Historia

Ginęli za wolną Polskę. Poszukiwanie prawdy na "Łączce" trwa

Ostatnia aktualizacja: 28.09.2015 11:55
Czy możemy zapomnieć o tych, którzy z miłości do Polski zostali zamordowani przez komunistycznych oprawców? Odpowiedź znajdziemy we właśnie wydanej książce Karoliny Wichowskiej pt. "Łączka", dokumentującej prace nad identyfikacją Żołnierzy Wyklętych, pochowanych na warszawskich Wojskowych Powązkach.
Uroczystość odsłonięcia panteonu-mauzoleum na Łączce na Wojskowych Powązkach w Warszawie i pochówek szczątków ofiar terroru komunistycznego
Uroczystość odsłonięcia panteonu-mauzoleum na Łączce na Wojskowych Powązkach w Warszawie i pochówek szczątków ofiar terroru komunistycznegoFoto: PAP/Rafał Guz

Celem trwających od lipca 2012 roku ekshumacji w kwaterze „Ł”, zwanej Łączką, na warszawskich Wojskowych Powązkach, jest odnalezienie i identyfikacja ofiar mordów sądowych z czasów komunizmu z lat 1944–1956. Karolina Wichowska nie ma wątpliwości, że jest to podyktowane potrzebą spłaty długu wobec ludzi, którzy oddali życie za wolną Polskę, a także chęcią krzewienia wiedzy o tych czasach i odkrywania białych plam naszej historii.

Zobacz serwis specjalny: ŻOŁNIERZE WYKLĘCI>>>

Przedstawione w jej publikacji liczne biografie Żołnierzy Wyklętych, wyjątkowe zdjęcia, dokumentujące prace nad identyfikacją ofiar komunistycznego reżimu i te rodzinne, wywołujące wzruszenie i smutek, przeplatają się z rozmowami z ekspertami, którzy zdają sobie sprawę, że ich działalność to coś więcej niż „zwykła praca” i z rodzinami, dzielącymi się swoim bólem i nadzieją. Wielu z bliskich osób pomordowanych wciąż nie wie, gdzie znajdują się ich zwłoki, kto, kiedy i jak uśmiercił ich ukochanych.

Z kart „Łączki” (wyd. IPN) dociera do nas cierpienie pokolenia ludzi dotkniętych zbrodniczym systemem narzuconym Polsce przez Związek Sowiecki i przekonanie, że prawda o peerelowskich zbrodniach, choć wielokrotnie powtarzana i udowadniana, nie jest kompletna bez prac ekshumacyjnych, także tych prowadzonych na Wojskowych Powązkach.

Ważna współpraca

Moment przełomowy dla rozpoczęcia prac na „Łączce” nadszedł w sierpniu 2011 roku, gdy IPN i Ministerstwo Sprawiedliwości zorganizowały obchody pierwszego Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Reżimów Totalitarnych. To wtedy, w przerwie między panelami, dochodzi do rozmowy szefa resortu sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego, prezesa IPN dr. Łukasza Kamińskiego i sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa dr hab. Andrzeja Krzysztofa Kunerta, o tym, że pamięć o ofiarach totalitaryzmu dotyczy wielu miejsc tragedii, z których szczególnym jest powązkowska „Łączka”. Efektem spotkania jest nawiązanie przez nich współpracy w celu rozpoczęcia szeroko zakrojonych prac zmierzających do zidentyfikowania bohaterów.

CZYTAJ WIĘCEJ
Danuta_Siedzikówna_663wiki.jpg
Danuta Siedzikówna "Inka" - sanitariuszka wyklętych

Uzgodniono, że IPN odpowiadać będzie za poszukiwania, ROPWiM za upamiętnienie odnalezionych, a Ministerstwo Sprawiedliwości za włączenie się w proces identyfikacji, poprzez udział w badaniach krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, a także uczestniczenie w unieważnianiu wyroków wydanych przez komunistyczne sądy na bohaterów. Na pełnomocnika prezesa IPN ds. poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego 1944–1956 zostaje powołany Krzysztof Szwagrzyk, z wrocławskiego oddziału IPN, który miał duże doświadczenie w tego typu pracach. 

W preambule i pierwszym paragrafie listu intencyjnego czytamy: „Mając na uwadze doniosłą potrzebę krzewienia wśród polskiego społeczeństwa wiedzy o walce z narzuconym przemocą ustrojem komunistycznym i ogromie ofiar poniesionych przez Naród Polski w latach 1944–1956, (...) Partnerzy wyrażają wolę nawiązania współpracy i prowadzenia wspólnych działań na rzecz odnalezienia nieznanych dotąd miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944–1956”.

Ukrywana zbrodnia

Komuniści za wszelką cenę starali się ukryć miejsce pochówku mordowanych w imieniu peerelowskiego prawa Żołnierzy Wyklętych. Jednak przekazem ustnym zaczęły krążyć informacje, że wrzucano ich do dołów wykopanych na obrzeżach cmentarza komunalnego na Powązkach. Z relacji zebranych przez autorkę „Łączki” wynika, że już wtedy część ich rodzin właśnie tutaj paliła znicze i przynosiła kwiaty. Komuniści robili zaś wszystko, by zapobiec możliwości dojścia do prawdy – stąd w miejscu tym powstała kompostownia, a później śmietnik... W czasie stanu wojennego teren wyrównano i zaczęły się tam pojawiać grobowce oficerów ludowego Wojska Polskiego, a także wojskowych prokuratorów i sędziów – często ludzi, którzy przyczynili się do wydania wyroków skazujących na polskich bohaterach. W efekcie część ich szczątków znalazła się pod asfaltową alejką lub pod nowymi nagrobkami, które upamiętniały inne osoby.

- Pod osłoną stanu wojennego stawiano tam kolejne nagrobki aktywistom posłusznie przez lata służącym do czerwonej mszy. Za maskowanie i skrywanie zbrodni odpowiedzialność stanowczo powinna być taka, jak za współudział w zbrodni – uważa Witold Mieszkowski, syn kmdr. Stanisława Mieszkowskiego, straconego na Mokotowie w grudniu 1952 r. Prawdę o tym miejscu starał się w 1988 roku odkryć reportażystka Małgorzata Szejnert, a swoje dochodzenie opisała w książce „Śród żywych duchów”. Dwa lata później wmurowano kamień węgielny pod pomnik upamiętniający pogrzebanych tu bohaterów.

Do przełomu w ich poszukiwaniach doszło przed trzema laty. To wtedy, podczas prac w zbiorach Centralnego Archiwum Wojskowego, natrafiono na zdjęcie lotnicze z lat pięćdziesiątych, na którym widać, że teren znajdujący się wówczas na obrzeżach Powązek komunalnych jest rozkopany. Zespół złożony z przedstawicieli najrozmaitszych dziedzin: archeologów, antropologów, specjalistów medycyny sądowej i genetyków rozpoczyna prace w terenie 23 lipca 2012 r. 

CZYTAJ WIĘCEJ
Dokument "Arkadiusz M. Kolporter" nagrodzony na Festiwalu "Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci"

Karolina Wichowska przedstawia w swojej książce dokładne etapy kolejnych badań, w efekcie których przed naszymi oczyma odsłonięte zostają mrożąca krew w żyłach opowieści o bestialstwie i zezwierzęceniu oprawców, ale też napawające dumą historie ludzi na co dzień zajmujących się odkrywaniem ukrytej pod kilogramami ziemi prawdy.  - Ci ludzie byli wrzucani na przemian, żeby jak najwięcej mieściło się w jednej jamie – komentuje Natalia Szymczak, warszawska archeolog. Jest zszokowana jamą grobową, w której ręka wystaje wysoko ponad powierzchnię ułożenia szkieletu.– Jeżeli ktoś ma pojęcie o ułożeniu anatomicznym, to widzi, że ta osoba została po prostu wciśnięta do dołu. To wygląda tak, jakby ten ktoś próbował się z niego wydostać. Kopiący doły nie wiedzieli, na ile osób mają je przygotować, stąd też spotkaliśmy się z sytuacjami, w których do jamy teoretycznie jednoosobowej wrzucano więcej ciał. Jeśli ktoś się nie mieścił, zwłoki były wbijane i upychane na siłę – relacjonowała autorce „Łączki” Natalia Szymczak.

Nowoczesna technologia w służbie prawdy

Takich relacji jest w książce wiele, każdy zidentyfikowany bohater to bowiem oddzielna opowieść o odnalezieniu jego szczątków, odkrywaniu faktów o jego uśmierceniu, nawiązaniu kontaktu z rodziną, pobraniu próbek DNA i długim, złożonym, procesie badań. Jesteśmy świadkami dramatu ludzi, którzy mają nadzieję na zidentyfikowanie swoich bliskich, chociaż łączy się to z ogromnym bólem, rozdrapaniem starych ran, wspomnieniami i niecierpliwym oczekiwaniem na odpowiedź ekspertów.

Jedną z osób, która doczekała się odnalezienia szczątków bliskiej sobie osoby straconej przez komunistów jest Eleonora Kasznica – przyrodnia siostra ostatniego dowódcy Narodowych Sił Zbrojnych Stanisława Kasznicy. W rozmowie z Karoliną Wichowską wspominała, że miała ze „Stachem” bardzo dobre relacje i do dziś za nim tęskni. Wciąż ma w pamięci pierwsze widzenie z nim w więzieniu:

„Zobaczyliśmy na jego twarzy ślady strasznych tortur. Opowiedział nam jeszcze o tych, których śladów nie było widać... Strasznie go torturowali. Wyrywali kępki włosów, paznokcie... Ale Staś się nie ugiął. Wiedzieliśmy, kto go zdradził. Powiedziałam mu: <Dorwę tego drania!>. A on mi odpowiedział: „Słuchaj, siostro – bo kiedy mówił uroczyście, chciał przekazać ważne rzeczy, właśnie tak się do mnie zwracał, zamiast zwykłego: <Eluniu, Elutko> – temu, kto nie przeżył tortur, nie wolno oceniać drugiego. Jedni potrafią wytrzymać i nie dają się złamać, inni nie mają tej siły. A więc nie oceniaj”. Nie wiem, czy wybaczył temu, kto go zdradził, ale rozumiał. Mimo to ja swoje wiedziałam. Strasznie się zachował ten człowiek. Nie wiem, jak potoczyły się jego dalsze losy, nie interesowałam się, ale w każdym razie był wolny. Wkupił się w wolność” - wspomina Eleonora Kasznica.

– Masowość, bezimienność, porażający widok szczątków, które nie wiadomo, do kogo należą, wrzuconych do dołów śmierci, robią wrażenie nie tylko na lekarzach. Jednym z przejawów cywilizacji europejskiej jest szacunek dla ciał zmarłych – przekonuje rektor Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, prof. Andrzej Ciechanowicz.

CZYTAJ WIĘCEJ
ROTMISTRZ-PILECKI-1200.jpg
O filmie „Rotmistrz Pilecki” w Polskim Radiu 24 mówili Marcin Kwaśny, odtwórca głównej roli i Michał Kondrat, dystrybutor ekranizacji

To właśnie ten powód, oddanie czci bohaterom i dążenie „do ograniczenia ich porażającej bezimienności, będącej jednym z przejawów zaprzeczenia człowieczeństwa pomordowanych” leżały u podstaw porozumienia zawartego pomiędzy tym uniwersytetem a IPN o utworzeniu 28 września 2012 r. Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów. Prowadzone tam identyfikacje na podstawie materiału w niej zgromadzonego to pierwsza tego typu operacja na świecie, w której badanie tożsamości jest tak odległe czasowo od momentu śmierci poszukiwanych. Odbywa się ono poprzez porównanie ustalonego profilu DNA z materiałem genetycznym najbliższych członków rodzin bądź z materiałem DNA pochodzącym z rzeczy osobistych ofiar.

Ciężko o zimną krew

Rozmawiając z ekspertami z różnych dziedzin nauki, biorącymi udział w ekshumacjach, autorka książki odkrywa przed czytelnikiem, jak mocne są przekonania ludzi biorących udział w tych pracach. Mają oni bowiem świadomość, że robią coś niezmiernie istotnego dla narodowej pamięci o czasach, gdy miłość do ojczyzny kończyła się strzałem na modłę „katyńską” – w tył głowy i wrzuceniem do dołu.

- Można próbować podchodzić do pracy na chłodno, ale w sytuacji, gdy  interesujesz się losem naszych bohaterów i znasz genezę „Łączki”, nie jesteś w stanie tak pracować. Kiedy odnajduje się pociski albo ukryty medalik w ustach, wyobraźnia sama dopowiada ich historię. Najtrudniejsze były momenty, kiedy znajdowałam rzeczy osobiste. Na przykład zwykły grzebień, który okazał się kalendarzem, z którego można było odczytać, kiedy właściciel został zamordowany. Codziennie dodawał na nim kreskę, która oznaczała kolejny dzień pobytu w więzieniu. W momencie, kiedy kreski się urywają, nastąpiło wykonanie wyroku – podkreśla Natalia Szymczak, antropolog.

- To tak naprawdę nie była metoda egzekucji sądowej, tylko eliminacja jednostki: miało być szybko, skutecznie i ekonomicznie. Nie trzeba było angażować ludzi do plutonu, strzelał tylko jeden etatowy kat. Sposób wykonywania egzekucji idealnie się zresztą wpisuje w to, jak podsądni byli traktowani w czasie śledztwa, w jaki sposób przebiegały procesy – to była
fikcja. Skoro strzelano w czaszkę z bliska, co zawsze skutkuje rozległymi obrażeniami, oznacza to, że oprawcy nawet nie brali pod uwagę możliwości wydania zwłok rodzinie – ocenia Łukasz Szleszkowski z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu.

CZYTAJ WIĘCEJ
kaminski lukasz 663 free.jpg
Wspólna pamięć historyczna Europy. Wyzwanie dla UE

Uczczenie bohaterów

- Chociaż stracili życie, ostatecznie wygrali walkę ze złem i niepamięcią - mówił biskup polowy Wojska Polskiego gen. bryg. Józef Guzdek podczas niedzielnych uroczystości pogrzebowych Żołnierzy Wyklętych.

- Mieli zniknąć na zawsze – zamordowani, szkalowani i wymazani z pamięci pokoleń. Determinacja rodzin Żołnierzy Niezłomnych, ich towarzyszy broni oraz środowisk niepodległościowych przyczyniła się do tego, że doczesne szczątki pomordowanych zostały wydobyte z ziemi (...) Polegli Niezwyciężeni odzyskali swoją tożsamość - mówił podczas homilii gen. bryg. Józef Guzdek.

TVN24/x-news

W trakcie niedzielnych uroczystości odsłonięto panteon-mauzoleum Żołnierzy Wyklętych-Niezłomnych i pogrzebano w nim szczątki 35 spośród 40 zidentyfikowanych polskich bohaterów narodowych (łącznie ekshumowano ok. 200 osób). W panteonie spoczną m.in. Hieronim Dekutowski "Zapora", Bolesław Kontrym "Żmudzin", Tadeusz Pelak "Junak" i Władysław Borowic "Żbik" (pełna lista). 

Prace badawcze będą prowadzone nadal, prawdopodobnie w bezimiennych mogiłach znajdują się szczątki jeszcze kilkudziesięciu Żołnierzy Niezłomnych, a wśród nich rotmistrza Witolda Pileckiego, generała Augusta Fieldorfa "Nila" i pułkownika Łukasza Cieplińskiego.

Petar Petrović (PolskieRadio.pl)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Nagrody festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci” rozdane. Dziennikarze Polskiego Radia wśród wyróżnionych

Ostatnia aktualizacja: 26.09.2015 22:09
Film Sławomira Górskiego „Wolność i Niezawisłość. Ostatnia nadzieja” zdobył nagrodę główną - Złoty Opornik - na 7 Festiwalu Filmów Dokumentalnych „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”. Festiwal odbywa się w Gdyni, patronat medialny objęło nad nim Polskie Radio, a patronem honorowym jest prezydent Andrzej Duda.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Żołnierze Niezłomni zostaną pochowani na warszawskich Powązkach

Ostatnia aktualizacja: 27.09.2015 11:45
35 trumien ze szczątkami ofiar terroru komunistycznego zostanie złożonych w panteonie-mauzoleum Żołnierzy Niezłomnych-Wyklętych na cmentarzu wojskowym.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Epitafium dla Łupaszki" - reportaż Alicji Maciejowskiej i Aliny Głowackiej

Ostatnia aktualizacja: 27.09.2015 09:00
Dziś obchodzimy Dzień Polskiego Państwa Podziemnego. Na warszawskich Powązkach Wojskowych odbędą się uroczystości pogrzebowe i pożegnanie bohaterów walki o wolną Polskę, zamordowanych przez komunistyczne władze w więzieniu mokotowskim w Warszawie, których szczątki zostały odnalezione w latach 2012 – 2014 w trakcie prac ekshumacyjnych na powązkowskiej „Łączce”. Jednym z odnalezionych był major Zygmunt Szendzielarz, który zostanie pochowany w późniejszym terminie w grobie rodzinnym. Zapraszamy do wysłuchania audycji z radiowego archiwum poświęconej właśnie jemu…
rozwiń zwiń