Gospodarka

W Unii Europejskiej tylko polski rolnik nie może sprzedawać własnych konfitur

28.04.2014 14:15
"Zostawcie w spokoju dobrą żywność" - pod takim hasłem trwa Kampania Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, zwracająca uwagę na restrykcyjne polskie prawo, które utrudnia rolnikom handel żywnością z własnej produkcji na małą skalę.
Produkty spożywcze
Produkty spożywczeFoto: Glow Images/East News
Posłuchaj
04'01 W świetle polskich przepisów, rolnik sprzedający na przykład konfitury z wiśni z własnego sadu, musi zarejestrować pozarolniczą działalność gospodarczą, stając się płatnikiem podatków VAT i PIT i traci na tym rolnik, restaurator, handlowiec i budżet - tłumaczy Zbigniew Kmieć, warszawski restaurator./Hanna Uszyńska, Polskie Radio/
więcej

W świetle polskich przepisów, rolnik sprzedający na przykład konfitury z wiśni z własnego sadu, musi zarejestrować pozarolniczą działalność gospodarczą, stając się płatnikiem podatków VAT i PIT.

Jest to nasz krajowy przepis, unijne prawo tego nie wymaga - zwraca uwagę Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. W ramach ogłoszonej niedawno kampanii "Zostawcie w spokoju dobrą żywność", przedstawiciele Związku chcą doprowadzić do zmiany tej sytuacji. Kampania zaczęła się niedawno, przygotowywane są akty prawne i konkretne rozwiązania.

Restaurator nie poda gościom swojskiej kiełbaski od rolnika

Jak tłumaczy Zbigniew Kmieć, warszawski restaurator, brak możliwości zaopatrywania się u rolników w świeże produkty jest dużym problemem. - Mieliśmy już dość biernego przyglądania się temu, jak rolnicy, producenci grzęzną w przepisach i temu, że większość działań restauratorów – polegających np. na częstowaniu gości z zagranicy polskimi produktami - jest nielegalnych. W Polsce, zupełnie inaczej niż na całym świecie, również zupełnie inaczej niż w całej Unii Europejskiej, rolnik praktycznie nie jest w stanie sprzedać swojego przetworu ani osobie prywatnej, ani podmiotowi, ani restauracji.

Jeśli rolnik wyprodukuje dżem ze swoich owoców, to nie może go sprzedać legalnie np. turyście – mówi Kmieć.

Żeby sprzedać konfiturę, trzeba założyć działalność gospodarczą

Gdy rolnik przystępuje do jakiejkolwiek procedury zalegalizowania tego wyrobu - żeby mógł on trafić do sklepu czy do restauratora, który chciałby kupić ten wyrób na rachunek i wrzucić to sobie w koszty – natychmiast spotyka się z koniecznością założenia działalności gospodarczej. Nawet przy niewielkiej skali tego handlu.

Tylko w Polsce obowiązuje tak restrykcyjna praktyka

Urzędnicy tłumaczą to tym, że Unia Europejska tego wymaga. Jednak, jak sprawdzili prawnicy ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, Polska jest jedynym krajem, w którym producenci, a przede wszystkim rolnicy, są objęci w praktyce aż tak restrykcyjnymi przepisami. Polska jest jedynym krajem, który uniemożliwia rolnikowi sprzedaż przetworów.

Rolnik będzie mógł sprzedać własne produkty bez podatku >>>

Np. na Węgrzech, w Austrii, można to zrobić zupełnie legalnie, w większości krajów Unii można kupić nie tylko przetwory owocowe, ale też destylaty, nie ma kłopotu z kupnem wyrobów masarskich od poszczególnych rolników, co w Polsce jest zupełnie niemożliwe.

- Mnie najbardziej dziwią sytuacje związane z przetworami owocowymi – mówi warszawski restaurator. Zakładanie przetwórni po to, żeby usmażyć troszkę powideł z owoców z własnego sadu jest kompletnym nonsensem. Ponadto wiadomo, że przetwórnia nie osiągnie nigdy takiej jakości, jaką osiągnie rolnik, który w każdej chwili może zerwać świeże owoce - tłumaczy.

A co z zarejestrowanymi produktami regionalnymi, które przecież są sprzedawane?

- Organizuję i bywam na wielu targach, na festiwalach smaku i zawsze znajdzie się instytucja, która mogłaby zakwestionować legalność większości stoisk - twierdzi Zbigniew Kmieć

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zapowiada, że owiane - na razie - tajemnicą, konkretne rozwiązania tego problemu przedstawi latem.

Zdradza jedynie, że pomysły są rewolucyjne. Działacze są zdania, że trzeba popatrzeć trochę dalej, poza partykularny interes niektórych grup, bo spora część prawa jest napisana konkretnie pod interesy np. dużych masarni czy innych przetwórni, nie mówiąc o całym prawie dotyczącym branży alkoholowej czy winiarskiej.

Jak wynika z raportu ZPiP, rolnik węgierski dokłada do PKB państwa co najmniej dwa razy tyle co rolnik polski, właśnie dlatego, że ma wolność sprzedaży. Wynika z tego, że w Polsce jest działanie wbrew interesom własnego kraju?

Hanna Uszyńska, jk

Zobacz więcej na temat: podatki rolnictwo żywność
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Fiskus nie lubi polskiego cydru

29.01.2014 08:59
Cydr zdobywa sklepowe półki. Sprzedaż mogłaby rosnąć jeszcze szybciej, gdyby nie zakaz reklamy.
Fiskus nie lubi polskiego cydru
Foto: Glowimages.com
Posłuchaj
03'11 Dlaczego cydr jest dyskryminowany przez fiskusa pyta Leszek Wiwała prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy./Justyna Golonko, Polskie Radio/
więcej

- To jest prawdziwy hit ostatniego roku - mówią przedstawiciele branży spirytusowej. Niebawem ten lekki alkohol z jabłek może zdobyć 5 proc. polskiego rynku wyrobów winiarskich.

- Wynik byłby jeszcze lepszy, gdyby nie przepisy dyskryminujące producentów cydru mówi Leszek Wiwała prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy.

Kolejne ograniczenie to zakaz reklamy.

W ubiegłym roku konsumpcja cydru w Polsce wzrosła o ponad 100%. W tym roku taką dynamikę - zdaniem przedstawicieli branży też uda się utrzymać.

Statystyczny Polak wypija rocznie 98 litrów piwa i 30 MILILITRÓW cydru.

Krzysztof Rzyman/Justyna Golonko

Czytaj także

Rolnik będzie mógł sprzedać własne produkty bez podatku

21.04.2014 16:52
Fiskus zamierza uregulować kwestię sprzedawanych przez rolnika produktów, wyprodukowanych we własnym gospodarstwie. Fiskus chce aby nie były one obciążone podatkiem, o ile ich wartość nie przekroczy 7 tys. zł rocznie.
Fiskus chce aby produkty wyprodukowane we własnym gospodarstwie i sprzedane, nie były obciążone podatkiem, o ile ich wartość nie przekroczy 7 tys. zł rocznie. Chodzi o wędliny, sery, przetwory.
Fiskus chce aby produkty wyprodukowane we własnym gospodarstwie i sprzedane, nie były obciążone podatkiem, o ile ich wartość nie przekroczy 7 tys. zł rocznie. Chodzi o wędliny, sery, przetwory.Foto: Glow Images/East News

Chodzi o dżemy, chleby, wędliny, produkty mleczarskie, wytwarzane w gospodarstwach rolniczych.

Projekt zmian w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych i w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej został przygotowany przez senatorów jeszcze w ubiegłym roku.

Zwolnienie przychodów z tej działalności ma - w intencji autorów projektu - aktywizować m.in. gospodynie domowe do podejmowania dodatkowych zajęć i w ten sposób zwiększać dochody rodziny wiejskiej.

Rolnicy już sprzedają swoje produkty, ale jest to niejako szara strefa

W uzasadnieniu senackiego projektu podkreślono, że obecnie "rolnicy mogą wytwarzać, a następnie sprzedawać, bez konieczności rejestrowania działalności gospodarczej i płacenia podatku dochodowego od osób fizycznych, jedynie nieprzetworzone produkty roślinne i zwierzęce". Co za tym idzie - podkreślają senatorowie - "sprzedaż przetworzonej żywności odbywa się obecnie poza legalnym obrotem, w tzw. szarej strefie".

Jak twierdzą senatorowie, istnieje bardzo duży popyt na domowe wyroby, ale rolnicy nie chcą wychodzić z tej swoistej szarej strefy, gdyż boją się obciążeń fiskalnych, przekraczających ich faktyczne możliwości.

Po przekazaniu do Sejmu projektu ustawy, zajęły się nim sejmowe komisje rolnictwa i komisji finansów. Zaproponowały, by do wprowadzić do niego przepis, iż przychód ze sprzedaży bezpośredniej bez podatku może wynieść maksymalnie 7 tys. zł rocznie.
Opozycja chce podnieść próg podatkowy i rozszerzyć możliwości sprzedaży o restauracje
Podczas prac w komisjach poseł Krzysztof Popiołek (PiS) zaproponował podniesienie limitu nieopodatkowanego przychodu z 7 tys. zł do ok. 31 tys. zł rocznie. Wyliczył, że limit przychodu w wysokości 7 tys. zł daje miesięcznie kwotę 583 zł. Jeśli założy się, że zyskowność takiej sprzedaży jest na poziomie 10-procent, to do budżetu rodziny rolnika wpłynie 58 zł - przekonywał poseł.

Zdaniem posłów PiS limit nieopodatkowanych przychodów w wysokości 7 tys. jest stanowczo za mały i nie zachęci rolników do uruchomienia takiej działalności gospodarczej, bo wymaga to spełnienia np. wymogów sanitarnych, handlowych, itp.

PiS proponował by rozszerzyć tę formułę o wyroby sprzedawane do restauracji czy do wiejskich sklepów.

Resort finansów broni limitu 7 tys. zł

Podczas prac sejmowych wiceminister finansów Jacek Dominik ocenił, że limit 7 tys. "w tym wypadku wydaje się zupełnie wysokim limitem biorąc pod uwagę, że po jego przekroczeniu sprzedający podlega ogólnym przepisom prawa podatkowego i jeszcze ma kwotę wolną od podatku w wysokości 3 tys. zł".

Projektem ustawy zajmie sie w tym tygodniu Sejm.jk

Zobacz więcej na temat: podatki rolnictwo żywność

Czytaj także

Prawdziwy chleb bez glutenu: tylko nie z normalnej piekarni

26.04.2014 12:02
Dziś w Polsce można kupić każdy rodzaj pieczywa. Także alergicy uczuleni na gluten nie muszą rezygnować z chleba. Ale wcale nie jest łatwo taki wypiekać. Niewiele osób wie, że nie można go piec w normalnej piekarni.
Chleb jest bardzo ważny w codziennej diecie
Chleb jest bardzo ważny w codziennej diecieFoto: Glow Images/East News
Posłuchaj
02'51 O tajemnicach wypieku bio-pieczywa mówi piekarz z województwa opolskiego, Bogdan Smolorz/Aleksandra Tycner, Polskie Radio/
więcej

O tajemnicach wypieku bio-pieczywa mówi  biopiekarze z województwa opolskiego, Bogdan Smolorz.

Piekarnia Bogdana Smolorza jest pierwszą w województwie opolskim z certyfikatem bio. W całym kraju takich piekarni jest  mniej niż dziesięć.

Pierwsza tajemnica: bio-chleb musi mieć tylko kilkudniową trwałość

Aby jednak znaleźć nabywców na chleb bezglutenowy, trzeba pamiętać o jednym – mimo, że jego przydatność do spożycia wynosi 3 miesiące, nie należy z tym przesadzać. – Robimy wyroby, które wytrzymują najwyżej 7 dni i w ciągłej sprzedaży mamy świeży chlebek bezglutenowy – mówi Pan Bogdan Smolorz. – W ten sposób w naszych wyrobach jest jak najmniej „ulepszaczy” a dzięki temu ich smaku nie zakłócają żadne „utrwalacze” – podkreśla piekarz.

Ponadto, jak podkreśla, jego chleb wypiekany jest z produktów certyfikowanych bio, czyli z naturalnych mąk.

Bio-chleb tylko nie z normalnej piekarni

Co ciekawe – takie pieczywo bezglutenowe musi być wypiekane w innym pomieszczeniu niż normalne pieczywo. - W zwykłej piekarni można wypiekać pieczywo o zaniżonej zawartości glutenu. Jeśli chcemy osiągnąć poziom zerowy tego składnika, musimy zainwestować w inny budynek – mówi Pan Bogdan.

- Trzeba pamiętać, że gluten może być wchłonięty przez pieczywo z powietrza, dlatego wymogiem uzyskania certyfikatu przekreślonego kłosa, jest wypiekanie pieczywa w innym budynku - podkreśla.

Rynek na chleb bezglutenowy jest jeszcze mały, ale pomaga Facebook

Jak mówi Pan Bogdan Smolorz, niewielka liczba bio-piekarni z certyfikatami wynika z niewielkiego zainteresowania tym pieczywem oraz długim okresem zwrotu z inwestycji.  – pamiętajmy o konieczności budowy właściwie nowej piekarni. - Na szczęście jesteśmy na Facebooku i dzięki temu zdobywamy wciąż nowych klientów – mówi piekarz.

Aleksandra Tycner, jk