Gospodarka

GMO: powstanie specjalny system znakowania żywności?

18.08.2014 10:31
„Wolne od GMO? Chcę wiedzieć!” – kampanię pod takim hasłem prowadzi Instytut Spraw Obywatelskich, przy współpracy m.in. z Zielonym Instytutem. Jej celem jest zwrócenie uwagi na kwestie znakowania produktów spożywczych zawierających bądź niezawierających GMO. Zdaniem wielu osób oznakowanie takie w naszym kraju obecnie nie spełnia oczekiwań konsumentów.
GMO: powstanie specjalny system znakowania żywności?
Foto: Glow Images/East News
Posłuchaj
03'54 O kampanii „Wolne od GMO? Chcę wiedzieć!” na antenie radiowej Jedynki, w audycji Poranne rozmaitości, mówiła Dorota Metera z Zielonego Instytutu /Hanna Uszyńska, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia/

W najbliższym czasie działania promocyjne kampanii „Wolne od GMO? Chcę wiedzieć!” nabiorą tempa, ponieważ polskich działaczy wsparła niemiecka Fundacja Grassroots, przyznając na prowadzenie akcji informacyjnej finansowy grant.

- Produkty, które kupujemy w polskich sklepach, nie zawierają GMO, chyba że są oznakowane jako wyprodukowane z GMO lub jako takie, które są GMO. Do tego typu produktów mogą być zaliczone te, które zawierają np. lecytynę sojową czy soję. Nie trzeba znakować produktów, jeżeli zawierają do 0,9 proc. produktów modyfikowanych genetycznie lub zanieczyszczenie jest przypadkowe i technicznie nieuniknione – wyjaśnia Dorota Metera z Zielonego Instytutu. - Z drugiej strony są produkty wyprodukowane przy użyciu GMO, może to być np. wieprzowina, mięso drobiowe, jaja. W żywieniu zwierząt są używane pasze modyfikowane genetycznie, głównie soja, ale też kukurydza modyfikowana genetycznie. Takie produkty nie są znakowane, mimo tego, że w 2009 roku Parlament Europejski zaproponował taką poprawkę do jednej z dyrektyw, mówiącą o tym, żeby znakować wyraźnie produkty pochodzące od zwierząt żywionych paszami GMO. Poprawka ta gdzieś zniknęła w szufladach komisyjno-parlamentarnych i nigdy nie ujrzała światła dziennego – dodaje.

Znakowanie funkcjonuje w innych krajach

Inne kraje, takie jak Niemcy czy Austria, znakują tego typu produkty.

- Tam, gdzie są świadomi konsumenci i producenci, którzy chcą produkować dla tej dużej grupy odbiorców żywność bez GMO, na każdym etapie jej wytwarzania, zaczynając od żywienia zwierząt, przez przetwórstwo, powstało odpowiednie prawodawstwo, np. w Niemczech, Austrii czy Francji. Tam można w określony w prawie sposób oznakować produkty jako „bez inżynierii genetycznej” – wyjaśnia Metera. – Może nie jest to powszechne, ale jest to bardzo widoczne na rynku. W Niemczech ponad tysiąc producentów jest już w tym systemie. Są to głównie mleczarnie, także producenci jaj. W Austrii jest to jeszcze coraz bardziej powszechne. W wielu zwykłych sklepach można kupić produkty pochodzenia zwierzęcego, jaja, które są znakowane jako „bez inżynierii genetycznej”. Konsumenci chcą mieć taką możliwość wyboru – dodaje.

Pierwsi producenci w Polsce już stosują oznakowania

Jak mówi ekspertka, od ubiegłego roku w Polsce prowadzona jest kampania informacyjna dla konsumentów i dla producentów.

- Mamy już w Polsce pierwszych producentów, którzy znakują swoje produkty w ten sposób. Wiedzą oni, że konsumenci cenią takie oznakowanie i wybierają ich produkty. Jest to więc dla nich duży plus – wyjaśnia Metera. – Zamierzamy kontynuować naszą akcję informacyjną i przekonać do niej więcej producentów – dodaje.

Prawo do informacji jest jednym z najważniejszych praw konsumenta i warto się domagać, abyśmy mogli z niego w pełni korzystać. Bez względu na to, jaki będzie nasz wybór, co do żywności zawierającej GMO.

Hanna Uszyńska, awi

Zobacz więcej na temat: GMO żywność
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

GMO: rząd nowelizuje ustawę, żeby było bezpieczniej

29.04.2014 14:53
Rząd przyjął projekt ustawy o GMO, przedłożony przez ministra środowiska. Jednym z głównych celów proponowanych zmian w ustawie jest zwiększenie stopnia bezpieczeństwa dla zdrowia i życia ludzi oraz dla środowiska.
GMO: rząd nowelizuje ustawę, żeby było bezpieczniej
Foto: Glow Images

Zmiany dotyczą przede wszystkim prac wymagających "zamkniętego użycia organizmów genetycznie modyfikowanych" - na przykład takich, z jakimi mają do czynienia naukowcy.
Zgodnie z projektem "obecny system wydawania zgód na zamknięte użycie GMO zastąpiony zostanie systemem, w którym wydawane będą zezwolenia na prowadzenie zakładu inżynierii genetycznej oraz zgody na zamknięte użycie mikroorganizmów i organizmów genetycznie zmodyfikowanych". Warunkiem wydania zgody będzie spełnienie wymogów bezpieczeństwa, dotyczących m.in. kwalifikacji osób pracujących z GMO, czy sposobu postępowania z odpadami.

Eksperci i rolnicy negatywnie o projekcie ws. GMO >>>
Zgody i zezwolenia na zamknięte użycie mikroorganizmów genetycznie modyfikowanych, prowadzenie zakładów inżynierii genetycznej, zamierzone uwolnienie organizmów GMO do środowiska czy wprowadzenie do obrotu produktów GMO ma wydawać minister środowiska.

Wprowadzenie czterech kategorii
Projekt wprowadza cztery kategorie, do których należy przyporządkowywać każdy przypadek zamkniętego użycia organizmów genetycznie zmodyfikowanych. Zaliczenie prac do kategorii zależy od tego, na ile wykorzystywany w tych pracach organizm (np. uczestniczący w dostarczaniu genów lub poddawany zmianom genetycznym) może wywołać choroby ludzi, zwierząt albo roślin. Kategoria I oznacza "działania niepowodujące zagrożeń lub powodujące znikome zagrożenia", kolejne kategorie oznaczają działania powodujące zagrożenia niewielkie, umiarkowane i duże.

Obok określenia "organizmy genetycznie zmodyfikowane" w nowym dokumencie pojawia się analogiczny termin dotyczący mikroorganizmów. Zdefiniowano też "zakład inżynierii genetycznej" jako pomieszczenia, budynki oraz laboratoria, przystosowane i przeznaczone do zamkniętego użycia mikroorganizmów genetycznie zmodyfikowanych lub organizmów genetycznie zmodyfikowanych.

PAP, awi

Czytaj także

GMO zostanie wprowadzone tylnymi drzwiami?

24.07.2014 08:21
Rząd chce dopuścić do wprowadzenia organizmów modyfikowanych genetycznie, czyli GMO do środowiska - ostrzega poseł Jan Szyszko z PiS. Ministerstwo Środowiska zaprzecza. O sprawie pisze "Nasz Dziennik".
Genetycznie zmodyfikowana kukurydza
Genetycznie zmodyfikowana kukurydza Foto: Glow Images/ East News

Parlamentarzyści PiS podkreślają, że rząd dokonał istotnych zmian w projekcie ustawy o organizmach genetycznie modyfikowanych. Ich zdaniem poprawki wskazują na to, że w praktyce mamy do czynienia z nowym przedłożeniem.

Zastrzeżenia organizacji rolniczych
Jan Szyszko przekonuje, że praktycznym skutkiem wprowadzenia w życie tej propozycji będzie otwarcie możliwości uwalniania GMO do środowiska, czyli uprawy roślin zmodyfikowanych genetycznie. Dlatego że resort środowiska zmienił w projekcie ustawy definicje takich określeń jak to: „zamierzone uwolnienie”, „awaria” czy „wprowadzenie do obrotu” organizmów (roślin) modyfikowanych. Dzięki temu trudniej będzie komuś udowodnić naruszenie przepisów dotyczących bezpieczeństwa upraw GMO. Innymi słowy, trudniej będzie rolnikom uzyskać odszkodowanie, jeśli ktoś zanieczyści ich uprawy nasionami roślin zmodyfikowanych. Podobne zastrzeżenia zgłaszają organizacje społeczne i rolnicze grupujące np. właścicieli gospodarstw ekologicznych. Oni najbardziej obawiają się ewentualnych skutków uwolnienia GMO do środowiska.

Ministerstwo Środowiska odpiera zarzuty
Wiceminister środowiska Janusz Ostapiuk nie zgadza się z tymi zarzutami. I przekonuje, że projekt ustawy nie zmienił się w swoim zasadniczym kształcie - organizmy modyfikowane będzie można hodować i badać tylko w laboratoriach, ale nie uprawiać. Czyli GMO ma być tylko w „użyciu zamkniętym”.

GMO: rząd nowelizuje ustawę, żeby było bezpieczniej >>>

IAR, awi

Zobacz więcej na temat: GMO rolnictwo żywność