Zaginięcie Boeinga 777. "Ktoś rozmyślnie skierował samolot na inny kurs"

IAR / PAP
Katarzyna Karaś 14.03.2014
Ratownicy pokazują na mapie rejon, w którym zniknął samolot
Ratownicy pokazują na mapie rejon, w którym zniknął samolot, foto: PAP/EPA/HOTLI SIMANJUNTAK

Dane z radarów wojskowych sugerują, że zaginiona maszyna linii Malaysia Airlines celowo obrała kierunek nad Półwyspem Malajskim ku archipelagowi Andamanów - dowiedziała się agencja Reutera.

Andamany to archipelag położony na Oceanie Indyjskim. To przeciwny kierunek do tego, w którym miała lecieć maszyna (Pekin).
Jak podaje Reuters, niezidentyfikowany samolot leciał trasą między dwoma punktami nawigacyjnymi w chwili, gdy po raz ostatni został uchwycony przez radary wojskowe na północno-zachodnim wybrzeżu Malezji. Śledczy uważają obecnie, że był to zaginiony Boeing 777.
W rezultacie, jak dodaje agencja, nasilono poszukiwania w rejonie Morza Andamańskiego i Oceanu Indyjskiego. Malezja zwróciła się o nieprzetworzone dane z radarów do sąsiednich krajów: Tajlandii, Indonezji i Indii, które mają bazę lotniczą na Andamanach.
Jak powiedział wyższy rangą anonimowy przedstawiciel policji malezyjskiej, śledczy koncentrują się na teorii, że ktoś, kto umie pilotować, rozmyślnie skierował samolot na inny kurs. - Możemy powiedzieć, że badamy sabotaż z prawdopodobnym porwaniem - przyznał.

Wcześniej szef malezyjskiego lotnictwa Azharuddin Abdul Rahman potwierdził, że pięcioro pasażerów lotu MH370, którzy przeszli przez odprawę, nie pojawiło się na pokładzie maszyny. Ich bagaże - zgodnie z prawem lotniczym - usunięto jednak z pokładu. Nie zawierały żadnych zakazanych przedmiotów lub substancji.

Na pokładzie mieli się za to znaleźć dwaj pasażerowie, którzy przeszli odprawę posługując się skradzionymi europejskimi paszportami.

Zniknął z radarów

Boeing 777 należący do Malaysia Airlines wyleciał do Pekinu ze stolicy Malezji Kuala Lumpur w sobotę. Godzinę po starcie zniknął z cywilnych radarów nad Morzem Południowochińskim między Malezją a Wietnamem. Mimo zlokalizowania na morzu plam paliwa, nie odnaleziono śladów maszyny. Samolot nie wysłał sygnału SOS.

Fachowcy twierdzą, że już po zaginięciu satelity odbierały impulsy elektroniczne wysyłane automatycznie z pokładu Boeinga 777. Takie impulsy przekazywane są mniej więcej co godzinę. Satelity miały wychwycić pięć sygnałów. Ich emisja oznacza też, że maszyna mogła komunikować się z satelitami i miała włączone systemy monitorowania pracy. 
Z informacji do jakich dotarła agencja Reutera wynika, że przechwycone przez satelity sygnały nie pozwoliły na zlokalizowanie maszyny, ani określenie kierunku jej lotu. Anonimowi rozmówcy Reutera podkreślają, że nie można nawet wyrokować, czy samolot znajdował się w powietrzu kiedy wysyłał sygnały elektroniczne.
W czwartek "Wall Street Journal" podał, że według podejrzeń amerykańskich śledczych Boeing 777 mógł lecieć po utracie kontaktu z kontrolerami lotów jeszcze przez cztery godziny. Jednak minister transportu Malezji Hishammuddin Hussein uznał, że te doniesienia są fałszywe.
Na pokładzie boeinga było 239 osób.
Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH>>>
IAR, PAP, kk

''

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 0
    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!

Serwis specjalny

serwis specjalny wrzesień39

Powiedzieli w Polskim Radiu

Profesor Kik: Kopacz świeci światłem odbitym Tuska

Profesor Kik: Kopacz świeci światłem odbitym Tuska

- Ewa Kopacz to urzędnik bez żadnej charyzmy, a nie polityk - mówi w Trójce politolog Kazimierz Kik, zastanawiając się kto zastąpi premiera w PO i rządzie. - Gdy zabraknie Tuska, spodziewam się uruchomienia wojen ideologicznych w partii - dodaje dr Błażej Poboży z Uniwersytetu Warszawskiego.

Bądź z nami w kontakcie: