Wiadomości

Ewa Kopacz: absolutnie wykluczam powtórne wybory

21.11.2014 10:11
- Wykluczam absolutnie, że mają być powtórne wybory. Tylko ci, którzy nie znają polskiego prawa dzisiaj mogą tego rodzaju herezje głosić - powiedziała premier Ewa Kopacz odnosząc się do postulatu PiS i SLD. Wtargnięcie grupy protestujących do budynku PKW premier określiła jako skandal.
Premier Ewa Kopacz do ostatniej chwili uczestniczy w kampanii wyborczej
Premier Ewa Kopacz do ostatniej chwili uczestniczy w kampanii wyborczejFoto: PAP/Tytus Żmijewski
Wybory samorządowe 2014
Wybory samorządowe 2014
Wybory samorządowe 2014
Wybory samorządowe 2014
Wtargnięcie do siedziby PKW
Wtargnięcie do siedziby PKW

Dodała, że chciałaby, aby politycy zachowywali się odpowiedzialnie. - Chciałabym zaapelować tylko do części politycznej, bo Polacy zachowali się bardzo odpowiedzialnie i 16 listopada poszli do wyborów bardziej licznie niż kiedykolwiek - mówiła premier w Radiu Zet.

Natomiast politycy nie zdali tego wyborczego egzaminu. Politycy nie wiedzą jaki będzie wynik kontroli NIK, czy komisja wyborcza stanęła na wysokości zadania, aby zakończyć i bezkolizyjnie ogłosić wyniki tych wyborów. Dziś nie mając zakończonego procesu wyborczego politycy chcą wrócić do czasów, gdy Polacy chodzili do wyborów, a słuszne partie polityczne mówiły kto wygrał - podkreśliła Kopacz.

Wybory samorządowe 2014. Serwis specjalny >>>

(Radio ZET/x-news)


Premier zaznaczyła, że oczekuje na wyniki wyborów oraz wyniki kontroli. Pytana o wtargnięcie grupy protestujących do budynku PKW, odpowiedziała: "Niewątpliwie to, co wczoraj się wydarzyło jest skandalem, ale skandalem wywołanym pewnie nieodpowiedzialną postawą polityków".

Państwowa Komisja Wyborcza nie stanęła na wysokości zadania jeśli chodzi o liczenie głosów i podawanie w odpowiednim czasie wyników tych wyborów - powiedziała premier.

- Nie mylmy niewydolności tej instytucji w liczeniu głosów i przekazywaniu tych informacji z fałszowaniem tych wyborów. Nie mylmy tych dwóch rzeczy - mówiła premier.

Podkreśliła, że to nie politycy mogą powiedzieć, czy wybory zostały sfałszowane czy nie. - O tym może zdecydować odpowiedni sąd okręgowy. Czy my dzisiaj podważamy wiarygodność takiej instytucji jak sąd? - pytała Kopacz.

- To dopiero staje wszystko na głowie, kiedy odpowiedzialni politycy dzisiaj mówią: dzisiaj nie ma państwa prawa, państwa demokratycznego i chcą unieważnienia wyborów. To jest niebezpieczne - podkreśliła premier.

PAP, to

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Okupacja siedziby Państwowej Komisji Wyborczej. PiS: to mogło pogłębić chaos

21.11.2014 03:03
Wtargnięcie protestujących do siedziby PKW negatywnie oceniło PiS, podkreślając, że nawet uzasadniony protest powinien być wyrażany "w ramach przedsięwzięć, które przewiduje system demokratyczny".
W związku z okupacją siedziby PKW policja zatrzymała 12 osób
W związku z okupacją siedziby PKW policja zatrzymała 12 osób Foto: PAP/Tomasz Gzell

W wydanym oświadczeniu dla mediów rzecznik prasowy PiS Marcin Mastalerek podkreślił, że jego partia "zdecydowanie negatywnie ocenia wydarzenia pod siedzibą PKW". - Wtargnięcie do instytucji państwa i jej okupacja nie są rozwiązaniem problemu i mogą tylko pogłębić chaos, który jest związany z przedłużającym się procesem podania wyników wyborów samorządowych - napisał przedstawiciel PiS.

Wybory samorządowe 2014. Serwis specjalny >>>

Jak podkreślił, nawet dobre intencje i słuszne obywatelskie niezadowolenie nie mogą być powodem tego rodzaju działań. - Niepokój obywateli, w sytuacji kiedy w uzasadniony sposób została podważona wiarygodność procesu wyborczego, powinien być wyrażany w ramach przedsięwzięć, które przewiduje system demokratyczny - zaznaczył Mastalerek.

W czwartek wieczorem do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej weszła grupa protestujących. Demonstranci zajęli salę konferencyjną i domagali się m.in. natychmiastowej dymisji członków PKW. W związku z tym Komisja zdecydowała o przerwaniu prac. Około północy policja po prośbie administratora budynku wyprowadziła demonstrantów. Funkcjonariusze zatrzymali 12 osób.

Zobacz galerię - Dzień na zdjęciach >>>

PAP/aj

Czytaj także

Jest uchwała wznawiająca pracę PKW. Dziś poznamy ostateczne wyniki wyborów?

21.11.2014 13:26
Państwowa Komisja Wyborcza przyjęła uchwałę wznawiającą od 11.00 prace nad liczeniem głosów w wyborach samorządowych. Siedziba PKW jest pilnie strzeżona przez policję.
Ustępujący sekretarz PKW i Krajowego Sztabu Wyborczego Kazimierz Czaplicki podczas manifestacji przed PKW
Ustępujący sekretarz PKW i Krajowego Sztabu Wyborczego Kazimierz Czaplicki podczas manifestacji przed PKWFoto: PAP/Tomasz Gzell
Posłuchaj
00'58 Pikieta w gmachu PKW. Relacja Michała Fedusio (IAR)

Biuro prasowe PKW cały czas zapewnia też, że w piątek po południu poznamy oficjalne wyniki wyborów. Także w piątek może zostać skierowany wniosek do sądu w sprawie osób, które wtargnęły do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej. - Prawdopodobnie zostanie wykorzystany tryb przyśpieszony - powiedział rzecznik stołecznej policji Mariusz Mrozek.

PKW zdecydowała o przerwaniu prac w czwartek wieczorem w związku z wtargnięciem do jej siedziby dużej grupy protestujących. Zajęli oni salę konferencyjną i domagali się natychmiastowej dymisji członków PKW. Około północy z czwartku na piątek policja wyprowadziła tę grupę osób z siedziby PKW, zatrzymanych zostało 12 osób, kolejne osiem dostało wezwania do stawienia się w jednostkach policji na przesłuchanie w charakterze świadka.

Wybory samorządowe 2014. Serwis specjalny >>>

Zawiadomienie o popełnienie przestępstwa z artykułu 193 kodeksu karnego, mówiącego o naruszeniu miru domowego, złożył około północy administrator budynku, czyli Kancelaria Prezydenta. Zwrócił się też do okupujących salę konferencyjną, o opuszczenie budynku. Część osób posłuchała, jednak wobec braku reakcji pozostałych, policja została poproszona o interwencję. - Funkcjonariusze ponownie wezwali do opuszczenia budynku, a po kilku minutach przystąpili do wyprowadzania osób pozostających w sali - powiedziała Anna Kędzierzawska z wydziału prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Zatrzymani zostali przewiezieni na komendę przy ul. Wilczej, przed którą pojawiła się też grupa około 30 osób związanych z przesłuchiwanymi.

PKW przerywa pracę

Przerwanie prac przez PKW nie oznaczało przerwania prac terytorialnych komisji wyborczych, które kontynuowały ustalanie wyników wyborów.
W uchwale o przerwaniu prac PKW poinformowano, że decyzja taka zapadła w związku z zagrożeniem dla bezpieczeństwa prac Komisji i dokumentacji wyborczej. - W związku z wtargnięciem dużej grupy osób do pomieszczeń Kancelarii Prezydenta RP - zajmowanych na potrzeby Państwowej Komisji Wyborczej związane z ustaleniem wyników wyborów - stwarzającym zagrożenie dla bezpieczeństwa pracy PKW, pracowników KBW i dokumentacji wyborczej, Państwowa Komisja Wyborcza postanawia przerwać pracę do czasu usunięcia tego zagrożenia - podano w uchwale podpisanej przez przewodniczącego PKW Stefana Jaworskiego.

„Gigantyczne fałszerstwa”
W czwartek wieczorem przed siedzibą PKW zorganizowano protest pod hasłem "Stop manipulacjom wyborczym" z udziałem m.in działaczy Ruchu Narodowego, Kongresu Nowej Prawicy i stowarzyszenia Solidarni 2010. Część protestujących weszła do budynku, do sali konferencyjnej PKW. Przedstawiciel PKW zaprosił na rozmowę delegację protestu, ci jednak oświadczyli, że będą rozmawiać wyłącznie w obecności mediów.
Będąca wśród protestujących Ewa Stankiewicz ze Stowarzyszenia Solidarni 2010 oświadczyła, że w związku z nieprawidłowościami i "gigantycznymi fałszerstwami" dotyczącymi wyborów żądają oni natychmiastowej dymisji wszystkich członków PKW. - Przyszliśmy tutaj upomnieć się o to, żeby wszyscy członkowie Państwowej Komisji Wyborczej natychmiast złożyli dymisję i opuścili ten lokal - powiedziała Stankiewicz. - Jedyne, czego się dopominamy, to żeby w Polsce były uczciwe wybory - podkreśliła.
(TVN24/x-news)

Po pewnym czasie część przebywających w sali konferencyjnej PKW protestujących podeszła do zamkniętych drzwi wejściowych, by je otworzyć i wpuścić do środka innych. Po zdemontowaniu drzwi do środka weszło kilkanaście kolejnych osób. Następnie przed drzwiami stanęli policjanci, którzy nie wpuszczali nikogo do środka.
Do protestu przyłączyli się m.in. Robert Winnicki - jeden z liderów Ruchu Narodowego oraz poseł, polityk KNP Przemysław Wipler, który oświadczył wówczas, że protest będzie prowadzony do skutku, czyli do momentu spełnienia żądań protestujących.

W piątek poseł Wipler odciął się od okupujących siedzibę Państwowej Komisji Wyborczej. Twierdzi, że do budynku wszedł później i był tam - jak to ujął - "za przyzwoleniem gospodarzy". Wyjaśnił, że protest przez niego zorganizowany miał charakter pokojowy i zakończył się o 18.30. Poseł wrócił do siedziby PKW po telefonach, które otrzymał od osób przebywających w sali konferencyjnej Komisji.
Podczas konferencji prasowej w Sejmie powiedział, że wielokrotnie apelował o przestrzeganie prawa. Jego zdaniem winę za eskalację protestu ponoszą wyłącznie osoby, które weszły do PKW. - Nie ma żadnych powodów bym brał za nie odpowiedzialność - dodał.
Wipler powiedział, że tego typu protesty były w różnych miastach Polski i nadal będą się odbywać. Do ich uczestników zaapelował, by swą aktywność starali się prowadzić w ramach obowiązujących przepisów.

W czwartek Wipler odebrał protokoły z posiedzeń PKW od początku 2014 roku. Zwrócił się o nie, bo chce się dowiedzieć, jak przygotowywane były tegoroczne wybory. Zapowiedział, że będzie "analizował w oparciu o te dokumenty, czy nie miało miejsce przestępstwo niedopełnienia obowiązków przez członków Państwowej Komisji Wyborczej". Zaznaczył, że informacje na ten temat zamieści w internecie.

Oprócz dymisji członków PKW protestujący wysuwali też żądania unieważnienia niedzielnych wyborów samorządowych i powtórzenia ich oraz zmiany obecnego prawa wyborczego.

PiS odcina się od protestu w PKW
Wtargnięcie protestujących do siedziby PKW negatywnie oceniło PiS, podkreślając, że nawet uzasadniony protest powinien być wyrażany "w ramach przedsięwzięć, które przewiduje system demokratyczny".
W wydanym w czwartek wieczorem oświadczeniu dla mediów rzecznik prasowy PiS Marcin Mastalerek podkreślił, że partia "zdecydowanie negatywnie ocenia wydarzenia pod siedzibą PKW". - Wtargnięcie do instytucji państwa i jej okupacja nie są rozwiązaniem problemu i mogą tylko pogłębić chaos, który jest związany z przedłużającym się procesem podania wyników wyborów samorządowych - napisał przedstawiciel PiS.
Jak podkreślił, nawet dobre intencje i słuszne obywatelskie niezadowolenie nie mogą być powodem tego rodzaju działań. - Niepokój obywateli, w sytuacji kiedy w uzasadniony sposób została podważona wiarygodność procesu wyborczego, powinien być wyrażany w ramach przedsięwzięć, które przewiduje system demokratyczny - zaznaczył Mastalerek.
W czwartek wieczorem protest przeciwko "fałszerstwom wyborczym" odbył się także w Krakowie. Według policji uczestniczyło w nim ok. 700 osób. Protestujący z biało-czerwonymi flagami przeszli z Rynku Głównego pod budynek, w którym mieści się Wojewódzka Komisja Wyborcza. Podkreślali, że demonstracja ma charakter ponadpartyjny, domagali się unieważnienia wyborów i przeprowadzenia ich ponownie. W proteście uczestniczyli m.in. narodowcy.

PAP/IAR, to, bk

Czytaj także

Paweł Kowal: mnóstwo naruszeń wyborczych, sądy muszą to zbadać

21.11.2014 09:22
Jestem bardziej przerażony oświadczeniem sędziów w obronie PKW niż okupacją PKW. Z tą sprawą powinna sobie szybko poradzić policja. - Dziwię się, że dopuszczono, że tam w ogóle ktoś wszedł - powiedział Paweł Kowal z Polski Razem.
Paweł Kowal
Paweł KowalFoto: Polskie Radio
Posłuchaj
14'10 Paweł Kowal, Polska Razem: Paweł Kowal: było mnóstwo naruszeń wyborczych (Salon polityczny Trójki)
Obejrzyj
Paweł Kowal: mnóstwo naruszeń wyborczych, sądy muszą to zbadać (Salon polityczny Trójki)

- Było mnóstwo naruszeń wyborczych. Tymczasem prezesi sądów mianowali nieudolną komisję wyborczą, a teraz zanim się skończył proces wyborczy, wypowiadają się jako strona, mówiąc, czy jest zagrożenie, czy nie. Przecież my liczymy, że to zbadają sądy. Prezesi sądów angażują się w polityczną wymianę opinii. Proces wyborczy ma jeszcze trwać, bo jest jeszcze druga tura - zauważył gość "Salonu politycznego Trójki".

Apelujemy do wszystkich środowisk, w szczególności przedstawicieli polityki oraz środków społecznego przekazu o odpowiedzialność oraz pozwolenie organom wyborczym, w tym Państwowej Komisji Wyborczej, na spokojne dokończenie pracy. Nie ma groźby dla uczciwości przebiegu tych wyborów, w tym rzetelnego policzenia każdego oddanego głosu - napisali w apelu sędziowie.

Więcej interesujących dyskusji znaleźć można na stronach audycji "Salon polityczny Trójki", "Komentatorzy", "Puls Trójki" i "Śniadanie w Trójce".

Z kolei Paweł Kowal zaapelował do sędziów, żeby nie wypowiadali się zanim sądy nie rozpatrzą skarg wyborczych, bo - jak mówił - powstaje wrażenie, że "wiecie zanim się skończyły wybory".

- Jeżeli w czerwcu świętuje się 25 lat wolnych wyborów, a jesienią mamy taki cyrk, to stajemy się pośmiewiskiem Europy - powiedział.

Wybory samorządowe 2014. Serwis specjalny >>>

Gość Trójki zaznaczył, że politycy powinni bić na alarm w tej sprawie, ale nie mogą wydawać ostatecznego wyroku. - Nie mówię, że były fałszerstwa, ale sam fakt długiego liczenia głosów musi budzić wątpliwości - przyznał.

Według Kowala obecne wybory miały bardzo niski standard. - Nie wypowiadam się na temat żadnego komitetu wyborczego. Na nikogo nie chcę rzucać cienia, sprawdźmy procedury. Nie mieszajmy w to żadnej partii, żeby nikt się nie czuł, że to jest przeciwko niemu - podkreślił.

Paweł Kowal uważa, że wyborom w Polsce powinny przyglądać się organizacje międzynarodowe. - Demokracja to jest coś, czego trzeba pilnować. Jestem poruszonym tym, jak wiele osób w Polsce ma lekki stosunek do demokracji. Robi to w płaszczyku święta wolności 25 lat. Tak być nie powinno - powiedział.

* * *

Tytuł audycji: Salon polityczny Trójki

Prowadziła: Beata Michniewicz

Gość: Paweł Kowal (Polska Razem)

Data emisji: 21.11.2014

Godzina emisji: 8.13

(to/mk)