X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Sport

Legia Warszawa idzie na wojnę z kibolami

04.04.2011
0 0 0
Czołowy kibol Legii Warszawa - Piotr Staruchowicz pseudonim "Staruch" ma zakaz pojawiania się na stadionie przy Łazienkowskiej. To może oznaczać ostry konflikt klubu z fanami stołecznej drużyny.
Posłuchaj
05'15 PZPN chce walczyć o bezpieczeństwo na stadionach - rozmowa z sekretarzem związku Zdzisławem Kręciną
04'01 Rozmowa o pobiciu piłkarza Legii Warszawa z rzecznikiem Ekstraklasy SA Adrianem Skubisem

Piotr Staruchowicz po sobotniej porażce Legii z Ruchem Chorzów (2:3) wbiegł na murawę i uderzył w twarz zawodnika Wojskowych - Jakuba Rzeźniczaka. Chwilę potem został ujęty przez ochronę klubu, ale ta natychmiast go wypuściła i pozwoliła oddalić się "Staruchowi" ze stadionu przejściem klubowym.

Uderzenie w twarz za słabą grę?

Według nieoficjalnych informacji atak na Rzeźniczaka miał być rewanżem za ostrą ripostę 25-letniego obrońcy w stronę kibiców podczas przegranego meczu z Ruchem. Wcześniej jednak piłkarze stołecznej drużyny mieli zostać opluci przez swoich fanów.

"Staruch" prowadził na Legii Warszawa doping kibiców stołecznej drużyny. Jednak po tym incydencie zarząd klubu z Łazienkowskiej postanowił przywrócić orzeczony wobec niego klubowy zakaz stadionowy. Dwuletni zakaz został nałożony w październiku 2009 roku, a jego zawieszenie miało miejsce pod koniec 2010 roku. Decyzja jest prawomocna i obowiązuje od dnia podjęcia.

- Zdarzenie, do którego doszło po meczu z Ruchem jest niedopuszczalne i niezależnie od wszelkich okoliczności towarzyszących temu zajściu, nie miało prawa mieć miejsca. Jesteśmy oburzeni tą sytuacją. Osoba, która dopuściła się tego karygodnego przewinienia dostała od klubu kredyt zaufania. Został on niestety nadużyty i nie mogliśmy podjąć innej decyzji, jak przywrócenie zakazu udziału w imprezach organizowanych na naszym stadionie. Żałujemy, że mimo dobrej woli z naszej strony oraz wstawiennictwa wielu osób, w tym polityków i stołecznych samorządowców, Pan Staruchowicz po raz kolejny dopuścił się zachowania, które spotka się zawsze z naszą zdecydowaną reakcją  - powiedział prezes Legii Paweł Kosmala.

Będzie nowy konflikt z kibicami Legii?

- Legia Warszawa od lat walczy z wszelkimi przejawami chuligaństwa i przemocy na stadionie. Staramy się aby nasz obiekt był przyjazny i bezpieczny. Nie możemy pozwolić aby długoletnia, ciężka praca niweczona była przez tego typu nieodpowiedzialne zachowania, które naruszają podstawowe postanowienia zawartego w zeszłym roku porozumienia ze Stowarzyszeniem Kibiców Legii Warszawa - dodał prezes warszawskiego klubu.

"Zawarte latem minionego roku pomiędzy Klubem i SKLW porozumienie zakończyło trwający ponad trzy lata protest Kibiców oraz przywróciło ład i doping na nowym warszawskim stadionie przy Łazienkowskiej. Na jego mocy, także za namową i poręczeniem polityków oraz opinii publicznej, klub zawiesił nałożone na niektórych kibiców zakazy stadionowe, licząc na wykazaną chęć współpracy i zrozumienie dla przyjętej polityki Klubu. Zachowania takie, jak sobotnie, godzą w przyjęte zobowiązania oraz ducha porozumienia i nigdy nie będą tolerowane przez władze Legii Warszawa" - czytamy z kolei w komunikacie rzecznika prasowego stołecznej drużyny.

Nałożenie sankcji na "Starucha" może oznaczać kolejną wojnę z kibicami Legii Warszawa. Przy wcześniejszym zakazie stadionowym dla Staruchowicza - fani klubu prowadzili protest, polegający na nie dopingowanie swojej drużyny przez pierwsze 15 minut spotkań na Łazienkowskiej.

Wyjaśnili sobie wszystko?

Tymczasem już wydawało się, że sprawa została wyjaśniona pomiędzy samym kibicem i zawodnikiem. Jakub Rzeźniczak miał spotkać się ze "Staruchem", co można było odczytać z komunikatu stowarzyszenia kibiców Legii.

"SKLW informuje, że Piotr Staruchowicz i Kuba Rzeźniczak w dniu dzisiejszym się spotkali i wyjaśnili wszystkie nieporozumienia. Obie strony stwierdziły, że działały w afekcie - jeden za dużo powiedział, a drugi nie był w stanie się powstrzymać od czynu, który nie powinien mieć miejsca. Dla wszystkich, którym dobro Legii Warszawa leży na sercu emocje w aktualnej sytuacji muszą być zrozumiałe. Stowarzyszenie wyraża satysfakcję z tego, ze zarówno dla piłkarza, jak i kibica dobro Legii stoi na pierwszym miejscu" - czytamy w oświadczeniu sympatyków Legii Warszawa.

Mimo porozumienia sprawą może się też zająć prokuratura, o czym poinformował resort sportu.

"Minister sportu i turystyki Adam Giersz zwrócił się do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o podjęcie działań z urzędu w sprawie wydarzeń, które miały miejsce w sobotę 2 kwietnia po zakończeniu meczu Ekstraklasy pomiędzy Legią Warszawa a Ruchem Chorzów, kiedy to jeden z chuliganów uderzył w twarz piłkarza Legii Jakuba Rzeźniczaka" - czytamy w komunikacie resortu sportu.

Więcej o działaniach ministerstwa przeczytaj tutaj - Prokuratura zajmie się pobiciem zawodnika Legii

 

"Staruch" z megafonem na stadionie Lecha Poznań:

 

 

Marcin Nowak, zyleta.info, komunikat MSiT, komunikat Legii Warszawa, youtube, polskieradio.pl

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Piech pogrążył Legię w 20 minut

02.04.2011
0 0 0
Piech pogrążył Legię w 20 minut
Foto: fot. Legia Warszawa
Na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej, warszawska Legia przegrała z Ruchem Chorzów. Stołecznej drużynie aż trzy bramki strzelił Arkadiusz Piech.
Posłuchaj
02'04 Komentarze po meczu Legia - Ruch

Mecz rozpoczął się o godzinie 16.15. Trener stołecznej drużyny dokonał aż pięciu zmian w podstawowej jedenastce. Po za zespołem znalazł się wypoczywający po meczach reprezentacji - Ariel Borysiuk.

Stołeczni kibice oddali hołd Janowi Pawłowi II. W szóstą rocznicę śmierci papieża Polaka, przed pierwszym gwizdkiem sędziego rozpoczynającym mecz na stadionie zapadło milczenie.

Pierwsza Połowa należała zdecydowanie do Legionistów. Ich dobra gra zaowocowała dwoma bramkami. Dosyć nieoczekiwanie w 46. min. strzela bramkę Arkadiusz Piech.

 

Legia
Legia Warszawa

 

Stołeczna drużyna zaczęła agresywnie drugą część spotkania. Oblicze meczu zmieniło się w 63. minucie, gdzie padła wyrównująca bramka. Od tego momentu zespół z Chorzowa stworzył klika praktycznie stuprocentowych akcji. Jedną z nich wykorzystał fenomenalny tego dnia Piech.

Po meczu powiedzieli:

Waldemar Fornalik - trener Ruchu Chorzów: Wygraliśmy bardzo ważne dla nas spotkanie, z zespołem, który ma duże aspiracje. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była bardzo kiepska. Jednak gol strzelony do szatni tchnął w nas ducha walki i pozwolił z optymizmem zacząć drugą część meczu. W szatni było dosyć głośno. Powiedziałem zawodnikom, że jeśli bramka by nie padła, przeprowadziłbym zmiany. Legia natomiast od początku rzuciła się na nas i zagrała agresywnie. Chyba zapłaciła za to po przerwie, dzięki czemu nam grało się łatwiej. W dzisiejszym meczu Ruch był bardziej przekonujący niż w meczu Pucharu Polski. Mieliśmy atut w osobie Arkadiusza Piecha. Nieprzypadkowo ten mecz wygraliśmy, bo mogliśmy strzelić jeszcze 1-2 bramki.

Maciej Skorża - trener Legii Warszawa: Po pierwszej połowie wydawało nam się, że panujemy nad wydarzeniami na boisku. Wówczas gra była taka jak zakładaliśmy. Niestety w doliczonym czasie gry pierwszej połowy Marcin Komorowski fatalnie się pomylił, a wykorzystał to Arkadiusz Piech. Natomiast to co wydarzyło się po stracie drugiej bramki, to ciężko opisać słowami. Kompletnie straciliśmy koncept gry. W przeciągu dwóch minut strzelono nam kolejnego gola i mogliśmy stracić następne. Po tym meczu ciężko powiedzieć coś konstruktywnego. Porażkę w takim stylu ciężko mi zrozumieć. Gramy dobrze w piłkę, ale tylko kiedy dobrze nam idzie. Problem pojawia się, kiedy tracimy bramkę. Nagle zespół zmienia swoje oblicze i jest zlepkiem indywidualności. Od początku prowadzenia przeze mnie tej drużyny nie potrafię sobie z tym poradzić. Po trzeciej porażce w takim klubie jak Legia, trener musi się wszystkiego spodziewać.

 

Legia Warszawa - Ruch Chorzów 2:3

Bramki: 1:0 Maciej Rybus (8), 2:0 Miroslav Radovic (24), 2:1 Arkadiusz Piech (45+1), 2:2 Arkadiusz Piech (64), 2:3 Arkadiusz Piech (66).

Legia Warszawa: Marijan Antolovic - Jakub Rzeźniczak, Dejan Kelhar, Marcin Komorowski, Jakub Wawrzyniak - Miroslav Radovic, Ivica Vrdoljak, Alejandro Ariel Cabral (75. Janusz Gol), Michał Kucharczyk (71. Michal Hubnik), Maciej Rybus (75. Felix Ogbuke) - Takesure Chinyama.

Ruch Chorzów: Matko Perdijic - Wojciech Grzyb (83. Krzysztof Nykiel), Żeljko Djokovic, Piotr Stawarczyk, Ariel Jakubowski - Marek Zieńczuk, Marcin Malinowski, Andrej Komac (77. Paweł Lisowski), Łukasz Janoszka (90+2. Michał Pulkowski) - Arkadiusz Piech, Maciej Jankowski.

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków).

Widzów 17 300.

 

pk

0 0 0

Czytaj także

Legionista pobity przez kibica

Piłkarz Legii Warszawa Jakub Rzeźniczak nie chce komentować zachowania jednego z kibiców po przegranym meczu z Ruchem Chorzów (2:3).

W trakcie pomeczowego rozbiegania zawodnik został uderzony przez jednego z kibiców, który wbiegł na boisko.

- Nie chcę tego komentować. Może za jakiś czas ustosunkuję się do tej sytuacji. Po meczu wyjechałem z Warszawy - powiedział PAP Rzeźniczak.

W sobotnim programie Canal + dziennikarze zauważyli jak w trakcie pomeczowego rozbiegania, na boisko przy Łazienkowskiej wbiegł jeden z kibiców i uderzył obrońcę Wojskowych. Chwilę potem sprawca został ujęty przez ochronę klubu.

Według nieoficjalnych informacji miał to być rewanż za ostrą ripostę Rzeźniczaka w stronę kibiców. Wcześniej jednak piłkarze stołecznej drużyny mieli być opluci przez swoich fanów.

- Z przykrością informujemy, iż po sobotnim spotkaniu Legia - Ruch doszło do niedopuszczalnego zajścia: wychodzący na pomeczowe rozbieganie Jakub Rzeźniczak został uderzony przez jednego z kibiców. Po zbadaniu okoliczności tego zdarzenia poinformujemy o działaniach klubu w tej sprawie - głosi przesłane PAP oświadczenie Legii Warszawa.

Konflikt z kibicami to efekt frustracji po sobotniej porażce z Ruchem Chorzów 2:3.

Była to trzecia z rzędu ligowa przegrana podopiecznych Macieja Skorży.

 

ah

0 0 0

Czytaj także

Pojawia się szansa na rewolucję w PZPN

Ruszyła nieformalna kampania wyborcza do władz PZPN. Po ostatnich porażkach prezesa Grzegorza Laty do gry o fotele włączają się Zbigniew Boniek i Michał Listkiewicz.
Posłuchaj
05'15 PZPN chce walczyć o bezpieczeństwo na stadionach - rozmowa z sekretarzem związku Zdzisławem Kręciną

Wybory władz Polskiego Związku Piłki Nożnej dopiero po Euro 2012, ale obecny prezes Grzegorz Lato jest coraz słabszy.

Jeszcze niedawno przy okazji każdego nieformalnego bankietu Grzegorz Lato lubił zabawiać innych opowieściami, które można streścić w dwóch zdaniach: że to on, Lato, ma najwięcej w polskim futbolu do powiedzenia i że jeśli jest się z nim, bieda komuś takiemu nie grozi. Nagle jednak  pojawiła się opozycja, która może być naprawdę groźna... - czytamy w "Przeglądzie sportowym".

Nie chodzi wcale o Kazimierza Grenia, którego szansa na pucz w związku jest coraz mniejsza. Do gry chcą bowiem wkroczyć Zbigniew Boniek i Michał Listkiewicz, którzy poczuli swoją szansę.

Okazja do ataku nadarzyła się świetna. Bo Lato ponosi ostatnio spektakularne porażki. Zaczęło się od wyborów do Komitetu Wykonawczego UEFA, potem przyszła kompromitacja reprezentacji na Litwie i problem z kibolami, co uderzyło w wizerunek związku. Lato już wie, choć się do tego nie przyzna, że władza wymyka mu się spod kontroli.

Co zrobi obecny szef PZPN zastanawiają się kibice i jego "koledzy”. Niewykluczone, że zamiast jesienią, wybory zorganizuje już wiosną, jeszcze przed Euro 2012.

Lato zdaje sobie sprawę, że szybsze wybory wywołałyby burzę w mediach, ale może to być jego jedyna szansa. Jeżeli założymy pesymistyczny scenariusz, że kadra Franciszka Smudy, którego Lato jako jedyny w związku popiera, poniesie porażkę w mistrzostwach europy, to szanse w wyborach po Euro 2012 Lato będzie miał znikome.

Lato będzie walczył jak lew by zyskać popleczników. Bilety na Euro 2012 będą towarem mocno deficytowym, a Lato potrafi prowadzić skuteczną "politykę prezentową" i z tego atutu na pewno skorzysta.

ah, polskieradio.pl, "Przegląd Sportowy”

0 0 0

Czytaj także

Sadlok wyłączony z gry na kilka tygodni

Maciej Sadlok, obrońca reprezentacji Polski i Polonii Warszawa, będzie w najbliższym czasie wyłączony z gry. To efekt naderwania mięśnia uda, jakiego piłkarz doznał w sobotnim meczu ligowym z Koroną Kielce.

W trakcie meczu z naderwanym mięśniem uda został zniesiony Maciej Sadlok. Sztab medyczny klubu donosi, że obrońca najpewniej będzie musiał pauzować od treningów przez 4 tygodnie.

Już dzisiaj Sadlok nie przebywał z resztą zespołu. Przechodził indywidualną rehabilitację pod okiem Wojciecha Spałka.

Ten tydzień będzie kluczowy dla zawodnika. Okaże się jak poważna jest ta kontuzja. Być może obrońca będzie zdolny do gry wcześniej, ale istnieje również możliwość, że będzie pauzował dłużej niż kilka tygodni.

ah, poloniawarszawa.pl

0 0 0