X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Sport

MŚ w Val di Fiemme. Gratulacje od prezydenta

28.02.2013
Kamil Stoch, mistrz świata na skoczni HS-134 przyjmuje gratulacje od swojej żony Ewy (P) podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Predazzo, w regionie Val di Fiemme
Kamil Stoch, mistrz świata na skoczni HS-134 przyjmuje gratulacje od swojej żony Ewy (P) podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Predazzo, w regionie Val di FiemmeFoto: PAP/Grzegorz Momot
Prezydent RP Bronisław Komorowski w rozmowie telefonicznej pogratulował Kamilowi Stochowi zdobycia złotego medalu mistrzostw świata w skokach narciarskich.
Posłuchaj
03'57 Tomasz Zimoch - Kamil Stoch mistrzem świata po konkursie skoków narciarskich na dużej skoczni na w Predazzo (PR1) - podsumowanie
06'35 Tomasz Zimoch - Kamil Stoch mistrzem świata po konkursie skoków narciarskich na dużej skoczni na w Predazzo (PR1)
Stoch mistrzem świata w Val di Fiemme
Stoch mistrzem świata w Val di Fiemme

Poinformowała o tym Kancelaria Prezydenta na stronie internetowej.
Stoch w czwartek we włoskim Predazzo triumfował w konkursie na dużym obiekcie, wyprzedzając Słoweńca Petra Prevca oraz Norwega Andersa Jacobsena. To największy sukces w karierze 25-letniego skoczka z Zębu.
Został piątym polskim mistrzem świata w narciarstwie klasycznym. Przed nim z tego tytułu cieszyli się inni skoczkowie Wojciech Fortuna i Adam Małysz (czterokrotnie) oraz biegacze Józef Łuszczek i Justyna Kowalczyk (dwa razy).
Medal Stocha jest 22., w tym dziewiątym złotym, wywalczonym przez biało-czerwonych w MŚ. Dorobek Polaków uzupełnia pięć srebrnych i osiem brązowych.

Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym na antenie radiowej Jedynki>>>

man

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

"Rakieta z Zębu", czyli sylwetka mistrza z Val di Fiemme

28.02.2013
Kamil Stoch
Kamil StochFoto: PAP/EPA/SRDJAN SUKI
Długo uchodził za następcę Adama Małysza, długo pozostawał w jego cieniu. "Rakieta z Zębu", jak kiedyś na jego nartach napisał jeden z serwismenów, odpaliła w czwartek Predazzo.
Posłuchaj
03'57 Tomasz Zimoch - Kamil Stoch mistrzem świata po konkursie skoków narciarskich na dużej skoczni na w Predazzo (PR1) - podsumowanie
06'35 Tomasz Zimoch - Kamil Stoch mistrzem świata po konkursie skoków narciarskich na dużej skoczni na w Predazzo (PR1)

Kamil Stoch na dużej skoczni został mistrzem świata.
Na nartach próbował jeździć już jako trzylatek. Pięć lat później zapisał się do klubu LKS Ząb i oddał pierwszy skok, bo - jak później przyzna - ta dyscyplina od zawsze go fascynowała i ją najchętniej oglądał w telewizji.
Gdy miał 12 lat poznał Wielką Krokiew w Zakopanem. Jako przedskoczek w zawodach PŚ w kombinacji norweskiej wylądował na 127. metrze. Tyle nie osiągnął wtedy żaden z dwuboistów.
W 2003 roku zadebiutował w reprezentacji seniorów, a 17 stycznia 2004 w Zakopanem, gdzie urodził się niecałe 17 lat wcześniej, po raz pierwszy wystąpił w zawodach Pucharu Świata i był 49. W 2004 i 2005 wywalczył dwa srebrne medale mistrzostw świata juniorów, ale w konkursach drużynowych.
W dorosłym towarzystwie został zauważony, kiedy 11 lutego 2005 w Pragelato był siódmy w Pucharze Świata. Rok później w tej miejscowości odbyły się konkursy igrzysk w Turynie, ale Stoch zajął odległe pozycje. W 2007 roku wygrał jeden konkurs Letniej Grand Prix, ale był to jednorazowy "wyskok".
Blisko poważnego sukcesu był w MŚ w Libercu w 2009 roku, ale na średnim obiekcie uplasował się tuż za podium. W 2010 roku znowu cieszył się ze zwycięstw (trzech) latem, ale zimą nie skakał na miarę wielkiego talentu, jaki widzieli w nim trenerzy i eksperci.
Przełamał się 23 stycznia 2011 na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Został czwartym polskim skoczkiem, który zwyciężył w zawodach PŚ, po Stanisławie Bobaku, Piotrze Fijasie oraz Adamie Małyszu i został naturalnym kandydatem na następcę kończącego powoli karierę "Orła z Wisły".
Po triumfie pod Tatrami szybko przyszły kolejne zwycięstwa w Klingenthal i Planicy, kiedy po raz ostatni w oficjalnych zawodach rywalizował Małysz. Między czasie był piąty w MŚ w Oslo.
2012 roku przyniósł dwa zwycięstwa pucharowym cyklu - ponownie w Zakopanem oraz w Predazzo, na Trampolino Dal Ben, gdzie w czwartek odniósł największy sukces w karierze i nawiązał do dwóch złotych medali Małysza z MŚ z 2003 roku.
Blisko medalu był już w sobotę na średniej skoczni, ale zepsuł drugą próbę i ostatecznie zajął ósme miejsce. Los uśmiechnął się do niego w czwartek.
- Kiedyś ojciec powiedział mi, że trzeba sto razy przegrać, by raz wygrać. Spełniło się. Dziękuję, tato - przyznał tuż po skoku, który zapewnił mu złoty medal.
Oprócz pięciu zwycięstw, na podium pucharowych zawodów indywidualnych stanął jeszcze ośmiokrotnie - po cztery razy na drugim i trzecim stopniu. Startował 184 razy. Sześć razy był "zimowym" mistrzem kraju, dwukrotnie zdobył ten tytuł na igelicie. 26 stycznia 2013 na mamucie w Vikrsund poszybował na 232,5 m. Wspólnie z Piotrem Żyłą jest rekordzistą Polski w długości narciarskiego skoku.
Choć urodził się w stolicy Tatr, to wychowywał się podzakopiańskim Zębie, jednej z najwyżej położonych miejscowości w Polsce, gdzie na świat przyszedł m.in. mistrz świata w biegach narciarskich Józef Łuszczek. Niedaleko od niego mieszkał Bobak, jeden z czterech polskich zwycięzców konkursów PŚ w skokach.
Jak przyznał kiedyś, był dzieckiem pełnym energii, która na skoczni. Gdy jeden z kolegów nazwał się "torpedą", to Stoch ochrzcił się "rakietą". Później jeden z serwismenów podpisał jego narty "Rakieta z Zębu" i przydomek przylgnął do nowego mistrza świata na dobre.
Jest kolejnym utytułowanym absolwentem Zespołu Szkół Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem. Uczyli się w niej m.in. Justyna Kowalczyk, medalistki igrzysk olimpijskich w Vancouver w łyżwiarstwie szybkim oraz tegoroczna wicemistrzyni świata w biathlonie Krystyna Pałka.
W 2012 roku został magistrem wychowania fizycznego, kończąc wcześniej krakowską AWF.
Jego wielką pasją są szybowce. - Chciałbym umieć i móc samemu latać. Myślę o zrobieniu odpowiedniego kursu, choć na razie czas nie pozwala. Ale już kilka razy leciałem jako pasażer. Świetne uczucie - powiedział w wywiadzie z 2011 roku. W 2013 jego loty są najwyższe w karierze.

Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym na antenie radiowej Jedynki>>>

man

Czytaj także

MŚ w Val di Fiemme. Kamil Stoch powstrzymał łzy

28.02.2013
Kamil Stoch
Kamil StochFoto: PAP/EPA/PETER KLAUNZER
- Wiedziałem, że oddałem super skok, ale nie miałem pojęcia jakie da miejsce - przyznał Kamil Stoch po zdobyciu tytułu mistrza świata w Val di Fiemme.
Posłuchaj
03'57 Tomasz Zimoch - Kamil Stoch mistrzem świata po konkursie skoków narciarskich na dużej skoczni na w Predazzo (PR1) - podsumowanie
06'35 Tomasz Zimoch - Kamil Stoch mistrzem świata po konkursie skoków narciarskich na dużej skoczni na w Predazzo (PR1)

Pięć dni po nieudanym konkursie na średniej skoczni, Kamil Stoch sięgnął po złoty medal mistrzostw świata na dużym obiekcie w Predazzo.

Polski skoczek przyznał, że wpadł z emocjonalnej skrajności w skrajność, ale tym razem łez nie było. Po konkursie Stoch odpowiadał na pytania dziennikarzy.
Jaka była pana pierwsza reakcja po lądowaniu w finałowej serii?
Kamil Stoch: Wiedziałem, że oddałem super skok, ale nie miałem pojęcia jakie da miejsce. Będąc jeszcze na górze słyszałem, że Słoweniec Peter Prevc i Norweg Anders Jacobsen skoczyli naprawdę dobrze. Nie wiedziałem jednak jak daleko, ile dostali punktów. Po swojej próbie musiałem więc zaczekać na to co się wydarzy.
W ostatnim tygodniu zafundował pan sobie prawdziwą huśtawkę emocji.
K.S.: Rzeczywiście wpadłem ze skrajności w skrajność, ale tym razem łez nie było. Była taka mieszanina emocji, że nawet nie miały czasu popłynąć.
Trudno było się panu pozbierać po tym ósmym miejscu w konkursie na średniej skoczni?
K.S.: Szczerze mówiąc te kilka dni były dużo łatwiejsze niż to co się działo po fatalnym rozpoczęciu sezonu, aż do zawodów w Engelbergu. To był naprawdę ciężki okres, ale daliśmy radę. Dużo nauczyłem się w trakcie swojej kariery i to na pewno nie jest koniec nauki. Wiele wzlotów i upadków przede mną.
Jak się pan czuł przed samym konkursem?
K.S.: Czułem, że jest dobrze, ale też wiedziałem, że skoki to tak nieprzewidywalny sport, że najmniejszy błąd może decydować, czy wygrywasz, czy wypadasz z najlepszej dziesiątki.
W konkursie na średniej skoczni po pierwszej serii był pan drugi, tym razem prowadził. Czy przewaga dawała jakiś komfort psychiczny?
K.S.: Przewaga po pierwszej serii sama w sobie nie dała mi spokoju, tylko fakt, że dobrze skoczyłem. Przy dzisiejszym sposobie punktowania ona mogła błyskawicznie zniknąć, dlatego wiedziałem, że po prostu muszę zrobić swoje.
Był stres przed finałowym skokiem?
K.S.: Było nerwowo, ale nie tak jak na średniej skoczni. Dużo się nauczyłem po tamtym konkursie. Miałem w głowie bardzo mocno zakodowane co mam zrobić, że mam skoczyć normalnie i to w zupełności wystarczy. W myślach powtarzałem sobie tylko elementy techniczne, które miałem należycie wykonać. Reszta się nie liczyła. Oba skoki były takie jakie powinienem oddawać zawsze w zawodach.
10 lat temu złoty medal MŚ zdobył tutaj Adam Małysz. Porównań do niego chyba wciąż pan nie uniknie?
K.S. Zobaczymy, czas pokaże. Generalnie nie sądzę by dziennikarze mnie czymś zaskoczyli. Wywiady i występy w telewizji przerabiam już od jakiegoś czasu.
Szykuje się świętowanie?
K.S.: Oczywiście, ale dziś na pewno skromnie, bo już w piątek treningi, a w sobotę zawody drużynowe. Odbijemy sobie to po sezonie.

Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym na antenie radiowej Jedynki>>>

man

Czytaj także

MŚ w Val di Fiemme. Ciężkie chwile zrodziły sukces Stocha

28.02.2013
Kamil Stoch i Łukasz Kruczek
Kamil Stoch i Łukasz KruczekFoto: PAP/Grzegorz Momot
- To piękna symbolika. Dekada minęła od tego sukcesu i znowu Predazzo zdobyte - mówił o sukcesie Kamila Stocha trener polskich skoczków - Łukasz Kruczek.
Posłuchaj
03'57 Tomasz Zimoch - Kamil Stoch mistrzem świata po konkursie skoków narciarskich na dużej skoczni na w Predazzo (PR1) - podsumowanie
06'35 Tomasz Zimoch - Kamil Stoch mistrzem świata po konkursie skoków narciarskich na dużej skoczni na w Predazzo (PR1)

Po zdobyciu przez Kamila Stocha złotego medalu mistrzostw świata w Predazzo, jego trener Łukasz Kruczek przyznał, że ten sukces zrodziły ciężkie chwile, które polscy skoczkowie narciarscy przeżywali po fatalnym początku obecnego sezonu.
Po konkursie Kruczek odpowiadał na pytania dziennikarzy.
To piękna chwila dla pana jako trenera i Kamila Stocha jako zawodnika.
Łukasz Kruczek: Rzeczywiście, wszyscy jesteśmy bardzo szczęśliwi. Tym bardziej, że przecież w tym sezonie przeżywaliśmy bardzo trudne momenty. A teraz cieszymy się z tytułu mistrza świata Kamila. To coś wspaniałego.
Stoch prowadził wyraźnie po pierwszej serii. Były zatem nerwy przed finałową?

Ł.K.: Pewnie, że tak, ale to głównie z powodu zmian belki startowej. W pewnym momencie zrobiło się straszliwe zamieszanie. Trenerzy przestali się w tym wszystkim orientować.
Po konkursie na średniej skoczni podkreślił pan, że nie powiedzieliście ostatniego słowa. Przeczuwał pan, że tak właśnie może potoczyć się ten konkurs?
Ł.K.: Scenariusza nigdy nie pisze się przed konkursem. Pewnie, że Kamil był tym zawodnikiem, który od początku mistrzostw świata znajdował się cały czas w czołówce, ale mogło się wszystko wydarzyć. Jak choćby to, co nas spotkało na średniej skoczni. Dzisiaj scenariusz był bardzo korzystny dla nas i z tego się cieszymy. Dobrze ułożyliśmy też taktycznie ten konkurs. Wszystkie elementy tym razem zagrały i dlatego teraz możemy cieszyć się ze zwycięstwa.
Skąd wzięła się decyzja o obniżeniu belki?
Ł.K.: Zagraliśmy tak, jak inni grali. W momencie, kiedy wszyscy zaczęli schodzić na 19. platformę startową, to my też postanowiliśmy wykonać ten manewr. Akurat w poniedziałek Kamil skakał na treningu z tej belki, więc byliśmy pewni, że da sobie radę.
W czwartek mija dziesięć lat od sukcesu Adama Małysza na mistrzostwach świata w Predazzo na średniej skoczni.
Ł.K.: To piękna symbolika. Dekada minęła od tego sukcesu i znowu Predazzo zdobyte. Może dobrze byłoby, gdyby częściej organizowali tutaj mistrzostwa.
Można jakoś porównać Kamila Stocha i Adama Małysza?
Ł.K.: Nie, to są całkiem różni zawodnicy, mają inne charaktery. Nie da się ich porównać.
Trudno było odbudować Stocha w tak krótkim czasie po pechowym konkursie na średniej skoczni?
Ł.K.: Myślę, że większą sztuką było odbudować Kamila po fatalnym początku sezonu. Były ciężkie chwile, ale właśnie wtedy ten sukces się narodził. To, że ta drużyna jest taka, a nie inna, że tak fajnie się prezentuje, to wynika z tych trudnych momentów. Bardzo duży wpływ na to wszystko, co wydarzyło się w tym sezonie miała rozmowa w Kuusamo, kiedy zamknęliśmy się we własnym gronie i przedyskutowaliśmy sytuację.
Czuje się pan trenerem mistrza świata?
Ł.K.: Jeszcze nie, ale to pewnie do mnie dotrze. W gnieździe trenerskim skakałem z radości, bo to przecież wymarzony sukces. Tytuł mistrza świata jest przecież marzeniem każdego sportowca i trenera. A jeszcze bardziej wyjątkowo smakuje taki, który rodził się w bólach. W dodatku przecież cały czas mierzymy się z bagażem zdobyczy Adama Małysza. Dlatego nie jest nam łatwo. Ale jeśli udaje się choć trochę wyjść cienia, to jest to jedna z najpiękniejszych chwil.

Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym na antenie radiowej Jedynki>>>

man