Historia

Romuald Mielczarski

Ostatnia aktualizacja: 19.09.2008 09:38
„Nie lubił, gdy wychwalano jego zasługi i ofiarność w pracy społecznej. »Tylko bez roztkliwień!« – przerywał mówcy” – głosi anonimowa opinia z epoki.
Audio

Romuald Mielczarski urodził się 5 lutego 1871 r. w Bełchatowie, w rodzinie kierownika miejscowej poczty. Najpierw trafił do 3-klasowej szkoły prywatnej w Radomsku, gdzie „trzymano ostro, nie oszczędzając nawet naszej skóry, ale za to /.../ strzeżono bacznie naszej polskości”.

Później było gimnazjum w Częstochowie, które opuścił wskutek nacisków rusyfikatorskich. Naukę kontynuował w Warszawie. Stefan Żeromski, wspominając okres studiów i własną biedę, pisał o Mielczarskim: „Był /.../ człowiek jeszcze biedniejszy: codziennie /.../ do sieni poddasza, w której hulały wiatry /.../, mizerak-uczeń wnosił na plecach siennik, zapalał lampkę naftową, /.../ okrywał się płaszczem i długie godziny kuł lekcje lub czytał książki”.

Uczył się świetnie, miał otrzymać specjalną nagrodę. Jednak tuż przed maturą aresztowała go carska policja. Był sympatykiem tzw. II Proletariatu, który przygotowywał obchody 1 maja. Chłopca zatrzymano z plikiem odezw. Spędził 4 miesiące w Cytadeli i został skazany na rok więzienia w Petersburgu oraz dwuletni zakaz powrotu na ziemie polskie. W celi przymusowo pracował 11 godzin dziennie jako nawijacz przędzy.

Po uwolnieniu wyjechał na studia do Berlina, gdzie współtworzy „Gazetę Robotniczą”. Jak wspominał W. Sikorski, „był najgorliwszym zwolennikiem wprowadzenia do programu socjalistycznego walki o niepodległość Polski”. Usunięty z Berlina przez władze, trafił do Szwajcarii. Współredaguje „Przegląd Socjalistyczny”, a po zjednoczeniu ruchu wchodzi w skład Centralizacji Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich. Nie lubił „bezustannego bajtlowania o programie, ustawach itd.”. Kładł nacisk na konkretną pracę wśród robotników. Pisze kilka broszur propagandowych: „Czego chcą socjaliści”, „Katechizm robotniczy”, „O czym każdy włościanin wiedzieć powinien”.

Z wyróżnieniem kończy studia w Instytucie Handlowym w Antwerpii. Do kraju nie może wrócić, odrzuca intratną posadę w Kongu. Kolejnym przystankiem jest polskie muzeum w Rapperswilu, gdzie obejmuje po Żeromskim stanowisko bibliotekarza. Spędza tam 4 lata, porządkując zbiory i prowadząc prace badawcze.

Rezygnuje z posady w 1900 r. i postanawia wracać do kraju, licząc, że żandarmi już o nim zapomnieli. Aresztowany na granicy, trafia do więzienia w Petersburgu. Przez niemal rok nie daje nikomu znaku życia, gdyż odmawia napisania listu po rosyjsku. Po uwolnieniu bieduje w Białymstoku, by przyjąć propozycję wyjazdu w głąb Rosji – najpierw jest zarządcą kopalni manganu, później w Charkowie kierownikiem agencji handlowej. W tym czasie rezygnuje z czynnej działalności w PPS-ie, pisząc do towarzyszy: „Sądzę, że do najgorszych nie należę i z czasem zapewne tego dowiodę”. 

Kooperacja

Pod koniec XIX w. odszedł od rewolucyjnej wizji socjalizmu. Popiera udział lewicy w parlamencie, gdzie można zdziałać więcej niż „na ulicy”. Głosi, że warstwom posiadającym bardziej nie w smak są podatki progresywne niż slogany o walce klas. Państwo przestaje postrzegać jako instrument panowania burżuazji i głosi, że można je wykorzystać do poprawy doli ludu.

Coraz mocniej podkreśla prymat niepodległości oraz zależność wyzwolenia społecznego od swobód narodowych. „Aby państwo mogło i chciało podjąć się reformy, musi być ono w rękach polskiej klasy robotniczej, musi być Polską Rzeczpospolitą ludową. /.../ PPS jest organizacją proletariatu polskiego, a proletariat polski /.../ ma największy interes w niepodległości kraju, bo niepodległość tylko /.../ zabezpieczy kulturze polskiej, przyszłemu dziedzictwu proletariatu, normalny rozwój” – pisał w 1902 r.

Nie znając jeszcze dorobku Abramowskiego, dochodzi do podobnych wniosków: przeobrażenia społeczno-polityczne musi poprzedzić przemiana światopoglądu i postaw. Gdy po rewolucji 1905 r. może wrócić do kraju, porzuca dobrą posadę i zamieszkuje w Warszawie. Narzędzia zmian  ekonomicznych i moralnych upatruje w spółdzielczości – narzędzia sięgającego głębiej niż rewolucja polityczna lub odgórne reformy w wykonaniu państwowego molocha.

Jest współtwórcą Towarzystwa Kooperatystów. Jego oczkiem w głowie staje się spółdzielczość spożywców – „Społem”. W 1906 r. pisze: „Nie ma jednego środka przeciwko nędzy i wadliwościom ustroju społecznego! /.../ za obowiązek sobie poczytujemy podjąć pracę w kierunku dotąd u nas zaniedbywanym /.../. Gdy pierwszą drogę [polityczną] nazwaliśmy drogą żądań, walki, nieraz połączonej z szerzeniem nienawiści, druga jest drogą zabiegów twórczych /.../. I dlatego właśnie działalność kooperacyjna nazywa się szkołą solidarności i uczuć obywatelskich”.

Społem!

''

Fragment winiety pisma Społem.

Cichy, skromny, typ samotnika, nie pcha się na afisz, ale wykonuje ogromną pracę „na zapleczu”. Gdy inni roztaczają wizje „Rzeczpospolitej Spółdzielczej”, Mielczarski jest do bólu konkretny: opracowuje zasady, udziela fachowych porad, wzywa do oszczędności i jedności działań, kontroluje, ustala spójną politykę zakupów i dystrybucji produktów. Mówi, że spółdzielnia nie może być mirażem lepszej przyszłości – musi dać szybko wymierne korzyści, a jej efektywność to najlepsza propaganda, przewyższająca tysiące haseł i programów.

Jesienią 1908 r. odbywa się zjazd założycielski zjednoczonej spółdzielczości spożywców. Liderami zostają Stanisław Wojciechowski, odpowiedzialny za działania społeczno-wychowawcze, oraz Mielczarski, któremu powierzono sprawy organizacyjne i handlowe. Tworzy od zera polski system księgowości spółdzielczej – jego podręcznik miał do 1945 r. aż 15 wydań. Przełamuje zmowę na rynku soli – „Społem” wprowadza do obrotu produkt z niezależnej kopalni, co skutkuje obniżką cen u wszystkich członków kartelu. Forsuje też zasadę nabywania towarów taniej, bo bez pośredników – zjeździł pół Europy, aby znaleźć producentów niezależnych od wielkich przedstawicielstw handlowych.

Milowym krokiem staje się utworzenie hurtowni spółdzielczej w Warszawie. Powstała w 1912 r. w bardzo skromnych warunkach, a liderzy „Społem” pełnili w niej początkowo wszystkie funkcje – od tragarzy po dyrektorów. „Słyszałem nieraz /.../ narzekania, że plecy bolą od ciężarów, i nowa nazwa: hurtownia to mordownia”. Placówka pozwoliła lepiej konkurować spółdzielniom z prywatnym handlem. Okazała się wielkim sukcesem także traktowana z osobna – wysokość obrotów i zysku zaskoczyła sojuszników i krytyków.

Niepodległość i problemy

U progu niepodległości deklaruje na zjeździe spożywców: „/.../ gdy nadejdzie chwila, w której nas zapytają o nasze aspiracje, powiemy jasno i dobitnie: bardziej od wody i powietrza potrzebna nam jest niezależna Rzeczpospolita Ludowa na ziemiach polskich”.

Mielczarski odbudowuje przerwane wojną więzi ekonomiczne, wytycza nowe kierunki. Na jego wniosek podjęto uchwały o scalaniu małych spółdzielni z danego miasta oraz o utworzeniu Spółdzielczego Instytutu Naukowego i szkoły spółdzielczej w mazowieckim Ołtarzewie. Jest też orędownikiem jedności spożywców. „Kooperatywa /.../ musi stać otworem dla wszystkich, musi być bezpartyjna. Chadecy, endecy, pepesowcy, esdecy, zaraniarze są nam w kooperatywie jednakowo drodzy. Jako obywatele /.../ możemy należeć do wrogich sobie stronnictw /.../, ale jako członkowie kooperatywy musimy, nie pytając o przekonania, zgodnie społem pracować. Kto tę zasadę zwalcza, tym samym nie chce wielkiego ruchu spółdzielczego”.

Idea ta jest atakowana z lewa i prawa. Komuniści i część PPS-u doprowadzają do powołania „klasowego” Związku Robotniczych Stowarzyszeń Spółdzielczych. Z kolei wielkopolska spółdzielczość, z silnymi wpływami endecji i kleru, tworzy Hurtownię Spółek Spożywczych, mającą oprócz kooperatyw wspierać polski handel prywatny. Zaledwie kilka lat później „Społem” uratuje od bankructwa kooperatywy „klasowe”, a wkrótce pomocną dłoń wyciągnie do równie bliskich upadku spółdzielni „narodowych”.

Dba też o ideowy profil kooperatyzmu. Podczas debat ustawodawczych, stanowczo domaga się wyraźnego oddzielenia spółdzielczości, która ma cele nie tylko gospodarcze, lecz także kulturowo-ideowe, od pseudospółdzielczych firm handlowych. Skutecznie zabiega o likwidację luk w prawie – dotychczas prywatni kupcy płacili znacznie niższe podatki niż spółdzielczość. Jednocześnie lider „Społem” krytykuje pomysły wsparcia kooperatyw przez państwo – chce tylko równych praw, żadnych przywilejów.

W latach 1919-1921 kilkakrotnie odmawia objęcia funkcji ministra aprowizacji, w 1924 r. nie przyjmuje teki ministra przemysłu i handlu w rządzie W. Grabskiego. Za to na inaugurację prezydentury S. Wojciechowskiego pisze doń: „Rzeczpospolita musi pamiętać o wszystkich swoich obywatelach i tym z nich, którzy nie z własnej winy utracili możność zarobkowania, powinna zapewnić środki istnienia. Gdy więc waluta będzie stała i skarb pełny, pomyśl o ubezpieczeniach społecznych”.

Ani Marks, ani Kapitał

Niechętny teoretyzowaniu, mimochodem tworzy nowatorską koncepcję, rozwijając myśl Charlesa Gide’a, czołowego ideologa spółdzielczości. Zamiast rewolucji w wykonaniu wytwórców-proletariuszy, jak chcieli marksiści, motorem zmian uczynił spożywców, czyli konsumentów.

„Ustrój kapitalistyczny /.../ wydaje się twierdzą nie do zdobycia. A jednak /.../ słabą stronę kapitalizmu, która pozwoli go obalić, stanowi sprzedaż. Kapitalizm pracuje dla zysku, zysk powstaje przy wytwarzaniu, ale zrealizować zysk można tylko przez sprzedaż. /.../ wynika stąd, że w ustroju kapitalistycznym /.../ panem położenia jest odbiorca towarów /.../. Nie kto inny jak spożywcy decydują o tym, jaki ogólny zysk przypada kapitalistom /.../. Zorganizować spożywców, aby ująć w swe ręce wymianę i produkcję i tym sposobem interes prywatny podporządkować interesom publicznym, stanowi istotny cel i istotne zadania kooperatywy spożywców. »Spożywcy łączcie się, aby stać się własnymi kupcami i fabrykantami!« – oto nasze hasło. Kooperacja nie odkłada przebudowy społecznej do czasów przyszłych i nie uzależnia jej od jakiegoś przewrotu, który ma rozsypać w proch kapitalizm. Kooperatyści /.../ tworzą to nowe życie dziś /.../ Każda dobrze zorganizowana kooperatywa musi dać nadwyżkę. Ta nadwyżka w innych warunkach, jako zysk, przypadłaby prywatnemu kupcowi i zasiliłaby kapitalizm /.../. W ten sposób obok wszechwładnych dawniej przedsiębiorstw kapitalistycznych staje coraz więcej przedsiębiorstw spółdzielczych /.../ Coraz większa część rocznego zysku i /.../ kapitału narodowego z prywatnego przekształca się na kapitał wspólny. Z ustroju kapitalistycznego, opartego na współubieganiu [konkurencji], krok za krokiem przechodzimy do ustroju spółdzielczego, opartego na powszechnej solidarności” – pisał w 1917 r. 

Liczby i człowiek

Wanda Papiewska wspominała: „Mielczarskiego trzeba było zmusić, ażeby pozwolił sobie podwyższyć pensję. Jako dyrektor miał mniej od lustratora”. Otrzymując 900 zł poborów, przekazywał co miesiąc 200 zł darowizny dla PPS. Pracował po kilkanaście godzin dziennie, nie wyłączając świąt. Zmarł nagle na zawał serca, 30 marca 1926 r., prawdopodobnie wskutek stresu i przemęczenia. Jego ciało spoczęło na Powązkach. 

 „Jakże można marzyć przez organizację robotników i włościan, /.../ nie mających pojęcia o handlu, stworzyć w Polsce największą instytucję handlową? A jednak Mielczarski przez 17 lat działalności /.../ tego właśnie dokonał: zostawił po sobie Związek obejmujący 828 spółdzielni z 550 tysiącami członków, centralę handlową w Warszawie z 26 oddziałami na prowincji, 3 ajentury handlowe /.../ oraz zakłady przemysłowe w Kielcach; większość tych instytucji mieści się we własnych gmachach, /.../ obrót przekroczył 50 milionów złotych rocznie, i wszystko to pomimo zniszczeń wojennych i inflacyjnych” – tak podsumował jego działalność prezydent Wojciechowski.


Remigiusz Okraska

Autor jest socjologiem, publicystą czasopism różnych opcji politycznych oraz redaktorem naczelnym dwumiesięcznika społeczno-politycznego „Obywatel”.

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
www.dkkozienice.pl

Czytaj także

Jan Gwalbert Pawlikowski

Ostatnia aktualizacja: 08.01.2009 07:30
Prekursor ekologii, działacz endecji, taternik, społecznik i badacz twórczości Juliusza Słowackiego, to tylko ułamek tego, czym zajmował się Jan Gwalbert Pawlikowski.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Adam Skwarczyński

Ostatnia aktualizacja: 08.12.2008 14:03
Był człowiekiem niezwykle skromnym, nie pragnął posad i zaszczytów, a całe swoje życie podporządkował dobru państwa.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Błażej Stolarski

Ostatnia aktualizacja: 21.07.2008 08:51
Optując za reformą rolną, wskazywał jej ogólnospołeczny aspekt: „droga ta jest jedyną deską ratunku przed wybuchem rozruchów bolszewickich”.
rozwiń zwiń