X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Wiadomości

"Tragiczne zajścia w Kijowie sprowokowali miejscowi ekstremiści i zachodni politycy"

22.01.2014
Rosyjscy politycy oskarżają kraje Unii Europejskiej i USA o prowokowanie zamieszek, a liderów ukraińskiej opozycji - o łamanie prawa.
Posłuchaj
00'52 Rosyjskie władze i oficjalne media krytykują ukraińską opozycję i zachodnich polityków. Relacja Macieja Jastrzębskiego (IAR)
Krwawe starcia w Kijowie. Są ofiary śmiertelne
Krwawe starcia w Kijowie. Są ofiary śmiertelne

Demokratyczny świat solidaryzuje się z demonstrantami, którzy w Kijowie domagają się poszanowania praw i zmiany władzy. Głosy poparcia płyną do stolicy Ukrainy zarówno ze Stanów Zjednoczonych, jak i Unii Europejskiej.

- Użycie siły nie jest odpowiedzią na kryzys polityczny - napisała w specjalnym oświadczeniu szefowa unijnej dyplomacji Cahterine Ashton. W podobnym tonie wypowiedział się  przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso, który wezwał do powstrzymania się od przemocy .

Gromy na władze Ukrainy posypały się też ze strony Niemiec. W oświadczeniu niemieckiego ministra czytamy, że wiadomości przekazane w środę rano o zabitych są przerażające.- Rząd ma obowiązek chronić pokojowych demonstrantów - pisze Frank-Walter Steinmeier.

Pięć ofiar śmiertelnych

Jeszcze dalej poszły Stany Zjednoczone, które pozbawiły wiz "kilku obywateli Ukrainy związanych z użyciem siły" wobec protestujących w listopadzie i w grudniu zeszłego roku. "Chcemy podkreślić, że Departament Stanu ma szerokie możliwości w anulowaniu wiz na podstawie informacji, która wskazuje, że posiadacz takiej wizy nie może mieć wstępu na terytorium USA. Rozważamy dalsze kroki wobec tych, którzy są odpowiedzialni za obecną przemoc" - głosi komunikat amerykańskiej ambasady na Ukrainie.

Zdaniem Rosji, wszelkie takie głosy są niedopuszczalne. Rosyjski ambasador przy Unii Europejskiej Władimir Czyżow sprzeciwia się sankcjom wobec Ukrainy. - Wydaje mi się, że w rozmowach z Kijowem nie należy stosować języka sankcji, lecz oferować pomoc i wsparcie. Poza tym tylko Rada Bezpieczeństwa ONZ wzbudza zaufanie społeczności międzynarodowej i tylko ona mogłaby nałożyć sankcje - oświadczył Rosjanin.

Wideorelacja na żywo z ulicy Hruszewskiego >>>

Uchwałę w sprawie wydarzeń w Kijowie przyjęła rosyjska Duma Państwowa. Parlamentarzyści twierdzą, że tragiczne zajścia w stolicy Ukrainy sprowokowali miejscowi ekstremiści i zachodni politycy. - Duma Państwowa raz jeszcze uprzedza, że zewnętrzne naciski na Ukrainę, narzucające jej geopolityczny wybór na korzyść Unii Europejskiej, są niedopuszczalne - czytamy w uchwale. W podobnym duchu wypowiadał się dzień wcześniej szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. - Proponujemy, aby nasi europejscy koledzy nie zachowywali się tak bezceremonialnie w związku z ukraińskim kryzysem - mówił.

Jego zdaniem, naruszeniem europejskich norm są "bijatyki, napady na milicję, podpalenia, koktajle Mołotowa świadczące o tym, że sytuacja wymyka się spod kontroli".

Ukraińscy dziennikarze pracujący w Rosji zwracają uwagę, że większość komentarzy prezentowanych przez oficjalne rosyjskie media negatywnie ocenia opozycję i sugeruje użycie siły przez władze w Kijowie.

Protesty na Ukrainie - zobacz serwis specjalny >>>

Wieczorem lekarze współpracujący z Majdanem poinformowali o pięciu ofiarach śmiertelnych. Cztery osoby zmarły zostały zastrzelone. Na ich ciałach były rany postrzałowe klatki piersiowej, szyi i głowy. Piątka ofiara spadła kolumnady przy stadionie klubu piłkarskiego Dynamo Kijów. Kolejną ofiarą jest działacz Majdanu skatowany na śmierć przez "nieznanych sprawców". Lekarze mówią też o około 300 osobach rannych.

Zgodnie z decyzją władz, milicja może strzelać do demonstrantów z broni palnej. Funkcjonariusze mogą też używać: ręcznych granatów dymnych, granatów gazowych i świetlnych oraz granatów świetlno - hukowych.

IAR/PAP/asop

''

Zobacz więcej na temat: Kijów protest Rosja Ukraina
Komentarze1
aby dodać komentarz
szeleszczyciel2014-01-22 23:45 Zgłoś
Ukraina jest tu, jak krótka kołdra, którą Rosja i NATO (USA, żydokomuna, Usrael, Unia Europejska, Niemcy, Polska, Trochę Francja (a trochę i nie) oraz sami rozmaici Ukraińcy ciągną każdy w swoją stronę. Może to rozedrą na dwa, trzy kawałki...

Czytaj także

Szef MAC: Ukraina stacza się w stronę Białorusi

Według Rafała Trzaskowskiego na Ukrainie następuje powolna putinizacja. Jego zdaniem Unia Europejska ma problem z tego typu reżimami.
Posłuchaj
02'12 Rafał Trzaskowski, szef MAC: na Ukrainie następuje putinizacja (Trójka)

Ukraińskie media informują, że w środę rano na ulicy Hruszewskiego w Kijowie został zastrzelony jeden z demonstrantów. Pojawiła się nieoficjalna wiadomość o śmierci innego protestującego. Lekarze mówią o strzałach oddanych przez snajpera.

Zdaniem Rafała Trzaskowskiego, ministra administracji i cyfryzacji i byłego europosła, powinien to być moment zastanowienia dla prezydenta Wiktora Janukowycza.

Wideorelacja na żywo z ulicy Hruszewskiego >>>

- Miejmy nadzieję, że to podziała jak prysznic otrzeźwiający na Janukowycza dlatego, że czas najwyższy żeby zdał sobie sprawę z tego, że ta sytuacja może się wymknąć spod kontroli - wyjaśnił Trzaskowski w "Salonie politycznym Trójki".

- Niestety następuje powoli putinizacja Ukrainy. W tej chwili wygląda to naprawdę niewesoło. To może być tak, że Ukraina pójdzie drogą Białorusi i pytanie, czy takie drastyczne wydarzenia będą momentem, który pomoże w otrzeźwieniu, czy zostanie przekroczony Rubikon, po którym zostaną już wcielone w życie te wszystkie rozwiązania siłowe. Wtedy rzeczywiście Ukraina będzie się staczać w przepaść - uważa minister.

Protesty na Ukrainie - zobacz serwis specjalny >>>

Jego zdaniem na Ukrainie nie można obecnie wykluczyć żadnego scenariusza. Jak dodał, potrzebna jest interwencja Unii Europejskiej, ale nie będzie to zadanie łatwe.

- Unia Europejska powinna zareagować pryncypialnie i twardo. Myśmy próbowali wszystkiego jeżeli chodzi o Białoruś i z tego typu reżimami unia europejska ma problem - wyjaśnił

Trójka, bk

Czytaj także

Paweł Kowal: wydarzenia w Kijowie to przygotowanie do siłowej reakcji władz

Zdaniem europosła Pawła Kowala trudno będzie powstrzymać spiralę emocji, która nakręca się między władzami a protestującymi na Ukrainie.
Posłuchaj
03'09 Eurodeputowany Paweł Kowal o sytuacji na Ukrainie (Z kraju i ze świata/Jedynka)

Jak podkreślił w Jedynce Paweł Kowal, do rozmów między władzami a protestującymi dojdzie tylko wtedy, kiedy wezwanie Wiktora Janukowycza zabrzmi wiarygodnie.

- Tylko w takim wariancie te rozmowy mają sens. Inaczej będzie to pozorowanie rozmów, które będzie tylko nakręcało spiralę niechęci po stronie opozycji. W tym momencie należałoby się skoncentrować na ustaleniu intencji prezydenta Janukowycza i wezwaniu władz do nieużywania żadnych środków przemocy przeciwko demonstrującym - powiedział gość magazynu "Z kraju i ze świata".

Paweł Kowal przypomniał, że wcześniejsze rozmowy rządu z opozycją nie przynosiły żadnego efektu. - Niestety, ostatnie wezwania rządu do rozmów kończyły się farsą negocjacji. Ludzie są na to wyczuleni i poirytowani po dwóch miesiącach stania na mrozie, więc te gwałtowne reakcje są zrozumiałe, choć oczywiście niepożądane - powiedział europoseł.

Protesty na Ukrainie - zobacz serwis specjalny >>>

Jak zaznaczył Kowal, środowe wydarzenia w Kijowie - informacja o trzech ofiarach śmiertelnych po stronie protestujących i regularna walka między milicją a demonstrantami - mogą być przygrywką do bardziej stanowczych działań.

- Wydaje się, że te wydarzenia były po prostu swego rodzaju przygotowaniem do ewentualnej bardziej siłowej reakcji władz. Ja je nazywam "pełzającym stanem wyjątkowym", w którym coraz mniej możliwości ekspresji mają obywatele, a coraz więcej instrumentów w rękach władze - wyjaśnił europoseł.

W jego ocenie, najlepiej byłoby, gdyby konflikt polityczny na Ukrainie został załatwiony w parlamencie. - Przecież opozycja tam jest bardzo silna, ma prawie pół parlamentu. Ale widać wyraźnie, że normalny powrót do parlamentu po uchwalonych w ubiegłym tygodniu w dzikich warunkach ustawach nie jest łatwy ani możliwy - powiedział Paweł Kowal. Dodał, że nie ma mowy o międzynarodowej mediacji w sytuacji, kiedy obie strony tej mediacji nie oczekują.

Rozmawiała Zuzanna Dąbrowska.

bk/ag

Czytaj także

W Kijowie polała się krew. "Przyjmujemy to z niepokojem"

Prezydent Bronisław Komorowski uważa, że śmierć co najmniej trzech demonstrantów może doprowadzić do trwałego konfliktu u naszego wschodniego sąsiada.
Posłuchaj
00'22 Prezydent Bronisław Komorowski o sytuacji na Ukrainie (IAR)

W środę w południe zebrała się Rada Bezpieczeństwa Narodowego (RBN), by omówić sytuację na Ukrainie. Z samego rana z Kijowa dotarły tragiczne wiadomości o pierwszych ofiarach starć milicji i oddziałów specjalnych Berkut z demonstrantami. Przed południem ukraińskie media mówiły już o trzech ofiarach śmiertelnych.

- Przyjmujemy wszyscy z ogromnym niepokojem, że w stolicy Ukrainy polała się krew - oświadczył prezydent Bronisław Komorowski po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Według niego, zamieszki w Kijowie mogą "oznaczać wzrost nastrojów agresywnych, wzrost zagrożenia trwałym i głębokim konfliktem, który niewątpliwie nie będzie służył ani Ukrainie, ani narodowi ukraińskiemu, a tym bardziej jego prozachodnim aspiracjom".

Trzy ofiary śmiertelne. Prezydent zleca śledztwo

Prezydent opowiedział się za dialogiem opozycji z władzą na Ukrainie, które mogłyby powstrzymać dalszą eskalację konfliktu.

Protesty na Ukrainie - zobacz serwis specjalny >>>

Komorowski widzi też rolę Polski w rozwiązaniu sytuacji, w jakiej znalazła się Ukraina. - Rolą Polski jest między innymi wpływać na to, aby ten dialog miał jak najdalej idącą szansę nie tylko na zaistnienie, ale uzyskanie odpowiednich rozstrzygnięć - podkreślił.

(źródło: TVN24/x-news)

Komorowski zaznaczył także, że Polska z "ograniczoną nadzieją" przyjęła zapowiedź prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza o tym, że ma wolę wyjaśnienia przyczyn i okoliczności przelewu krwi w Kijowie. - To jest bardzo ważne, aby tego rodzaju informacja i tego rodzaju stanowisko było poparte realnymi działaniami, które mogłyby powstrzymać proces nadciągającego pogłębionego konfliktu i przemocy z obu stron - powiedział prezydent.
Dodał, że z "podobną ograniczoną nadzieją" Polska przyjmuje zapowiedź spotkania Janukowycza z liderami ukraińskiej opozycji, bo - jak zaznaczył - "polskie doświadczenie jest proste, że w sytuacji narastającego konfliktu, na ogół na eskalacji konfliktu zyskują siły ekstremalne, albo przeciwnicy państwa i normalizacji".

Wideorelacja na żywo z ulicy Hruszewskiego >>>

Starcia między milicją a antyrządowymi demonstrantami trwają w stolicy Ukrainy od niedzieli. Rząd i opozycja obwiniają się nawzajem o eskalację przemocy. Według agencji Interfax-Ukraina, która powołuje się na informatorów z MSW, oddziały milicji Berkut przypuściły szturm na protestujących po informacji, że mają oni zamiar wykorzystać do walki z milicją ciekły sód, którego zamierzano użyć w koktajlach Mołotowa.
W rejonie dzielnicy rządowej, gdzie trwają starcia ukraińskiej milicji i antyrządowych demonstrantów zostało zabitych trzech demonstrantów. To pierwsze ofiary śmiertelne od wybuchu antyrządowych protestów w listopadzie, wywołanych wstrzymaniem współpracy Ukrainy z UE.
Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz polecił przeprowadzenie rzetelnego śledztwa w sprawie śmierci uczestników antyrządowych protestów w Kijowie.

IAR/PAP/asop

''

Czytaj także

Schetyna: dziś musimy stanąć po stronie tych, którzy są bici i poniewierani w Kijowie

- W obecnej sytuacji na Ukrainie konieczny jest arbitraż, tak by więcej nie dochodziło do rozlewu krwi - mówił w radiowej Jedynce szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna.
Posłuchaj
09'37 Przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna o sytuacji na Ukrainie (Jedynka/Popołudnie z Jedynką)

Ukraińskie MSW potwierdza: są trzy ofiary starć milicji i oddziałów specjalnych Berkut z demonstracjami. Rano oddziały specjalne Berkut rozpoczęły atak barykadę, którą zbudowali przeciwnicy władz. Nie wiadomo ile osób zostało rannych. Część protestujących - w obawie przed represjami - nie zgłasza się do państwowych przychodni i szpitali.

Zdaniem Grzegorza Schetyny, w tej chwili najważniejsze jest uspokojenie sytuacji w stolicy Ukrainy. Szef sejmowej komisji spraw zagranicznych uważa, że trzeba w taki sposób wpłynąć na ukraińskie władze, by nie dochodziło więcej do rozlewu krwi. - Dziś musimy stanąć po stronie tych, którzy są bici i poniewierani w Kijowie - mówił gość radiowej Jedynki.

Jego zdaniem, najlepszym rozwiązaniem byłoby doprowadzenie do międzynarodowego arbitrażu, który mógłby przekonać skonfliktowane strony ukraińskie do tego, by zaczęły ze sobą rozmawiać. - Dziś te dwie strony ze sobą walczą - mówił.

Protesty na Ukrainie - zobacz serwis specjalny >>>

Schetyna uważa, że dużą rolę do odegrania mają unijni dyplomaci, którzy powinni pokazać Ukraińcom, że drzwi do Europy są otwarte. - Trzeba powtarzać: Europa jest otwarta, Europa na was czeka, ale Europa chce wspierać społeczeństwo obywatelskie na Ukrainie. Chce wspierać prawo do demonstracji. Bo to jest solą demokracji - podkreślił.

Przyjęte niedawno na Ukrainie nowe przepisy ograniczają prawo do wolności słowa i prawo do zgromadzeń. Nakładają szereg kar i zakazów na uczestników jakichkolwiek antyrządowych demonstracji. Przewidują kary więzienia za blokowanie budynków państwowych. Wprowadzają także kary za pomówienie w internecie. Zakazują stawiania scen i namiotów. Zabronione jest też noszenie przez demonstrantów kasków i masek.

Przyjęcie tych ustaw spowodowało zamieszki, które trwają od niedzieli.

Wideorelacja na żywo z ulicy Hruszewskiego >>>

Zdaniem Schetyny, ważne jest też, by polski parlament jednym głosem potępił to, co wydarzyło się w Kijowie. Prace nad tekstem uchwały trwają.

Szef sejmowej komisji uznał też, że USA dobrze zrobiły wprowadzając sankcje. Amerykańska ambasada w Kijowie poinformowała, że pozbawiła już wiz "kilku obywateli Ukrainy związanych z użyciem siły" wobec protestujących w listopadzie i w grudniu zeszłego roku.
W opublikowanym w środę komunikacie wyjaśniono, że ze względu na obowiązujące w Stanach Zjednoczonych prawo ich nazwiska nie mogą być opublikowane.

- To co zrobili Amerykanie jest jak najbardziej na miejscu. Popieramy taką drogę, czyli nie sankcje, które uderzają w całe społeczeństwo, ale uderzą w tych, którzy odpowiadają za tłumienie demonstracji - mówił Schetyna.

Rozmawiała Zuzanna Dąbrowska

asop

Czytaj także

Pięć śmiertelnych ofiar starć w Kijowie

Informacje o zmarłych podali lekarze współpracujący z Majdanem. Na razie nie ma oficjalnego potwierdzenia władz.
Posłuchaj
00'54 "Ukrainska Prawda": pięć ofiar śmiertelnych w Kijowie. Relacja Piotra Pogorzelskiego

- Zabitych jest na razie pięć osób. Od północy rannych zostało 300 osób - oświadczył cytowany przez gazetę "Ukrainska Prawda" Ołeh Musij ze służby medycznej Sztabu Sprzeciwu Narodowego na Majdanie Niepodległości.
Zdaniem lekarza, ciała czterech zmarłych osób nosiły ślady ran postrzałowych klatki piersiowej, szyi i głowy. Dwie osoby można było uratować. Uniemożliwił to atak Berkutu.

Piąta osoba - jak podają ukraińskie media - spadła z kolumnady przy stadionie klubu piłkarskiego Dynamo Kijów. Niektóre portale internetowe podają, że człowiek ten zginął zrzucony z kolumnady przez berkutowca.

Wideorelacja na żywo z ulicy Hruszewskiego >>>

Na razie znane są nazwiska tylko dwóch zabitych. Jeden z nich to mieszkaniec Dniepropietrowska Serhij Nihojan. Aktywnie uczestniczył w trwających od listopada protestach na Majdanie Niepodległości. Agencja Interfax-Ukraina, powołując się na anonimowego lekarza, napisała, że mężczyzna zmarł w wyniku ran postrzałowych. Lekarz ocenił, że do ofiary strzelał snajper.

"Kula trafiła go prosto w serce"

Drugą ofiarą środowych starć w Kijowie jest Białorusin, który od 2005 roku mieszkał na Ukrainie i należał do skrajnie prawicowej organizacji ukraińskiej UNA-UNSO. Tę informację podało białoruskie Radio Swaboda, powołując się na jednego z liderów UNA-UNSO Mykołę Karpiuka. Twierdzi on, że Białorusin Michaił Żyznieuski został zastrzelony z pistoletu Makarowa, a kula trafiła go prosto w serce.
Nazwiska pozostałych ofiar śmiertelnych środowych zajść nie są na razie znane.

(źródło: CNN Newsource/x-news)

Lekarze skarżą się, że oddziały specjalne strzelają do nich z premedytacją. Każdy ma czerwony krzyż na białym tle. We wtorek jeden z nich był trzykrotnie postrzelony, prawdopodobnie chodzi tutaj o gumowe kule, gdy pomagał jednemu z rannych. Prace medyków utrudnia to, że Berkut wykorzystuje nowy typ gazu, który powoduje poważniejsze skutki.

Rada Ministrów pozwoliła funkcjonariuszom używać silnych rosyjskich granatów dymnych, gazowych i świetlnych, które dotąd były wykorzystywane jedynie w czasie operacji specjalnych. Rząd zezwolił też na wykorzystywanie armatek wodnych przy temperaturze poniżej zera. Już w niedzielę były one używane przez MSW, ale wtedy milicja tłumaczyła, że chodzi o gaszenie płonących autobusów.

(źródło: Espreso TV/x-news)

Apel Tymoszenko

Julia Tymoszenko wezwała funkcjonariuszy milicji, by "nie brali na swoje sumienie" krwi rodaków i "przechodzili na stronę kraju". - Ani praca, ani pensja, ani pagony nie są warte śmierci waszej duszy - oznajmiła była premier, która przebywa w kolonii karnej w Charkowie.

Protesty na Ukrainie - zobacz serwis specjalny >>>

Ranni otrzymują pierwszą pomoc medyczną w budynku związków zawodowych. Tu znajduje się sztab trwających od listopada protestów antyrządowych. Wcześniej lekarze Euromajdanu pracowali w pomieszczeniu na położonym nieopodal Placu Europejskim. Zostało ono jednak zdewastowane przez milicjantów z Berkuta podczas potyczki z protestującymi.
W pacyfikacji manifestacji w Kijowie biorą udział wojska wewnętrzne, które są podległe MSW. Działają one wspólnie z oddziałami specjalnymi Berkut także podległymi temu resortowi. Na jego czele stoi Witalij Zacharczenko, oddany współpracownik Wiktora Janukowycza.

PAP/asop

''

Zobacz więcej na temat: Kijów protest Rosja Ukraina

Czytaj także

Rząd do dymisji - powiedzieli Janukowyczowi liderzy ukraińskiej opozycji

- Jeśli władza użyje siły, opozycja odpowie tym samym - mówił po spotkaniu z prezydentem Wiktorem Janukowyczem jeden z liderów opozycji Witalij Kliczko. Opozycja powołuje tymczasową Radę Narodową.
Posłuchaj
00'09 Witalij Kliczko: dziś zginęli ludzie. Teraz wszyscy jesteśmy na placu, gdzie każdy może zginąć (IAR)
00'15 Witalij Kliczko: zwracam się do was, w żadnym przypadku nie używajcie broni przeciwko pokojowym manifestantom. Przechodźcie na stronę ludzi. Gwarantuję wam bezpieczeństwo (IAR)
00'58 Ukraińska opozycja domaga się dymisji rządu. Relacja Piotra Pogorzelskiego (IAR)

Żądania opozycji są niezmienne: dymisja rządu Mykoły Azarowa oraz rozpisanie przedterminowych wyborów prezydenckich. - Proszę, by usłyszał pan ludzi - apelował do Janukowycza lider UDAR-u.

Opozycja domaga się też odwołania ustaw, które ograniczają swobody obywatelskie. Poinformował o tym ze sceny Majdanu Witalij Kliczko. Poinformował, że na razie on i jego koledzy nie usłyszeli od Wiktora Janukowycza żadnej konkretnej odpowiedzi.

- Nasze stanowisko jest takie, by Janukowycz zwołał w trybie pilnym posiedzenie Rady Najwyższej. Odpowiedział on, że wezwie Azarowa i w czwartek będziemy dalej prowadzili rozmowy o odwołaniu ustaw i dymisji Rady Ministrów - oświadczył Arsenij Jaceniuk, który uczestniczył w negocjacjach.
Według niego, Janukowycz zadeklarował, że rozważy dymisję rządu. - Powiedział, że musi o tym pomyśleć - zaznaczył opozycyjny polityk.

Oponenci władz dają Wiktorowi Janukowyczowi 24 godziny na znalezienie wyjścia z sytuacji.

Kliczko dodał, że oponenci władz zrobią wszystko, aby nie było kolejnych ofiar śmiertelnych. Zaznaczył, że rządzący chcą rozpędzić Majdan, jednak i opozycyjni politycy i demonstranci na to nie pozwolą. Zaapelował do żołnierzy wojsk wewnętrznych i milicji, aby nie atakowali protestujących.
Zaapelował o dalsze pokojowe protesty. Zapowiedział jednak, że jeśli władza użyje siły, opozycja odpowie tym samym.

Wideorelacja na żywo z ulicy Hruszewskiego >>>

W spotkaniu z prezydentem wzięli też udział: Arsenij Jaceniuk i Ołeh Tiahnybok. Administracja Prezydenta na swojej stronie podała, że zakończył się "pierwszy etap rozmów" . Rozmowy mają być kontynuowane w czwartek.Nie wiadomo jednak, kiedy dokładnie. Władze zapewniają, że dążą do pokojowego uregulowania konfliktu. Oskarżają opozycję o to, że nie dystansują się od zamieszek w Kijowie.

Protesty na Ukrainie - zobacz serwis specjalny >>>

Wieczorem lekarze współpracujący z Majdanem podali informacje o pięciu ofiarach śmiertelnych. według niech, cztery osoby miała rany postrzałowe.

Na użycie broni palnej przez milicjantów zgodę wydało w poniedziałek MSW.

Według lekarzy, w starciach milicji z demonstrantami zostało rannych około 300 osób.

Opozycja powołuje swoją Radę Narodową

Tylko władza narodu może powstrzymać rozlew krwi - tak powołanie Rady Narodowej Ukrainy tłumaczą deputowani z partii opozycyjnych.
- Nie żądamy już niczego, ponieważ w ciągu dwóch miesięcy protestów władze nie usłyszały ani jednego z naszych żądań. Tylko nowa władza narodu może powstrzymać rozlew krwi i ustrzec Ukrainę od nieuchronnego rozpadu - głosi oświadczenie. Opozycyjni deputowani ustalili, że przedstawiciele opozycji w radach obwodów (województw) mają tworzyć terenowe Rady Narodowe.
Celem tych działań jest przygotowanie do ogólnokrajowego głosowania, którego przedmiotem ma być wotum nieufności dla prezydenta Wiktora Janukowycza i odsunięcie go od władzy w sposób konstytucyjny - głosi oświadczenie Rady.
Opozycyjna gazeta internetowa "Ukrainska Prawda" pisze, że Radę Narodową powołano "w miejsce Rady Najwyższej", czyli parlamentu. Powołanie Rady ma być potwierdzone przez obywateli Ukrainy w drodze zbierania podpisów - podaje gazeta.

IAR/PAP/asop

''

Zobacz więcej na temat: Kijów protest Rosja Ukraina