Wiadomości

Granice Ukrainy gwarantują Waszyngton, Moskwa i Londyn

26.02.2014 15:46
Ukraina w 1994 roku zgodziła się na usunięcie broni jądrowej ze swego terytorium, w zamian w tzw. memorandum budapesztańskim gwarantowano jej suwerenność i integralność.
Protest Tatarów krymskich w obronie integralności Ukrainy
Protest Tatarów krymskich w obronie integralności UkrainyFoto: PAP/EPA/ARTUR SHVARTS

Protesty na Ukrainie: serwis specjalny  >>

Stany Zjednoczone, Federacja Rosyjska i Wielka Brytania zostały gwarantami bezpieczeństwa Ukrainy po przystąpieniu tego kraju do traktatu o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej w grudniu 1994 r. Zobowiązały się m.in. do respektowania jej suwerenności i granic.

Tekst memorandum budapesztańskiego >>>

Ukraina zobowiązała się w 1994 roku wyeliminowania całej broni nuklearnej na swoim terytorium w określonym czasie w następstwie globalnych przemian, m.in. po zakończeniu zimnej wojny, "co stworzyło warunki do zdecydowanej redukcji sił nuklearnych".

W sześciopunktowym dokumencie USA, Rosja i W. Brytania potwierdziły swoje zaangażowanie, w myśl aktu końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, na rzecz poszanowania niepodległości i suwerenności Ukrainy w jej obecnych granicach. Trzy kraje zobowiązały się do powstrzymania od wszelkich gróźb użycia siły przeciwko terytorialnej integralności i politycznej niepodległości Ukrainy. Jak podkreślono, nie użyją przeciwko Ukrainie siły - z wyjątkiem sytuacji samoobrony czy innych okoliczności pozostających w zgodzie z Kartą Narodów Zjednoczonych.

Kraje sygnatariusze potwierdziły w dokumencie, że nie będą stosować wobec Ukrainy przymusu ekonomicznego, mającego na celu podporządkowanie własnym interesom praw Ukrainy wynikających z jej suwerenności.

Trzy państwa potwierdziły również, że będą pilnie zabiegać o reakcję Rady Bezpieczeństwa ONZ, gdyby Ukraina, jako kraj wolny od broni nuklearnej będący stroną traktatu NPT, stała się ofiarą aktu agresji lub gróźb użycia broni nuklearnej.

USA, Rosja i Wielka Brytania potwierdziły tym samym wobec Ukrainy zobowiązanie do niestosowania broni nuklearnej wobec kraju, który jej nie posiada, ale jest stroną układu - chyba że doszłoby do ataku na ich terytoria lub terytoria zależne, ich siły zbrojne czy sojuszników. Trzy kraje ponadto zapowiedziały przeprowadzanie konsultacji w sytuacjach spornych dotyczących tych zobowiązań.

Ukraiński potencjał jądrowy został w całości wywieziony do Rosji.

PAP/agkm

"Próba przejęcia Krymu przez Rosję oznacza wojnę; półwysep nie jest jej wart" >>>

Tatarzy krymscy protestują przeciw odłączeniu Krymu od Ukrainy i przyłączeniu do Rosji >>>

Rosja: Putin ogłasza alarm bojowy >>>

 


 

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Pusty pałac Janukowycza pod Kijowem. Setki porzuconych dokumentów

23.02.2014 15:00
Parlament przejął na własność państwa luksusową rezydencję odsuniętego dzień wcześniej od władzy prezydenta Wiktora Janukowycza. Międzygórze (Meżyhiria), jeden z najlepiej strzeżonych dotąd obiektów w państwie, od soboty jest otwarte dla ludzi.
Pusty pałac Janukowycza pod Kijowem. Setki porzuconych dokumentów
Foto: PAP/EPA

Protesty na Ukrainie: serwis specjalny >>>

Janukowycz ucieka, Tymoszenko wolna. Zmiany na Ukrainie >>>

Chętnych do zwiedzania jest wielu. – Tam na miejscu dopiero poczułem, że odnieśliśmy ważne zwycięstwo. Do tej pory nie mogłem uwierzyć, że się udało -  powiedział portalowi Polskiego Radia Andrij Podgurski, działacz Euromajdanu.
Meżyhiria to 135-hektarowa, otoczona wysokim ogrodzeniem dawna rezydencja państwowa, do której Janukowycz przeprowadził się, gdy po raz pierwszy był premierem Ukrainy w latach 2002-2004.
Choć według informacji mediów prezydent jest formalnym właścicielem zaledwie 1,7 hektara ziemi na terenie ośrodka, do jego dyspozycji było całe jego terytorium, zabudowane luksusowymi domami, kortami tenisowymi i sztucznymi jeziorami.

Drogi dojazdowe do rezydencji są zakorkowane. Ludzie zwiedzają tę posiadłość, robiąc sobie zdjęcia i oburzając się zbytkiem, który zafundował sobie były prezydent. - Byłem zszokowany przepychem i niegospodarnością, za pieniądze obywateli. To wiele hektarów – w ciągu jednego dnia nie da się obejrzeć wszystkiego – dodał Andrij. Podkreślił, że obejrzenie tej opustoszałej rezydencji Janukowycza było dla niego ważnym doświadczeniem. – Po pierwsze, wreszcie można poczuć, że jako obywatel masz prawo tutaj wejść. Po drugie, stwierdziłem, że poprzez odpowiednią kontrolę nie można dopuścić, by taka rozrzutność miała miejsce w przyszłości. To moje najważniejsze refleksje – dodał działacz.

Dokumenty nie zatonęły

W rezydencji są też dziennikarze. Zajmują się segregacją i analizą znalezionych tam materiałów.

Przed opuszczeniem pałacu w rezydencji próbowano dokumenty zniszczyć i spalić. Zapewne nie zdążono, więc część wrzucono do wody przy hangarze z jachtami Janukowycza. Portal ”Ukraińśka Prawda” komentuje, że "zatopiono" je niedługo przed przybyciem na miejsce Samoobrony Majdanu i nie zdążyły jeszcze namoknąć.

”Łapówka na przetarg”

Jak pisze portal "Ukraińska Prawda", w dokumentach są dowody na naruszenia prawa, przekupywanie sędziów, niepłacenie podatków. Akta dotyczą działalności firmy Tantalit należącej obecnie do (Andrija) Klujewa i do charytatywnej fundacji ”Odrodzenie Ukrainy”. Są też dane z lat 2006-2011, gdy budowano kompleks w Międzygórzu (szefem Tantalitu był wtedy Paweł Litowczenko).

I tak, w jednym ze spisów wydatków jest pozycja ”łapówka na przetarg”.  Są kwoty od sponsorów, przykładowo 12 mln dolarów USA. Przy tych sumach najczęściej nie ma nazwisk, tylko podpisy.

Spis niewygodnych dziennikarzy

W pomieszczeniach ochroniarzy Janukowycza znaleziono spis niezależnych dziennikarzy, posłów, działaczy,  ich telefony i zdjęcia. Na jednym z nich jest Tatiana Czarnowoł - pobita jakiś czas temu dziennikarka, która pisała o przekrętach finansowych na szczytach władz.

Wartościowe rzeczy ewakuowano

Niektórzy odwiedzający zabierali stamtąd na pamiątkę drobne rzeczy, np. długopisy. Działacze Samoobrony mówią, że na miejscu nie ma już cennych przedmiotów,  zostały wywiezione przez lokatorów.

Z kolei według 5 kanału, część wartościowych przedmiotów Janukowycz ewakuował pod osłoną nocy ciężarówkami. Stacja zamieszcza film z kamer przemysłowych, który ma dokumentować jeden z takich transportów.  Na czarno-białym filmie widać grupę ciężarówek odjeżdżającą sprzed rezydencji w Meżyhirii. Na innym ujęciu widać grupę ludzi ładującą jakieś przedmioty do śmigłowca. Po chwili mężczyźni odlatują.

Luksus Janukowycza, ”bez gustu"

Gdy Janukowycz był u władzy, jego posiadłość była jednym z najlepiej chronionych obiektów w kraju. Pojedyncze kadry z posiadłości rzadko pojawiały się w telewizji. Dotychczas Ukraińcy mogli się tylko domyślać co kryje podkijowska wielohektarowa rezydencja Wiktora Janukowycza.

Jest tak rozległa, że na jej terytorium znajduje się prywatny las, w którym Janukowycz - zapalony myśliwy - polował na dziki i jelenie.

Teraz można było tam ujrzeć pola golfowe, kolekcję zabytkowych obrazów i samochodów, jachty w budowie.

W sieciach społecznościowych wnętrza rezydencji są komentowane przez wielu, dużo osób ocenia, że posiadłość byłego prezydenta jest kosztowna, ale świadczy o wyjątkowo złym guście projektantów i właściciela.

Samoobrona Majdanu zapewnia, że podczas odwiedzin w pustym pałacu byłego prezydenta nie doszło do żadnych incydentów.

W sobotę ukraiński parlament zdymisjonował Wiktora Janukowycza ze stanowiska. Sam były prezydent uciekł prawdopodobnie do Charkowa na wschodzie kraju. W nagranym przez tamtejszą telewizję deklaruje, że władzy nie odda.

Wiadomo jednak, że były prezydent próbował opuścić kraj i zapewne udać się do Rosji, ale na lotnisku w Doniecku na to nie pozwolono. Nie miał bowiem wymaganych dokumentów. W niedzielę mer Charkowa Gennadij Kernes stwierdził, że Janukowycz jest już poza krajem.

Historyczny dzień na Ukrainie. Janukowycz uciekł z Kijowa, parlament zmienia Ukrainę. Relacja  >>>

IAR/PAP/Ukraińska Prawda/inne/ agkm

(Wideo: apartamenty w rezydencji)

Ludzie odwiedzają rezydencję Janukowycza)

(Meżyhiria z lotu ptaka)

Kolekcja samochodów, znaleziona pod Kijowem, należąca rzekomo do Janukowycza. Znaleźli ją aktywiści.

Czytaj także

Ukraina bankrutuje. Ashton: myślimy o kredytach

25.02.2014 13:33
Szefowa dyplomacji UE Catherine Ashton oświadczyła, że UE jest zainteresowana integralnością terytorialną Ukrainy i nie jest zaniepokojona doniesieniami o groźbie wprowadzenia rosyjskich wojsk na Krym.
Catherine Ashton podczas poniedziałkowego spotkania z Ołeksandrem Turczynowem w Kijowie
Catherine Ashton podczas poniedziałkowego spotkania z Ołeksandrem Turczynowem w KijowieFoto: PAP/EPA/ANASTASIA SIROTKINA
Posłuchaj
01'04 Relacja Pawła Buszki z Kijowa (IAR): parlament na razie nie wyłonił nowego rządu
00'51 Relacja Radomira Czarneckiego z Kijowa (IAR): opozycja ocenia, że kasa państwowa została rozkradziona; opozycja mówi o tym, że potrzeba 35 mld dolarów

Protesty na Ukrainie: serwis specjalny  >>>

Szefowa dyplomacji UE Catherine Ashton poinformowała we wtorek w Kijowie, że Unia Europejska rozważa możliwość udzielenia Ukrainie kredytów krótko- i długoterminowych.
- Prowadzimy intensywne rozmowy z naszymi partnerami o tym, jak można pomóc Ukrainie w przezwyciężeniu trudności gospodarczych. Szczególnie aktywnie współpracujemy w tej sprawie z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, myślimy o połączeniu kredytów krótko- i długoterminowych - powiedziała na konferencji prasowej.

Ławrow: Zachód nie powinien ingerować w sprawy wewnętrzne Ukrainy >>>

Ashton wypowiedziała się również w sprawie nowego ukraińskiego rządu. W jej ocenie powinien być ”inkluzywny”. Podkreśliła, że "wiemy o silnych więziach między Ukrainą a Rosją i rozumiemy je", a jednocześnie wskazała na konieczność wysłania "mocnego sygnału" w sprawie integralności terytorialnej Ukrainy.
Odpowiadając na pytanie dziennikarzy, związane z informacją o możliwość wprowadzenia rosyjskich wojsk na Krym, Ashton powiedziała: "Nie ma powodu, by teraz omawiać tę sprawę".

Rosja zagroziła Ukrainie embargiem >>>
Ashton oświadczyła, że przybyła na Ukrainę, by okazać temu krajowi mocne wsparcie, pomóc mu w tym, by pozostał silny i szedł naprzód drogą, którą wybierze. Dodała też, że Rosja jako sąsiad powinna pomóc Ukrainie iść naprzód drogą, której życzy sobie Kijów.
Szefowa unijnej dyplomacji wyraziła przekonanie, że obecnie trzeba się skoncentrować na rozwiązaniu doraźnych problemów Ukrainy; później potrzebny będzie zakrojony na dłużej plan, z udziałem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Wcześniej komisarz Unii Europejskiej do spraw budżetu Janusz  Lewandowski powiedział, że Kijów może otrzymać pomoc w wysokości miliarda euro. Polityk podkreślił, że warunkiem jest zobowiązanie do reform przez nowe władze w Kijowie.

(Janusz Lewandowski o pomocy dla Ukrainy, wideo: TVN24 Biznes i Świat/x-news)

Z kolei szef komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego, niemiecki chadek Elmar Brok powiedział, że umowę stowarzyszeniową Ukrainy z UE należałoby podpisać latem . Jednocześnie, jego zdaniem, jest za wcześnie na przedstawienie Ukrainie obietnicy członkostwa we Wspólnocie.

We wtorek politycy Ukrainy nie zdołali sformować nowego rządu. P.o. prezydenta i przewodniczący Rady Najwyższej Ołeksandr Turczynow zapowiedział, że głosowanie nad nowym kabinetem odbędzie się w Radzie Najwyższej w czwartek.

Turczynow oświadczył jednocześnie, że istnieje zagrożenie separatyzmem na Ukrainie. Tego dotyczy wtorkowe spotkanie tymczasowych szefów resortów siłowych.

PAP/IAR/agkm

(Catherine Ashton w Kijowie złożyła kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym ofiary walki, wideo: CNN Newsource/x-news)

Czytaj także

Start kampanii na Ukrainie. Kliczko chce być prezydentem

25.02.2014 13:48
Ukraińcy wybiorą nowego szefa państwa na miejsce obalonego Wiktora Janukowycza 25 maja. Od wtorku do komisji wyborczej mogą zgłaszać się kandydaci.
Witalij Kliczko
Witalij KliczkoFoto: UDAR

Na Ukrainie wystartowała we wtorek kampania przed wyznaczonymi na 25 maja wcześniejszymi wyborami prezydenckimi, które ogłoszono w związku z obaleniem dotychczasowego szefa państwa Wiktora Janukowycza.

Od wtorku Centralna Komisja Wyborcza rejestruje kandydatów na to stanowisko. Może się o nie ubiegać osoba, która ukończyła 35 lat, posiada prawo wyborcze, włada językiem państwowym (ukraińskim) i do dnia wyborów mieszkała na Ukrainie przez dziesięć lat.

Wiadomo już, że w wyborach wystartuje szef UDA-u Witalij Kliczko. Lider ukraińskiej partii UDAR powiedział o tym dziennikarzom w kuluarach parlamentu.
Jak argumentował, podjął taką decyzję, bo jest przekonany, że na Ukrainie trzeba "całkowicie zmienić zasady gry". Kliczko mówił też, że jego zdaniem możliwe jest zaprowadzenie sprawiedliwości w tym kraju..

Witalij Kliczko przed obaleniem Janukowycza cieszył się największą sympatią wyborców wśród polityków opozycyjnych. Sondaż przedwyborczy z początku lutego dawał mu w pierwszej turze wyborów 28,7 proc. głosów wobec 29,5 proc. dla Janukowycza.

Kto zmierzy się z Kliczką?
Na razie nie wiadomo dokładnie, kto jeszcze z ukraińskich polityków zechce walczyć o fotel prezydencki.
Wśród kandydatów wymieniana jest wypuszczona w sobotę z więzienia była premier Julia Tymoszenko. Kiedy w sobotę znalazła się na wolności, jej partia Batkiwszczyna zapowiedziała, że weźmie ona udział w wyborach, jednak w poniedziałek jej adwokat sprostował te informacje, mówiąc, że Tymoszenko nie złożyła takiego oświadczenia.
Nie wiadomo, czy na kandydowanie zdecyduje się szef frakcji parlamentarnej Batkiwszczyny Arsenij Jaceniuk. W wyborach wystartuje jednak z pewnością lider nacjonalistycznej Swobody Ołeh Tiahnybok. Można przypuszczać, że swą kandydaturę wystawi były szef ukraińskiej dyplomacji Petro Poroszenko. Z ramienia prezydenckiej dotychczas Partii Regionów w wyborach może wziąć udział były wicepremier Serhij Tihipko.

Rada
Rada Najwyższa Ukrainy. Na pierwszym planie protestujący, prawdopodobnie członek Samoobrony Majdanu, kontroluje spalony wojskowy pojazd, fot. PAP/EPA/MAXIM SHIPENKOV

Pojawią się nowe twarze
Komentatorzy podkreślają, że wszyscy wymienieni tu możliwi kandydaci są w mniejszym lub większym stopniu związani ze "starymi" władzami i układem politycznym, przeciwko któremu zdecydowanie występują uczestnicy trwających od listopada protestów antyrządowych na Ukrainie. Właściwie nie dotyczy to tylko Witalija Kliczki.
Po uwolnieniu Tymoszenko ludzie na Majdanie Niepodległości w Kijowie mówili, że cieszą się z jej wyjścia na wolność, podkreślali jednak, że nie chcą widzieć jej na najważniejszych stanowiskach w państwie. Ukraińcy uważają, że w ich kraju należy przeprowadzić dogłębne reformy, co oznacza także wymianę elit politycznych na nowe.
Niewykluczone, że wśród kandydatów na nowego prezydenta Ukrainy pojawią się nazwiska ludzi, którzy wsławili się podczas protestów na Majdanie. Może to być m.in. szef Prawego Sektora, radykalnego i bardzo aktywnego podczas protestów stowarzyszenia zrzeszającego różne ruchy nacjonalistyczne, Dmytro Jarosz.

W czwartek mamy poznać nowy rząd >>>

Ławrow: Zachód nie powinien ingerować w sprawy wewnętrzne Ukrainy >>>

Rosja zagroziła Ukrainie embargiem >>>

Parlament w Kijowie wyznaczył datę nowych wyborów prezydenckich w sobotę, po przyjęciu rezolucji o odsunięciu Janukowycza od władzy. Deputowani Rady Najwyższej uznali, że Janukowycz, który jeszcze w piątek uciekł ze stolicy, "samowolnie odsunął się od pełnienia obowiązków" prezydenta.
Wcześniej parlament wybrał na swojego przewodniczącego Ołeksandra Turczynowa, deputowanego opozycyjnej dotąd partii Batkiwszczyna. Wcześniej do dymisji podał się dotychczasowy szef Rady Wołodymyr Rybak oraz jego zastępca Ihor Kałetnyk. Turczynow wykonuje obecnie obowiązki szefa państwa.
Po ucieczce Janukowycza parlament uchwalił szereg aktów prawnych i decyzji personalnych. Wprowadził w życie przyjętą w piątek ustawę o powrocie do konstytucji w kształcie z 2004 roku. Ta ustawa zasadnicza ogranicza kompetencje prezydenta, a rozszerza - parlamentu.
PAP/IAR/agkm

Czytaj także

Klujew ranny, jest w Kijowie. Janukowycza widział w sobotę

25.02.2014 16:28
Życiu współpracownika Wiktora Janukowycza nie zagraża niebezpieczeństwo. Andrija Klujewa podejrzewa się o wydanie rozkazu pacyfikacji Euromajdanu.
Andrij Klujew
Andrij KlujewFoto: Wikipedia/CC/Oknemof

Protesty na Ukrainie: serwis specjalny  >>>

Szef administracji obalonego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, Andrij Klujew, podał się do dymisji z zajmowanego stanowiska, a obecnie znajduje się w szpitalu w Kijowie "ranny po napaści na jego dom" - poinformował we wtorek rzecznik Klujewa.
Dotychczas uważano, że szef administracji Janukowycza ukrywa się wraz z nim w obawie przed odpowiedzialnością za zabójstwo cywilów podczas antyrządowych zamieszek w Kijowie w ubiegłym tygodniu. Klujew twierdzi, że ostatni raz widział się z Janukowyczem w sobotę.
Nazwisko Klujewa figurowało, lecz ostatecznie nie znalazło się w projekcie przyjętej we wtorek rezolucji ukraińskiego parlamentu, w której Ukraina uznała jurysdykcję Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze i poprosiła o postawienie przed nim Janukowycza oraz innych osób z jego najbliższego otoczenia.

Klujew twierdzi, że nie wiedział nic o rozwiązaniu siłowym
Rzecznik Klujewa Artem Petrenko potwierdził agencji Interfax-Ukraina, że jego szef został ranny podczas szturmu na jego dom pod Kijowem. - Klujew jest rzeczywiście ranny, jednak, o ile mi wiadomo, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - oświadczył.
Sam Klujew skontaktował się z prywatną agencją Unian, którą poinformował o swej dymisji. Opowiedział też o okolicznościach ostatniego spotkania z Janukowyczem, do którego doszło w sobotę.
Klujew "potwierdził, że dobrowolnie podpisał podanie o dymisję i spotkał się z prezydentem Wiktorem Janukowyczem na Krymie tylko po to, by osobiście przekazać mu swoje podanie. Zaznaczył przy tym (Klujew), że faktycznie był odsunięty od podejmowania decyzji w sprawie uregulowania konfliktu i nie wiedział o przygotowaniach do zastosowania scenariusza siłowego - czytamy w depeszy Unian.
- Klujew jest przekonany, że śledztwo ustali wszystkie okoliczności tej tragedii, a winni zostaną ukarani - przekazała agencja.
Według źródeł Unian Klujew miał zostać ranny nie podczas rzekomego ataku na jego dom, lecz podczas napaści, do której doszło, gdy wracał z Krymu do Kijowa. Klujewowi miano nawet odebrać samochód. - On sam tej informacji na razie nie potwierdza - doniosła agencja.

Bliski współpracownik Janukowycza
Klujew był oskarżany przez opozycję o wydanie 30 listopada rozkazu rozpędzenia protestu na Majdanie Niepodległości w Kijowie, kiedy milicja brutalnie pobiła kilkudziesięciu studentów. On sam temu zaprzeczył, a prokuratura nie postawiła mu żadnych zarzutów.
50-letni Klujew tak jak Janukowycz wywodzi się z Doniecka na wschodzie Ukrainy. W przeszłości kierował parlamentarnymi kampaniami wyborczymi prezydenckiej Partii Regionów oraz kampanią prezydencką Janukowycza w wyborach w 2010 roku. Klujew miał także stać na czele sztabu Janukowycza przed wyborami prezydenckimi, które planowano na przyszły rok. W związku z odsunięciem Janukowycza od władzy wybory te odbędą się w maju.
Wraz z młodszym bratem, Serhijem, Andrij Klujew prowadzi liczne firmy, a ich nazwisko widnieje na listach najbogatszych obywateli Ukrainy. Ich majątek oceniany jest w takich rankingach na ponad 200 milionów dolarów. Bracia zajmują się energetyką odnawialną, bankowością, działają też w branży metalowej.
PAP/agkm

Czytaj także

Gorąco na Krymie. Deputowani Dumy: "Rosja was nie opuści"

25.02.2014 16:59
Kilkuset działaczy prorosyjskich zablokowało wejście do krymskiego parlamentu. Domagają się zwołania nadzwyczajnej sesji i rozpisania referendum w sprawie niepodległości .
Sewastopol
SewastopolFoto: Wikipiedia/Georige Chernilevsky
Posłuchaj
00'46 Relacja Macieja Jastrzębskiego z Moskwy (IAR): deputowani na Krymie twierdzą, że Rosja nie opuści mieszkańców półwyspu

Około 300 demonstrantów zgromadziło się pod parlamentem Autonomicznej Republiki Krymu na Ukrainie. Mieli rosyjskie flagi i wstęgi św. Jerzego - symbol rosyjskich sił zbrojnych. Żądali niezależności republiki, ale też przyłączenia Krymu do Rosji.
Demonstrujący naciskali, aby wyszedł do nich przewodniczący miejscowego parlamentu. Chcieli od niego usłyszeć, że krymski parlament ogłosi sesję, na której ma być uchwalone, że Krym nie podporządkowuje się centralnej władzy w Kijowie. Demonstrujący postulowali też, aby rada uchwaliła niezależność i zwróciła się o pomoc do Rosji. Szef parlamentu Władimir Konstantynow wyszedł do protestujących. Zapowiedział, że parlament Krymu zbierze się w środę. Ale nie obiecał, że w porządku obrad pojawią się postulaty protestujących.

Manifestację pod krymskim parlamentem organizował nieznany do tej pory ”Krymski Front”.

Podczas wtorkowych obrad szef parlamentu Władimir Konstantinow powiedział, że nie uznaje prawa stanowionego przez Radę Najwyższą w Kijowie - tak relacjonuje Radio Swoboda.

Na razie nie wiadomo, czy deputowani będą zajmować się sprawą referendum. W porządku środowego posiedzenia są dwa punkty: o sytuacji politycznej na Ukrainie i o lokalnych władzach Krymu.
W autonomicznej, choć należącej do Ukrainy, Republice Krymskiej, Rosjanie stanowią dwie trzecie ludności. W Sewastopolu na Krymie stacjonuje rosyjska Flota Czarnomorska.

"Władze w Moskwie rozpatrzą tę kwestię bardzo szybko"

Choć oficjalnie rosyjskie MSZ zapewnia, że Moskwa nie będzie wtrącać się w wewnętrzne sprawy Ukrainy, to rosyjscy parlamentarzyści nie wykluczają przyłączenia się Krymu do Rosji.

Na Krymie od kilku dni trwają prorosyjskie demonstracje. Mieszkańcy Sewastopola, gdzie stacjonuje rosyjska Flota Czarnomorska twierdzą w rozmowach z reporterami telewizji Rossija24, że - nie wpuszczą do siebie banderowców z Kijowa, bo Sewastopol ”był, jest i będzie rosyjski”. Z oficjalną delegacją wyjechał na Krym szef komisji do spraw Wspólnoty Niepodległych Państw Dumy Państwowej Leonid Słucki.

Ławrow: Zachód nie powinien ingerować w sprawy wewnętrzne Ukrainy >>>

Rosja zagroziła Ukrainie embargiem >>>

Jak informują sewastopolskie media, Słucki zapewnił mieszkańców Krymu, że Rosja ich nie opuści. Rosyjski polityk przypomniał, że Moskwa opowiada się za terytorialna integralnością Ukrainy.  Słucki zadeklarował zarazem, że jeśli parlament lub mieszkańcy Krymu w referendum wyrażą pragnienie przyłączenia republiki do Federacji Rosyjskiej, a krymski parlament oficjalnie zwróci się o to do Rosji, to władze w Moskwie "rozpatrzą tę kwestię bardzo szybko".


"Groźba secesji Krymu rzeczywiście istnieje"

Wiceszef MSZ Rosji wezwał ambasadora Ukrainy

Wiceminister spraw zagranicznych Rosji Grigorij Karasin spotkał się z ambasadorem Ukrainy w Federacji Rosyjskiej, Wołodymyrem Jelczenką. Chciał wyrazić swoje zaniepokojenie w kwestii bezpieczeństwa rosyjskich obywateli i przedstawicieli dyplomatycznych na Ukrainie – napisało rosyjskie MSZ w swoim oświadczeniu.

Żyrinowski: masowo rozdać paszporty

Lider prokremlowskiej nacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) Władimir Żyrinowski zaproponował we wtorek natychmiastowe wydanie paszportów Federacji Rosyjskiej wszystkim obywatelom Ukrainy, którzy o to wystąpią.
Żyrinowski oświadczył z trybuny Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu, że paszport FR powinien gwarantować mieszkańcom Ukrainy obronę ze strony Rosji.

- Paszporty trzeba wydać jak najszybciej, aby do końca roku otrzymali je wszyscy ci mieszkańcy Ukrainy, którzy realnie chcą zapewnić sobie poparcie ze strony FR - oznajmił przywódca FR.

Poparł go przywódca socjalistycznej Sprawiedliwej Rosji Siergiej Mironow, według którego wszystkim obywatelom Ukrainy należy umożliwić otrzymanie w ciągu sześciu miesięcy paszportu FR. Mironow zaproponował też przyjęcie do pracy w strukturach MSW Rosji funkcjonariuszy ukraińskiego Berkutu.

W poniedziałek deputowany LDPR Ilja Drozdow wniósł już pod obrady Dumy projekt ustawy o uproszczeniu nadawania obywatelstwa FR obywatelom Ukrainy pochodzenia rosyjskiego i członkom ich rodzin. Parlamentarzysta podkreślił, że jego inicjatywa jest bezpośrednio związana z obecnymi wydarzeniami na Ukrainie.

Drozdow podkreślił, że władze Ukrainy nie zdołały zapewnić bezpieczeństwa obywatelom własnego państwa, w tym pochodzenia rosyjskiego, "z powodu nasilenia się zjawisk nacjonalistycznych". Deputowany przypomniał też o przyjęciu przez Radę Najwyższą Ukrainy ustawy, uchylającej dotychczasowy status języka rosyjskiego na Ukrainie.

Krym
Krym, Google Maps

 

Przewodniczący parlamentarnej komisji ds. WNP Leonid Słucki, który we wtorek na czele delegacji Dumy przyleciał do Sewastopola na Krymie, oświadczył jednak tam, że Rosja na razie nie będzie wydawać rosyjskojęzycznym obywatelom Ukrainy swoich paszportów w przyspieszonym trybie. Poinformował, że problem ten zostanie dopiero rozpatrzony przez władze FR.

Na początku XXI wieku Rosja masowo wydawała paszporty FR mieszkańcom Osetii Południowej i Abchazji, dwóch zbuntowanych prowincji Gruzji. W sierpniu 2008 roku Moskwa wprowadziła do Osetii Płd. i Abchazji swoje wojska, tłumacząc to koniecznością obrony swoich obywateli w tych regionach. W konsekwencji obie prowincje oderwały się od Gruzji i okazały się pod protektoratem Rosji.

IAR/PAP/Reuters/ agkm

Protesty na Ukrainie: serwis specjalny  >>>

Czytaj także

Zostali ranni na Majdanie. Przebywają na leczeniu w Polsce

25.02.2014 15:34
Najwięcej Ukraińców hospitalizowanych jest we Wrocławiu, Warszawie, Krakowie i Przemyślu. W nocy z poniedziałku na wtorek do szpitala we Wrocławiu trafiło kolejnych 18 poszkodowanych w starciach na kijowskim Majdanie, dwóch - na oddziale intensywnej terapii.
Majdan w Kijowie
Majdan w KijowieFoto: PAP/EPA/MAXIM SHIPENKOV
Posłuchaj
00'17 Zastępca dyrektora d/s lecznictwa tej placówki Krzysztof Popławski, o rannym Ukraińcu, który zostało przetransportowanych z przejścia granicznego w Medyce do szpitala miejskiego w Przemyślu/IAR

- W szpitalach MSW przebywa w tej chwili 18 Ukraińców - 17 osób jest leczonych w Warszawie, jedna w Lublinie - poinformował rzecznik prasowy służby zdrowia resortu spraw wewnętrznych Jarosław Buczek.
Wśród hospitalizowanych w Polsce Ukraińców nie ma osób w stanie zagrożenia życia. Większość poszkodowanych ma urazy głowy, urazy ortopedyczne i okulistyczne. Jak powiedział Buczek, część grupy, którą przyjęły placówki MSW na początku lutego wyszła już ze szpitali, ale niektórzy z nich zostali w Polsce - to osoby, które wymagają dalszego leczenia i wizyt kontrolnych u lekarzy.

Protesty na Ukrainie: serwis specjalny  >>>
Obrażenia twarzy, urazami kończyn
- 18 obywateli Ukrainy zostało w nocy z poniedziałku na wtorek przewiezionych do 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu - poinformował rzecznik MON Jacek Sońta. Ranni do Wrocławia przylecieli w nocy wojskowym samolotem, następnie karetkami zostali przetransportowani do szpitala.
- W tej grupie jest 10 osób poruszających się o własnych siłach i osiem leżących. Trzy osoby są w stanie średnio-ciężkim. Ich życiu jednak nie grozi niebezpieczeństwo - powiedział we wtorek podczas konferencji prasowej komendant 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu pułkownik Grzegorz Stoinski.

Ławrow: Zachód nie powinien ingerować w sprawy wewnętrzne Ukrainy >>>
Dwóch pacjentów trafiło na oddział intensywnej terapii. Mają oni rany postrzałowe.
- Kolejne trzy osoby mają dość poważne obrażenia kończyn związane z postrzałami czy wybuchami. Oni będą wymagali dłuższego leczenia w szpitalu. Kilka osób ma obrażenia związane z urazami głowy, urazami kończyn i twarzy - poinformował.
Operacje i rehabilitacje
Lekarze wrocławskiego szpitala muszą powtórzyć wszystkie badania, ponieważ brakuje dokumentacji medycznej związanej z dotychczasową hospitalizacją rannych na Ukrainie. W przypadku dwóch pacjentów będą także konieczne powtórne operacje.
Lekarze szacują, że część pacjentów będzie mogła opuścić szpital w przyszłym tygodniu. W przypadku ciężej rannych leczenie może potrwać nawet kilka tygodniu, później zaś konieczna będzie długotrwała rehabilitacja.

Rosja zagroziła Ukrainie embargiem >>>
Stoinski poinformował, że szpital otrzymał deklaracje pomocy w opiece nad rannymi Ukraińcami od osób z całej Polski, organizacji pozarządowych oraz instytucji rządowych i samorządowych. Szpital nawiązał współpracę z powstałym we Wrocławiu Komitetem Wsparcia Ukrainy. - Komitet koordynuje naszą współpracę z ludźmi, którzy chcą pomóc tym pacjentom po tym, jak opuszczą szpital (...) Chodzi o pomoc socjalną, na przykład oferty przyjęcia ich do domów - mówił.
"Tam była masakra”
22-letni obywatel Ukrainy hospitalizowany we wrocławskim szpitalu w rozmowie z dziennikarzami powiedział, że został pobity w Kijowe przez grupę zamaskowanych mężczyzn. - Byłem w samoobronie Majdanu. Do szpitala trafiłem 17 lutego. W kolejnych dniach zaczęto strzelać do ludzi, do lekarzy, tam była masakra - mówił.
Według niego, protesty były konieczne, ponieważ pokazały, że "dobro zawsze zwycięża zło". - Ludzie mieli już dość życia w państwie, w którym była zła sytuacja polityczna i ekonomiczna - dodał.
Z kolei do szpitali na Podkarpaciu w ciągu ostatniej doby trafiło kolejnych czterech poszkodowanych obywateli Ukrainy. Obecnie w podkarpackich lecznicach przebywa ich w sumie 11. Na razie wszystkie osoby z Ukrainy, które w ostatnim czasie przekroczyły granice, zrobiły to w sposób legalny i nie złożyły wniosku o nadanie im statusu uchodźcy.
Pomoc harcerzy
O pomoc dla hospitalizowanych we Wrocławiu Ukraińców zaapelowało Harcerskie Pogotowie Pomocy Ukrainie ZHR. Harcerze poszukują polskich rodzin, które zaoferują opiekę rannym z Kijowa.
- Potrzebne są rodziny, które roztoczą opiekę nad rannymi w szpitalu. Chodzi o rodzinne ciepło, zakupienie drobiazgów, np. kapci, szlafroka, ręcznika, szczoteczki do zębów czy soków. Ważne jest też, aby umożliwić im kontakt telefoniczny z rodzinami na Ukrainie - postaramy się mieć karty telefoniczne do użytku"- powiedział Marek Kamecki z Harcerskiego Pogotowia Pomocy Ukrainie.
Z najnowszych informacji MSW wynika, że 48 obywateli Ukrainy złożyło wnioski o nadanie statusu uchodźcy od początku 2014 roku.
pp/PAP

Czytaj także

NATO w trybie pilnym zajmie się Ukrainą. ”Sytuacja zmieniła się w kilka godzin”

25.02.2014 17:15
Kryzys polityczny na Ukrainie zdominuje rozpoczynające się w środę spotkanie ministrów obrony krajów NATO.
NATO w trybie pilnym zajmie się Ukrainą. Sytuacja zmieniła się w kilka godzin
Foto: nato.int
Posłuchaj
00'57 Relacja Wojciecha Cegielskiego (IAR): Ukraina tematem posiedzenia NATO

Protesty na Ukrainie: serwis specjalny  >>>

Ministrowie będą się zastanawiać, w jaki sposób wspierać demokratyczne przemiany na Ukrainie, by podtrzymać partnerstwo Sojuszu z Kijowem.

Pierwotnie Ukrainy nie było w programie obrad, ale w ostatniej chwili zmieniono plan rozmów. Szefowie resortów obrony krajów NATO będą rozmawiać o sytuacji na Ukrainie dwukrotnie. Temat pojawi się w czasie środowej kolacji ministrów w Brukseli, a dodatkowo w drugim dniu obrad, w czwartek, zbierze się działająca przy kwaterze głównej Sojuszu komisja NATO-Ukraina.

Gorąco na Krymie. Deputowani Dumy: "Rosja was nie opuści" >>>

Szef
Szef NATO Anders Fogh Rasmussen, PAP/EPA/PANTELIS SAITAS

Trudna sytuacja

- Wszyscy wiemy i zdajemy sobie sprawę, że jest to polityczny kryzys, który wymaga politycznych rozwiązań. Sojusz Północnoatlantycki w pełni respektuje prawo obywateli Ukrainy do własnych decyzji. Jest dla nas jasne, że niepodległość i stabilność Ukrainy, wraz z poszanowaniem praw człowieka i zasad państwa prawa, to podstawa silnego partnerstwa z Ukrainą - poinformowała rzeczniczka Sojuszu Oana Lungescu.
Ministrowie obrony państw NATO podczas spotkania będą m.in. analizować obecną sytuację na Ukrainie i zastanawiać się, jak kontynuować współpracę i jak wspierać demokratyczne przemiany w tym kraju.

Rzeczniczka NATO przekazała także, że w najbliższych dniach nie jest planowane żadne spotkania Rady NATO-Rosja, choć - jak podkreśliła - sytuacja na Ukrainie jest wciąż bardzo dynamiczna.

Jak dodała, sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen z zadowoleniem przyjął oświadczenie ukraińskiej armii, która ogłosiła, że nie będzie angażowała się w konflikt polityczny na Ukrainie. Przypomniała, że był to jeden z postulatów, jaki Rasmussen skierował kilka dni temu do władz w Kijowie.

Nieoficjalnie dyplomaci z NATO nie potwierdzają, czy ministrowie podczas spotkania w Brukseli będą przygotowywać scenariusze na wypadek pogorszenia się sytuacji za wschodnią granicą Polski lub ewentualnego wprowadzenia przez Rosję wojsk na terytorium Ukrainy. Przyznają jednak, że jest mało prawdopodobne, aby w najbliższych dniach w Brukseli zapadły jakieś konkretne decyzje związane z zaangażowaniem się Sojuszu w konflikt na Ukrainie.

Doradczyni prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Susan Rice powiedziała w niedzielę w wywiadzie dla NBC, że byłoby to "bardzo poważnym błędem", gdyby Rosja wysłała wojska na Ukrainę. Dodała, że podział terytorialny tego kraju nie leży w niczyim interesie.

Do poszanowania integralności terytorialnej Ukrainy wzywali w ostatnich dniach prezydenta Rosji Władimira Putina m.in. kanclerz Niemiec Angela Merkel oraz prezydent Francji Francois Hollande.

Ławrow: Zachód nie powinien ingerować w sprawy wewnętrzne Ukrainy >>>

Rosja zagroziła Ukrainie embargiem >>>

Merkel i Putin - jak poinformowało w niedzielę biuro prasowe kanclerz Niemiec - podczas rozmowy telefonicznej zgodzili się co do tego, że zachowana musi zostać "integralność terytorialna" Ukrainy.

Z kolei Hollande, który rozmawiał w poniedziałek z Putinem, przekonywał, że integralność terytorialna Ukrainy musi zostać zachowana, a kraj powinien przejść "pokojową transformację". Dodał, że należy zrobić wszystko, aby wspomóc finansowo ten kraj w bardzo trudnym dla niego okresie, co ułatwi jego modernizację gospodarczą.

Premier Rosji Dmitrij Miedwiediew ocenił w poniedziałek, że uznanie przez niektóre kraje nowych władz na Ukrainie to "aberracja".

PAP/IAR/agkm

Czytaj także

Krym: działacze boją się prowokacji Rosji. ”Możliwy rozlew krwi”

26.02.2014 09:10
Politycy z Krymu obawiają się prowokacji podczas dzisiejszego, nadzwyczajnego posiedzenia lokalnego parlamentu. Krym jest autonomicznym obwodem Ukrainy.
Krymscy Tatarzy protestują na rzecz jedności Ukrainy. Nie pozwalamy naruszać całości kraju - mówi jeden z nich.
Krymscy Tatarzy protestują na rzecz jedności Ukrainy. "Nie pozwalamy naruszać całości kraju" - mówi jeden z nich.

Protesty na Ukrainie: serwis specjalny  >>>

Były deputowany do ukraińskiego parlamentu Leonid Gracz napisał na Facebooku, że niektórzy politycy i ugrupowania przygotowują prowokację, która miałaby służyć rosyjskim interesom na Krymie. Gracz wezwał mieszkańców Krymu, aby nie ulegli prowokatorom ostrzegając, że może dojść nawet do rozlewu krwi.

Deputowani Dumy na Krymie. "Rosja was nie opuści" >>>

”Moskiewski Komsomolec” próba przejęcia Krymu przez Rosję oznacza wojnę; półwysep nie jest jej wart >>>

W stolicy Krymu Symferopolu o 10 naszego czasu rozpoczęła się manifestacja Tatarów.

Godzinę później zapowiedziano demonstrację zwolenników Rosji, a o 14 rozpocznie się nadzwyczajne posiedzenie lokalnego parlamentu. W porządku obrad są dwa punkty: debata o sytuacji politycznej na Ukrainie i o lokalnych władzach. Możliwe jednak, że poruszona zostanie także sprawa oddzielenia się półwyspu od Ukrainy.

Na Krymie wzmagają się separatystyczne tendencje. Od kilku dni trwają tam prorosyjskie demonstracje. Niektórzy mieszkańcy Sewastopola, gdzie stacjonuje rosyjska Flota Czarnomorska twierdzą, że "nie wpuszczą do siebie banderowców z Kijowa, bo Sewastopol był, jest i będzie rosyjski”. W autonomicznej, choć należącej do Ukrainy, Republice Krymskiej, Rosjanie stanowią dwie trzecie ludności.

Separatystycznym nastrojom na Krymie sprzyja Rosja. Choć oficjalnie rosyjskie MSZ zapewnia, że Moskwa nie będzie wtrącać się w wewnętrzne sprawy Ukrainy, to rosyjscy parlamentarzyści nie wykluczają przyłączenia się Krymu do Rosji.

IAR/agkm

Czytaj także

Media w Rosji: próba przejęcia Krymu oznacza wojnę

26.02.2014 09:50
Krym jest ciałem obcym w organizmie Ukrainy - taką tezę stawia ”Moskiewski Komsomolec”.
Sewastopol
SewastopolFoto: Wikipiedia/Georige Chernilevsky
Posłuchaj
00'48 Relacja Macieja Jastrzębskiego z Moskwy (IAR): według "Moskiewskiego Komsomolca", próba przejęcia przez Rosję kontroli nad Krymem doprowadzi do wojny

Protesty na Ukrainie: serwis specjalny  >>>

”Moskiewski Komsomolec” przypomina, że przekazanie półwyspu Ukrainie w 1954 roku przez Nikitę Chruszczowa było błędem, który do dziś ma swoje konsekwencje. Jednocześnie gazeta zauważa, że ten, kto chce odebrać Ukraińcom Krym, stracił zdrowy rozsądek.

Dziennik przypomina wypowiedź Władimira Putina, że ten, kto nie żałuje rozpadu ZSRR, nie ma serca, ale ten, kto chce go odbudować, nie ma głowy. Zdaniem ”Moskiewskiego Komsomolca”, dziś w taki sam sposób należy odnosić się do prorosyjskich nastrojów na Krymie. Dziennik ostrzega, że jakakolwiek próba przejęcia przez Rosję kontroli nad półwyspem doprowadzi do wojny.

- To będzie wojna, która nadszarpnie naszą gospodarkę, nasze kontakty z Ukrainą i stosunki z Zachodem - alarmuje „Moskiewski Komsomolec”.

Gazeta podkreśla, że Moskwa może obrażać się na Stany Zjednoczone za to, że wtrącając się w wewnętrzne sprawy Ukrainy, radzą Rosji trzymać się z boku i nie wprowadzać wojsk na Krym. Jednak w ocenie rosyjskich dziennikarzy Waszyngton ma rację. - Co nie oznacza, że nie powinniśmy wszelkimi innymi sposobami bronić rosyjskich interesów na półwyspie - dodaje gazeta.

W opinii ”Moskiewskiego Komsomolca” jeśli Rosja będzie współpracować z Zachodem dla rozładowania sytuacji na Ukrainie, to krymski kryzys rozejdzie się po kościach.

IAR/agkm

Krym
Krym, Google Maps

 

Czytaj także

Poseł z partii Janukowycza grozi: wojna dopiero się zaczyna

26.02.2014 10:40
Wadym Kołesniczenko, znany z prorosyjskich poglądów, twierdzi, że ludzie na południu, wschodzie Ukrainy zbroją się przeciw ”faszystom”.
Wadim Kołesniczenko
Wadim KołesniczenkoFoto: Wikipedia/CC3.0/GLAVCOM
Posłuchaj
00'48 Relacja Macieja Jastrzębskiego z Moskwy (IAR): według "Moskiewskiego Komsomolca", próba przejęcia przez Rosję kontroli nad Krymem doprowadzi do wojny

Protesty na Ukrainie: serwis specjalny  >>>

Wydarzenia na Ukrainie to przewrót, a Europejczycy, którzy do niego doprowadzili, powinni wiedzieć, że wojna dopiero się zaczyna - powiedział Wadym Kołesniczenko, deputowany rządzącej do niedawna Partii Regionów obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza.

Po ucieczce szefa państwa z Kijowa znany z prorosyjskich poglądów Kołesniczenko schronił się na wschodzie kraju, a obecnie przebywa w swoim okręgu wyborczym w Sewastopolu na Krymie, gdzie - jak przekazał we wtorek - "wraz z ludźmi przygotowuje się do odparcia napaści ukraińskich faszystów".
Po odsunięciu Janukowycza od władzy na Krymie wzrosły nastroje separatystyczne, a w Moskwie podnoszą się głosy o konieczności wydawania rosyjskojęzycznym obywatelom Ukrainy paszportów Federacji Rosyjskiej w przyspieszonym trybie. Przeciwko separatyzmowi opowiadają się mieszkający na Krymie lojalni wobec Ukrainy krymscy Tatarzy.

Deputowani Dumy na Krymie. "Rosja was nie opuści" >>>

Krym: działacze boją się dziś prowokacji rosyjskiej. "Możliwy rozlew krwi" >>>

”Moskiewski Komsomolec” próba przejęcia Krymu przez Rosję oznacza wojnę; półwysep nie jest jej wart >>>

Manifestacja  ”w obronie autonomii”
W środę w południe siły prorosyjskie planują na Krymie akcję pod hasłem: "Wstawaj w obronie autonomii!". Odbędzie się ona przed gmachem parlamentu Autonomicznej Republiki Krymu w Symferopolu, który dzień wcześniej blokowano, domagając się referendum w sprawie ogłoszenia niepodległości Autonomii i zwracano się o pomoc do Rosji.
Sewastopol, gdzie znajduje się Kołesniczenko, to główna baza stacjonującej na Ukrainie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. We wtorek przewodniczący parlamentu i p.o. obowiązki prezydenta Ukrainy Ołeksandr Turczynow zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony poświęcone przejawom separatyzmu w tym regionie.
- Ludzie w Sewastopolu się zbroją. Zbroją się także mieszkańcy całego południa i wschodu kraju. Będziemy bronić się przed faszystami, którzy zakazują nam posługiwania się językiem ojczystym, grożą nam i biją – oświadczył Kołesniczenko.
Deputowany odniósł się w ten sposób do anulowanej w niedzielę przez parlament w Kijowie ustawy językowej jego autorstwa, która faworyzowała język rosyjski. Ustawa dawała przywileje językom mniejszości narodowych w regionach Ukrainy o dużych skupiskach tych mniejszości, jednak była korzystna przede wszystkim dla etnicznych Rosjan.

Były członek Partii Regionów mówi o ”faszystach” w Kijowie
Kołesniczenko całą winą za wydarzenia na Ukrainie obarcza Unię Europejską i ogółem Zachód. - W Kijowie rządzi dziś banda, a Europejczycy mówią, że są to legalne władze. Cała krew, która polała się i poleje na Ukrainie, znajduje się na rękach europejskich. To UE i Ameryka finansowały tę bandę i wspierały ją politycznie i informacyjnie. UE i Ameryka doprowadziły do rozlewu krwi - mówił Kołesniczenko.
Pytany, czy separatyści na Krymie liczą na pomoc Rosji i stacjonującej na półwyspie Floty Czarnomorskiej polityk odpowiedział przecząco. - Jeśli nie obronimy się sami, to i Rosja nam nie pomoże. Jesteśmy gotowi walczyć o życie naszych dzieci. Nie damy się poniżyć. Odpowiemy faszystom tak, jak odpowiedzieliśmy w 1941 i 1945 roku. Europejczycy zrobili wszystko, by wesprzeć tę bandę i zbroili ją, by zniszczyć Ukrainę. Dziękujemy wam za to! - oświadczył Kołesniczenko w telefonicznej rozmowie z PAP.

Demonstrować będą również Tatarzy
W środę w Symferopolu odbędzie się także demonstracja krymskich Tatarów. Większość z nich jest lojalna wobec państwa ukraińskiego i opowiada się przeciwko rosyjskim separatystom.
- Tego czynnika nie może ignorować nawet Rosja. Jeśli Rosja chciałaby się wtrącić w jakiś sposób w sytuację na Krymie, musi liczyć się z odpowiedzią Tatarów, a przypuszczam, że mimo, iż nie widać wśród nich aktywnych islamskich fundamentalistów, to przedstawiciele takich ruchów z całą pewnością na Krymie są obecni - powiedział PAP ukraiński ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego Jewhen Żerebecki.
- Jakikolwiek konflikt rosyjsko-muzułmański na Krymie przyciągnie tu nie tylko radykałów muzułmańskich z Kaukazu, ale i z Bliskiego Wschodu - ostrzegł.

PAP/agkm

Krym
Krym, Google Maps