Sport

Brazylia w szoku. Skazany za brutalne morderstwo piłkarz z aresztu wraca na boisko

Ostatnia aktualizacja: 15.03.2017 09:22
Historia mrożąca krew w żyłach, budząca kontrowersje, obrzydzenie i niedowierzanie. Przypadek bramkarza Bruno Fernandesa de Souzy wzbudza falę oburzenia w Brazylii. Golkiper skazany za brutalne morderstwo wyszedł na wolność w nietypowych okolicznościach i od razu znalazł klub, który podpisał z nim kontrakt.
Bruno Fernandes das Dores de Souza
Bruno Fernandes das Dores de SouzaFoto: YouTube/Gideone Dantas

W 2010 roku - w wieku 26 lat Bruno był na szczycie swojej kariery. Po dobrych występach w Atletico Mineiro został ściągnięty do klubu z Rio De Janeiro - Flamengo, rekordzisty pod względem stanowych mistrzostw, z którym w 2009 roku Bruno mógł świętować mistrzostwo Brazylii. Utalentowany golkiper powoli ocierał się o seniorską kadrę narodową i szykował na transfer do słynnego AC Milan.

YouTube/Shalon Nascimento

Ciemna strona Bruno

Wydawało się, że życie Bruno usłane jest różami. Nic jednak bardziej mylnego. Okazało się, że bramkarz prywatnie prowadził podwójne życie. Mimo małżeństwa miał dziecko z inną dziewczyną. Wszystko wyszło na jaw, gdy jego była kochanka Eliza Samudio wytoczyła mu proces o alimenty na kilkumiesięcznego wówczas chłopca. Wtedy piłkarz pokazał swoją drugą, ciemną stronę.


Serwis specjalny
Na Spalonym.jpg
Sportowe opinie

Eliza Samudio niedługo po wniesieniu pozwu zniknęła z powierzchni ziemi. Jak później ustaliła prokuratura - Bruno dokonał zabójstwa modelki ze swoim kuzynem i przyjacielem. Kobieta była torturowana, a później zmarła w wyniku uduszenia. By ukryć ślady zbrodni - zwłoki pokrojono na kawałki i rzucono na pożarcie rottweilerom bramkarza Flamengo. Bruno przyznał się do zarzutów i został skazany na 22 lata więzienia za napaść, porwanie, torturowanie i morderstwo swojej byłej dziewczyny. Wydawało się, że już więcej nie usłyszymy o bestialskim bramkarzu. Niestety znów doszło do niespodziewanego zwrotu.

Szampan i rozpacz

W 2017 roku Bruno wyszedł na wolność ze względu na opieszałość brazylijskiego wymiaru sprawiedliwości. Piłkarz złożył apelację od wyroku skazującego, ale żaden sąd nie zdążył rozpatrzyć sprawy w ciągu ostatnich 7 lat. Z tego względu prawnicy Bruno powołali się na habeas corpus i zażądali zwolnienia z więzienia ze względu na przedłużające się aresztowanie o charakterze tymczasowym. Ich argumentację przyjął minister Najwyższego Sądu Federalnego Marco Aurelio Mello i Bruno mógł cieszyć się wolnością. A cieszył się dość hucznie - pojawiło się nawet nagranie, gdzie wraz z przyjaciółmi świętuje wyjście z więzienia, pijąc szampana.

Jeśli radość Bruno zestawiona z rozpaczą rodziny ofiary sama w sobie wzbudziła krytykę i oburzenie wielu mieszkańców Brazylii to już zakontraktowanie bramkarza skazanego za brutalne morderstwo przez jeden z tamtejszych klubów jest absolutnym szokiem. Kilka dni po opuszczeniu celi Bruno podpisał bowiem dwuletnią umowę z zespołem Boa Esporte.

Prezes klubu, który niedawno awansował do Campeonato Brasileiro Série B, odniósł się do sprawy krótko w lakonicznym oświadczeniu. Stwierdził, że Bruno odbył już swoją karę, a Boa Esporte pomaga mu w resocjalizacji poprzez zapewnienie "godziwej pracy". W komunikacie nie znalazło się ani jedne słowo odnośnie ofiary czy zbrodni, jaką popełnił nowy zawodnik, ani też fakt, że wciąż wisi nad nim kara więzienia, której odbył zaledwie 1/3.

Kibice i sponsorzy odwracają się od klubu, hakerzy atakują

Natychmiast po informacji o zakontraktowaniu Bruno - z klubu Boa Esporte wycofało się aż czterech sponsorów - Nutrends Nutrition, Grupo Gais & Silva, CardioCenter Magsul i Kanxa.

Od klubu odwróciła się też część kibiców, którzy zapowiadają bojkot, dopóki Bruno będzie piłkarzem ich ukochanej drużyny. Protesty przed stadionem zapowiedziały organizacje feministyczne, oskarżające klub o korzystanie z rozgłosu sprawy Bruno, zapominając o cierpieniach ofiary. Oficjalną stronę klubu zaatakowali nawet hakerzy, którzy w miejsce zdjęcia twarzy bramkarza wkleili maskę rottweilera (odniesienie do rzucenia zwłok Elizy Samudio na pożarcie psom):

Zespół wciąż jest jednak wspierany przez lokalne władze miasta Varginha, gdzie ma swoją siedzibę. Na dodatek część fanów nie widzi w ściągnięciu skazanego nic złego, dopóki będzie dobrze prezentował się na boisku. Niektórzy sympatycy Boa Esporte robili sobie nawet "selfie" z Bruno w roli głównej.

Kraj, który nienawidzi kobiet?

Sprawa ma znacznie szersze podłoże. Z raportu Amnesty International wynika, że w ciągu ostatniej dekady przemoc wobec kobiet zwiększyła się o 24 procent, a Brazylia w Ameryce Łacińskiej jest jednym z najgorszych krajów do życia dla młodych dziewczyn i kobiet. Instytut badawczy Datafolha alarmuje, że aż jedna na trzy kobiety w ciągu ostatniego roku doświadczyła tam przemocy werbalnej, fizycznej, bądź psychicznej. W Kraju Kawy organizowane są też ostatnio liczne protesty związane z falą gwałtów. Od 7,5 do 10 proc. kobiet w Brazylii miało doświadczyć przemocy seksualnej.

Serwis specjalny
Marcin Nowak.jpg
Marcin Nowak - blog Na Spalonym

Do dramatycznej sytuacji kobiet w Brazylii nawiązał ostatnio inny tamtejszy klub piłkarski - Cruzeiro. Piłkarze drużyny z Belo Horizonte w Międzynarodowy Dzień Kobiet (8 marca) wyszli w specjalnych koszulkach. Każdemu numerowi na nich przypisano określony problem płci pięknej. Przykładowo pod numerem "11" napisane było - "gwałt co 11 minut" (w takim czasie w Brazylii ma dochodzić do przynajmniej jednego gwałtu), a przy numerze 30 - "płace 30 proc. niższe".

Jak widać - Boa Esporte ma jednak zupełnie odmienne podejście do tego rodzaju problemów, jak wspomniane Cruzeiro. I na razie nic nie wskazuje, żeby wycofało się z zatrudnienia skazanego za morderstwo i tortury dziewczyny - Bruno.


Marcin Nowak, PolskieRadio.pl, The Guardian

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Niezwykły przypadek Carlosa Kaisera, największego piłkarskiego oszusta w historii

Ostatnia aktualizacja: 10.03.2017 10:00
24 lata kariery, w CV zapisane takie kluby jak na Botafogo, Flamengo, Fluminense czy Vasco da Gama - całkiem nieźle jak na kogoś, kto… nie potrafił grać w piłkę. Jak to możliwe, by przez tak długi czas udawać profesjonalnego zawodnika? Przedstawiamy Carlosa Kaisera, największego futbolowego oszusta w historii.
rozwiń zwiń