X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Wiadomości

Trynkiewicz na wolności? Poznaj historię zabójcy

22.01.2014
Mariusz Trynkiewicz na wolności. Politycy atakują ministra sprawiedliwości
Mariusz Trynkiewicz na wolności. Politycy atakują ministra sprawiedliwościFoto: PAP/Grzegorz Michałowski
Nie udziela wywiadów. Nie zgodził się, by służby więzienne informowały o nim media. O dzisiejszym Mariuszu Trynkiewiczu wiadomo bardzo mało.

- Jest chimeryczny, zmienny. Ma o sobie wysokie mniemanie, uważa się za kogoś lepszego niż inni, mądrzejszego, sprytniejszego - tak o Mariuszu Trynkiewiczu mówił jeden ze strażników. Było to w 1996 roku. Trynkiewicz od ośmiu lat siedział w więzieniu w Strzelcach Opolskich. Na miejsce pojechał Piotr Pytlakowski. Dziennikarz opisywał przypadki skazanych na karę śmierci, którym - dzięki amnestii - zamieniono wyrok na 25 lat pozbawienia wolności. Trynkiewicz stał się jednym z bohaterów wydanej wtedy książki: "Czekając na kata".

Mariusz Trynkiewicz uznany za niebezpiecznego. Wniosek o izolację

"Średniego wzrostu, przygarbiony, wygląda niechlujnie: tłuste włosy, wymięte ubranie, przekrwione oczy" - to Trynkiewicz widziany oczami Pytlakowskiego. Z jego opisu wynika, że skazaniec miał mocną pozycję w więzieniu. Jeśli w jego celi znalazł się współwięzień, który z jakichś powodów mu nie odpowiadał - natychmiast był przenoszony do innej.

Pytlakowski spędził z Trynkiewiczem dwie godziny. Morderca mówił o sobie: - Moim problemem była inność. Odróżniałem się od pozostałych, musiałem z tym żyć. Nie potrafiłem się z tym pogodzić.

Nie wyjaśnił na tym polegała na "inność". W książce pada jasna odpowiedź: chodzi o jego upodobania seksualne. Podobno miał dziewczynę, chciał się nawet żenić, ale matka  przekonała swojego jedynego syna, że wybranka nie ta i nie czas na żeniaczkę. Autor książki snuje przypuszczenia, że Trynkiewicz niezadowolony z kontaktów seksualnych z kobietami poszukuje zaspokojenia w relacjach z mężczyznami.

"Posiada biseksualną orientację płciową z cechami pedofilii. Nie identyfikuje się z rolą męską" - opisuje Trynkiewicza seksuolog prof. Zbigniew Lew Starowicz, cytowany przez Pytlakowskiego.

Zdjęcie
Zdjęcie w aktach sprawy karnej przeciwko Mariuszowi Trynkiewiczow, fot: PAP/Grzegorz Michałowski
Trynkiewicz był nauczycielem wychowania fizycznego w szkole w Piotrkowie Trybunalskim. - Byłem lubiany. Ale dostałem powołanie do wojska i zawaliło mi się wszystko. W wojsku było źle, czułem, że pętla się zaciska, wisiała jakaś ostateczność, byłem w zupełnym dołku. Na przełomie lat 1987/88 byłem w ostateczności. I z tego wojska już do cywila nie wyszedłem, tylko do więzienia.
Według Pytlakowskiego, "nieszczęścia zaczęły się podczas służby wojskowej. Trynkiewicz bronił się przed poborem, bał się surowej dyscypliny i żołnierskich obyczajów. Zapewne miał już wtedy świadomość, że umieszczony w środowisku młodych mężczyzn zostanie zdekonspirowany - wiedział przecież, że rożni się od otoczenia, ma w sobie skazę".
Trynkiewicz - podczas przepustki wojskowej zwabia do domku letniskowego swoich rodziców - dwunastoletniego Szymona F.  Za dokonanie "czynu lubieżnego polegającego na dotykaniu go po obnażonych częściach ciała" zostaje skazany przez sąd wojskowy na półtora roku "odsiadki". Na prośbę rodziców - sąd udziela mu przerwy w odbywaniu kary do 2 sierpnia 1988 roku. Gdyby wtedy Trynkiewicz trafił za kratki być może nie doszłoby do tragedii.

"Kochana mamo..."

Pierwszy chłopiec - ofiara Trynkiewicza - znika 4 lipca 1988 roku. Rodzice Wojtka alarmują milicję. Ta nie przykłada się do poszukiwań. Jest przekonana, że chłopak wróci. Dziesięć dni później matka Wojtka dostaje widokówkę : "Kochana mamo! Jestem w bezpiecznym miejscu z ogłoszenia i zarabiam trochę pieniędzy i niedługo wrócę. Wojtek". Matka poznaje pismo dziecka. Kilka dni później w jej skrzynce na listy znajduje się kolejne pismo do syna. Ale jego ręką jest tylko zaadresowana koperta. W środku anonim sporządzony z liter wyciętych z gazet. Z treści wynikało, że syn przystąpił do sekty, nie należy powiadamiać milicji, tylko złożyć okup" - czytamy w książce.

Rodzice wszystko robią wedle wskazówek. Ale pieniądze zostają w skrytce. Nikt się po nie nie zgłasza.

W niewyjaśnionych okolicznościach ginie jeszcze trzech nastolatków. Wszyscy trafiają do mieszkania Trynkiewicza. Tam zostają zamordowani. - Robiłem to chaotycznie - mówi w sądzie morderca. "Ciała zabitych owinął zasłoną i poszewkami. Sam poszedł na obiad do swoich rodziców. Dopiero tam, jak twierdzi, uświadomił sobie, że przed chwilą dokonał zbrodni. Po powrocie do mieszkania zażył relanium, i przespał kilka godzin w fotelu. W nocy ciała chłopców (w sądzie używał określenia: "pakunki") wyniósł do piwnicy, a później, nocą z 3 na 4 sierpnia wywiózł samochodem swojego ojca do lasu. Tam oblał zwłoki benzyną i podpalił".

"Nie jestem zbrodniarzem"

Trynkiewicz nie potrafił wyjaśnić przed sądem, dlaczego zabił dzieci. - Nie jestem zbrodniarzem - przekonywał. - Wymagam długotrwałego leczenia. Nie wiem, czy powinienem wrócić do społeczeństwa.

<<<Ustawa o izolacji groźnych przestępców wchodzi w życie>>>

Pytlakowski opisuje też swoje rozmowy z rodzicami ofiar Trynkiewicza, które także przeprowadził w 1996 roku. Według dziennikarza, mimo upływu ośmiu lat od zbrodni doskonale pamiętają każdą godzinę z dnia, gdy do domu nie wrócili ich synowie. Pamiętają bezskuteczne poszukiwania po lesie i okolicach. - Jakiś instynkt mnie prowadził, bo doszedłem prawie pod dom, gdzie on ich zabijał. To była już druga w nocy, teraz wiem, że nasze dzieci o tej porze już nie żyły - opowiada jeden z ojców.

Rodzice Trynkiewicza po tym, jak ich syn trafił do więzienia - w obawie przed sąsiadami - przenieśli się do innej dzielnicy Piotrkowa Trybunalskiego. On także zapowiada, że po wyjściu na wolność nie wróci do starego mieszkania.

Tak wygląda ośrodek dla wyjątkowo groźnych przestępców [video] >>>

Pytlakowski przywołuje też swoją rozmowę z dziennikarzem z lokalnej gazety, który w 1988 i 1989 roku śledził sprawę Trynkiewicza. - Oni mu nie zapomną - twierdzi dziennikarz z Piotrkowa. - Będą czekać i sami wyrok wykonają.

Jedna z matek ofiar Trynkiewicza mówi: - Żeby był tak męczony przed śmiercią, jak męczył moje dziecko. Żeby chociaż miał taką chwilę w świadomości, że zaraz umrze.

Kara 25 lat więzienia dla Trynkiewicza kończy się 11 lutego.

Operacja "Trynkiewicz"

asop

Komentarze2
aby dodać komentarz
Sortuj: od najnowszegood najstarszego
z dalekiego kraju2014-01-22 22:29 Zgłoś
ten (cenzura - moderator) powinien zgnic w celi bez okna, przykuty do sciany. To jest kpina, nie sprawiedliwosc. Dlaczego wladze wiezienne dopuszczaly do sytuacji, ze psychopata decydowal, kto z nim bedzie siedzial w celi? Nie prosciej bylo trzymac chwasta w pojedynce, z przerwa na spacer miedzy druga i trzecia w nocy?
Oberek2014-01-22 17:16 Zgłoś
"Dziennikarz opisywał przypadki skazanych na karę śmierci, którym - dzięki amnestii - zamieniono wyrok na 25 lat pozbawienia wolności". - Ilu jeszcze bandziorów czeka na wolność a może wielu zwyrodnialców już dawno grasuje pomiędzy nami? Tylko Trynkiewicz został wybrany, jako tak "barwna" postać na powieść w odcinkach, którą media zafundują nam, jak o mamie Madzi w roku ubiegłym... żeby się naród nie nudził... Ciekawe, czy dowiemy się ile takich pochopnych decyzji wydali niemiłościwie nam panujący

Czytaj także

Morderca-pedofil wychodzi z więzienia. Policja w gotowości

09.01.2014
Morderca-pedofil wychodzi z więzienia. Policja w gotowości
Foto: Glow Images/East News
Obawiam się, że Mariusz Trynkiewicz nadal będzie mordował - mówi wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski. Kryminalista skazany w PRL za zabicie czterech chłopców może opuścić więzienie - 11 lutego.
Posłuchaj
00'26 Wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski o ustawie w sprawie izolowania groźnych przestępców (IAR)
00'18 Wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski o sprawie Mariusza Trynkiewicza (IAR)

To nie jest zwyczajny więzień. Mariusz Trynkiewicz szokuje nie tylko ze względu na brutalność morderstw, jakie popełnił. Ale także z powodu swojego zachowania już na sali sądowej. Gdy zapytano go, czy po wyjściu na wolność nadal będzie zabijał, miał odpowiedzieć, że tak.

Jak mówi wiceminister sprawiedliwości - po zakończeniu kary Trynkiewicz powinien znaleźć się pod specjalnym nadzorem. - Obawiam się dwóch rzeczy. Po pierwsze, że zrealizuje swoje zapowiedzi. A po drugie: że spotka go samosąd. Dla jego dobra i dla dobra potencjalnych ofiar, ten człowiek musi znaleźć się pod jakąś formą nadzoru, którą można zapewnić w ramach czynności operacyjnych policji - dodał Michał Królikowski.

Minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz liczy, że Trynkiewicz zostanie objęty przepisami ustawy dotyczącej izolacji niebezpiecznych przestępców już po odbyciu przez nich kary. O tym jednak zdecyduje sąd. Według Sienkiewicza, policja dostała już polecenie skutecznego działania w związku ze zbliżającym się terminem wyjścia tego przestępcy z więzienia.

(źródło: TVN24/x-news)

Szatan z Piotrkowa

Zabójca mieszkał i pracował w Piotrkowie Trybunalskim. Był nauczycielem. Jego ofiary to 11-letni Tomasz Łojek oraz 12-letni: Artur Kawczyński i Krzysztof Kaczmarek. W 1988 roku Trynkiewicz miał 26 lat. W śledztwie ujawniono, że wcześniej zamordował 13-letniego Wojtka Pryczka. Został skazany na karę śmierci. Ale w wyniku amnestii ogłoszonej w 1989 roku karę tę zamieniono na 25 lat więzienia. Przez całe lata media się nim nie interesowały. Całkiem niedawno gazety zaczęły opisywać groźnych przestępców skazanych w PRL, którym kończą się wyroki. Wśród nich był także "szatan z Piotrkowa".

W odpowiedzi na te doniesienia, rząd przygotował ustawę, która ma nie dopuścić do tego, by po wyjściu z więzienia kryminaliści chodzili bezkarnie po ulicach. Według szacunków resortu sprawiedliwości, chodzi o kilkunastu przestępców, maksymalnie - osiemnastu.

W myśl ustawy groźni przestępcy - już po odbyciu kary więzienia - będą kierowani na przymusowe leczenie. Decyzja o zastosowaniu nadzoru prewencyjnego albo o umieszczeniu w specjalnym Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym podejmowana będzie przez sąd okręgowy (w składzie 3 sędziów) orzekający na podstawie przepisów kodeksu postępowania cywilnego.

Ustawa wejdzie w życie 22 stycznia.

Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann zapewnia, że ośrodek, w którym mają przebywać kryminaliści jest już gotowy. - Jesteśmy na etapie ukończenia procedury przyjęcia rozporządzeń, które opiszą formalnie i prawnie cały ten ośrodek. Dzisiaj ostatni dzień przyjmowania uwag. Mamy czas do 11 lutego. Zdążymy bez większych problemów - mówi wiceminister.

(źródło: TVN24/x-news)

"Nastąpiła ordynarna, elementarna fuszerka"

Politycy opozycji twierdzą, że rząd zawalił sprawę i za późno została opublikowana ustawa, a co za tym idzie za późno wejdzie w życie. Może to spowodować, że jej przepisy nie będą dotyczyć Trynkiewicza. - Nastąpiła ordynarna, elementarna fuszerka - oburza się na swoich dawnych kolegów z rządu Jarosław Gowin, były minister sprawiedliwości. Jego zdaniem, rząd zbagatelizował sprawę.

(źródło: TVN24/x-news)

Z kolei Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak skierował specjalne pisma szefów trzech resortów: sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i zdrowia z pytaniem o możliwości zapewnienia ochrony dzieci przed sprawcami, co do których jest wysokie prawdopodobieństwo, że ponownie dopuszczą się najcięższych przestępstw przeciwko najmłodszym.

IAR/asop

Czytaj także

Morderca dzieci, Mariusz Trynkiewicz przerywa milczenie. "Przez 21 lat w celi pracowałem nad sobą"

13.01.2014
Mariusz Trynkiewicz
Mariusz TrynkiewiczFoto: youtube/PersonaNonGrata3
Mariusz Trynkiewicz, który w latach osiemdziesiątych zamordował na tle seksualnym czterech chłopców, przez ponad 20 lat unikał kontaktu z mediami. Teraz odpisał na list, jaki wysłała do niego dziennikarka Polsat News.
Posłuchaj
00'16 Oficer prasowy zakładu w Załężu, major Norbert Gaweł, o przypadku Mariusza Trynkiewicza/IAR/PR Rzeszów
00'24 Paweł Międlar, rzecznik prasowy podkarpackiego komendanta policji, o Mariuszu Trynkiewiczu/IAR

Mariusz Trynkiewicz, morderca i gwałciciel dzieci, w czasach PRL skazany na karę śmierci, na mocy amnestii z 1989 roku zamienioną na 25 lat więzienia, 11 lutego wychodzi na wolność.
Dziennikarka Polsat News szukając z nim kontaktu najpierw spotkała się z jego matką. Ta poprosiła, by reporterka napisała do jej syna, który przebywa w zakładzie karnym w Rzeszowie. Okazało się, że okrzyknięty przez media "szatanem z Piotrkowa", przestępca odpisał jej.

>>> W sprawie Trynkiewicza jesteśmy przygotowani na różne scenariusze - mówi szef policji Marek Działoszyński >>>
"Czy 25 lat to mało? Ja przez 21 lat mojego wyroku przebywałem na oddziale terapeutycznym w zakładzie karnym w Strzelcach Opolskich, gdzie pracowałem z psychologami, uczęszczałem na terapię i tu do Rzeszowa zostałem przewieziony w celu odbycia terapii, którą odbyłem podczas 12-miesięcznych zintensyfikowanych zajęć. W celi nie siedziałem po prostu odbywając wyrok, ale pracowałem nad sobą. To się dzisiaj w ogóle nie liczy, że siedziałem przez 25 lat i nie zbijałem bąków, ale jednak robiłem wszystko, by okres mojego siedzenia spędzić aktywnie pracując nad sobą? Jakoś nikt tego nie przedstawia od tej strony. Dlaczego?" - pyta Trynkiewicz.

To między innymi z jego powodu Sejm przygotował ustawę, która pozwala na przymusowe umieszczenie w ośrodkach zamkniętych osób, które odbyły zasądzoną karę, ale ich resocjalizacja się nie powiodła. Do takiego ośrodka ma trafić Trynkiewicz. Opozycja bije na alarm, gdyż obawia się, że przepisy tej ustawy go nie obejmą, gdyż dopiero 7 stycznia została ona opublikowana w Dzienniku Ustaw. Ale minister sprawiedliwości Marek Biernacki uspokaja. - Procedury, które będą decydowały o jego losie, mogą się odbywać i trwać w tym czasie, kiedy on wyjdzie z więzienia - powiedział Biernacki w TVP Info.
"Ja zostałem skazany na 25 lat pozbawienia wolności. Tak mówi prawomocny wyrok i kierowanie mnie do zamkniętego ośrodka przedłuża ten okres pozbawienia wolności. Już w tym jest sprzeczność. Jest to drugi wyrok za to samo przestępstwo. Tym samym działanie prawa wstecz" - pisze w swoim liście Mariusz Trynkiewicz.

Będzie przymusowe leczenie?

PR Rzeszów informuje, że dyrekcja Zakładu Karnego w Załężu analizuje sytuację formalno-prawną Mariusza Trynkiewicza oraz wszystkich osadzonych pod kątem zastosowania zapisów ustawy o nadzorze nad groźnymi przestępcami.
Jak zapewnia oficer prasowy zakładu w Załężu, major Norbert Gaweł, jeśli dyrektor placówki podejmie decyzję o skierowaniu wniosku o izolację dla Mariusza Trynkiewicza, zrobi to w pierwszym dniu obowiązywania nowej ustawy, czyli 22 stycznia. Nie wiadomo jednak, czy przed 11 lutego Sąd Okręgowy w Rzeszowie zdąży wydać prawomocną decyzję o jego przymusowym leczeniu - w przeciwnym razie, wyjdzie on na wolność.
Jak każdy osadzony, także Mariusz Trynkiewicz ma w zakładzie karnym dostęp do radia, telewizji oraz prasy, nie może jednak korzystać z internetu. Złożył on oświadczenie, w którym nie zezwala, aby administracja zakładu wypowiadała się publicznie na jego temat, odmawia także kontaktu z mediami.
pp

Czytaj także

Ojciec ofiary Trynkiewicza: do dziś nas nie przeprosił

21.01.2014
Mariusz Trynkiewicz
Mariusz TrynkiewiczFoto: youtube/PersonaNonGrata3
- To był pedofil i dalej jest. Po co go wypuszczać? Jak go wypuszczą, to policja go nie upilnuje, on będzie dalej mordował. Przecież powinien być do końca leczony - powiedział w programie "Tomasz Lis na żywo”, w TVP2 Stanisław Kaczmarek, ojciec 12-letniego Krzysztofa, którego zamordował Mariusz Trynkiewicz.

Trynkiewicz to pedofil, który w 1989 roku został skazany na karę śmierci za zabójstwo trzech chłopców. Potem kara ta została zmieniona na 25 lat więzienia. W lutym mężczyzna ma wyjść na wolność.
12-letni Krzysztof był jedną z jego ofiar. - Szukaliśmy go tydzień czasu. Żona, ja... Mieliśmy jego zdjęcia, które pokazaliśmy policji. Policjanci mówili, że Krzyś chyba się utopił, ale ja wiedziałem, że nie, bo on umiał pływać - powiedział Stanisław Kaczmarek.
Ojciec chłopca wspominał, że Mariusza Trynkiewicza zobaczył w sądzie. - Ludzie przewrócili radiowóz. Żona uderzyła go wtedy butelką - mówił Kaczmarek.
- Do dziś nas nie przeprosił, nie wyraził skruchy... Nic go nie ruszyło, nawet kara śmierci. Ostatnio napisał list do mediów, że jego kara się odbyła i ma prawo wyjść na wolność. Nawet tam nas nie przeprosił - mówił gość Tomasza Lisa.

"Proces szatana?"

Zabójca mieszkał i pracował w Piotrkowie Trybunalskim. Jego ofiary to 11-letni Tomasz Łojek oraz 12-letni: Artur Kawczyński i Krzysztof Kaczmarek. W 1988 roku Trynkiewicz miał 26 lat. W śledztwie ujawniono, że wcześniej zamordował 13-letniego Wojtka Pryczka. Ponadto był już karany za wykorzystywanie seksualne dzieci, a ostatnich zbrodni dokonał podczas przerwy w odbywaniu kary udzielonej w związku z chorobą matki.

Trynkiewicz przebywa w więzieniu w Rzeszowie. Na podstawie jego losów powstała książka: "Proces szatana?".

Postać Trynkiewcza budzi grozę i przerażenie. Gdy w sądzie pytano go, czy po wyjściu na wolność nadal będzie zabijał, miał odpowiedzieć twierdząco. Tak donoszą media.

Zabójcy na wolności?

W myśl przygotowanej ustawy groźni przestępcy - już po odbyciu kary więzienia - będą kierowani na  przymusowe leczenie. Decyzja o zastosowaniu nadzoru prewencyjnego albo o umieszczeniu w specjalnym Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym podejmowana będzie przez sąd okręgowy orzekający na podstawie przepisów kodeksu postępowania cywilnego.

Ustawa o leczeniu w ośrodku zamkniętym sprawców najgroźniejszych zbrodni po odbyciu przez nich kar dotyczy głównie sprawców zabójstw i gwałtów, skazanych w czasach PRL na karę śmierci. Na mocy amnestii w 1989 r. zamieniono tym osobom wyroki śmierci na 25 lat (w kodeksie karnym nie funkcjonowała wówczas kara dożywocia). W 2014 r. pierwsze z tych osób zakończą wykonywanie wyroków.

Jako pierwszy z listy groźnych przestępców na wolność ma wyjść Mariusz Trynkiewicz.

to, TVP Info

Czytaj także

Tak będzie wyglądała "Operacja Trynkiewicz"

22.01.2014
Zdjęcie Mariusza Trynkiewicza w aktach sprawy karnej
Zdjęcie Mariusza Trynkiewicza w aktach sprawy karnej Foto: PAP/Grzegorz Michałowski
24-godzinna tajna obserwacja mordercy-pedofila, a nawet - w razie zagrożenia życia - pomoc w zmianie jego tożsamości. Policja szykuje warianty działań po wyjściu na wolność Mariusza Trynkiewicza - informuje "Rzeczpospolita".

Ochrona mężczyzny, który odsiedział 25 lat za zabójstwo czterech chłopców z Piotrkowa Trybunalskiego, jest wyjątkowa, a skala przygotowań - niespotykana. Jak się dowiedziała gazeta, na razie podjęto decyzję, że jednorazowo zaangażowanych w jego kontrolowanie będzie 25 policjantów. Dysponować mają 11 samochodami, wynajmą też mieszkania konspiracyjne. Do tej operacji policja oderwie nawet część funkcjonariuszy od spraw kryminalnych.

<<<Morderca-pedofil na wolności? Decyzja w środę>>>

Policja może wykorzystać obserwację, kontrolę korespondencji i inne środki techniki operacyjnej. Liczba obserwujących Trynkiewicza funkcjonariuszy może się zmienić zależnie od otoczenia, w jakim się on znajdzie. – W mniejszym środowisku zaangażowanych w obserwację policjantów będzie więcej, żeby się nie zdekonspirowali. W większym łatwiej się zakamuflować, więc siły będą mniejsze – mówi Marek Dyjasz, były dyrektor biura kryminalnego KG Policji.

Mogą być wszędzie

Funkcjonariusze mogą być wszędzie: pod blokiem, na klatce schodowej, patrzeć z okna sąsiedniego domu. – Czekanie w samochodzie jest dobre na filmach. W życiu, jeśli pojazd zbyt długo stoi w jednym miejscu, szybko wzbudza podejrzenia. Teraz stosuje się do takich celów samochód do niejawnej obserwacji wyposażony w odpowiedni sprzęt – mówi oficer KGP.

– Czasami człowiek zaczyna się zachowywać irracjonalnie, zrywa kontakty i „idzie w Polskę". Wtedy przygotowywany scenariusz może lec w gruzach – zastrzega Dyjasz.

Według informacji „Rzeczpospolitej" policja zabezpieczyła się też przed wyjazdem Trynkiewicza za granicę. Zawiadomiła Interpol i służby krajów zachodnich, gdyby na ich terenie się zjawił.

"Nie przetrwa bez pomocy osób, które znał"

Paweł Moczydłowski, kryminolog i były szef więziennictwa, podkreśla jednak, że Trynkiewicz jest uzależniony od wsparcia z zewnątrz. – Nie przetrwa bez pomocy osób, które znał. Jeśli jednak ma instynkt samozachowawczy, śledzi informacje w mediach, nie powinien wracać do Piotrkowa – mówi.

Tuż przed wyjściem Trynkiewicza na wolność (co nastąpi 11 lutego, jeśli sąd uzna, że nie ma wskazań, by trafił do zamkniętego ośrodka w Gostyninie), zostanie on przeniesiony z Rzeszowa do innego zakładu karnego. Wyjdzie więc w zupełnie innym rejonie kraju. To ma zapewnić mu anonimowość.

W środę wchodzi w życie ustawa o izolacji groźnych przestępców, dająca możliwość leczenia w ośrodku zamkniętym sprawców najgroźniejszych zbrodni już po odbyciu przez nich kar więzienia, a także możliwość nadzoru bez stosowania izolacji.

<<<Trynkiewicz uznany za niebezpiecznego. Jest wniosek o izolację>>>

Zmiana tożsamości

Policja nakreśliła tzw. scenariusze krytyczne: zakładają, że Trynkiewiczowi będzie grozić utrata życia. W grę wchodzi więc pomoc w zmianie tożsamości. Jednak wniosek o to musiałby złożyć sam. – Tutaj nie ma możliwości zastosowania procedury, z jakiej korzystają świadkowie koronni: zmiany personaliów, miejsca zamieszkania czy zafundowania mu operacji plastycznej – wyjaśnia na łamach „Rzeczpospolitej" dr Zbigniew Rau, kryminolog, były wiceszef MSWiA. Trynkiewicz około ośmiu lat temu złożył wniosek o nowe nazwisko, ale nie mógł powołać się na zagrożenie życia i sąd odmówił.

Morderca chłopców

Mariusz Trynkiewicz w 1988 roku zamordował czterech chłopców. Jego ofiary to 11-letni Tomasz Łojek oraz 12-letni: Artur Kawczyński i Krzysztof Kaczmarek. W 1988 roku Trynkiewicz miał 26 lat. W śledztwie ujawniono, że wcześniej zamordował 13-letniego Wojtka Pryczka. Ponadto był już karany za wykorzystywanie seksualne dzieci, a ostatnich zbrodni dokonał podczas przerwy w odbywaniu kary udzielonej w związku z chorobą matki.

Poznaj historię mordercy>>>

PAP,polskieradio.pl,kh

Czytaj także

Trynkiewicz uznany za niebezpiecznego. Wniosek do sądu o izolację

22.01.2014
Rzecznik prasowy Zakładu Karnego w Rzeszowie-Załężu, major Norbert Gaweł, poinformował, że dyrektor więzienia skierował do Sądu Okręgowego wniosek o uznanie Mariusza Trynkiewicza za osobę z zaburzeniami psychicznymi stwarzającą zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób
Rzecznik prasowy Zakładu Karnego w Rzeszowie-Załężu, major Norbert Gaweł, poinformował, że dyrektor więzienia skierował do Sądu Okręgowego wniosek o uznanie Mariusza Trynkiewicza za osobę z zaburzeniami psychicznymi stwarzającą zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób Foto: PAP/Darek Delmanowicz
Dyrektor więzienia w Rzeszowie skierował do Sądu Okręgowego wniosek o uznanie Mariusza Trynkiewicza za osobę z zaburzeniami psychicznymi stwarzającą zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób - poinformował rzecznik prasowy Zakładu Karnego w Rzeszowie-Załężu major Norbert Gaweł.
Posłuchaj
00'12 Jest wniosek o uznanie Trynkiewicza za osobę stwarzającą zagrożenie dla innych. Rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości Patrycja Loose (IAR)
00'55 Mariusz Trynkiewicz uznany za niebezpiecznego. Relacja Kseni Maćczak (IAR)

- Postępowanie wobec Mariusza Trynkiewicza toczy się już w trybie cywilnym, w sądzie okręgowym przed trzema sędziami i z szeregiem opinii biegłych - powiedział minister sprawiedliwości Marek Biernacki. Jak wyjaśniał, podstawą do wniosku o stwierdzenie, czy Trynkiewicz jest osobą stanowiącą zagrożenie dla innych, było złożenie szeregu opinii psychologów i specjalistów zakładu karnego w Rzeszowie oraz wyrok na mocy którego był w więzieniu.

"Trwa wyścig z czasem"

- Teraz jest siedem dni do ustalenia biegłych, później też jest kwestia opinii biegłych, czy jest chęć skierowania pana Mariusza T. do obserwacji, do zakładu - mówił. Dodał jednocześnie, że trwa wyścig z czasem i pod jego presją będzie pracował zarówno sąd i biegli.

Zapewniał, że resort jest przygotowany na różne warianty dalszego postępowania wobec Trynkiewicza, w zależności od decyzji sądu. Zaznaczył, że nie będzie przedstawiał ich publicznie. - Nie chciałbym też stwarzać wrażenia, że są z naszej strony jakiekolwiek naciski na sędziów - mówił Biernacki.

<<<Ustawa o izolacji groźnych przestępców wchodzi w życie>>>

Rzeczniczka sądu w Rzeszowie Marzena Ossolińska-Plęs poinformowała, że w ciągu siedmiu dni sąd "dopuści dowód z opinii psychiatrycznej dotyczącej T., a w razie konieczności, także opinii psychologicznej i seksuologicznej" i wyznaczy mu pełnomocnika z urzędu. Podkreśliła, że choć sąd ma siedem dni na podjęcie decyzji, to jednak podejmie ją "niezwłocznie".

Następnie dokumentacja dotycząca Trynkiewicza trafi do biegłych, by opracowali opinie. Sędzia dodała, że jeżeli opinie będą zawierały "konkretne wnioski", wówczas sprawa trafi na wokandę. Może się jednak okazać, że biegli uznają, iż konieczna jest obserwacja Trynkiewicza w ośrodku zamkniętym. Wtedy złożą odpowiedni wniosek do sądu, na którego rozpatrzenie ma on kolejnych siedem dni. Maksymalny czas przebywania na takiej obserwacji wynosi 4 tygodnie. Sąd może orzec jednak krótszy termin.

Po otrzymaniu opinii od biegłych po takiej obserwacji rozpocznie się rozprawa dotycząca Trynkiewicza.

Ośrodek dla najgroźniejszych przestępców

Mariusz Trynkiewicz - pedofil skazany w 1989 r. za zabójstwo czterech chłopców na karę śmierci zamienioną potem na 25 lat więzienia, może 11 lutego opuścić Zakład Karny w Rzeszowie. Nie stanie się tak, jeśli sąd, na mocy ustawy o nadzorze nad groźnymi przestępcami, orzeknie o umieszczeniu go w specjalnym ośrodku terapeutycznym. Postanowienie będzie jednak podlegało zaskarżeniu, dlatego nie wiadomo czy do 11 lutego, kiedy Trynkiewicz ma opuścić zakład karny uda się wydać prawomocne orzeczenie.

Jedyny taki ośrodek znajduje się w Gostyninie na Mazowszu. Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann, mówi że ośrodek spełnia kryteria szpitalne, a nie więzienne. Pacjenci będą mieli do dyspozycji jednoosobowe sale bez krat w oknach, choć ze stosownymi zabezpieczeniami przeciwwłamaniowymi. Na terenie całego ośrodka znajdować się będą czujniki ruchu i kamery.

Sławomir Neumann podkreśla, że na początku przy ochronie ośrodka pracować będzie Służba Więzienna, później już tylko ochrona. Wiceminister dodaje, że pacjenci przez cały czas będą poddawani terapii. Zatrudniony będzie personel medyczny, psychologowie, psychiatrzy, seksuolodzy, terapeuci i pielęgniarze.

Ośrodek jest gotowy na przyjęcia 10 pacjentów, do ich obsługi całodobowej niezbędnych będzie do 77 pracowników.

Roczny koszt utrzymania takiego ośrodka to 7 milionów złotych. Finansowany będzie przez budżet państwa.

Tak wygląda ośrodek dla wyjątkowo groźnych przestępców [video] >>>

Sprawcy zabójstw i gwałtów

Ustawa o izolacji groźnych przestępców, która w środę weszła w życie daje możliwość leczenia w ośrodku zamkniętym sprawców najgroźniejszych zbrodni już po odbyciu przez nich kar więzienia, a także możliwość nadzoru bez stosowania izolacji.

Ustawę tę w połowie grudnia 2013 r. podpisał prezydent Bronisław Komorowski. Ustawa dotyczy m.in. postępowania wobec sprawców zabójstw i gwałtów, skazanych w czasach PRL na karę śmierci. Na mocy amnestii w 1989 r. zamieniono tym osobom wyroki śmierci na 25 lat (w kodeksie karnym nie funkcjonowała wówczas kara dożywocia). Ponadto, odnosi się do innych groźnych przestępców, jeśli odbywają oni kary w systemie terapeutycznym i dodatkowo występowały u nich zaburzenia psychiczne, bądź preferencji seksualnych, które mają taki charakter, że "zachodzi co najmniej wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu zabronionego z użyciem przemocy" zagrożonego karą przynajmniej 10 lat więzienia.

Morderca chłopców

Mariusz Trynkiewicz w 1988 roku zamordował czterech chłopców. Jego ofiary to 11-letni Tomasz Łojek oraz 12-letni: Artur Kawczyński i Krzysztof Kaczmarek. W 1988 roku Trynkiewicz miał 26 lat. W śledztwie ujawniono, że wcześniej zamordował 13-letniego Wojtka Pryczka. Ponadto był już karany za wykorzystywanie seksualne dzieci, a ostatnich zbrodni dokonał podczas przerwy w odbywaniu kary udzielonej w związku z chorobą matki.

Poznaj historię mordercy>>>

Zdjęcie
Zdjęcie w aktach sprawy karnej przeciwko Mariuszowi Trynkiewiczowi. Fot. PAP/Grzegorz Michałowski
IAR,PAP,kh