Gospodarka

Polskie spółki publiczne są narażone na wrogie przejęcia

28.01.2016 21:23
W najbliższy poniedziałek odbędzie się Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Grupy Azoty S.A., w którego porządku obrad są m.in. zmiany w składzie Rady Nadzorczej. Pojawiają się obawy związane z możliwym wyborem przez rosyjskiego inwestora członka rady nadzorczej tej strategicznej polskiej spółki. W roku 2014 Acron poinformował o przekroczeniu progu 20 proc. ogólnej liczby głosów w Grupie Azoty S.A.
Polskie spółki publiczne łatwym celem dla wrogich przejęć
Polskie spółki publiczne łatwym celem dla wrogich przejęćFoto: Pixabay.com
Posłuchaj
14'57 O sytuacji polskich publicznych spółek, w Polskim Radiu 24, mówił Mecenas Radosław Kwaśnicki, partner zarządzający w Kancelarii RKKW Kwaśnicki, Wróbel & Partnerzy. /Sylwia Zadrożna, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia/
więcej

Mecenas Radosław Kwaśnicki, partner zarządzający w Kancelarii RKKW Kwaśnicki, Wróbel & Partnerzy, który był gościem Polskiego Radia 24, uważa, że na najbliższym walnym do takiego wyboru nie dojdzie, bo nie zgłoszono takiego zamiaru, ale jest to teoretycznie możliwe na kolejnych posiedzeniach. Chodzi o tryb w drodze tzw. głosowania oddzielnymi grupami. A daje ono duże kompetencje.

- Gdyby doszło do wyboru członka rady nadzorczej w tym trybie, to taki członek jest wyposażony w bardzo mocne kompetencje. Ma prawo do indywidualnego nadzoru, ma nieograniczony dostęp do dokumentów spółki. Ma prawo uczestniczyć w posiedzeniach zarządu, gdzie szczegółowo omawia się określone transakcje, kontrahentów, analizuje się dokumenty – mówi.

Wrogie przejęcie

Wzmianki o Azotach i rosyjskim Acronie pojawiały się już w kontekście wrogiego przejęcia. Zachodzi ono wówczas, gdy w akcjonariacie spółki chce pojawić się podmiot niechciany przez zarząd albo innych akcjonariuszy.

- Na wrogie przejęcia szczególnie narażone są spółki publiczne. Jeżeli pojawia się inwestor zainteresowany określonym pakietem akcji spółki, dokonuje wezwania. Taki inwestor ogłasza chęć zakupu istotnego pakietu akcji spółki i oferuje za to określoną kwotę. Jeżeli ktoś jest zdeterminowany do przejęcia kontroli nad spółką, może zaoferować, i taka zwykle jest praktyka, znacznie więcej, niż na giełdzie te akcje kosztują – wyjaśnia.

- Sytuacja obecnie jest szczególna, ponieważ są na giełdzie spółki, których kurs w ostatnim czasie bardzo istotnie spadł, jednym z przykładów jest KGHM, co może stanowić zachętę, aby jakiś podmiot ogłosił wezwanie. Jeżeli w akcjonariacie jest Skarb Państwa, to wtedy ryzyko, że Skarb Państwa odpowie na wezwanie jest nikłe. Ale jeżeli są to prywatni inwestorzy, fundusze, których działania są ukierunkowane na osiągnięcie zysku, to wówczas całkiem realne jest, że jeżeli ktoś wezwie po dwukrotnie wyższej cenie, niż obecna cena giełdowa, to taki fundusz może odpowiedzieć, a niekiedy nie ma wyjścia i musi odpowiedzieć, aby chronić interesy swoich uczestników, którzy są prywatnymi podmiotami – dodaje.

Odpowiednie zmiany statutu mogą zabezpieczyć interesy Skarbu Państwa

Mówiąc o ochronie przed wrogim przejęciem, mecenas Kwaśnicki wskazuje przykład PKP Cargo. Przed prywatyzacją spółki dokonano zmian w jej statucie.

- Prywatyzacja została poprzedzona gruntownymi zmianami w statucie, napisano go w ten sposób, że w mojej ocenie dobrze zabezpiecza on interesy Skarbu Państwa. Jako przykład: mimo że PKP ma tylko 33 procent, spółka ma prawo delegowania, czyli bezpośredniego wskazywania członków rady nadzorczej bez konieczności odbycia walnego zgromadzenia. Są one również istotne z punktu widzenia głosowania grupami – tłumaczy.

Kryzys gospodarczy i spadki cen akcji na giełdzie sprzyjają próbom wrogiego przejmowania firm przez konkurencję. Po przejęciu spółki, gdy sytuacja na rynku ulegnie poprawie, można ją np. sprzedać. Nowy właściciel może też doprowadzić do jej likwidacji, jeżeli była groźnym rywalem.

W ubiegłym roku uchwalono ustawę o kontroli niektórych inwestycji, która może być poprawiana. Być może niedługo dowiemy się, jak Minister Skarbu Państwa chce chronić polskie spółki.

Sylwia Zadrożna, fko

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Polacy już nie chcą prywatyzować państwowych firm

19.08.2013 15:53
Państwowe kolosy wreszcie są dobrze zarządzane i przynoszą zyski. Dlatego Polacy są z nich dumni i nie chcą ich prywatyzacji - wynika z badania Grupy IQS dla "Pulsu Biznesu".
PKN Orlen
PKN Orlen Foto: materiały prasowe, PKN Orlen

Według sondażu 78 proc. Polaków deklaruje, że duże państwowe firmy powinny zostać w rękach rządu. Tylko 8 proc. popiera dalszą ich prywatyzację. Co ważne, ta niechęć do "wyprzedawania narodowych sreber" widoczna jest właściwie we wszystkich przekrojach społecznych, bez względu na wiek, miejsce zamieszkania i wykształcenie.

Polacy uważają, że polskie koncerny osiągnęły już zagraniczne standardy. 75 proc. ankietowanych jest zdania, że wspomniane spółki oferują produkty i usługi przynajmniej tak dobre, jak ich zagraniczni konkurenci, w tym 13 proc. uważa, że nasze firmy są nawet lepsze.
Jesteśmy dumni będąc właścicielami tak silnych marek. To uczucie narasta wraz z wykształceniem i wielkością zamieszkiwanych miejscowości. Wśród osób z największych miast odsetek dumnych z państwowych firm wynosi 67 proc., a wśród osób z wyższym wykształceniem - 75 proc.
Jak podaje "Puls Biznesu" łączna wartość rynkowa polskich gigantów: PKO BP, PZU, PKN Orlen, KGHM, PGE, PGNiG i Lotosu wynosi 198,7 mld zł.

PAP, abo