X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Wiadomości

Jastrzębie Zdrój: podpalił rodzinę bo liczył na ubezpieczenie?

27.03.2014
Policja zatrzymała sprawcę tragicznego pożaru w Jastrzębiu Zdroju, w którym zginęła matka i czworo dzieci w wieku od 4 do 18 lat. Dariusz P. jest mężem i ojcem ofiar
Policja zatrzymała sprawcę tragicznego pożaru w Jastrzębiu Zdroju, w którym zginęła matka i czworo dzieci w wieku od 4 do 18 lat. Dariusz P. jest mężem i ojcem ofiarFoto: PAP/Andrzej Grygiel
Zarzut zabójstwa żony i czwórki dzieci usłyszał Dariusz P. Mężczyzna podejrzany o podpalenie w ub. roku w Jastrzębiu Zdroju domu, w którym spali jego bliscy, został aresztowany.
Posłuchaj
00'39 Jastrzębie Zdrój: zarzuty podpalenia i zabójstwa dla Dariusza P. Relacja Łukasza Kałuży (IAR/Radio Katowice)

Według gliwickiej prokuratury mężczyzna celowo podpalił dom w Jastrzębiu Zdroju, w którym spali jego bliscy. Motywem miała być chęć uzyskania pieniędzy z ubezpieczenia.

Podejrzany nie przyznaje się do winy.  - Nie mam nic wspólnego z tym pożarem, rodzina jest dla mnie najważniejsza - oświadczył P. dziennikarzom.

Wieczorem sąd zdecydował o aresztowaniu mężczyzny do 26 czerwca.

Do tragedii doszło w maju ubiegłego roku. Zginęła matka i czworo dzieci w wieku od 4 do 18 lat. Niemal od razu wiadomo było, że doszło do podpalenia. Taką opinię wydał biegły z zakresu pożarnictwa. P. tłumaczył, że ktoś, kto podpalił jego dom, wysyłał mu sms-y z groźbami. Według prowadzących sprawę, autorem tych wiadomości był sam P., który chciał skierować śledztwo na fałszywy tor.

Przez kolejne miesiące śledczy gromadzili obciążające go dowody. Teraz na ich podstawie wydali nakaz zatrzymania mężczyzny. Prokuratorzy nie chcą szczegółowo mówić o dowodach. Twierdzą jedynie, że są one bardzo mocne.

Michał Szulczyński, Prokuratura Okręgowa w Gliwicach oraz sąsiedzi Dariusza P. (źródło: TVN24/x-news)

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach Michał Szułczyński poinformował, że zarzut dotyczy spowodowania pożaru i zabójstwa w ten sposób pięciu członków rodziny oraz usiłowania zabójstwa szóstej osoby - najstarszego syna.
W czwartek, jeszcze przed przesłuchaniem w prokuraturze, policjanci zawieźli zatrzymanego do jego domu, gdzie z jego udziałem przeprowadzono przeszukanie.
Prok. Szułczyński nie chciał też na razie mówić o motywie, jakim miał kierować się Dariusz P. Według nieoficjalnych informacji ze śledztwa chodzi o polisy ubezpieczeniowe na członków rodziny, wykupione na krótko przed tragedią. Według mediów, Dariusz P., który prowadził zakład produkujący meble, miał bardzo poważne długi.
Policjanci ze Komendy Wojewódzkiej w Katowicach zatrzymali 42-mężczyznę pod zarzutem umyślnego spowodowania pożaru, w którym zginęła jego żona i czworo dzieci (źródło: UWAGA! TVN/x-news)

Jeśli zarzuty się potwierdzą, Dariuszowi P. będzie groziło dożywocie. W ramach śledztwa konieczne będzie uzyskanie opinii biegłych, którzy wypowiedzą się na temat poczytalności podejrzanego.
W wyniku pożaru zmarło pięć osób. Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną śmierci ofiar było zatrucie tlenkiem węgla. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka, czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka. Ojca nie było w tym czasie w domu.
Cała piątka spoczęła jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju. Żegnali ich członkowie rodziny, metropolita katowicki abp Wiktor Skworc - który przed tragedią odwiedził rodzinę P., podczas swej wizytacji w parafii - i mieszkańcy miasta. Podczas uroczystości pogrzebowych abp Skworc wspominał zaangażowanie rodziny P. w życie Kościoła - 10-latek był ministrantem, jego starsze siostry działały w stowarzyszeniu Dziećmi Maryi, a matka brała udział w ruchu "Światło-Życie".

PAP/asop

Komentarze1
aby dodać komentarz
szeleszczyciel2014-03-27 16:57 Zgłoś
Niepojęte... : (

Czytaj także

Lubuskie: policjant rażony paralizatorem. Napastnik poszukiwany

25.03.2014
Paralizator
ParalizatorFoto: jasonesbain/Wikimedia Commons/CC
- Policja poszukuje dwóch mężczyzn, z których jeden zaatakował policjanta paralizatorem w trakcie kontroli drogowej - poinformował rzecznik lubuskiej policji Sławomir Konieczny.

- Funkcjonariusz trafił na obserwację do szpitala, jego życie nie jest zagrożone - dodał rzecznik.
We wtorek ok. godz. 3 dwaj policjanci z Żagania próbowali zatrzymać do kontroli drogowej kierowcę BMW na drodze między miejscowościami Niegosławice i Rudziny w pow. żagańskim.
Samochód na hiszpańskich numerach rejestracyjnych nie zatrzymał się i podczas ucieczki dachował. - Gdy policjanci dojechali radiowozem do BMW, z samochodu w obydwu kierunkach wybiegło dwóch mężczyzn. Funkcjonariusze ruszyli za nimi w pościg. Jeden z mężczyzn rzucił się na funkcjonariusza z paralizatorem i kilkakrotnie raził go. Kiedy policjant wyrwał napastnikowi niebezpieczne urządzenie, sprawca zbiegł - powiedział Konieczny.
Policja poszukuje obu mężczyzn. Prokuratura wyjaśnia okoliczności zdarzenia.
- Przebieg i procedury zastosowane podczas pościgu zostaną sprawdzone podczas kontroli zarządzonej przez Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gorzowie Wlkp. - zaznaczył rzecznik.
pp/PAP

Czytaj także

Zarzuty ws. największej w kraju fabryki amfetaminy zlikwidowanej pod Warszawą

25.03.2014
Największą w kraju - według policji - fabrykę amfetaminy zlikwidowali pod Warszawą stołeczni policjanci
Największą w kraju - według policji - fabrykę amfetaminy zlikwidowali pod Warszawą stołeczni policjanci Foto: PAP/EPA/policja.pl
Prokuratura wniosła do sądu o aresztowanie dwóch zatrzymanych podczas policyjnej akcji osób. Grozi im do 15 lat więzienia oraz grzywna.
Posłuchaj
00'20 Funkcjonariusz wydziału narkotykowego opisuje zlikwidowaną fabrykę amfetaminy. (R.Czarnecki/IAR)

Jak powiedział rzecznik Komendy Stołecznej Policji Mariusz Mrozek, fabryka zlokalizowana była w gminie Czosnów, w powiecie nowodworskim. Laboratorium znajdowało się w budynkach gospodarczych i składało z czterech nowoczesnych linii produkcyjnych. Zatrzymano dwóch mężczyzn, którzy mogli już wprowadzić na rynek pół tony narkotyku; mają oni 42 i 52 lata.
- Zabezpieczyliśmy tysiąc litrów BMK - półproduktu, z którego można by było otrzymać 700 kg gotowego narkotyku i 20 kg amfetaminy przygotowanej już do wprowadzenia na rynek - powiedział Mrozek. Policjanci zabezpieczyli również nowoczesny sprzęt służący do produkcji, odczynniki chemiczne, urządzenia elektroniczne służące do monitorowania posesji, broń palną i amunicję.

Policjant mówi o przebiegu akcji

Reporter IAR rozmawiał z funkcjonariuszem, który pracował nad tą sprawą. Na prośbę policji zachowujemy jego anonimowość. Relacjonuje on, że w momencie "nalotu" przestępcy byli całkowicie zaskoczeni. - W momencie kiedy weszliśmy, proces syntezy nadzorował jeden z nich, drugi odpoczywał - mówi policjant.

 

Zlikwidowana fabryka amfetaminy. TVN24/x-news.

Funkcjonariusze, jak mówią, sami byli zaskoczeni skalą przedsięwzięcia. Okazało się, że w specjalnie przygotowanym do tego gospodarczym budynku działa prawdziwa fabryka. - Uznaliśmy, że tak profesjonalnej produkcji amfetaminy w Polsce jeszcze nie było. Mam na myśli zarówno sprzęt, który znajdował się na miejscu, jak i środki, które trzeba było w to zainwestować. Było tego mnóstwo, naprawdę dużo - podkreśla antynarkotykowiec.
W pomieszczeniu działało jednocześnie kilka linii produkcyjnych. Laboratorium było zamaskowane i zabezpieczone. - Miejsce produkcji było przygotowane profesjonalnie, zarówno sprzęt jak i cała otoczka, łącznie z kamerami, których było osiem, albo dziesięć. Były to kamery na podczerwień, które umożliwiają widzenie nawet w nocy - mówi policjant.

Amfetamina popularna w Polsce
Amfetamina to jeden najpopularniejszych narkotyków w Polsce. - Amfetamina jest na naszym rynku w dużej ilości. W znacznej mierze, jak nie w stu procentach, jest produkowana przez naszych rodowitych przestępców. Natomiast inne narkotyki jak kokaina, czy haszysz są przywożone z zagranicy. Kokaina zazwyczaj z Ameryki Południowej - mówi policjant z wydziału ds. narkotyków.

To kolejna fabryka amfetaminy zlikwidowana w ostatnich miesiącach pod Warszawą. Jedną z większych policjanci wykryli w listopadzie 2013 r. Zatrzymano wówczas dwie osoby, zabezpieczono 17 kg amfetaminy.
Od lat polskie grupy przestępcze specjalizują się właśnie w produkowaniu amfetaminy i jej pochodnych.

mc/pp/IAR/PAP

Czytaj także

Jastrzębie Zdr.: zatrzymano sprawcę pożaru, w którym zginęła pięć osób

27.03.2014
Dariusz P. przed domem w Jastrzębiu Zdroju, podczas prowadzonych na miejscu czynności policyjnych
Dariusz P. przed domem w Jastrzębiu Zdroju, podczas prowadzonych na miejscu czynności policyjnychFoto: PAP/Andrzej Grygiel
Policja zatrzymała sprawcę tragicznego pożaru w Jastrzębiu Zdroju (Śląskie), w którym zginęła matka i czworo dzieci w wieku od 4 do 18 lat. - Dariusz P. jest mężem i ojcem ofiar - poinformowała prowadząca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Gliwicach.
Posłuchaj
00'07 Prokurator Michał Szułczyński z gliwickiej prokuratury twierdzi, że pożar w Jastrzębiu Zdroju spowodował Dariusz P./IAR

Jak dowiedziała się PAP ze źródeł zbliżonych do sprawy, mężczyzna jeszcze w czwartek w gliwickiej prokuraturze usłyszy zarzut spowodowania pożaru i zabójstwa w ten sposób pięciu członków swej rodziny i usiłowania zabójstwa szóstej osoby. Na razie jest w komendzie policji, gdzie trwają czynności z jego udziałem.

- Nie mam nic wspólnego z tym pożarem, rodzina jest dla mnie najważniejsza - oświadczył prowadzony przez policjantów P.
Pożar miał miejsce 10 maja ub. roku w domu jednorodzinnym, w którym mieszkała 7-osobowa rodzina. Powierzchnia pożaru była niewielka - ok. 15 m kw. Jego ognisko znajdowało się na piętrze, paliła się część schodów i szafa.
UWAGA! TVN/x-news

W wyniku pożaru zmarło pięć osób. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka, 4-latka w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Ciszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka. Najstarszego syna i ojca nie było podczas pożaru w domu.

Cała piątka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju. Żegnali ich członkowie rodziny, metropolita katowicki abp Wiktor Skworc - który przed tragedią odwiedził rodzinę P., podczas swojej wizytacji w parafii - i mieszkańcy miasta. Podczas uroczystości pogrzebowych abp Skworc wspominał zaangażowanie rodziny P. w życie Kościoła - 10-latek był ministrantem, jego starsze siostry działały w stowarzyszeniu Dziećmi Maryi, a matka brała udział w ruchu "Światło-Życie".
pp/PAP/IAR