Sport

US Open 2017: Nadal triumfuje, ale Kevin Anderson też zapisuje się w historii

Ostatnia aktualizacja: 12.09.2017 19:30
Turniej US Open 2017 nie pozostawił złudzeń, kto jest obecnie najlepszym tenisistą. Lider rankingu ATP 31-letni Hiszpan Rafael Nadal w Nowym Jorku zgarnął swój 16. tytuł wielkoszlemowy w singlu mężczyzn. Swoja historię napisał jednak też finalista zawodów - Kevin Anderson.
Kevin Anderson z Rafaelem Nadalem po porażce w finale US Open 2017
Kevin Anderson z Rafaelem Nadalem po porażce w finale US Open 2017Foto: EPA/DANIEL MURPHY

Decydujący mecz na kortach Flushing Meadows przebiegł według przewidywań ekspertów. Rafael Nadal wygrał dość gładko z Andersonem 6:3, 6:3, 6:4. Łącznie w całym turnieju Hiszpan stracił zaledwie trzy sety. W finale nie był ani razu zagrożony utratą partii, a nawet własnego podania. Anderson nie miał ani jednego break-pointu przy podaniu zawodnika z Manacor. Jednak pomimo klęski w starciu z faworyzowanym Hiszpanem - gracz z RPA wpisał się do historii tenisa.

Czytaj dalej
Rafael Nadal 1200.jpg
"Król Paryża" na tronie w Nowym Jorku

Po pierwsze Kevin Anderson jest najniżej sklasyfikowanym zawodnikiem, który dotarł do finału wielkoszlemowego turnieju od czasu Australian Open 2008, czyli od niemal 10 lat i do tego - najniżej sklasyfikowanym w historii finału US Open od czasu wprowadzenia rankingów w 1973 roku. 31-latek z Johannesburga stał się też zaledwie siódmym reprezentantem RPA w historii, który dotarł do tej fazy najbardziej prestiżowych zawodów tenisowych na świecie, a trzecim w erze open (okres w tenisie ziemnym, rozpoczęty w 1968 roku, kiedy to zezwolono na udział zawodników amatorskich oraz zawodowych w każdym turnieju - amatorskim i profesjonalnym). Jest też dopiero trzecim w historii, a pierwszym w erze open finalistą US Open ze swojego kraju.

To naprawdę wielkie osiągnięcia, a przecież Kevin Anderson nigdy nie był uważany za zawodnika, który zdoła zagrać w wielkoszlemowym finale.

Potężny serwis i stabilna forma - podstawą sukcesu

Swoją przygodę z tenisem zaczynał już w wieku 6 lat. Pierwsze poważne kroki w tej dyscyplinie stawiał w Stanach Zjednoczonych, gdzie rozpoczął naukę na Uniwersytecie w Illinois. W 2007 roku przeszedł już na zawodowstwo i od tamtej pory osiąga bardzo przyzwoite wyniki.

Serwis specjalny
Na Spalonym.jpg
Dział Opinii

Na pewno zawodnik z RPA nie jest tenisistą wybitnym, ale potrafi grać niezwykle solidnie i konsekwentnie. Zwykle cichy na korcie, wycofany, niezwykle skupiony. Z racji 203 cm wzrostu obdarzony bardzo silnym serwisem (jego ulubione zagranie). Do tej pory w karierze zanotował już prawie 5500 asów. Potrafi też zagrać ładną akcję przy siatce, czy skorzystać z mocnych uderzeń z głębi kortu.

Anderson nie jest tak utalentowany, jak zawodnicy z tzw. "Big Four" (Novak Djoković, Roger Federer, Rafael Nadal, czy Andy Murray), a nawet "Big Six" (jeśli dołożymy do tego Juana Martina Del Potro i Stana Wawrinkę). Jednak regularność i stabilna forma pozwalają mu na utrzymanie miejsca w pierwszej "100" rankingu ATP nieprzerwanie od 2010 roku.

YouTube/Tennis Channel

31-latek trzykrotnie dochodził do 4. rundy Australian Open, 4. rundy French Open, czy 4. rundy Wimbledonu, a na US Open w 2015 roku dotarł nawet do ćwierćfinału. Aż 13 razy grał finałach turniejów cyklu ATP, z czego udało mu się zdobyć trzy trofea. Pierwsze zawody wygrał w swoim rodzinnym mieście - Johannesburgu w 2011 roku. Potem triumfował jeszcze w Delray Beach (2012) i Winston-Salem (2015).

Czytaj dalej
Venus Williams 1200.jpg
Turniej pod dyktando Amerykanek, ale Europa raczej nie ma się czego bać

Najwyższe miejsce w karierze osiągnął w 2015 roku (po ćwierćfinale na kortach Flushing Meadows), gdy zajmował 10. pozycję na światowych listach. Został wówczas pierwszym tenisistą z RPA, który dotarł do top 10 od czasu Wayne'a Ferreiry z 1997 roku (Ferreira najwyżej w karierze był szósty).

Anderson wykorzystał nieobecność największych

Od tamtej pory forma Andersona nieco spadła i do Nowego Jorku przyjechał sklasyfikowany z numerem 32. Jednakże, gdy wszyscy skupiali się na występach faworytów - Rafaela Nadala (1. ATP), Rogera Federera (3. ATP), czy wracającego do kapitalnej dyspozycji Juana Martina del Potro (28. ATP) - Anderson spokojnie wykonywał swoją pracę i stopniowo eliminował kolejnych przeciwników. W perfekcyjny sposób wykorzystał brak na turnieju Novaka Djokovicia, Andy'ego Murraya, Stana Wawrinki, Kei Nishikoriego, czy Milosa Raonica.

Czytaj dalej
Kaia Kanepi 1200.jpg
Najważniejsze robić to, co się kocha. Historia pewnego odrodzenia

W pierwszej rundzie wyeliminował kwalifikanta z USA - JC Aragone w trzech krótkich setach (6:3, 6:3, 6:1), potem z kwitkiem odprawił Łotysza Ernestsa Gulbisa (6:3, 7:5, 6:4), a w trzeciej rundzie nie miał problemów z utalentowanym Chorwatem Borną Coriciem (6:4, 6:3, 6:2).

Dopiero w czwartej rundzie stracił pierwszego seta w starciu z Włochem Paolo Lorenzim (6:4, 6:3, 6:7, 6:4). Ćwierćfinał z wyżej rozstawionym Amerykaninem Samem Quarreyem miał już bardzo wyrównany, ale poradził sobie z faworytem gospodarzy w czterech setach (7:6, 6:7, 6:3, 7:6).

W półfinale czekał go bój z wyżej rozstawionym 26-letnim Hiszpanem Pablo Carreño Bustą, sklasyfikowanym na 19. pozycji w rankingu ATP. Carreno Busta w tym roku był w półfinale wielkoszlemowego turnieju - Australian Open. Miał też za sobą dwa zwycięstwa w turniejach na twardej nawierzchni z zeszłego roku w Winston-Salem i Moskwie, a także triumf w tym sezonie na mączce w Estoril. Na kortach w Nowym Jorku do meczu z Andersonem nie stracił nawet seta, ale mimo imponującej formy tenisisty z Gijon eksperci stawiali na zwycięstwo zawodnika z Johannesburga. W końcu Kevin w Stanach Zjednoczonych szlifował swoją grę, mieszka nawet na stałe na Florydzie. Okazało się, że obserwatorzy mieli rację. Anderson wygrał w kolejnej czterosetowej rozgrywce 4:6, 7:5, 6:3, 6:4.

Tenisista z RPA stracił więc jedynie trzy sety, dochodząc do finału wielkoszlemowej imprezy, tyle samo co lider rankingu ATP - Nadal. Mimo jednostronnej porażki z Hiszpanem - Anderson zrobił swoje. Na pewno osiągnął dużo więcej, niż się po nim spodziewano.

YouTube/US Open Tennis Championships

Anderson wchodzi do historii tenisa

Stał się siódmym tenisistą z RPA, który awansował do finału wielkoszlemowego turnieju w singlu. Do tej pory byli to: Brian Norton (przegrany z finał Wimbledonu w 1921 roku), Eric Sturgess (przegrany finał French Open w 1947 i 1951 oraz przegrany finał US Open w 1948), Ian Vermaak (przegrany finał French Open w 1959), Cliff Drysdale (przegrany finał US Open w 1965), Johan Kriek (zwycięzca Australian Open w 1981 i 1982), Kevin Curren (przegrany finał Australian Open 1984 i Wimbledonu - 1985).

Serwis specjalny
Marcin Nowak.jpg
Marcin Nowak - Blog Na Spalonym

Anderson został też dopiero trzecim tenisistą w historii RPA, który zagrał w finale US Open. Jednak zarówno Eric Sturgess, jak i Cliff Drysdale dokonali tego jeszcze przed wejściem w życie ery open.

Warto dodać, że 31-latek z Johannesburga przełamał również niekończącą się dominację tenisistów z samej czołówki w Nowym Jorku. Jest najniżej sklasyfikowanym zawodnikiem (32. miejsce w rankingu ATP przed startem US Open) w historii tych zawodów, od czasu wprowadzenia światowych list w 1973 roku. Natomiast w całej historii Wielkich Szlemów - niżej sklasyfikowany zawodnik pojawił się w finale imprezy tej rangi niemal 10 lat temu. Był to Jo-Wilfried Tsonga w Australian Open 2008.

22-letni wówczas Francuz przystępował do turnieju w Melbourne z 38. pozycji na światowych listach. Nie był zatem nawet rozstawiony. Mimo to wyeliminował w drodze do finału takich faworytów, jak Brytyjczyk Andy Murray (wówczas rozstawiony z numerem "9"), Francuz Richard Gasquet (rozstawiony z "8"), Rosjanin Michaił Jużny (rozstawiony z "14"), czy w półfinale - Hiszpan Rafael Nadal (wówczas wicelider rankingu ATP). Dopiero w finale musiał uznać wyższość rozstawionego z "trójką" Serba Novaka Djokovicia, który zdobywał wtedy swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł.

YouTube/Australian Open TV

Droga Tsongi w 2008 roku w Australii była imponująca o wiele bardziej niż Andersona. Nie można jednak umniejszać dokonań tenisisty z RPA, który był przecież o krok od zapewnienia sobie nieśmiertelności. Żaden tenisista z jego kraju nie wygrał bowiem US Open. Dwukrotnie tytuł wielkoszlemowy zdobywał w 1981 i 1982 roku Johan Kriek, ale późniejszy założyciel Global Water Foundation (dostarcza czystą wodę do najbardziej potrzebujących krajów), dokonał tego podczas Australian Open.

Skąd taka forma Andersona? W ostatnim czasie bardzo pomaga mu trener Nevill Godwin (od 2014 roku), który ściśle współpracuje z psychologiem Alexisem Castorrim. Obu panom udało się wprowadzić kilka nowych elementów do gry 31-latka z Johannesburga.

Z nieśmiałego tenisisty do gwiazdy rocka

Tę zmianę widać było na nowojorskich kortach. Anderson nie był już tym nieśmiałym, zawsze opanowanym tenisistą, co do tej pory. Nieraz na Flushing Medows wrzeszczy na cały głos: "Come on!". Popularny okrzyk wśród zawodników po udanym zagraniu ma mu dodać pewności siebie, jeszcze bardziej zmotywować, a czasem - w pewien sposób zdeprymować rywali.

Kevin Anderson Ludzie często zwracają uwagę, jak ważna jest strona mentalna w tenisie. Wszyscy potrafimy uderzać piłkę, a więc próbujesz znaleźć sposób, który pozwala Ci grać jeszcze lepiej

Pozytywne emocje dodały Andersonowi sił.

- Czuję, że pozwala mi to grać najlepszy tenis w moim wykonaniu. Ludzie często zwracają uwagę na to, jak ważna jest strona mentalna w tenisie. Wszyscy potrafimy uderzać piłkę, a więc próbujesz znaleźć sposób, który pozwala Ci grać jeszcze lepiej. Wprowadzając trochę okrzyków, dodając swoim występom energii - robię właśnie dokładnie to, nawet jeśli z początku nie było to dla mnie naturalne. Czuję się z tym coraz pewniej - powiedział Kevin Anderson na US Open.

- To cichy, wycofany facet, a gdy docierasz na wielką scenę, to nie jest zawsze najlepsza postawa - wyjaśnił powody zmian w zachowaniu swojego podopiecznego szkoleniowiec Andersona - Godwin.

- Na wielkich turniejach powinieneś być gwiazdą rocka. On gra muzykę, więc w jakiś sposób wykorzystaliśmy tę analogię. Chcieliśmy by współpracował z publiką, podgrzewał ją. Podsumowując - chcemy by kochał to, co robi i kochał występować na korcie - dodał trener.

Nevill Godwin Na wielkich turniejach powinieneś być gwiazdą rocka. On gra muzykę, więc w jakiś sposób wykorzystaliśmy tę analogię. Chcieliśmy by współpracował z publiką, podgrzewał ją

Cichy bohater US Open nie jest już więc taki cichy. Być może zaraz stanie się gwiazdą tenisa, jeśli nie spocznie na laurach i utrzyma wysoką formę. Na razie zanotował awans o 17. miejsc w rankingu ATP (jest w tej chwili klasyfikowany na 15. pozycji), co daje mu dobry start w drabinkach kolejnych ważnych turniejów.

Więcej na blogu autora - Na Spalonym.

Marcin Nowak, PolskieRadio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

US Open 2017: "król Paryża" na tronie w Nowym Jorku. Rafael Nadal triumfuje na Flushing Meadows

Ostatnia aktualizacja: 11.09.2017 08:36
16. tytuł wielkoszlemowy w karierze i trzeci w Nowym Jorku, Rafael Nadal, lider światowego rankingu wygrał finał US Open pokonując w ostatnim meczu turnieju Kevina Andersona z RPA 6:3, 6:3, 6:4.
rozwiń zwiń