Wiadomości

Marszałek Sikorski: siła ma decydujące znaczenie, NATO potrzebuje rewitalizacji

14.10.2014 10:39
- Polityka Rosji wobec Ukrainy pokazała, że siła ma decydujące znaczenie, dlatego NATO potrzebuje rewitalizacji - mówił marszałek Sejmu Radosław Sikorski otwierając seminarium Zgromadzenia Parlamentarnego NATO w Warszawie.
Marszałek Sejmu Radosław Sikorski oraz wicepremier, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak podczas 87. seminarium Rose-Roth poświęconego wyzwaniom politycznym i bezpieczeństwa w Europie Wschodniej
Marszałek Sejmu Radosław Sikorski oraz wicepremier, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak podczas 87. seminarium Rose-Roth poświęconego wyzwaniom politycznym i bezpieczeństwa w Europie Wschodniej Foto: PAP/Rafał Guz
Posłuchaj
00'27 Marszałek Sejmu Radosław Sikorski o wyzwaniach stojących przez NATO w obliczu wojny na Ukrainie (IAR)
więcej
Walki na wschodzie Ukrainy. Zniszczenia w Doniecku
Walki na wschodzie Ukrainy. Zniszczenia w Doniecku
Donieck na wschodzie Ukrainy
Donieck na wschodzie Ukrainy

- Nie pamiętam czasów, by wokół Europy było tyle kryzysów - dodał Sikorski. Wśród nich wymienił między innymi to co dzieje się w Syrii i Iraku. - Mamy setki tysięcy uchodźców, olbrzymie straty w ludziach i organizację terrorystyczną, która przyciąga ochotników z całej Europy, głównie Zachodniej, którzy mogą wrócić i stać się dla nas niebezpieczeństwem - powiedział.

Jego zdaniem, jednak największym wyzwaniem jest wojna, jaka się toczy na Ukrainie. - Szczyt w Newport był dobry dla Polski, bo zapoczątkował wzmacnianie wojskowe wschodniej flanki NATO, natomiast był rozczarowaniem dla Ukrainy, której zaproponowaliśmy wszelkie wsparcie z wyjątkiem pomocy - ocenił Sikorski. Według niego "błędem było, gdy główne kraje NATO od początku zadeklarowały, że nie ma na ten kryzys rozwiązania wojskowego, bo to oznacza, że rozwiązanie wojskowe narzucone przez drugą stronę zwycięży". - Mam nadzieję, że to seminarium nakreśli nie tylko sposoby realizacji tego, co nakreśliliśmy w Newport, ale i nakreśli rewitalizację NATO - powiedział.

WOJNA NA UKRAINIE: serwis specjalny >>>

Także wicepremier i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak jest przekonany, że "konflikt na Ukrainie pokazał, że nowe zagrożenia nie wyparły tradycyjnych i nadal konieczna jest zdolność do obrony terytorium".  - Jeszcze niedawno konflikty zbrojne były daleko od naszych granic. Uważaliśmy, że naszą przyszłością jest wyłącznie stabilizacja - mówił. Przyznał, że Zachód zignorował sygnały, jakimi były kryzysy gazowe i coraz brutalniejszy język rosyjskiej polityki.
- Kryzys na Ukrainie pokazał, że nowe zagrożenia nie wyparły klasycznych, związanych z obroną integralności terytorialnej i suwerenności. Wszystkie te niebezpieczeństwa istnieją równolegle i musimy być przygotowani do zwalczania każdego z nich. Nie możemy pozwolić na łamanie międzynarodowego porządku i powrót do logiki stref wpływów i panowania prawa silniejszego - powiedział szef MON.
Ocenił zarazem, że "dzisiaj lepiej rozumiemy cele gry, jaką prowadzi Rosja". - To, co się dzieje na Ukrainie, powoduje, że ludzie zastanawiają się, czy wojna znowu będzie sposobem osiągania celów politycznych. Wydarzenia na Ukrainie stały się impulsem do przeglądu polityki bezpieczeństwa wspólnoty euroatlantyckiej - dodał.
Przypomniał, że aneksja części Ukrainy skłoniła szczyt NATO w Newport do "wypełnienia nową treścią zobowiązań wynikających z artykułu 5.", w tym wydzielenia sił natychmiastowego reagowania i lokowania infrastruktury na wschodnich obrzeżach NATO. Zaznaczył, że "nie ma odpowiedzi czysto wojskowej" i reakcja wymaga także działań gospodarczych ze strony UE.
- Zmiany w polityce Rosji wydają się mieć charakter trwały, potrzebna jest więc strategiczna adaptacja sojuszu - powiedział. Zapewnił, że "nie chodzi o powrót do prawideł zimnej wojny", lecz o możliwość szybkiego rozmieszczenia sił reagowania, które mogłyby w razie potrzeby zostać wzmocnione".

Dwudniowe spotkanie zostało zorganizowane przez Zgromadzenie Parlamentarne NATO we współpracy z polskim Sejmem. Biorą w nim udział m.in. parlamentarzyści i reprezentanci rządów krajów Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz partnerskich, a także przedstawiciele NATO, ośrodków badawczych, think tanków, organizacji pozarządowych i mediów.

PAP/asop

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Tomasz Siemoniak: zabiegamy o jak największą obecność NATO w Polsce

10.10.2014 09:10
Wicepremier i minister obrony narodowej powiedział w „Salonie politycznym Trójki”, że Polska musi mieć potencjał wojskowy na tyle silny, by móc odstraszać potencjalnego przeciwnika.
Tomasz Siemoniak
Tomasz SiemoniakFoto: PR
Posłuchaj
12'56 Tomasz Siemoniak: zabiegamy o jak największą obecność NATO w Polsce (Salon polityczny Trójki)
więcej
Obejrzyj
Tomasz Siemoniak: zabiegamy o jak największą obecność NATO w Polsce (Salon polityczny Trójki)

Tomasz Siemoniak zwrócił uwagę na zagrożenie ze strony Rosji i przekonywał, że NATO „oparte o USA, to siła, z którą każdy na świecie musi się liczyć”. Dlatego też Polsce zależy na jak największej obecności żołnierzy Sojuszu na swoim terytorium i przeprowadzaniu częstych, wspólnych ćwiczeniach.

- Na szczycie w Newport zostały ustalone trzy formy: ciągła rotacyjna obecność żołnierzy NATO, USA w Polsce, siły natychmiastowego reagowania, czyli „szpica” i wzmocnienie roli korpusu Północ-Wschód w Szczecinie, który ma stać się organizatorem obrony na wschodniej flance - tłumaczył w "Salonie politycznym Trójki".

Wicepremier mówił w radiowej Trójce, że w lutym przyszłego roku ministrowie obrony NATO mają przesądzić "jak będą wyglądały siły natychmiastowego reagowania". Oddziały "szpicy" nie będą przebywać w jednym miejscu, ale będą „wydzielane przez poszczególne państwa członkowskie”. - "Szpica" będzie tam, gdzie będą zagrożenia, jeśli będą w Polsce, to elementy dowodzenia będą u nas - dodał.
- Państwo wielkości Polski i będące w takim położeniu geograficzno - historycznym powinno dbać o własną obronę i o sojusze, a są one skuteczne jeśli się samemu do nich coś wnosi. Nie możemy sobie powiedzieć, że mamy potężnych sojuszników, w związku z tym nie musimy dbać o własną obronę. Takich państw nikt na świecie nie szanuje - tłumaczył minister Siemoniak.

Gość radiowej Trójki mówił też o projekcie wzmocnienia bezpieczeństwa Polski, który przedstawiła w expose premier Ewa Kopacz, o polskiej zbrojeniówce, o zakupie uzbrojenia amerykańskich F 16 i o tym, jak wygląda oferta armii dla ochotników, którzy chcą się przeszkolić.
Rozmawiała Beata Michniewicz.
(pp/mk)

Czytaj także

Na Słowacji wojska NATO ćwiczą jak bronić zaatakowanego sojusznika

13.10.2014 17:05
1300 żołnierzy ze Słowacji, Czech, Polski, Węgier i USA bierze udział w manewrach, które potrwają do 22 października. Ćwiczenia "Ground Pepper 2014" odbywają się na wypadek sytuacji kryzysowej w myśl artykułu piątego Traktatu Waszyngtońskiego.
Wojska NATO rozpoczęły manewry na Słowacji
Wojska NATO rozpoczęły manewry na Słowacji Foto: PAP/Marcin Bielecki

Zapis ten mówi o tym, że całe NATO zobowiązuje się do odpowiedzi na agresję na jednego z członków Sojuszu. Manewry "mają na celu zwiększenie gotowości bojowej w klasycznej obronie lądowej" - poinformowała rzeczniczka resortu obrony w Bratysławie.

Żołnierze będą trenować ewakuację z zagrożonego obszaru, ochronę celów strategicznych oraz kopanie okopów i wznoszenie stanowisk dowodzenia i obserwacyjnych.

Pierwotnie miały to być ćwiczenia czesko-słowackie, jednak później zaproszono do nich kilkudziesięciu żołnierzy z Polski, Węgier i USA - pisze agencja CzTK.

Grupa Wyszehradzka (Czechy, Słowacja, Węgry, Polska) planuje utworzenie do 2016 r. wspólnej jednostki bojowej, liczącej 3-4 tys. żołnierzy.

PAP/iz

''

Czytaj także

Wojsko USA ćwiczy w Polsce. Kawaleria pancerna w miejsce spadochroniarzy

13.10.2014 20:53
- Sytuacja na Krymie doprowadziła do naszego pobytu tutaj. To wyraźny sygnał dla Polski i NATO. To także znakomita okazja do ćwiczeń. Rozumiem obawy, dlatego tu jesteśmy - powiedział dowódca amerykańskich sił w Europie gen. broni Donald Campbell.
Amerykańscy żołnierze podczas uroczystości przekazania zadania uczestnictwa w misjiszkoleniu na terenie Polski
Amerykańscy żołnierze podczas uroczystości przekazania zadania uczestnictwa w misji/szkoleniu na terenie Polski Foto: PAP/Marcin Bielecki

Żołnierze kawalerii pancernej z Teksasu przejęli obowiązki od amerykańskich spadochroniarzy, którzy szkolili się w Polsce od końca kwietnia. Ich obecność to element operacji Atlantic Resolve - zwiększenia obecności wojskowej na wschodniej flance NATO - ogłoszonej wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Ćwiczenia "Anakonda" sprawdzały gotowość NATO>>>

Pod koniec września do Polski przybyło około 200 żołnierzy z 1. Brygadowej Grupy Bojowej z 1. Dywizji Kawalerii Pancernej z 10 czołgami M1A2 Abrams, transporterami Bradley oraz pojazdami wsparcia i zabezpieczenia. Żołnierze dywizji zmechanizowanej zastępują Amerykanów ze 173. Brygady Piechoty (spadochronowej), którzy wracają do włoskiej Vicenzy. Do Drawska przybyła także z Niemiec grupa amerykańskich śmigłowców transportowych Black Hawk i bojowych Apache.

W Polsce i państwach bałtyckich ćwiczy obecnie łącznie około 600 Amerykanów.
Dowódca kończącej pobyt w Polsce grupy zadaniowej spadochroniarzy "Rock" ppłk Robert "Todd" Brown wspominał upadek muru berlińskiego, zamachy z 2001 roku, reakcję Sojuszu Północnoatlantyckiego i wspólną misję w Afganistanie. - Wiele zmieniło się na świecie przez ostatnie 25 lat. Jedna rzecz pozostaje niezmienna: nasze zobowiązanie wobec sojuszników z NATO - powiedział.

Z kolei dowódca brygadowej grupy bojowej płk John P. Digiambattista przypomniał operacje w Iraku i Afganistanie oraz akcje humanitarne. - Teraz w Teksasie jest gorąco. Nasi żołnierze przyzwyczajają się do chłodnej pogody w Polsce, wielu z nich przywykło prowadzić pojazdy w terenie pustynnym, co widać po kamuflażu naszych wozów. Mamy okazję ćwiczyć w innym terenie, z nowymi partnerami. Mamy okazję poznać nowych przyjaciół i ćwiczyć z polskim wojskiem; budujemy relacje, które trwają - dodał.
Wspólne ćwiczenia chwalą polscy dowódcy. - Staliśmy się lepszymi żołnierzami i lepszymi jednostkami, poprawiliśmy skuteczność i interoperacyjność, jesteśmy lepiej przygotowani, by sprostać standardom NATO, a w razie potrzeby jesteśmy gotowi razem walczyć - powiedział dowódca 6. Brygady Powietrznodesantowej, która ćwiczyła z amerykańskimi spadochroniarzami, gen. bryg. Adam Joks.
Dowódca 7. Brygady Obrony Wybrzeża, której żołnierze będą się szkolić z Amerykanami od listopada, płk Robert Orłowski dziękował za wymianę doświadczeń. - Rotacyjne ćwiczenia w ramach operacji Atlantic Resolve to kolejny krok w ramach stałej obecności w Polsce - dodał.
Pancerniacy - jako tzw. Heavy Detachment - zostaną w Polsce do końca roku, prowadząc ćwiczenia własne i wspólne z Polakami, po czym zastąpią ich żołnierze 2. Pułku Kawalerii (2nd Cavalry Regiment) z kołowymi transporterami Stryker.
Pododdział spadochronowy - Airborne Detachment - nieprzerwanie, na zasadzie rotacji, szkolił się od końca kwietnia. Na zakończenie pobytu w Polsce amerykańscy spadochroniarze, należący też do sił szybkiego reagowania NATO, wzięli udział w ćwiczeniu "Anakonda-14".

PAP/asop