Sport

Ekstraklasa: Sandecja pobiła Lechię. Urodzinowy teatr jednego aktora w Gdańsku

Ostatnia aktualizacja: 18.08.2017 20:50
Chyba nie tak wyobrażali sobie mecz z Sandecją Nowy Sącz kibice Lechii Gdańsk. W spotkaniu z beniaminkiem, na własnym stadionie, jeszcze w ubiegłym sezonie pewnie w ciemno przyznaliby sobie trzy punkty. Nowy sezon to jednak nowe porządki w ekstraklasie, a Lechię "pozamiatał" Bartłomiej Dudzic.
Tak Bartłomiej Dudzic cieszył się ze swoich trafień w meczu z Lechią Gdańsk.
Tak Bartłomiej Dudzic cieszył się ze swoich trafień w meczu z Lechią Gdańsk.Foto: PAP/Adam Warżawa

Pomocnik Sandecji nie mógł sobie wymarzyć lepszego prezentu na 29 urodziny, które obchodzi 18 sierpnia. Za dwa gole, które dały sensacyjne prowadzenie zespołowi z Sądecczyzny powinien podziękować kolegom z drużyny. Dudzic bardzo trudnego zadania nie miał, bo w obu przypadkach kierował piłkę no pustej bramki z bliskiej odległości. Za pierwszym razem podawał mu Patrik Mraz, za drugim Aleksander Kolev. Od morza powiało sensacją.

Druga połowa spotkania zaczęła się od huraganowych ataków gospodarzy. Widząc ruchliwość piłkarzy Lechii, najmłodsi kibice pewnie zastanawiali się czy podczas uzupełniania płynów Lechiści nie pomylili napojów izotonicznych z sokiem z gumijagód. Do 51 minuty akcje ofensywne albo kończyły się na Michale Gliwie albo piłka lądowała na aucie bramkowym. Jeden z tak zarobionych rzutów rożnych Lechia wykorzystała. Dokładne dośrodkowanie, z których słynie Patryk Lipski, wylądowało na głowie Marco Paixao, a ten mimo asysty obrońcy zdobył swojego piątego gola w sezonie. Bramka Portugalczyka była jednocześnie jego 50. trafieniem w polskiej ekstraklasie.

Dwie minuty później mogło być 2:2, ale akcję Peszki w polu karnym zmarnował Flavio Paixao. Ostrzał bramki Sandecji nie malał i po pięciu minutach od strzelenia pierwszej bramki, na stadionie w Gdańsku mieliśmy już remis. Po ofensywnym wejściu Pawła Stolarskiego, piłka trafiła do Patryka Lipskiego. Były pomocnik Ruchu Chorzów strzelił, a lot piłki zmienił jeszcze Sławomir Peszko. W ten sposób Lipski miał już dwie asysty w tym meczu, a Lechia uciekła ze stryczka.

Sandecja po knock-downie się chwiała, a Lechia wyprowadzała kolejne ciosy. Jedna z kombinacji w wykonaniu Milosa Krasicia mogła zakończyć się dla gości zaliczeniem desek, ale ostatni cios Serb przestrzelił wysoko nad poprzeczką. I to na Lechii się zemściło. Zamroczona Sandecja szybko się otrząsnęła. W 78 minucie akcję dwóch rezerwowych Danka i Trochima skończył ten drugi, wyprowadzając gości ponownie na prowadzenie.

Do końca spotkania rozpaczliwe ataki Lechii i obrona Sandecji nie przyniosły zmiany rezultatu. Sądecczanie z Pomorza przez całą Polskę wrócą do domu z trzema punktami w kieszeni. Nad Lechią zbierają się burzowe chmury, a krzesło trenera Piotra Nowaka zaczyna robić się coraz bardziej gorące.

Radosław Mroczkowski (trener Sandecji Nowy Sącz): Bardzo się cieszymy z trzech punktów zdobytych na trudnym terenie. Scenariusz spotkania był dla nas bardzo fajny, ale do przerwy. Na początku drugiej połowy pogubiliśmy się, ale kiedy się walczy i gra z charakterem, życie potrafi to oddać. Nasz zespół musi jeszcze poprawić w ekstraklasie wiele rzeczy, w tym organizację gry, ale takie spotkania są bardzo cenne i motywują do dalszej pracy. Ten mecz kosztował nas dużo zdrowia, bo w wielu sytuacjach pewne rzeczy musieliśmy nadrabiać właśnie poświęceniem. Początek dla nas jako beniaminka jest niezwykle trudny, bo mamy wyjątkowy terminarz. Trzeba powiedzieć, że za nami sześć wyjazdów, w których potrafiliśmy zdobyć punkty. Po meczu w Gdańsku na pewno nie popadamy jednak w hurraoptymizm.

Piotr Nowak (trener Lechii Gdańsk): Zagraliśmy bardzo słabo, zwłaszcza w pierwszej połowie. Nie znaleźliśmy odpowiedniego rytmu, a na pewne rzeczy uczulaliśmy zawodników. Wszystko było rozpisane i pokazane, drużyna wiedziała jak Sandecja wyprowadza ataki, a dwie pierwsze bramki straciliśmy po takich właśnie akcjach. W drugiej połowie pokazaliśmy, że jeśli chcemy, to jesteśmy w stanie dobrze grać i strzelać gole. W pewnym momencie zwolniliśmy jednak tempo i to było dla nas zgubne. Jeśli są jakieś założenia, to trzeba je kontynuować. Mieliśmy sytuacje przy wyniku 2:2, które powinniśmy wykorzystać. Z jednej strony potrafiliśmy strzelić dwa gole w 10 minut, ale później daje o sobie znać nonszalancja, bo pewnych rzeczy nie potrafimy przewidzieć i stąd się biorą nasze błędy i stracone bramki. Jeśli dla kogoś są ważniejsze personalne ataki na mnie i na prezesa, to nie tędy droga. Wszyscy powinniśmy kibicować tym co są na placu i wspierać swoją ukochaną drużynę, a personalne ataki nie powinny mieć miejsca. W drugiej połowie naszą drużynę prowadził Adam Owen, który jest członkiem sztabu szkoleniowego. Wspólnie uznaliśmy, że tak będzie najlepiej.

Lechia Gdańsk - Sandecja Nowy Sącz 2:3 (0:2)

Bramki: 0:1 Bartłomiej Dudzic (16), 0:2 Bartłomiej Dudzic (43), 1:2 Marco Paixao (51-głową), 2:2 Sławomir Peszko (56), 2:3 Wojciech Trochim (78).

Żółta kartka - Lechia Gdańsk: Joao Oliveira, Błażej Augustyn. Sandecja Nowy Sącz: Lukas Kuban, Płamen Kraczunow, Wojciech Trochim.

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów 11 019.

Lechia Gdańsk: Dusan Kuciak - Paweł Stolarski, Błażej Augustyn, Steven Vitoria, Jakub Wawrzyniak (25. Milos Krasic) - Sławomir Peszko, Joao Nunes, Daniel Łukasik (80. Mateusz Lewandowski), Patryk Lipski, Joao Oliveira (46. Flavio Paixao) - Marco Paixao.

Sandecja Nowy Sącz: Michał Gliwa - Lukas Kuban (60. Adrian Basta), Dawid Szufryn, Płamen Kraczunow, Patrik Mraz - Bartłomiej Dudzic (72. Adrian Danek), Grzegorz Baran, Michal Piter-Bucko, Aleksandyr Kolew, Tomasz Brzyski - Filip Piszczek (52. Wojciech Trochim).

Piotr Tokarski, PolskieRadio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak