Gospodarka

Wielka wpadka polskich eksporterów: jabłka dotarły do Singapuru i Indii zepsute

20.11.2014 20:29
Zamiana rosyjskiego rynku na dalekowschodni nie będzie łatwa. Świadczy o tym wielka wpadka inaugurująca eksport do Singapuru i Indii. Jak poinformował wiceminister rolnictwa Tadeusz Nalewajk, partie polskich jabłek dotarły do tych krajów zepsute. Są też problemy z polską wołowiną w Japonii. Jak mówi minister, „sami robimy sobie kuku”.
Wyeksportowane do Indii jabłka nie przetrwały trudów podróży.
Wyeksportowane do Indii jabłka nie przetrwały trudów podróży.Foto: Glow Images/East News

-  Na rynkach liderów trzeba mieć światową jakość - podkreślił wicepremier Janusz Piechociński.

 Zgniłki w Singapurze

Wiceszef resortu rolnictwa o problemach z polskimi jabłkami mówił na XII Kongresie Eksporterów Polskich. W rozmowie z PAP powiedział, że jabłka, które dotarły do Singapuru 17 listopada, nie spełniają wymagań odbiorcy. Wyjaśnił, że prawdopodobnie zostały źle zabezpieczone na czas transportu morskiego i na miejsce dotarły zepsute.

 To samo w Indiach

Nalewajk przyznał, że to nie jedyny tego typu przypadek. – Byłem w Indiach u największego hurtownika, gdzie też poszły nasze jabłka i jak te jabłka doszły, to się okazało, że nie nadawały się do niczego - powiedział na kongresie eksporterów.

 Z eksportem polskiej wołowiny do Japonii też są problemy

Nalewajk mówił o porozumieniu z Japonią, które Polska zawarła kilka tygodni temu, w sprawie wymagań i certyfikatów niezbędnych dla eksportu polskiej wołowiny. Powiedział, że duża partia wołowiny, która ostatnio trafiła do Japonii, nie miała wymaganych dokumentów, które eksporter powinien uzyskać jeszcze w Polsce. Dlatego zdaniem wiceministra polska wołowina w Japonii może zostać "zablokowana".

W rozmowie z PAP Nalewajk zapewnił, że wymagania wynikające z ustaleń z Japończykami dotyczące eksportu zostały przedstawione polskim producentom. – Mięso powinno mieć notyfikację naszego lekarza powiatowego weterynarii, a firma - nie powiem jaka - wywiozła po prostu ileś tam kontenerów, które zostały przez stronę japońską zablokowane i stoją - powiedział PAP Nalewajk. Dodał, że lekarz powiatowy, który powinien takie dokumenty wystawić, został w czwartek zawieszony.

 Sami robimy sobie kuku

– Sami robimy sobie kuku, efekt (z wołowiną - PAP) jest na minus. Jabłka też nie były odpowiedniej jakości, pewnie były podgnite, to jest kwestia transportu, kontenerów, właściwego chłodzenia - powiedział PAP Nalewajk. – Są określone warunki, które eksporter musi zachować, bo każdy kraj ma swoje wymagania - dodał.

W środę do Singapuru wyruszył drogą morską drugi transport polskich jabłek - o czym informował dziennikarzy wicepremier, szef resortu gospodarki Janusz Piechociński. Nalewajk na pytanie czy ten drugi transport jabłek wysłany do Singapuru został już właściwie zabezpieczony, odpowiedział: "Nie wiem, nie można sprawdzić kontenera w drodze".

– Otworzyliśmy ten bardzo bogaty, pięciomilionowy rynek zbytu, mamy więc pierwsze doświadczenia, ale są one dobre i złe. Przy pierwszej próbce naszego towaru okazało się, że nie rozumiemy, że na rynkach liderów trzeba mieć światową jakość. Zupełnie inną niż na rynku rosyjskim i wyższą nawet od tej na rynku niemieckim - powiedział Piechociński.

"Wchodzenie na rynki kosztuje pieniądze i czas. Jeśli w pierwszych próbkach nie ma powszechnej mobilizacji co do dopełnienia jakości i estetyki, to nawet jak dopłynie w tym kontenerze jabłko sprawdzone, to zmierzy się z najlepszym jabłkiem chińskim, australijskim czy argentyńskim" - podkreślił.

 Wpadki mogą oznaczać cofnięcie pozwoleń

Zdaniem Tadeusza Nalewajka jeden eksporter niespełniający wymagań dostaw do innego państwa psuje interes Polski. – Ja producenta nie ukarzę, może nas natomiast ukarać rząd japoński i zakazać nam transportu wołowiny - przyznał w rozmowie z PAP. Problem widzi także Piechociński, który zaapelował "do grup producenckich, eksporterów, dostawców": "Trzymajmy formę".

17 listopada, gdy polskie jabłka dotarły do Singapuru, ambasador RP w Singapurze Zenon Kosiniak-Kamysz podkreślał, że "to niewątpliwy sukces". – Singapur importuje ponad 90 proc. żywności i zainteresowany jest dywersyfikacją źródeł dostaw, a polskie jabłka mogą konkurować na lokalnym rynku i ceną, i jakością" - zaznaczył.

MSZ informował, że zainicjowanie eksportu jabłek do Singapuru jest efektem poszukiwania nowych rynków zbytu przez polskich producentów i eksporterów po wprowadzeniu rosyjskiego embarga na import polskiej żywności.

Od 1 sierpnia 2014 r. zostało zniesione embargo na eksport polskiej wołowiny do Japonii. Nałożono je w 2001 r., gdy w Europie wykryto przypadki BSE, czyli choroby szalonych krów. Zdaniem MSZ Polska znalazła się w nielicznym gronie państw, które uzyskały w Japonii zgodę na eksport wołowiny. Oprócz nas była to jeszcze Francja, Holandia i Irlandia.

PAP, jk

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Od 1 sierpnia polskie owoce i warzywa nie jadą do Rosji

01.08.2014 07:07
Od piątku, 1-go sierpnia polscy producenci i eksporterzy mogą wysyłać owoców i warzyw na rosyjski rynek. Rosja nakłada embargo m.in. na jabłka, gruszki, śliwki, wiśnie, czereśnie, morele, brzoskwinie nektarynki i pigwy. Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego Federacji Rosyjskiej zakazała także importu wszystkich rodzajów kapusty, kabaczków i kalafiorów.
Kapusta zostaje w Polsce. Jabłka też.
Kapusta zostaje w Polsce. Jabłka też.Foto: PAP/Darek Delmanowicz
Posłuchaj
11'40 O konsekwencjach rosyjskiego embarga na owoce i warzywa z Polski mówi Witold Piekarniak ze Związku Sadowników RP./Elżbieta Szczerbak, PR24/.

Rosjanie tłumaczą, że producenci z Polski notorycznie naruszają rosyjskie i międzynarodowe normy fitosanitarne.  Tymczasem niezależni eksperci nie mają wątpliwości, zarzuty są bezpodstawne a Polska stała się pierwszą ofiarą konfliktu pomiędzy Zachodem i Rosją. Przekonani są o tym także sami sadownicy.

To embargo polityczne mówią sadownicy
– Ilość towaru zakwestionowanego, jest naprawdę niewielka podczas całego sezonu.(...) Jakość produktów na bieżąco jest monitorowana zarówno przez polskie, jak i rosyjskie służby sanitarne. Ostatnio nie było żadnych sugestii, które tłumaczyłyby takie działania ze strony Rosji. My widzimy tu podłoże polityczne i konsekwencje restrykcji, które wprowadza Unia - mówi Witold Piekarniak ze Związku Sadowników RP.

0,5 mld euro stracą polscy rolnicy na rosyjskim embargu. Sawicki walczy o rekompensaty z UE

Polski system fitosanitarny jest bardzo restrykcyjny
Rosja od dawna postrzegana jest przez eksporterów jako kierunek wrażliwy, dlatego jak twierdzą sadownicy, system nadzoru i certyfikacji jest na wysokim poziomie. Polscy producenci, którzy chcą wysyłać swoje produkty za granicę, muszą uczestniczyć w systemie Integrowanej Produkcji Roślin czy EurepGAP, czyli systemach, które gwarantują, że żywność jest wysokiej jakości i bezpieczna dla konsumentów.
– W ramach tych certyfikacji jesteśmy zobowiązani stosować środki ochrony roślin, zgodnie ze ściśle określonymi normami, przeznaczeniem i czasem. Nasze owoce są również badane w laboratoriach, a próbki są przechowywane na wypadek, gdyby strona rosyjska miała jakieś zastrzeżenia – podkreśla sadownik.

Rosja bije w czułe miejsca
Dzięki temu jakość polskich produktów jest ceniona na całym świecie. Nie ma to jednak większego znaczenia, w przypadku kontaktów handlowych z naszym wschodnim sąsiadem, szczególnie teraz, kiedy Zachód zaostrza sankcje. Zdaniem ekspertów, Rosja stara się uderzyć w najbardziej czułe punkty. To przemyślana taktyka, która ma pokazać jej siłę i kreować opór przeciwko polityce Unii Europejskiej związanej z sankcjami.

Rosja szykuje kolejne embargo dla Polski. Na celowniku wołowina, drób i salmonella

I choć jak twierdzą ekonomiści, gospodarka nie powinna odczuć zbytnio skutków rosyjskiego embarga, to jednak patrząc z perspektywy producentów i przetwórców, którzy wysyłają do Rosji znaczną część swoich produktów, trudno nie zgodzić się z ich obawami.

Do Rosji wysyłamy 1,2 mln t jabłek
– Obyśmy jako kraj nie ponieśli największych strat z tego powodu - przyznaje Witold Piekarniak.
Jeszcze 10 lat temu wysyłaliśmy na teren Rosji 250 tys. ton jabłek, w roku ubiegłym było to już 1mln 200 tys. ton.  Sadownicy liczą, że w tym sezonie poziom będzie podobny.

Trzeba szukać nowych rynków eksportowych
Rozwiązaniem problemów polskich producentów mogłaby być od dawna podkreślana, dywersyfikacja kierunków eksportowych. Najczęściej wskazuje się tu rynki dalekowschodnie, takie jak Chiny, jednak to wciąż daleka perspektywa.

Marek Sawicki: Sankcje godzą w polskich sadowników

Źr.TVN24/x-news

Mogłoby się więc okazać, że jeśli Rosja bardziej zacisnęłaby pętlę na szyi polskich przedsiębiorstw rolno-spożywczych, wiele z nich mogłoby upaść.

Minister Sawicki walczy o rekompensaty od Unii
Dlatego też minister rolnictwa Marek Sawicki, złożył w czwartek w Brukseli wniosek o rekompensaty dla producentów. Zdaniem szefa resortu, Unia Europejska w ramach solidaryzmu powinna teraz wspomóc polskich rolników i sadowników, którzy nie będą mogli eksportować do Rosji. Na rekompensaty liczą też sami zainteresowani, czyli producenci owoców i warzyw, którzy podkreślają, że to jedyna obecnie forma pomocy, która mogłaby zminimalizować poniesione przez nich straty.
Jak szacuje resort rolnictwa, wartość wycofanych z rosyjskiego rynku produktów, określana jest na ponad miliard euro.
Elżbieta Szczerbak.

Czytaj także

Polskie jabłka dotrą do krajów Zatoki Perskiej? Producenci poszukają nowych rynków

05.09.2014 10:28
Producenci szukają nowych rynków zbytu na owoce i warzywa. Planują sprzedaż jabłek w krajach Zatoki Perskiej. Chcieli z nimi jechać także do Egiptu, jednak konflikty zbrojne w Strefie Gazy spowodowały, że wycofali się z tego pomysłu - czytamy w "Dzienniku Polskim".
Polskie jabłka dotrą do krajów Zatoki Perskiej? Producenci poszukają nowych rynków
Foto: sxc.hu

Tymczasem już na przełomie października i listopada polskie dwukolorowe jabłka mają pojawić się na wystawach oraz targach w Chinach i Dubaju. Będzie o nich mowa na konferencjach i spotkaniach z przedstawicielami sieci handlowych. Akcja jest odpowiedzią na obowiązujące od 1 sierpnia embargo rosyjskie, które zablokowało eksport miliona ton rocznie polskich owoców i warzyw na wschód.
Naszymi jabłkami zainteresowani też Chińczycy
Teraz niewielka część jabłek idzie do Macedonii, Kazachstanu, nieco więcej na Białoruś i do Serbii. Wysyłamy także owoce i warzywa do Rumunii, Bułgarii, Chorwacji, Czech i Słowacji, ale zdaniem cytowanych przez gazetę ekspertów, nic nie zastąpi rynku rosyjskiego.
O sprowadzaniu polskich jabłek myślą Chińczycy. W Polsce pojawiają się już delegacje zainteresowane tymi owocami.

Marek Sawicki, minister rolnictwa: sankcje godzą w polskich sadowników.

Źródło: TVN24/x-news

PAP, awi