Gospodarka

Zamiast reform, rząd proponuje wyższą waloryzację emerytur i maksymalne ulgi na dzieci

27.08.2014 22:00
Liczba dnia to 36 zł – co najmniej o tyle mają wzrosnąć renty i emerytury w przyszłym roku. Jednocześnie rząd chce podnieść ulgi podatkowe dla rodzin posiadających dzieci. Dziś w Sejmie premier zapowiedział tego typu podwyżki i powiedział przy tym, że budżet stać na takie zwiększone wydatki. Eksperci mówią twardo – to nie są zmiany systemowe, to nawet nie kiełbasa wyborcza, tylko cienki kabanos.
Każdą rodzinę ma być stać na pełne wykorzystanie ulgi na dzieci. Jest ona odliczana od podatku.
Każdą rodzinę ma być stać na pełne wykorzystanie ulgi na dzieci. Jest ona odliczana od podatku. Foto: Glow Images/East News
Posłuchaj
11'17 Zapowiedziane dzisiaj przez premiera Donalda Tuska podwyżki nie wpłyną znacząco na stan finansów publicznych – powiedział na antenie Radiowej Jedynki Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku. (Robert Lidke, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
10'51 Jeśli dopłata do ulgi ma być elementem polityki społecznej, pomagania rodzinom ubogim posiadającym dzieci, to powinno to być silniej skupione na tych ubogich gospodarstwach – powiedział na antenie Polskiego Radia 24 Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych. (Krzysztof Rzyman, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
00'50 W tym roku będziemy mieli deficyt przekraczający 3 proc., co oznacza, że brakuje ponad 40 mld zł. Jeżeli zwiększamy wydatki na emerytury o blisko 2 mld, to o tyle zwiększamy dług publiczny – powiedział na antenie Radiowej Jedynki Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan. (Sylwia Zadrożna, Naczelna Redakcja Gospodarcza)
01'02 To dobrze, że rząd wprowadza zmianę systemową polegającą na tym, że nawet rodziny które mają niskie dochody będą mogły skorzystać z ulgi podatkowej – stwierdził na antenie Radiowej Jedynki Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan. (Sylwia Zadrożna, Naczelna Redakcja Gospodarcza)
01'23 Dlatego powinniśmy rolników objąć podatkiem dochodowym, na uproszczonych zryczałtowanych zasadach. Chodzi o to, żeby wszyscy Polacy byli tak samo traktowani przez fiskusa – zauważył na antenie Radiowej Jedynki Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan. (Sylwia Zadrożna, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
00'52 O ile pomysł waloryzacji rent i emerytur ekonomiści oceniają negatywnie, o tyle pomysł pełnego wykorzystania ulg na dzieci, zdaniem gościa Radiowej Jedynki dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek z Konfederacji Lewiatan, jest pomysłem bardzo dobrym. (Elżbieta Szczerbak, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
więcej

Łącznie te zgłoszone dzisiaj propozycje mogą kosztować dodatkowo ok. 2,5 mld zł, co stanowi ok. 0,15 proc. PKB. – Musimy bowiem liczyć nie o ile wzrosną wydatki na emerytury w przyszłym roku, tylko o ile wzrosną jeszcze po tej propozycji. Nie są to bardzo duże kwoty, ale są niebagatelne, i może trzeba by przeznaczyć je na inne cele – uważa gość Radiowej Jedynki Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku.

– Na inwestycje publiczne, w edukację, w nowe technologie. Jednak z punktu widzenia makroekonomicznego nie stanowi to wielkiego obciążenia dla budżetu, nie zwiększa znacząco długu publicznego, deficytu budżetowego, więc nie obawiałbym się jakiś negatywnych konsekwencji – dodaje ekspert.

Rząd proponuje waloryzację mieszaną

Jak powiedział premier Tusk, zostaje waloryzacja procentowa, ale jest też minimalny próg, świadczenia wzrosną co najmniej o 36 zł (dla świadczeń poniżej 3 300 zł), a to jest ważne, bo przy niskiej inflacji w przyszłym roku te świadczenia wzrosłyby o 10 zł.

– Jest to takie hybrydowe rozwiązanie, które powoduje, że na dłuższą metę zróżnicowanie emerytur powinno się zmniejszać, czyli ci co mają wyższe emerytury, otrzymają mniejsze podwyżki, a ci którzy mają niskie emerytury dostaną więcej. Więc w jakimś sensie jest to kiełbasa wyborcza – powiedział na antenie Polskiego Radia 24 Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych.

Mamy deficyt, i powiększamy go

Zdaniem Jeremiego Mordasewicza z Konfederacji Lewiatan, nie stać nas na te podwyżki. – Jeżeli rząd chce podwyższyć emerytury i renty to powinien to sfinansować poprzez likwidację przywilejów emerytalnych, a nie poprzez zwiększanie zadłużenia państwa. Premier użył określenia, że będziemy dzielić nadwyżkę, tymczasem Polska nadwyżki nie ma. W tym roku będziemy mieli deficyt przekraczający 3 proc., co oznacza, że brakuje nam ponad 40 mld zł. Jeżeli zwiększamy wydatki na emerytury o blisko 2 mld, to o tyle zwiększamy dług publiczny. Inna sytuacja miałaby miejsce wtedy, gdybyśmy powiedzieli, że ograniczamy przywileje emerytalne, które kosztują nas rocznie blisko 20 mld zł i część tych pieniędzy przeznaczymy na podwyżkę emerytur – podkreśla ekspert Lewiatana, gość Radiowej Jedynki.

Z kieszeni do kieszeni

Sytuacja finansów publicznych jest teraz lepsza niż rok temu, poprawia się powoli, ale cały czas mamy deficyt. W ubiegłym roku mieliśmy deficyt całego sektora finansów publicznych czyli i budżetu, i samorządów i systemu ubezpieczeń społecznych i różnych funduszy, które są poza budżetem.

– Oczywiście nie mamy żadnych nadwyżek. Mówimy o kwocie ok. 2 mld, która w skali całego budżetu nie jest gigantyczną i nie wiemy, czy rząd postanowił zwiększyć deficyt, czy też znalazł oszczędności w innych miejscach systemu, ale nie chce o nich mówić, bo są np. wrażliwe politycznie. System finansów publicznych to system tysięcy kieszeni, gdzie się wkłada i możliwe, że teraz nastąpiło jakieś przesunięcie z jednej kieszeni, do kieszeni „emerytury” – zastanawia się Ignacy Morawski.

Ekspert negatywnie ocenia majstrowanie przy wysokości emerytur. Jest bowiem zasada waloryzacji emerytur i takie dowolne odchodzenie od niej, bez jakiegoś szczególnego powodu, chociaż tylko częściowe odejście (przypomnijmy, że emerytury rosną o wskaźnik inflacji plus 1/5 realnego wzrostu płac, a ponieważ inflacja spadła, to zdecydowano, że trochę się podniesie ten wskaźnik waloryzacji) burzy cały system, a to nie jest bezpieczne.

Ulga na dzieci jeszcze w tym roku

Na pewno zawsze ulgi na dzieci można ocenić pozytywnie, szczególnie dla tych rodzin, które mają więcej niż 2 czy 3 dzieci. Każdą rodzinę ma być stać na pełne wykorzystanie ulgi podatkowej. Jest ona odliczana od podatku. Czyli jeśli ktoś ma zapłacić niższy podatek niż wynosi przysługująca mu ulga  – to traci na tym. Po zmianie wszyscy płacący podatek PIT mogliby w całości wykorzystać ulgę na dzieci. Brakującą kwotę wyrówna budżet państwa, a  koszt wyniesie 1 mld 100 mln zł. Dodatkowo mają wzrosnąć ulgi na trzecie i kolejne dziecko, o 20 proc.

– To dobry ruch – twierdzi Jeremi Mordasewicz.  – Już od dawna zwracaliśmy uwagę, że sytuacja rodzin wielodzietnych jest znacznie gorsza niż emerytów i rencistów. I powinniśmy więc pomóc rodzinom wychowującym dzieci, szczególnie wielodzietnym. To dobrze, że rząd wprowadza zmianę systemową, polegającą na tym, że nawet rodziny, które mają niskie dochody, będą mogły skorzystać z ulgi podatkowej. Dotychczas nie miały od czego odliczyć podatków, a  w tej chwili będą dostawały do ręki gotówkę za niewykorzystaną ulgę. To brzmi w sposób skomplikowany, ale sprowadza się do tego, że rodziny, które nie mają dostatecznych dochodów, aby sfinansować składkę zdrowotną i podatki dochodowe, nie mogły odliczyć ulgi na dzieci. W nowym rozwiązaniu, rodzina, która nie ma od czego odliczyć tej ulgi, dostanie pieniądze z urzędu skarbowego i to jest dobre systemowe rozwiązanie – podkreśla Mordasewicz.

I jak dodaje na antenie radiowej Jedynki dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Konfederacji Lewiatan: – Trzeba to traktować jak inwestycję, z której wszyscy będziemy kiedyś korzystać. Bo wprowadzenie ułatwień dla rodzin, czyli m.in. możliwość pełnego wykorzystania ulg na dzieci, ma w założeniu poprawić przyrost demograficzny.

Zmiany, ale nie systemu

Rząd będzie więc wypłacał, stosowany np. w Wielkiej Brytanii,  tzw. tax credit, wspierający osoby wychowujące dzieci i młodzież.

– To jest na pewno lepiej, że będzie można otrzymać dodatkowy zasiłek, od państwa. Jeśli dopłata do ulgi ma być elementem polityki społecznej, pomagania rodzinom ubogim posiadającym dzieci, to powinno to być silniej skupione na tych  ubogich gospodarstwach, ponieważ ta propozycja tylko poszerza dostępność ulgi dla osób ubogich, te lepiej zarabiające nie tracą – komentuje rządowe propozycje na antenie Polskiego Radia 24 Piotr Lewandowski, prezes IBS.

Zdaniem premiera, na tej zmianie skorzysta 52 proc. podatników z trójką dzieci, czyli ok. 1 mln 200 tys. rodzin. Rodzina z trójką dzieci, którą utrzymuje ojciec zarabiający 1,7 tys. zł – otrzyma 4,2 tys. zł zwrotu.

– To na pewno dobry ruch, ale pojawia się pytanie, podobnie jak przy waloryzacji emerytur – czy działamy systemowo, czy budujemy jakiś system, który pozwoli osiągnąć założone cele, czy reagujemy na sondaże? Można zaakceptować taką logikę polityczną, że potrzebna jest jakaś kiełbasa wyborcza, ale to jest bardziej taki kabanos wyborczy – ocenia główny ekonomista BIZ Banku.

Rolnicy nie skorzystają

Brak systemowego podejścia dotknie także rolników, ponieważ zmiany  dotyczą tylko osób płacących podatek dochodowy. Z ulgi prorodzinnej nie będą mogli skorzystać rolnicy, bo nie płacą podatku dochodowego, co przypomina Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

– Rozwiązanie, które zaproponował rząd, będzie dotyczyło wszystkich osób, które płacą podatki dochodowe. Co oznacza, że nie dotyczy rolników, i to jest zrozumiałe, ponieważ rolnicy płacą znikomy podatek gruntowy. Mało tego, nie płacą w zasadzie składek zdrowotnych, czyli wszyscy inni podatnicy składają się na leczenie rolników. Dlatego też powinniśmy rolników objąć podatkiem dochodowym, na uproszczonych zryczałtowanych zasadach, tak żeby nie musieli prowadzić skomplikowanej księgowości. Chodzi o to, żeby wszyscy Polacy, niezależnie w jakim zawodzie pracują, byli tak samo traktowani przez fiskusa, aby w takim samym stopniu partycypowali w kosztach utrzymania państwa. Dzisiaj tak nie jest, rolnicy mają odrębny system, można powiedzieć, że nie przykładają się tak jak inne grupy zawodowe do współfinansowania wspólnych państwowych wydatków. Dlatego też żałuję, że nie padła deklaracja o objęciu rolników podatkiem dochodowym, i wtedy oczywiście ulgi w tym podatku byłyby zaadresowane również do rodzin rolniczych. Ale trudno dawać komuś ulgę w podatku, skoro ten ktoś podatku dochodowego nie płaci – komentuje ekspert z Lewiatana.

A raczej o propozycji objęcia rolników podatkiem dochodowym trzeba zapomnieć w tej kadencji Sejmu, przed wyborami parlamentarnymi.

Gdzie szukać finansowania

W finansach mamy deficyt, i pytanie brzmi czy ten deficyt będziemy ograniczać wolniej czy szybciej. Są problemy z Rosją na Wschodzie, z koniunkturą na Zachodzie, więc może lepiej ograniczyć tempo zmniejszania deficytu, żeby wspomóc gospodarkę.

– Ja uważam, że należałoby utrzymać proces konsolidacji fiskalnej, a ciężar wspierania rozwoju gospodarczego powinien leżeć na barkach banku centralnego, który powinien obniżyć stopy procentowe, jeżeli widzi, że zwalnia wzrost gospodarczy. Natomiast w obszarze finansów publicznych, powinniśmy zmierzać do ograniczenia deficytu, ponieważ mamy ten deficyt dość wysoki – uważa ekspert z BIZ Banku.

Powinniśmy mieć zbilansowany budżet po to, żeby móc z całą mocą odpowiedzieć polityką fiskalną w sytuacji naprawdę dużego kryzysu. Kto wie, czy za 5–10 lat nie wystąpi silny kryzys i będziemy potrzebowali zwiększyć deficyt.

– Dlatego w sytuacji, kiedy mamy takie dość drobne spowolnienie, które nie uderza w nas tak mocno jak kryzysy z roku 2008 czy 2012, a wzrost gospodarczy utrzyma się w okolicy 3 proc., to nie potrzeba nadzwyczajnych działań. Zwłaszcza, że w przyszłym roku zaczną płynąć pieniądze europejskie, i gospodarka uzyska wsparcie ze względu na nieco większe inwestycje publiczne – prognozuje Ignacy Morawski.

Budżet rozstrzygnie wątpliwości

Ministerstwo Finansów zaproponuje w projekcie budżetu na 2015 r. wzrost PKB na poziomie 3,4 proc. oraz średnioroczną inflację zbliżoną do prognoz NBP – powiedział minister finansów Mateusz Szczurek. NBP zakłada inflację w przyszłym roku na poziomie 1,4 proc. W 2015 roku resort finansów spodziewa się deficytu w wysokości 2,7 proc. PKB, co w ocenie przedstawicieli resortu, powinno skutkować uchyleniem procedury nadmiernego deficytu w 2016 roku.

– I wracamy do tego, co tak naprawdę zostało dzisiaj w Sejmie powiedziane. Mamy wyższe wydatki, ale nie wiadomo jak to będzie sfinansowane, może zostaną obcięte inne wydatki i tak naprawdę wpływ na budżet tego wszystkiego będzie zerowy – podkreśla Morawski.

Dzisiaj poznaliśmy tylko jedną stronę medalu, jak będzie budżet we wrześniu, to poznamy drugą.

Robert Lidke, Krzysztof Rzyman, Sylwia Zadrożna, Małgorzata Byrska


''


 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Waloryzacja rent i emerytur: bez nowelizacji konstytucji nie można zmienić zasad

27.06.2014 22:35
Minister pracy proponuje kwotową waloryzację emerytur i rent, co oznacza, że każdy emeryt, niezależenie od wysokości świadczenia otrzymałby podwyżkę w tej samej kwocie. Argumentem za takim rozwiązaniem jest zasada solidaryzmu społecznego. A co z poczuciem sprawiedliwości?
Musimy sami dodatkowo oszczędzać na swoją przyszłą emeryturę.
Musimy sami dodatkowo oszczędzać na swoją przyszłą emeryturę. Foto: Glow images/East News
Posłuchaj
10'26 Zasady waloryzacji nie powinny być wpisane do ustawy zasadniczej. Ponieważ w konstytucji jest zapisane to, co najważniejsze, czyli że każdy obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego – powiedział w Radiowej Jedynce Piotr Arak z Polityka Insight.(Krzysztof Rzyman, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
09'32 Przeciętna emerytura to ok. 2 tys. zł, to znacznie mniej niż średnie wynagrodzenie, ale niestety będzie jeszcze gorzej – mówił w Polskim Radiu 24 Jarosław Sadowski z Expandera. (Justyna Golonko, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
00'23 Bez zmiany konstytucji nie jesteśmy w stanie wprowadzić waloryzacji kwotowej. A jak zachowają się posłowie – zastanawia się w Radiowej Jedynce min. Władysław Kosiniak-Kamysz.(Elżbieta Mamos, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
00'37 W roku 2012 mieliśmy sytuację trochę inną, kiedy rząd zdecydował się na wprowadzenie jednorazowej waloryzacji kwotowej – przypomina w Radiowej Jedynce min. Władysław Kosiniak-Kamysz.(Elżbieta Mamos, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
00'37 Teraz jest propozycja pójścia o krok dalej, zmiany konstytucji, żeby na stałe wprowadzić mechanizm waloryzowania jedną kwotą – wyjaśnia w Radiowej Jedynce min. Władysław Kosiniak-Kamysz.(Elżbieta Mamos, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
01'02 Ktoś, kto wpłacił składek dwa razy więcej, dostanie dwa razy większą emeryturę. I powinien ją zachować przez cały okres jej pobierania, a nie tylko na starcie – podkreśla w Radiowej Jedynce Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.(Justyna Golonko, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
01'20 Gdybyśmy waloryzację kwotową prowadzili przez kilkanaście lat, to emerytury by się prawie zrównały – powiedział w Radiowej Jedynce Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.(Justyna Golonko, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia)
więcej

Ponad 9,5 mln emerytów, rencistów i osób pobierających świadczenia przedemerytalne może mieć inaczej naliczane świadczenia, jeśli zostanie zaakceptowany projekt PSL, by wprowadzić kwotową waloryzację rent i emerytur.

Zgodnie z sejmowym Leksykonem budżetowym: wskaźnik waloryzacji to średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w poprzednim roku kalendarzowym, zwiększony o co najmniej 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim roku kalendarzowym (aut. Bożena Kłos).

Do 1996 roku mieliśmy waloryzację płacową. Jak wyjaśnia w serwisie gospodarka.polskieradio.pl Dawid Samoń, ekspert z Forum Obywatelskiego Rozwoju: – W 1996 roku ustalono, że do niej będzie dodawana kwota ustalana w budżecie. W 1999 roku zmieniono znowu zasady i do teraz mamy waloryzację cenowo-płacową.

Eksperci: waloryzacja kwotowa doprowadzi do biedy wielu emerytów

Kolejną zmianę przypomina gość Radiowej Jedynki, Piotr Arak z centrum analitycznego Polityka Insight. – Już w 2012 roku mieliśmy kwotowo waloryzowane emerytury, wtedy podniesiono je o 71 zł dla każdego emeryta, niezależnie od wysokości świadczenia. Dlatego osoby, które miały niższe emerytury dostały w zasadzie wyższą waloryzację od tej, która wynikałaby z poprzednio obowiązującego wskaźnika. Natomiast, emeryci którzy mieli wyższe świadczenia, dostali pieniędzy mniej.

Dziś  najniższe świadczenia, wynoszące 831 zł brutto pobiera z ZUS około 470 tys. emerytów i rencistów. Do tego dochodzi kilkaset tysięcy osób ubezpieczonych w KRUS.

Co jest ważniejsze: solidaryzm czy poczucie sprawiedliwości

Trybunał Konstytucyjny uznał w 2012 roku, że takie zmiany (kwotowa podwyżka) są zgodne z konstytucją, ale jedynie incydentalnie. Jednak pięciu sędziów miało odrębne zdanie i uznali oni, że kwotowa waloryzacja narusza zasadę równości wobec prawa.

Minister pracy Kosiniak-Kamysz odpiera zarzuty, że ten sposób waloryzacji jest szkodliwy i niesprawiedliwy oraz, że jeśli wszyscy dostają po równo, to nie jest to fair.

– Takie zdania padały, padają też dzisiaj, przy procentowej waloryzacji, że dla tych najniższych emerytur to podniesienie o 2 proc. czy 2,5 proc. – to jest bardzo niewiele, czasem tylko kilkanaście złotych, przy bardzo niskich emeryturach. Pamiętajmy jednak, że oprócz różnych zasad, które są w systemie emerytalnym, jedną z nich jest solidaryzm społeczny. Na bazie tej zasady zaproponowaliśmy w 2012 roku epizodyczną ustawę o waloryzacji kwotowej. Teraz jest propozycja pójścia o krok dalej, zmiany konstytucji, żeby na stałe wprowadzić mechanizm waloryzowania jedną kwotą – wyjaśnia Władysław Kosiniak-Kamysz.

Obecnie waloryzacja co roku odbywa się na zasadzie podniesienia emerytury o wartość inflacji i o przynajmniej 20-proc. wzrost płac.  – W roku 2012 mieliśmy sytuację trochę inną, kiedy rząd zdecydował się na wprowadzenie jednorazowej waloryzacji kwotowej. Nie o wartość procentową podnosiła się w marcu emerytura, tylko o wartość kwotową, taką samą dla wszystkich emerytur, niezależnie od ich wysokości – przypomina minister pracy. – Do każdego systemu emerytalnego budżet państwa sporo dopłaca. Sposób wyliczania kwoty do podziału na poszczególne świadczenia pozostawałby niezmienny. To dalej byłaby inflacja, gdyż musi być jakaś podstawa do wyliczenia tej kwoty, i wzrost płac, tylko byłby inny mechanizm podziału – dodaje Kosiniak-Kamysz.

Zdaniem eksperta z Polityka Insight, zasady waloryzacji nie powinny być jednak wpisane do ustawy zasadniczej. To zbyt drobiazgowa regulacja. Ponieważ w konstytucji jest zapisane, to co najważniejsze, czyli że każdy obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego. Natomiast szczegóły ma określić ustawodawca.

Kwotowo, procentowo, a może według dochodów

Solidaryzm społeczny jest istotny, ale może lepiej poszukać innego rozwiązania?

– Emerytury są waloryzowane tzw. inflacją emerycką, czyli wzrostem cen tych produktów, które najczęściej kupują emeryci. A przecież niekoniecznie każdy emeryt kupuje te same produkty – podkreśla Piotr Arak.

Tę listę produktów co roku określa GUS i oblicza inflację. Z kolei tzw. koszyki zakupowe zależą od wysokości emerytury. Stąd też inflacja tych produktów jest różna. Nawyki zakupowe są różne i budżety są zróżnicowane. – Można oczywiście  podzielić emerytów ze względu na grupy dochodowe, i na tej podstawie określić wskaźnik inflacji. GUS ma do tego narzędzia, ZUS też ma wszystkie dane. Wówczas, na tej właśnie podstawie waloryzować emerytury tych grup, co byłoby sprawiedliwe – wyjaśnia  ekspert z centrum Polityka Insight.

Podział dotyczyłby np. osób otrzymujących świadczenia do 1000 zł, do 1500 zł, powyżej 3000 zł. Należałoby utworzyć kilka grup, dla każdej wyliczyć wskaźnik inflacji związany z zakupami, i na tej podstawie waloryzować świadczenia. Tym, którzy mają najmniejsze, dać największą podwyżkę. – Ponieważ u nich inflacja byłaby największa – dodaje ekspert.

– Jeżeli ktoś ma dochody na poziomie 2 tys. zł w gospodarstwie domowym, i jest to np. grupa 2 emerytów, to najwięcej będą wydawać na koszty związane z energią, a energia jest dosyć wysoko inflacyjna, gdyż rosną ceny energii, opłat za światło, i z tego powodu waloryzacja ich emerytur powinna być wyższa. Uważam, że takie rozwiązanie byłoby sprawiedliwe i zgodne z konstytucją. Nie trzeba by zmieniać art. 67,  który dotyczy prawa do zabezpieczenia społecznego – uważa Piotr Arak.

Po dziesięciu latach emeryt z waloryzacją procentową miałby więcej

– Waloryzacja kwotowa emerytur jest sprzeczna z celem waloryzacji, czyli zabezpieczeniem siły nabywczej wypłacanych świadczeń – mówi Dawid Samoń, ekspert FOR. Jak tłumaczy, może ona prowadzić do sytuacji, w której emeryci o początkowo wyższych świadczeniach, z czasem będą mogli kupować coraz mniej produktów lub usług.

Ekspert obrazuje swoją tezę na przykładzie dwóch emerytów, z których jeden ma waloryzowane świadczenie procentowo, a drugi kwotowo, przez 10 lat. Model przewiduje w obu wypadkach emeryturę wyjściową wynoszącą tyle samo – czyli 2 tys. zł.

W przypadku waloryzacji kwotowej przyjmujemy, że świadczenie rośnie corocznie o 50 zł. Jak wynika z wyliczeń, waloryzacja procentowa daje po 10 latach miesięczne świadczenie w wysokości 2642,70 zł, a w przypadku waloryzacji procentowej – 2839,10 zł. To duża różnica, ok. 200 zł.

Wariant kwotowy: kto skorzysta

Na jednakowej, przyznawanej w równej wysokości waloryzacji najwięcej skorzystają osoby o najniższych emeryturach, m.in. rolnicy.

–  W obecnym systemie emerytalnym nie ma możliwości zmiany waloryzacji proporcjonalnej, tzn. tej która zabezpiecza nas przed inflacją – na waloryzację kwotową  czyli wzrost każdemu po równo. Dzisiaj, tylko w systemie rolniczym KRUS, mamy emerytury bardzo mało zróżnicowane. Można powiedzieć, że tam jest taka „emerytura państwowa”, gdyż rolnicy finansują tylko kilka procent swojej emerytury, a 90 proc. dokłada państwo. Jest ona niska i prawie dla wszystkich równa. W ich przypadku, waloryzacja kwotowa i proporcjonalna, niewiele by się różniła. Jednak skoro przyjęliśmy zasadę, że wysokość naszej emerytury zależy od tego, jak długo płaciliśmy składki i jak wysokie, jak późno przejdziemy na emeryturę, czyli jak długo będziemy tę emeryturę pobierać, to zrozumiałe, że ktoś, kto wpłacił składek dwa razy więcej, dostanie dwa razy większą emeryturę. I powinien zachować tę dwa razy większą emeryturę przez cały okres jej pobierania, a nie tylko na starcie. I dlatego potrzebujemy waloryzacji proporcjonalnej – podkreśla w Radiowej Jedynce Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

Czy waloryzacja kwotowa może zniechęcić do dłuższej pracy

Waloryzacja kwotowa zmniejsza również zachęty (wbudowane w obecny system) do dłuższej aktywności zawodowej.

– Proponowane zmiany ograniczają pozytywny wpływ dłuższej i bardziej produktywnej aktywności na rynku pracy – na wysokość emerytury. W połączeniu z możliwością wcześniejszego wyjścia z rynku pracy (emerytury częściowe) będzie to negatywnie oddziaływać na aktywność zawodową – uważa ekspert z FOR.

Już obecnie osoby, które zarabiają więcej niż 2,5-krotność średniej krajowej nie odprowadzają składek zabezpieczenia społecznego. Mamy więc pewien odsetek osób, które są zwolnione od płacenia większej liczby składek.  – Pamiętajmy także, że przedsiębiorcy też są częściowo zwalniani od płacenia składek zabezpieczenia społecznego, jak również młode osoby zatrudniane w ramach rządowych programów pomocy – dodaje Piotr Arak.

III. filar niezbędny

Przeciętna emerytura to prawie 2 tysiące złotych miesięcznie. To znacznie mniej niż średnie wynagrodzenie, ale niestety będzie jeszcze gorzej, dlatego też, jak mówi w Polskim Radiu 24 Jarosław Sadowski, ekspert Expandera:  – Musimy sami dodatkowo oszczędzać na swoją przyszłą emeryturę. Obecne świadczenia to ok. 60 proc. ostatniego wynagrodzenia, natomiast w przyszłości to może być nawet tylko 30 proc., głównie dotyczy to obecnych 20–30-latków. Dlatego zwłaszcza oni powinni zadbać sami o swoje emerytury, jeśli chcą utrzymać określony poziom życia, do którego się przyzwyczaili – podkreśla Sadowski.

Od czego zacząć oszczędzanie

Oszczędności trzeba podzielić na krótkoterminowe, z których możemy finansować bieżące zakupy, i długoterminowe. Tych ostatnich nie ruszamy, chyba że coś nadzwyczajnego się wydarzy, ponieważ to jest właśnie nasz dodatek do przyszłych świadczeń emerytalnych. Przyjmuje się, że średnio należy odkładać ok. 20 proc. otrzymywanego wynagrodzenia, ale już 10 proc. może nam zapewnić lepszą emeryturę.

Wśród wielu produktów finansowych, które mogą posłużyć gromadzeniu środków na dodatkową emeryturę, możemy wybrać m.in. IKE, czyli indywidualne konto emerytalne, oraz IKZE – indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego. Można skorzystać także z ubezpieczenia na życie i dożycie, produktów strukturyzowanych, czy też z funduszy inwestycyjnych. Najważniejsze – by zacząć oszczędzać, i zrobić to jak najszybciej.

Zwłaszcza, że  rządowe prognozy podwyżki emerytur dla seniorów w 2015 roku nie napawają optymizmem. Przy założeniu, że wyniesie ona 2,02 proc., najubożsi emeryci otrzymają zaledwie niecałe 14 zł miesięcznie więcej.

Małgorzata Byrska

Współpraca: Krzysztof Rzyman, Justyna Golonko, Elżbieta Mamos, Jarosław Krawędkowski, Arkadiusz Ekiert

''

Czytaj także

Emerytury: w 2015 r. zapowiada się groszowa waloryzacja. Przez deflację

17.08.2014 08:11
W lipcu dowiedzieliśmy się, że w Polsce mamy deflację, oznaczającą rzeczywisty spadek cen. Wielu ekspertów prognozuje, że ten stan potrwa kilka miesięcy, a to oznacza, że emeryci i renciści muszą się liczyć z o połowę mniejszą niż w tym roku, waloryzacją emerytur i rent. Ci, którzy otrzymują np. 1000 zł, dostaną 8 zł podwyżki.
Emeryci pokazują zestawienia emerytalne w ZUS
Emeryci pokazują zestawienia emerytalne w ZUSFoto: Glow Images/East News
Posłuchaj
02'59 Jak przełoży się tegoroczna deflacja na waloryzację emerytur i rent w 2015 r tłumaczy Rafał Sadoch z Plus Banku. /Dominik Olędzki, naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia/.
więcej

– Deflacja, z którą mamy obecnie do czynienia, będzie miała wpływ na waloryzację rent i emerytur w 2015 roku - mówi Rafał Sadoch z Plus Banku. Przypomina, że wskaźnik waloryzacji zależy, po pierwsze, od inflacji sprzed roku, i od jednej piątej wzrostu wynagrodzeń w polskiej gospodarce.

Waloryzacja: jak ja obliczyć >>>

Inflacja w tym roku wyniesie ok. zera. A to podstawowy wskaźnik waloryzacji

Wczoraj poznaliśmy dane o inflacji i po raz pierwszy w najnowszej historii mamy ujemny wzrost cen. Prawdopodobnie ten stan utrzyma się do końca tego roku.

Zobacz, co to jest deflacja i co oznacza w praktyce >>>

– Gdy przypomnimy sobie z końca czerwca założenia rządowe do przyszłorocznej waloryzacji, to szacunki mówiły o ok. 2 procentach. Tymczasem mamy do czynienia z deflacją, i można przyjąć, że zakładana przez rząd średnioroczna inflacja w 2014 r. na poziomie 1,5 procent jest już nierealna. Ten wskaźnik może wynieść ok. zera – mówi Sadoch.

Waloryzacja emerytur w 2015 r. wyniesie 0,8 proc. Przy tysiącu złotych - to 8 złotych

– A o oznacza, że przyszłoroczny wskaźnik rent i emerytur zależeć będzie tylko od jednej piątej realnego wzrostu wynagrodzeń. Patrząc na tegoroczne dane dotyczące wskaźnika wzrostu wynagrodzeń – gdy wyniósł on. 4 proc., to jedna piąta wynosi 0,8 procent – mówi ekspert.

GUS: w lipcu ceny spadały, mamy deflację. To dobra wiadomość dla konsumentów, ale nie na długo >>>

Przypomina, że w 2014 r. emerytury i renty zostały zwaloryzowane w wysokości 1,6 proc. Można więc przyjąć, że waloryzacja w 2015 roku będzie o połowę niższa i wyniesie 0,8 proc. Przy emeryturze wynoszącej 1000 zł oznacza to 8 zł podwyżki.

Emeryci w tym roku zyskali, w przyszłym roku już nie

Jak jednak zauważa ekspert, o ile przyszłoroczna waloryzacja będzie oznaczała dla emerytów minimalny wzrost świadczeń, to w tym roku zarobili – mamy bliską zera inflację, a emerytury wzrosły o 1,6 proc.

Przy deflacji powinny maleć emerytury

Ekspert zauważa jednocześnie, że przy występującej deflacji świadczenia powinny również maleć. Tak się dzieje w Grecji czy Portugalii, gdzie mamy do czynienia z zamrożeniem waloryzacji od kilku lat. Jednak jego zdaniem, do takiej sytuacji w Polsce nie dojdzie, gdyż w przyszłym roku czekają nas wybory, a emeryci i renciści to najlepsi wyborcy. I politycy doskonale o tym wiedzą.

Dominik Olędzki, jk

Czytaj także

Tusk zapowiada duże zmiany w waloryzacji emerytur i rent. Najniższa podwyżka 36 zł

27.08.2014 22:25
Rząd zaproponuje, by minimalny wzrost emerytur i rent w 2015 roku wyniósł 36 zł - zapowiedział w środę premier Donald Tusk, przedstawiając w Sejmie plany rządu na najbliższe miesiące.
Premier Donald Tusk w Sejmie
Premier Donald Tusk w SejmieFoto: PAP/Paweł Supernak
Posłuchaj
00'25 Premier Donald Tusk: minimalna wysokość podwyżki emerytury lub renty w 2015 roku to 36 zł (IAR)
00'27 Premier Donald Tusk o priorytetach rządu (IAR)
00'52 Premier Donald Tusk zapowiada wsparcie emerytów i rodzin z dziećmi - relacja Tomasza Majki z Sejmu (IAR)
więcej

Jak ocenił szef rządu, "to oczywiście jest ciągle mało", ale - jak podkreślił - w porównaniu z planowanym do tej pory wzrostem świadczeń na poziomie 10 zł, proponowany przez rząd wzrost przynajmniej w jakimś stopniu powinien zadośćuczynić trudy życia codziennego polskim emerytom i rencistom.

Świadczenie dotyczyłoby emerytów i rencistów, których świadczenie byłoby niższe niż 3300 złotych.

Źródło: Sejm/x-news

Minimalna podwyżka emerytur i rent to 36 zł
Premier powiedział, że rząd szukał na 2015 r. rozwiązania, które pozwoli zachować reguły konstytucyjne i wskazania Trybunału Konstytucyjnego, ale jednocześnie pozwoli zwiększyć wymiar waloryzacji dla emerytów i rencistów, którzy mają najniższe świadczenia.
Dodał, że rząd proponować będzie Sejmowi przyjęcie wariantu, w którym zachowana zostanie procentowa waloryzacja, ale - jak mówił - przy określeniu, że będzie to "nie mniej niż"; rząd zaproponuje dwukrotne zwiększenie globalnej kwoty waloryzacji, co będzie oznaczało, że minimalny wzrost świadczenia wyniesie 36 zł.
Na pierwszym po wakacjach posiedzeniu Sejmu premier przedstawia plany rządu do końca kadencji.

Premier: będziemy proponowali zwiększenie ulgi na 3 i kolejne dzieci o 20 proc. >>>

Źrodło: Sejm/x-news

Ustawa ws. zmiany waloryzacji rent i emerytur do Sejmu
Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz zapewnił we wtorek, przedstawiając priorytety swojego resortu, że do Sejmu już wkrótce trafi ustawa w sprawie zmiany waloryzacji rent i emerytur w roku 2015. Ma zostać zachowana waloryzacja procentowa, a minimalny wzrost świadczenia to 36 złotych. Projekt ustawy jeszcze w tym tygodniu zostanie skierowany do konsultacji społecznych.

- Podstawowym zadaniem, które zostało nakreślone w wystąpieniu pana premiera, jest jak najszybsze przedstawienie Wysokiej Izbie nowego sposobu waloryzacji rent i emerytur na rok 2015, tak zwanej waloryzacji mieszanej: kwotowo-procentowej, bazującej na wskaźniku waloryzacji powiększonym o wydatek z budżetu państwa sięgającym 1 mld 700 mln zł, uzupełniający do kwoty 36 zł minimalny poziom waloryzacji rent i emerytur - mówił Kosiniak-Kamysz.
"Na waloryzacji nikt nie straci"
Zapewnił, że nowe warunki będą korzystniejsze dla wszystkich ubezpieczonych w KRUS, dla 92 proc. pobierających świadczenia z FUS, a przy tym nikt na tym sposobie waloryzacji nie straci. - Ci, którzy pobierają nawet wyższe świadczenia, uzyskają je w takim samym systemie jak dotychczas, czyli waloryzacji procentowej - podkreślił Kosiniak-Kamysz.
Zwrócił uwagę na zysk w przypadku świadczeń socjalnych; jak podkreślił np. w przypadku renty socjalnej wzrost następowałby tylko o ok. 7 zł, a emerytury minimalnej - o 9 zł; po wprowadzeniu zmian nie będzie niższy niż 36 zł.

Roczny koszt waloryzacji szacowany jest na 3 mld 600 mln zł
Jak dodał, roczny koszt waloryzacji na nowych zasadach szacowany jest na 3 mld 600 mln zł.
- Dziś wszyscy potrzebujemy poczucia bezpieczeństwa, również w obszarze pracy. Wysoka Izba zajmuje się projektem dotyczącym oskładkowania zbiegów umów-zleceń oraz członków rad nadzorczych; kolejna prepozycja to zmiany w kodeksie pracy. Nie może być tak, że umowa na czas określony jest umową wieczną. Ograniczymy maksymalną długość trwania umów na czas określony do 36 miesięcy, zrównamy również sposób i czas wypowiedzeń dla umów na czas określony z umowami na czas nieokreślony. To zwiększy stabilizacje zatrudnienia - mówił minister.

Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale komentuje zapowiedzi rządu.

Źródło: TVN24 Biznes i Świat/x-news

IAR/PAP, awi

Czytaj także

Eksperci: prorodzinne i senioralne propozycje premiera trafne, ale mało realne

27.08.2014 16:31
Trafne ale trudne do zrealizowania. Tak propozycje premiera w sprawie polityki prorodzinnej oraz waloryzacji rent i emerytur ocenia ekspert Uniwersytetu III Wieku.
Premier Donald Tusk w Sejmie
Premier Donald Tusk w SejmieFoto: PAP/Paweł Supernak
Posłuchaj
00'25 Irena Koszewska z SGH ocenia zapowiedziane przez premiera zmiany w waloryzacji emerytur i rent (IAR)
00'24 Irena Koszewska z SGH o podniesieniu ulgi na dzieci (IAR)
więcej

Irena Koszewska z SGH mówi, że przy dotychczasowej waloryzacji emeryci nie zyskaliby nic z powodu deflacji, natomiast ustalenie waloryzacji procentowej z uwzględnieniem kwoty granicznej może dać im realną korzyść, szacuje, że będzie to średnio 30 złotych na każdego emeryta. W ocenie Ireny Koszewskiej jest to plus dla rządu.

Donald Tusk obiecuje zmiany w waloryzacji emerytur i rent. Będzie podwyżka w 2015 r. >>>

Premier zaproponował też zwrot ulgi na dziecko tym rodzinom, które nie mogą jej wykorzystać z powodu niskich dochodów, oraz podwyższenie ulg na kolejne dzieci w rodzinie.

Ekspertka Uniwersytetu III Wieku ma wątpliwości, czy będzie to skutecznie zwiększało chęć posiadania dzieci w dłuższej perspektywie. Jednak w krótkim czasie może spowodować wzrost dzietności - podobnie jak wydłużenie urlopów macierzyńskich do roku - mówi Irena Koszewska.

Donald Tusk: o 20 proc. większe ulgi na 3 i kolejne dziecko >>>

Zaznacza, że w pierwszym okresie takie zmiany są wyczekiwane i decydują się na skorzystanie z nich przede wszystkim te osoby, które dobiegają wieku granicznego pod względem możliwości urodzenia dziecka.
Irena Koszewska uważa, że propozycje premiera są korzystne i dla seniorów, i rodzin z dziećmi, ale premierowi trudno może być przekonać parlamentarzystów, zwłaszcza opozycyjnych do sfinansowania takich wydatków z budżetu.

Źródło: Sejm/x-news

IAR, awi

Czytaj także

Gospodarka łaknie wyborów. I to jak najczęściej

27.08.2014 16:50
Znowu mamy do czynienia z polskim cudem – wystarczyło tylko godzinne przemówienie premiera, i trochę dłuższe jego ministrów, aby problemy na które przez lata nie było pieniędzy, poparcia społecznego czy pomysłu – nagle uległy rozwiązaniu.
Jarosław Krawędkowski
Jarosław Krawędkowski

W dodatku dobre wieści dotyczą emerytów, rencistów, pracowników na umowach śmieciowych, górników, wielodzietnych rodzin, rolników i chociażby ekologów. A właściwie wszystkich, którzy mają problemy.

Emeryci i renciści dowiedzieli się, że przyszłoroczna podwyżka świadczeń będzie wyższa, bo rząd zmienia zasady waloryzacji,  i zamiast 8 zł – dostaną aż 36 zł.

Rodziny z dziećmi odliczą pełną ulgę podatkową na swoje pociechy. Niezależnie czy zarabiają mało, czy dużo. A to oznacza, że najbiedniejszym fiskus dołoży (nie zabierze – a dołoży sic!), np. zamiast 400 zł, dostaną do kieszeni  ponad 4 tys. zł.

Z kolei minister rolnictwa obiecuje rekompensaty dla poszkodowanych embargiem rolników, i to w dodatku  większe niż zapewnia Unia. Rolnicy mają ponadto otrzymać nowe ubezpieczenie – od ryzyka rynkowego. Małorolni będą też mogli sprzedawać własne produkty bez podatku.

Tylko świnie z regionu objętego chorobą ASF mają problem – minister zapowiada, że je właściwie do nogi wybije.

Rząd nie zapomniał też o górnikach – też mają powód do zadowolenia – wicepremier zapowiada, że zadba i skieruje popyt polskiej energetyki na polski węgiel. O jego cenie i konkurencyjnym imporcie jakoś nic nie powiedział.

A ileż radości mają podatnicy prowadzący czy rozpoczynający działalność gospodarczą – tym minister Szczurek obiecał asystenta, który nie skontroluje, ale doradzi.

Minister cyfryzacji też obiecuje. Obywatele będą mogli załatwić coraz więcej spraw urzędowych, nie wychodząc z domu, dzięki rozwiązaniom internetowym.

Lista spraw rozwiązanych jest dłuższa, ale nie zanudzajmy.

Ktoś może jednak zapytać: zaraz, zaraz, a z czego to wszystko sfinansujemy? Wszak kryzys jeszcze nie minął, mamy problem z wpływami do budżetu (deflacja), kryzys ukraiński może obniżyć wzrost naszego PKB.

Rząd ma na to odpowiedź – to wszystko z rządowych oszczędności.

A z jakich to oszczędności?

No, tego się nie dowiedzieliśmy i mam wrażenie, że raczej się nie dowiemy. Chyba, że mówiąc o oszczędnościach, ktoś myśli o „uratowanych” środkach zgromadzonych w OFE , a przekazanych, wirtualnie, do ZUS.

Przy okazji warto pamiętać o liczniku długu Balcerowicza, ten działa i wcale się nie zmniejsza. Ciekawe, ile pokaże po wyborach.

Jarosław Krawędkowski

Czytaj także

Lewiatan: zmiana waloryzacji rent i emerytur proponowana przez Tuska to zły pomysł

27.08.2014 16:57
Przyszłoroczna waloryzacja rent i emerytur o co najmniej 36 zł to zły pomysł, gdyż mocno nadszarpnie nasz budżet - oceniła główna ekonomista Konfederacji Lewiatan, Podkreśliła, że szef rządu nie poinformował, skąd będą pochodzić środki na ten cel.
Emeryt
EmerytFoto: Glow Images
Posłuchaj
00'25 Premier Donald Tusk: minimalna wysokość podwyżki emerytury lub renty w 2015 roku to 36 zł (IAR)
00'27 Premier Donald Tusk o priorytetach rządu (IAR)
więcej

Podczas środowego wystąpienia w Sejmie premier Donald Tusk poinformował, że rząd zaproponuje, by minimalny wzrost świadczenia emerytalnego i rentowego w 2015 r. wyniósł 36 zł. W tym celu wkrótce do konsultacji społecznych trafi projekt ustawy w tej sprawie.

Źródło: Sejm/x-news
Z kolei szef resortu pracy Władysław Kosiniak-Kamysz wskazywał, że tzw. waloryzacja mieszana: kwotowo-procentowa, ma kosztować dodatkowo budżet 1,7 mld zł.
Główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek wskazała, że waloryzacja mieszana miałaby polegać na tym, że renty i emerytury byłyby podwyższane według obecnie obowiązującej metodologii. Jeśli jednak podwyżka ta byłaby mniejsza niż 36 zł, to rząd "dokładałby" brakującą kwotę do tej wartości.
- Jeśli z waloryzacji według obecnie istniejącego systemu wynika, że dana osoba ma mieć podwyższoną rentę lub emeryturę o 10 zł, to dostanie 26 zł ekstra, tak aby podwyżka nie była mniejsza niż 36 zł - wskazała.
- Musimy jednak poczekać na projekt ustawy, aby przekonać się, jak dokładnie będzie to wyliczane- zaznaczyła ekonomistka.
"Wdamy więcej pieniędzy, niż stosując obecną metodologię waloryzacji"
Starczewska-Krzysztoszek negatywnie oceniła pomysł na zmianę sposobu waloryzacji. - Jest to propozycja, która spowoduje, że wydamy więcej pieniędzy, niż stosując obecną metodologię wyliczania waloryzacji, a jest to dość pokaźny wydatek, bo według słów ministra pracy sięgnie on 1,7 mld zł ekstra - mówiła.
- Jednocześnie nikt nie wskazał, skąd miałyby pochodzić środki na tę zmianę, czyli gdzie wydatki zostaną ograniczone, by można było wypłacić wyższe renty i emerytury - podkreśliła.
- Gdyby premier zapowiedział, że będą ograniczane przywileje emerytalne, czyli będziemy zmierzać w kierunku jednolitego powszechnego systemu emerytalnego, to znalibyśmy źródło środków na kwotowo-procentową waloryzację rent i emerytur. Takie zapewnienia jednak nie padły - dodała

PAP, awi