Kilka uwag o ideach Hume’a

Polskie Radio
migrator migrator 26.02.2008

Współcześni widzieli w nim sceptyka i ateistę, dziś uważa się go za prekursora nauk kognitywnych i filozofii zorientowanej naturalistycznie.

Współcześni widzieli w nim sceptyka i ateistę, dziś uważa się go za prekursora nauk kognitywnych i filozofii zorientowanej naturalistycznie. Znany z tego, że obudził z dogmatycznej drzemki Immanuela Kanta, dając tym samym impuls do powstania filozofii krytycznej, David Hume jest chyba najwybitniejszym spośród „wielkiej trójki” brytyjskich empirystów, których, jak się zdaje, łączą ze sobą najwyżej pewne ogólne zasady – jak choćby ta, że cała ludzka wiedza wywodzi się z doświadczenia – ale już niekoniecznie konsekwencje tych zasad i szczegóły teorii.

Krytyka metafizyki


Program Hume’a streszcza postulat mówiący, że należy zastąpić metafizykę nauką o naturze ludzkiej czy też o sposobie działania ludzkiego umysłu. Niezależnie od doświadczenia rozum nie jest w stanie dotrzeć do ostatecznych i niepodważalnych zasad, a wszelkie zasady, które możemy poznawać i formułować, wywodzą się z refleksji nad doświadczeniem. Dlatego też nie są one ostateczne i nieusuwalne. Niemniej, lepsze takie zasady od pseudo-zasad dogmatycznych metafizyków, które mogą służyć jedynie mamieniu pozostającej w ignorancji większej części ludzkości. Metafizyka jest nie tylko ciemna i abstrakcyjna. Jak czytamy w Badaniach dotyczących rozumu ludzkiego, „wynika [ona] albo z bezowocnych wysiłków próżności ludzkiej, która chciałaby zgłębić rzeczy dla rozumu zgoła niedostępne, albo też z chytrości potocznych zabobonów, które, nie mogąc obronić się na otwartym polu, fabrykują splątane zarośla, by ukryć i osłonić swą słabość” (PWN 1977, s. 10). Według Hume’a metafizyka jest owocem albo pychy rozumu, albo chęci uzasadnienia przed-filozoficznego obrazu świata, jaki zapewne każdy człowiek posiada z tej racji, że zostaje wychowany w pewnej kulturze, tradycji, obyczajowości, których świadomie nie wybiera. Filozofia sceptyczna, demaskując metafizykę, z jednej strony uświadamia słabości rozumu ludzkiego, z drugiej zaś przestrzega przed absolutyzacją własnego punktu widzenia, który przecież jest uzależniony od kontekstu kulturowego, w jakim znajduje się dana jednostka.

Podstawy wiedzy: wrażenia zmysłowe

Dane doświadczenia, z których powstaje wiedza, Hume nazywa percepcjami. Za Locke’iem szkocki filozof przyjmuje dwa źródła percepcji: wrażenia zmysłowe i refleksję, czyli akt, w którym umysł zwraca się ku własnym treściom i czynnościom. Percepcje dzielą się na impresje i idee, z których te pierwsze są dane bezpośrednio, proste i wyraźne, te drugie zaś są złożone i mniej wyraźne od impresji. Przykładowo, prosta jest impresja niebieskiej plamy barwnej, złożona – idea niebieskiej sukienki, która składa się z rozmaitych impresji: niebieskiej plamy barwnej, pewnego kształtu, własności dotykowych itd.

Wielu filozofów, także współczesnych, sprzeciwiało się takiej koncepcji doświadczenia. Wilfrid Sellars, amerykański filozof łączący tradycję filozofii analitycznej i pragmatyzmu, sformułował tezę, iż propaguje ona „mit danych”. Zdaniem Sellarsa, nasza wiedza, choć pochodzi z doświadczenia, nie jest zbudowana z jakichś jego podstawowych, nierozkładalnych na prostsze elementy, cegiełek. Postrzeganie niebieskiej plamy barwnej wymaga operowania złożoną aparaturą pojęciową – językiem barw, ich odcieni, umiejętnością ich porównywania, a także wiedzą na temat naszego postrzegania: w jakich warunkach ono przebiega, kiedy jest poprawne, a kiedy nie itd. Jeśli widzenie barw, w pewnym sensie, uzależnione jest od języka, jakim się posługujemy, wówczas istnienie takich „pierwotnych” faktów umysłu jak odbieranie prostych impresji jest po prostu mitem.

Destrukcja pojęcia osoby

Korzystając z zasady, że każda sensowna idea musi dać się rozłożyć na proste impresje, dokonuje Hume destrukcji idei tożsamości osobowej. Czy może istnieć coś takiego jak „ja”, skoro idei jaźni nie odpowiada żadna impresja czy też zespół impresji? Jedyne, co obserwuję, gdy dokonuję „wglądu w siebie”, argumentuje Hume w czwartej części Traktatu o naturze ludzkiej, to następujące po sobie przeżycia, doznania, słowem zdarzenia mentalne składające się na moje życie świadome. Nie ma wśród nich wrażenia, które odpowiadałoby mojej idei „ja”. Również próba dokonania rozbioru idei „ja” na proste impresje okazuje się niemożliwa do przeprowadzenia. Nie ma nic w tej idei, co wskazywałoby na to, jakie impresje zostały w niej powiązane, tak jak w idei kostki cukru zostają powiązane idea słodyczy, sześciennego kształtu i białości. Na tej podstawie dochodzi Hume do wniosku, że nie istnieje coś takiego jak substancjalna jaźń, która zachowywałaby tożsamość w czasie i charakteryzowała się prostotą. Strumień świadomości, jeśli można tu użyć metafory W. Jamesa, składa się z części, z których żadne dwie dowolne nie są identyczne. Czy więc osoby nie istnieją?

Wniosek taki nie tylko zaprzecza zdroworozsądkowym – a więc niekoniecznie od razu metafizycznym – intuicjom, wydaje się on także z wielu względów szkodliwy. Jeśli Jan ślubował Małgorzacie miłość dziesięć lat temu, to czyż jego przyrzeczenie zachowało moc wiążącą aż do teraz? Dziesięć lat temu Jan był sympatycznym młodym mężczyzną pełnym bezgranicznego uwielbienia dla Małgorzaty, obecnie jest zgorzkniałym człowiekiem, darzącym swą małżonkę co najwyżej niechęcią. Czy Jan sprzed dziesięciu lat i Jan obecny to dwie różne osoby? Czy obecnego Jana nie wiążą zobowiązania prawne i moralne, jakie zaciągnął wiele lat temu? Byłoby źle, gdyby odpowiedź na to pytanie mogła wypaść twierdząco. Być może gdyby ludzie kierowali się taką „metafizyką”, żaden złodziej nie trafiłby za kratki: wszak złodziej w chwili t (gdy dokonuje kradzieży) i złodziej w chwili t’, późniejszej od chwili t, to obiekty charakteryzowalne za pomocą różnych, być może skrajnie odmiennych, cech.

Podstawa sądów o świecie: nawyk

Idea tożsamości osobowej nie jest jedyną ideą metafizyki, jaką poddał Hume radykalnej krytyce; do innych należą idea tożsamości przedmiotów, związku koniecznego, a także idea przyczynowości. Pokazując, że idee tego rodzaju nie mają swojego odpowiednika w doświadczeniu, dowodzi Hume, że nie ma także ich odpowiedników w rzeczywistości. Żadne dowolne dwa zdarzenia nie mogą być ze sobą powiązane relacją przyczyny i skutku, o ile rozumiemy tę relację jako pewien konieczny związek między dwoma zdarzeniami. Doświadczenie dostarcza nam następstwa zdarzeń, pokazuje, że pewne zdarzenia pozostają ze sobą w czasowej styczności, a pewne pary zdarzeń są do siebie podobne. Na tej podstawie formułujemy wniosek, że interesujące nas zdarzenia pozostają ze sobą w relacji przyczynowej, jednak tak naprawdę wniosek ten jest nieuprawniony, a nasze postępowanie (tj. orzeczenie zachodzenia między dwoma zdarzeniami relacji przyczynowej) – arbitralne. Ponieważ nie znamy wszystkich przypadków występowania owych zdarzeń, zawsze możemy dopuścić, że w drodze wyjątku któregoś razu jedno pojawi się bez drugiego. Czy się tak stanie – nie wiemy, ale tej możliwości nie możemy wykluczyć.

Co zatem skłania nas do upatrywania relacji przyczyna-skutek czy też tożsamości danego obiektu tam, gdzie w rzeczywistości (cokolwiek słowo „rzeczywistość” miałoby teraz oznaczać) ich nie ma? Odpowiedź, jakiej udziela szkocki sceptyk, brzmi: nawyk. Umysł ludzki, a raczej wyobraźnia, działa w taki sposób, że np. dostrzega podobieństwo tam, gdzie wcale może go nie być. Jeśli dwie rzeczy wydają nam się podobne, mamy skłonność wiązać je jakąś relacją, której zachodzenie ma nas tylko tłumaczyć z dostrzegania owego podobieństwa. Nasz umysł działa tak jak dyrygent, który do swojej orkiestry wybiera dwie skrzypaczki na podstawie, dajmy na to, podobieństwa ich nosów. Czy nawyk można zmienić, kształtować, wykorzenić? Cóż, wydaje się, że nawyk, o którym mówi Hume, jest niezależny od naszej woli: nasz umysł działa tak a tak, i na to po prostu nie ma rady. Jedyne, co możemy zrobić, to uświadomić sobie mechanizmy rządzące naszym zachowaniem i nie ulegać iluzji, że owe mechanizmy stanowią zasady leżące u podstaw rzeczywistości. Pojęcia, z których składają się nasze myśli, być może są jedynie naszymi konstruktami i w żaden sposób nie opisują świata. Konstrukty te są nam niekiedy potrzebne w komunikacji i w działaniu, nie udostępniają nam one jednak tego, co starożytni nazywali prawdziwą rzeczywistością i o poznawalności czego sceptycy, począwszy od starożytnych, jak Pirron czy Karneades, od zawsze wątpili.

Konsekwencje sceptycyzmu

Sądzę, że zgodne z duchem filozofii Hume’a będzie powiedzenie, że tę „prawdziwą rzeczywistość” mogłyby udostępniać jedynie wrażenia zmysłowe. Konsekwencje takiej tezy są jednak przedziwne. Dlaczego? Odpowiedź jest chyba dość oczywista, lecz wątpię, czy chcielibyśmy się z nią zgodzić: w tej koncepcji człowiek to przede wszystkim istota doznająca, czująca, percypująca, dodatkowo jeszcze wyposażona w wyobraźnię. Można powiedzieć, że jako istota z natury swej zmysłowa człowiek sytuuje się w świecie zwierząt, i to co najwyżej zwierząt posiadających reprezentacje – wyobrażenia (nawiasem mówiąc, współczesna psychologia potwierdza fakt, że zwierzęta mają coś w rodzaju przed-pojęciowych reprezentacji). Status istoty rozumnej, posiadającej wyższość nad światem naturalnym, zostaje człowiekowi odebrany i uznany za przesąd tradycyjnej metafizyki wyrastający z próżności rozumu filozofa lub z ludowego zabobonu.

I jeszcze jedno: jak pisał Kartezjusz w swoich Medytacjach o pierwszej filozofii, ze sceptycyzmem nie da się żyć, wiele naszych przekonań musimy bowiem żywić mimo tego, że nie posiadamy dla nich dostatecznego uzasadnienia. Przekonania te są nam potrzebne do tego, aby działać. Nie planowałabym, co zrobię jutro, gdybym nie miała przekonania, że jutro rozpocznie się nowy dzień, że zasadniczo świat, w którym żyję, nie ulegnie wielkim zmianom. Te wszystkie przekonania są słabo uzasadnione, przyjmuję je raczej z przyzwyczajenia. Niezależnie od Kartezjusza można też dodać, że sceptycyzm nie tylko utrudniałby działanie, ale czyniłby ludzi najbardziej nieszczęśliwymi istotami pod słońcem: bo czyż można osiągnąć szczęście bez (racjonalnej) wiary w poznawalność, dobroć i celowość rzeczywistości, własnego istnienia i własnych działań? Jeśli odpowiedź na pytanie o możliwość szczęścia byłaby uzależniona od odpowiedzi na tradycyjne metafizyczne pytanie o sens i rację rzeczywistości, to jasne jest, że sceptyk podążający za przepisami filozofii Hume’a musiałby być istotą z gruntu nieszczęśliwą.

Anna Tomaszewska

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 0
    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
Jan Nowak-Jeziorański

Najczęściej słuchane

Henryk Sienkiewicz – noblista spod strzech

"My wszyscy z niego" - pisał o Henryku Sienkiewiczu w 1924 roku ...

Brukselczyk - Leopold Unger

- Byłem całe życie intruzem w oczach innych, traktowano mnie z d...

Edward Raczyński – szlachetny polityk

- Był on wzorem polityka, bo był człowiekiem, który nigdy nie by...

Kamień z Rosetty stał się kluczem do odczytania egipskich hieroglifów

- Niewątpliwie był to kamień milowy dla powstania zupełnie nowej...

Zygmunt II August – ostatni Jagiellon na polskim tronie

– Wiek XVI, złoty wiek Polski przysłonił niewątpliwie błędy, któ...