Trynkiewicz na wolności? Poznaj historię zabójcy

polskieradio.pl
Agnieszka Jaremczak 22.01.2014

Nie udziela wywiadów. Nie zgodził się, by służby więzienne informowały o nim media. O dzisiejszym Mariuszu Trynkiewiczu wiadomo bardzo mało.

- Jest chimeryczny, zmienny. Ma o sobie wysokie mniemanie, uważa się za kogoś lepszego niż inni, mądrzejszego, sprytniejszego - tak o Mariuszu Trynkiewiczu mówił jeden ze strażników. Było to w 1996 roku. Trynkiewicz od ośmiu lat siedział w więzieniu w Strzelcach Opolskich. Na miejsce pojechał Piotr Pytlakowski. Dziennikarz opisywał przypadki skazanych na karę śmierci, którym - dzięki amnestii - zamieniono wyrok na 25 lat pozbawienia wolności. Trynkiewicz stał się jednym z bohaterów wydanej wtedy książki: "Czekając na kata".

Mariusz Trynkiewicz uznany za niebezpiecznego. Wniosek o izolację

"Średniego wzrostu, przygarbiony, wygląda niechlujnie: tłuste włosy, wymięte ubranie, przekrwione oczy" - to Trynkiewicz widziany oczami Pytlakowskiego. Z jego opisu wynika, że skazaniec miał mocną pozycję w więzieniu. Jeśli w jego celi znalazł się współwięzień, który z jakichś powodów mu nie odpowiadał - natychmiast był przenoszony do innej.

Pytlakowski spędził z Trynkiewiczem dwie godziny. Morderca mówił o sobie: - Moim problemem była inność. Odróżniałem się od pozostałych, musiałem z tym żyć. Nie potrafiłem się z tym pogodzić.

Nie wyjaśnił na tym polegała na "inność". W książce pada jasna odpowiedź: chodzi o jego upodobania seksualne. Podobno miał dziewczynę, chciał się nawet żenić, ale matka  przekonała swojego jedynego syna, że wybranka nie ta i nie czas na żeniaczkę. Autor książki snuje przypuszczenia, że Trynkiewicz niezadowolony z kontaktów seksualnych z kobietami poszukuje zaspokojenia w relacjach z mężczyznami.

"Posiada biseksualną orientację płciową z cechami pedofilii. Nie identyfikuje się z rolą męską" - opisuje Trynkiewicza seksuolog prof. Zbigniew Lew Starowicz, cytowany przez Pytlakowskiego.

Zdjęcie
Zdjęcie w aktach sprawy karnej przeciwko Mariuszowi Trynkiewiczow, fot: PAP/Grzegorz Michałowski
Trynkiewicz był nauczycielem wychowania fizycznego w szkole w Piotrkowie Trybunalskim. - Byłem lubiany. Ale dostałem powołanie do wojska i zawaliło mi się wszystko. W wojsku było źle, czułem, że pętla się zaciska, wisiała jakaś ostateczność, byłem w zupełnym dołku. Na przełomie lat 1987/88 byłem w ostateczności. I z tego wojska już do cywila nie wyszedłem, tylko do więzienia.
Według Pytlakowskiego, "nieszczęścia zaczęły się podczas służby wojskowej. Trynkiewicz bronił się przed poborem, bał się surowej dyscypliny i żołnierskich obyczajów. Zapewne miał już wtedy świadomość, że umieszczony w środowisku młodych mężczyzn zostanie zdekonspirowany - wiedział przecież, że rożni się od otoczenia, ma w sobie skazę".
Trynkiewicz - podczas przepustki wojskowej zwabia do domku letniskowego swoich rodziców - dwunastoletniego Szymona F.  Za dokonanie "czynu lubieżnego polegającego na dotykaniu go po obnażonych częściach ciała" zostaje skazany przez sąd wojskowy na półtora roku "odsiadki". Na prośbę rodziców - sąd udziela mu przerwy w odbywaniu kary do 2 sierpnia 1988 roku. Gdyby wtedy Trynkiewicz trafił za kratki być może nie doszłoby do tragedii.

"Kochana mamo..."

Pierwszy chłopiec - ofiara Trynkiewicza - znika 4 lipca 1988 roku. Rodzice Wojtka alarmują milicję. Ta nie przykłada się do poszukiwań. Jest przekonana, że chłopak wróci. Dziesięć dni później matka Wojtka dostaje widokówkę : "Kochana mamo! Jestem w bezpiecznym miejscu z ogłoszenia i zarabiam trochę pieniędzy i niedługo wrócę. Wojtek". Matka poznaje pismo dziecka. Kilka dni później w jej skrzynce na listy znajduje się kolejne pismo do syna. Ale jego ręką jest tylko zaadresowana koperta. W środku anonim sporządzony z liter wyciętych z gazet. Z treści wynikało, że syn przystąpił do sekty, nie należy powiadamiać milicji, tylko złożyć okup" - czytamy w książce.

Rodzice wszystko robią wedle wskazówek. Ale pieniądze zostają w skrytce. Nikt się po nie nie zgłasza.

W niewyjaśnionych okolicznościach ginie jeszcze trzech nastolatków. Wszyscy trafiają do mieszkania Trynkiewicza. Tam zostają zamordowani. - Robiłem to chaotycznie - mówi w sądzie morderca. "Ciała zabitych owinął zasłoną i poszewkami. Sam poszedł na obiad do swoich rodziców. Dopiero tam, jak twierdzi, uświadomił sobie, że przed chwilą dokonał zbrodni. Po powrocie do mieszkania zażył relanium, i przespał kilka godzin w fotelu. W nocy ciała chłopców (w sądzie używał określenia: "pakunki") wyniósł do piwnicy, a później, nocą z 3 na 4 sierpnia wywiózł samochodem swojego ojca do lasu. Tam oblał zwłoki benzyną i podpalił".

"Nie jestem zbrodniarzem"

Trynkiewicz nie potrafił wyjaśnić przed sądem, dlaczego zabił dzieci. - Nie jestem zbrodniarzem - przekonywał. - Wymagam długotrwałego leczenia. Nie wiem, czy powinienem wrócić do społeczeństwa.

<<<Ustawa o izolacji groźnych przestępców wchodzi w życie>>>

Pytlakowski opisuje też swoje rozmowy z rodzicami ofiar Trynkiewicza, które także przeprowadził w 1996 roku. Według dziennikarza, mimo upływu ośmiu lat od zbrodni doskonale pamiętają każdą godzinę z dnia, gdy do domu nie wrócili ich synowie. Pamiętają bezskuteczne poszukiwania po lesie i okolicach. - Jakiś instynkt mnie prowadził, bo doszedłem prawie pod dom, gdzie on ich zabijał. To była już druga w nocy, teraz wiem, że nasze dzieci o tej porze już nie żyły - opowiada jeden z ojców.

Rodzice Trynkiewicza po tym, jak ich syn trafił do więzienia - w obawie przed sąsiadami - przenieśli się do innej dzielnicy Piotrkowa Trybunalskiego. On także zapowiada, że po wyjściu na wolność nie wróci do starego mieszkania.

Tak wygląda ośrodek dla wyjątkowo groźnych przestępców [video] >>>

Pytlakowski przywołuje też swoją rozmowę z dziennikarzem z lokalnej gazety, który w 1988 i 1989 roku śledził sprawę Trynkiewicza. - Oni mu nie zapomną - twierdzi dziennikarz z Piotrkowa. - Będą czekać i sami wyrok wykonają.

Jedna z matek ofiar Trynkiewicza mówi: - Żeby był tak męczony przed śmiercią, jak męczył moje dziecko. Żeby chociaż miał taką chwilę w świadomości, że zaraz umrze.

Kara 25 lat więzienia dla Trynkiewicza kończy się 11 lutego.

Operacja "Trynkiewicz"

asop

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 2
  1. z dalekiego kraju
    2014-01-22 22:29
    ten (cenzura - moderator) powinien zgnic w celi bez okna, przykuty do sciany. To jest kpina, nie sprawiedliwosc. Dlaczego wladze wiezienne dopuszczaly do sytuacji, ze psychopata decydowal, kto z nim bedzie siedzial w celi? Nie prosciej bylo trzymac chwasta w pojedynce, z przerwa na spacer miedzy druga i trzecia w nocy?
  2. Oberek
    2014-01-22 17:16
    "Dziennikarz opisywał przypadki skazanych na karę śmierci, którym - dzięki amnestii - zamieniono wyrok na 25 lat pozbawienia wolności". - Ilu jeszcze bandziorów czeka na wolność a może wielu zwyrodnialców już dawno grasuje pomiędzy nami? Tylko Trynkiewicz został wybrany, jako tak "barwna" postać na powieść w odcinkach, którą media zafundują nam, jak o mamie Madzi w roku ubiegłym... żeby się naród nie nudził... Ciekawe, czy dowiemy się ile takich pochopnych decyzji wydali niemiłościwie nam panujący

Serwis specjalny

Powiedzieli w Polskim Radiu

Wybory prezydenckie oczami "Sterniczek"

Wybory prezydenckie oczami Sterniczek

10 maja odbędą się wybory prezydenckie. Do tej pory chęć kandydowania zadeklarowało 20 osób, wśród nich jest pięć kobiet: Magdalena Ogórek, Wanda Nowicka, Anna Grodzka, Iwona Piątek i Balli Marzec.

Polscy instruktorzy wojskowi pojadą na Ukrainę?

Polscy instruktorzy wojskowi pojadą na Ukrainę?

Wysłanie 75 instruktorów wojskowych na Ukrainę zapowiedziała Wielka Brytania. Amerykanie mają wysłać do Kijowa kilkudziesięciu wojskowych specjalistów. Także Polska rozważa wysłanie instruktorów, którzy będą szkolili ukraińskich podoficerów.

Bądź z nami w kontakcie: