr