To akcja protestacyjna przeciwko planom zamknięcia huty. Pracownicy zapowiadają, że zostaną tam dopóki piece huty nie zostaną ponownie uruchomione. Piece były kolejno wygaszane w lipcu i październiku ubiegłego roku. Zarząd firmy wykluczył możliwość powrotu do pracy przed lipcem tego roku. Oficjalnie decyzja w tej sprawie ma być podjęta w czwartek.
Pracownicy nie kryją swoich obaw, że tymczasowe wygaszenie pieców jest zapowiedzią zamknięcia zakładów. Oprócz flag związkowych protestujący mają transparent z napisem „Mittal, my chcemy pracować”. W tej chwili większość z pięciu tysięcy zatrudnionych w przedsiębiorstwie jest na przymusowym bezrobociu technicznym. Jeden z przywódców związkowych zapowiedział, że co tydzień będą organizowane kolejne, mające jeszcze inne formy, akcje i, że potrwa to do drugiej tury wyborów prezydenckich.
Komentatorzy podkreślają, że protest przypada w czasie kampanii przed wyborami i nie może pozostawić kandydatów na fotel w Pałacu Elizejskim obojętnym wobec sprawy huty, ostatniej w Lotaryngii. Niedawno ArcelorMittal zamknęło swoje zakłady w Liege w Belgii i w Madrycie.