Sport

FC Barcelona "zdradziła swoje ideały"? Referendum w Katalonii wywołało burzę także w klubie

Ostatnia aktualizacja: 02.10.2017 18:08
Puste trybuny Camp Nou, zamieszki na ulicach Barcelony, smutne zwycięstwo piłkarzy, którzy w dodatku zostali skrytykowani za samo wyjście na boisko. Polityczne manifestacje w Madrycie. W niedzielę Primera Division została poddana wymagającej próbie.
Audio
  • 02.10.2017 Referendum w Katalonii. Relacja Ewy Wysockiej - wieloletniej korespondentki Polskiego Radia w Barcelonie
Piłkarze Barcelony podczas meczu z Las Palmas przy pustych trybunach Camp Nou
Piłkarze Barcelony podczas meczu z Las Palmas przy pustych trybunach Camp NouFoto: PAP/EPA/Alejandro Garcia

"Takiej Barcelonie nikt nie kibicuje. Zdradziła swoje ideały, przedkładając przed wszystko inne interes sportowy, podzieliła i zarząd, i szatnię. To był jeden z najsmutniejszych dni w długiej historii klubu" - napisali dziennikarze "Marki", pokazując, jak poważne konsekwencje miał niedzielny mecz.

Rozłam w Barcelonie

Puste Camp Nou było surrealistycznym widokiem. Tym razem golom Leo Messiego nie towarzyszyły owacje, jedynie cisza. I wymowny napis na tablicy wyników.

Wszystko, co działo się w Barcelonie, działo się poza stadionem. Na ulicach i w lokalach wyborczych doszło do starć z policją. W ruch poszły pałki i gumowe kule, kiedy służby wkroczyły do wielu lokali i konfiskowały urny oraz karty wyborcze. Ucierpiały setki osób.

wszystko to, dzięki obiektywom kamer i aparatów, błyskawicznie szło w świat.

Decyzja o tym, że mecz zostanie w ogóle rozegrany, została podjęta w ostatniej chwili, kiedy kibice czekali przy bramkach wejściowych. Josep Maria Bartomeu na kilkanaście minut przed pierwszym gwidkiem postanowił jednak, że fani nie zostaną wpuszczeni.

Władze Primera Division nie chciały zgodzić się na przełożenie spotkania na inny termin, groziły karą w postaci odjęcia sześciu puntów. Punktów, które przecież mogą być kluczowe dla losów mistrzowskiego tytułu.

"Marca" donosi, że przynajmniej kilku piłkarzy nie chciało grać, w tym Gerard Pique, który jednak ostatecznie uszanował decyzję klubu. Dwóch działaczy z miejsca podało się do dymisji. I wszystko wskazuje na to, że nie jest to koniec.

"Jestem Katalończykiem i czuję się Katalończykiem"

Czy Bartomeu wybrał dobrze? Dyskusje na ten temat na pewno nie skończą się prędko. Podjął decyzję i musi liczyć się z konsekwencjami. W mediach dominuje jednak narracja, zgodnie z którą spotkanie nigdy nie powinno było się odbyć.

- To był trudny mecz. Najgorsze doświadczenie w mojej profesjonalnej karierze. Rozumiem, że są kibice, którzy nie zrozumieją naszej decyzji o tym, by wyjść na boisko. Jestem Katalończykiem i czuję się Katalończykiem. Jeśli ktoś uważa, że jestem problemem dla hiszpańskiej federacji, to odejdę z drużyny przed mistrzostwami świata - mówił Gerard Pique ze łzami w oczach.

Obrońca wrzucał wcześniej na swoje profile w mediach społecznościowych zdjęcia z głosowania, podobnie jak Sergi Roberto. Głosowanie poparły także klubowe legendy, Carles Puyol i Xavi.

Tożsamość i tradycja

"Więcej niż klub" - z tym, jak określa się Barcelonę, nie można się nie zgodzić. Pomijając klubowe sympatie i antypatie, to wizytówka regionu, coś znanego na całym świecie, marka wykraczająca poza świat piłki nożnej.

Klubowe motto było w niedzielę widoczne chyba bardziej niż przez całe ostatnie dekady. Przez pusty stadion, przez łzy, przez wszystkie komentarze i dyskusje, które bez trudu dało się usłyszeć.

Władze nie chciały głośno wygłaszać jasnych deklaracji, nie chciały miejsca, które w sposób jednoznaczny będzie głosem regionu czy nawet instytucją polityczną.

Camp Nou w dobie usilnych dążeń do odcięcia sportu od polityki nie jest miejscem odpowiednim do manifestowania niepodległościowych dążeń - tak mogą patrzeć na to jej władze, które odpowiadają także za sportowy wynik. Ale dla kibiców, szczególnie z regionu, ta drużyna od zawsze była nierozerwalnie związana z tymi aspiracjami. Jak choćby za czasu reżimu generała Franco. Była reprezentacją kraju, którego nie mieli.

Czytaj dalej
realflagi1200.jpg
Referendum w Katalonii podzieliło Hiszpanię i piłkę. Łzy Pique, flagi w Madrycie

Od tamtych chwil, kiedy w Hiszpanii przelewano krew, minęło wiele czasu, ale dla Katalończyków będzie to oczywista okazja, by nawiązać do przeszłości.

Demokratyczne wartości są dla FC Barcelony ważne ze względu na model funkcjonowania klubu, w którym socios mają wpływ m.in. na wybory prezydenta i władz, współuczestniczą w jego tworzeniu. Ale to przecież nie wizytówka, która jest ograniczona do pokazywania na zewnątrz. To nieodłączna część tożsamości i tradycji Katalończyków, których przecież w kolejnych sezonach mieli bardzo duży udział odnoszonych przez zespół sukcesach. Z chłopców z regionu powstawali piłkarze wybitni.

Podzielona Hiszpania

Napięcia w Hiszpanii rosną - z tego, co mówił po referendum lider lokalnego rządu, Carles Puigdemont, można wywnioskować jasno - wkrótce Katalonia pójdzie własną drogą.

Mieszkańcy regionu uważają, że płacą zbyt wiele do wspólnego budżetu, a Madryt obciąża ich podatkami na rzecz uboższych regionów. Nastroje w ostatnich latach zmieniły się mocno - w 2010 r. tylko 20 proc. z 7,5 miliona mieszkańców opowiadało się za niepodległością regionu. Odsetek zaczął wzrastać na skutek kryzysu i prowadzonej przez rząd polityki oszczędnościowej. W dodatku w 2010 roku Trybunał Konstytucyjny pozbawił ich statusu "narodu" i zmniejszył ustanowiony w 2006 r. zakres autonomii regionu.

Dążenia separatystyczne oprócz Hiszpanii - wśród Katalończyków i Basków, są obecne również w Andaluzji; we Włoszech w regionach północnych, którym marzy się autonomiczna lub wręcz niepodległa Padania, oraz w Tyrolu Południowym, Wenecji Euganejskiej i na Sardynii; we Francji - w Sabaudii, Bretanii, na Korsyce, a nawet w Alzacji. Flamandowie chcą się w Belgii oderwać od Walonów. Sporów na temat niepodległości nie brakuje w Szkocji i na Cyprze.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy ogłosił, że referendum w Katalonii nie ma mocy prawnej. Na Santiago Bernabeu kibice jasno odpowiedzieli odwiecznym rywalom.

- W Katalonii nie odbyło się referendum niepodległościowe. Wszyscy Hiszpanie mieli okazję się przekonać, że państwo prawa wciąż jest silne - oświadczył szef hiszpańskiego rządu.

Trwają spekulacje, co może wydarzyć się w najbliższym czasie, obie strony nie zamierzają ustępować. Co się wydarzy, nie wie nikt.

La Liga bez Barcelony?

Ten temat pojawia się praktycznie za każdym razem, kiedy napięcia hiszpańsko-katalońskie rosną. Wcześniej podobne informacje okazyjnie pojawiały się w mediach, jednak mało kto traktował je poważnie - trudno wyobrazić sobie, że jeden z największych zespołów świata, który wydaje się być nierozerwalnie związany z hiszpańską piłką, nie będzie mógł występować w La Liga.

Niedawne wypowiedzi prezesa Primera Division, jeszcze sprzed referendum, świadczą o tym, że kibice "Dumy Katalonii" mogą mieć podstawy do obaw co do tego, gdzie w przyszłości będzie grał ich klub.

- Prawo sportowe stanowi jasno: jeśli Katalonia uzyska niepodległość, to ani Barcelona, ani Espanyol nie zagrają już w Primera Division. Prawo musiałby zmieniać parlament. Nie zmienia to faktu, że Barcelona jest dla hiszpańskiej piłki bardzo ważna i rozgrywki bez niej wiele by straciły. Nie wyobrażam sobie rozgrywek bez niej, tak samo jak Hiszpanii bez Katalonii - dwa lata temu mówił rządzący La Liga Javier Tebas, który nigdy specjalnie nie krył się z tym, że jego sympatia jest po stronie Realu Madryt.

Niedawno, przed nadchodzącym referendum przyznał, że Katalończycy nie będą mogli wybierać, gdzie będą występować. BBC tymczasem cytuje jednego z działaczy klubu, który ma na ten temat nieco inne zdanie.

- Po pierwsze, w takiej sytuacji Barcelona musiałaby zapytać swoich członków przed tak ważną decyzją. Po drugie, przy całym szacunku, ale jesteśmy jednym z wiodących klubów na świecie i każda liga chciałaby mieć taki zespół - powiedział.

Akurat z tym nie da się polemizować - Barcelona obok Realu Madryt jest najbardziej utytułowanym hiszpańskim klubem, który w dużej mierze napędza tamtejszą piłkę, mającym miliony kibiców na całym świecie.

Stworzenie konkurencyjnej ligi katalońskiej nie wchodzi w grę - w tym momencie gra w niej wiele półprofesjonalnych klubów, o porównaniu z Primera Division nie ma mowy. Tebas przyznał, że La Liga nie ma żadnego pola manewru, ale o zmianach będzie mógł zadecydować parlament.

Spójrzmy prawdzie w oczy - liga hiszpańska straci bez Barcelony bardzo wiele. To zdania zarówno ze stolicy Katalonii, jak i z Madrytu.

- Nie widzę i nie chcę sobie wyobrażać ligi bez Barcelony. Nie chcę tego jako fan piłki i sportu - mówił Zinedine Zidane, trener "Królewskich", który poznał smak El Clasico jako piłkarz i szkoleniowiec.

Wiadomo na pewno, że niedziela nie wyłoniła żadnych zwycięzców. Nie wygrała Katalonia, nie wygrała Hiszpania. I to samo można powiedzieć o Barcelonie.

We wtorek Barcelona rozpocznie strajk generalny na rzecz demokracji, a obok niej przystąpią do niego także Espanyol i Girona.

W ten dzień nie odbędą się żadne zajęcia treningowe, zarówno pierwszego zespołu jak i rezerw. Nie będą trenowali także juniorzy, a wszystkie pomieszczenia w centrach klubowych będą zamknięte. Co będzie dalej? Na razie to tylko gdybanie.

Więcej na blogu autora - Krótka Piłka

Paweł Słójkowski, PolskieRadio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Primera Division: Mecz Barcelony z Las Palmas przy pustych trybunach. "Duma Katalonii" nie chciała grać przez zamieszki

Ostatnia aktualizacja: 01.10.2017 15:54
Wielki chaos informacyjny przed meczem FC Barcelona z Las Palmas na Camp Nou. Kataloński klub nie chciał rozegrać spotkania z powodu krwawych zamieszek w mieście związanych z referendum niepodległościowym. Ostatecznie zdecydowano, że piłkarze wybiegną na murawę, ale kibice nie wejdą na trybuny. 
rozwiń zwiń