X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Historia

Jędrzej Moraczewski

07.07.2008
Jako zaufany człowiek Piłsudskiego, został wezwany do I Brygady. Szybko otrzymał stopień porucznika. Marszałek widział go jednak w roli polityka.

Wspominając czasy premierostwa w pierwszym rządzie niepodległej Polski, Jędrzej Moraczewski pisał: „Praca trwała dziennie 16 godzin. Prezydium pracowało 20 godzin na dobę. Trzeba było wzmocnić Polskę wewnętrznie”.

Pierwsze kroki

 

Urodził się 13 stycznia 1870 r. w Trzemesznie w Wielkopolsce. Jego ojciec był inżynierem kolejnictwa i urzędnikiem pruskim, lecz wziął udziału w powstaniu styczniowym w oddziale Langiewicza. Rodzina często zmieniała miejsce zamieszkania. Pleszew, Bydgoszcz, później Kraków, a w końcu Lwów. Tam Jędrzej ukończył gimnazjum i rozpoczął studia na politechnice.
Działał w Bratniej Pomocy, współtworzył tajną grupę samokształceniowo-niepodległościową. Zorganizował strajk w obronie kolegi relegowanego za działalność socjalistyczną. Początkowo niechętny socjalizmowi, stopniowo przekonywał się do niego. Moraczewski uważał, że niepodległość Polski można wywalczyć tylko z pomocą ludu (chłopów i robotników) jako najliczniejszej warstwy. Żeby ich pozyskać do współpracy, trzeba zaoferować rozwiązanie problemów socjalnych.
W 1893 r. wstąpił do Galicyjskiej Partii Socjaldemokratycznej. Odsłużył wojsko jako „jednoroczny ochotnik”, ukończył studia, poślubił narzeczoną Zofię. Działał w Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej, ale przede wszystkim rozpoczął karierę zawodową przy budowie linii kolejowych.
Zetknięcie z wyzyskiem pracowników i ich nędzą dodało jego poglądom wymiar etyczny. Z racji kariery zawodowej – trafił aż na Bałkany – działał jednak w partii niejako zaocznie. Był ofiarodawcą najwyższej dotacji na przekształcenie socjalistycznego tygodnika „Naprzód” w dziennik. Otrzymany przezeń paszport posłużył Józefowi Piłsudskiemu w słynnej wizycie w Japonii.

Słowem i czynem

 

''

Logo PPSD. Źr. Wikipedia.

Wkrótce zaproponowano mu start w wyborach do Rady Państwa – parlamentu austriackiego. Wahał się, bo ryzykował karierę zawodową. „Jako poseł mogłem /.../ więcej zdziałać dla /.../ klasy pracującej niż jako /.../ inżynier” – ten argument przeważył szalę. W maju 1907 r. został wybrany posłem w okręgu Stryj.
W parlamencie zabiegał o lepsze warunki działania związków zawodowych, pomoc dla najuboższych, przestrzeganie praw pracowniczych. Dzięki jego wysiłkom poprawiono warunki pracy na kolei i w kopalniach soli. Wybrany na kolejną kadencję, prowadził też kampanię na rzecz zwiększenia zarobków niższych urzędników.
Aktywny był również poza parlamentem. Zakładał związki zawodowe, osiągając wiele sukcesów na tym polu. W 1905 r. współtworzył w Stryju spółdzielnię piekarską, doprowadził do zjednoczenia regionalnych spółdzielni spożywców. Organizował dla robotników odczyty, zajęcia kształceniowe, teatr amatorski.
Nie tracił z oczu kwestii niepodległości. Gdy wybuchła wojna, należał do „prowojennej” frakcji w PPSD, domagając się dużych nakładów na walkę z Rosją. Aktywnie włączył się w tworzenie oddziałów strzeleckich i zbiórkę funduszy na polskie wojsko.

W boju

Jako zaufany człowiek Piłsudskiego, został wezwany do I Brygady. Szybko otrzymał stopień porucznika. Marszałek widział go jednak w roli polityka. Moraczewski stał się jego przedstawicielem w Naczelnym Komitecie Narodowym.
Wziął udział w walkach na linii Styru i Stochodu. Po aresztowaniu Piłsudskiego, Moraczewski został jednym z liderów tzw. Konwentu A – tajnego zrzeszenia „piłsudczyków” z różnych środowisk. Był też kierownikiem politycznym Polskiej Organizacji Wojskowej. Zajmował stanowisko konsekwentnie antyrosyjskie. Stopniowo coraz mocniej akcentował opcję pełnej samodzielności, wbrew Niemcom i Austriakom, czym naraził się części środowiska Marszałka i wielu kolegom z PPSD.
W Galicji i Kongresówce prowadził setki spotkań w środowiskach chłopskich, robotniczych i inteligenckich. Uważał, że głównym atutem w staraniach o niepodległość powinna być silna armia oraz masowe wystąpienia społeczne. Moraczewski po pierwsze był wierny przekonaniom socjalistycznym. Po drugie, rewolucja w Rosji skłoniła go do wniosku, że jedyną alternatywą wobec zamordyzmu i rozlewu krwi są daleko posunięte reformy. W 1918 r. w odezwie do Legionistów pisał: „Polska Niepodległa musi /.../ dać chłopom ziemię, robotnikom warsztat pracy, inteligencji możność utrzymania. Musi złamać ustrój kapitalistyczny, zdusić lichwę i wyzysk klasy nad klasą. Wtedy /.../ pryśnie fałsz, że Polska to powrót pańszczyzny. Zatriumfuje prawda, że Polska to wolność polityczna, równość społeczna i braterstwo wyzwolonych ludów”.

W niepodległej

 

''

Rząd Jędrzeja Moraczewskiego. Listopad 1918 r. Źr. Wikipedia.

W tzw. rządzie lubelskim został ministrem komunikacji. Z ramienia rządu prowadził akcje przejmowania władzy w Galicji. Gdy Piłsudski wrócił z Magdeburga, na jego prośbę Moraczewski stanął na czele pierwszego rządu Polski.
Na posiedzeniu Rady Ministrów premier mówił: „Polityka społeczna rządu iść musi po linii reform Zachodu, a nie Wschodu, skąd grozi chaos – z nią wiążą się finansowe wymogi, lecz idącej fali reform przeciwstawić się rząd nie może”. 8-godzinny dzień pracy, dekret o walce z paskarstwem, dekret o ochronie lokatorów – były odważnymi decyzjami prospołecznymi. Uderzały też w wymierne interesy zamożnych kręgów społeczeństwa. Moraczewski pisał: „Cały aparat prasowy puszczono w ruch. Szlachta, ziemiaństwo, przemysłowcy, kapitaliści opodatkowali się nawet wysoko, by tylko zwalić nowy gabinet. /.../ uderzyła na niego /.../ z całą furią endecja”. Ale nie byli to jedyni przeciwnicy: „SDKPiL, PPS-Lewica, Bund, Poalej Syjon, dążąc do przewrotu dla urzeczywistnienia dyktatury proletariatu przy pomocy sowietów, rzuciły się z całą wściekłością na rząd ludowy”.


W pierwszych wyborach został posłem, objął funkcję wiceszefa klubu socjalistów oraz wicemarszałka Sejmu. Był też prezesem honorowym Związku Zawodowego Kolejarzy. W Polskiej Partii Socjalistycznej należał do frakcji „prawicowej”, jako jeden ze zwolenników Piłsudskiego. Mimo to miał radykalne poglądy. Opowiadał się za upaństwowieniem kopalń, hut i przemysłu naftowego. Przekonywał, że państwo powinno aktywnie działać w gospodarce – budować fabryki i przejmować zadłużone zakłady. Zamiast Senatu proponował powołanie Izby Pracy (przemysłowcy, związki zawodowe itp.). Rolę armii miała przejąć wzorowana na Szwajcarii milicja ludowa, aby w trakcie strajków czy demonstracji nie używano wojska do ich tłumienia. Te postulaty nie przeszkadzały stać na stanowisku patriotycznym – w kwestii Górnego Śląska i Śląska Cieszyńskiego przekonywał, że „z utratą tej wielkiej liczby naszych obywateli i ziem czysto polskich nie pogodzimy się nigdy”.   
W obliczu najazdu bolszewickiego, zgłosił się na ochotnika do wojska. Brał udział w działaniach pod Włocławkiem. „Z grupy saperów, która /.../ powstrzymała /.../ natarcie bolszewickie /.../ wyróżnił się Moraczewski Jędrzej, który swym zachowaniem pełnym odwagi i poświęcenia dodawał otuchy /.../ żołnierzom” – napisano w rozkazie dziennym. Otrzymał order Virtuti Militari V klasy oraz Krzyż Walecznych. Jego najstarszy syn – Kazimierz, zginął w tej wojnie jako 16-letni ochotnik.

Sanacja, czyli... socjalizm

W 1919 r. państwo Moraczewscy zakupili w Sulejówku dom, który nazwano „Siedzibą” i stali się sąsiadami Piłsudskiego.
W 1922 r. Jędrzej ponownie uzyskał mandat poselski. Był czołową postacią nieformalnego sojuszu „piłsudczyków”, przygotowującego powrót Marszałka do polityki i armii. Jesienią 1924 r. Moraczewski został wicepremierem i ministrem pracy w ponadpartyjnym rządzie A. Skrzyńskiego. Jego partia, PPS, poparła przewrót majowy, a on sam miał decydujący wpływ na strajk kolejarzy, istotny dla powodzenia planów Piłsudskiego. Jesienią 1926 r. w sanacyjnym rządzie objął funkcję ministra robót publicznych. Wywołało to kryzys w PPS-ie, który przechodził właśnie do opozycji. Moraczewskiego wykluczono z szeregów ugrupowania, on zaś zachował się honorowo, składając mandat poselski.
Wcześniej zadeklarowany demokrata, uznał, że przewrót majowy i jego konsekwencje nie są ograniczeniem demokracji, lecz jej wzmocnieniem. Moraczewski uważał, że Piłsudski położył kres walce partykularnych interesów stronnictw politycznych, a władza od tej pory zaczęła służyć całemu społeczeństwu. Przekonywał, że nadrzędną wartością jest państwo. Silny, „ponadklasowy” rząd oznaczał wedle niego, że Polska weszła na drogę ku socjalizmowi, czego PPS nie potrafiła osiągnąć.
Piastowanie funkcji ministra robót publicznych wspominał tak: „Odbudowałem zniszczone w czasie wojny /.../ budynki wiejskie na kresach wschodnich /.../, dokończyłem /.../ odbudowy kresów zachodnich i reszty Polski, uporządkowałem szosy, drogi, mosty kolejowe, ruszyłem regulację rzek /.../, zacząłem prace nad osuszeniem Polesia, /.../ wybudowałem szereg gmachów szkolnych /.../”.
Domagał się budowy tanich mieszkań dla robotników – wykorzystując państwowe środki „należy sprawę tak pokierować, aby każda rodzina robotnicza miała możliwość zamieszkania przynajmniej dwóch izb”. Nalegał też na przyspieszenie elektryfikacji kraju – pozyskał inwestora, amerykańską firmę Harriman, choć był niechętny kapitałowi zagranicznemu. Zajadłą krytykę obu pomysłów prowadziły warstwy posiadające, liberalna frakcja sanacji, endecja i obóz ziemiański. Zniechęcony, we wrześniu 1929 r. złożył dymisję. Gdy zaproponowano mu intratne stanowisko w radzie nadzorczej Stoczni Gdańskiej, z udziałem kapitału angielskiego, odparł, że nie będzie „na służbie zagranicznych szakali okradających Polskę”.

Związek związków

21 maja 1931 r., po kilku miesiącach przygotowań, odbył się kongres Związku Związków Zawodowych. Oznaczał on konsolidację kilku związków prosanacyjnych, łącznie zrzeszających 160 tys. pracowników. Jędrzej Moraczewski stanął na czele tej organizacji.
Wymógł formalną niezależność Związku od BBWR, a zwłaszcza jego apolityczny charakter. Uważał, że silne więzy związków z partiami szkodzą zarówno interesowi robotników, jak i państwu. Wierząc, że działania sanacji służą dobru społeczeństwa, przekonywał, że w Polsce nie ma sprzeczności między interesem klasy robotniczej a interesem państwa. Zamiast hasła „proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”, propagował inne: „proletariusze polscy, łączcie się”. W jego wizji, zjednoczeni robotnicy są siłą wspierającą rząd we wdrażaniu prospołecznych reform, wbrew naciskom warstw posiadających. Krytycznie oceniał natomiast strajki. Zamiast nich promował arbitraż – państwo powinno wspierać pracowników w sporach z właścicielami przedsiębiorstw.
Apogeum rozwoju ZZZ był rok 1934, gdy zrzeszał niemal 200 tys. pracowników. Siła ZZZ bazowała m.in. na dyskretnym wsparciu przez sanację, ale jednocześnie Moraczewski zachowywał niezależność Związku i krytykował niedostateczne reformy społeczne. Doprowadziło to wkrótce do inspirowanych przez obóz rządzący frond i rozłamów w ZZZ. Krytykowanie strajków spotkało się zaś z niechęcią robotników, zwłaszcza w momentach kryzysów gospodarczych. Organizacja stale traciła członków i wpływy.
Śmierć Piłsudskiego przerwała więź Moraczewskiego z sanacją. Negatywnie oceniał rosnące wpływy warstw posiadających na obóz rządzący i postępujące ograniczanie swobód obywatelskich. Poparł związany z lewicą sanacyjną rząd Kościałowskiego, ale ten nie przetrwał długo. Tymczasem Moraczewski ewoluował w lewo. Uważał, że wyczerpaniu uległy siły twórcze kapitalizmu. Już w 1932 r. pisał: „Obecne trudności życia gospodarczego są kryzysem ustroju społecznego”. Położona między sowiecką Rosją a hitlerowskimi Niemcami, Polska może wyjść z zagrożenia obronną ręką tylko poprzez planowy wysiłek na rzecz gruntownych przeobrażeń społecznych. Domagał się gospodarczej autarkii, opartej na rozwiniętym sektorze państwowym. Postulował nacjonalizację banków i wielkiego przemysłu, reformę rolną, przywrócenie swobód obywatelskich, pracowniczy nadzór nad zakładami itp.
W połowie lat 30. zbliżył się do ideologii syndykalistycznej. To świat pracy, zorganizowany w związkach zawodowych, miał być głównym podmiotem życia państwowego. Moraczewski dokonał też rehabilitacji strajku. Inspirując się teoretykiem syndykalizmu, Sorelem, zaczął głosić hasła strajku jako broni politycznej, omijającej słabości demokracji parlamentarnej. Twierdził, że „bronią naszą nie jest kartka wyborcza, lecz akcja bezpośrednia”.
Na zjeździe legionistów w 1939 r. wraz z grupą „starych piłsudczyków” domagał się od rządu powrotu do „starych haseł /.../ których realizacja miała doprowadzić do budowy Polski Ludowej”. Jedna z gazet stwierdziła: „Moraczewski zawędrował bardziej na lewo jak PPS”.

Łzy i krew

Wybuch II wojny światowej zastał go w wieku 69 lat. Angażował się w prace lokalnej spółdzielni spożywców, współpracował z konspiracyjnym Związkiem Syndykalistów Polskich, założonym przez działaczy ZZZ.
Wojna nie oszczędziła Moraczewskich. Syn Adam został przez hitlerowców zamęczony w Auschwitz, córkę Wandę aresztowano na Pawiaku, gdzie zmarła. 5 sierpnia 1944 r., podczas walk o Sulejówek, zabłąkana kula radzieckiego żołnierza przebiła drewnianą ścianę domu i trafiła Jędrzeja Moraczewskiego w krtań. Zmarł natychmiast.

Remigiusz Okraska

Autor jest socjologiem, publicystą czasopism różnych opcji politycznych oraz redaktorem naczelnym dwumiesięcznika społeczno-politycznego „Obywatel”.

 

 

 

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Ludwik Kmicic – Skrzyński

Jego życiorys jest nierozerwalnie związany z II Rzeczpospolitą, która bez dokonań i poświęceń takich ludzi jak „Kmicic”, nie byłaby możliwa...

Uczestnik zwiadu kawaleryjskiego Władysława „Beliny” Prażmowskiego. Późniejszy generał brygady Wojska Polskiego, który wkroczył ze swymi oddziałami do Prus Wschodnich we wrześniu 1939 roku.

Urodził się 26 sierpnia 1893 roku w Odessie. Uczył się w gimnazjum w Tyflisie (Tbilisi). Już w młodości interesował się naukami ścisłymi. Studiował chemię na uniwersytecie Leodium i na politechnice w Nancy. W okresie studiów nawiązał kontakty z polskimi organizacjami patriotycznymi i przystąpił do Związku Strzeleckiego. W 1912 roku zorganizował w Nancy pluton Związku Strzeleckiego. W 1914 roku przyjechał do Krakowa i tuż przed wybuchem wojny ukończył kurs strzelecki.

Legionista z siodłem, ale bez konia

W sierpniu 1914 roku młody „Kmicic” wstąpił do Kompanii Kadrowej. W pierwszych dniach sierpnia wyruszył w słynny zwiad kawaleryjski pod komendą Władysława „Beliny” Prażmowskiego. Wielki marsz Kadrówki po szlaku niepodległości zaczynał jako młody żołnierz z siodłem, lecz bez konia. Ze zwiadu powrócił już jako sprawdzony w boju kawalerzysta. Dumnie maszerował w straży przedniej Kadrówki, ciesząc się na myśl, że przyjdzie mu walczyć o wyzwolenie Ojczyzny.

Po sukcesie akcji „siódemki Beliny” „Kmicic” został dowódcą plutonu w 1. Pułku Ułanów Legionów Polskich. Od maja 1915 roku służył jako dowódca 7. kompanii w 5. Pułku Piechoty, w którym pozostał do lutego 1916 roku, kiedy ponownie przeniesiono go do 1. Pułku Ułanów „Beliny” Prażmowskiego.

Jak większość oficerów Legionów Polskich w czasie kryzysu przysięgowego w 1917 roku internowano go w obozie w Beniaminowie. Na wolność wyszedł dopiero w sierpniu 1918 roku. Wówczas zaangażował się w odtworzenie 1. Pułku Szwoleżerów, w którym mianowano go dowódcą szwadronu, a następnie zastępcą dowódcy pułku.

W czerwcu 1919 roku Kmicic – Skrzyński został majorem. Uczestniczył w zdobyciu Wilna i wyprawie kijowskiej. W trakcie wojny polsko – bolszewickiej dowodził 16. Pułkiem Ułanów Wielkopolskich, z którym bił się w bitwie warszawskiej, na Suwalszczyźnie, w operacji nad Niemnem i ofensywie na Krzywicze. Po wojnie 1920 roku doceniono jego nieprzeciętne umiejętności i doświadczenie wojskowe zebrane na frontach I wojny światowej i w trakcie walk o ukształtowanie granic odradzającej się Polski. W marcu 1921 roku skierowano go na kursy wojskowe do słynnej Szkoły Kawalerii w Grudziądzu.

Oficer II RP

Od października 1921 roku zastępował dowódcę 11. Pułku Ułanów, po czym objął dowództwo tego pułku. W lipcu 1923 roku otrzymał awans do stopnia podpułkownika w korpusie oficerów kawalerii polskiej. Jego kariera wojskowa rozwijała się wręcz znakomicie. Szybko przechodził kolejne szczeble awansów, typowych dla elit politycznych i wojskowych w II RP. W 1924 roku dostał się do Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie.

'' 

Polskie taczanki.

W 1925 roku dostał kolejny awans. Został szefem sztabu 2. Dywizji Kawalerii. Otrzymał również etat w Ministerstwie Spraw Wojskowych w Warszawie, gdzie powierzono mu kierownictwo Wydziału Ogólnego Departamentu II Kawalerii.

Lata 1927 - 1929 przyniosły mu wiele zmian zawodowych. Skierowano go służby w Korpusie Ochrony Pogranicza, awansowano do stopnia pułkownika (1928) i powierzono stanowisko dowódcy XVIII Brygady Kawalerii „Białystok”, którą w kwietniu 1937 roku nazwano „Podlaską” Brygadą Kawalerii. Na awans do stopnia generała brygady „Kmicic” musiał czekać prawie dziesięć lat. Został generałem brygady w marcu 1938 roku i zajął się przygotowaniem „Podlaskiej” Brygady Kawalerii do zbliżającej się wojny, której wybuch przewidział jak mało kto w kręgach rządzącej sanacji.

Wkroczył z żołnierzami na terytorium wroga

W pierwszym dniu kampanii wrześniowej 5. pułk ułanów z brygady „Kmicica” starł się z Niemcami. 2 i 4 września jego żołnierze przeprowadzili rozpoznanie i wypad na teren Prus Wschodnich. Po kilkugodzinnym boju „Podlaska” Brygada Kawalerii zmuszona była wycofać się w rejon Stawisk. Później przeszła na obszar biwakowania pod Nadborami. 7 września po forsownym, dwudniowym przemarszu, jego oddziały znalazły się w rejonie Ostrów Mazowiecka - Zambrów, skąd miały podjąć dalszy marsz na Brok i atakować dywizję pancerną „Kempf”. Cel tej operacji to utrzymanie przepraw na linii Bugu, która w założeniach sztabu miała być ważnym punktem obrony po przełamaniu przez hitlerowców frontu pod Mławą, na północnym Mazowszu, pod Wizną i w rejonie, gdzie broniła się Samodzielna Grupa Operacyjna „Narew”.

''  

Polska kawaleria w marszu, 1939.

W owych dniach, na północy, polska linia obrony została w wielu miejscach przerwana. Nie powiodły się próby zatrzymania niemieckiego natarcia na linii Narwi, ani nie udało się opanować sytuacji i zorganizować obrony na linii Bugu i Liwca. W dniach 7 - 11 września w zasadzie rozstrzygnięte były już losy kampanii wrześniowej. Na całym froncie polscy żołnierze walczyli z czasem, przemęczeniem i nieustannie wycofywali się przed Niemcami, których zmotoryzowane, pancerne oddziały były szybsze, lepiej zorganizowane i przeważały nad polskimi jednostkami pod względem - siły bojowej, a dodatkowo miały wsparcie lotnictwa i artylerii.

W realiach września 1939 roku wiele rozkazów polskiego dowództwa mogły wykonać jedynie zwrotne oddziały kawaleryjskie, które ze względu na nieustanne ataki z powietrza i silny ostrzał artyleryjski zmuszone były do arcytrudnych i męczących nocnych przemarszów oraz okopywania się i obrony pozycji w ciągu dni. To dodatkowo osłabiało zdolność bojową polskich oddziałów, dezorganizowało szyki, wprowadzało rozprzężenie, uniemożliwiało sprawne przemieszczanie jednostek i utrudniało łatanie luk w liniach obrony powodowanych przez pancerne kliny wroga. Wobec przygniatającej przewagi i szybkości operacyjnej Wermachtu polska piechota (na niej spoczął główny ciężar wojenny w 1939 roku) nie miała szans na skuteczne wypełnianie - często sprzecznych lub już w momencie wydania - zdezaktualizowanych rozkazów dowództwa, które do czas nadejścia sojuszniczej pomocy nakazywało wytrwanie w walkach odwrotowych na kolejnych pozycjach obronnych- często istniejących tylko „na papierze”. Realne szanse na podejmowanie działań operacyjnych miała polska kawaleria, pod warunkiem sprawnego dowodzenia i odrobiny szczęścia przy przebijaniu się oraz wymykaniu poza linie wroga. To właśnie powiodło się niektórym oddziałom dobrze dowodzonym przez gen. Ludwika Kmicica – Skrzyńskiego.

Kawaleria w boju

'' 

Polska piechota, 1939.

Mimo kilku prób natarcia 5. i 10. pułkowi ułanów wspartych dwiema bateriami dywizjonu artylerii konnej „Kmicica” nie udało się zająć i utrzymać Broku, z którego zmuszone były wycofać się na obszar Złotorii. Po drodze, zaciekle atakowani, żołnierze „Kmicica” skutecznie odparli Niemców m.in. pod Czyżewem i Domanowem. Te starcia „Podlaska” Brygada Kawalerii przypłaciła ogromnymi stratami i rozproszeniem przemęczonych oddziałów, których stan osobowy w niektórych przypadkach sięgał jedynie 30 procent z chwili rozpoczęcia działań wojennych.

Do 16 września część rozbitych oddziałów Kmicica – Skrzyńskiego przebiła się przez Wisłę na południe i dotarła do Puszczy Kampinoskiej, by wziąć później udział w obronie stolicy. Inne oddziały ze swym dowódcą odeszły w walce odwrotowej daleko na wschód w kierunku Puszczy Białowieskiej. Po drodze walczyły z XIX Korpusem Pancernym gen. Guderiana, który nacierając na Brześć i Włodawę okrążył i rozbił SGO „Narew”.

16 września w Puszczy Białowieskiej z resztek „Podlaskiej” Brygady Kawalerii oraz „Suwalskiej” Brygady Kawalerii, która wyrwała się z okrążenia SGO „Narew”, gen. Zygmunt Podhorski sformował dywizję kawalerii „Zaza”. Dywizja wzięła udział w szlaku bojowym Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Franciszka Kleeberga. Po bitwie pod Kockiem resztki oddziałów gen. Kmicica – Skrzyńskiego i gen. Podhorskiego skapitulowały jako ostatnie zorganizowane jednostki polskie w wojnie obronnej 1939 roku.

'' 

Puszcza Białowieska.

Gen. Kmicic – Skrzyński u boku generałów Kleeberga i Podhorskiego walczył najdłużej w kampanii wrześniowej. Zasłynął z wejścia na niemieckie terytorium w pierwszych dniach wojny i wzięcia do niewoli wielu Niemców z Grenzschutzu i obrony miejskiej w Ełku. Łupem jego oddziałów padła spora ilość broni maszynowej, amunicji i samochodów. Ten niewielki sukces zahartował żołnierzy „Podlaskiej” Brygady Kawalerii, pozwolił dowódcy wykrzesać z podwładnych ogromne poświęcenie i pomógł przetrwać najtrudniejsze boje kampanii, które od połowy września toczono głównie o honor polskiego żołnierza.

Niewola i emigracja

Po kapitulacji pod Kockiem, gen. Kmicic - Skrzyński wraz ze sztabem gen. Franciszka Kleeberga trafił do obozu jenieckiego. Do 1942 roku przebywał w obozie w Troppau. Od 24 stycznia 1942 w Oflagu II B Arnswalde, a następnie od połowy maja 1942 w Oflagu II D Gross-Born (Borne Sulinowo), w którym był najstarszym rangą oficerem Wojska Polskiego.

W Gross Born działała organizacja konspiracyjna „Odra” kierowana przez płk. Morawskiego. „Odra” współpracowała z Armią Krajową. Działania konspirantów przerwały aresztowania kierownictwa, które zostało zdemaskowane przez Gestapo. Gen. Kmicic – Skrzyński stanął wówczas w obronie bezprawnie aresztowanych jeńców wojennych. Zasłynął również z działań społecznych podejmowanych na rzecz polepszenia morale polskich jeńców, przebywających w niewoli od 1939 roku. W 1944 roku dzięki jego staraniom w obozie Gross Born udało się zorganizować olimpiadę sportową.

'' 

Wrzesień 1939.

Wolność odzyskał w kwietniu 1945 roku. Przedostał się do Włoch, gdzie przyłączył się do II Korpusu Polskiego. Po wojnie i demobilizacji polskiego wojska na Zachodzie osiadł w Anglii. Zamieszkał w Manchesterze. Utrzymywał się z ciężkiej pracy fizycznej w fabryce.

Był społecznikiem i aktywnym działaczem w środowiskach kombatanckich na Zachodzie. Udzielał się w organizacjach byłych kawalerzystów, publikował na łamach londyńskiego „Przeglądu Kawalerii i Broni Pancernej”. Wydał szereg wspomnień z okresu I wojny światowej i kampanii wrześniowej.

Odznaczono go Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari, Krzyżem Niepodległości, Złotym Krzyżem Zasługi i Orderem Polonia Restituta oraz dziesięciokrotnie Krzyżem Walecznych.

Gen. bryg. Ludwik Kmicic - Skrzyński był świetnym kawalerzystą i uczestnikiem najważniejszego zwiadu w historii wskrzeszonej polskiej kawalerii. Swą postawą i charakterem dawał przykład żołnierzom. Był oficerem, który walkę o Polskę zaczął latem 1914 roku w szarym mundurze legionisty i całym sercem bił się w obronie Ojczyzny do końca kampanii wrześniowej.

Jego życiorys jest nierozerwalnie związany z II Rzeczpospolitą, która bez dokonań i poświęceń takich ludzi jak on, nie byłaby możliwa...

U boku gen. Kleeberga, żołnierzy i ochotników z wielu stron ówczesnej Polski, „Kmicic” dopełnił żołnierskiego obowiązku wierności do końca Ojczyźnie.

Zmarł 14 lutego 1972 roku w Manchesterze. Pochowano go na cmentarzu South End.

Mikołaj Falkowski

Czytaj także

Stanisław Thugut

Trzema filarami postawy Thugutta były krajoznawstwo, patriotyzm i dążenie do sprawiedliwości społecznej.

„Ś. p. Stanisław August Thugutt ukochał od najmłodszych lat (...) ziemię polską, której piękno odczuwał tak głęboko, a której poznaniu poświęcił tyle pracy i trudu, aby na fundamencie tej miłości położyć zręby lepszej przyszłości dla tych, którzy tę ziemię zamieszkują – aby krwawić się i walczyć orężem, słowem i piórem o wolność Polski i o równe prawa dla wszystkich Polaków” – tak nad trumną Thugutta przemawiał w Sztokholmie 19 czerwca 1941 roku. Gustaw Potworowski w imieniu polskich władz emigracyjnych, żegnając Zmarłego, tym jednym zdaniem znakomicie podsumował trzy filary jego postawy: krajoznawstwo, patriotyzm i dążenie do sprawiedliwości społecznej.

 Ścieżki przez kraj

Urodził się 30 lipca 1873 roku w Łęczycy w rodzinie lekarskiej. W wieku 7 lat zmarł ojciec Stanisława, a rodzina przeniosła się do Warszawy. Tu ukończył szkołę średnią, lecz carskie przepisy uniemożliwiły studia w kraju. Thugutt zarabiał na życie jako robotnik w tkalni, inkasent u krawca, księgowy. W 1901 roku wraz z żoną Marylą wyjechał do Ćmielowa na Kielecczyźnie, gdzie rozpoczął pracę buchaltera w fabryce porcelany.

 Tam założył – wbrew pogróżkom miejscowych kupców – spółdzielnię spożywców, która nieźle prosperowała. Jednak pobyt w Ćmielowie to przede wszystkim początek krajoznawczych pasji. Wraz z żoną przemierzyli Kielecczyznę i Sandomierszczyznę. Wkrótce prywatne hobby przybrało postać działalności społecznej. W 1905 roku państwo Thuguttowie wrócili do Warszawy, a Stanisław rzucił się w wir popularyzowania krajoznawstwa. W 1907 roku wydał książkę o historii Księstwa Warszawskiego. Wstąpił do Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, w 1910 roku został kierownikiem literackim tygodnika „Ziemia”. Tuż przed wybuchem wojny ukazał się pierwszy tom nowoczesnego przewodnika po kraju, w którym opisał ziemię kielecką i radomską.

 Krajoznawstwo w wydaniu Thugutta miało wyraźny wymiar patriotyczny. Było „sposobem budowania Polski od dołu, Polski, którą się przemycało między wierszami, o której się mówiło nie tylko jako o wspomnieniu historycznym, ale jako o żywym, choć tak straszliwie pokaleczonym organizmie” – wspominał w autobiografii. W artykule programowym pisał w „Ziemi” w 1911 roku: „My na kraj chcemy patrzyć (...) nie jak zbieracz osobliwości (...), tylko jak patrzyć powinien Polak, który chce wiedzieć o ziemi swej wszystko i któremu wszystko jest drogie”.

 Ku Niepodległej

 Wybuch wojny pchnął Thugutta ku czynnej walce o Polskę. Współtworzył Stronnictwo Niezawisłości Narodowej, redagował niepodległościowe pismo „Goniec”, został skarbnikiem w Polskiej Organizacji Wojskowej.  Wkrótce zgłosił się do Legionów i wziął udział w ciężkich walkach nad Styrem i Stochodem. Z frontu odwołano go do Warszawy. Wszedł w skład zjednoczenia lewicy niepodległościowej – Centralnego Komitetu Narodowego, został redaktorem piłsudczykowskiego pisma „Rząd i Wojsko”.

 W tym okresie radykalizuje się politycznie. Zajął wyraziste stanowisko nie tylko antyrosyjskie, ale także antyniemieckie. Wolną Polskę widział jako kraj daleko idących reform społecznych. Z tego powodu wstąpił do Polskiego Stronnictwa Ludowego, stając się jednym z głównych ideologów partii. Za poglądy antyniemieckie trafił w lutym 1918 r. do więzienia w Modlinie, które opuścił jesienią, u progu niepodległości.

 Gdy z 6 na 7 listopada powołano w Lublinie Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, Thugutt został ministrem spraw wewnętrznych. Był też współautorem słynnego manifestu tego rządu. W pierwszym „prawdziwym” rządzie niepodległej Polski – gabinecie premiera Daszyńskiego – zachował stanowisko, był twórcą administracji państwowej i służb publicznych. Zajmował radykalne stanowisko w kwestiach społecznych, prawica obdarzała go epitetami „bolszewika” i „jakobina”. Rząd wkrótce zdymisjonowano, a Thugutt o mało nie padł ofiarą nieudanego endecko-ziemiańskiego zamachu stanu księcia Sapiehy i płka Januszajtisa – „nieznani sprawcy” oddali doń dwa niecelne strzały.

''

 Jako zaufany Piłsudskiego, wyjechał na konferencję pokojową w Paryżu. Zabiegał niestrudzenie o dostęp Polski do morza, przyznanie Gdańska i całego Śląska. Gdy trzeba było bronić kraju przed najazdem bolszewickim, mając 47 lat, zgłosił się na ochotnika. Odmówił przyjęcia szlifów oficerskich (to wyłączyłoby go z czynnej walki) i z 201. pułkiem poszedł na front. Podczas potyczki pod Surażem kula strzaskała mu kość ramieniową, na zawsze stracił władanie w prawej ręce. Za walkę z bolszewikami ten rzekomy „bolszewik” otrzymał Krzyż Walecznych.

Między skrajnościami

 Po rozłamie w ruchu ludowym został jednym z liderów PSL „Wyzwolenie”, w 1923 roku, obejmując prezesurę w partii. Prezydent Wojciechowski wkrótce powierzył mu wówczas misję sformowania centrolewicowego rządu, jednak zamiar się nie powiódł. W 1924 roku odszedł z partii, zrażony intrygami personalnymi i jałową opozycyjnością. Pisał wówczas w liście otwartym: „wszyscy chcą być opozycją, tylko nikt za nic nie chce przyjąć odpowiedzialności. Na miły Bóg, z samych przeczeń Polska nam nie urośnie”. Został wicepremierem w prawicowym rządzie Grabskiego, mając unormować stosunki z mniejszościami narodowymi, których był znanym obrońcą. Wkrótce jednak zrezygnował, zniechęcony ekstremizmem żądań endeków i liderów mniejszości.

 Ład społeczny był oczkiem w głowie Thugutta. Piętnował nacjonalistyczne ekscesy, gromił z trybuny sejmowej nierówne traktowanie mniejszości narodowych, ale jednocześnie ostro zwalczał komunistów i antypolskie wystąpienia w łonie mniejszości. Uważał, że Polska to przede wszystkim bezcenne, cudem odzyskane wspólne dobro, którego nie można zaprzepaścić. Dlatego apelował: „Polska powstała z grobu, ale powstała jak Łazarz biedna, ociekająca krwią, spustoszona. I jeżeli nie uczynimy najwyższego wysiłku, by (...) ją ogrzać ciepłem serc naszych, zejdzie do grobu z powrotem. Więc żadnych granic ofiarom, żadnego kresu wysiłkom”.

 Polska – ale jaka?

 Przez cały ten okres wytrwale postulował radykalne zmiany społeczne. Żądał reformy rolnej – aby chłopi nie tylko zyskali warsztat pracy i wydźwignęli się z biedy, ale także zyskali poczucie godności, a wolna Polska znalazła oparcie w obywatelach. W 1926 roku pisał: „Olbrzymia (...) część (...) rolników pracuje na tak nędznych skrawkach ziemi, że się na nich nie może wyżywić i ucieka (...) za granicę, jak krew (...) z rany. Robotnik miejski (...) zarabia mniej niż potrzeba na (...) życie. Na tej samej ziemi długi szereg hultajów i rabusiów dorobił się już w powojennej nędzy polskiej olbrzymich fortun, (...) tucząc się pracą innych ludzi”. Ale jednocześnie krytykował żądania przeprowadzenia reformy rolnej bez odszkodowania, przestrzegał przed szerzeniem nienawiści klasowej jako szkodliwej dla kruchej i młodej państwowości polskiej.

 Poparł przewrót majowy, wierząc, że Piłsudski chce opanować chaos i wprowadzić prospołeczne reformy. Gdy okazało się, że sanacja podnosi rękę na swobody obywatelskie i demokrację, stał się jednym z liderów opozycji. W 1928 roku wrócił do PSL „Wyzwolenie”. Należał do czołowych krytyków procesów brzeskich, sam o mały włos uniknął oskarżenia w nich. W latach 1929-1930 redagował pismo „Tydzień”, stanowiące organ centrolewicowej opozycji, należał także do liderów Centrolewu.

 Uważał, wbrew sanacyjnej propagandzie, że brak swobód obywatelskich nie służy uzdrowieniu państwa, lecz przeciwnie – zostaje ono zawłaszczone przez niekontrolowane, niejawne grupy interesu. Z kolei obywatele, pozbawieni możności wyboru przedstawicieli, poddani szeregowi obostrzeń, z cenzurą na czele, zamiast utożsamiać się z ojczyzną, czują się odtrąceni. W ten sposób Polska słabnie.

 Wspólna sprawa

''

Wiosną 1931 roku był jednym z konstruktorów zjednoczenia partii chłopskich w Stronnictwo Ludowe. Pełnił liczne funkcje w jego władzach, jednak w 1934 roku ustąpił, motywując to złym stanem zdrowia. Nadano mu godność honorowego prezesa SL. Nie odłożył jednak na bok swoich pasji. Wręcz przeciwnie – Stanisław Thugutt stał się wkrótce jednym z czołowych działaczy polskiej spółdzielczości.

 Już w 1928 roku „Społem” poprosiło go o przygotowanie publikacji propagujących tę formę gospodarowania. Napisał wiele artykułów i broszur, a przede wszystkim książkę „Spółdzielczość. Zarys ideologii”. Od 1929 roku wchodził w skład zarządu Towarzystwa Kooperatystów, a od 1932 roku do wybuchu wojny był prezesem tej organizacji. W 1934 r. został prezesem Spółdzielczego Instytutu Naukowego, wkrótce zaś redaktorem „Spółdzielczego Przeglądu Naukowego” i dwutygodnika „Społem”. Prowadził wykłady, kursy i pogadanki radiowe popularyzujące spółdzielczość. Zasiadał też w prestiżowym Międzynarodowym Instytucie Spółdzielczym.

 To właśnie spółdzielczość miała być głównym narzędziem do zmiany stosunków gospodarczych i polepszenia doli szerokich warstw społecznych. Oddolna, w pełni dobrowolna i swobodna współpraca miała zarówno ograniczyć nierówności społeczne i wyzysk, jak również uchronić przed rozrostem państwowej biurokracji. Miała stanowić swoistą „trzecią drogę” między kapitalizmem a socjalizmem, dokonując syntezy wartościowych cech obu doktryn, a odrzucając ich negatywne aspekty.

Ale nie tylko o kwestie socjalno-ekonomiczne tu chodziło. Thugutt uważał, że nawet gdyby jedynym efektem nowych form gospodarowania było nauczenie spółdzielców wspólnej pracy, kooperacji, wzajemnego zaufania, wiary we własne siły, to w zupełności wystarczy, by ów eksperyment uznać za udany. W taki sposób bowiem poprawi się „jakość” obywateli, a zatem – wspólnoty narodowej.

 Obowiązek pamięci

 W obliczu hitlerowskiej agresji 66-letni Stanisław Thugutt wraz z rodziną szukał schronienia w Wilnie. Pod koniec 1939 roku otrzymał od gen. Sikorskiego zaproszenie do członkostwa w Radzie Narodowej – przedstawicielstwie polskich władz na uchodźstwie. Miał do Paryża dotrzeć okrężną droga, przez Szwecję. Po przybyciu do stolicy tego kraju, państwo Thuguttowie czekali na możliwość wyjazdu, jednak wojna pokrzyżowała plany. Wkrótce Stanisław podupadł nagle na zdrowiu. Zmarł 15 czerwca 1941 roku w Sztokholmie. Trumnę w imieniu Prezydenta RP udekorowano Wielką Wstęgą Orderu Odrodzenia Polski. Do dziś jego prochów nie sprowadzono do kraju.

 Niewiele osób pamięta dziś o Stanisławie Auguście Thugutcie. On sam zapewne nie dbałby o to. Przede wszystkim dbał bowiem, by pamiętać o Polsce. W 1929 roku opublikował niewielką broszurkę „Listy do młodego przyjaciela”. Zyskała sporą popularność wśród młodzieży wiejskiej, potocznie zwano ją „katechizmem młodego ludowca”. Czytamy w niej: „Zarazem mówię ci – nie buntuj się przeciw Polsce. Jeżeli jesteś w nędzy, współczuję ci. Jeżeli jesteś ofiarą wyzysku, mówię ci – walcz z nim, nie poddawaj się. Ale walcz jak człowiek, co nie chce rozwalić domu, w którym mieszka, w którym mieszkali jego ojcowie. To jest twój dom – nie zniszcz go. Bądź twardym, bądź nieustępliwym; nie daj się omotać ani jedwabnymi słówkami, ani bajdurzeniem o świętej zgodzie całego narodu, bo naród nie ma prawa godzić się na twoją krzywdę. Ale nie trać wiary w Polskę, bo nie ma dla ciebie poza Polską nic”.

Remigiusz Okraska

 Autor jest socjologiem, publicystą czasopism różnych opcji politycznych, autorem kilkuset tekstów oraz redaktorem naczelnym dwumiesięcznika społeczno-politycznego „Obywatel”.

 

Czytaj także

Imieniny Marszałka

W II Rzeczypospolitej dniem szczególnym, był 19 marca. Rok rocznie, jak kraj długi i szeroki obchodzono imieniny marszałka Józefa Piłsudskiego.

 Z początku skromne  i spontaniczne uroczystości,  z czasem urosły do rangi święta, prawie państwowego.

W 1921 roku legioniści zakupili marszałkowi skromny dworek w Sulejówku. Od tego czasu rok rocznie, ta podwarszawska miejscowość stawała się miejscem pielgrzymek polityków, legionistów i zwykłych ludzi spieszących tam z imieninowymi życzeniami i prezentami. Ze wspomnień żony marszałka, Aleksandry Piłsudskiej wynika, że były to niekiedy prezenty tyle oryginalne co kłopotliwe. „Pamiętam – pisała – że, na jedne imieniny mąż dostał dwa psy, przeszło dziesięć królików, jedną owcę, sarenkę, lisa, gęsi i wojowniczego koguta”. Często prości ludzie, przebywali pieszo kilkadziesiąt kilometrów, by złożyć komendantowi życzenia i dać skromny prezent, choćby w postaci gąsiorka wina.

Specyficzny charakter przybrały obchody imieninowe w roku 1931. Dla poratowania zdrowia Piłsudski na kilka tygodni wyjechał na Maderę. Wbrew nadziejom i tam dotarły do niego życzenia imieninowe i to w liczbie która może przyprawić o zawrót głowy. W kraju powstał specjalny komitet, który postanowił, że dla uczczenia imienin Marszałka dzieci i nie tylko będą wysyłały specjalne kartki z życzeniami. Wacław Jędrzejewicz pisze o  ponad milionie wysłanych  kartek (2 tony), adiutant marszałka Mieczysław Lepecki wspomina o ponad 2 milionach. Złośliwi twierdzą, że poczta na Maderze po dziś dzień nie może się z tego otrząsnąć. Oto jak te wydarzenia wspomina Lepecki „Przed willę, w której Marszałek Piłsudski mieszkał, zajeżdżało kilkukrotnie auto ciężarowe i ku niezwykłemu podziwowi całej okolicy, wyładowywało przed furtą stos worków poczty. A potem kto żyw: kucharz, pokojówka, policjant, parobek, dr Wołczyński i ja przenosiliśmy je do willi, która wkrótce przemieniła się w jakiś urząd pocztowy wielkiego miasta” Podobno jeszcze długo po powrocie Piłsudskiego do kraju na wyspę przybywały kolejne partie kart życzeniowych.

[ P.D ]