Wiadomości

Saryusz-Wolski: Zachód powinien wysłać Ukrainie dużo broni i zaostrzyć sankcje wobec Rosji [wywiad]

11.12.2014 19:50
- Zaopatrzenie Krymu wymaga drogi tranzytowej. W stanie wojny jedyny scenariusz, to wycofanie się Rosji z półwyspu albo militarne zajęcie przez nią korytarza Donbas - Krym - mówi dla PolskieRadio.pl europoseł Jacek Saryusz-Wolski.
- Mamy do czynienia z konfliktem zbrojnym, który zmniejsza bezpieczeństwo i Polski, i całej Unii Europejskiej. To najpoważniejsze w tej chwili zagrożenie dla nas - mówi portalowi PolskieRadio.pl stały sprawozdawca Parlamentu Europejskiego ds. Ukrainy Jacek Saryusz-Wolski
- Mamy do czynienia z konfliktem zbrojnym, który zmniejsza bezpieczeństwo i Polski, i całej Unii Europejskiej. To najpoważniejsze w tej chwili zagrożenie dla nas - mówi portalowi PolskieRadio.pl stały sprawozdawca Parlamentu Europejskiego ds. Ukrainy Jacek Saryusz-WolskiFoto: Paweł Kurek, PolskieRadio.pl
Obejrzyj
- Przyjęcie nowego kraju do NATO wymaga jednomyślnej decyzji wszystkich członków. Krytyczne głosy dowodzą, że nawet gdyby Ukraina znalazła się na drodze do członkostwa, to będzie to droga długa i trudna - mówi Jacek Saryusz-Wolski, stały sprawozdawca ds. Ukrainy Parlamentu Europejskiego w rozmowie z portalem PolskieRadio.pl

- Zachód nie robi wystarczająco dużo, żeby pomóc Ukrainie -  mówi portalowi PolskieRadio.pl stały sprawozdawca Parlamentu Europejskiego ds. Ukrainy Jacek Saryusz-Wolski. Jego zdaniem, kraje NATO i Unii Europejskiej powinny wysyłać Ukraińcom duże dostawy broni  - żeby wyrównać ich szanse w walce zbrojnej z Rosją. Europoseł podkreśla, że Ukraina najbardziej w tej chwili potrzebuje zaawansowanych technologicznie środków do zwalczania czołgów i samolotów.

Wedle Saryusz-Wolskiego, potrzebna jest też kolejna fala sankcji Zachodu wobec Rosji - w reakcji na eskalowanie konfliktu przez Moskwę.

Rozmówca portalu PolskieRadio.pl jest - już po raz trzeci - deputowanym europarlamentu oraz wiceprzewodniczącym największej jego frakcji: Europejskiej Partii Ludowej, odpowiedzialnym m.in. za sprawy polityki wschodniej i energetycznej Unii Europejskiej. W Polsce był ministrem ds. integracji europejskiej i pomocy zagranicznej oraz jednym z głównych negocjatorów stowarzyszenia, a później członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Założył Kolegium Europejskie w Natolinie, był także jego rektorem.

Wojnę na wschodzie Ukrainy uważa za najpoważniejsze w tej chwili zagrożenie dla Unii Europejskiej.

- - Regularna armia ukraińska w niewielkim stopniu włącza się w działania bojowe, stoi z bronią u nogi - mówi europoseł portalowi PolskieRadio.pl

Juliusz Urbanowicz, PolskieRadio.pl: - W jakim położeniu znajduje się obecnie nasz sąsiad – Ukraina?

Jacek Saryusz-Wolski, stały sprawozdawca Parlamentu Europejskiego ds. Ukrainy: - Ukraina jest w bardzo trudnej sytuacji. Jest niepodległa, ale jednocześnie jest podległa inwazji i część jej terytorium jest okupowana przez stronę trzecią, czyli przez Rosję. To jest niepodległość, ale niepodległość wystawiona na bardzo ciężką próbę.

- Jak Pan ocenia szanse Ukrainy na obronę niepodległości – zagrożonej w tak dużym stopniu?

-Zagrożona jest integralność terytorialna Ukrainy. Jest pytanie o to, czy Rosja posunie się dalej, czy Ukraina jest w stanie dzisiaj odzyskać Krym i Donbas. Sądzę, że odpowiedź brzmi nie (dotycząca Krymu i Donbasu), ale jest pytanie czy Rosja nie przedsięweźmie kroków po to, by jeszcze zająć korytarz między Donbasem a Krymem. To jest zły scenariusz, a drugi jest jeszcze gorszy – zajęcie przez Rosję korytarza między Krymem a Transdniestrią, czyniące Ukrainę państwem odciętym od Morza Czarnego i otoczonym pasem kontrolowanym przez Rosję.

- Mówimy o Naddniestrzu, czyli części Mołdawii, zajętej przez Rosjan lata temu?

- Tak, ono nie jest kontrolowane przez państwo mołdawskie, tylko przez wojska rosyjskie, to jest klasyczny, tak zwany zamrożony konflikt.

- Jak wysokie jest ryzyko, że Rosjanie zdecydują się na zajęcie wspomnianego korytarza?

- Swego czasu specjalistyczne opracowanie przewidywało, że wynosi ono 30 proc. w przypadku drugiego, większego korytarza (Krym - Naddniestrze) i 50 proc. w przypadku pierwszego (między Krymem a Donbasem). Sądzę, że w miarę upływu czasu i faktów w terenie – gromadzenia wojsk rosyjskich na terytorium Ukrainy, ale również ruchów Floty Czarnomorskiej, mobilizacji wojsk rosyjskich na Krymie, to prawdopodobieństwo rośnie.

- Jak Pan je szacuje obecnie - na ile procent?

- Waham się, czy wyrażać to ryzyko w procentach. Logika faktów mówi o tym, że ten kolejny krok jest - może nie nieunikniony - ale bardzo prawdopodobny. Bardzo. Słowa temu przeczą, ale to jest tradycyjna strategia Moskwy, żeby, co innego mówić, a co innego robić.

- Czy obawia się Pan, że do próby zajęcia korytarza dojdzie jeszcze przed zimą?

- To przede wszystkim miałoby sens z punktu widzenia Moskwy, bo Rosja ma problem z zaopatrywaniem okupowanego przez nią Krymu w żywność, paliwo, energię - ze względu na trudną w ogóle do przebycia – a zwłaszcza wtedy, kiedy zamarza – Cieśninę Kerczeńską. Tak, więc problemy zaopatrzeniowe Krymu wymagają drogi tranzytowej. Tam są połączenia drogowe i kolejowe, ale w stanie wojny jedyny wyobrażalny scenariusz, to albo wycofanie się kompletne Rosji z Krymu, co jest mało prawdopodobne, albo militarne zajęcie tzw. korytarza Donbas – Krym.

- Jak Pan ocenia szanse państwa ukraińskiego na obronę korytarza?

- Trudno powiedzieć, jakie rezerwy ma armia ukraińska. Na dziś te szanse wyglądają raczej pesymistycznie, bo Donbasu, tej części niezajętej jeszcze przez Rosjan, bronią bataliony ochotników. Natomiast regularna armia ukraińska w niewielkim stopniu włącza się w działania bojowe, stoi z bronią u nogi. Albo są jakieś ukryte militarne rezerwy - tak wynikałoby z deklaracji prezydenta Poroszenki - które Ukraina mogłaby rzucić w obronie Mariupola a potem dalszej części tego korytarza. Albo Rosja ma taką przewagę militarną, że Ukraina nie będzie w stanie się przed nią obronić.

KRYZYS NA UKRAINIE: SERWIS SPECJALNY >>>

- Czy władze w Kijowie robią wystarczająco dużo, żeby sobie poradzić w tej dramatycznej sytuacji?

- Na froncie międzynarodowym na pewno tak. Raczej należałoby zadać pytanie czy Zachód robi wystarczająco dużo, żeby pomóc Ukrainie. Uważam, że nie, bo przede wszystkim powinny być duże dostawy broni dla Ukrainy po to, żeby wyrównać szanse w walce z Rosją. Potrzebna jest też – wobec eskalowania konfliktu przez Rosję – kolejna fala sankcji wobec niej. Natomiast, jeśli miałbym do Ukrainy jakiekolwiek zastrzeżenia, to dotyczą one mobilizacji własnej armii do obrony własnego terytorium.

- Czyli Ukraińcy robią nie dość dużo, nie używając własnej armii?

- Armia jest w bardzo złym stanie, nie wszystko wiemy, ale jest niedozbrojona, niedoposażona. Jest pytanie o jej morale, o system dowodzenia, o infiltrację przez agenturę rosyjską. Natomiast to nie jest mała armia. Nie jest tak, że Ukraina jest bezbronna, nawet biorąc pod uwagę, że siły rosyjskie są zdecydowanie lepiej wyposażone i przygotowane do tej walki.

Władze w Kijowie ogłosiły 9 grudnia "dniem ciszy" i wstrzymały prowadzenie ognia w obwodach donieckim i ługańskim - w związku z zapowiadaną kolejną rundą rozmów o zawieszeniu broni w Donbasie. Spotkanie grupy kontaktowej ds. rozwiązania konfliktu, z udziałem przedstawicieli Ukrainy, Rosji i OBWE, miało odbyć się w stolicy Białorusi Mińsku. Z rozmów zrezygnowali jednak separatyści (żródło: RUPTLY/x-news).

- Nieustannie słyszymy ze strony władz ukraińskich prośby i apele o dostawy broni z Zachodu, ale te wezwania pozostają bez echa. Jedynie maleńka Litwa - spośród krajów Unii Europejskiej i NATO - obiecała dostawy broni Ukrainie. Reszta krajów, w tym Polska woli o tym nie mówić.

- Formalnie biorąc 16 lipca, decyzją Rady Europejskiej, zostało zniesione embargo na dostawy broni, które jeszcze dotyczyło reżimu byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Więc w zasadzie jest tak, jak to zabrzmiało w polskich oświadczeniach – że nie ma żadnych przeszkód by ukraiński klient zgłosił się w polskim zakładzie zbrojeniowym i zakupił broń.

Stosunek różnych państw Zachodu jest w tej kwestii zróżnicowany. Sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo są różnego rodzaju typy dostaw wojskowych: sprzęt wojskowy niebędący bronią, broń defensywna i broń ofensywna. Ostatnio mieliśmy do czynienia z dostawą sprzętu z Kanady, mamy deklarację i gotowość litewską, mamy deklarację polską.

Pamiętajmy o tym, że firmy mogą chcieć sprzedać, ale rządy mają kontrolę i każda transakcja zbrojeniowa musi być przez nie zaakceptowana – mieć licencję rządową.

Nie wykluczam tego, że mają miejsce dostawy broni, tylko nie są znane publicznie, nie są nagłaśniane. Poza tym rynek zbrojeniowy na świecie jest taki, że wszystko można kupić, jeśli się chce i jest się gotowym za to zapłacić.

To, czego Ukraina najbardziej w tej chwili potrzebuje, to środki zwalczania czołgów, broni pancernej i pociski do zwalczania samolotów. Czyli Ukraińcy potrzebują nie ciężkiej, dosyć prostej w kategoriach technologicznych broni ofensywnej czy defensywnej, ale broni wysokiej technologii, by móc się bronić przez atakami pancernymi czy atakami z powietrza. Jest pytanie również o ataki z morza - gdyby doszło do realizacji tego drugiego scenariusza, czyli próby zajęcia korytarza od Krymu aż do Naddniestrza.

Donieck. Ukraińscy wolontariusze zebrali ponad 200 tys. hrywien (43 tys. zł) na zakup noktowizorów dla żołnierzy, broniących międzynarodowego lotniska w Doniecku. Obrońcy, nazywani "cyborgami" z uwagi na długotrwały opór wobec ataków prorosyjskich separatystów, otrzymali dziesięć noktowizorów. Sprzęt umożliwi im widzenie w nocy na odległość 800 metrów. Walki o lotnisko w Doniecku trwają od maja. Separatyści ostrzeliwują je z artylerii, moździerzy i broni strzeleckiej (źródło: TVN 24/x-news).

- Rozumiem, że na posiedzeniu Biura Bezpieczeństwa Narodowego poświęconym naszej narodowej strategii bezpieczeństwa również była mowa o tych sprawach. Jaki pogląd przeważał wśród polskich polityków i ekspertów?

- Spotykaliśmy się my, europosłowie, w BBN na posiedzeniu na temat strategii bezpieczeństwa, a wszystko inne jest materią poufną.

- Wobec tego, jakie stanowisko w tej chwili dominuje wśród pana koleżanek i kolegów w Parlamencie Europejskim. Jak trudno się przebić z tak radykalnym punktem widzenia, jak Pański – na temat dostaw broni, zaostrzenia sankcji?

- Jest zgoda dominującej części PE na to, by obecnie obowiązujące sankcje unijne zostały utrzymane. Nie ma zgody, co do tego, że należałoby sankcje wzmocnić i rozszerzyć.

Ale jest też - w ostatnim tekście parlamentu przegłosowanym dużą większością - mowa o poparciu warunkowym dla Ukrainy. Jeśli nastąpi eskalacja działań wojennych ze strony Rosji, to zastosujemy zasadę „więcej za więcej”: im więcej wojny ze strony Rosji, tym więcej wsparcia ze strony Unii czy społeczności międzynarodowej dla Ukrainy. Jest zgoda, że trzeba przejść do dalej idących sankcji w takiej sytuacji.

PE jest też podzielony w kwestii dostaw broni. Jest przeświadczenie, że Ukraina potrzebuje broni, ale nie ma zgody, co do tego, kto miałby jej dostarczać. Generalnie biorąc, jesteśmy w stanie się zgodzić, że takie dostawy mogą mieć miejsce, o ile jest to kompetencja nie Unii, ale poszczególnych krajów członkowskich.

Kijów kontra Moskwa. Wojna o niepodległość Ukrainy>>>

- Od Ukraińców często można usłyszeć, że właściwie zostali pozostawieni samym sobie w konflikcie, w którym muszą stawić czoła światowemu supermocarstwu. Sankcje są symboliczne, dostaw broni nie ma.

- Prawdą jest to, że Ukraina nie uzyskała wsparcia militarnego, jakiego mogłaby się spodziewać, gdyby była członkiem NATO. Jednak trzeba przyznać, że uczciwie nikt nie przyrzekał takiego wsparcia, poza niejasnymi, a na pewno niezrealizowanymi gwarancjami bezpieczeństwa, które zawierało memorandum budapesztańskie, gdzie gwarantami nienaruszalności terytorialnej, niepodległości Ukrainy były – o dziwo – Rosja, ale również Stany Zjednoczone i Wielka Brytania; w zamian za wyrzeczenie się broni nuklearnej przez Kijów.

Generalnie biorąc, nikt Ukrainie wsparcia militarnego nie obiecywał, na razie obiektywnie jest sama wobec agresji, inwazji, wojny wytoczonej przez Rosję.

Natomiast nie zgodziłbym się z tezą, że nie ma sankcji. Są spóźnione, mogłyby być większe, ale są niebagatelne, dotykają gospodarkę rosyjską bardzo poważnie, są przyczyną sytuacji kryzysowo-recesyjnej i bardzo poważnego zaniepokojenia już nie tylko elity władzy, ale również społeczeństwa. Zaczynają dotykać i to do żywego.

Wsparcie Zachodu jest , może nie wprost – militarne, ale jest szerokie wsparcie ekonomiczne. Mam na myśli jednostronne otwarcie rynku UE dla towarów ukraińskich - w geście solidarności. Po drugie, jest potężny pakiet – uwarunkowany reformami - pomocy finansowej, w wysokości 11 mld euro i drugi jeszcze większy – Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Tak, więc, to nie jest tak, że nie ma pomocy i Ukraina jest całkiem pozostawiona samej sobie. Można powiedzieć, że oczekiwała i miała prawo oczekiwać więcej i to więcej nadchodzi, ale nie aż tyle i nie tak szybko, jak by chciała.

- Ze strony Unii jest umowa stowarzyszeniowa, jest ta pomoc, o której pan wspomniał, ale gorzej wygląda sprawa z NATO. Mamy deklarację prezydenta Petra Poroszenki, że Ukraina chciałaby przystąpić do Sojuszu, ale z drugiej strony jest równie stanowcze oświadczenie szefa dyplomacji Niemiec, który stwierdził, że nie widzi Ukrainy w NATO i mówienie o tym nie ma nic wspólnego z poczuciem odpowiedzialności.

- Po pierwsze, wszystkie dokumenty unijne mówią o tym, że Ukraina ma prawo samodzielnie wybierać, do jakich organizacji: politycznych, ekonomicznych czy wojskowych chce należeć. To jest coś, czego nikt nie może oprotestować.

Po drugie, NATO, jako całość, mówi o tym, że stosuje politykę otwartych drzwi - ustami swego poprzedniego sekretarza generalnego Andersa Fogha Rasmussena i obecnego szefa Jensa Stoltenberga. Wizyta w Ukrainie głównodowodzącego sił Sojuszu w Europie generała Philipa Breedlove'a mówi o współpracy partnerskiej, jeśli idzie m.in. o reformowanie i wsparcie armii ukraińskiej.

Oświadczenia ministra Steinmeiera idą wbrew tym tekstom, deklaracjom i krokom, co, do których nie ma żadnych wątpliwości. Jest to głos jednego z koalicjantów, socjaldemokratów a nie całego rządu niemieckiego. Mamy do czynienia z kwestionowaniem prawa Ukrainy do członkostwa w NATO przez część opinii publicznej na Zachodzie – głównie przez lewą stronę sceny politycznej.

Przyjęcie jakiegokolwiek nowego kraju do NATO wymaga jednomyślnej decyzji wszystkich członków. Krytyczne głosy, które się pojawiają dowodzą, że nawet gdyby Ukraina znalazła się na drodze do członkostwa, to będzie to droga długa i trudna. Pamiętamy, jak dużo spełnionych warunków, dyplomatycznego wysiłku i jak wiele poparcia było potrzebne, by Polska mogła wejść do NATO.

- Zachód być może robi wszystko, co jest w stanie, ale czy to jednak nie jest za mało i za późno, a w rezultacie będzie tak z Ukrainą, jak pokazuje przykład z literatury - że wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły?

- Nie jest tak dobrze, jakbyśmy chcieli i jakby życzyli sobie sami Ukraińcy, ale nie jest też aż tak źle, jak wskazywałby ten wierszyk. Ukraina ma wsparcie, ale nie we wszystkim i nie takie, jak by chciała. Doświadczenie polskie pokazuje, że nigdy w 100 proc. nie uzyskuje się od razu tego, do czego się dąży. Pamiętajmy, że my też czekaliśmy i na nasze członkostwo w NATO, i w Unii Europejskiej, na różne inne elementy wsparcia.

Ukraina dostaje i wsparcie polityczne, i gospodarcze, ale także militarne – choć ograniczone – poza dostawami broni i bojową obecnością wojska. Tak, więc jest to sytuacja szklanki do połowy pełnej, czy – jak powiedzieliby Ukraińcy – do połowy próżnej.

- Jak duże zagrożenie dla Polski stanowi sytuacja na Ukrainie?

- Każda wojna w otoczeniu naszych granic, granic Unii stanowi zagrożenie. Dlatego cała polityka sąsiedztwa Unii była nastawiona na to, ażeby od południa: Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu, czy od wschodu – krajów partnerstwa Wschodniego – stworzyć krąg przyjaciół. Możliwie demokratycznych, możliwie cieszących się dobrobytem i utrzymujących dobre stosunki zarówno z Unią, jak również między sobą.

Na odcinku wschodnim to się nie powiodło, bo mamy do czynienia z konfliktem zbrojnym, który stanowi wyzwanie i zmniejsza bezpieczeństwo i Polski, i całej UE. Stąd próby – na razie jeszcze w toku i nieskuteczne, żeby temu zagrożeniu stawić czoło. Unia dysponuje różnego rodzaju instrumentami, z wyjątkiem stricte wojskowych.

Jest też reakcja NATO, które w obliczu tego zagrożenia zwiększyło fizyczną obecność i na Morzu Czarnym, i na Morzu Bałtyckim, i na terytorium trzech państw bałtyckich (byłych republik ZSRR), i na terytorium Polski, Rumunii oraz Bułgarii.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo swoich członków – to Sojusz wypełnia funkcję odstraszania swoją wzmocnioną obecnością. Pytanie, co by się wydarzyło, gdyby nastąpił atak Rosji na któreś z państw bałtyckich - czy NATO zdążyłoby zareagować? Stąd dyskusje i decyzje o utworzeniu szpicy (sił natychmiastowego reagowania), które zapadły na szczycie NATO w Newport w Walii. Ale to już inny scenariusz. NATO na pewno jest w stanie zwiększonej gotowości bojowej.

- A jak pan przyjął to, że nowy przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk nie wspomniał o Ukrainie, choć to najważniejsze wyzwanie dla UE.

- Mówił o czterech priorytetach, wśród nich jest bezpieczeństwo UE, elementem tego jest sytuacja na Ukrainie. Poczekajmy do grudniowego szczytu Unii, bo to jest najpoważniejsze w tej chwili zagrożenie i najbliżej granic zewnętrznych Unii.

- Czyli to nie był błąd?

- To nie było expose, to były cztery priorytety bardzo skrótowo potraktowane. Nie możemy czynić zarzutu, że z imienia nie jest wymieniona Ukraina, Na pewno problem zagrożenia zewnętrznego został wymieniony, jako jedno z czterech najważniejszych wyzwań dla Unii Europejskiej.

Rozmawiał Juliusz Urbanowicz, PolskieRadio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Kijów kontra Moskwa: wojna o niepodległość Ukrainy (analiza)

10.10.2014 06:15
Stosunki Rosjan z Ukraińcami są najgorsze od stu lat – czyli od wojny z lat 1917-21. Dawna wrogość powróciła z nową siłą. Stawka w tej walce jest dokładnie taka sama: władzom w Kijowie idzie o niepodległość, ekipie w Moskwie – o podporządkowanie Ukrainy, które jest kluczem do odzyskania imperialnej pozycji przez Rosję. Metody rozgrywania konfliktu, wtedy i teraz, są łudząco podobne.
Rzekomo bratnie narody dzieli dziś głęboka przepaść, podobnie jak ich przywódców - prezydenta Rosji Władimira Putina i Ukrainy Petra Poroszenkę
Rzekomo "bratnie" narody dzieli dziś głęboka przepaść, podobnie jak ich przywódców - prezydenta Rosji Władimira Putina i Ukrainy Petra PoroszenkęFoto: CHRISTOPHE ENA /PAP/EPA.

Tamta wojna zakończyła się klęską Ukraińców i przekreśliła na długo ich dążenia do niezależności od Rosji – rządzonej wówczas przez bolszewików. Z punktu widzenia Ukraińców ich ziemie zostały rozebrane przez sąsiadów. Lwia część przypadła Rosji Radzieckiej, reszta - Polsce (Galicja Wschodnia i Wołyń), Czechosłowacji i Rumunii.

Sworzeń w "zderzeniu cywilizacji"

Obecnie Rosja również dąży - przynajmniej - do rozczłonkowania ziem ukraińskich i uzyskania decydującego wpływu na tym obszarze. Wykorzystuje w tym celu uwarunkowania kulturowe i cywilizacyjne Ukrainy, na które zwrócił uwagę Samuel P. Huntington w głośnej książce „Zderzenie cywilizacji”. Chodzi o podział kraju na wschód (zdominowany przez orientację prorosyjską) i zachód (proeuropejski), ukształtowany historycznie wskutek różnych wpływów: z jednej strony rosyjskich ( w tym w sowieckim wydaniu), a z drugiej europejskich (Polska, Austro-Węgry).

WOJNA NA UKRAINIE - serwis specjalny >>>

/

 

Nieprzypadkowo rozparcelowanie Ukrainy proponował niedawno publicznie Polsce, Węgrom i Rumunii wiceprzewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej i koncesjonowany „opozycjonista” Władimir Żyrinowski, tester koncepcji politycznych Kremla.

Zmagania rosyjsko-ukraińskie mają przy tym nie tylko znaczenie dla obu tych państw, czy regionu, ale i dla całego ładu międzynarodowego. W koncepcji „Wielkiej Szachownicy” jej autor Zbigniew Brzeziński (były doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego) wyróżnił, oprócz najważniejszych globalnych graczy (w tym Rosji), pięć państw, które odgrywają krytyczną rolę w światowej rozgrywce - tzw. sworzni geopolitycznych. W gronie „sworzni” (ich status wyznaczają położenie geograficzne oraz zasoby surowców) na pierwszym miejscu znalazła się Ukraina. Bez niej Rosja nie ma szans na odzyskanie statusu eurazjatyckiego supermocarstwa, co jest celem Władimira Putina.

Pierwsza wojna o niepodległość

Trudne braterstwo: historia sojuszu polsko-ukraińskiego przeciw bolszewikom (źródło: You Tube)

Niezmienna pozostaje nie tylko geostrategia. Niektóre cechy obu wojennych kampanii rosyjsko-ukraińskich: tej sprzed wieku i obecnej – są wręcz bliźniacze. Sowieci zabrali się do podboju Ukrainy przy pomocy miejscowej, zrusyfikowanej ludności, w tym oddziałów tzw. Gwardii Czerwonej - stworzonych z robotników okręgów przemysłowych Charkowa i Doniecka. W miastach wschodniej Ukrainy przygotowano powstania tamtejszych bolszewików. Rosyjska propaganda przedstawiała walki ukraińsko-sowieckie jako "ukraińską wojnę domową". Brzmi znajomo?

Naprzeciw rosyjskich czerwonoarmistów i ich ówczesnych satelitów - odpowiedników dzisiejszych „prorosyjskich separatystów” - stanęły głównie ochotnicze ukraińskie formacje, dowodzone przez samodzielnych atamanów. Dokładnie tak samo, jak obecnie dzieje się w Donbasie.

Ukraińcy przegrali, choć nie byli osamotnieni. Z bolszewikami walczyli na ukraińskich ziemiach także rosyjscy przeciwnicy radzieckiej rewolucji (armia Antona Denikina) oraz rodzące się polskie wojsko (w sojuszu z ukraińskimi formacjami Semena Petlury).

Ostatnim aktem tej walki Ukraińców o niezależność był dramat oddziału otoczonego i rozbitego przez bolszewicką konnicę w listopadzie 1921 roku w bitwie pod Małymi Mińkami. 359 żołnierzy wziętych wtedy do niewoli zostało rozstrzelanych kilka dni później. Było to zaledwie preludium tego, co czekało podbitą nację.

Katastrofa narodu

Za próbę wybicia się na niepodległość Ukraińcy zapłacili straszliwą cenę – wrzuceni w tryby zbrodniczej machiny totalitarnego imperium, zarządzanego z Moskwy.

W wyniku radzieckiej polityki przymusowej kolektywizacji Ukrainę ogarnął głód na bezprecedensową skalę - życie straciło wtedy kilka milionów ludzi. Trupy leżały na ulicach miast, zdesperowani z głodu ludzi masowo uciekali się do kanibalizmu. Tragiczną sytuację pogarszało wprowadzenie bezwzględnego zakazu opuszczania miejsc zamieszkania, za co karano śmiercią. Te sowieckie tzw. paszporty wewnętrzne obowiązywały zresztą aż do roku 1974.

Wielki Głód na Ukrainie - największa zbrodnia rosyjskiego komunizmu (źródło: You Tube)


Po latach wiele krajów świata, w tym sama Ukraina, a także Polska (w 2006 roku), uznało tę klęskę głodu za akt ludobójstwa. W tym gronie nie ma Rosji, która nie dokonała pełnego rozrachunku ze swoją totalitarną przeszłością.

Z martyrologii „Wielkiego Głodu” ekipa  ukraińskiej „pomarańczowej rewolucji”, na czele z prezydentem Wiktorem Juszczenką, uczyniła oś polityki historycznej, która miała konstytuować odrębność narodu-ofiary w opozycji do jego dawnego prześladowcy. Były prezydent wprost mówił, że wzorem jest dlań państwo Izrael, którego fundamentem stała się pamięć holocaustu. Liczba ofiar obu tych zbrodni ludobójstwa była zbliżona.

Część historyków uważa, że głodzenie całego narodu nie miało podłoża etnicznego, ale bezspornym faktem pozostaje, że wymarłe ukraińskie wsie bolszewicy zasiedlali Rosjanami.

Ponadto, terror sowieckiego aparatu przemocy, NKWD, doprowadził w latach 30. XX wieku do niemal całkowitego unicestwienia ukraińskiej inteligencji. Towarzyszyła temu bezwzględna rusyfikacja, połączona z mordowaniem ukraińskich księży prawosławnych i lirników, którzy wędrowali krzepiąc ludzi patriotycznymi pieśniami i opowieściami.

Zburzenie pomnika wodza bolszewickiej rewolucji Władimira Lenina w Charkowie, który był symbolem obcej dominacji i terroru (źródło: ENEX/x-news)


Po II wojnie światowej Moskwa zarządziła przymusowe przesiedlenie kilkuset tysięcy Ukraińców na Syberię. Był to odwet za próby walki tego narodu przeciwko ZSRR, w tym u boku nazistowskich Niemiec.

Według Nikity Chruszczowa, etnicznego Ukraińca, który stanął na czele ZSRR po śmierci Józefa Stalin, jego poprzednik rozważał deportację wszystkich Ukraińców na Syberię, lecz zrezygnował z tego kroku - ze względu na skalę przedsięwzięcia.

Jeszcze w latach 50. wysłano za Ural do pracy 100 tysięcy ukraińskich komsomolców – po raz kolejny przetrzebiając miejscową inteligencję. Przynależność do tej komunistycznej młodzieżówki była w ZSRR obowiązkowa.

Udławieni prezentem

Oficjalnie, włodarze Kremla przez cały czas mówili jednak o „bratnim narodzie ukraińskim”, a w 1954 roku podarowali mu nawet Krym (zrobił to Chruszczow).

To, co wydawało się propagandowym gestem bez znaczenia (ukraińska republika była wszakże częścią ZSRR), stało się kością niezgody po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991 roku. Na Krymie stacjonowała bowiem najpierw radziecka, a potem rosyjska flota czarnomorska, która z punktu widzenia Moskwy odgrywa strategiczną rolę, zapewniając jej przewagę w akwenie Morza Czarnego nad marynarką wojenną Turcji i pozostałych państw NATO w tym regionie.

Choć politycy obu krajów postradzieckich przez lata głosili, że Ukrainę i Rosję łączy "strategiczne partnerstwo”, to spór, najpierw o podział Floty Czarnomorskiej, a następnie o warunki jej pobytu na Krymie stał się stałym elementem utarczek na linii Kijów - Moskwa. Zaostrzał się za każdym razem wtedy, gdy na Ukrainie do władzy dochodzili zwolennicy prozachodniej orientacji tego państwa.

Tak było zwłaszcza po „pomarańczowej rewolucji” z 2004 roku. Kijów zaczął wówczas forsować zamiary przystąpienia do NATO i Unii Europejskiej, czyli zerwania z dogmatem „państwa pozablokowego”.

To rozwścieczyło Rosję, która na papierze zaakceptowała niepodległość Ukrainy, ale faktycznie nie dawała jej prawa do pełnego samostanowienia. W końcu – w odwecie za kolejną próbę prowadzenia przez Kijów samodzielnej, zorientowanej na Zachód polityki (po odsunięciu od władzy prorosyjskiej ekipy prezydenta Wiktora Janukowycza przez "Euromajdan") Rosja oderwała w marcu tego roku od Ukrainy Krym i zaanektowała ten półwysep. Następnie zaś dokonała agresji zbrojnej w Donbasie – najważniejszym regionie gospodarczym Ukrainy.

Dla obserwatorów spraw międzynarodowych nie było to zaskoczeniem. Już w latach 90. XX wieku przed zagarnięciem Krymu Rosję powstrzymało jedynie jej zaangażowanie w wojnę w Czeczenii. Scenariusz był zawsze ten sam: prorosyjscy separatyści ogłaszali niepodległość Krymu, rosyjscy politycy – gotowość do aneksji półwyspu. Ukrainę straszyli co najmniej zakręceniem kurka z gazem ziemnym. W 1992 roku Rada Najwyższa Rosji ogłosiła nawet unieważnienie aktu przekazania Krymu Ukrainie. Później jednak się z tego wycofała – włodarze Kremla czuli się wówczas jeszcze zbyt słabi na tę rewizję granic.

Strzelba zawisa na ścianie

Ale strzelba została zawieszona na ścianie i czekała na moment, gdy rosyjska egzekutywa po nią sięgnie i wypali w stronę Ukrainy.

W roku 2008 ta kwestia znów wróciła na ostrze noża. Szczyt NATO zamierzał przyznać Ukrainie Plan Działań na rzecz Członkostwa (MAP). Prezydent Rosji Władimir Putin miał wówczas powiedzieć, że wejście Ukrainy do Sojuszu oznaczałaby naruszenie „wyłącznej strefy rosyjskich wpływów” i mogłoby „ spowodować rozpad Ukrainy ". I sprecyzował: Rosja w takiej sytuacji byłaby zmuszona do oderwania Krymu i wschodnich obwodów Ukrainy.

Jakby tego było jeszcze za mało, Putin oświadczył w rozmowie z amerykańskim prezydentem Georgem W. Bushem, że Ukrainy w ogóle nie można nazwać państwem, gdyż „składa się ono w większości z ziem podarowanych przez Rosjan”. Jeśli Sojusz będzie nadal wciągał Ukrainę w swoje struktury, to państwo ukraińskie może przestać istnieć – zagroził.

Minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oficjalnie stwierdził, że wstąpienie Ukrainy do NATO byłoby dla Rosji zagrożeniem i użyje ona wszelkich środków, by do tego nie dopuścić.

W kontekście obecnych wydarzeń na Ukrainie te deklaracje brzmią jak zapowiedź realizacji przygotowanego zawczasu planu.

Ukraina to nie Rosja?

Wykracza on zresztą znacznie poza przechwycenie Krymu. Moskwa realizuje bowiem strategię destabilizowania i demontażu państwa ukraińskiego, które od dawna uznaje za sezonowy twór, a naprawdę za własne, częściowo nawet rdzenne terytorium (Ruś Kijowska jest uważana za kolebkę Rosji), zaś częściowo za strefę swoich mocarstwowych wpływów.

Ambasador Rosji w Kijowie, cztery lata temu mówił, że Rosjanie i Ukraińcy stanowią „jeden naród”. Wielu rosyjskich polityków i intelektualistów do dziś sądzi, że dawne pojęcie „ukraina” (czyli pogranicze) pozostaje aktualne. A w związku z tym ich wojska specnazu mogą swobodnie hulać po tych "Dzikich Polach" - jak określano tereny pomiędzy Rosją, Rzeczpospolitą, a Turcją; ostatecznie wchłonięte przez to pierwsze mocarstwo. Tym skwapliwiej, że wówczas zamieszkująca je ludność sama oddała się w ręce Moskwy. Kozacy pod skrzydłami Rosji szukali niezależności od Rzeczypospolitej. Znaleźli tylko na chwilę, by szybko stracić autonomię w warunkach samodzierżawia, czyli władzy absolutnej cara.

„Ukraina to nie Rosja” - w taki sposób zdefiniował swój kraj drugi z kolei prezydent postsowieckiej Ukrainy, Leonid Kuczma, pisząc książkę o takim tytule. Był to swoisty apel pod adresem „Wielkiego Brata” z Moskwy, by uznał odrębność Ukrainy i przestał traktować ją paternalistycznie.                                                                                                                                                                                                                                     Byłemu radzieckiemu technokracie, który pracował w przemyśle zbrojeniowym i kosmicznym, nie starczyło jednak determinacji, by wcielać w życie zawarty w książce program pełnej emancypacji państwa od dawnego uzależnienia. Przeciwnie, „realpolitik” byłego przywódcy Ukrainy sprowadzała się do dreptania w miejscu, a czasem wręcz wyglądała jak marsz w powiedzeniu o „kroku wprzód i dwóch krokach w tył”. Kuczma pozostał człowiekiem radzieckim, mentalnym wasalem Moskwy.

Kontestowany przez „pomarańczową rewolucję”, wieszał się u kremlowskich klamek, by władzę utrzymać (podpisał m.in. porozumienie o przystąpienie do unii celnej z Białorusią, Rosją i Kazachstanem, która w zamysłach Rosji ma stanowić przeciwwagę dla Unii Europejskiej).

Teraz, to właśnie Kuczma jest jednym z akuszerów porozumienia z Mińska, które podtrzymuje wcześniejsze postanowienia o wprowadzeniu rozejmu i ustanawia zdemilitaryzowaną strefę buforową. Jednocześnie przewiduje specjalne uprawnienia dla Donbasu i amnestię dla tamtejszych prorosyjskich separatystów.

Kijów przyciśnięty do muru

Ukraina zaakceptowała niekorzystny dla niej układ miński, ponieważ znalazła się pod ścianą. Na polu militarnym nie była w stanie kontynuować z powodzeniem „operacji antyterrorystycznej” przeciwko prorosyjskim separatystom, którzy otrzymywali coraz większe i coraz bardziej jawne wsparcie militarne z Rosji. Przez iluzoryczną granicę Rosjanie codziennie przerzucali do Donbasu czołgi i żołnierzy, a ich artyleria i wojska rakietowe stale ostrzeliwały siły ukraińskie. Większość ciężkiej broni, jaką dysponowali Ukraińcy została w ten sposób zniszczona. Tym łatwiej, że przewaga technologiczna Rosjan, jeśli idzie o systemy rozpoznania i kierowania ogniem, jest miażdżąca.

W Czerniowcach, w płd.- zach. części Ukrainy, powstała aleja pamięci dzieci, które zginęły w walkach na wschodzie kraju. Według szacunków ONZ, zginęło tam już ponad 3600 osób, w tym kilkadziesięcioro dzieci (źródło: News Channel "24"/x-news)


Tymczasem, wezwania władz w Kijowie pod adresem Zachodu o dozbrojenie sił ukraińskich pozostały bez echa. W obliczu realiów na polu bitwy i na arenie dyplomatycznej prezydent Ukrainy Petro Poroszenko ugiął się i zdecydował na rozejm oraz uznanie prorosyjskich separatystów, których przedstawiciele byli sygnatariuszami mińskiego porozumienia. Wcześniej Ukraina ignorowała ich, uważając, że prawdziwą stroną konfliktu jest Rosja.

Następstwo wydarzeń jest tu wyjątkowo wymowne. 18 września Waszyngton odrzuca zabiegi Poroszenki o zgodę na przyznanie Ukrainie statusu "nie będącego członkiem sojusznika NATO" i dostawy amerykańskiej broni. Już następnego dnia w Mińsku przedstawiciele tzw. grupy kontaktowej ds. uregulowania konfliktu na Ukrainie (Ukraina–Rosja–OBWE) oraz separatystów podpisali kolejne memorandum, które dotyczyło sposobu realizacji pełnego zawieszenia broni.

Wymiana jeńców w obwodzie donieckim. Uwolnienie osób przetrzymywanych przez strony konfliktu to jeden z punktów chwiejnego porozumienia rozejmowego z Mińska (źródło: RUPTLY/x-news)


- Z separatystami bylibyśmy w stanie sobie poradzić. Z rosyjskimi wojskami nie mamy szans – mówił pod koniec sierpnia premier Arsenij Jaceniuk. W jednym z ostatnich wywiadów Poroszenko przyznał wprost, że Ukraina straciła już w wojnie gros uzbrojenia i nie ma sprzętu, aby kontynuować operację. Prezydent Ukrainy przemawiając w amerykańskim Kongresie ironicznie stwierdził, że otrzymane koce i noktowizory są ważne, ale dzięki nim nie da się wygrać wojny z Rosją.

Przewaga Rosji i popieranych przez nią separatystów w konflikcie z Ukrainą wzrosła dzięki sukcesom militarnym, a także niechęci Zachodu do eskalowania konfliktu z Moskwą. Rosja konsekwentnie stara się realizować swój plan „federalizacji” Ukrainy, co ma doprowadzić do faktycznego rozbicia kraju i ponownego wchłonięcia go do rosyjskiej strefy wpływów.

Specjalny status Donbasu jest krokiem w tym kierunku - wprawdzie nie daje mu autonomii, ale jest korzystny dla Moskwy, która za pomocą marionetkowych, separatystycznych władz regionu będzie mogła w dalszym ciągu destabilizować sytuację na Ukrainie. A w dogodnym dla siebie momencie wrócić do pełnego urzeczywistnienia  "Noworosji”, co sprowadziłoby pozostałą część Ukrainy do dawnej roli buforowego pogranicza będącego przedmiotem przetargu pomiędzy mocarstwami.

Juliusz Urbanowicz, PolskieRadio.pl



Czytaj także

Były doradca Putina: władze w Kijowie nic nie robią

03.12.2014 08:00
- Putin ma plan zniszczenia Ukrainy, a jej władze mu pomagają, nie robiąc nic dla reformy gospodarki i społeczeństwa. Jakie sankcje wprowadziła Ukraina wobec Rosji? Żadne - mówi portalowi PolskieRadio.pl były doradca prezydenta Rosji Andriej Iłłarionow.
- Największy problem Ukrainy to nawet nie rosyjska agresja, ale brak politycznej elity, która reprezentuje nie swoje osobiste interesy, lecz interesy całego społeczeństwa, kraju - mówi były doradca prezydenta Rosji
- Największy problem Ukrainy to nawet nie rosyjska agresja, ale brak politycznej elity, która reprezentuje nie swoje osobiste interesy, lecz interesy całego społeczeństwa, kraju - mówi były doradca prezydenta RosjiFoto: Polskie Radio
Obejrzyj
- A jakie sankcje wprowadziła Ukraina? Żadne. Nawet nadal wysyła do Rosji dostawy wojskowe- mówi portalowi PolskieRadio.pl były doradca prezydenta Rosji Andriej Iłłarionow

Andriej Iłłarionow przeszedł długą drogę – od zausznika obecnego prezydenta Rosji Władimira Putina do jego zagorzałego przeciwnika.

Ten ekonomista wywodzi się z Sankt Petersburga, podobnie jak rosyjski przywódca. Był jego przedstawicielem, tzw. szerpą, w grupie ośmiu najpotężniejszych państw świata G-8. Rosja została z niej wyrugowana po aneksji Krymu, który formalnie nadal należy do Ukrainy. Drogi Iłłarionowa i Putina rozeszły się jednak już kilka lat wcześniej – w 2005 roku, kiedy kluczowy emisariusz i gospodarczy doradca prezydenta uznał, że kraj pod wodzą jego pryncypała, wcześniej częściowo wolny, stał się kompletnie autorytarny. Złożył rezygnację, a następnie stał się ekspertem libertariańskiego think-tanku Cato Institute w Waszyngtonie.

 

Ostro krytykowął  postępowanie Putina m.in.w aferze Jukosu, politykę energetyczną Rosji oraz jej działania w Czeczenii. W 2010 roku był jednym z pierwszych sygnatariuszy manifestu „Putin musi odejść”.

W rozmowie z portalem PolskieRadio.pl  Andriej Iłłarionow bardzo krytycznie ocenia sytuację w Ukrainie, która - jego zdaniem - zbyt słabo stawia czoła agresji Rosji, przez co zachęca ją do dalszych kroków na rzecz destabilizacji sąsiedniego państwa.

Juliusz Urbanowicz, portal PolskieRadio.pl: - Co mogą zrobić władze w Kijowie, by przeciwstawić się zakusom Rosji? Jak Pan ocenia ich działania?

Były doradca prezydenta Rosji Andriej Iłłarionow : - Niestety, w ciągu miesięcy, które minęły od rewolucji Majdanu, ani władze przed wyborem prezydenta Poroszenki, ani te po jego wyborze nie zrobiły tego, co najważniejsze. Nie broniły Krymu, faktycznie oddały półwysep agresorowi. Długo nie potrafiły podjąć niezbędnych decyzji o obronie wschodniej części kraju, co można było zrobić o wiele szybciej i skuteczniej.

Niestety, popełniły też kilka bardzo poważnych błędów wojskowych, w rezultacie których separatyści i wojska rosyjskie mogły zająć i okupować Donieck i Ługańsk, czego można było uniknąć.
Następnie zostały popełnione najgłębsze strategiczne błędy, przez co część ukraińskich ochotniczych batalionów została okrążona w rejonie Iłłowajska i innych miejsc. Można kontynuować wyliczanie strategicznych pomyłek polityczno-wojskowych.

Największy błąd władze w Kijowie popełniły jednak w gospodarce. To brak reform. Fałszywa wydaje się koncepcja, że najpierw należy zwyciężyć na polu bitwy, a dopiero potem przeprowadzić reformy. Jeden z punktów putinowskiego planu zniszczenia Ukrainy zakłada bowiem maksymalny nacisk gospodarczy w celu zwiększenia deficytu budżetowego, wyczerpania jej rezerw walutowych i doprowadzenia jej do niewypłacalności nie tylko wobec Rosji, ale i zachodnich państw. W ten spośob można by pokazać, że Ukraina jest państwem w stanie rozkładu. Niestety, obecne ukraińskie władze w dużym stopniu współdziałają na rzecz realizacji tego planu, nie robiąc nic na rzecz reformy gospodarki i społeczeństwa.
- A po ukraińskich wyborach parlamentarnych jest Pana zdaniem szansa na zmianę tego stanu rzeczy?
- Trzeba utworzyć rząd narodowy, patriotyczny, kóry będzie przeprowadzał niezbędne reformy. Największy problem Ukrainy to nawet nie rosyjska agresja, ale brak narodowej politycznej elity, która reprezentuje nie swoje osobiste, w tym ekonomiczne, interesy, ale interesy całego społeczeństwa, kraju. To dla Ukrainy sprawa życia i śmierci.

KRYZYS NA UKRAINIE: SERWIS SPECJALNY >>>
- Czyli prezydent Poroszenko i premier Jaceniuk reprezentują wyłącznie własne interesy?
- Pan Jaceniuk jest szefem rządu od końca lutego. Minęło 9 miesięcy. Chciałbym wiedzieć, jakie reformy zostały w tym czasie podjęte? Pan Poroszenko jest prezydentem od 25 maja, kiedy został wybrany, na początku czerwca rozpoczął urzędowanie. Chciałbym wiedzieć, jakie decyzje podjął dla zapewnienia bezpieczeństwa państwa, jaki fundament położył dla niezbędnych reform gospodarki i państwa? Chciałbym wiedzieć, kto został skazany za korupcję, jakie sprawy są prowadzone? Chciałbym wiedzieć, kto z tych, którzy rozstrzeliwali „Niebiańską sotnię” na kijowskim Majdanie został pociągnięty do odpowiedzialności. Chciałbym znać te nazwiska. Tego nie zrobiono.
- A może brakuje poparcia Zachodu dla reform?
- Zawsze można zwiększyć poparcie, np. zabrakło odpowiednich decyzji szczytu NATO w Walii. Ale tak czy inaczej nie jesteśmy w przedszkolu, a Ukraina nie jest przedszkolakiem. Są decyzje, które powinna podjąć niezależnie od postępowania Zachodu. Zachód, przy całej krytyce, jaką można formułować pod jego adresem, wprowadził sankcje. One są ograniczone, ale są. Pytanie: jakie sankcje wprowadziła Ukraina przeciwko Rosji? Odpowiedź: żadne. Co więcej, na wielu polach kontynuowana jest współpraca, w tym gospodarcza, wojskowa, Ukraina wysyła dostawy wojskowe do Rosji.
Rozmawiał Juliusz Urbanowicz, portal PolskieRadio.pl
Ciąg dalszy wywiadu wkrótce

Zobacz więcej na temat: Rosja Ukraina

Czytaj także

Ukraina zwiększa wydatki na zbrojenia. Jaceniuk przedstawia plan nowego rządu

09.12.2014 17:30
O powiększeniu budżetu na obronność poinformował premier Arsenij Jaceniuk. Zapowiedział, że Ukraina dążąc do osiągnięcia standardów NATO zrezygnuje ze statusu państwa znajdującego się poza blokami militarnymi.
Arsenij Jaceniuk zapowiedział wzrost wydatków na obronność do 5 PKB
Arsenij Jaceniuk zapowiedział wzrost wydatków na obronność do 5% PKBFoto: PAP/EPA SERGEY DOLZHENKO
Posłuchaj
00'56 Ukraiński rząd zapowiada reformy. Premier Arsenij Jaceniuk przedstawił swoją koncepcję działań Rady Ministrów. Ma ją jeszcze zatwierdzić parlament. Z Kijowa Piotr Pogorzelski/IAR
więcej

Przedstawiając na posiedzeniu Rady Ministrów plan działań swojego rządu Jaceniuk powtórzył, że głównym celem polityki zagranicznej państwa jest integracja europejska. Program działalności rządu zostanie zaprezentowany w czwartek w parlamencie.

- Naszym priorytetem jest bezpieczeństwo. Najważniejsze jest finansowanie armii i struktur siłowych. Mamy ambitny cel: przekazanie na bezpieczeństwo państwa do 5 procent PKB, co powinno znaleźć się w projekcie budżetu na przyszły rok - powiedział szef rządu.

Powstanie mur na granicy Rosją

Jaceniuk ocenił, że najważniejszym wyzwaniem jest agresja Rosji, która od wiosny okupuje Krym i wspiera separatystów w Donbasie na wschodzie Ukrainy. Zapowiedział w związku z tym ściślejszą współpracę wojskowo-techniczną z Zachodem i kontynuację programu budowy tzw. ściany na granicy z Rosją, która ma powstać w ciągu najbliższych czterech lat.

Premier oświadczył, że Ukraina "wystąpiła z wieloma pozwami" przeciwko Rosji do sądów międzynarodowych, w których domaga się odszkodowań za straty wywołane przez agresję. Jeden z pozwów dotyczy złamania przez Rosję konwencji dotyczących walki z terroryzmem.

Walka z korupcją

Szef rządu zaznaczył, że dla efektywnej obrony suwerenności Ukraina musi zwalczyć "agresora wewnętrznego", za którego uznał korupcję. Zaznaczył, że w szybkim tempie należy przystąpić do realizacji ustaw antykorupcyjnych, co oznacza powołanie Narodowego Biura Antykorupcyjnego.

Mówiąc o sytuacji gospodarczej kraju Jaceniuk oświadczył, że w związku z działaniami wojennymi na wschodzie jest ona w bardzo złym stanie. - Liczby, którymi dziś dysponujemy, świadczą o jednym: mamy do czynienia ze spadkiem produkcji przemysłowej, spadkiem PKB, dewaluacją pieniądza i zmniejszaniem się rezerw. System bankowy także znajduje się w skrajnie skomplikowanej sytuacji - podkreślił.

Reprywatyzacja w planach

Jaceniuk zapowiedział, że dla ratowania gospodarki rząd ma zamiar ograniczyć listę przedsiębiorstw państwowych, które nie podlegają obecnie prywatyzacji: z 1,5 tys. do 300. Chce także walczyć z monopolistami, wprowadzić obowiązkową deklarację dochodów i wyeliminować system nielegalnych wypłat, który polega na tym, że pracownicy część zarobków otrzymują w kopertach.

Władze zamierzają również urynkowić taryfy energetyczne oraz wprowadzić obowiązkowe ubezpieczenie medyczne.

- Mam nadzieję, że parlament zatwierdzi w czwartek program działalności rządu - powiedział premier, kończąc wystąpienie. Zwracając się do obywateli i ministrów podkreślił, że najbliższy okres będzie dla nich trudny.

- Chcielibyśmy, by zmiany odbywały się szybko, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale życie jest inne. Dlatego czeka nas ciężka praca. Wszyscy na stanowiska! - podsumował Jaceniuk.

KRYZYS NA UKRAINIE - serwis specjalny >>>

PAP/iz

Czytaj także

Brzeziński: Ukraina w NATO to nic dobrego

10.12.2014 08:29
Przyjęcie Ukrainy do NATO nie przyniosłoby niczego dobrego. Taką opinię wyraził doradca Jimmy'ego Cartera, profesor Zbigniew Brzeziński podczas konferencji z okazji setnej rocznicy urodzin Jana Nowaka-Jeziorańskiego", która odbyła się w Waszyngtonie.
Brzeziński: Ukraina w NATO to nic dobrego
Foto: Wiki COmmons

W wywiadzie dla Polskiego Radia profesor Brzeziński tłumaczył, że członkostwo Ukrainy w NATO zaostrzyłoby konflikt z Rosją. "Ograniczony konflikt może być bardziej korzystny dla Rosji niż dla nas, bo może spowodować całkowite załamanie się ukraińskiej gospodarki i systemu demokratycznego. Co w takich warunkach obecność w NATO da Ukrainie i co ta obecność da nam? Trzeba te rzeczy przemyśleć a nie kierować się sentymentem czy sympatią dla Ukrainy, które to uczucia żywię wobec tego kraju od dziecka" - podkreślił Zbigniew Brzeziński.
Profesor Brzeziński wziął udział w konferencji "Przyszłe wyzwania dla Polski i spuścizna Jana Nowaka-Jeziorańskiego". Podsumowujące wystąpienie wygłosił na niej prezes Polskiego Radia Andrzej Siezieniewski. Organizatorami konferencji były: prestiżowy amerykański "Narodowy Fundusz Demokracji" oraz Ambasada RP w Waszyngtonie.
IAR

Czytaj także

MFW ostrzega: Ukrainie grozi katastrofa finansowa. Zabraknie 15 mld USD

10.12.2014 23:00
MFW ostrzega, że Ukrainie, korzystającej już z pakietu ratunkowego, zabraknie 15 mld USD i ostrzegł rządy państw zachodnich, że krajowi temu grozić będzie załamanie finansowe, jeśli środki te nie znajdą się w ciągu tygodni - pisze w środę "Financial Times".
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: Stockexport

W kwietniu MFW ogłosił pakiet ratunkowy dla Ukrainy, obejmujący 17 mld USD na okres do 2016 roku. "FT" pisze, że przedstawiciele państw zachodnich, uczestniczący w rozmowach na temat sytuacji finansowej Ukrainy, wskazują na chłodne podejście do kolejnego znacznego zwiększenia pomocy dla tego kraju, gdy Kijów ociąga się z wprowadzaniem reform gospodarczych i administracyjnych wymaganych przez program pomocowy.

Według "FT", powołującego się na ludzi zaznajomionych ze stanowiskiem MFW, niedobór finansowy na Ukrainie jest rezultatem 7-procentowego spadku PKB tego kraju i załamania się ukraińskiego eksportu do Rosji, czego rezultatem jest wielki odpływ kapitałów i spadek rezerw bankowych.
Ukraina potrzebuje pieniędzy
Bez dodatkowych środków Kijów musiałby ostro ciąć wydatki budżetowe bądź wstrzymać obsługę zadłużenia. Od kwietnia, gdy rozpoczął się program ratunkowy, Ukraina otrzymała 8,2 mld USD od MFW i innych międzynarodowych kredytodawców.
Czy będzie trzeci program naprawczy?
"FT" odnotowuje, że unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Pierre Moscovici poinformował, iż Komisja Europejska, która obiecała już Ukrainie 1,6 mld euro, rozważa trzeci program ratunkowy dla tego kraju; rząd ukraiński zwrócił się do Brukseli o dodatkowe 2 mld euro.
Jednak włoski minister finansów Pier Carlo Padoan, który we wtorek przewodniczył rozmowom unijnych szefów resortów finansów na temat sytuacji na Ukrainie, oświadczył, że dodatkowe środki UE powinny być przyznane pod warunkiem, iż Kijów dołoży większych starań, jeśli chodzi o wprowadzanie reform.
Cięcie wydatków
Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk zapewnia, że jego rząd jest gotowy sięgnąć po niepopularne środki, takie jak znaczne cięcia wydatków, walka z wielką szarą strefą i dążenie do zwiększenia efektywności gospodarczej.
"FT" wskazuje, że zgodnie z zasadami MFW środków pomocowych nie można przekazać, jeśli nie ma pewności, iż kraj, dla którego są przeznaczone, będzie w stanie realizować swe zobowiązania finansowe przez kolejne 12 miesięcy; oznacza to, że Fundusz prawdopodobnie nie będzie mógł przekazać Kijowowi żadnych dodatkowych środków, dopóki nie znajdzie się wspomniane 15 miliardów USD.
Ukraiński bank centralny ujawnił w tym tygodniu, że jego rezerwy walutowe spadły z 16,3 mld USD w maju do zaledwie 9 mld USD w listopadzie. W tym okresie o prawie połowę spadły też ukraińskie rezerwy złota.
Rozmowy o spłacie długu
"FT" pisze, powołując się na dwie anonimowe osobistości, które uczestniczyły w unijnym spotkaniu poświęconym Ukrainie, że niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble poinformował, iż zwrócił się do ministra finansów Rosji Antona Siłuanowa o przedłużenie okresu spłaty pożyczki wysokości 3 mld USD, udzielonej przez Kreml Kijowowi w zeszłym roku, jeszcze za rządów Wiktora Janukowycza.
Zdziwienie inicjatywą Schaeublego wyraził szef brytyjskiego resortu finansów George Osborne, zwracając uwagę, że UE prosi Rosję o pomoc w czasie, gdy nakłada na nią sankcje za jej działania wobec Ukrainy - informuje na zakończenie "FT".

PAP, abo

Zobacz więcej na temat: finanse Ukraina

Czytaj także

Tajemnica "Ładunku 200". Rosyjscy żołnierze giną na Ukrainie, ale Moskwa to zataja

10.12.2014 18:17
Kreml wciąż udaje, że na wschodzie Ukrainy nie walczą rosyjskie wojska, ale jest jeden wyraźny dowód - ofiary śmiertelne wśród żołnierzy - pisze w analizie dla portalu Medium.com historyk Paul Richard Huard.
Zamaskowani ludzie przy siedzibie parlamentu Tatarów krymskich w Symferopolu
Zamaskowani ludzie przy siedzibie parlamentu Tatarów krymskich w SymferopoluFoto: Krym Realii/svaboda.org

Obserwatorzy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie zauważyli na granicy niedaleko Doniecka jadącą w stronę Rosji ciężarówkę z napisem "Ładunek 200" (ros. "Gruz 200). Ten kryptonim używany jest przez rosyjską armię na pojazdach, w których transportowane są zwłoki. Także przedstawiciele ukraińskiego rządu mówią o zaobserwowanych w listopadzie pięciu ciężarówkach z takim oznaczeniem.

Jak przypomina Paul Richard Huard, Kreml wciąż ucina wszelkie dyskusje na temat obecności rosyjskich wojsk na Ukrainie. Gdy przedstawiane są dowody w postaci filmów, zdjęć i relacji naocznych świadków, Moskwa wyjaśnia, że żołnierze... byli na wakacjach lub zabłądzili podczas manewrów.

Obserwatory OBWE mówią natomiast o setkach umundurowanych ludzi przechodzących przez punkt kontrolny niedaleko Doniecka.

KRYZYS NA UKRAINIE - serwis specjalny >>>

Historyk przypomina, że podczas wojny w Afganistanie w latach 80. Kreml również w znacznym stopniu ograniczał informowanie o ofiarach po stronie rosyjskiej. Wiele rodzin nigdy nie dowiedziało się, gdzie i kiedy zginęli ich synowie. Obecnie sytuacja powtarza się na Ukrainie. Do rodzin dostarczane są ciała żołnierzy z informacją o dacie śmierci. Żadnych dodatkowych wyjaśnień nie ma. Paul Richard Huard pisze w swym artykule, że na pytania rodzin, które chcą wiedzieć coś więcej, rząd odpowiada groźbami aresztowania za naruszenie państwowych zasad bezpieczeństwa.

Rodziny nie chcą jednak zostawić tej sprawy. Na Facebooku powstała grupa "Ładunek 200", gdzie bliscy rosyjskich żołnierzy wymieniają się informacjami. Wielu z uczestników dyskusji przyznaje, że ich znajomi w armii potwierdzają wykorzystywanie ciężarówek do przewożenia zwłok.

”Gruz 200 z Ukrainy do Rosji”>>>

Założycielka grupy Jelena Wasiliewa, bazując na wypowiedziach uczestników dyskusji, wyliczyła, że ok. 4000 rosyjskich żołnierzy poległo na Ukrainie. Aktywistka uważa, że nie wszystkie ciała ofiar śmiertelnych wracają do ojczyzny. Część ma być chowana w masowych grobach na zlecenie rosyjskiego rządu.

Jelena Wasiliewa dla PolskieRadio.pl: Putin szykuje nową krwawą łaźnię, zginą setki ludzi>>>

Wasiliewa na własną rękę wybrała się do Donbasu, by nakręcić dokument "Ukraina: w poszukiwaniu prawdy". Jak wyjaśniła, zobowiązała się przed rodzicami rosyjskich żołnierzy, że dostarczy dowodów na to, że ich dzieci walczą na wschodzie Ukrainy.

Cytowani przez historyka eksperci uważają, że wojna na Ukrainie może się skończyć w ciagu miesiąca, ponieważ Władimirowi Putinowi zabraknie żołnierzy. Może wprawdzie wymienić ich na poborowych, ale są oni niedoświadczeni i szybko polegną w walce.

Medium.com, bk

Czytaj także

Unia Europejska szykuje ostrzejsze sankcje wobec Krymu

10.12.2014 21:55
Bruksela nie wyklucza rozszerzenia zakazu inwestycji na Krymie o zakaz sprzedaży technologii wydobycia ropy i gazu, a także zaprzestania działalności europejskich firm turystycznych na półwyspie.
Budynek Komisji Europejskiej w Brukseli
Budynek Komisji Europejskiej w BrukseliFoto: Sylwia Mróz/PR
Posłuchaj
00'49 Możliwe kolejne sankcje UE w związku z aneksją Krymu. Unijni dyplomaci potwierdzili Polskiemu Radiu, że trwają prace nad restrykcjami wymierzonymi między innymi w przemysł turystyczny na półwyspie. Relacja Beaty Płomeckiej/IAR
więcej

Jak dowiedziało się Polskie Radio, wśród propozycji nowych restrykcji, nad którymi trwają obecnie prace w UE, znalazł się również zakaz nabywania czy finansowania przez obywateli UE firm na Krymie, zaanektowanym w marcu przez Rosję.

- Zakazuje się sprzedaży, dostaw, przekazywania i eksportu towarów i technologii - głosi projekt przygotowywanego dokumentu w odniesieniu do branży transportowej, telekomunikacyjnej, energetycznej oraz wydobycia i produkcji ropy, gazu i minerałów.

Wcześniej tego dnia premier Rosji Dmitrij Miedwiediew mówił, że powrót Krymu do Rosji był jej pisany. Aneksja należącego do Ukrainy półwyspu nie jest uznawana przez UE.

Prace nad sankcjami mają być zakończone w tym tygodniu, by w poniedziałek mogli je zaakceptować unijni ministrowie spraw zagranicznych na spotkaniu w Brukseli. Niektórzy dyplomaci wątpią jednak, czy to się uda. Zaproponowane restrykcje dotyczą tylko Krymu, w sprawie zaostrzenia sankcji gospodarczych wobec Rosji, wciąż nie ma zgody wśród państw członkowskich.

Reuters zauważa, że na szczycie UE 18-19 grudnia do przywódców UE ma trafić projekt osobnego oświadczenia mówiący o wzmocnieniu "polityki Unii dotyczącej nieuznania bezprawnej aneksji Krymu".

Polska premier Ewa Kopacz oświadczyła we wtorek na szczycie Grupy Wyszehradzkiej w Bratysławie, że UE "powinna być przygotowana na trzeci pakiet sankcji" wobec Rosji, jeśli nie będą wypełniane postanowienia z Mińska. Na początku września w stolicy Białorusi na spotkaniu grupy kontaktowej Ukraina-Rosja-OBWE został przyjęty 12-punktowy plan porozumienia w sprawie rozejmu między ukraińską armią a prorosyjskimi separatystami na wschodzie Ukrainy. Zakładał on m.in. całkowite wycofanie do Rosji personelu i sprzętu wspierającego rebelię oraz uwolnienie wszystkich zakładników. 

KRYZYS NA UKRAINIE - serwis specjalny >>>

PAP/iz

Czytaj także

Gorbaczow wzywa do zwołania szczytu Rosja-USA. "By odmrozić relacje"

10.12.2014 19:50
Ostatni radziecki przywódca Michaił Gorbaczow zachęcał USA i Rosję do Waszyngton i Moskwę do zorganizowania spotkania na szczycie w celu szybkiego odmrożenia stosunków. Apel odniósł też do innych państw zachodnich.
Michaił Gorbaczow
Michaił Gorbaczow Foto: fot. Siebbi/Wikimedia Commons/CC

Pierwszy i ostatni prezydent ZSRR uważa, że Rosja i państwa zachodnie powinny wrócić do wspólnych działań w obliczu globalnych wyzwań i zagrożeń.

W komentarzu zamieszczonym w rządowym dzienniku "Rossijskaja Gazieta" Gorbaczow zaznacza, że rezygnacja ze wspólnej walki z terroryzmem, zmianami klimatycznymi i epidemiami nie przyniesie nikomu korzyści, więc należy pilnie "odmrozić" stosunki.

Gorbaczow - laureat Pokojowej Nagrody Nobla - zasugerował, by szczyt przywódców Rosji i USA odbył się bez warunków wstępnych. Zaznaczył, że nikt nie powinien się obawiać utraty twarzy i tego, że ktoś odniesie propagandowe zwycięstwo. - Wszystko to powinno należeć do przeszłości. Należy myśleć o przyszłości - powiedział.

Dyplomatyczny kryzys w związku z Ukrainą miedzy Moskwą a Zachodem jest najgorszy od czasu zakończenia zimnej wojny. Gorbaczow przestrzegał przed nową zimną wojną, gdy w listopadzie uczestniczył w Berlinie w obchodach rocznicy upadku muru berlińskiego. Skrytykował wówczas Zachód, a szczególnie USA, za dążenie do dominacji na świecie. Jego zdaniem prezydent Władimir Putin jest zainteresowany rozwiązaniem konfliktu na Ukrainie. Gorbaczow zaapelował też wtedy o zniesienie sankcji wobec Rosji.

KRYZYS NA UKRAINIE - serwis specjalny >>>

PAP/iz

Czytaj także

Holenderskie myśliwce z bazy w Malborku przechwyciły rosyjskie bombowce

11.12.2014 10:00
Holenderskie maszyny zostały poderwane gdy dwa rosyjskie bombowce pojawiły się nad Bałtykiem. Myślice towarzyszyły Su-34 do granic przestrzeni powietrznej Obwodu Kaliningradzkiego.
Su-34 widziany nad norweskim wybrzeżem
Su-34 widziany nad norweskim wybrzeżemFoto: Royal Norwegian Air Force (RNoAF)

Zdarzenie miało miejsce w poniedziałek, ale poinformowało o nim w środę holenderskie ministerstwo obrony. Su-34 to naddźwiękowy myśliwiec wielozadaniowy, zdolny do przenoszenia taktycznej broni jądrowej.

Nie ma oficjalnej informacji jakie zadania wykonywały rosyjskie maszyny.

Operacja holenderskich myśliwców/Storyful Editor You Tube

Holenderskie f-16 stacjonują w polskiej bazie od 3 września w ramach operacji NATO - Baltic Air Policing i chronią przestrzeń powietrzną krajów bałtyckich. 

W połowie listopada zostały poderwane po raz pierwszy by przejąć rosyjską maszynę. Wtedy samolot rozpoznawczy Ił-20 znajdował się w międzynarodowej przestrzeni powietrznej, ale zbliżał się do Estonii i Litwy bez zgłoszenia planu lotu.

W tym roku NATO przejęło ponad 100 rosyjskich samolotów. To trzy razy więcej niż w roku ubiegłym. Z tego powodu kraje północnej Europy i Wielka Brytania postanowiły zacieśnić współdziałanie w obronie swojej przestrzeni powietrznej. 

KRYZYS NA UKRAINIE - serwis specjalny >>>

Polskieradio.pl/defensie.nl/iz

Zobacz więcej na temat: NATO Rosja samolot Ukraina